Gość: jedna_z_was_anonimowo
IP: *.*
13.05.02, 08:54
Mam wszystkiego dosyc. Nie moge patrzec na siebie... Mam ochote skonczyc to zalosne Bycie.Przeciez nie mozna cale zycie sie nienawidzic. Przeciez nie mozna cale zycie byc winnym wszystkim nieszczesciom calego swiata...Wszystko kusi. Okno, zyletka, szafka z lekami...Takie rozwiazanie wydaje sie lepsze nic ciagle Trwanie.Tam jest juz tylko Cisza. Tam nie trzeba lezec skulonym w lozku... Tam nic nie boli.Psycholog? Psychiatra? Moze by sie nawet przydal.Ale po co?Po co obciazac caly Swiat sobą?Po co dziecku matka, ktora nie potrafi zabdac o sobie, a co dopiero o nie?Nie piszcie mi, ze jutro zaswieci slonce i inne takie... bo takie argumenty nie robia na mnie wrazenia. Zaswieci, albo nie zaswieci.Niezaleznie od tego bede musiala zyc ze soba. I a ta nienawiscia do tego, jaka jestem, kim jestem...Jak mozna przezyc swoje zycie, gdy nic nie ma sensu? Gdy sie wierzy, ze najblizszym bedzie mimo wszystko lepiej, gdy mnie nie bedzie?Pokochac swiat?Pokochac siebie?Za co?Po co?Wiem, kim jestem. To mi wystarczy, by stwierdzic, ze to jest niemozliwe...Tak, myslicie, za mam nierowno pod sufitem. Najprawdopodobniej... Psychiatryki sa pelne takich jak ja.Nie podpisze sie. Zrozumcie.Tym razem jest aninomowo.Czyta to ktos jeszcze bez pukania sie w czolo?