Gość: Magda72
IP: *.*
21.08.02, 05:58
Dziewczyny, wciąż drżą mi ręce!! Trzy dni temu znajomi zaproponowali mnie i synkowiwyjazd wgóry. Odmówiłam, bo nie mam fotelika, a oni mnie trochę wyśmiali, bo w końcu jeden wypadek to nie powód do histerii, a oni Robusa wożą zawsze na kolanach i nic sie nie dzieje. Mały ma już 2,5 roku.Namawiali i omal sie nie poddałam, ale jednak miałam stale w umyśle post Anety. POjechali. Wczoraj wieczorem dostałam wiadomość, że Robuś zginął w wypadku, a oni żyją, bo... każde było przypięte pasami, tylko mały nie. Z bocznej drogi wyjechał samochód i walna w boki BMW i nawet takie auto nie wytrzymało uderzenia. Alka siedziała na tylnym siedzeniu przypięta i miała małego na kolanach, więc siła uderzenia wybiła go przez boczne przeciwległe okno prosto pod koła nadjeżdżającego z przeciwka samochodu. Zginą na miejscu!!. Niestety w samochodzie sprawcy też było maleńkie dziecko na rękach u mamy i też jest poturbowane ze złamanym kręgosłupem szyjnym i potwornym wstrząsem mózgu walczy o życie na OIOMie. A ja mogłam być z synkiem w tym ich samochodzie. Wciąż wymiotuje ze strachu i przerażenia!!. Nie mogę dojść do siebie!! Dziewczyny, takie rzeczy są!!