Dodaj do ulubionych

DOM CZY KARIERA ????????

IP: *.* 24.04.02, 06:43
Drodzy forumowicze!Pisze bo mam powazny dylemat, ktory spedza mi sen z powiek. Zaraz po ukonczeniu studiow urodzilam dziecko. Obecnie maly ma poltora roku, a moje zycie kreci sie wylacznie wokol niego.Od pewnego czasu zaczelam sie rozgladac za praca.Dlaczego? Bo maz jeszcze studiuje i nie pracuje, bo sie nam nie przelewa, bo mieszkamy w akademiku, wreszcie bo chcialam wykorzystac wyksztalcenie.Bylam na kilku rozmowach ale dopiero teraz pojawla sie realna szansa zatrudnienia w renomowanej miedzynarodowej firmie, na "stworzonym" dla mnie stanowisku za dobre pieniadze.Z tym ze praca ta wiaze sie z niekoniecznie 8h dniem pracy + dojazd w jedna strone 45 min to ozn caly dzien poza domem. Na dodatek maz ma podjac prace od 6 maja.I tu pojawia sie problem bo co z maluszkiem???Nie mamy rodziny w okolicy. Slowo zlobek wywoluje u mnie gesia skorke. Pojawily sie wyrzuty, ze dla wlasnych ambicji pozostawie dziecko.I co ja mam robic??? Opiekunki sa drogie. Na dodatek moj skarbek jest totalnym niejadkiem i jedynie ja jestem w stanie sklonic go do jedzenia. Maly nigdy nie zostawal z nikim bo caly czas mial u boku mame.Co robiccccc???
Obserwuj wątek
    • Gość: joannaz Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 24.04.02, 07:34
      Batulka- niepotrzebnie słowo żlobek wywołuje u ciebie gęsią skórke, szczególnie, że jak sie domyslam nie widziałaś oststanio żadnego z nich. Twoja dzidzia jest juz całkiem pora i może w takim miejscu czuć się dobrze - oczywiście po pewnym czasie.Nie wiem skąd jesteś, ale współczesne żłobki to w większości miejsca przyjazne dzieciom. Proponuje odwiedzić kilka z nich, przyjśc na rozmowę z dyrekcją, pielęgniarką, obejrzeć miejsce zabaw, sypialnie itp. Możesz też zajrzeć tam rano gdy dzieci przychodza do żłobka - wcale nie słychać tam wielkiego zbiorowego lamentu.Warto spróbować. Może okazać się nawet, że twój niejadek polubi jedzenie, obserwując inne dzieci.Jedyny kłopot, kóry ja miałam ( mam nadzieję, że to już przeszłość)to były choroby Zosi, a właściwie 2 miesięczna infekcja. Zośka przez te 2 miesiące chodziła do żłobka w kratkę, ale teraz jest już ok.Pozdrawiam serdecznieJoannaz i Zofia, która po ukończeniu 1 roku stała się bardzo dzielnym żłobkowiczem.
    • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 24.04.02, 14:03
      Biorąc pod uwagę choroby dziecka (myślę o żłobku)i ewentualne z tego tytułu zwolnienia z pracy, kombinowanie z opieką, leczenie itd. czasem taniej wychodzi niania, szczególnie jesli samam do Was przyjedzie (odpada stres i czas na dowiezienie dziecka do żłobka itd.)EwaPracująca mama dwóch chorowitych chłopców (2,5 roku) zostających w domu pod opieka niani :).
    • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 24.04.02, 23:37
      Betulka, piszesz przecież, że to stanowisko za dobre pieniądze... To będzie Cię pewnie stać na nianię. Warto, skoro jest szansa. Potem możesz już takiej nie mieć. A o pracę coraz trudniej.Poza tym dziecko też nie powinno być wciąż przy mamusi, bo będzie mało samodzielne. A nianię lepiej starszą - taka ciocia-babcia. Moja przyjaciółka taką ma dla swojego 11-miesięcznego dziś synka, i jest zachwycona. Pani tak się umie zająć małym, że pozazdrościć, oprócz tego ona wraca z pracy, a tu pranie rozwieszone, kuchnia posprzątana, dzieciątko wykąpane czeka na buziaka od mamusi na dobranoc. Ponadto niania nie tylko radzi sobie z karmieniem, ale w dodatku robi to sprawniej niż mama! Tzn dziecię jest mniej uświnione :) :) :)Słuchaj, zrezygnować zawsze możesz, a myślę, że spróbować warto :)
    • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 07:41
      Cześć.Cha, decyzja jest trudna, ale przemyśl sobie, co będzie dla Twojej rodzininy lepszym rozwiązaniem.Moim zdaniem argument, że dziecko (półtora roku?!) "nie powinno być wciąż przy mamusi, bo będzie mało samodzielne" - delikatnie mówiąc - jest chybiony.Weź pod uwagę bardziej racjonalne argumenty i te "za" i te "przeciw". Oddając dziecko do żłobka musisz się liczyć z tym, że będzie chorowało, a Ty będziesz się zwalniać z pracy. Pracodawca może nie być zadowolony z takiej sytuacji. Może faktycznie lepszym rozwiązaniem będzie niania - studentka, starsza pani, koleżanka, która wychowuje swoje dziecko i nie chce iść do pracy.Moja córka miała 16 miesięcy, gdy podjęłam pracę. Zajęła się nią niania (22 lata), której nie zastąpiłabym teraz żadną inną. Córka wiele się przy niej uczy i na pewno się nie nudzi. Widzę, że obydwie przepadają za sobą.Zanim podejmiesz decyzję, znajdź nianię (lub żłobek), z którą bez lęku zostawisz swoje dziecko.Dorka
      • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 08:18
        Przywołały mnie dzieci - musiałam skończyć.Teraz "przeciw"Będziesz poza domem wiele godzin.Ja znikałam na 3-6 godzin.Znowu muszę przerwaćDorka
      • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 11:09
        Moim zdaniem argument, że dziecko (półtora roku?!) "nie powinno być wciąż przy mamusi, bo będzie mało samodzielne" - delikatnie mówiąc - jest chybiony.Po pierwsze, półtoraroczne dziecko to nie jest już niemowlę i można powoli zacząć go oswajać z tym, że nie musi być cały czas przy matce, ale mogą się nim zajmować też inne osoby. Dlatego polecałam nianię, a nie żłobek.Po drugie, jeśli chcesz zanegować czyjąś opinię jako "chybioną", to - delikatnie mówiąc - powinnaś się postarać o jakieś umotywowanie tej negacji ARGUMENTEM.
        • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 11:15
          Powyższy post był oczywiście do Dorki, a pierwsze zdanie z tego postu to cytat z jej wypowiedzi. Przepraszam za chaos, ale troszeczkę mnie zirytowała.
        • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 11:15
          Powyższy post był oczywiście do Dorki, a pierwsze zdanie z tego postu to cytat z jej wypowiedzi. Przepraszam za chaos, ale troszeczkę mnie zirytowała. Delikatnie mówiąc.
        • Gość: Mela Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 13:12
          Pomysł oddawania maleńkiego dziecka do zlobka jest pomyslem hybionym, a wrecz .... upiornym. Pisze bardzo dosadnie bo pracowałam w złobku. I widziałam jak dzieci stawały sie samodzielne :cry: Przechodziły wszystkie fazy rozpaczy za mamą, płacz, wycofywanie się, aż do .... zobojetnienia. Tak, zobojetnienia. Według mnie dziecko, które narażamy na długie rozstanie z matką niejako się " uodprarnia" na potrzebę kontaktu i przebywania razem z z nią - to sa właśnie te uśmiechniete i wiecznie zajete soba dzieci. Szczególnie wyrażnie widziałam to u dzieci, które były oddane do żlobka jak były bardzo małe, w wieku 3 miesięcy.Małe dziecko nie potrzebuje sal zabaw, czy kolegów. Potrzebuje obecności matki. Jest w stani znieść jej nieobecnosc jeśli ktoś mu to "wynagrodzi" - tata, babcia czy niania. Niania niestety nie kocha dziecka ktorym sie opiekuje - dziecko nie ładuje tak swoich akumulatorków w kontakcie z nią i nie daży do takiej intensywności kontaktów - stad moze ona i rozwiesić pranie, i posprzątać, i łatwiej uspić.Ja sama nie postępuje w pełnej z godzie z moimi pogladami. Ale zastanawiając się co jest lepsze dla moich dzieci uważam, że lepiej już urodzić się nie w idealnej rodzinie, niż w ogóle się nie urodzić, bo rodzice ciągle czekają na idealne warunki dla dzieci :crazy: Najwyżej moje córki bedą wydawać na psychoterapeutę jak dorosną ;)Wrociłam do pracy kiedy młodsza córka miała 7 miesięcy ( ze starszą byłam w domu 2 lata). Przez pół roku zajmował się nią maż - uznaliśmy ze jest za mała aby powierzyć ją opiekunce. Po pół roku pałeczkę przejęłą opiekunka, po spędzeniu probnego miesiąca pod okiem męża. I patrząc na moje dziecko widzę ze takie rozwiązanie nie przyniosło wiele szkody - pod moją nieobecność ktoś z troską się nią zajmuje. Po pół roku opiekunka została zaakceptowana, przestała być traktowana jako zagrożenie wyjścia mamy z domu. Lepiej byłoby oczywiście gdybym to ja mogła z nią być, ale w naszym niedoskonałym świecie przychodzi nam aceptować niedoskonałą sytuacje.Dodatkowo w mojej ocenie żlobek się w ogóle nie nadaje jako miejsce opieku dla dziecka kogoś, kto chce pracować w dużym koncernie. Oblicz sobie ile czasu zajmie ci zawiezienie i odwiezienie dziecka do zlobka, dojazd do pracy, praca. Spróbój zerwać dziecko rano, ubrac i zaprowadzić do złobka. A potem odebrac po pracy. Mala szansa ze zmiescisz sie w godzinach pracy tej instytucji. Do tego jeśli podczas okresu probnrego chociaz raz wymowisz slowo "dziecko", albo "choroba", albo "wyjsc wczesniej", to masz male szanse na przedluzenie umowy. Taka jest rzeczywistosc.Na Twoim miejscu oczywiscie spróbowała bym podjac prace, ale nie kosztem nagłego zostawienia dziecka z niejzną mu osobą czu osobami. Poprosilabym meza o wziecie urlopu i zajecie sie maluchem przez 2-3 tygodnie, moze dodatkwo babcia przyjechala by na ten czas, a wy w tym czasie poszukacie opiekunki. Zawsze przeciez mozesz sie wycofac. Bez zazlu ze nie sprobowalas.A - i moja uwaga do Iki. Kiedy bylam mala w miescie gdzie mieszkalam byly zlobki tygodniowe - dziecko oddawalo sie w poniedzialek, a odbieralo w piatek. Jesli zlobek ma byc treningiem samodzielnosci, to kogo trenowaly tamte przybytki? Mistrzow sportu?Mela
          • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 13:27
            Mela napisała/ł:> Pomysł oddawania maleńkiego dziecka do zlobka jest pomyslem hybionym, a wrecz .... upiornym. Pisze bardzo dosadnie bo pracowałam w złobku. I widziałam jak dzieci stawały sie samodzielne :cry: Przechodziły wszystkie fazy rozpaczy za mamą, płacz, wycofywanie się, aż do .... zobojetnienia. Tak, zobojetnienia. Według mnie dziecko, które narażamy na długie rozstanie z matką niejako się " uodprarnia" na potrzebę kontaktu i przebywania razem z z nią - to sa właśnie te uśmiechniete i wiecznie zajete soba dzieci. Szczególnie wyrażnie widziałam to u dzieci, które były oddane do żlobka jak były bardzo małe, w wieku 3 miesięcy.> > Małe dziecko nie potrzebuje sal zabaw, czy kolegów. Potrzebuje obecności matki. Jest w stani znieść jej nieobecnosc jeśli ktoś mu to "wynagrodzi" - tata, babcia czy niania. Niania niestety nie kocha dziecka ktorym sie opiekuje - dziecko nie ładuje tak swoich akumulatorków w kontakcie z nią i nie daży do takiej intensywności kontaktów - stad moze ona i rozwiesić pranie, i posprzątać, i łatwiej uspić.> > A - i moja uwaga do Iki. Kiedy bylam mala w miescie gdzie mieszkalam byly zlobki tygodniowe - dziecko oddawalo sie w poniedzialek, a odbieralo w piatek. Jesli zlobek ma byc treningiem samodzielnosci, to kogo trenowaly tamte przybytki? Mistrzow sportu?> > > MelaMela, a moja uwaga do Ciebie jest taka, byś najpierw dobrze przeczytała post, na który chcesz odpowiedzieć i opinię, którą chcesz zanegować. A teraz bardzo Cię proszę, abyś zacytowała zdanie, w którym powiedziałam, że polecam żłobek!!! A jeśli nie znajdziesz w moim poście nic o żłobku, to oczekuję przeprosin.Bowiem ja wyraźnie polecałam nianię. Wręcz "ciocio-babcię", którą najpierw się oczywiście sprawdza, która początkowo opiekuje się dzieckiem pod naszym okiem, a dziecko ma szansę się do niej przyzwyczaić i zaakceptować. NIGDY NIE POLECAŁAM ŻŁOBKA!!!!A niania mojej przyjaciółki nie dlatego ma czas pranie rozwiesić, że olewa dziecko - nie znasz tej kobiety, to dlaczego ją posądzasz o coś takiego???? - ona traktuje Krzysia jak swojego wnuczka, jest ciepła i spędza z nim cały czas, opiekując się i bawiąc z nim. Pranie rozwiesza wtedy, kiedy Krzyś ucina sobie drzemkę. Czy to nie mieści Ci się w głowie? P.S. Z tym żłobkiem tygodniowym to starałaś się być dowcipna...?:(
            • Gość: Mela Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 13:49
              Ika, Mój post był odpowiedzą na post Betulki w kwestii żłobka i pracy. Do Ciebie skierowałam jedynie ostatni akapit w kwestii samodzielności.Nie rozwijam odpowiedzi i nie przepraszam, bo z zasady nie odpowiadam na forum na zaczepne i agresywne wypowiedzi, których Twój post jest doskonałym przykładem.Zycze więcej uśmiechu. :) Mela :)
          • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 15:41
            Mela.Znów nie masz racji. WSzystkie posty tutaj są w jakims sensie odpowiedzią na post Betulki. Ale Ty odniosłaś się także do mojego postu i to NIE TYLKO ostatnim akapitem, ale także na przykład wspominając o niani, która ma czas rozwiesić pranie i dlaczego Twoim zdaniem ma na to czas. Zaprzeczysz, że tą nianię zaczerpnęłaś z mojego postu?A jeśli nawet przyjmiemy, że odniosłaś się do mnie tylko w ostatnim akapicie, to cóż, rzućmy okiem na ten ostatni akapit:Mela napisała/ł:> A - i moja uwaga do Iki. Kiedy bylam mala w miescie gdzie mieszkalam byly zlobki tygodniowe - dziecko oddawalo sie w poniedzialek, a odbieralo w piatek. Jesli zlobek ma byc treningiem samodzielnosci, to kogo trenowaly tamte przybytki? Mistrzow sportu?> > > MelaI ponawiam zatem swoją prośbę, byś zacytowała, w którym miejscu polecałam ŻŁOBEK jako rozwiązanie, oraz gdzie stwierdziłam, że to ŻŁOBEK ma uczyć samodzielności.Jestem akurat przeciwniczką żłobków, uważam, że są ostatecznością, kiedy nie ma innego wyjścia. Zatem Twoje insynuacje są bezpodstawne, a zatem nadal uważam, że mam prawo oczekiwać przeprosin za imputowanie mi poglądów, których NIGDY nie wyraziłam.Ponadto zasłanianie się rzekomą "agresywnością i zaczepnością" mojego postu jest absurdalne, bowiem mój post nie był agresywny, wyrażał jedynie moje słuszne oburzenie.Uśmiechu mam bardzo dużo, dla osób, które są w porządku.Pozdrawiam.
        • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 16:17
          I to oswojenie ma polegać na dziesięciogodzinnym przebywaniu z nianią? Na samym początku mojego powrotu do pracy musiałam przejść szkolenie. Przez kilka dni nie było mnie w domu właśnie po 10 godz. Córka była w tym czasie z opiekunką. Gdy wracałam późnym wieczorem do domu, mała była na mnie po dziecięcemu "obrażona", rozżalona i zaniepokojona.Dlatego napisałam to, co Cię tak poirytowało. Argumentacja powrotu do ponad 8-godzinnej pracy przyzwyczajaniem półtorarocznego dziecka do samodzielności? Uważasz, że to nie jest chybione?A tak na boku - to, że podważyłam to jedno Twoje zdanie nie znaczy, że podważam Twój rozsądek. Jeśli irytują Cię takie drobiazgi, jak reagujesz w sytuacjach o wiele poważniejszych? Więcej wiary w siebie.Dorkaofiara złego nastroju Iki
          • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 20:03
            Droga Dorko,zacznę od końca, a więc od Twojego podpisu. Jeśli jesteś ofiarą, to bynajmniej nie mojego złego nastroju, bo nastrój mam świetny, ale co najwyżej ofiarą swojej nieumiejętności merytorycznego odnoszenia się do czyjejś wypowiedzi. Bowiem podważyłaś moją racjonalność, zarzuciłaś mi brak racjonalnych argumentów, sama jednak nie podałaś ani pół argumentu na potwierdzenie swego arbitralnego osądu. Czyżby inna miara dla Ciebie a inna dla reszty ludzkości? Jakiś argument podałaś dopiero teraz, ale to chyba troszeczkę za późno, nie uważasz?Nie uważam za chybione przyzwyczajanie półtorarocznego dziecka do pewnej samodzielności, zakładając, że nie zamierzamy chować dziecka pod kloszem. Po pierwsze, nie mówimy przecież o pełnej samodzielności (to chyba oczywiste???). Zresztą, co nie bez znaczenia, ja wyraziłam się trochę inaczej... ale mniejsza o to.Po drugie, żebyś lepiej zrozumiała, podam Ci dwa konkretne przykłady. Jednym jest moja cioteczna siostrzenica, obecnie ośmioletnia. Rok temu cała rodzina się zastanawiała, jak to będzie, jak ona pójdzie do szkoły? Bo przecież ona cały czas z mamą, a więc nawet nie chciała bez mamy zostać w domu, nie chciała zostać nawet z własną babcią! Bo była przyzwyczajona, że mama jest zawsze.Drugim przykładem jestem ja osobiście. Wkrótce po moim urodzeniu, ojca wzięli do wojska. Mama po macierzyńskim musiała wrócić do pracy. Opiekowała się więc mną babcia (która niczym się nie różniła od wspomnianej przeze mnie opiekunki Krzysia), czasami ktoś inny, jeśli babcia nie mogła, była chora etc. W każdym razie byłam przyzwyczajona do tego, że mama NIE ZAWSZE może być na wyciągnięcie ręki.Kiedy miałam niecałe dwa latka, okazało się, że muszę wyjechać do sanatorium do Polanicy, na dwa miesiące. Wtedy były inne czasy i rodzice mogli mnie odwiedzić tylko RAZ, po miesiącu pobytu.Niewiele pamiętam z tamtego okresu, bo byłam zaledwie dwuletnim dzieciakiem, ale pamiętam histerię, rozpacz, rzucanie się po ścianach a w dalszej kolejności np. odmawianie jedzenia przez dzieci, które najwidoczniej dotąd miały maminą spódnicę zawsze pod ręką. Była część takich dzieci. Na szczęście niewiele. A mnie można było po prostu wytłumaczyć, że tak musi być, że to konieczne, i tak dalej. Pewnie nie do końca to rozumiałam (no, trudno tego wymagać od dwulatka!), ale nie był to dla mnie koniec świata. Uważasz, że kto był w lepszej sytuacji? Ja, która tęskniłam, ale jakoś sobie radziłam i umiałam zaakceptować, że chwilowo muszą się mną opiekować ciocie, czy tamte dzieci rzucające się po ścianach i wyjące jak opętane?A wracając jeszcze do Twojego postu. Najbardziej chybiona jest tutaj Twoja fałszywa troska o moje reakcje w "poważniejszych sytuacjach". Świetnie sobie radzę, natomiast zawsze irytują mnie ludzie, którzy zachowują się jak pięcioletnie dzieci: "nie lubię jej". A dlaczego? "Bo nie!" A tak moim zdaniem Ty się zachowałaś. Oczywiście ciut wyolbrzymiam, ale to dla zobrazowania. Oznajmiłaś, że mój argument jest chybiony (delikatnie mówiąc, bo ty przecież taka delikatna jesteś), ale nie uznałaś za stosowne wyjaśnić dlaczego. Zrobiłaś to duuużo później, kiedy sama Cię do tego sprowokowałam. To mnie irytuje, zawsze i bez względu na powagę sytuacji (od rzemyczka do koniczka, moja droga). Twoje życzenie mi więcej wiary w siebie jak rozumiem miało być li tylko złośliwością i tak też to potraktuję, bowiem wiary w siebie mi bynajmniej nie brakuje i o to również nie musisz się troszczyć.Opuść czasem troszkę niżej swój nosek, a wtedy nie będziesz musiała robić z siebie czyjejś ofiary.Acha, i jeszcze jedno: zauważyłaś w moim poście tylko jedno zdanie (to które skrytykowałaś)? Tam były też inne argumenty. Przede wszystkim ja argumentowałam, dlaczego uważam, że Betulka powinna moim zdaniem skorzystać z takiej okazji pracy. A Ty wyłuskałaś jakiś najmniej ważny argument... Tak jakbyś po prostu chciała się do czegoś przyczepić.Uważasz, że kobieta nie powinna wracać do pracy? Albo wracać, kiedy już dziecko pójdzie do szkoły?Może byłoby to dobre dla niektórych, ale obawiam się, że w dzisiejszych czasach jest to coraz mniej realne. O pracę jest coraz trudniej, a za chwilę będzie jeszcze gorzej. Pracodawcy już teraz niezbyt chętnie zatrudniają osoby, które miały dużą przerwę w wykonywaniu zawodu, lub dużą przerwę pomiędzy studiami a pracą. Jeśli kogoś stać na niepracowanie, proszę bardzo. Ale niektórzy muszą zarabiać. Są różne sytuacje i nie da się do wszystkiego przyłożyć jednego szablonu. A takie stawianie sprawy moim zdaniem wpędza w wyrzuty sumienia te matki, które do pracy pójść MUSZĄ.Pozdrawiam.
            • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 19:12
              Ika mama Oskarka napisała/ł:> Bowiem podważyłaś moją racjonalność, zarzuciłaś mi brak >racjonalnych argumentów, sama jednak nie podałaś ani pół >argumentu na potwierdzenie swego arbitralnego osądu. >Czyżby inna miara dla Ciebie a inna dla reszty ludzkości? <Już napisałam, że nie podważałam Twojej racjonalności, ani nie zarzucałam braku racjonalnych argumentów. NIgdy nie stosuję innej miary dla siebie, a innej dla pozostałych. Ale widzę, że TY mnie znasz lepiej.NIe podałam wytłumaczenia, gdyż wydawało mi się, że nie jest konieczne (wolałam się skupić na samym problemie). Wystarczyło, Iko, normalnie poprosić o rozszerzenie kwestii "chybionego argumentu". > Nie uważam za chybione przyzwyczajanie półtorarocznego >dziecka do pewnej samodzielności, zakładając, że nie >zamierzamy chować dziecka pod kloszem. Po pierwsze, nie >mówimy przecież o pełnej samodzielności (to chyba >oczywiste???). Zresztą, co nie bez znaczenia, ja wyraziłam >się trochę inaczej... ale mniejsza o to. <A ta "pewna samodzielność" to ponad 8 godzin dziennie bez mamy. Być może nie zobaczy mamy rano, a czasem i wieczorem, gdy będzie musiała zostać po godzinach. NIe chciałabym uczyć w ten sposób samodzielności moich dzieci.Wyraziłaś się tak: "Poza tym dziecko też nie powinno być wciąż przy mamusi, bo będzie mało samodzielne".Rozważ, proszę, jeszcze raz to zdanie w kontekście tego, co napisała Betulka.> Acha, i jeszcze jedno: zauważyłaś w moim poście tylko >jedno zdanie (to które skrytykowałaś)? Tam były też inne >argumenty. Przede wszystkim ja argumentowałam, dlaczego >uważam, że Betulka powinna moim zdaniem skorzystać z >takiej okazji pracy. A Ty wyłuskałaś jakiś najmniej ważny >argument... Tak jakbyś po prostu chciała się do czegoś >przyczepić.A nie przyszło Ci do głowy , że z pozostałymi argumentami się zgadzam? Chodziło mi o to, że powrót do pracy można tłumaczyć sytuacją finansową, sytuacją na rynku pracy, ale nie dbałością o samodzielność dziecka. Tylko tyle. Uwierz, że nie miałam zamiaru Cię obrażać, ani prowokować. Przykro mi, że każde moje słowo odbierasz jako atak, lub fałszywą troskę. Dlaczego podejrzewasz, że Cię nie lubię i tylko szukam okazji, by Cię zdyskredytować? Gdzie to wyczytałaś? Myślisz, że nie mam nic do roboty jak tylko wyszukiwać posty niejakiej Iki i prawienie jej złośliwości?> Uważasz, że kobieta nie powinna wracać do pracy? Albo wracać, kiedy już dziecko pójdzie do szkoły?<Gdzie to napisałam? Przecież sama wróciłam do pracy, gdy moja córka miała 16 miesiecy. Tylko, że zwykle nie było mnie w domu 4 godziny.> Może byłoby to dobre dla niektórych, ale obawiam się, że w dzisiejszych czasach jest to coraz mniej realne. O pracę jest coraz trudniej, a za chwilę będzie jeszcze gorzej. Pracodawcy już teraz niezbyt chętnie zatrudniają osoby, które miały dużą przerwę w wykonywaniu zawodu, lub dużą przerwę pomiędzy studiami a pracą. Jeśli kogoś stać na niepracowanie, proszę bardzo. Ale niektórzy muszą zarabiać. Są różne sytuacje i nie da się do wszystkiego przyłożyć jednego szablonu. A takie stawianie sprawy moim zdaniem >wpędza w wyrzuty sumienia te matki, które do pracy pójść >MUSZĄ.Zgadza się. Wcale nie uważam kobiet wracających do pracy za złe matki. Myślę jednak, że zastąpienie dziecku matki nianią (czy żłobkiem) na 10 godzin, a może i kilka dni pod rząd (różnie to może być) jest wręcz szkodliwym rozwiązaniem. Ale to jest , Iko, moje zdanie. I nie uważam go za jedynie słuszne. Co do Twoich przykładów.Moja mama zajmowała się mną i moimi braćmi 10 lat. Z tym, że gdy urodziła pierwszego syna, zaraz musiała wrócić do pracy. Czekał na nią w żłobku. Gdy po roku urodziła bliźniaki, została z nami na te 10 lat. Starszy syn okupił pobyt w żłobku chorobliwą nieśmiałością i brakiem pewności siebie. My zaś, od początku przy mamie, nie baliśmy się podbijania świata. Nawet pójście do szkoły nie wiązało się z wielkim stresem. Cóż, każdy ma swoje doświadczenia i na nich buduje swój światopogląd. To, że Twoje doświadczenia są inne nie znaczy, że poglądy z nich powstałe - złe. Jeśli chcesz na podstawie tego, czego nie napisałam, lub na podstawie tego , co napisałam wysnówać przypuszczenia o moim wrednym charakterze - zapraszam na priva. Nie psujmy ważnej dyskusji prywatą.:-) Dorka :-)Złośliwie czychająca na posty niejakiej Iki ;-)
              • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 21:31
                mama Sikorek napisała/ł:> Już napisałam, że nie podważałam Twojej racjonalności, ani nie zarzucałam braku racjonalnych argumentów. Nigdy nie stosuję innej miary dla siebie, a innej dla pozostałych. Ale widzę, że TY mnie znasz lepiej.Ty mnie też nie znasz, ale nie przeszkadzało Ci to skrytykować jakieś moje zdanie bez dania racji. Chodziło mi jedynie o to, że skoro krytykujesz, to powiedz mi, dlaczego.> NIe podałam wytłumaczenia, gdyż wydawało mi się, że nie jest konieczne (wolałam się skupić na samym problemie). Oczywiście, nie było konieczne... no jasne... można rzucić pustym stwierdzeniem i nie umotywować... (gwoli wyjaśnienia: puste właśnie z powodu braku argumentów).> Wystarczyło, Iko, normalnie poprosić o rozszerzenie > kwestii "chybionego argumentu". Co Ty nie powiesz?? :what: A niby co ja innego zrobiłam? Powiedziałam, byś postarała się o argumenty, jeśli chcesz coś zanegować. Hmm, pewnie Twoim zdaniem to jest "nienormalne". Cóż zatem miałam zrobić? Napisać petycję do szanownej Dorki z prośbą o łaskawe udzielenie mi łaski swej argumentacji? Nie przesadzaj... już chyba nie wiesz, czego się czepić :( > > A ta "pewna samodzielność" to ponad 8 godzin dziennie bez mamy. Być może nie zobaczy mamy rano, a czasem i wieczorem, gdy będzie musiała zostać po godzinach. NIe chciałabym uczyć w ten sposób samodzielności moich dzieci.A nie przyszło Ci do główki, że skoro Betulka napisała taki post, to może ma powody by pójść do pracy??? Czy może wyszłaś z założenia, że ona to robi dla hecy, dla kaprysu, bo jej się w domciu znudziło?? Bo moim zdaniem z tego, co Betulka napisała wynika, że nie jest im łatwo. Ostateczną decyzję podejmie sama, ja swoim postem (zupełnie spokojnym i wciąż nie wiem, dlaczego wywołał on taki Twój komentarz) chciałam ją tylko wesprzeć w sytuacji, gdy zdecyduje się na pracę (bo wiem, jakie wyrzuty potrafią mieć młode matki, gdy muszą wrócić do pracy), oraz podpowiedzieć, że jednak niania moim zdaniem lepsza w takim przypadku. > > Wyraziłaś się tak: "Poza tym dziecko też nie powinno być > wciąż przy mamusi, bo będzie mało samodzielne".> Rozważ, proszę, jeszcze raz to zdanie w kontekście tego, > co napisała Betulka.Napisałam powyżej wyjaśnienie. A Ty rozważ, proszę, swoje "taki argument uważam za - delikatnie mówiąc - chybiony" w kontekście CAŁEGO mojego postu z którego wyjęłaś to jedno zdanie.> > A nie przyszło Ci do głowy , że z pozostałymi argumentami się zgadzam? Nie, nie przyszło. A powinno??? :ouch: Wiesz, jesteś niesamowita: rzucasz dość zbędny komentarz tam, gdzie mogłabyś po prostu powiedzieć swoje zdanie nie odnosząc się do mojego postu, natomiast tam, gdzie powinnaś coś powiedzieć, to milczysz??? I oczekujesz, że się wszyscy domyślą? Zastanów się... to śmieszne... Ja nie jestem duchem świętym i nie mogę wiedzieć, co myślisz, jeśli tego nie napiszesz :(> Uwierz, że nie miałam zamiaru Cię obrażać, ani > prowokować. Wierzę. Tak Ci wyszło. W porządku.> Przykro mi, że każde moje słowo odbierasz jako atak, lub > fałszywą troskę. Nie każde. Tylko te, które tak wyglądają. I nie udawaj, że to BYŁA TROSKA.> Dlaczego podejrzewasz, że Cię nie lubię i tylko szukam okazji, by Cię zdyskredytować? Gdzie to wyczytałaś? O rety, kobieto!!! To był PRZYKŁAD!!!! :eek: >Myślisz, że nie mam nic do roboty jak tylko wyszukiwać posty niejakiej Iki i prawienie jej złośliwości?Oj, wiem, że masz.... widziałam, widziałam, niejaka Dorko... w niejednym wątku....> > > Uważasz, że kobieta nie powinna wracać do pracy? Albo wracać, kiedy już dziecko pójdzie do szkoły?<> > Gdzie to napisałam? Nie zauważyłaś, że na końcu obydwu zdań umieściłam znak zapytania? Wiesz zapewne, co oznacza pytajnik... Ale jeśli nie, to wyjaśniam: nigdzie tego nie napisałaś, nasunęła mi się taka myśl po Twojej krytyce mojego postu. Ale ponieważ zakładam, że mogę się mylić, dlatego PYTAM.> > Wcale nie uważam kobiet wracających do pracy za złe > matki. Myślę jednak, że zastąpienie dziecku matki nianią > (czy żłobkiem)Zwracam uwagę, że ja NIGDZIE nie wspomniałam o żłobku jako alternatywie dla niani. I bardzo proszę o zakodowanie sobie tego, bowiem dzięki insynuacjom niejakiej Meli wyszło na to, że pochwalam żłobki, co jest bzdurą kardynalną. I jeśli znajdzie się ktoś, kto nie przeczyta dokładnie wszystkich postów, ale trafi na ten Meli, z tym jej ostatnim akapitem, gdzie bezsensownie dokleiła mój nick, może pomyśleć, że uznaję żłobki za coś dobrego i je polecam. A tego sobie nie życzę stanowczo!Droga Dorko, zdaję sobie sprawę, że powyższy akapit jest raczej nie do Ciebie, więc go do siebie zbytnio nie odbieraj. Po prostu wykorzystałam to, że wspomniałaś o żłobku, bowiem Mela potrafiła tylko pomieszać wypowiedź, następnie zarzucić mnie, to co sama czyni, po czym nie potrafiła już znaleźć się w sytuacji. A mnie zależy, by absolutnie, ale to absolutnie nie łączono mojego nicka z takim idiotyzmem, jakim moim zdaniem jest ostatni akapit postu Meli. > Co do Twoich przykładów.> Moja mama zajmowała się mną i moimi braćmi 10 lat. Z tym, że gdy urodziła pierwszego syna, zaraz musiała wrócić do pracy. Czekał na nią w żłobku. Gdy po roku urodziła bliźniaki, została z nami na te 10 lat. Starszy syn okupił pobyt w żłobku chorobliwą nieśmiałością i brakiem pewności siebie. Jeszcze raz powtarzam: NIE POLECAŁAM NIGDZIE ŻŁOBKA, ALE NIANIĘ!!!!!!!!!!!!!! A niania potrafi być jak babcia, jeśli się tylko umie poszukać, no i oczywiście najpierw sprawdzi, jak się ta niania spisuje i czy dziecko ją polubi.>My zaś, od początku przy mamie, nie baliśmy się podbijania świata. Nawet pójście do szkoły nie wiązało się z wielkim stresem. Cóż, każdy ma swoje doświadczenia i na nich buduje swój światopogląd. To, że Twoje doświadczenia są inne nie znaczy, że poglądy z nich powstałe - złe.W żłobku nie byłam, natomiast nie byłam też cały czas przy mamie i jakoś też nie obawiałam się podbijania świata. Nie widzisz różnicy??? Proszę, przestań już z tym żłobkiem!!! Ileż mogę powtarzać, że to wymysł Meli??? Przeczytaj moje posty - NIGDZIE nie polecałam żłobka!!!!> > Jeśli chcesz na podstawie tego, czego nie napisałam, lub na podstawie tego , co napisałam wysnówać przypuszczenia o moim wrednym charakterze - zapraszam na priva. Nie napiszę na priva, ponieważ nie mam ochoty rozmawiać z Twoim mężem, a w podanym adresie jest jego nick, a nie Twój. Priv rozumiem jako "prywatny", a nie "wspólny z małżonkiem". Chyba, że dysponujesz prywatnym adresem, wówczas, proszę bardzo, zapraszam na mój priv, który na pewno jest privem :) Choć myślę, że chyba wszystko już zostało powiedziane... A może nie...?> > :-) Dorka :-)> Złośliwie czychająca na posty niejakiej Iki ;-)No cóż, niejaka Dorko... to się aż prosi o komentarz (nawet złośliwy), ale w zasadzie takie podpisy, które dla Ciebie pewnie są zabawne (sądząc po emoticonie), dla mnie są żenujące. Nie dziw się po czymś takim, gdy jesteś posądzana o złośliwość. To po prostu tak wygląda. Pozdrawiam.
                • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 22:39
                  Lepiej się poczułaś?Dorka :-)
                • Gość: KvM Re: DOM CZY KARIERA do IKI IP: *.* 26.04.02, 22:41
                  Dawno nie czytałem tak żenujących postów. Kobieto wyluzuj. Po pierwsze poszukaj jakichś fachowych informacji na temat uczenia samodzielności półtorarocznego dziecka. Pisanie takich rzeczy uważam za szkodliwe. Z Twoich postów płynie tyle jadu i bije wprost brak zrównoważenia emocjonalnego - może przyczyną było to, że jako dwulatek długo zostawałaś bez mamy? Nie twierdzę, że tak jest, ale wolałbym uniknąć zastanawiania się za 20 lat, czy nie zrobiłem czegoś złego w ten sposób moim dzieciom.Zadziwiasz mnie swoją logiką - nie chcesz pisać na adres mój i Dorki - bo nie jest tylko Dorki, a odpowiedź umieszczasz na forum dla dostępną dla każdego (w tym także dla mnie). Jest to co najmniej hipokryzja - nawet gdyby Dorka miała swoje konto to nie masz absolutnie żadnej gwarancji, że nikt inny nie przeczyta tej wiadomości (w szczególności ja). Jest takie przysłowie "Nie dyskutuj z głupim, bo ludzie mogą nie zauważyć różnicy"KristoVelMefistoP.S. To ostatnie zdanie to tylko "przykład"
                  • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA do.... IP: *.* 26.04.02, 23:29
                     KvM napisała/ł:> Jest takie przysłowie "Nie dyskutuj z głupim, bo ludzie mogą nie zauważyć różnicy"Hmmm... to istotnie mądre. Dodam też, że nie dyskutuję również z chamami, więc dyskusji z KvMem nie podejmę, zresztą od jakiegoś czasu omijam go szerokim łukiem, po tym jak poczytałam jego posty do innych kobiet kierowane i w innych wątkach...Wart pac pałaca, a ci dwoje siebie... A i opinie o nich się słuszne okazały... :(Pozdrawiam wszystkich pozostałych, którzy nie zaczynają obrażać i zarzucać niezrównoważenia emocjonalnego, kiedy nie mają nic lepszego do powiedzenia.Dobranoc. Dyskusja zamknięta :)
                  • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA do kvm IP: *.* 27.04.02, 21:45
                      napisała/ł:> Z Twoich postów bije wprost brak zrównoważenia emocjonalnego - może przyczyną było to, że jako dwulatek długo zostawałaś bez mamy? > KristoVelMefisto> gdyby to miała być przyczyna, to ty musiałbyś być sierotą. zawsze uderzasz poniżej pasa? słoma z butów :( w dodatku nie na temat :(
    • Gość: Hermiona Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 08:21
      A ja teoretycznie jestem za Twoim pójściem do pracy, ale... no własnie. 6 maja to bardzo krótki termin, żeby znaleźć się w tej sytuacji. Nawet zakładając, że znajdziesz w tak krótkim czasie nianię, która Ci będzie odpowiadała ( a licz sie z tym, że to niekoniecznie musi być ta, która pierwsza się zgłosi), to dziecko, zwłaszcza takie, które nigdy nie zostawało z kimś poza Tobą, potrzebuje o wiele więcej czasu, żeby oswoić się z opiekunką. Jeśli zobaczy ją raz czy dwa razy przy Tobie, a potem nagle zostanie z nią na 10 albo i więcej godzin, to może się to źle na nim odbić. Wydaje mi się, że powinnaś spróbować wynegocjować z pracodawcą albo krótszy dzień pracy przez pierwsze tygodnie, albo przekonać go, że musisz mieć więcej czasu, zanim ją rozpoczniesz.
    • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 14:07
      Myślę, że postawienie sprawy: dom, czy kariera??? nie jest najszczęśliwsze. Do pracy trzeba iść - nie młodniejemy, konkurencja rosnie, bez żadnych doswiadczeń zawodowych bedzie coraz trudniej znaleźć pracę.... smutne, ale prawdziwe.propozycja zrobienia listy za i przeciw jest bardzo dobra; ja nie miałam problemu z podjeciem decyzji o powrocie do pracy: kredyt do spłacenia, mąż przecież też może stracić pracę, wyższy standard zycia (nie ma co ukrywać, mimo, że jeszcze na nianię nie zarabiam ;-) ), no i moja Iga kiedys dorośnie i co ja z soba zrobię? wieczna kura domowa na utrzymaniu męża?Moja córcia (8 m) zostaje z niania (20 l.) na ok.10 h dziennie - pewnie, że boli, że nie spędzam z nią tego czasu, że niania uczy zabaw, słow.... i wieczorkiem tylko słucham jakie to moje dziecko było rewelacyjne, co powiedziało, co zrobiło.... ale mam też przekonanie, że podjęłam słuszną decyzję o powrocie do pracy; słuszną dla mnie, mojego męża i naszego dziecka. Wiem, że mojej córci nie dzieje się krzywda; gdy wracam z pracy jest pogodna i wesoła, lubi swoja nianię ... Nie znaczy to, że nie byłam pełna obaw i wątpliwości. Byłam ... i nadal jestem (szczególnie tych obaw)ja nie namawiam, nie odradzam - to musi być twoja decyzja, musisz być pewna, tego co chcesz, bo to co postanowisz zaważy na twoim przyszłym życiu i życiu twojej rodziny....życzę powodzenia w podejmowaniu decyzji :-)Martap.s. jaka by nie była ta dezycja - będzie dobra, byle by była podjęta w zgodzie z sobą
      • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 25.04.02, 20:07
        No właśnie :) Wracając do tematu głównego i bez pobocznych ;)Betulko, myślę, że najmądrzejszej rady udzieliła Ci Marta - podejmij decyzję w zgodzie z sobą. SOBĄ! Nie daj się nikomu wpędzić w poczucie winy. Ty sama najlepiej będziesz wiedziała, co będzie dobre dla Ciebie i Twojej rodziny :)Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
    • Gość: Agata Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 16:37
      A ja tylko krótko pozwolę sobie na pewna uwage do Beetulki. Betulko, nie zadawaj sobie pytania Dom czy kariera. Chyba, że słówka "kariera" użyłaś w cudzysłowiu. Jeszcze nie podjęłas tej pracy, nie wiesz, co Cię tam czeka, jaki byłby Twój rozwój zawodowy i czy to coś, to faktycznie kariera. Złowa tego nadużywa się potężnie w ostatnich czasach i nie wiem dlaczego głównie w odniesieniu do młodych mam stojących przed podobnym do twojego dylematem.Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: idę do pracy, bo muszę zarabiać na rodzinę, czy idę do pracy bo chcę robić karierę. Może to niewielka różnica, ale jest. Jeśli musisz zarabiać, to właściwie nie ma o czym mówić - takie jest to życie. jeśli myślisz o karierze, to musisz się liczyć z tym, że będziesz musiała przynajmniej na początku nieźle poświęcić się pracy. Uważam, że 1,5 roczne dziecko jest jeszcze zbyt małe, abyś mogła podjąć kariere w pełnym tego słowa znaczeniu.
    • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 19:49
      Dziewczyny nie kloccie sie!Dziekuje za Wasz odzew! Sytuacja jest taka, ze na 99% mam miec ta prace. Warunki zostana mi dopiero przedstawione. Na dzien dzisiejszy wiem, ze musialabym spedzac tam 9h+2h dojazdy. Dostaje komorke i mam byc non stop pod telefonem. Praca moze sie przeciagac w zaleznosci od widzimisie klienta.Obawiam sie ze to skok na gleboka wode.Rownoczesnie do pracy idzie maz na 7h dziennie. A nie chce miec dziecka "z kluczem u szyi" bo rodzicow nie ma!Macie racje- nie mysle o karierze w doslownym tego slowa znaczeniu ale o lepszym standardzie zycia ale nie chce aby ucierpial na tym moj syn. Sama spedzilam w przedszkolu 2 tyg. i caly czas plakalam. Do dnia dzisiejszego gdy poczuje zapach floksow odczuwam ten sam strach i samotnosc co przed laty.Gdybym miala babcie pod reka albo kogos kto by sie zajal malym z sercem to moj problem by nieistnial.Ale niestety nie mamy nikogo w poblizu.
      • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 21:18
        A może sprawdźcie najpierw , jaką każde z Was dostanie pensję i jakie ma perspektywy podwyżki. Z dzieckiem zostałby ten, kto mniej by zarobił. Wtedy może ta wyższa pensja wystarczy na Wasze potrzeby?Muszę przyznać, że ta sytuacja jest niezwykle trudna. Myślę jednak, że będziesz umiała znaleźć dobre rozwiązanie. Dorka
      • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 23:38
        Betulko,bardzo mi przykro, że cała ta afera rozegrała się tutaj, ale cóż, czasem prośba o argumenty na zarzuty tak się kończy... Jak już wspomniałam, ja chciałam tylko podnieść Cię na duchu, gdybyś jednak musiała podjąć pracę i się na to zdecydowała - żebyś nie miała wyrzutów sumienia, ani pomysłów, że jesteś złą matką, bo pracujesz. Różne są dzieci i różnie reagują.... Ty na pewno sama najlepiej znasz swoje dziecko :) A więc sama najlepiej będziesz wiedziała, jaką ostatecznie decyzję podjąć i jak to zniesie Twoje dziecko :)Ale mogę się mylić, bowiem jak wszyscy widzą w poście Wszechwiedzącego KvMa, jestem niezrównoważona emocjonalnie, żenująca, głupia, szkodliwa... i coś tam jeszcze :) Może więc lepiej jest słuchać Wszechwiedzących Dorki i jej męża KvMa, eksperta we wszystkim, choć moim zdaniem ktoś, kto jest dobry we wszystkim, nie jest dobry w niczym.Betulka, niewiele czasu już Ci zostało na decyzję, trzymam za Ciebie i Twoje dziecię kciuki cokolwiek postanowisz :) Daj znać, jak sobie poradziliście :)
        • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 26.04.02, 23:58
          W kazdej dyskusji jest tak ze ktos musi skonczyc. No wiec niech skonczy madrzejszy ;)
          • Gość: KvM Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 27.04.02, 00:04
            "Na każdym spotkaniu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy..." ;-)Sory za off topic, ale tak jakoś mi się skojarzyło.Bardzo mi przykro Sidorowski.. ;-)
          • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 27.04.02, 19:54
            No i mądrzejsza chyba jednak okazała się Ika. Zredztą miała rację co do Dorki i KVM. Ludzie czy wy nie umiecie inaczej rozmawiac jak tylko klotnią i obrażaniem oponentow? W dodatku racja z tym że z takimi klotniami to na priv lepiej. Ale co do priva też się zgadzam ze powinien być prywatny a nie męża (żony, babci, sasiadki, corki czy kogokolwiek). Tu się pisze co innego, na priv mozna co innego ale musi to być priv, bo jakbym do kogoś pisala to wolałabym żeby to trafdiało do tego kogoś a nie do rodziny tego kogoś.Temat jest zupelnie inny a tu trzeba się przedrzeć przez kilkanaście postów kłotni żeby znaleźc wśrod tego te posty które są dokładnie na temat, to jakies szaleństwo :(Betulka ja ci nic nie poradzę, bo ja mam podobny problem i po to tu weszlam, żeby też z rad skorzystać, tak pasożytniczo na twoim wątku :)
        • Gość:  Dorka Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 27.04.02, 10:22
          Dowatrościowałaś się tym postem?DorkaBetulka, wybacz, lecz nie mogłam się powstrzymać od skomentowania tych bredni ( z pełną świadomością użyłam tego słowa).
          • Gość: Gosiafka Re: DOM CZY KARIERA ???????? - oj ludziska ,ludziska IP: *.* 27.04.02, 16:40
            Zajrzałam na forum ,widzę wątek "Dom czy kariera" ,myślę poczytam sobie ,zmęczona ostatnio mama dwóch córek żona ,zapracowanego męża ...a tu na 33 posty może ze 3 na temat :( Reszta to jakieś przepychanki bzdurne ,pytanie tylko kogo interesujące??? bo chyba tylko samych cytujących :gun: Poziom tych wypowiedzi pozostawię bez komentarza.....Wy się chyba nudzicie ,ale jak się nudzicie to może na priva poproszę bo ja Nie mam czasu na otwieranie kilkunastu postów w temacie który mnie interesuje (przynajmniej teoretycznie wnioskując z tematu postu)i czytanie bzdur :gun:Uprzejmie proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby ;)Gosia
            • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? - oj ludziska ,ludziska IP: *.* 27.04.02, 17:25
              ja również się dołączam
              • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 27.04.02, 17:27
                oraz pozdrawiam Betulkę i życzę jej TraFnego wyboru:bounce:
              • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 27.04.02, 17:28
                oraz pozdrawiam Betulkę i życzę jej TraFnego wyboru :bounce: - no,teraz skacze- :hap:
                • Gość: Mela Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 27.04.02, 19:57
                  Hi, hi, hi. Czym sie rozni kanarek? Tym ze ma jedną nóżkę bardziej. Taka jest mniej wiecej tresc dyskusji. :crazy:Jednak chyba lepiej byc z dzieckiem co najmniej do osiemnastki, bo inaczej..... patrz wyzej.Betulka - ja pracuje w takim duzym koncernie. Kieruje duzą grupa panow. I nie ma przebacz. Wyciskam ich jak cytryne. A mnie wyciskano wczesniej. Gdybym teraz mogla jeszcze raz wybrac, to nie zdecydowalabym sie na tak "twarde" zajecie. W ciagu ostatnich osmiu lat pogubilam gdzies meza, starsze dziecko, znajomych. Dopiero przedwczesny porod i walka o zycie mlodszej corki uswiadomila mi ( a przynajmniej mam nadzieje ze tak jest) co tak naprawde jest wazne. I właśnie myślę o kolejnej, już trzeciej, zmianie zawodu. Czy bylo warto podjac tą pracę? Tak, ale tylko z dwoch powodow - dla emocji i dla kasy. Wiem ze bylabym inna osoba gdybym nie sprobowala. Moze lepsza? Moze gorsza. I moje dzieci mialyby inne dziecinstwo. Ale nie ma gdybania. Pracujac w dobrej firmie nie bedziesz sie bala ze maz nagle wyciagnie ci dywanik spod nog i zostaniesz na lodzie. Bedziesz mogla poslac dziecko do bezpiecznej szkoly. Albo na przyklad kosztownie leczyc jesli bedzie taka potrzeba. Podrozowac. Pomagac innnym. A z drugiej strony bedziesz musiala konkurowac z facetami ktorzy uwielbiaja siedziec po godzinach w pracy ( jedna z bardziej znanych biurowych sportow), po to tylko zeby prezes firmy spacerujacy o osmiej wieczorem po biurze ich zobaczyl ( i dziecka nie muszą kąpac, bo "pracują" ;) jak mówią żonie przez telefon ) Ale patrzac na moja starsza, 10 letnią corke widze, ze tak naprawde nie jest wazne, czy sie karmi czy nie karmi piersia, czy sie zostawia z niania czy w zlobku czy nie. Wazne jest w koncowym rozrachunku, jakim sie jest czlowiekiem. Po prostu.Mela - "zostawiona" przez swoja mame, cudownego czlowieka i świetniego lekarza, w trzecim miesiacu życia z nianią, pod ktorej opieka spedzila 6 lat zycia i nie ma zadnego milego wspomnienia z tym zwiazanego. A a mamą jak najbardziej :love: Ika - Niania też nie jest "lekiem na cale zlo" Jesli by tak bylo, to nianie by rodzily dzieci, a nie ich mamy, he he.
                  • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 27.04.02, 21:03
                    Hej Mela :)Wiesz, tak sobie pomyślałam, że przy tamtym pierwszym poście ktoś Cię chyba podmienił, bo teraz znów mówisz jak ta znajoma Mela (znajoma z wypowiedzi na forum).I tutaj muszę się z Tobą zgodzić, niania nie jest absolutnie lekiem na całe zło. Ja kiedy muszę wyjść (do pracy jeszcze nie wróciłam, ale uczelnia, ostatnie egzaminy, biblioteki, materiały do obrony...) zostawiam Oskarka z babcią, ewentualnie kimś z rodziny. Ale ja wychodzę wciąż z założenia, że Betulka takiej możliwości nie ma, skoro napisała taki post. A mając alternatywę żłobek czy niania, to niania jest moim zdaniem o niebo lepsza. Tyle tylko, że dobrą nianię też trzeba umieć znaleźć, a na pewno poświęcić na to trochę czasu. No i tu też problem, bo Betulka za wiele tego czasu nie ma (do 6 maja chyba, o ile dobrze pamiętam...).I też uważam, że to czy się karmi piersią czy nie, oraz czy dziecko jest z mamą czy opiekuje się nim też ktoś inny, to nie jest najważniejsze (choć ważne). Natomiast podtrzymuję opinię, że dzieci, które zostają nie tylko z mamą, ale mają kontakt też z innymi ciociami czy babciami (nie taki "wizytowy" kontakt, ale opieka od czasu do czasu przynajmniej) są bardziej samodzielne, mniej się obawiają nowych sytuacji, przedszkola, szkoły etc. Jasne, że nie ma reguły... Ale z obserwacji wychodzi mi większość.
                    • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 08.05.02, 20:29
                      Ika, masz rację "że dzieci, które zostają nie tylko z mamą, ale mają kontakt też z innymi ciociami czy babciami (nie taki "wizytowy" kontakt, ale opieka od czasu do czasu przynajmniej) są bardziej samodzielne, mniej się obawiają nowych sytuacji, przedszkola, szkoły etc. ", potwierdza to również moja mama, naprwadę świetny pedagog.Obserwóję właśnie dwoje dzieci, które nie mają kontaktu z nikim poza mamą, jednym z nich jest synek mojej ciotki, który w sierpniu skończy dwa latka i jest po prostu dzikim dzieckiem, bo ciotka nie potrafi mu niczego odmówić, ona nawet chodzi z nim do toalety bo inaczej on histerii dostaje, obcych ( i nawet tych z rodziny) się boi, a ciotka za nic w świecie nie chce nawet pójśc na zabieg wypalania nadżerki "bo kto zostanie z małym!". Jejku jak to dziecko sobie poradzi w życiu!
                      • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 08.05.02, 20:43
                        Hej, Olaart! :)Cieszę się, że tak uważasz, bo może to oznacza, że moje obserwacje nie są aż tak "chybione" :) Dzięki :)I pozdrowienia dla Mamy :)I.& O.P.S. Moim synkiem też czasami zajmuje się ktoś inny, babcia, ciocia jedna czy druga... I nie wiem, czy to dlatego, ale synek jest otwarty na ludzi, nie jest dzikuskiem :) Nie dalej jak dziś, na imieninach prababci (chyba pierwszy raz Oskarek widział aż tyle osób naraz! :) ) wszyscy podziwiali, jaki on grzeczny i jak to sie nie boi tylu nowych twarzy :) Może to dlatego, że jest jeszcze malutki (dziś kończy 5 miesiąc! :love: ), ale może miało też na to wpływ to, że czasem zostaje na dwie, trzy godzinki z kimś innym niż mamusia :)Acha, zawsze są to osoby, które już "zna", tzn. widział wcześniej kilka razy :)
                        • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 08.05.02, 22:56
                          Ika mama Oskarka napisała/ł:> Hej, Olaart! :)> Cieszę się, że tak uważasz, bo może to oznacza, że moje obserwacje nie są aż tak "chybione" :) Dzięki :)> I pozdrowienia dla Mamy :)> > I.& O.> > P.S. Moim synkiem też czasami zajmuje się ktoś inny, babcia, ciocia jedna czy druga... I nie wiem, czy to dlatego, ale synek jest otwarty na ludzi, nie jest dzikuskiem :) Nie dalej jak dziś, na imieninach prababci (chyba pierwszy raz Oskarek widział aż tyle osób naraz! :) ) wszyscy podziwiali, jaki on grzeczny i jak to sie nie boi tylu nowych twarzy :) Może to dlatego, że jest jeszcze malutki (dziś kończy 5 miesiąc! :love: ), ale może miało też na to wpływ to, że czasem zostaje na dwie, trzy godzinki z kimś innym niż mamusia :)Jeśli maluch ma dopiero 5 misięcy to nie możesz NIC powiedzieć o tym, czy jest/nie jest "dziki". Dziecko ma różne etapy rozwoju do "przejścia". Jest czas kiedy śmieje się do każdego, jest czas kiedy jest nieufne, jest czas, kiedy nie może być spokojne bez widoku mamy. A poza tym wszystko zależy od dziecka, każde jest inne. MAm dwójkę dzieci i dlatego tak piszę. Nie można dziecka na siłę zostawiać z kim innym, a już NA PEWNO nie można stosować "skoku na głęboką wodę" i zostawiać malucha, który cały czas był z mamą nagle na 10 ha z nianią. Nie można też nikomu tego radzić. Dziecko ma swoje prawa. Potrzebuje mamy (przez 3 pierwsze lata) i kropka. Wiadomo że są sytuacje, kiedy mama nie może zostać z dzieckiem i musi iść do pracy. Ale to jest wybór MNIEJSZEGO ZŁA, nie można się zasłaniać dobrem dziecka. Moja znajoma posłała dziecko (ok. 17 miesięcy) do żłobka. Mały przyjął się wyśmienicie, był zadowolony i wniebowzięty. Na miesiąc zachorował. Po miesiącu mama wypisała go ze żlobka, bo płakał i nie chciał tam zostawać. Dzieci są RÓŻNE i nie można mierzyć innych miarą swojego dziecka.Pozdrawiam
                          • Gość: Ika Re: DOM CZY KARIERA ???????? - IP: *.* 08.05.02, 23:12
                            Mogę powiedzieć, że NA RAZIE nie jest dziki. Fakt, nie wiem, co będzie dalej. Nie zostawiam dziecka z nikim "na siłę", po prostu żaden wykładowca nie zgodzi się, bym przytaszczyła dziecko na egzamin. Musi wtedy z kimś zostać. Nie zamierzam też stosować "skoku na głęboką wodę". Kiedy przyjdzie czas, że będę musiała wrócić do pracy, na pewno zdecyduję się na nianię a nie żłobek, nianię postaram się wybrać jak najstaranniej i przyzwyczajać do niej dziecko stopniowo. Jest szansa, że niania będzie "zamiennie" z babcią. Acha, nie wyobrażam sobie za bardzo pracy przez 10 godzin dziennie. Raczej będę się starała zrobić wszystko, by pracować krócej. I nikogo nie mierzę miarą swojego synka, tylko opowiadam o tym, jak to z nim jest :)Pozdrawiam
          • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 27.04.02, 20:06
            no właśmie, nie mogłaś się powstzrymać, jak zwykle nie mogłaś bo przecie to brednie :( a ty masz misję krzewienia mądrości do spełnienia. dziewczyno zastanów się trochę, bo potem się w wątku wyżej (albo niżej nie wiem) dziwisz, że cię sąsiedzi nie lubią. byłoby mniej awantur w różnych wątkach.do betulki:ja się wychowywałam z nianią która była taką babcią, bo swojej babci już nie miałam. a kiedyś niania była chora, leżała w szpitalu a ja musiałam ten miesiąc spędzić w żłobku. po tygodniu się rozchorowałam i mama musiała iść na zwolnienie :( żłobki się chyba nie opłacają bo podobno nie byłam chorym wyjątkiem, tylko dzieci żłobkowe często chorują.
            • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 27.04.02, 21:41
              oczywiście mówię do dorki. zapomniałam napisać, bo wydawało mi się to oczywiste.renatka
    • Gość: guest Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 28.04.02, 08:14
      :gun:Alez to zycie jest trudne! Czekam na wiesci i konkretna oferte. Niestety nie mamy zadnej rodziny w okolicy.Zawsze bylam i jestem sentymentalna i chyba nie pasuje do tych twardych czasow w ktorych pieniadz jest panem. To dziwne, ale zanim maly sie urodzil marzylam o takiej pracy.Siedzenie w domu budzilo we mnie groze.A teraz-twierdze ze miejsce matki jest przy dziecku, przynajmniej tych pare godzin dziennie.Ale coz "life is brutal and full of zasadzkas" :) Nie podjelam jeszcze decyzji. Poinformuje Was jak dostane konkretna oferte.
      • Gość: Agata Re: DOM CZY KARIERA ???????? IP: *.* 28.04.02, 11:56
        Betulko, Twoja ostatnia wypowiedź dała mi jasniejszy pogląd na Twoją sytuację. Jeśli rzeczywiście nie pasujesz do tych czasów, w których pieniądz jest panem (choć ja osobiście mam nieco inne zdanie), to pójście do pracy teraz, od razu na pełen etat i to wydłużony, na dodatek bez takiej konieczności tak naprawdę będzie wbrew Tobie samej. Uważasz, że matka powinna spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem, nie rozumiesz tego wyścigu szczurów (tych "twardych czasów"). Twój mąż podejmie wkrótce pracę. Nie rozumiem więc, co miałoby przemawiać za Twoim pójściem do pracy? Tylko fakt, że akurat się trafiła? Wiem, teraz ciężko o pracę. Ale w twojej sytuacji zdecydowałabym się na podjęcie tej pracy tylko w dwóch przypadkach: gdybym musiała (finanse) lub gdybym kochała tę pracę i czuła się w niej jak ryba w wodzie. Żadna okoliczność u Ciebie nie występuje. Nie widzę więc za bardzo dylematu. Jeśli jest naprawdę tak, jak napisałaś w ostatnim poście, to będziesz cierpiała podwójnie: z powodu pracy i z powodu dziecka. Czy warto?Życie jest rzeczywiście "full of zasadzkas", ale mam wrażenie, że akurat nie w Twoim przypadku. Mam wrażenie, że nie stoisz w obliczu żadnej konieczności: ani zewnętrznej, ani wewnętrznej, że się tak wyrażę.PozdrawiamagataP.S. zeby nieco przybliżyć mój punkt widzenia dodam tylko, że po urodzeniu dziecka wróciłam do starej pracy, ale zrezygnowałam ze swojego dość wysokiego stanowiska. Dla dziecka i dla swojego spokoju. Zrób jak uważasz, ale zawsze w zgodzie z sobą.
    • Gość: Ika Minister Zdrowia oszczędza na niemowlętach..? IP: *.* 29.04.02, 19:36
      Ja wiem, że dziura budżetowa, ja wiem, że trzeba oszczędzać, ale dlaczego wciskać ludziom ciemnotę, że coś tanieje, jeśli drożeje??? :(Minister mówił, że leki będą tańsze, że chodzi o to, by pacjenci płacili mniej. A jeśli któreś leki podrożeją, to minimalnie, a poza tym chodzi o to, by lekarze przepisywali polskie odpowiedniki, które są tańsze a będą jeszcze tańsze.W aptece myślałam, że się przesłyszałam, kiedy pani mgr podała mi cenę Bebilonu Pepti (który jest również lekiem, nie tylko produktem mlekozastępczym), na receptę z "P" (przewlekłe). Prawie 13 złotych! Dotąd, tzn. do zmiany listy leków refundowanych, tenże Bebilon kosztował.... 2,50!!! Czyli nie tylko nie jest taniej, ale podwyżka o ile..? 500%??? Kiepska jestem w liczeniu i procentach, ale to chyba jakoś tak wychodzi :( W dodatku, jak powiedziała mi lekarka, nie ma "tańszego odpowiednika". Mam przyjaciółkę farmaceutkę. Zadzwoniłam do niej i zapytałam, czy więcej leków (procentowo) potaniało czy podrożało? "Jakie procentowo???" - wykrzyknęła. I dodała, że jak na razie nie trafiła na lek, który by był tańszy niż przedtem :( A np. leki na prostatę (czyli to chyba też przewlekłe, prawda?) podrożały z 50 na 150 złotych... Powiedziała też, że już ma dość, i nie może już patrzeć i słuchać, kiedy babcie jej przy okienku prawie płaczą żaląc się, że tak drogo i je nie stać, bo nie wie, jak ma je pocieszyć, jak im pomóc?No i czegoś nie rozumiem :( Dlaczego oszczędza się na niemowlętach i emerytach (nie znam się na chorobach prostaty, ale wydaje mi się, że to dopada starszych mężczyzn...?)? Czy zaczynając oszczędzać nie powinno się zacząć od siebie? :( Czemu od najbiedniejszych?
      • Gość: Ika Re: Minister Zdrowia oszczędza na niemowlętach..? IP: *.* 29.04.02, 19:39
        O rany :( Przepraszam bardzo, że ten post znalazł się tutaj, miał być jako nowy, widać coś pomieszałam i dokleił się do największego... :( Sooooorki..... :jap:
    • Gość: guest a jaka jest decyzja mamy pytającej? IP: *.* 08.05.02, 22:16
      ja będę dopiero mama - ale przygotowuję się do tego jak mogę najlepiej - kiedyś pracowałam wiele godzin dziennie i jadałam wraz z mężem 5 razy w tygodniu w Pizza hut bo było najbliżej domu - po 6 miesiącach wysiadłam z tego pędzącego pociągu. Szukałam zajęć zarobkowych w domu. udawało mi się to nieźle - jakieś przepisywanie, jakieś korekty dla wydawnictw, byłam adminem na allegro, a teraz znalazłam pracę taką na kilka godzin dziennie. Tak więc jak pojawi się maluch wilk będzie syty i owca cała. on będzie zostawał z opiekunką na 3-4 godziny. Lub wieczorem kiedy będzie już tatus w domu. A ja wtedy będę sobie chodzić do pracy, żeby nie zwariować siedząc w domu tylko. Bardzo ważny argument jest też taki: co będzie ze mną za 10 lat, gdybym wogóle nie pracowała? zero doświadczenia, zero samodzielności, zero wiedzy na temat jak to jest w pracy - układy, układziki... no i zawsze można zostać samemu - co wtedy ? Praca jest bardzo ważna, ale wyoru dokonaj z głową.Dominika
      • Gość: guest Re: a jaka jest decyzja mamy pytającej? IP: *.* 08.05.02, 22:59
        No i znowu muszę Ci przyklasnąć - u nas było podobnie co prawda Dorka zaczęła pracować dopiero gdy Eleonora skończyła 15 miesięcy (jeśli dobrze pamiętam), ale właśnie w ten sposób - praca środnie 3-4 g. dziennie. To właśnie wydaje mi się dobrym kompromisem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka