Widzę, że wiele z Was oprócz zajmowania się swoimi maluszkami pracuje zawodowo i tryska do tego humorem. Siedzę w domu od czasu pierwszej ciąży (jakieś 3,5 roku)i coraz trudniej mi się pozbierać. Zjada mnie deprecha, zauważyłam, że powoli tracę emocjonalny kontakt z ludźmi. Nadrabiam jeszcze miną, próbuję się uśmiechać. Ale jak długo można gugać do maleństwa? Albo czytać wierszyki?Powiecie, zostaw z kimś dziecko i się wyrwij. Z wielu względów to niestety niemożliwe. Czy praca może uleczyć taką chandrę? Oj, nie wiem czy zdecyduję się szukać pracy, bo sprowadzę chyba trzęsienie ziemi. Może gdyby udało się znaleźć pracę w domu? Mąż jest wyjątkowo odporny na domowe obowiązki i zginie bez gosposi i kucharki. Zostawić z nim dzieci? Szkoda mi dzieci.A dołek coraz głębszy...