reni_78
27.11.06, 10:56
ostatnio trochę się wyżaliłam
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=52709207&a=52732378
i jakoś tak samo z siebie wyszło, że mój Mąż wziął w pracy dzień wolny,
żebym mogła sobie spokojnie pójść na zakupy i zaszaleć...
na luzaka wyszłam z pracy, wsiadłam w pierwszy lepszy autobus,
wysiadłam w środku miasta i... nie wiedziałam, co mam z sobą zrobić...
normalnie się popłakałam, bo nie wiedziałam, gdzie tu się w tym mieście
ciuchy kupuje... choć mieszkam w nim od urodzenia...
błąkałam się głównymi ulicami i wróciłam do domu z niczym...
czasem myślę, że gdyby nie Mąż, który wciąż pracuje w innym miejscu,
który w czasie pracy wyskoczy do pobliskiego sklepu z ciuchami,
jeśli akurat tam taki jest, to nie miałabym się w co ubrać...
nie mam pojęcia jakim cudem radzą sobie pracujące matki dwójki dzieci
z mężęm, którego jeszcze trzeba obsłużyć, bo woli z głodu umrzeć,
niż własnoręcznie kanapkę sobie zrobić - a znam i takie...
padam na ryj...