drac80
10.11.06, 09:42
Zaznaczam, to nie jest żadne wpuszczanie w maliny, nie wiem już kogo się
poradzić i co zrobić. Jesteśmy młodym małżeństwem z małym dzieckiem. W
zasadzie po urodzinach dziecka zaczęło się wszystko psuć. Ja pracuję, a żona
jest z dzieckiem w domu. Nie przelewa się, ale z głodu też nie umieramy.
Okazało się, że żona nie może wrócić do pracy. Z przyczyn dojazdowych i
zdrowotnych żłobek odpada. Jeśli wzięlibyśmy nianie, to po opłaceniu jej
pensji, biletu do pracy żony itp. Zostałoby jej na czysto jakieś 200 złotych.
Nie jest już tak dyspozycyjna, to nie byłoby premii, wyjazdów płatnych itp. Z
każdym dniem rośnie frustracja mojej żony. Praktycznie nie da się z nią
wytrzymać. Jednego dnia kupuje mi prezent i mówi jak bardzo mnie kocha,
drugiego zaczyna (bezpodstawnie) oskarżać o zdrady, kochanki. Nazywa dziecko
muminem, debilem, po czym mówi jak bardzo go kocha. Dba o niego, jeździ na
rehabilitacje, baseny, masaże, a jednocześnie potrafi mówić do niego jak
bardzo go nienawidzi, że zmarnował jej życie. Narzeka że nie ma kontaktu z
ludźmi, zapraszam znajomych, a ona siedzi podczas ich wizyty zamknięta w
drugim pokoju. Pokazuje mi rzecz, którą chciałaby mieć, jak chcę kupić,
zabrania mi mówiąc, że za drogie. Wczoraj to już przeszła samą siebie.
Spotkaliśmy znajoma na spacerze, ta zaglądnęła do wózka i powiedziała, że
podziwia moją żonę, że potrafi się poświecić dla dziecka, na co żona zaczęła
krzyczeć , rzucać łaciną, aż ludzie w parku na nas patrzyli. Po przyjściu do
domu zamknęła się z małym w pokoju, płakała przez bite 2 godziny, na moje
pytania, pocieszenie reagowała dzika furią, aż w końcu dałem spokój. Jak się
uspokoiła, to przyniosła mi pościel i powiedziała, że mnie już nie
potrzebuje i od dziś będę sypiał osobno. Nie wiem co mam robić, nie wiem co
jest mojej żonie i jak jej pomóc. Opłaciłem jej fakultet, by wyszła do ludzi,
miała poczucie, że nie tylko kupki, zupki i pieluchy, owszem chodzi, ale nic
to nie zmieniło. Obowiązkami domowymi dzielimy się w miarę równo. Zmywam,
piorę, kąpię dziecko, sprzątam, tylko prasować nie potrafię. Nie wiem, gdzie
tkwi problem, a tak dalej żyć się nie da.