Dodaj do ulubionych

rozpłakałam się w środku miasta...

27.11.06, 10:56
ostatnio trochę się wyżaliłam
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=52709207&a=52732378
i jakoś tak samo z siebie wyszło, że mój Mąż wziął w pracy dzień wolny,
żebym mogła sobie spokojnie pójść na zakupy i zaszaleć...

na luzaka wyszłam z pracy, wsiadłam w pierwszy lepszy autobus,
wysiadłam w środku miasta i... nie wiedziałam, co mam z sobą zrobić...

normalnie się popłakałam, bo nie wiedziałam, gdzie tu się w tym mieście
ciuchy kupuje... choć mieszkam w nim od urodzenia...

błąkałam się głównymi ulicami i wróciłam do domu z niczym...

czasem myślę, że gdyby nie Mąż, który wciąż pracuje w innym miejscu,
który w czasie pracy wyskoczy do pobliskiego sklepu z ciuchami,
jeśli akurat tam taki jest, to nie miałabym się w co ubrać...

nie mam pojęcia jakim cudem radzą sobie pracujące matki dwójki dzieci
z mężęm, którego jeszcze trzeba obsłużyć, bo woli z głodu umrzeć,
niż własnoręcznie kanapkę sobie zrobić - a znam i takie...

padam na ryj...
Obserwuj wątek
    • moofka Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 10:58

      plan trzeba bylo zrobic wink
      • demarta Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:09
        reni nie płacz. namów mąża na jeszcze jeden taki dzień, a wypad na miasto sobie
        zorganizuj, a nie poszłaś upajać się wolnością i ewidentnie naćpałaś się
        świeżym powietrzem. a o jakim mieście piszesz, może jakie wskazówki blizsze ci
        zapodamy?
        • reni_78 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:05
          myślę, że masz rację z tą wolnością i świeżym powietrzem...
          pierwszy raz poszłam bez wyraźnego celu i ograniczeń czasowych...
          bez pośpiechu... bez patrzenia na zegarek... bez konkretnego adresu pod którym
          trzeba załatwić konkretną sprawę w konkretnym czasie...
          poszłam ku mej radości na żywioł i poczułam się beznadziejnie bezradna...
          dziękuję!
      • ana119 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:21
        przeczytałam poprzedni wątek i widzę, że nie masz żadnego planu tygodnia. mam
        podobną sutuację i ratuje mnie tylko to, że w ciągu tygodnia planuje co musze
        koniecznie zrobić, żeby w sobote i niedzielę mieć wolne od prania czy
        prasowania i zostaje tylko bardzo drobne sprzątanie. w ciągu tygodnia gotuje
        tylko co drugi dzień lub robię szybkie dania (typu spagetti). pomyśl co możesz
        wykonować w ciągu tygodnia i tylko się tego trzymaj! np pranie wstawione i
        rozwieszone we środę i już czwartek masz na prasowanie. naprawde się nad tym
        zastanów, bo wpadłaś w błędne koło... pozdrawiamsmile
        • moofka Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:32
          ana119 napisała:

          > przeczytałam poprzedni wątek i widzę, że nie masz żadnego planu tygodnia. mam
          > podobną sutuację i ratuje mnie tylko to, że w ciągu tygodnia planuje co musze
          > koniecznie zrobić, żeby w sobote i niedzielę mieć wolne od prania czy
          > prasowania i zostaje tylko bardzo drobne sprzątanie. w ciągu tygodnia gotuje
          > tylko co drugi dzień lub robię szybkie dania (typu spagetti). pomyśl co
          możesz
          > wykonować w ciągu tygodnia i tylko się tego trzymaj! np pranie wstawione i
          > rozwieszone we środę i już czwartek masz na prasowanie. naprawde się nad tym
          > zastanów, bo wpadłaś w błędne koło... pozdrawiamsmile


          sama pracuje w takich godzinach i uwazam ze to fajny system
          rano sie wyspie, zdaze zrobic malemu sniadanie i wymalowac oko
          wychodze po 4 odbieram malucha z przedszkola i jeszcze mam sporo dnia
          pewnie z czlowiek czasem bywa zmeczony, ale mysle, ze kazdy kto pracuje i
          wychowuje dzieci jest wink
          mi jesty o tyle latwiej ze mam jedno dziecko i dojezdzam samochodem a nie
          miejska komunikacja
          faktycznie warto poluzowac, wiecej obowiazkow przerzucic na meza a w
          tygodniowym planie uwzglednic swoj czas a nie pranie smile
          pracujac od 8 do 16 udalo mi sie zrobic prawo jazdy, regularnie chodzic na
          fitness, niebawe zaczynam szkole jezykowa
          fakt, na zakupy ciuchowe nie zawsze mam czas i checi po pracy - chodze w
          soboty wink
          • reni_78 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:19
            kurcze, nie umiem być w takiej kondycji psychicznej...
            może faktycznie powinnam na to wszystko spojrzeć z innej strony...
            i nabrać innej perspektywy... tylko, że jakoś nie umiem...
            fajnie, że tak piszecie... dużo w tym ciepła, uśmiechu i radości...
            ja niestety jestem przemęczona takim trybem życia...
            dziękuję!
        • reni_78 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:10
          pranie na tygodniu u mnie ewidentnie odpada
          też robię szybkie dania - zazwyczaj z zamrażarki i weków
          zakupy zawsze z podręczną listą
          plany jakieś tam mam - bo niedziela jest typowo rodzinna
          poprostu wykańcza mnie to tempo
          dziękuję!
    • gosionica Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:09
      Ja na szczęście pracuję na pół etatu. Od 8-13. Mam czas na odebranie starszego
      dziecka z przedszkola o normalnej godzinie - młodsza pociecha jest w tym czasie
      z opiekunką. No i swobodne codzienne zakupy.
      A co do szaleństw z ciuchami. To też jak już sie wyrwę to czuję się jak pies
      spuszczony z łańcucha. Nie lubię przedłużać opiekunki więc dzieci zostawiam
      czasem z moją mamą, ale wtedy chcę jak najszybciej wszystko "oblecieć". I nie
      zawsze się udaje coś kupić.
      Polecam kupowanie ciuchów w Galeriach handlowych - jeśli masz do nich dostęp.
      Wszystko w jednym miejscu.
      Ja bardzo się cieszę że mogę tak pracować. Nie wiem jak dałabym radę będąc o
      17ej w domu. Dla mnie byłaby to porażka.
      • moofka Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:11
        gosionica napisała:

        > Ja bardzo się cieszę że mogę tak pracować. Nie wiem jak dałabym radę będąc o
        > 17ej w domu. Dla mnie byłaby to porażka.

        a jednak wiele mam tak pracuje i nie odbierają tego jako porazki
    • mynia_pynia Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:13
      Odkąd powstały wielkie centra handlowe, galerie, duże markowe sklepy, nie mam
      pojęcia gdzie można kupić ciuchy "na mieście".
      Jeżdżę zawsze do dużych sklepów gdzie mogę kupić buty, sportowe ciuchy,
      eleganckie, w jednym miejscu, nawet nie wiem gdzie są sklepy z bielizną poza
      galeriami.
      Umawiam się z koleżankami na szaleństwa w miejscu X i robimy całodzienna
      wyprawę, zawsze można zrobić sobie przerwę na kawkę, zanieść zakupy do
      samochodu i od nowa po sklepach. A jak się znudzi kupowanie dla siebie to
      idziemy obok do wyposażenia domu i kupujemy jakieś gadżety do mieszkania wink.

      Nie są to częste wyskoki, bo nie dysponuje taką gotówką i czasem żeby, co
      tydzień oddawać się szaleństwom.

      • moofka Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:18
        a ja troche głupieje w wielkich galeriach smile
        kupuje nie to po co przyjechalam i wydaje trzy razy wiecej niz chcialam
        a do tego lece na kazda lepszą promocje ;P
    • mathiola Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:17
      Był czas kiedy pracowałam i wychodziłam z domu o 7 rano. Wracałam o 19.
      Leciałam 1,5 km w jedną stronę odebrać dziecko od mamy, w domu byłam wtedy ok.
      20-21. Kiedy chciałam coś zrobić w domu umawiałam się z mamą, że podwiezie mi
      małego wózkiem i spokamy się po drodze - ale nie lubiłam tego robić, bo miałam
      wrażenie że ją wykorzystuję. W weekendy - co drugi, a czasem w każdy -
      jeździłam 250 km na uczelnię (wstawałam o 4.30 żeby zdążyć dojechać do Warszawy
      i na dworzec). Tam nocowałam gdzie popadnie, czasem u znajomych, czasem w
      śmierdzącym hotelu robotniczym... Kiedy wracałam zmęczona takim weekendem,
      trzeba było ogarnąć się jakoś bo na drugi dzień do pracy...
      Wytrzymałam w tym koszmarze rok, na szczęście mnie zwolnili, bo nie wiem czy
      miałabym odwage sama się zwolnić smile
      Uwierz mi że ty masz luksus. Po prostu przechodzisz mały kryzys spotęgowany
      depresją jesienną.
      • demarta mathiola 27.11.06, 11:21
        no i długo wytrzymujesz bez pracy? i chce ci się do niej wracać, czy nie
        myślisz o tym? no a jeśli tak, to znajdziesz bez problemu, czy musiałabyś
        cierpiwie poszperac czas jakiś w ofertach?

        sorry za wścibstwo wink))
        • mathiola Re: mathiola 27.11.06, 11:24
          a nie, od tamtego czasu minelo juz sporo, urodzilam blizniaki, wiec praca w
          takim systemie by mnie zabila.
          Teraz mam wlasna dzialalnosc razem z malzem, z czego glownie on pracuje a ja
          biore male zlecenia (czasem wieksze niz male ale wtedy mozna sie wykonczyc przy
          blizniakach).
          Generalnie mam sytuacje rzeklabym luksusowa - zajmuje sie dziecmi, ale jak
          poczuje potrzebe to zarabiam pieniazki rowniez smile Ale juz nie jezdze jak
          wariat w te i z powrotem calymi dniami, zeby obslugiwac nadetych bufonow. No i
          te cholerne studia skonczylam rok temu smile
        • mathiola Re: mathiola 27.11.06, 11:26
          a jeszcze dodam, ze zanim to wszystko sie poukladalo, szperalam w ofertach,
          wysylalam cv... i dupa. RAZ zaprosili mnie na rozmowe. Okazalo sie ze to ladnie
          zakamuflowana akwizycja. Stracilam nadzieje po dwusetnym cv poslanym w kosmos.
          Bez znajomosci ni w zab.
          • demarta Re: mathiola 27.11.06, 11:30
            ale suma sumarum i tak wyszło ci na dobre. to podstawa. a z bliźniakami to
            dziki zachód jest, wiem, bo kumpela też prawie dwuletnich już ma i były
            momenty, ze miała wszystkiego dosyć. no ale teraz zaczyna się ten czas, że
            dostarczają podwójnej satysfakcji, a nie tylko udręki. bliźniaki więc są do
            przejścia na początku, a potem podwójna radość, której mama jedynaka nigdy nie
            doświadczy wink)))
            • mathiola Re: mathiola 27.11.06, 11:41
              wiesz co, boje sie ze u mnie moze byc odwrotnie - bo mi teraz udreki nie
              dostarczaja wcale, ale za to, jesli beda podobni do swojego starszego brata, to
              udreka zacznie sie jak zaczna mówić smile)
              A z tym zwolnieniem z pracy to często tak jest, że wychodzi na dobre. U kilku
              znajomych już się potwierdziło.
      • beata985 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:31
        a ja nie lubie wielkich galerii-może gdybym pracowała byłabym zmuszona siłą
        rzeczy. Dla mnie tam jest wszystko drogie, markowe, luksusowe. Pozatym nie ma
        typowych wielkich galerii, musiałabym się wybrać do Katowic, sosnowca czy gdzie
        tam jeszcze i dopiero tam bym zgłupiała.
        na szczęście w moim miasteczku jest skupisko sklepów w rynku i nie mam problemu

        może umów się z koleżanką, znajomą na taki wypad.
      • reni_78 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:38
        mathiola, jak się nie poddałaś ??? jak to przetrwałaś ???
        jakiś argumentów wobec samej siebie używałaś ???
        jak budowałaś relacje z dzieckiem, jeśli ten wspólny czas był taki szczątkowy
        i jeszcze naznaczony Twoim zmęczeniem ???
        jak w tym wszystkim znajdowałaś czas na małe przyjemności tylko dla siebie ???
        bo ja już chyba zaczęłam się poddawać...
        u mnie wszystko działa na zasadzie "szybko, szybko, nie ma czasu"...
        a może to faktycznie tylko jesienny kryzys...?
        dziękuję i pozdrawiam
        • mathiola Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 20:12
          > mathiola, jak się nie poddałaś ??? jak to przetrwałaś ???

          Generalnie ja z tych upartych co sami sobie udowadniaja ze potrafia i ze dadza
          rade smile Nie wiem ja to przetrwalam, nie myslalam o tym, po prostu wiedzialam
          ze musze i robilam.

          > jakiś argumentów wobec samej siebie używałaś ???

          Arumentem nie do zbicia bylo to, ze ta cholerna szkola kiedys sie skonczy i
          bedzie latwiej. Bo dojazdy do pracy to dla mnie normalka, zawsze mieszkalam
          poza Warszawa i dojezdzalam do pracy. Nie odstrasza mnie to, da sie
          przyzwyczaic.

          > jak budowałaś relacje z dzieckiem, jeśli ten wspólny czas był taki szczątkowy
          > i jeszcze naznaczony Twoim zmęczeniem ???

          Fakt, ze to trudne. Staralam sie po powrocie z pracy byc tylko i wylacznie dla
          niego poki nie zasnie. W wolne weekendy robilismy calodzienne wypady rowerowe
          gdzie sie dalo, a jak bylo zimno - spedzalismy czas w domu, na spacerze, na
          maksa tylko sami ze soba - tzn. ja dziecko i maz. Chociaz - nie oszukujmy sie -
          wiele z zycia dziecka umyka, kiedy matka pracuje i z tym po prostu trzeba sie
          pogodzic...

          > jak w tym wszystkim znajdowałaś czas na małe przyjemności tylko dla siebie ???

          To bardzo proste. W autobusie mialam czas tylko dla siebie zeby poczytac
          ksiazke - to byla moja mala przyjemnosc smile) Po zasnieciu dziecka wyciagalam
          piwko z lodowki i siadalam z ksiazka, gazeta, czy przed telewizorem.. I to tez
          byl czas tylko dla mnie. Generalnie przekladalam czas dla siebie i dziecka nad
          obowiazki domowe - nieraz gary ze zlewu wychodzily, a podloga nie lsnila
          czystoscia, ale maz to rozumial, a ja staralam sie nie przejmowac, bo sa
          wazniejsze sprawy na ziemi niz blysk w mieszkaniu smile

          > bo ja już chyba zaczęłam się poddawać...

          Nie poddawaj sie, kiedy zrobi sie cieplo, a ty poukladasz sobie to wszystko na
          odpowiednim miejscu, bedzie lepiej. Naprawde. I staraj sie znajdywac drobne
          przyjemnosci na co dzien (np. ksiazka w autobusie).

          > u mnie wszystko działa na zasadzie "szybko, szybko, nie ma czasu"...

          To przestan tak mowic, wychodz z domu 5 minut wczesniej zeby nie gonic z
          wywieszonym jezorem, nie ma nic gorszego jak zaczac dzien sposniona i w biegu.
          A paru rzeczy pewnie spokojnie mozesz sobie odmowic. Maz tez powinien
          zrozumiec, ze czasem nie ma obiadu, albo jest odgrzewany, rozmrazany (polecam
          gotowanie hurtem i zamrazanie!!!!). Sam tez czasem moglby sie wykazac i cos
          zrobic do jedzenia, w koncu pracujecie oboje, czemu to ty musisz byc ta
          gotujaca i sprzatajaca? Wydaje mi sie, ze sama sobie narzucilas taka role matki
          i zony doskonalej, gdy tymczasem NIE MA kogos takiego. Po prostu wyluzuj smile)))

          > a może to faktycznie tylko jesienny kryzys...?

          Na pewno jesien duzo zaslugi ma w tym przygnebieniu smile

          > dziękuję i pozdrawiam

          Trzymaj sie cieplutko, na pewno bedzie lepiej smile
    • ana119 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:29
      a co do nieudanych zakupów to widze, że odzwyczaiłać się od sklepów i stąd ten
      brak zdecydowania. musisz trochę pochodzić po sklepach, pooglądać,
      poprzymierzać, pomyśleć czego tak naprawdę potrzebujesz i nawet jeśli niczego
      nie kupisz natychmiast to po pewnym czasie wszystko wróci do normy i już
      będziesz wiedziała co się nosi i gdzie to można kupić
      • reni_78 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:25
        kiedyś, jak jeszcze nie pracowałam, doskwierała mi czasem wielka nuda...
        teraz doskwiera mi brak czasu i być może, jak zauważyły inne osoby,
        brak jakiejś sensownej jego organizacji...
        od sklepów faktycznie odwykłam... z wyjątkiem tych, które mam po nosem...
        dziękuję!
    • wisienka89 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:34
      JA mam 2jke dzieciaczkow, 18 - 7 m-cznego..no i meza oczywiscie.. roboty przy
      calej trojce co nie miaratongue_out ale nie placze na srodku miasta, zenie wiem gdzie
      są sklepy z ciuchami... boże, ale miałas problemtongue_out i co uspokoiłas sie
      wreszcie, czy jeszcze cała droge powrotna ryczałaś?smiletongue_outtongue_outtongue_out
      • reni_78 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:01
        to była chwila tak potężnej bezradności i bezsilności,
        że łzy mi same w oczach stanęły...

        cieszę się, że nie wiesz o czym mówię...
    • mamamonika Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 11:36
      Kapcie mi spadły szczerze mówiąc jak to przeczytałam wink))
      Recepta jest jedna - ćwiczenie czyni mistrza. Wydaje mi się, że potrzebujesz
      intensywnych i częstych treningów...
    • 071979an Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 12:04
      Może zafunduj sobie zestaw witamin i minerałów jest okres jesienno -zimowy
      poprawią witalność dodadzą ci energii,pomogą zachować równowage hormonalną i
      poprawią krążenie.Ja sobie zafundowałam z żeń-szeniem bo też podłe nastroje
      miałam i byłam jakaś słaba fizycznie .I od kilku dni mi juz lepiejsmileGłowa do
      góry.
      • moofka Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 12:09
        aaaaaaa to prawda
        i magnez i zenszen i duzo zielonej herbaty smile
        i wiecej odpoczynku - jestes bardzo przemeczona pewnie stad to rozdraznienie
        • courtney Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 13:23
          Ekhm jesli chodzi o zakupy ciuchowe to chyba łatwiej jest gdy mamy swoje
          ulubione sklepy a nie błakamy sie w ciemno a nóz cos sie ładnego szczesliwie
          trafi.ja np. pomimo faktu ze zazwyczaj ciezko mi sie wyrwac na porzadne zakupy
          ubrania kupuje tylko w 3 ulubionych sklepach , tam zawsze cos znajde i moge
          leciec w ciemno nawet gdy mam do dyspozycji zaledwie pól godziny.
    • monia145 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 17:09
      Nie łam się..ja już dawno straciłam umiejętność znalezienia czegoś dla siebie,
      w pilnej potrzebie. Najczęściej zaplanowane zakupy kończę w ksiegarni- bez
      spodni, bluzki itp, ale za to z kilkoma książkami w torbiesmile Tylko tam potrafię
      dokonać zakupu trafnie i jestem dodatkowo zadowolonasmile)))))
      Ciuchowe zakupy najefektywniej wychodzą mi kiedy nie planuję niczego kupićsmile
      Ot, taki paradokssmile
    • teraz_asia Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 17:29
      Sorki, ale strasznie się uśmiałam. Zanim się obrazisz, przyznam, że sama miałam
      podobny odjazd. Rok po przeprowadzce z Warszawy na podwarszawską wieś zaszłam w
      ciążę. Musiałam iść na zwolnienie w siódmym miesiącu, potem kilka miesięcy nie
      ruszałam się prawie z domu, bo nie miałam z kim zostawić niemowlaka. I nagle,
      po pięciu bodajże miesiącach wyruszyłam z mojej cichej wsi na samotną wyprawę
      do stolycy. No i wyszłam z przejścia podziemnego na Marszałkowskiej i stanęłam.
      I tak stoję, patrzę tępo i nie mogę się ruszyć, a mysli mi przelatują
      następujące: jezu, te tramwaje takie głośne, a ludzi tyle i samochodów, i
      wszystko tak szybko się rusza, i gdzie ja mam iść..smile)Musiałam wyglądać,
      jakbym przyjechała prosto z ostępów Puszczy Białowieskiejbig_grin Też mało się nie
      rozpłakałam.
    • oxygen100 Re: rozpłakałam się w środku miasta... 27.11.06, 18:00
      PMS sie zbliza??
      Sa takie dni ze czasem nie ma sie nastroju na zakupy chocby nei wiem co. Nic
      nie poradzisz na to. Nastepnym razem proponuje sie wystroic zeby idac do sklepu
      dobrze i ladnie sie czuc. Obsluga to wyczuje natychmiast. Zastanowic sie trzeba
      tez gdzie i po co pojsc. Faktycznie jakas lista by sie przydala. Ja czasem idac
      na zakupy biore cos na uspokojenie i to mi pomagatongue_out
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka