Dodaj do ulubionych

życie służącej

IP: *.* 18.07.02, 20:25
Przepraszam, że anonimowo, ale muszę się wyżalić :cry:.Jestem mężatką, mamy dziecko i mnóstwo obowiązków. A problem polega na tym, że od tych obowiązków to przważnie jestem tylko ja. Pracuję, sprzątam, czasami gotuję, prasuję, zajmuję się dzieckiem, domem, dbam o siebie. Niestety cały czas ze świadomością, że zmuszona jestem liczyć w większości przypadków na siebie. Mąż ma swoje przyjemności: siłownia, czasami spotyka się z naszymi znajomymi /bo ja z dzieckiem/. Owszem, zajmuje się dzieckiem, ale zawsze wtedy, kiedy ja robię coś innego. Nie ma mowy, żeby zabrał małą na spacer a ja w tym czasie po prostu bym odpoczęła. Wiem też, że sama go tak wychowałam. Po prostu pozwalam na to. I pozwalałam od zawsze. Ja nie mam nic. Nie chodzę po koleżankach /chyba że z dzieckiem do innych mam i to czasami/, nie chodzę do fryzjerki, kosmetyczki, do kina czy po prostu gdziekolwiek, byle odpocząć. Nie umiem wyjść tak sobie z domu i zostawić męża z obowiązkami. Za bardzo czuję się odpowiedzialna. On natomiast tak. Nie wychodzi często, ale ma swoje dni na siłowni i nic mu nie przemówi, że ja wolałabym, żeby pobył z nami. Najgorsze jest to, że swoje niezadowolenie wyładowuję na dziecku i potem wyję w poduszkę. I ten mój wredny charakter nie pozwala mi tego wszystkiego po prostu olać. Wydaje mi się, że więcej osiągnę służąc w domu. Nic bardziej mylnego!No cóż! Było długo, ale problem nie na dwa zdania. Nie wiem na co liczę, bo siebie ani męża już nie zmienię. Ale wygadałam się i już mi lepiej :).
Obserwuj wątek
    • Gość: _Tosiaa_ Re: życie służącej IP: *.* 18.07.02, 20:32
      mężatko miła przerabiałam ,przerabiałam :) nawet namawiana nie chciałam nigdzie się ruszyć ,bo ja muszę to albo tamto Pierwszy krok zrobiony ,masz świadomość że to ci już nie odpowiada ,czas na zmiany na postawę męża nie ma co gadać sama sobie zapracowałaś ,czas odkręcić ,a może wyjdzcie gdzieś razem (może uda się dziecię zostawić na chwilę)to nie jest takie trudne ,pierwsze wyjście do fryzjera może zestresować ,drugie już lepiej ,połączone z solarium :) A wiesz ja zaczęłam od jeżdżenia na rowerze ,wieczorkiem godzinkę ,wracałam w dobrym humorze a dom jak stał tak stałPowodzenia Gosia :hello:
    • Gość: _Su_ Re: życie służącej IP: *.* 18.07.02, 20:58
      hmm wiem co czujesz miałam tak do niedawna, mąz spełniał swoje zachcianki a ja charowałam. Kiedyś tak mnie to wkurzyło że skończyło sie karczemną awanturą i od tej pory wiele rzeczy sie zmieniło. Mąż zaczął zajmować się dzieckiem często i gęsto i pomaga mi w sprzątaniu, każe mi odpoczywać. I jest fajnie. Facetów nie należy przywyczajac do takich sytuacji że żona jest i kochanką i żoną i matką i sprzataczką, kucharką, zakupowiczką :) itd itd. Więcej wiary w siebie-ja też myślałam że nie mogę wyjść wyjechać bo mąż zagłodzi mi dziecko, zapomni umyć itp. ale wiem że radzi sobie świetnie i mam do niego coraz więcej zaufania.pozdrawiamSu
    • Gość: Iw Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 06:31
      Mężatko, a czy tak było zawsze? Jak dzieliliście się obowiązkami kiedy jeszcze nie było dziecka? Bo może to o to chodzi. Przy dziecku jest mnóstwo pracy, poza tym pojawienie się nowej istotki zmienia bardzo wiele, stajemy się bardziej odpowiedzialni. Szkoda jednak, że tylko Ty. Nie wiem co mogłabym Ci doradzić, bo to bardzo trudne. Wszystko zależy od Twojego temperamentu i stopnia zniechęcenia. Ze swojego doświadczenia wiem, że nic się nie stanie, jeśli niepozmywane naczynia poczekają do następnego dnia, a podłogę umyję nie w sobotę ale np. w poniedziałek. A wolny czas można wykorzystać na czytanie lub spacer.Próbowałaś rozmawiać z mężem o tym? Bo może on nie widzi jak się męczysz?Pozdrawiam i życzę powodzenia,Iwona (iwka)
    • Gość: olaj Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 07:09
      Służącą byłam przez pierwsze 3 lata naszego małżeństwa, jak wariatka!! ;) Teraz wiem, że była to tylko i wyłącznie moja wina. Jak sobie przypomnę, to sama z siebie się śmieję. Sprzątałam, gotowałam, zmywałam i takie tam. Aż pięknego dnia stwierdziłam, że czas na zmiany. Matko, jak mnie było ciężko!! Zostawiałam faceta samego w domciu i myk na ćwiczenia, do siłowni, troszkę na solarium i do kosmetyczki (wtedy jeszcze miałam pieniądze ;) ). Zaszłam w ciążę i było miło. Nadal wariowałam z tym sprzątaniem, ale później zachorowałam i.... nie mogłam zmywać, kapać dziecka, prać, no nic!! I wiecie co?? Mam teraz ideał w domu...olaj
    • Gość: Mira Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 11:02
      Mężatko! Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego jaką funkcję spełniasz w swoim domu. To pierwszy krok, aby wyrwać się z tego kieratu, póki jeszcze nie jest za późno. Ja nie należę do osób, które spać nie pójdą zanim nie zmyją podłogi w kuchni. Nie odmawiam też sobie pewnych przyjemności i przywilejów ze względu na to, że kurze nie pościerane - przecież one nigdzie sobie nie pójdą ;) Ale nie o tym chciałam, bo Ty - jak piszesz masz głęboko zakorzenione poczucie odpowiedzialności za utrzymanie ładu i porządku i aby mężuś nie odczuł, że żona cokolwiek zaniedbała... A chciałabym Ci napisać o mojej znajomej, a raczej o całej rodzinie i ich relacjach wobec matko-służącej. Ta moja znajoma dobiega 60-siątki, jej mąż jest nieco starszy... Mają córkę lat 22 i zięciulka troszkę starszego... Mąż - od zawsze obsługiwany, nie zje obiadu chociaż będzie go miał pod nosem, a nie poda mu żona łyżki. Jest to jednak starsze pokolenie, więc może takie kiedyś były normy, że mąż powinien być obsługiwany i "babskie" sprawy go nie interesują - on zarabia, utrzymuje... Jest do tego stopnia niezaradny, że nie wie gdzie leży w domu chleb i herbata (kiedyś byłam u nich pod nieobecność gospodyni a tu w kuchni na każdej szafce poprzylepiane karteczki z napisami "pieczywo", "herbata, kawa" ). Najgorsze jest jednak to, że podobną postawą wykazują się jej córka i zięć. Wszystko podane podsunięte pod nos, posprzątane, uprasowane i czasami jeszcze usłyszy, że obiad za skromny (co...... tylo zupa???), albo koszula, którą uprasowała zięciowi miała pognieciony mankiet i jak on w pracy wyglądał? Kobieta swoje lata ma, więc już i zdrowie zaczyna szwankować, ale czy ktoś pożałuje albo doceni tę całą jej pracę. NIKT!!! Czasami ją namawiam, kiedy się mi skarży na to wszystko, żeby się zbuntowała, przestała być służącą, kucharką i praczką, żeby jasno postawiła sprawę, ale ona - cóż nie lubi się kłócić i nie chce wojny. Bardzo by chciała żeby dzieci się wyprowadziły na swoje, ale one właśnie dlatego wróciły "ze swojego" do rodziców, bo daleko było wozić pranie do mamy. Zresztą, jak miło siedząc sobie w salonie na kanapie krzyknąć w stronę kuchni mamo daj kanapkę, zrób herbatę... I wierz mi droga Mężatko, nikt, ale to nikt nie nie docenia pracy, jaką wykonuje moja znajoma. Wszyscy są przekonani, że tak po porostu ma być. Nikt nie zauważy, ze wlazł z butami na świerzo pozmywaną podłogę, czy że obiad był smaczny, przecież tak powinno być, za co tu dziękować?Dlatego, jeżeli nie odpowiada Ci ta sytuacja, jak najszybciej sataraj się coś zmienić. Może małymi kroczkami, powoli, stopniowo, nie zostawiaj tego tak, żeby problem rósł i rósł. Bajbus w salonie pisała, że facetów trudno jest zmienić, ale można i należy zmieniać swoją postawę.Pozdrawiam, Mira mama Olka.
    • Gość: fynn Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 11:18
      I dobrze że napisałaś iż męża nie zmienisz.. Nie chodzi o to by kogoś zmieniać ale zaakceptowac go..Pomyśl tylko o sobie..Kiedy tak pracujesz :zmywasz, sprzatasz, gotujesz, zmywasz gary, zajmujesz sie dizeckiem nie masz wrażenia że życie przecieka Ci przez palce.. Rozumiem to bo sama kiedyś nie odpoczęłam w dzień tylko prałam ubranka (chociaż padałam z nóg) i kiedyś powiedziałam sobie dość.. Nie ugotowałam obiadu.. Paweł byłzdziwiony ale na spokojnie wytłumaczyłam mu żę nie miałam na to ochoty.. jeśli hce możemy zrobić go teraz razem.. nie uprasowałam.. nie czułam się gorzej czy nieswojo wycierając się ręcznikiem nieuprasowanym niż tym który był uprasowany (to samo ze ścierkami) i przestałam prasować codzienną garderobę mojego dziecka.. po co skoro i tak po 1 dniu wkładam jego rzeczy do pralki bo są pobrudzone piaskiem, sokiem, nasiąknięte potem...kuchnie przestałam zmywać codziennie można zamieść.. i tak po tygodniu dopszłam do wnioslku..że mój dzień wydłużył się o połowę..Nie żyję po to by słuzyć innym ale po to by czerpać z tego satysfakcję... po jakimś miesiącu [ozbyłam się poczucia winy a z mężem po prostu zaczęłam rozmawiać o tym że chciałabym wyjść na basen czy na zakupy sama.. czasami słowo proszę czyni cuda..I jakoś zyje mi się lepiej..Pozdrawiam i pomyśl nad tym..
      • Gość: Berenika Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 13:31
        O, o właśnie! Są rzeczy, które absolutnie muszą być zrobione, a są takie, które nie muszą. Dziecko musi dostac jeśc, mieć w co się ubrać i być bezpieczne, natomiast cała reszta - to już zależy. Ja ogólnie jestem bałaganiarą, ale liczne przykłady z otoczenia pokazują, że można się przełamać. jedna z moich koleżanek (pewnie to czyta - hej!) opowiadała, że długo usiłowała z obłędem w oczach utrzymać w idealnym porządku ogromne mieszkanie swojego ukochanego. I dopiero po jakimś czasie przekonała sama siebie, że ważniejsze jest jej zdrowie fizyczne i psychiczne, niż idealny porządek.A mój mąz przeżył taką przemianę po urodzeniu przeze mnie dziecka - o dziwo. Teraz już nie sądzi, że przede wszystkim musi być pozmywane (dla ułatwienia - to on zmywa), poskładane i co tam jeszcze. Ważniejsze, żeby mieć czas dla siebie. Paradoks - teraz, po urodzeniu Anusi, mamy znacznie więcej czasu.Ale przedtem zastosowałam na nim kurację brutalną: chce jeść - niech sobie weźmie, brudno mu - niech sprzątnie, nie ma koszuli - niech upierze, czemu nie. W końcu ja też pracuję na pełnym etacie (bycie matką to też jest pełny etat, a jakże, więc nic tu się nie zmienia z przejściem na macierzyński) i też chcę czasem odpocząć. Skoro ja mogę jemu robić obiadki, prasować koszule itd, to on może mnie. Bolało! :ouch: Ale pomogło. Okazało się, że rzeczywiście może.Tak więc spróbuj może przełamać swoje chwalebne opory, porzucić przyzwoitośc i zająć się wyłącznie dzieckiem. Jesteś na macierzyńskim czy wychowawczym? To świetnie, poszłaś na urlop z powodu dziecka, a nie męża. Zajmij się wobec tego dzieckiem i niczym więcej. Mąż duży chłopczyk, sam sobie musi dać radę. Kiedy mnóstwo będzie nie zrobione, może dotrze do niego, że to Ty przedtem musiałaś to wszystko zrobić.PowodzeniaBerekPS. Oczywiście to wszystko musi być poprzedzone próbami cywilizowanych rozstrzygnięć :). Ja zresztą uprzedziłam Roberta, że zastosuję metodę "to niech się zrobi samo", kiedy już nic innego nie pomoże.
    • Gość: Ania_mam_Huberta Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 11:39
      OK, wszystkie rady są fajne ale jak facet jest przyzwyczajony do "nic nie robienia" bo tak było w domu jego rodziców, tak bylo na początku małżeństwa, bo niestety każda z nas starała się być panią domu i zapominała o sobie ...Ciężko będzie go przestawić na odpowiedni tor ... ale jestem przekonana, że tobie się uda a jak nie to zaśpiewaj mu:"Znów się zepsułeś i wiem co zrobię wymienię ciebie na nowszy model"od niedawna to ulubiony kawałek mojego ArturaPowodzeniaAnka
    • Gość: MariaMamaOli Re: życie służącej - coś z humorem IP: *.* 19.07.02, 12:34
      Mężatko,chyba duża część kobiet ma ten problem.... ja też mam ciągoty do wszystkiego robienia sama, sama, sama i nadobowiązkowości i nadmiernego poczucia odpowiedzialności za wszystko.... a przynajmniej miałam do niedawna... jak z każdej przewlekłej choroby ciężko się od razu wyleczyć, ale małymi krokami... dodam tylko że od 8 lat jestem mężatką, mamy 2,5 letnią Olkę i pracuję zawodowo na pełen etat + dorywcze prace jako tłumacz + obsługa gosp. działalności mężowskiej (papiery, pity, etc.), zawsze byłam poukładana, niezależna, samorządna i wszystko na wysoki połysk....a więc moja filozofia aktualna jest nastepująca:1. jak najmniej garów i stania w kuchni: oszczędniej jest i się nie utyje...., zupy to ja gotuję raz na rok, czasami przychodzą od babci, która ma w tym przyjemność, a wyroby typu pierogi, placki i inne knedle tylko gotowe... podstawowa zasada: obiad musi się dać zrobić i zjeść w 1/2 godziny, i tak podobno za dużo jadamy jako społeczeństwa więc jak będzie prosto i mniej to się nic nie stanie.... 2. pierze pralka, P-R-A-L-K-A, nie ma żadnych przepierek, chyba że "rzygane" albo sukienka z naturalnego jedwabiu! co ja do pralki nie wkładałam już! NIEJEDNA KOBITKA by "zawyła", pralka wszystko upierze, nawet spódnice wyjściowe, kurtki różnej maści, żakiety, swetry z angory, koce, płaszcz prochowiec, dywaniki, zasłonki, firanki i inne .... nie mówiąc o stanikach, majtkach, rajstopach.... od tego jest. 3. prasuje PANI od Oli......, pościeli i ręczników się nie prasuje, bielizny, piżam i podkoszulek też niekoniecznie ... kiedy nie było Pani prasowało się tylko rzeczy wierzchnie i dziecinne,4. sprząta mąż.... jak ma humor, jak nie, to dziecko wytrze kurze ubraniem i pralka wypierze: patrz punkt 2.5. kurz scierany co drugi dzień i raz na miesiąc różnią się tylko grubością warstwy ....., znajomi i tak mówią: u ciebie to tak zawsze czysto i posprzątane! 6. zakupy robi się raz w tygodniu w dużym sklepie typu supermarket, rodzinnie - mąż pomaga a dziecko jest z rodzicami, 7. wszystkie sprawy administracyjne, PITY, druki, korespondencję itp. w miarę możliwości, należy załatwić w pracy, oszczędza się czas i papier oraz atrament .....(tu pracodawcy zamykają uszy)8. gazety, książki, itp. można czytać w środkach komunikacji publicznej, i oszczędza się na benzynie (bilet miesięczny tańszy)9. w ten sposób poza pracą od 8h30 do 17h30, a czasem dłużej (albo w niedzielę), w celu zarobienia pieniędzy na utrzymanie tego całego bałaganu, zostaje trochę czasu dla dziecka i męża a nawet znajomych.... albo szeroko pojętej kultury.... 10. babcia napewno ucieszy się z niedzielnego popołudnia z wnukami, a uprawianie seksu bez dziecka śpiącego w sąsiednim pokoju jest zdrowsze psychicznie i fizycznie...11. czasu na dodatkowe wydawanie pieniędzy nie ma, zresztą nigdy nie możaa zarobić wystarczająco dużo, żeby zostawało na dodatkowe wydawanie... mam nadzieję, ze się choć uśmiechnęłyście - pozdrowienia od szczęsliwej choć zapracowanej i zmęczonej "matki, żony i kochanki...." - maria
      • Gość: teresablaauw Re: życie służącej - coś z humorem IP: *.* 19.07.02, 13:17
        MariaFAntastyczny post bardzo mnie podniosl na duchu wiec serdecznie dziekuje, choc ja sie nie powinnam odzywac bo "leniuchuje "w domu czyli nie pracuje . Moj maz jednakze nie kreci nosem na zadne moje wyglupy - jest kochany i wytrzymuje wszystko nawet niezdrowo przypalane kotlety , bo ja sie zaczytalam.Pozdrawiam wszystkichteresa
      • Gość: Siunia Re: życie służącej - coś z humorem IP: *.* 21.07.02, 16:15
        Dzoiś u nas było spięcie o brudną podłogę w kuchni.Faktycznie, brud .... aż miło ;)I co?Poszłam sobie do małewj, a mąż sam zmywał :)- mi to nie przeszkadzało (ani, że brudna, ani, że to mąż ją umył )- Siunia
      • Gość: Aluc Re: życie służącej - coś z humorem IP: *.* 21.07.02, 19:58
        mogę jeszcze dodać - zmywa zmywarka, sprząta pani do sprzątania (wcale nie takie drogie), sobotni i niedzielny obiad można zjeść na mieście - jest nieco knajp, do których można wziąć nawet kilkumiesięczne dziecko, do kosmetyczki i fryzjera udajesz się w godzinach przedpołudniowych z bobasem - efekt murowany, ja leżę pod maseczką albo inną farbą, a w tym czasie tabun bab grucha do zachwyconego Maksia.
        • Gość: MariaMamaOli Re: życie służącej - coś z humorem- do ALUC IP: *.* 22.07.02, 09:37
          Aluc, nie do końca... zmywarki i pani do sprzątania nie mamy, bo nas nie stać, na knajpy też nie, a z Olą byłam raz u fryzjera: pierwszy i ostatni, na sam dźwięk suszarki darła się w niebogłosy... never more... pozdrawiam z pracy - Maria
    • Gość: BAJBUS Re: życie służącej IP: *.* 19.07.02, 12:46
      Jak napewno nie jedna emama tak i ja mam ten sam problem, pomijając fakt, że mam 3 dzieci. Do niedawna byłam niewolnicą dzieci, domu i męża oczywiście. Ale sie zmieniło. A dlaczego? A dlatego, że przyszedł taki dzień kiedy poprostu padłam z przemęczenia, złości i nerwów, dostałam ciśnienia prawie reanimacyjnego i powiedziałam dość. Mąż? Dostaje obiad (chyba że nie mam czasu i np. siędze na forum) to sam sobie nakłada - na początku sie buntował nie jadł bo nie nałozyłam - no i chodził głodny na jego zaczepki nie reagowałam, spokojnie odpowiadałam że jestem zajęta i może sobie sam poradzić. Sprzątanie? Jak mam ochote no i oczywiście straszny bałagan, taki że zaczyna mi przeszkadzać ale nic ponad to co muszę, nie migam się od pracy w domu bą mam pewne obowiązki i musze się z nich wywiązać, ale bez przesady. Dzieci najedzone, czyste. Dzień wczesniej oświadczam mężowi że jutro wychodzę ok 19. Przygotowuję mu wszystko tak aby nie wiele musiał sam robic (zgodnie z moim przeświadczeniem że ja potrafie najlepiej :)) )i poprostu wychodzę. Na początku miał kilka wpadek (zapomniał nakarmic Zuzke bo nie powiedziałam, bo spała, nie wykąpał itd. itp.) ale im częściej zaczełam wychodzic musiał zacząć wywiązywac się z obowiązków, bo jak mnie nie było trzy wieczorki pod rząd głupio by było jak by nie wykąpał dzieci. A pozatym wychodząc mówię mu co ma zrobic aby uniknąć potem "nie mówiłaś - nie zrobiłem" Idzie mu coraz lepiej. I bardziej mu ufam jesli chodzi o opieke nad dziećmi.A tak na marginesie czasami warto kopnąc brudne skarpetki pod łóżko - tak dla lepszego samopoczucia :)))Pozdrawiam bajbus
    • Gość: AnetaByra2 Re: życie służącej IP: *.* 21.07.02, 19:25
      Jak dobrze to znam... to prawie odbicie mojego zycia!Napisz na priv jak bedziesz chciała się wyżalić i chętnie wyżalę się też Tobie, przynajmniej wiem, ze ktoś mnie rozumie a nie rozmawiam o tym z nikim, bo każdy uważa, że robię z siebie cierpiętnicę, ale to nie jest tak! Też jestem człowiekiem i mam prawo do przyjemności jaka by nie była!Też wyręczałam go (i wyręczam!!!) dalej. Nie wiem jak przemawiać do tego człowieka, ale On twierdzi, że nas kocha! ja dziękuję za TAKĄ miłość! Gdzie ci faceci o których czytamy w różnych czasopismach dla mam?Pozdrawiam.Aneta
      • Gość:  Dorka Re: życie służącej - wzorzec męża IP: *.* 22.07.02, 09:51
        Właśnie!O to chodzi.Naoglądałyśmy się kiedyś filmów familijnych, gdzie mąż jest przyjacielem, podporą, towarzyszem doli i niedoli.A rzeczywistość bywa inna...Dużo jednak zależy od nas samych.Dorka
      • Gość: iwo1 Re: życie służącej IP: *.* 22.07.02, 10:25
        Taki facet mieszka już ze mną pięć lat i pomimo burz i różnych dziwnych rzeczy które nas spotykają nie zamieniłabym go na nikogo innego ,gotuje obiadki/jeśli jest w domu i ma natchnienie/ zajmuje się dzieckiem,bierze mnie za rączke i na randki /ostatnio wywiozł mnie za miasto żeby światła nocą pokazać/i pomimo tego że czasem rano potykam się o jego skarpetki lub wściekam o niezakręconą tubkę pasty do zębów to kocham tego gościa i doswiadczam tego samego z jego strony I może to niedzisiejsze i niemodne ale ja lubię dla niego gotować ,prać i sprzątać...I nie prowadzę grafiku kto ile zrobił i dlaczego to ja mam gotować a nie on
    • Gość: krysiaAK Re: życie służącej IP: *.* 22.07.02, 10:16
      jestem nauczycielką i z chwilą gdy rozpoczęły się wakacje mój ślubny stwierdził, ze zamiszkał w hotelu z pełną obsługą. Codziennie rano sprzatam brudne skarpetki, pudełka po jogurcie itp.... Za to w weekend jestem wredna. Idę z MAmą na cały dzień na zakupy. Obiad jemy na mieście, łazimy po sklepach i wydajemy forsę. Wtedy jest fajnie. Ale jak się skończą wakacje to się i ślubnemu skończy hotel. Aha! Ponieważ jestem wredna, głupia i złośliwa to brudna odzież ślubnego, o ile nie jest w koszu na odzież do prania laduje poskładana z powortem w szafce. A jezeli chodzi o to, ze mąż odwiedza znajomych. Wypraw go wraz dzieciątkiem.... Odechce mu się chodzieć bez ciebie (wypróbowane)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka