Dodaj do ulubionych

Samotna matka

IP: *.* 24.07.01, 10:43
dziewczynyznam babke w moim wieku która rozstała sie z mężem w 8 m-cu ciązy. W tej chwili ma śliczną dziewcyznkw i wrociła do pracy po macierzyńskim. Została sama!!!! Miała tylko pomoc od mamy, moralna i finansową/Podziwiam ja za to ze to przetrwała. Gdy zapytałąm czemu tak sie stało odpowiedziała, ze to dla dobra dziecka by nie rosło w atmosferze awantur, kłótni, braku zaufania.Co o tym myślicie? Co jest lepsze dla dziecka? - bylejaki ojciec, czy samotna odpowiedzialna matka?Pozdrawiam Anja
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 12:11
      i tu sie zaczynaja schody. nie ma dobrego rozwiazania, wiem cos o tym, bo rozstalam sie z mezem i potem tego zalowalam. bo mialam wyrzuty sumienia, ze syn sie choea bez ojca. teraz tez mam i czasem nie moge sie pozbierac i czesto sie zastanawiam, czy i jak by to bylo, gdybysmy sie nie rozstali. w momencie, kiedy rodzice sie nie lubi, spi razem ale oddzielnie i kazdy sobie rzepke skrobie, niby nie ma to sensu. moze jednak czasem warto sprobowac sie jakos dogadac. a jak nie da rady, to trzeba sie rozstac. a moze rozstac na jakis czas a potem sprobowac raz jeszcze? na pewno lepsza dobra matka niz bylejaki ojciec, tylko pytanie co to znaczy bylejaki. jesli jest a jakby go nie bylo, to wlasciwie po co. ale moj syn kiedys powiedzial (teraz ma 8 lat a tatus odszedl 2 lata temu) - to co ze ciagle spal i niemial czasu, ale byl. moze to jest odpowiedz na pytanie.a poza tym pewnie takiej jednoznacznej nie ma. ja z perspektywy czasu mysle, ze zrobilabym to czy tamto. ale czy rzeczywiscie bym to zrobila? tylko gdybym miala dzisiejsza madrosc. ale nie mialam. chyba sie rozpisalam i nie odpowiedzialam na pytanie, ale tak wlasnie sama siebie sie ciagle pytam, czy to byla dobra decyzja. i wciaz nie wiem. ale czasem mi smutno. i czasem mam wyrzuty sumienia,ktorych na pewno nie ma moj byly, chociaz to on sie wyprowadzil do kogos.Anja napisała/ł:> dziewczyny> znam babke w moim wieku która rozstała sie z mężem w 8 m-cu ciązy. W tej chwili ma śliczną dziewcyznkw i wrociła do pracy po macierzyńskim. > Została sama!!!! Miała tylko pomoc od mamy, moralna i finansową/> Podziwiam ja za to ze to przetrwała. Gdy zapytałąm czemu tak sie stało odpowiedziała, ze to dla dobra dziecka by nie rosło w atmosferze awantur, kłótni, braku zaufania.> Co o tym myślicie? Co jest lepsze dla dziecka? - bylejaki ojciec, czy samotna odpowiedzialna matka?> Pozdrawiam Anja
    • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 12:20
      Bylejaki mąż nie musi być bylejakim ojcem!! Bylejaki maż może być dobrym ojcem!! A koleżanka skoro już się rozstała to niech robi wszystko aby dziecko miało tatę. Choćby od czasu do czasu. Na pociechę historyjka mojej koleżanki. Po urodzeniu dziecka jej mąż był bylejakim ojcem i mężem. Rozstali się, ale bez rozwodu - po prostu przestali mieszkać razem i utrzymywać kontakty. Tata tylko córkę odwiedzał od czasu do czasu. I z czasem odwiedzał coraz częściej Minęły dwa lata. Koleżanka i jej mąż zaczęli widywać się codziennie. Od kilku tygodni mieszkają razem. Koleżanka ma znowu męża. Dziecko CAŁY czas miało ojca. Prawdziwe :-)
      • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 12:55
        Jak optymistycznie!Rozstałam się definitywnie z moim chłapakiem około 2 m-ce po urodzeniu Marysieńki. Myślałam, że połączy nas dziecko - myliłam się bardzo. Jestem już po trzydziestce pierwsze bardzo długo oczekiwane (przez babcię)dziecko. "Tatuś" nie utrzymuje z nami żadnych kontaktów. Sam o tym zdecydował. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki czuję ból , że najukochańsze i najwspanialsze dziecko świata nie ma możliwości poznania swojego ojca. Tu nie chodzi o moje uczucia, ale już widzę (a Marysia ma 1,5 roczku), że dziecko tęski za nieznanym ojcem. Ja jestem bardzo szczęśliwa (dziecko to cud świata)- babcia kocha Ją ponad życie. I tu odpowiedź na pytanie. Ale, czy Marysia jest w pełni szczęśliwa...?! Skrzynia
        • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 13:12
          Skrzynia napisała/ł:> "Tatuś" nie utrzymuje z nami żadnych kontaktów. Sam o tym zdecydował. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki czuję ból , że najukochańsze i najwspanialsze dziecko świata nie ma możliwości poznania swojego ojca. "Życzę Ci aby i Twoja historia zakończyła sie optymistycznie ,choć niestety wydaje się, że kluczem do pozytywnego zakończenia jest utrzymywanie przez ojca choćby sporadycznych kontaktów z dzieckiem, tak jak u koleżanki,której historię opisałam. A nawet jeśli między rodzicami nic się już nie da naprawić to dziecko ma ich obydwoje.
          • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 13:36
            Masz oczywiście rację. Ale "Tatuś" właśnie miesiąc temu ożenił się z osobą, która koiła jego rany już podczas mojej ciąży. Nie wiem czy wie o dziecku (jej rodzice na pewno nie). "Tatuś" pochodzi z szacownej mieszczańskiej rodziny, która skrzętnie ukrywa tajemnicę syna. On również ukrywał istnienie dziecka (tylko ja dumnie paradowałam z brzuchem). Wyobraście sobie, że dopiero moja mama wkopała go na uczelni gdzie pracuje (doktorant)informując specjalnie o tym fakcie jego kolegów z katedry. A jaki był wciekły!!!Nie wiem czy to dobre wyjście, ale chcę trafić poprzez jego obecną żonę do jego ojcowskich uczuć. Może My kobiety potrafimy się lepiej porozumieć.
            • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 13:47
              To przykre!!!ja bym tam nie dała za wygraną. OK nie jesteści razem ale w świetle prawa i natury ON jest OJCEM. Może trzeba mu to uświadomić, w końcu brzuch sam nie powstał. Pomijam układy między rodzicami, ale matką i ojcem jest się do końca życia nawet jeśli sie komuś znudziło. Jeżeli para nie moze życ razem to moze lepiej dla dobra dziecka aby go psychicznie nie wykańczac stanem "zimnej wojny" ale ojcem mozna być nawet poza M-3.Trzymaj się Anja
              • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 14:25
                Dzięki za słowa wsparcia. Mąż mojej przyjaciółki zaczął kontaktować się ze swoim synem z pierwszego związku dopiero po jej stanowczej interwencji. Teraz razem z jego matką są dobrymi koleżankami odwiedzają się wzajemnie. Czy nie można, ależ owszem TAK. W ciąży byłam przekonana, że lepiej będzie wychowywać samotnie i w miłości dziecko niż w ciągłych awanturach. Wtedy bardzo dobrze zarabiałam(prawie 4xwięcej niż "Tatuś"),jestem zdecydowaną, tak zwaną silną kobietką - to dodawało mi pewności siebie.Teraz wszystko się zmieniło i wiele bym dała, aby mieć normalną rodzinę i więcej czasu poświęcać dziecku. Czas nieubłagalnie ucieka. Chciałam spróbować, ale oboje nie daliśmy sobie szansy - zapominając o dziecku. Jak wróci z wakacji będę zasypywać do e-mailami na adres uczelniany. A co tam, KONIEC SPOKOJU i miodowego miesiąca.Pozdrawiam Skrzynia.
            • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 14:46
              Skrzynia napisała/ł:> Masz oczywiście rację. Ale "Tatuś" właśnie miesiąc temu ożenił się z osobą, która koiła jego rany już podczas mojej ciąży. Nie wiem czy wie o dziecku (jej rodzice na pewno nie). No to pasztet... swoją drogą musiał chyba grać na dwa fronty na raz? Bardzo bym chciała coś mądrego tu napisać, ale skrzydła mi opadły, może tylko tyle żeby go nie zmuszać ,bo się zatnie jeszcze bardziej. Ale jak to zrobć by sam zechciał się zainteresować dzieckiem to nie wiem.... :what:Z drugiej strony dla jego żony to też nieciekawa sytuacja - szkoda , że ona o tym nie wiedziła, bo przecież nie wyszła by za niego..? Ja w jej sytuacji nie wiązałabym się z takim facetem.
        • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 00:19
          Ja odeszłam od męża gdy moja córka miała dwa latka. Krzysiek niestety nie dorósł ani do roli męża, ani do roli ojca. miałam serdecznie dosyć jego kłamstw i kłótni które były między nami.Odeszłam i nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Dziecko nie może wychowywać się wśród ciągłych krzyków. A trzymanie związku na siłę jest bez sensu. Dziecko i tak wie, że między rodzicami jest coś nie tak. Obecnie od dwóch lat jestem z innym facetem, którego moja córka zaakceptowała jako ojca, a on zaakceptował ją jako córkę.teraz rodzina nam się powiększyła o drugą dziewczynkę i na prawdę jest ok, chociaż także czasami się kłócimy.A mój były... założył drugą rodzine i nami się nie interesuje. I mam nadzieje, że tak zostanie. Ani ja, ani córka nie chcemy go widzieć, bo i po co. Każde znas ułożyło sobie życie po swojemu i myślę, że tak jest najlepiej.Do wszystkiego trzeba dorosnąć, do życia w małżeństwie i bycia rodzicami tym bardziej. Uważam, że lepiej się rozstać niż żyć ze sobą, nie odzywając się do siebie albo co gorsza użądzając wszystkim na około awantury. Jeden nieudany związek niczego nie przekreśla, życie biegnie na przód i można to życie sobie ułożyć jak najlepiej się potrafi.Mnie się udało, czego i wam - wszystkim samotnym mamom - życzę.Pozdrawiam i trzymam kciuki. Sammy
      • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 09:24
        Wiesiu!!! Jak bardzo życzyłabym sobie takiego scenariusza, jaki tu opowiedziałaś. U mnie też tak miało wyglądać. Jak się dowiedziałam o ciąży, miałam cudownego chłopaka, niestety nie był to ojciec dziecka. Po prostu fatalny zbieg okoliczności. Oboje postanowiliśmy, to znaczy i ja i ojciec Karolinki, że nie będziemy brać ślubu tylko z powodu ciąży. On się w czasie ciąży prawie nie pojawiał, moja agresja i niechęć do człowieka rosły. Urodziła sie Karolinka, on był w tym czasie na wakacjach w Zakopanem. Chłopak, z którym byłam cały ten czas nie wytrzymał presji środowiska oraz uznał, że nie mógłby być ojcem cudzego dziecka i odszedł jeszcze przed narodzeniem małej. Zostałam sama, ale gotowa na samotne macierzyństwo. Wtedy Jarek - czyli tatuś Karolinki zaczął się znowu pojawiać. Na początku parę razy w miesiącu, potem coraz częściej. Kiedy mała miała ok. 1,5 roku zdecydowaliśmy, że chcemy być razem normalną szczęśliwą rodziną. Byłam w siódmym niebie. Uznaliśmy, że czerwiec to piękny miesiąc na ślub. Sielanka. Nie mówię, że się nie kłóciliśmy. Mieszkaliśmy razem i różnie to bywało, ale chcielismy być z sobą. W maju pojechaliśmy na wakacje do Zakopanego i tam on mi oświadczył, że się pomylił, nie kocha mnie i odchodzi. Chciało mi się wyć, nie płakać, ale wyć właśnie. Wrócilismy do domu, on się ode mnie wyprowadził, wrócił do rodziców. Po krótkim czasie już znalazł sobie pocieszycielkę, moją eks-koleżankę głuchą na moje prośby i zaklęcia. Od tej pory minął już ponad rok. Ja nie umiem mysleć o czym innym. Kocham go jak idiotka i jestem cholernie zazdrosna. Schudłam, mam cholerne bóle głowy (to od stresu) i nie jestem w stanie skończyć mojego doktoratu, chociaż terminy gonią. A on? Uważa, że jest wszystko ok. Nie NAS zostawił, tylko MNIE. Karolinkę kocha i ją zabiera na spacery, więc się spełnia jako ojciec. Nie może tylko zrozumieć, że ja kategorycznie zabroniłam, aby mała nie przebywała w jej towarzystwie. A córka go uwielbia, tylko cały czas się boję, żeby mu ta miłość ojcowska kiedyś nie przeszła, bo to będzie wielka krzywda dla Karolinki. Wszystko to mówiłam mu już setki razy, wszystko na nic. Nie umiem o nim zapomnieć. Może kiedyś zajrzy na tę stronę i przeczyta moje słowa. Może kiedys zrozumie, może.... Na razie ja rozumiem samobójców i ich samotne wołanie o pomoc. Chcę żyć i wychowywac moją córkę, chcę mieć więcej dzieci, ale wiem też, że może przyjśc taka chwila samotności, że...(cienka długa linia). A może jednak będzie kiedyś lepiej? Aneta
        • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 09:36
          Rozumiem, że Ciebie serce boli ale w gruncie rzeczy twój scenariusz jest i tak o wiele lepszy niż to na co się zapowiadało! Dziecko ma ojca i niech go ma jak najczęściej!...a czas leczy rany...Wiem ,że brzmi to idiotycznie banalnie... Ja znam jeszcze jedną taką optymistyczną historię jak ta, którą opisałam poprzednio - ale w obu przypadkach były to jednak małżeństwa - czyżby to jednak miało znaczenie?
        • Gość: usia Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 09:38
          Anetko, jak mi przykro!!!!Tak Ci się życie poplątało. a taka z Ciebie fajna osoba........Pozostaje mieć nadzieję, że nie ma tego złego itd.I dobrze robisz nie zabierając Karolince ojca. Wcale sie nie dziwię, że nie możesz zabrać sie do pracy. Ja mam komfortowa sytuacje i też nie mogę.....Zresztą juz o tym rozmawiałyśmy....Całuję.
        • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 09:49
          Aneta,Mi też chciałoby się wyć gdybym była w Twojej skórze. Cóż można Ci poradzić abyś nie zaniedbywała siebie w tym wszystkim. Jestes zazdrosna o co o to ze jest z inną? Dlaczego nie patrzysz na niego obiektywnie? Przeciez to jest niedojrzały facet. Rozumiem że go kochasz ale czy nie jesteś zaślepiona? Zastanów sie czy jest wart Twojej miłości. Zresztą pomyśl sobie ze zeszlibyście się a on za jakis czas znowu stwierdziłby ze sie pomylił. Zastanow się czy on Ciebie naprawde kiedykolwiek kochał skoro jest tak zmienny w uczuciach. To dobzre że ma uczucia do dziecka ale nie ma do Ciebie więc po co sobie zawracać nim głowę.Nie mam prawa oceniać osoby ktorej nie znam ale z tego co piszesz to po prostu emocjonalnie niedojrzała osoba i chyba czas pomyśleć o sobie, o swoim doktoracie i o tym jak sobie urządzić życie bo jest wielu wartościowych meżczyzn na tym swiecie.Pozdrawiam Cię Anja
    • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 14:16
      Odpowiem może z trochę z innej strony bo ja sama jestem "dzieckiem z rozbitej rodziny". Mój ojciec (tak to widzę dzisiaj) nie dorósł do roli ojca, a moja mama z kolei całkowicie poświęciła się roli matki. Pamiętam kłótnie od najmłodszych lat (tata chce wyjść do kolegi, mama chce żeby był w domu, tata pijany wraca w nocy, mama zamyka drzwi na wsystkie zamki i nie chce go wpuścić). Prblem eskalował, w międzyczasie urodziła się moja siostra. Między rodzicami doszło do rękoczynów i naprawdę koszmarnych scen (które prześladują mnie do dziś). W końcu mama zdecydowała się na rozwód. Trwał on ok. 3 lat i w końcu ojciec został eksmitowany. Był to najszczęsliwszy dzień mojego życia. Dom wreszcie był domem. Od tamtej pory nie widziałam się z ojcem - raz przyszedł ale nie chciałyśmy z siostra wyjsc z pokoju. Szczerze mówiac zastanawiam sie czasem, jak to bedzie kiedy on juz bedzie stary i bedzie potrzebowal pomocy? Co by powiedział gdyby wiedzial o swoich wnuczkach? A jeśli spotkam go przypadkiem na ulicy? Szczerze mówiac nie chce go znać. Zachowywał się koszmarnie, sterroryzował całą rodzinę - ale jak można tak kompletnie usunąć ze swego życia ojca?Jakie z tego wnioski dla Was? Warto poznać swego przyszłego męża przed ślubem - rodzice znali sie bardzo krótko, chociaż ślub bynajmniej nie był z konieczności. A jeśli już nie wyjdzie, to albo zdecydować się na rozstanie i zachować przyjazne stosunki odnośnie opieki nad dziećmi, albo postanowić ratować związek i podjąc w tym kierunku stanowcze kroki. A nie czekać aż sytuacja się sama rozwiąże, i w międzyczasie nie szczędzić sobie złośliwości, przykrości itp.Nie uważam, że jestem jakoś szczególnie napiętnowana przez moje doświadczenia z dzieciństwa
      • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 14:25
        Może nie ma czym chwalić ale ja też jestem z rozwiedzionej rodziny. Ojciec mój zachowywał się jak playboy a my z bratem to wszystko oglądalismy. Mama żyła w lęku ze ją w końcu zostawi dla innej kobiety ale miała w sercu nadzieję ze się zmieni. Dziś z perspektywy czasu uważam ze mogła się rozstać z nim wcześniej. Dziś te doswiadczenia trochę upokarzające wpłynely negatywnie na mnie i brata. Odbiło się to naszych związkach. Wiem ze dzieci nie powinny być świadkiem rozgrywek miedzy rodzicami, bo to napewno odbije się na ich dorosłym życiu. Mało tego można zrobic im poważną krzywdę.Anja
      • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 14:40
        mój ojciec nie pił ale straszliwie się z mamą kłócili. ich krzyki też prześladują mnie do dziś, rękoczyny też były (wprawdzie nie przy dzieciach ale było widać skutki np. raz w nocy zbili szybę w pokoju moim i brata). niestety nie rozwiedli się, pdopiero parę lat temu ojciec się wyprowadził. ja wyprowadziłam się z domu jak miałam 18 lat, mój brat niestety parę lat dłużej był świadkiem awantur. efekt? ja przez parę lat nie potrafiłam zaufać nikomu, boję się o swój związek, choć jest na razie cudowny. mój brat ma problemy ze sobą, ze studiami, z narkotykami, z dziewczynami.mój wniosek- zdecydowanie lepiej się rozwieść. na dłuższą metę to jest lepsze dla dzieci.
    • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 15:15
      Mam fatalny chrakter wiec zdarzylo mi sie trzanac drzwiami za facetem zmienic zamki i wystawic mu rzeczy, gdyz uwazalam wlasnie, ze jest beznadziejnie, i lepeij byc samemu. Na szczescie maz nie odpuscil zastosowal dokladnie te sama taktyke czyli do serca przez dzieci i tez zadzialala. Jesli cos sie rozpada to nigdy nie ma tak, ze jedna strona jest winna, niestety. Ale jesli droga do dojrzalosci jest rozstanie, to chyba lepeij zeby nastapilo- skrzynio sama napisallas, ze myslalas ze dzieckocos zmieni- czyli nie bylo jak w raju juz wczesniej. Nie zadreczaj sie, tylko postaraj sie wyciagnac nauke z tego doswiadczenia zyciowego. Mi pomaga pewno zdanie "czlowiek zawsze moze zejsc na dobra droge- poki zyje" Cale zycie zie uczymy, rowniez przez zwiazki z petakami. MOze oboje byliscie niedojrzali decydujac sie na dziecko, ale teraz ty raczej wydoroslalas bardziej od niego. Alimenty placi? To jego dziecko i nie daj sie wrabiac w bohaterstwo. Bez zbednych lez zalatw to jak interes, w ktorym jestes pelnoprawnym partnerem, a nie frajerka. Duza buzia
      • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 24.07.01, 15:46
        Dzieki Gosia!!!Alimenty oczywiście regularnie płaci, niewspółmierne do wydatków, ale płaci. Mam 33 lata on 5 lat jest młodszy. Myślę, że do macierzyństwa jak najbardziej dorosłam, ale wychowując się pod skrzydełkami samo wystarczalnej matki (straciłam ojca jak miałam 10 lat) stałam się zbyt niezależna. Miałam trudności z utrzymaniem stałych związków (psychologiczny standard). Potrafię żyć sama, sama jeździć na wakacje, chodzić do kina, jak facet się ociąga - ja nie czekam i idę dalej. Chciałam trochę na siłę założyć rodzinę nie czując tego wewnątrz siebie (tyle lat nacisków).Trochę za późno zrozumiałam, że "Tatuś" nie jest ideałem za jakiego uchodził - i pojawiła się Marysieńka. On nie znał jeszcze życia - ja zbyt doświadczona- on skrajny konserwatysta -ja liberał. O partnerstwie nie było mowy. Znacie kawał o "konsternacji"?. To tak by wyglądał nasz związek. Całuski dla wszystkich.
    • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 20:30
      Anju, ja rozstalam sie z mezem kiedy Ola miala 6 miesiecy. Teraz ma 9 lat i z perspektywy czasu (i kilku wizyt u psychologa) wiem ze bylo to dobre posuniecie. Przynajmniej dla naszej rodziny. Dosyc dlugo trwalo zanim udalo mi sie zbudowac "zdrowe" relacje z jej ojcem. Ale udalo sie i dolaczam to do listy moich najwiekszych sukcesow. Od strony psychicznej moja corka rozwija sie prawidlowo. Choc byl taki moment... kiedy Ola miala ze 3 latka... spytala w drodze do przedszkola dlaczego tata z nami nie mieszka i czy to wszystko stalo sie przez nia. Odbylysmy dluga rozmowe w ktorej wszystko jej wyjasnilam, prawdziwie i nic nie sciemniajac. Najwazniejsze dla niej bylo to ze obydwoje ja nadal kochamy. Kazde dziecko potrzebuje dwojga rodzicow, ciepla domowego ogniska i milosci. Ale jesli dom to gejzer tryskajacy jadem to nie bedzie to odpowiednie miejsce dla dziecka.Teraz mam drugiego meza i drugie dziecko a Ola ma teraz jeszcze wiecej osob ktore ja kochaja :)
    • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 20.11.01, 09:58
      Dawno już miałam zamiar poruszyć ten temat, z innej jednak perspektywy niż uczyniła to Anja. Wczoraj napisałam nawet post w odpowiedzi na rozwiązany już szczęśliwie problem jojo (wątek: dlaczego czasem nie cierpimy naszych mężów).Oto, co w nim stoi:"Dziś mi się odświeżyła pamięć, bo spotkałam na mieście ojca mojego dziecka. Po kilku latach bycia ze sobą, wspólnego mieszkania, planów na przyszłość itd. itp. zaszłam w ciążę. Usłyszałam, że ja nie przyjmuję tego do wiadomości i że wiesz, co z tym zrobić. Wyprowadzka, a po kilku dniach koperta. Wiadomo, na co. Usłyszałam też, że to kradzież. Kradzież części JEGO, tego NIE WIADOMO KOGO!!!Dziś mam półrocznego, przecudnego Jacha. Urlop macierzyński mi się skończył, nie mam pracy (do starej wrócić nie mogę - pracodawca okazał się być najzwyklejszym hochsztaplerem). Przebieduję jakoś, ale jeszcze nie mogę mojego synka oddać babciom, niańkom. Potrzebujemy siebie nawzajem. Tak samo on mnie, jak ja jego.Dziś na mieście spotkaliśmy się. Najpierw nie chciał zajrzeć do wózka. Zajrzał, gdy dostał radę, by spojrzeć jak na cudze. To był pierwszy raz, odkąd się Jaś urodził...Rozmawialiśmy chwilę, Jasiek się wiercił, więc wzięłam go na ręce. Skóra zdjęta z tatusia... A w papierach moje nazwisko i fikcyjny ojciec.I co? Gdzie happy end?I nico. Nie będzie happy endu.Obiecał, że zabierze nas na działkę (kiedyś wspólną) i pokaże nową werandę. Przecież nowa weranda to jest dopiero powód do chwały!!!!!!!!!!!!!!Olałabym, ale może to spotkanie pociągnie za sobą następne i przyniesie kiedyś jakąś korzyść Jaśkowi? (Jest jeszcze zbyt mały, by mogło mu zaszkodzić.) Niby wyleczona ze złudzeń, ale ciągle jeszcze niepoprawna optymistka...Tymczasem żyjemy z Jaśkiem dla siebie, ale jak długo dam jeszcze radę oszukiwać, że wcale nie potrzebuję wypłakać się w mankiet komu innemu niż Jaśkowi?...P.S. Jasiek ma prawie pół roku. Jesteśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Mieszkamy we dwójkę. Nigdy nikt inny poza mną nie wstał do niego w nocy... 4 razy ktoś inny niż ja wziął go na spacer, żebym mogła zostać sama w domu (w tym raz wczoraj - miałam 38,4 i zawroty głowy)..."Od napisania tego postu zmieniło się tyle, że dzisiaj Jasiek po raz piąty był beze mnie na spacerku. No i gorączka oczywiście spadła, bo przecież nie mogę pozwolić sobie na chorobę.Nie wiem jeszcze, w jaki sposób odpowiem dziecku na pytania, które na pewno mi kiedyś zada. Jak mu całą sytuację wyjaśnię, by go to jak najmniej zabolało. Bez bólu raczej się nie obędzie. Jak poradzę sobie z własnymi ranami, świeżymi, wczorajszymi... "sama tego chciałaś", "miałaś 3 miesiące na podjęcie decyzji", "biedne dziecko"... ?Jak można patrzeć na własne dziecko bez krztyny zainteresowania???!!! Na malucha, który wyciąga łapki i szczerzy w uśmiechu bezzębne dziąsełka?????!!!!!Przepraszam, rozkleiłam się, a nie wolno mi tego robić.Nie wnoszę sprawy o ustalenie ojcostwa, nie staram się o alimenty, choć wszyscy mnie do tego namawiają. Może w tym człowieku coś kiedyś pęknie????????!!!!!!!!!!J.
  • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 07:48
    Stynko, trzymam za Ciebie kciuki. Wiesz, najzwyklej w ?wiecie się wzruszyłam czytajšc Twój post, co? mnie ?cisnęło w gardle. Ale mam dwie rady dla Ciebie. Pierwsza - pozbš? się złudzeń, on sie nie poprawi, nie zmieni. Takie cudowne metamorfozy sš tylko w harlequinach i ckliwych serialach. Druga - zawalcz o alimenty i o ustalenie ojcostwa, nie bšd? ?miesznš bohaterkš. Dziecko ma prawo do nazwiska ojca a ojciec ma pbowišzek łożyć na jego utrzymanie. Przecież masz trudnš sytuację finansowš. Te pare złotych możesz spożytkować na dodatkowe frjdy dla dziecka - wakacje, zajęcia sportowe, lekcje języków obcych. Te pienišdze nie sš dla Ciebie ale dla Twojego dziecka, dla Jasia. Można powiedzieć, że postępujesz egoistycznie nie starajšc się o nie.A tak na koniec - cuda w życiu sie zdażajš. Może Jasia pokocha jego ojciec, może biologiczny a może taki przyszywany?Trzymaj sie ciepło!Marta
  • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 07:56
    Stynko,Nie daj za wygraną. Dziecko ma ojca!!!! Wiele jest takich przypadków kiedy kobiety sądownie domagają się alimentów. I wiesz co? Wygrywają.Napisz gdzie mieszkasz - to może jakos wspólnie uda się cos wymyślić zeby Ci pomóc. A tymczasem trzymaj sie cieplutko i nie rezygnuj.Pozdrawiam Anja
  • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 08:27
    A czy tatuś nie poczuwa się do dofinansowania dziecka? Może zanim wystąpisz na drogę sądową (czyli konfliktogenną) spróbowałabyś pogadać z nim i dobrowolnie przekazałby jakieś pieniądze. Ja nadal chcę wierzyć w happy-endy...
  • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 09:47
    Stynkonie potrafię Cię pocieszyć, nie wiem jak. Inne dziewczyny Ci już poradziły, co powinnaś zrobić, o co się starać. Ja tylko razem z moim Szymkiem i malutką Fasolką chcemy Ci powiedzieć, że jesteśmy z Wami. Każda matka powinna się uczyć miłości od Ciebie.
  • Gość: guest Re: Samotna matka IP: *.* 25.07.01, 19:08
    Kochane dziewczyny! Dziękuję Wam bardzo za wsparcie. Dobre słowa bardzo podnoszą na duchu. Szczególnie dziś. Wracałam od lekarza i płakałam. Jasiek rozchorował się, mam nadzieję, że w nic poważnego się to nie przerodzi. Jego tatuś zostawił swoją ukochaną firemkę i pojechał na działeczkę werandę malować (a gdzież to kiedyś było do pomyślenia z pracy przed 18 wyjść!!!) Dziecka nie miał kto do lekarza na ostry dyżur zawieźć.Nad alimentami i ustaleniem ojcostwa myślę. Nie chciałabym wnosić sprawy, choć wiem, że to by było krzywdzące dla dziecka. Zobaczymy. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęłam. Nazwiska jednak Jaśkowi nie zmienię, nawet jeśli wygramy sprawę czy tatusiowi się odwidzi.Świetnie rozumiem Anetę. Miłość, zazdrość... Ja przeżywam to samo. Wybaczyłabym mu chyba wszystko, gdyby chciał być ojcem dla mojego Jasia, nawet takim dochodzącym ojcem. Jaśkowi miłości nie zabraknie, bo ma mnie. Niech by miał ze strony ojca przynajmniej zainteresowanie. Zainteresowanie i... jak to nazwać... poczucie tożsamości, nie tylko połowiczne?Najdziwniejsze jest to, że ten człowiek twierdzi, iż nadal mnie kocha. Mnie, tylko mnie, bez dodatków. Dowiedział się od kogoś, że rodzę i zadzwonił powiedzieć, że się o mnie martwi. Z tego, co wiem, z nikim się od naszego rozstania (5 tydzień ciąży) nie spotyka. Mam kontakt z jego matką - ona uważa się za Jaśkową babcię. Nie jest w stanie zrozumieć własnego syna ani na niego wpłynąć. Cóż, jest w końcu dorosły...Jasio śpi, położę się na trochę i ja, bo nie wiem, jaka noc nas czeka. To nasza pierwsza choroba...PozdrowieniaJ.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka