Dodaj do ulubionych

Tym razem anonimowo

IP: *.* 13.05.02, 08:54
Mam wszystkiego dosyc. Nie moge patrzec na siebie... Mam ochote skonczyc to zalosne Bycie.Przeciez nie mozna cale zycie sie nienawidzic. Przeciez nie mozna cale zycie byc winnym wszystkim nieszczesciom calego swiata...Wszystko kusi. Okno, zyletka, szafka z lekami...Takie rozwiazanie wydaje sie lepsze nic ciagle Trwanie.Tam jest juz tylko Cisza. Tam nie trzeba lezec skulonym w lozku... Tam nic nie boli.Psycholog? Psychiatra? Moze by sie nawet przydal.Ale po co?Po co obciazac caly Swiat sobą?Po co dziecku matka, ktora nie potrafi zabdac o sobie, a co dopiero o nie?Nie piszcie mi, ze jutro zaswieci slonce i inne takie... bo takie argumenty nie robia na mnie wrazenia. Zaswieci, albo nie zaswieci.Niezaleznie od tego bede musiala zyc ze soba. I a ta nienawiscia do tego, jaka jestem, kim jestem...Jak mozna przezyc swoje zycie, gdy nic nie ma sensu? Gdy sie wierzy, ze najblizszym bedzie mimo wszystko lepiej, gdy mnie nie bedzie?Pokochac swiat?Pokochac siebie?Za co?Po co?Wiem, kim jestem. To mi wystarczy, by stwierdzic, ze to jest niemozliwe...Tak, myslicie, za mam nierowno pod sufitem. Najprawdopodobniej... Psychiatryki sa pelne takich jak ja.Nie podpisze sie. Zrozumcie.Tym razem jest aninomowo.Czyta to ktos jeszcze bez pukania sie w czolo?
Obserwuj wątek
    • Gość: Hermiona Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:05
      Nie jesteś winna żadnym nieszczęściom. Nie wiem, kogo nienawidzisz - siebie, kogoś innego, świata?Nie wierzę, że TAM jest TYLKO cisza. Wierzę natomiast, że TAM jest Bóg, który zapyta Cię, jakim prawem wmawiasz sobie, że życie, które Ci dał - Twoje życie i życie Twojego dziecka, bo WYRÓŻNIŁ Cię dając Ci życie Twojego dziecka, wierząc, że może Ci je powierzyć, jakim prawem twierdzisz, że właśnie to życie nie zasługuje na to, żeby je pielęgnować.Monikajedna_z_was_anonimowo napisała/ł:> Mam wszystkiego dosyc. Nie moge patrzec na siebie... Mam ochote skonczyc to zalosne Bycie.> Przeciez nie mozna cale zycie sie nienawidzic. Przeciez nie mozna cale zycie byc winnym wszystkim nieszczesciom calego swiata...> > Wszystko kusi. Okno, zyletka, szafka z lekami...> > Takie rozwiazanie wydaje sie lepsze nic ciagle Trwanie.> Tam jest juz tylko Cisza. Tam nie trzeba lezec skulonym w lozku... Tam nic nie boli.> > Psycholog? Psychiatra? Moze by sie nawet przydal.> Ale po co?> Po co obciazac caly Swiat sobą?> Po co dziecku matka, ktora nie potrafi zabdac o sobie, a co dopiero o nie?> > Nie piszcie mi, ze jutro zaswieci slonce i inne takie... bo takie argumenty nie robia na mnie wrazenia. Zaswieci, albo nie zaswieci.> Niezaleznie od tego bede musiala zyc ze soba. I a ta nienawiscia do tego, jaka jestem, kim jestem...> Jak mozna przezyc swoje zycie, gdy nic nie ma sensu? Gdy sie wierzy, ze najblizszym bedzie mimo wszystko lepiej, gdy mnie nie bedzie?> > Pokochac swiat?> Pokochac siebie?> Za co?> Po co?> Wiem, kim jestem. To mi wystarczy, by stwierdzic, ze to jest niemozliwe...> > Tak, myslicie, za mam nierowno pod sufitem. Najprawdopodobniej... Psychiatryki sa pelne takich jak ja.> > Nie podpisze sie. Zrozumcie.> Tym razem jest aninomowo.> > Czyta to ktos jeszcze bez pukania sie w czolo?
    • Gość: addria Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:06
      Droga Anonimowa Forumowiczko!Doskonale rozumiem to, że masz prawo się załamać, że masz prawo zwątpić i masz prawo opaść z sił. Czasem trzeba wypuścić z siebie powietrze, ale prawdopodobnie zawsze udaje się chwycić kolejny oddech. Prawdopodobnie, bo w takim przypadku jak np. diagnoza: "umrzesz jutro, masz raka" będzie trudno. No a chyba Tobie ne postawiono takiej diagnozy?Więc co? Dlaczego??? Jeśli napiszesz skąd ta depresja, to któraś z nas może Ci pomoże. Uwierz mi, mało jest ludzi, którzy nigdy się nie załamują, a jednak trwają... Jeśli kochasz swoje dziecko to daj pomóc i sobie.Od tego wszak tu jesteśmy, inaczej chyba byś nie napisała tego listu, prawda?!
      • Gość: addria Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:07
        Jeśli tak wolisz: to pisz na priva!
        • Gość: mamula Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:16
          A ja niestety obawiam się, że przy depresji niewiele możemy pomóc poza wsparciem i byciem obok, niestety tylko obok, a to drązy tak bardzo od wewnątrz.Ale mam wrażenie, ze Ty chcesz sobie pomoć. Jestem pewna,ze pomogło by Ci leczenie. Naprawde lekarze mają teraz doskonałe srodki i terapie. Nie powiem Ci o słoncu, bo wiem ze dla Ciebie ono teraz nie swieci. Ale bardzo Cie prosze, zrob to dla swojego dziciatka-idz do lekarza. kogos kto profesjonalnie z toba porozmawia i na pewno pomoze.A my bedziemy tu-zawsze pod ręka. trzymaj sie ciepło :)
          • Gość: jedna_z_was_anonimowo Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:41
            ana, widzisz, zeby sobie pomoc - potrzeba jeszcze akceptacji innych, tych "najblizszych".Coz z tego, ze poddam sie terapii, gdy jedno rozmyslnie rzucone slowo moze te cala terapie przekreslic?Widzisz, tak naprawde czuje sie nieakceptowana przez bliskich. Staram sie jako zyc ze soba, ale trudno mi jest pokochac siebie, gdy brak wsparcia z ich strony.Moze to dziecinne, co napisze, ale tym razem wlasnie ta sytuacja przelala czare goryczy.Jak kazda baba w ciazy jestem marudna. Ale, poniewaz mam jeszcze jedno dziecko, nie mam specjalnie czasu na specjalne roztkliwianie sie nad soba. To chyba normalne. Ale wczoraj zlapala mnie pierwsza a tej ciazy zachcianka (Bogu dzieki, polowe mam juz za soba). Zachcialo mi sie konkretnego serca zoltego. Ale ser, pomomo, ze nie minela jeszcze doba od zakupu ulotnil sie. Warknelam zla jak diabli. No i zaczelo sie...Ze zaluje wszystkim jedzenia, ze jestem obrzydliwie gruba, ze zamiast jesc "żrę", ze ladnych pare lat temu bylam szczupla, a teraz - szkoda gadac. I posluchaj - nie byly to slowa mojego meza, ale... mojej matki, ktora przyjechala do nas w odwiedziny. Potem zalegla godzinna cisza (matka przestala sie ostentacyjnie odzywac), aby wzbudzic we mnie poczucie winy, albo czy ja wiem? postanowienie zrzucenia parudziesieciu kilogramow?Jakies to chore...Ale boli jak cholera, bo w ciazy przeciez zero odchudzania.Nie chce specjalnego traktowanaia, ale... chcialabym zeby ktos zrozumial, ze raz na pare miesiecy mam prawo miec ochote cos zjesc.Jak pysknelam - dopiero sie zaczelo. Jakies pseudopsychologiczne monologi, ze szukam sobie powodu, bo moje malzenstwo jest do d*** (nota bene, moje malzenstwo przeszlo powazny kryzys, ale od pewnego czasu jest ok).A moj maz milczal...Mam do niego o to zal.W sumie dziecinada, ale...No wlasnie - wiem, ze mam charakter mojej matki.Dlatego nie potrafie siebie zaakceptowac. CZasem mysle, ze jak mam byc dla wlasnych dzieci taka wlasnie (wiem, ze u niej to nie wynika czesto ze zlosliwosci, co z glupoty), to naprawde mysle, ze lepiej bedzie, gdy beda mialy inna matke, niz taka, co z sadystyczna przyjenpscia zneca sie nad slabszym psychicznie. To naprawde zbrodnia.I takie pranie mozgu, w jakim specjalizuje sie moja mamusia rowniez jest zbrodnia.Nie chce tego zafundowaz wlasnym dzieciom.Czasem mysle, ze kazda inna matka bylaby lepsza.W koncu nie ta jest matką, która urodzi, a ta, co mądrze wychowa.Nigdy nie mialam problemow z lubieniem siebie nawet z ta nadwyzką tu i owdzie. Ale po urodzeniu pierwszego dziecka, o dziwo, zaczelam miec problemy z samoakceptacja. Nawet z tego powodu (szok!) zaczelam miec problemy w lozku - balam sie zaufac, czulam sie niepelnowartosciowa. Makabra. Dlatego tak bardzo zabolal ten kopniak.Poza tym dochodzi pare frustracji zadowowych, no i ta kolejna ciaza, ktora mi niczego nie ulatwi w zyciu. Trudno, stalo sie. Bedziemy miec kolejne dziecko. Wielka tragedia nie jest, ale dostane od zycia przy okazji kopa w tylek.Wszystko to brzmi banalnie, dziecinnie...Ale wziawszy pod uwage, ze zycie sklada sie z takich wlasnie epizodow - mam powoli wszystkiego dosyc.Moze dziala mechanizm:"zrobie mamie na zlosc i odmroze sobie uszy"?Mam dosyc plakania lezac skulona w lozku.Kulenia sie bardziej i bardziej bolu.Moze to dziecinne, ale...no wlasnie.
            • Gość: addria Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 10:07
              Nad charakterem mozna popracować (tak,tak!), nad tuszą również (po porodzie - a podejrzewam, że przy dwójce dzieci praca ta ciężka nie będzie :-)Z mamusią gorzej, ale: więcej dystansu!!! Mniej powagi w traktowaniu sprawy! Rodziców się nie wybiera, ale mozna ograniczyć z nimi kontakty. A mąż? Nie odzywał się bo tak apodyktyczna teściowa może go po prostu przytłaczać! Pomysl lepiej o dzieciątkach i o sobie. Chcesz żreć to żryj (przepraszam za dosadne) wyrażenie (ja tak robiłam, i co? Po porodzie schudłam jak nie wiem co!) Olej resztę i nie bierz sobie wszystkiego do serca.
            • Gość: Aari Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 10:42
              Kobieto !!!!!Nie daj się. Nie daj się do cholery ...aż mnie roznosi ..a to dlatego,ze sama dokładnie wiem co czujesz.Miałam taki sam dół i takie same myśli.... Jeśli Twoja matka tak się do Ciebie odnosi to poprostu nie słuchaj jej ...niech sobie gada ( miej to w d...) Masz żal do męża,ze milczał ? A co On miał zrobić? kłócić się ? Mój kiedyś się z moją mamą pokłócił o mnie - mówię Ci to było najgorsze co mógł zrobić.Wiem jak to jest mieć dziecko i być w ciązy ..trudno sobie ze wszystkim dać radę, chaos i zwątpienie mnie nie omijało.Teraz patrzę na to zupełnie inaczej - u Ciebie działają chormony ... to minie ale musisz to wytrzymać !!!!! Musisz po prostu!A mamie daj porządnego kopa i niech się zamknie. Bo przepraszm kim ona jest do cholery?!?! Wiem ... matka - ale czy wspiera Cię w trudnych cwilach? - NIECzy pomaga Ci przejść przez Twoję wątpliwości? - NIEWięc nie ma prawa Cię dołowac dodatkowo.To nie Ty jestes do dupy tylko Ci którzy próbują Ci to wmówić. Nie słuchaj ich !!!!!! Przepraszam,ze Krzyczę ale inaczej nie można . Jestem oburzona i wkurzona.Nie wiem co jeszcze napisac.Acha ...jeśli chodzi o kryzys małzeński - kotku - a kto ich nie ma ...My tez mieliśmy kryzys, bardzo poważny ...udało się nasze małżeństwo uratowac a już zachaczyliśmy o rozwód .. po kryzysie pojawił się Krzys i jestem szczęśliwa z tego powodu - mamy problemy finansowe ..moi rodzice niecierpią mojego męża Ale ja mam to gdzieś. Bo najważniejsze jest żebym dawał sobie radę, żebym dawała szczęście moim dzieciom ......I powiem Ci jeszcze jedno - moi rodzice nie są super ....I Ja dołoże wszelkich starań, żeby moje dzieci takich rodziców nie miały ...a tak samo jak Ty mam niestety charakter mojej mamy..... i musze nad tym popracować ..Pomyśl jeszcze o jednym ...gdyby Ciebie zabrakło to kto by się Twoimi dziećmi zajmował ? Twoja matka ? Chciałabyś tego?????? Chyba nie prawda?Więc weź się w garść dziewczyno, nie daj się kopac i kopnij sama!!! ok?Błagam Cię nie daj się ..wioleta
            • Gość: pysia22 Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 12:53
              Posłuchaj Kochanie. Wiem o czym piszesz. Ja bardzo długo nie akceptowałam siebie. Nienawidziłam swojego ciała, siebie. Wydawało mi się, że nikt mnie nie kocha, nie akceptuje. Ani na studiach, ani w domu. zaczęło mi byc wszystko jedno... a niech sie dzieje co chce. Na dodatek po urodzeniu dziecka pogorszyły się moje stosunki z mamą, mąż cały czas gadał, jaka jestem gruba, nieatrakcyjna. Miał za złe mi mnóstwo rzeczy - także łóżko. I nie mógł zrozumieć, że wiąże sie to z jego brakiem akceptacji. Ale Ty masz w tym wszystkim podstawowa przewagę. Masz świadomość rzeczy, których nie ma Twoja matka. Nie przejmuj sie tym co ona mówi. Prawdopodobnie sama miała tokjsycznych rodziców, którzy jeje nie akceptowali. Podświadomie przeczuca to na Ciebie. Ale Ty zdajesz sobie z tego sprawę. Wiesz jaka ona jest i rozumiesz to. A jej gadaniem się nie przejmuj. Po prostu powiedz jeje, żebyu wyjechała od Ciebie. Trudno niech sie obrazi, niech ma Cię dosyć, niech chodzi wściekła na cały świat. Ty w tym wszystkim jestes najważniejsza. Ty i Twoje dzieci. I nie mów tak, że mogą mieć lepsza matkę. Jesteś dla nich najlepszą matką pod słońcem.Ich jedyną, najukochańszą. One Cię akceptują w pełni... Taką jaką jesteś. Co do Twojego męża. Nie dziwię się, że nie zabrał głosu. W końcu to Twoja matka i nie chciał stawać międzxy Wami. W końcu Tobie Matka gdzieś tam prędzej wybaczy niż jemu, prawda...Nosek do góry kochanie. Sam fakt, że analizujesz własne postępowanie świadczy, że chcesz cos robić. Że odczuwasz potrzebę działania. Proponuję Ci umówić się na spotkanie z psychologiem. Taka rozmowa pozwoli Ci nabrac dystansu, wiele rzeczy sobie uświuadomić.Trzymaj sie mocno - jeśli masz ochotę pisz. I spakuj mamuśce walizki.PozdarwiamPysia
      • Gość: jedna_z_was_anonimowo Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:11
        Nie, nie jestem chora. Powody sa banalne. Pare glosnych sprzeczek, pare bolesnych slow, ktore przypomnialy, ze ciagle sie zle ze soba czuje.Pewnie tez hormony, ktore niestety buzuja (ciaza)...Pewnie jestem dziecinna, ale nie wyrabiam psychicznie.
        • Gość: Atena Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:15
          jestes normalna, kazdemu moze sie zdarzyc mega-dol, zwlaszcza w ciazy. Nie bagatelizuje Twojego samopoczucia - ale to ze napisalas najlepiej swiadczy ze szukasz wsparcia. Po to miedzy innymi jestesmy. Pisz na priva jesli moge jakos pomoc (wierze ze moge), z przyjemnoscia Cie poznam.
        • Gość: addria Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:29
          Pamiętasz polski serial "Zmiennicy"? To może ja jestem dziecinna, ale zawsze jak jest mi źle, tak naprawdę źle, to spiewam sobie fragment tytułowej piosenki, który brzmi:"COŚ BYĆ MUSI, COŚ BYĆ MUSI DO CHOLERY ZA ZAKRĘTEM!!!" (przepraszam za wyrażenie, ale to cytat).Za Twoim kolejym zakrętem jest DZIECKO, nawet nie wiesz co to zanczy MIEĆ DZIECKO, NIC nie jest wtedy ważne, tylko ONO, nawet jeśli klepiesz biedę, nawet jeśli mieszają Cię z błotem, to chcesz żyć DLA NIEGO. Kiedy się do Ciebie usmiechnie to wiesz, że dla NIEGO to Ty jesteś centrum wszechświata, tylko TY! Uwierz mi! Tak jest, poczujesz to kiedy ONO się pojawi! Poczekaj jeszcze trochę i potem oceń swoje życie! Różowe na pewno się nie stanie, ale ile nowych, ciekawych kolorów w nim dostrzeżesz! Zakręt już się zbliża, jeszcze tylko trochę cierpliwości!
        • Gość: PAULA Jak peh to pech-buuuu IP: *.* 14.05.02, 08:20
          18 maja,czekaliśmy z tą datą ponieważ chciałam żeby przy chrzinach mojej Zuzi były wszystkie mi bliskie ososby.Niestety okazało sie ze mój ojciec musi leżec w szpitalu postanowiliśmy więc ze poczekmy z chrzcinami i datę wybierzemy jak tato poczuje się lepiej.No i co? Tato wyszedł ze szpitala wszystko było na jak najlepszej drodze do tego żebyśmy świętowali razem.Ale nie mogło być tak cudownie kilka dni temu ojciec zachorował na grypę ich przyjazd wiec się opóźnił ale miali zdązyć do soboty.A tu dzisiaj rano dostaję telefon od mamy tato w nocy sracił równowagę i udeżył głową w kaloryfer zabrało go pogotowie nie wiadomo czy nie uszkodził zasatwki ,którą mu wszczepili 3 m-ce temu i czy nie ma pęknięcia czaszki :-(( No i jak tu się cieszyć???? Coś czuję że chrzciny będą wyjątkowo drętwe ciągle bedę myślała o moim biednym chorym tatusiu buuuuuu.Zastanawiam się nawet czy nie odwołać przyjecia w knajpie bo jak tu świetować kiedy najbliższy mi człowiek leży w szpitalu??
          • Gość: PAULA Re: Jak peh to pech-buuuu sory to miało być gdzie indziej ale coś mi się pochrzaniło IP: *.* 14.05.02, 20:03
            Nie jesteś sama - masz swoje Maleństwo! I dla niego nie będziesz złą mamą, skoro chcesz być dobrą. Dla niego musisz być silna - i będziesz, na pewno. Wiem, że głupio się słucha takich pocieszeń, że kryzys mija, no ale naprawde prawie każdy mija! Nie warto wmawiać sobie, że świat się zawalił tylko dlatego, że to KTOŚ (nawet jeśli to mama0 okazał się nie w porządku wobec Ciebie. Ważne, żebyś ty była w porządku. Dbaj o maleństwo i myśl o nim, a będzie dobrze. Wspiera Cię mnóstwo dobrych myśliBerek
    • Gość: RybkaKasia Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 09:47
      Ja czytam....Nie bedę pukała się w czoło, miałam to samo......tylko, ze wtedy byłam zupełnie sama, nie miałam nikogo a Ty masz dziecko. A to juz inna sytuacja.Ja miałam 12 lat,zmarła moja najlepsza przyjaciółka, Ktoś Kogo Kochałam najbardziej na świecie....moja mama.....Świat się zawalił, chciałam ze sobą skończyć.Najpierw wpadłam w dziwne towarzystwo, paliłam fajki, piłam wódke....powoli staczałam się na dno, juz gorzej być nie mogło..:( Póżniej przyszły dziwne myśli o odejściu, o spokoju, o tym, ze tak bedzie lepiej....wtedy miałam już 16 lat, nikt nie był w stanie mi pomóc.Kiedyś siedziałam na klatce pijana jak bąk, i przechodził obok sąsiad, starszy pan, grubiutki jak antałek i powiedział do mnie...."Wstawaj dzieciaku bo się przeziębisz, zrób gorącą cherbatę i do łóżka", wymamrotałam, ze nie dam rady się podnieść.....wiesz co, On mnie zabrał do siebie.Zrobił mi cherbatę, położył do łóżka, nakrył mnie kocem i siedział przy mnie dopóki nie zasnęłam a ja płakałam mu w rękaw i mówiłam, ze wszystko jest bez sensu, ze mam juz tego dość, że nie chcę żyć, bo nikomu nie jestem juz potrzebna.......i zasnęłam.Rano przy śniadaniu, zapytał mnie, czy nie mogłabym zrobić Mu zakupów......Od rego się zaczęło....Zaczęłam Mu pomagać, robiłam zakupy, sprzątałam a z czasem gotowałam.....ON URATOWAŁ MI ŻYCIE. Wiem, ze to być moze nie jest dla Ciebie pomocne, nie wiem nawet jaka jest Twoja sytuacja......Twoje pare zdań i urywki uczuć o niczym nie mówią, ale wiem jedno, NAPEWNO jest Ktoś kto BARDZO Cię potrzebuje, Kto nie bedzie umiał żyć bez Ciebie,Ktoś Komu na Tobie zależy bardziej niż Ci na samej sobie.....Napisz coś więcej.....Kaśka.
    • Gość: Hermiona Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 10:56
      Moja anonimowa "siostro"!Kłopoty z mamą to nie tylko Twoja specjalność! Moja nie daje mi wsparcia w żadnej dziedzinie mojego życia, nie pocieszyła mnie, kiedy poroniłam, nie dała wsparcia, kiedy chciałam karmić piersią moje pierwsze dziecko, a nie umiałam, wręcz zostałam wyzwana od histeryczek, bo ośmieliłam się płakać. Słyszałam od niej o wiele gorsze rzeczy, niż to, o czym Ty piszesz. Dzieki niej nie wierzę w siebie i też mam kłopoty z zostawieniem przeszłości za sobą. To niestety zupełnie normalne, że nieświadomie naśladujemy nasze matki, mimo, że nas unieszczęśliwiały. Jednak jest pewna różnica - jesteśmy świadome tego, że czasem robimy źle. I to jest pierszy krok do wyleczenia.Pomyśl o tym, jakie było Twoje dzieciństwo, napisz na kartce, jak się czułaś, kiedy matka traktowała Cię tak, a nie inaczej. Teraz wyobraź sobie, jak czuje się Twoje dziecko, jeśli dajesz mu to samo. Miej tę kartkę wciąż przed oczami i czytaj ją po 100 razy dziennie.Nie przeglądaj się w cudzych oczach; wiem, ja też jak powietrza potrzebuję akceptacji mojej mamy i nie dostaję jej, i wciąż nie potrafię zaakceptować swojej kobiecości, bo odrzuciła mnie osoba, która powinna była mnie tej akceptacji nauczyć.Ale powiedziałam sobie, że mam to już gdzieś, są inne powody, żyć; kim jest moja mama, żebym musiała "żebrać" o dobre słowo?Mężowi się nie dziw, chociaż powinien być wobec Ciebie lojalny, ale pewnie sam boi się Twojej mamy.Hormony w ciąży robią czasem takie psikusy, ale wierz mi, to minie. Jednak dobrze by było, żebyś poszła do psychologa, ale nie po to, żeby Cię zakwalifikował jako wariatkę, ani dawał leki (zresztą, w ciąży to i tak niemożliwe), ale po to, żebyś mogła bez przeszkód powiedzieć o wszystkim, co Cię boli, a on prawdopodobnie poradzi Ci, jak radzić sobie z tym brakiem akceptacji, jak nabrać do tego dystansu.Wierzę w Ciebie.:hello: Monika
    • Gość: Gosia1 Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 11:23
      Kochanie, nie jesteś do dupy. To okoliczności w których się znalazłaś są do dupy, nie Ty. Ja również wiem co czujesz. Od dzieciństwa miałam uczucie, że zawsze będę porzucana. Bo zostawił nas mój ojciec. I nieważne było, że dopóki z nami był bałam się Go jak diabła, bo mnie bił, ważne było, że ZOSTAWIŁ. A potem miałam 20 lat i stało się coś, o czym jeszcze nie mogę mówić, ani pisać. Nie sądzę, abym kiedyś mogła. Odsunęłam to bardzo głęboko w siebie i nie chcę wyciągać. Boję się. W każdym bądź razie ja nie tylko chciałam odejść. Ja próbowałam. Ale pies piszczał pod drzwiami i to zaniepokoiło moich przyjaciół. Weszli przez balkon. No i żyć musiałam. Uciekłam w małżeństwo, które również przyniosło ból i porażkę. Ale wtedy była już Ona - moja Ania. W brzuchu u mnie. I kiedy po 48 godzinnym porodzie położono mi moje najukochańsze 2 kilo na brzuchu, powiedziałam: wygrałeś Boże, teraz już nie wolno mi odejść. Bardzo łatwo się załamuję i mam wtedy najczarniejsze myśli. Czuję, że zagłębiam się w coś bez dna, opadam, i tak naprawdę nawet nie mam ochoty chwytać się niczego. Tak, jak już pisałam o śmierci, której byłam bardzo bliska (przy ciąży pozamacicznej). Ona kusi. I daje zobojętnienie na kłopoty, myśli się wtedy: co to znaczy? ile to wszystko jest warte? wyścig szczurów........ Ja wiem, jak okropnie jest ciężko odrzucić ten spokój od siebie. To tak, jakby z własnej i nieprzymuszonej woli wchodzić do klatki z lwami, gdzie non stop trzeba zachować czujność. Ale warto. I nie tylko dla Twoich dzieci i Ich miłości. Ale i dla samej Ciebie. Bo jak już się wyjdzie z tej ciemności, czuje się dumę, że dało się radę. Spróbuj. Ja Cię kocham. Więc jedna osoba już jest (chyba wiem, kim jesteś.....). Mama? Widzisz, Jej się nie wybiera. Jest i już. Po prostu odetnij pępowinę. Wyobraź sobie, że jesteś otulona miękkim i płynnym szkłem. Dociera do Ciebie tylko to, co Ty chcesz. Nic więcej. A wszystko inne spływa i wylatuje oknem. Gdzieś tam...... Wsłuchaj się w swoje ciało, wyobraź każdą najmniejszą komórkę. TO JESTEŚ TY!!! Jeśli tu jesteś, znaczy, że masz coś do zrobienia. A to z kolei oznacza, że bez Ciebie coś tam by się zawaliło. Nie wiem, może ktoś z pokolenia przyszłego, bardzo przyszłego, ma jakąś ważną misję do spełnienia? Może będzie kimś niezwykłym? Jak to sobie wyobrażasz bez siebie? Każde życie jest ważne. KAŻDE. Więc myśli o bezsensie odsuwaj od siebie jeszcze jak są w zarodku. Nie pozwól im się rozwijać i urastać do wielkości monstrualnych. Bo wtedy nie widzi się słońca......Napisz do mnie. Ja również Cię potrzebuję.......Gosia
      • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: Tym razem anonimowo - do Gosi IP: *.* 13.05.02, 13:30
        Gosiu!Zawsze czytam Twoje rady, nie wiem jakt to robisz - ale potrafisz uwrażliwić najtwardsze serce :D! Masz tyle mądrości... Podpisuję się pod Twoimi słowami rękami, nogami i malutkimi rączkami Gaby ;)!Magda :hello:
        • Gość: gosiaLachowska Re: Tym razem anonimowo - do Gosi IP: *.* 13.05.02, 18:38
          Gosiu1,czesto czytalam Twoje madre wypowiedzi i chociaz jako "kobieta z przeszloscia" zawsze potrafilas poradzic,doradzic,pochwalic,powiedziec cieple slowa.chcialabym byc taka jak Ty.pozdrawiam Cie mocno.gosia m.Filipka
      • Gość: DorotaJ Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 13:04
        Cześć Gosiu1,zazdroszczę Ci Twojej mądrości. Czytając Twoje posty czuję się jak młoda i niedoświadczona dziewczyna. Dziękuję Ci za nie. TEN wystarczy mi na kilka moich dołeczków.PozdrawiamDorotaJ
    • Gość: trolka Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 13:10
      Piękne sa wasze listy. Naprawdę.Ja miałam dobrych, oddanych rodziców, mam dobrego męża i rodzinę. I co? I bywają dni, że szukam usilnie sensu i nie znajduję. Ze moje bycie wydaje się tylko byciem w masce, że tej prawdziwej siebie nie mogę znależć, bo zgubiła się, przerażona jako dzieciak. Moi rodzice mieli dibre chęci, ale czułam się czasem niezrozumiana, niechciana gorsza. Staram się zapłakać nad tym dzieckiem, by lepiej rozumieć swoje dzieciaki. Jeszcze kilka lat temu byłam zadowolona i wszystko było ok. Teraz czasem doświadczam kilku dni smutku. I myślę, że tak naprawdę macierzyństwo dało mi olbrzymią moc, że czuję się wreszcie na tyle bezpiecznie, by szperać w sobie i z odwagą przyjąć to co znajdę. Zapisałam się na psychoterapię i jestem szczęśliwa, że jestem na tyle mocna, że ten smutek dotarł do mnie i może coś uda się z tym zrobić. Mnie oczywiście.Ze nie przeleciało mi więcej lat na byciu zadowoloną , roześmianą i nieświadomą siebie samej.Może i w Tobie smutek jest objawem mocy?Może i Ty znajdż dobrego psychologa.POzdrawiam z całego serca z nadzieją, że smutek i żal i poczucie beznadziei pojawiają się gdy jesteśmy dość silni by to znieść i wznieść nasze życie o poziom wyżej.Jestem z Tobą.
    • Gość: gosiaLachowska Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 18:28
      coraz czesciej ukazuja sie posty tego typu co jest bardzo smutne,a lzy same splywaja po policzkach :-(((anonimowa emamusiu nie poddawaj sie,Ty masz dla kogo zyc!!!,bo AZ dla dwoch osob,dla siebie i dla Twojego dzieciatka.tez bylam nieakceptowana przez otaczajacych mnie osob,do domu daleko,depresja za depresja,a ONI gnebia mnie coraz glebiej i glebiej,ale w koncu powiedzialam DOSC!!!! wykrzyczalam im wszystko,a oni,o dziwo,zrozumieli jaka mi krzywde wyrzadzili.czuje sie teraz o duzo lepiej,ale psychicznie jestem o wiele slabsza niz kiedys.sile "tankuje" od mojego synka,ktory jest swiatlem mojego zycia.badz silna i nie wstydz sie prosic o pomoc,tutaj jest tyle wspanialych osob,ktore napewno nie odmowia Ci tego.pozdrawiam Cie serdecznie.gosia m.Filipka
    • Gość: 220571 Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 13.05.02, 21:02
      Nie zrozumiem Cię, bo nigdy nie byłam w takim stanie. BArdzo Ci współczuję i BARDZO chciałabym Ci jakoś pomóc. Dlatego piszę :).Skąd wiesz co spotka Cię w życiu :)? Czy to, że żyjesz nie pomoże komuś innemu, może np. uratuje życie? Nie możesz tego (że jesteś nikomu niepotrzebna) wiedzieć teraz :). Dlaczego uważasz że jesteś złą mamą? Skąd wiesz, czy Twoje dzieci (to w brzuszku też) wystawiłyby Ci tak surową ocenę jak Ty sobie? Jesteś im potrzebna! One Cię kochają, nieważne jaka jesteś. Ważne, żebyś umiała je przeprosić, jeśli im zrobisz przykrość. Podejrzewam że Twoja mama nie potrafi się przyznać do błędu. Pomyśl, gdyby Cię przeprosiła... Nie ma ludzi idealnych! Nie ma mam idealnych!Wcale nie myślę, że masz nierówno pod sufitem ;). Jesteś wrażliwa :), gdybyś taka nie była porafiłabyś z łatwością ignorować swoją mamę nie potrafiłaby Cię tak łatwo zranić. Jeśli masz na tyle sił poproś ją, żeby wyjechała. Ja uważam, że MASZ prawo, a nawet obowiązek ją o to poprosić.Piszesz też że nie ma sensu terapia, jeśli wokół Ciebie ludzie się nie zmienią... Ale ludzie często są tacy, jakimi ich widzimy. Jeśli jesteś bardzo krytyczna wobec siebie (a na pewno jesteś, sądząc po Twoim poście) to myślisz, że inni też oceniają Cię tak samo źle. A tak nie jest. Problem z mamą... ONA NIE MA RACJI. Przyjechała w gości, nie jest u siebie, nie powinna się tak zachowywać!!!! A w ogóle NIE WOLNO NIKOGO OBRAŻAĆ. Też ostatnio miałam dylematy czy powinnam mieć dzieci, skoro jestem złą matką. Moja pani psycholog powiedziała mi, że NIE WOLNO tak myśleć. Że skoro zdaję sobie z tgo sprawę to już połowa sukcesu (teraz zostaje się tylko zmienić :lol:). Gdyby dzieci mieli tylko Ci, którzy są idealni - ludzkość by wyginęła. Ja chodzę na terapię dla swoich dzieci, żeby miały lepszą mamę - może taka motywacja będzie dla Ciebie dobra. Idź do psychologa, on od tego jest, żeby ludziom takim jak Ty poprawiać (profesjonalnie) humor ;) :).Poza tym to ŻADEN WSTYD iść do psychiatry to lekarz, jak każdy inny (sama byłam to wiem). Nie piszesz, co Twój mąż w tym wszystkim - czy o Tym wie?Poczytaj stronę www.leczdepresje.orgPozdrawiam :hello:PS Jak chcesz to pisz na priv.
      • Gość: Reszka Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 07:50
        Droga anonimowa współforumowiczko.Diagnozy czy masz depresję czy nie, nie postawi nikt oprócz służb wyspecjalizowanych – psychiatra, czy psychoterapeuta. Myślę że w ciąży jakiekolwiek leczenie farmakologiczne będzie przeciwwskazane oprócz przypadków skrajnych, zresztą jak pisałam nie wiadomo czy potrzebowałabyś tego. Jednak jedna rzecz bardzo zwraca uwagę. Myślę że twoja scysja z mamą była kroplą która przelała szklankę, i że każde ścięcie z mamą lub kimkolwiek będzie powodowało podobny lub głębszy dołek, bo na takim podłożu żyjesz. Więc moim zdaniem będziesz potrzebowała nie tyle doraźnej pomocy w rozwiązaniu aktualnego problemu, co głębszego „przepracowania podstaw”. Jest to długie i mozolne, ale inaczej się chyba nie da. Twoja mama się nie zmieni, a być może nawet nie będzie szanowała twoich uwag odnośnie poszanowania twojej osoby. Twój mąż może też się nie zmieni. Pojawienie się drugiego dziecka i romantyczne spojrzenie w jego ufne oczka też niczego nie zmieni, ewentualnie na gorsze, bo będziesz mieć jeszcze mniej czasu dla siebie, plus kolejne przestrojenie hormonalne, plus baby blues. Chyba nie masz więc na co czekać, bo sprawy pozostawione samym sobie rzadko zmieniają się na lepsze, i słonko samo z siebie nie zaświeci, to pewne.Nie piszesz skąd jesteś, jeśli z Krakowa lub okolic to napisz na priva, podam ci nazwiska konkretnych osób.
    • Gość: Nonika Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 09:41
      Dziewczyno czym predzej udaj sie do psychologa lub do psychiatry.Najprawdopodobnie masz dosc ciezka depresje i wiedz ze samobojstwo jest nieodwracalne a depresje mozna leczyc.Niepokoja mnie Twoje mysli samobojcze ,to tak jakbym jeszcze miesiac temu sluchala mojej siostry.Przyjechala do mnie i jej depresja sie bardzo nasilila.Bedac w Polsce poszlysmy prywatnie do psychiatry i rzeczywiscie rozpoznanie:gleboka depresja.Obecnie siostra jest w trakcie leczenia farmakologicznego,jest lepiej.Jesli nie stac Cie prywatnie na lekarza mozna isc do poradni panstwowej.Ale zrob cos nie czekaj ,daj sobie pomoc ,kazdy ma prawo do szczescia i bycia zdrowym.Jesli jest to rzeczywiscie depresja to jest to choroba i trzeba ja leczyc.Pozdrawiam i wierz mi nie czytalam kiwajac glowa bo przerabiam to prawie codzien z siostra i jej choroba spedza mi sen z powiek.Jesli masz ochote moj nr GG4452944 odezwij sie.
      • Gość: Nonika Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 12:12
        jesli jestes w ciazy to leczenie farmakologiczne nie wchodzi w gre ale moze chociaz rozmowa.PozdrawiamM z J
    • Gość: Selina Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 12:02
      Kochana smutna forumowiczko!I ja napiszę Ci parę słów, abyś wiedziała, że nie jesteś sama! :)Tak to już jest, że często nie zauważamy szczęścia jakie mamy obok siebie. Ja sama ulegam smutnym nastrojom do tego stopnia, że zupełnie się w nich zatracam...Dopiero kopniak pobudza moją świadomość, że mam swoje dwa szczęścia: zdrową i cudowną córę i wspaniałego mężczyznę! Ile osób oddałoby wszystko za takie właśnie "szczęście"!Ty masz zdrowe dzieciątko i na pewno wspaniałego faceta, tylko o tym zapominasz! Drugie wspaniałe jest w Tobie!I wiesz, kiedy miewam takie "straszne stany depresyjne" myślę sobie wtedy dlaczego ja tu jestem? Jaki sens jest w moim istnieniu? I wtedy mówię sobie, że jestem tutaj nie dla siebie lecz dla moich dzieci! Może to nie o mnie chodzi, nie ja jestem taka ważna dla tego świata, ale właśnie moje dzieci! Może staną się one kimś ważnym w dziejach ludzkości! Nic jest tak sobie ot bez sensu!!! Wszystko ma jakiś ukryty sens; może dane nam będzie dowiedzieć się o tym dopiero u schyłku naszego życia...?Jednym z Twych darów jest np.: możliwość rodzenia dzieci; wiesz ile kobiet oddałoby całą fortunę za to by stać się matką?! Wiem co znaczy słowne znęcanie się nad człowiekiem( wiem też co znaczy fizyczne...)i wiem co czujesz :( ...Samobójstwo? Najprostsza rzecz, droga przez życie na skróty... Głupota!!!Obserwujesz swoją matkę i uważasz, że jest zła, a kim ty się staniesz kiedy opuścisz swoje dzieci? Dobrą matką?!Przecież chciałaś być inna niż ona, lepsza...?!Tworzysz właśnie rodzinkę, Twoją rodzinkę, gdzie ty będziesz autorytetem, gdzie nie będzie liczyło się zdanie Twojej mamy, czy teściowej. Doczekasz tego i zobaczysz jaka będziesz wtedy dumna. I podziękujesz, że los dał Ci szansę to wszystko przeżyć!A narazie krocz swoją drogą z podniesioną głową!I pisz do mnie kiedy tylko masz chęć. :)Pozdrawiamselina
    • Gość: DorotaJ Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 13:14
      Cześć Anonimku,mam nadzieję, że dzisiejszego dnia spogladasz już inaczej na ten świat i - być może - na siebie. Nie znam Cię i nie ogarniam wagi Twoich problemów, ale uważam, że skoro potrafisz o tym dyskutować, to znaczy, że jestes silniejsza psychicznie niż myślisz.Tylko zobacz ile osób chce Ci pomóc? Chcesz nas zawieść i poddać się?Spróbuj żyć dla dzieci, dla siebie, dla wszystkich. PozdrawiamDorotaJPS. Jak myślę o tym wszytskim to wiem, co chcę Ci napisać, aby Cię podnieść na duchu, ale... cholera... nie umiem znaleźć odpowiednich słów!!! Wybacz.
    • Gość: Angelika2 Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 13:32
      Życie często daje nam w kość. Niestety najczęściej ranią nas najblisze nam osoby. Powszechnie panujacy kult matki moim zdaniem jest fałszywy. Niedługo dzień matki - dla mnie był zawsze najgorszym dniem w roku - nie miałam komu dać laurki i to nie dlatego, że nie miałam matki. Ona zawsze była gdzieś obok i to było najgorsze. Nie utrzymywałam z Nią kontaktu przez ponad 17 lat. Nigdy nie poznała swoich wnuków ani zięcia. Teraz potrzebuje mojej pomocy. Jest poważnie chora, nie ma pieniędzy. Mi się nie przelewa ale wysyłam jej pieniądze, kupuję leki. Wiem, że Ona na to nie zasługuje, że za te pieniądze mogłabym kupić nowe ubrania moim dzieciom ale wiem,że gdybynm jej nie pomogła stałabym się taka jak ona. Mój mąż jest cudownym człowiekiem , dzięki niemu mam spokojny dom, cudowne dzieci i staram się cieszyć życiem. Nigdy nie pyta o moją matkę - cenię jego dyskrecję. Kiedyś wszystko mu opowiem ale teraz boli to wszystko za bardzo. Zresztą chciałabym zapomieć aby nie obarczać złymi uczuciami moich dzieci.Może to brutalne co napiszę ale nie wpuściłabym Twojej matki do domu. Może dałoby to jej do myślenia. Jeśli masz ochotę napisz do mnie. pozdrawiamAngelika
    • Gość: Adzia Re: Tym razem anonimowo - napisz jak jest dzisiaj... IP: *.* 14.05.02, 14:06
      Droga Anonimko - sama nie wiedziałam co Ci napisać. Zresztą dziewczyny wystosowały tyle mądrych słów, że aż głupio (Gosiu1 - wiesz, że jak Ty radzisz komuś, to zawsze moje biedne ego się ogrzeje :-) ).Słuchaj, skąd się u Ciebie wzięło przeświadczenie, że odpowiadasz za całe zło, skoro z Twego postu aż bije oczywisty fakt, że masz toksyczną matkę (ja sobie nie wyobrażam, żeby moja mama w jakikolwiek sposób komentowała moje małżeństwo - to mój wybór i moja sprawa). Kochana, leczenie objawowe nic nie da jeśli nie usuniesz przyczyn! Powiedz matce, jak Cię zraniła. Powiedz mężowi, że liczysz na jego wsparcie i że Cię rozczarował. Takich rzeczy nie można zostawiać samych sobie!Wiem jak to jest, gdy w ciąży hormony szaleją. Weź jeszcze i tę poprawkę - że nie jest tak jak Ci się wydaje (choć wiem, że to strasznie trudne). A przypomnij sobie pierwszą ciążę - czy objawy były podobne? Oczywiście, to Ci w niczym nie pomoże....ale może uświadomi pewne rzeczy na poziomie logiki, nie uczuć. Wiem co prawda, jak ciężko jest logicznie myśleć kiedy doły łapią...:-(Może porozmawiaj ze specjalistą. Może to rzeczywiście depresja. Ale najpierw usuń te czynniki, o których wiesz, że Ci przeszkadzają. Może wtedy ukaże się, że to po prostu burze hormonalne?Czego serdecznie życzę.Agnieszka
    • Gość: mysia Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 17:38
      Dziewczyno nie poddawaj się,skończenie ze sobą to nie jest żadne wyjście!!!!!!!Nie obwiniaj się,pamiętaj ,że masz nas -przyjaciół!jeśli chcesz pisz na priva Dorota
    • Gość: Berenika Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 19:50
      Nie jesteś sama - masz swoje Maleństwo! I dla niego nie będziesz złą mamą, skoro chcesz być dobrą. Dla niego musisz być silna - i będziesz, na pewno. Wiem, że głupio się słucha takich pocieszeń, że kryzys mija, no ale naprawde prawie każdy mija! Nie warto wmawiać sobie, że świat się zawalił tylko dlatego, że to KTOŚ (nawet jeśli to mama0 okazał się nie w porządku wobec Ciebie. Ważne, żebyś ty była w porządku. Dbaj o maleństwo i myśl o nim, a będzie dobrze. Wspiera Cię mnóstwo dobrych myśliBerek
    • Gość: M_iśka Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 14.05.02, 22:47
      Też to miałam :(tyle,że po porodzie.I moja matka z którą wtedy mieszkaliśmy wcale mi nie pomagała w tych ciężkich chwilach,wręcz odwrotnie-udowadniała na każdym kroku,że wszystko robię źle.A co gorsze maleńka córcia nie akceptowała mnie tylko ją.Też byłam wściekła,że zmieniła mi się figura z rozmiaru 38 wpadłam w 42 to był dla mnie szok.Przez matkę(która krzyczała,że głodzę dziecko bo nie mam pokarmu i mała płacze z głodu)przestałam karmić piersią a jej "dobre"rady dotyczące odżywiania doprowadziły moją córkę do alergii i nadwagi.Ja sama zawsze byłam grubasem rozżalonym,że nikt nie chce pomóc tylko wpycha jedzenie i miałam nadzieję,ze chociaż córce oszczędzę wyzwisk-a tu 3latek ważył 25 kilo(teraz Ją odchudziłam,ma 4 lata i 23 kilo,ale to i tak za dużo)i to ja obwiniam się o to jak ona wygląda.Moje ustawiczne gadanie na temat nie kaleczenia dziecka to jak rzucanie grochem o ścianę.Ale za to kiedy urodził się Jaś dostałam skrzydeł.Przed zajściem z Nim w ciążę schudłam i bałam się co będzie po porodzie,a tu niespodzianka-3 tygodnie i wróciłam do figury(po porodzie Oli zrzucałam 15 kilo 4 lata :( )Jaś ssał cyca z upodobaniem i nie wyglądał na głodnego,walczyłam jak lwica z matką i do 6 mies. dostawał wyłącznie pierś(teraz ma 10 i też ssie)Nie jest ulubieńcem matki bo zdecydowanie woli mnie :)Jest szczuplutki ale nie dam sobie wmówić,że go głodzę-taki Jego urok.Córkę uczę,że to ja rządzę nie babcia,a matce wprost powiedziałam,że skrzywdziła mnie,moją córkę i nie życzę sobie jej ingerencji w moje życie.Przez całe życie byłam pod presją matki i babci,jedyne co zrobiłam żeby postawić na swoim to zaszłam w ciążę żebym mogła wziąść ślub z osobą którą kocham(wszystkch odrzucały wyszukując jakieś"ale")ale dalej musiałam ich słuchać.Teraz odkąd mam Jaśka i choć to On urodził się pod znakiem lwa to właśnie ja zaczęłam być lwicą zaciekle walczącą o rodzinę.Nauczyłam się jak nie dać się rodzinie,postawić na swoim i być szczęśliwą podejmując suwerenne decyzje.Jeszcze dużo nauki przedemną ale 10 lat temu przyjaciel uratował mi życie,a teraz po tylu latach odnalazłam Go przypadkiem przez internet-odżyły wspomnienia i wiem,że dzięki niemu mam cudowne dzieci i życie o które muszę sama walczyć ale gdyby nie On wąchałabym kwiatki od spodu a Bóg pukałby się w czoło i pytał "czemu to zrobiłaś,jesteś teraz sama,nie masz nic,a ja chciałem dać Ci tak wiele"W tak ciężkich chwilach trzeba uważnie rozejrzeć się wokoło,bo napewno jest osoba która chce Ci pomóc i dzięki której będzie Ci lżej.Mówiąc słowami tegoż mojego przyjaciela "życie to sinusoida,raz opada,raz się pnie,kiedy masz doła to pamiętaj,że teraz spadła na dół,ale musi zacząć się piąć by zachować równowagę w przyrodzie".Życie uczy pokory a przede wszystkim ŻYCIA.Życzę Ci pogody ducha i wiary we własne siły.Jeśli mężowi po porodzie będzie przeszkadzała Twoja tusza niech pomoże Ci w jej zrzuceniu kupując jakąś dietkę i wpierając Cię duchowo(mój wydał na to 4 stówy ale nie żałuje-a ja mam 15 kilo mniej :)i też nie żałuję :) )Nie załamuj się..."A po nocy przychodzi dzień... A po burzy spokój..."Jeśli chcesz się jeszcze trochę podołować pisz na priva.Ja Cię zdołuję tak,że padniesz...ale ze śmiechu :)Miśka-Monika :)Sorki że tak długaśnie,ale jak się rozpiszę to końca nie widać :)
    • Gość: Magda72 Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 15.05.02, 04:31
      Hej !!Miałam identyczny problem, znalazłam kogoś kto mi pomógł. Kilnaście głębokich sesji terapeutycznych i stanęłam na nogi. Terapia jest we Wrocławiu, ja dojeżdżałam z Krakowa. Jak chcesz wiedzieć więcej, to pisz na priva. Kalpa@hoga.plMagda 29 lat
    • Gość: jedna_z_was_anonimowo Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 15.05.02, 20:24
      Przeszlo mi, dziewczyny.Boszsz... Niech juz minie te 9 miesiecy lazenia z brzuchem, bo od tej burzy hormonow oszaleje...Dzieki za pomoc - siedzialam sobie w domu (ucieklam tego dnia z pracy, hihi :) ), lykalam lzy i czytalam Wasze posty :) Juz dawno tak pieknie sie nie pouzalalam nad soba ;) Co wyszlo mi oczywiscie na zdrowie ;)Oczywiscie pol forum zastukalo do mnie na moj nieanonimowy nick z zapytaniem, czy w porzadku u mnie - owszem, w porzadku. Zamiast sera wynalazlam se truskawki ;) Ale pomyslcie, ile sobie trudu zadalam, zeby napisac anonimowy post na tym forum, hihi :) I wszystko na nic - a fe, kochane detektywki ;)Ach, te baby w ciazy, hihi :)PozdrawiamW calkiem konstruktywnym nastrojuUbawiona po pachyWiecie kto ;)jedna_z_was... tego... anonimowo tongue_out
      • Gość: Hermiona Re: Tym razem anonimowo IP: *.* 15.05.02, 21:22
        No tak... Ano taaaak... Ja za krótko "żyję" na tym forum, więc dla mnie dalej jesteś anonimowa, ale pamiętaj, że jak jeszcze raz zobaczę tu taki list z żyletkami i lekarstwami w roli głównej, i Ty będziesz jego autorką, to zidentyfikuję Cię,znajdę na końcu świata i własnoręcznie STŁUKĘ!!!!! Żebyś mnie więcej nie straszyła tak, jak to zrobiłaś, kiedy przeczytałam Twój post!!!! Więc dla własnego dobra lepiej bądź przez resztę swoich dni w dobrym nastroju. ;):hello: Monika

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka