Przepraszam, że anonimowo, ale muszę się wyżalić

.Jestem mężatką, mamy dziecko i mnóstwo obowiązków. A problem polega na tym, że od tych obowiązków to przważnie jestem tylko ja. Pracuję, sprzątam, czasami gotuję, prasuję, zajmuję się dzieckiem, domem, dbam o siebie. Niestety cały czas ze świadomością, że zmuszona jestem liczyć w większości przypadków na siebie. Mąż ma swoje przyjemności: siłownia, czasami spotyka się z naszymi znajomymi /bo ja z dzieckiem/. Owszem, zajmuje się dzieckiem, ale zawsze wtedy, kiedy ja robię coś innego. Nie ma mowy, żeby zabrał małą na spacer a ja w tym czasie po prostu bym odpoczęła. Wiem też, że sama go tak wychowałam. Po prostu pozwalam na to. I pozwalałam od zawsze. Ja nie mam nic. Nie chodzę po koleżankach /chyba że z dzieckiem do innych mam i to czasami/, nie chodzę do fryzjerki, kosmetyczki, do kina czy po prostu gdziekolwiek, byle odpocząć. Nie umiem wyjść tak sobie z domu i zostawić męża z obowiązkami. Za bardzo czuję się odpowiedzialna. On natomiast tak. Nie wychodzi często, ale ma swoje dni na siłowni i nic mu nie przemówi, że ja wolałabym, żeby pobył z nami. Najgorsze jest to, że swoje niezadowolenie wyładowuję na dziecku i potem wyję w poduszkę. I ten mój wredny charakter nie pozwala mi tego wszystkiego po prostu olać. Wydaje mi się, że więcej osiągnę służąc w domu. Nic bardziej mylnego!No cóż! Było długo, ale problem nie na dwa zdania. Nie wiem na co liczę, bo siebie ani męża już nie zmienię. Ale wygadałam się i już mi lepiej

.