Dodaj do ulubionych

SPADEK PO TEŚCIOWEJ

IP: *.* 24.08.02, 18:50
Właściwie nie bardzo wiem od czego zacząć...Mam depresję. Dostałam w spadku po teściowej, która zmarła ostatniego dnia lipca. Mieszkaliśmy z teściami od początku małżeństwa (ostatnie półtora roku) i to ona chciała kierować naszymi poczynaniami, decyzjami, myślami, poglądami itd. Chciała, bo ja jestem dość oporna i teraz za to płacę. Nie chciałam się kłócić i dusiłam w sobie większość emocji, od czasu do czasu sygnalizując mężowi większe konflikty. W lutym urodziła się nasza córeczka. Pojawiły się kolejne problemy- oskarżanie mnie o utrudnianie kontaktów małej z ojcem (bezsensowne, ponieważ mąż spędza z nią mnóstwo czasu, przepadają wręcz za sobą, a ja się z tego cieszę), że ją źle karmimy... Całość brała się z tego, że od początku nie byłam mile widzianą kandydatką na synową- pracująca, niezależna finansowo, wygadana- moja teściowa miała określoną opinię o takich osobach i usiłowała wtłoczyć mnie w ciasne ramki tych stereotypów, a kiedy nie pasowałam do opisu zaczynała się gniewać. Kiedy przed śmiercią leżała w szpitalu (maj/czerwiec) zaczęłam miewać stany lękowe. Bywało, że siedziałam w kącie pokoju płacząc i wołając, by ktoś mnie stąd zabrał, bo mnie zabiją, zginę itp. Po pogrzebie postanowiliśmy wraz z mężem wyprowadzić się od teścia, mieszkamy obecnie osobno i niby wszystko powinno być O.K., ale... No właśnie, stare lęki powróciły, pojawiła się bezsilność,poczucie beznadziejności. Nie istnieje siła, która potrafiłaby mnie rano podnieść z łóżka, zmusić do gotowania, sprzątania i tym podobnych czynności. Wszystko to robi mój mąż, ale on też nie wytrzymuje przeciążenia. Zaczęliśmy się kłócić, warczymy na siebie przez cały czas, więc myślę, że na matkę i żonę też się nie nadaję . Wobec tego po co żyć? Od kilku dni przyjmuję leki przeciwdepresyjne. Raz jest lepiej, raz gorzej. Może któraś z was miała podobny problem ze sobą. Napiszcie, co robiłyście. Dziękuję za każdą odpowiedź, Karolina.
Obserwuj wątek
    • Gość: gutki Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ IP: *.* 24.08.02, 22:19
      Nie wiem, jakie leki przeciwdepresyjne bierzesz... Jeśli Prozac (albo polską jego wersję, fluoksetynę) - to cierpliwie czekaj :) Zaczyna działać skutecznie po ok miesiącu. Ale warto poczekać, poczujesz się zupełnie inaczej. A może udałoby ci się zabrać za ćwiczenia relaksacyjne - oddychanie "do brzucha", rozluźnianie mięśni. To trochę pomaga. Z depresji się wychodzi, naprawdę. I to często - silniejszym.Trzymaj się :)
    • Gość: zula Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ IP: *.* 24.08.02, 22:40
      KarolinaRozumiem tylko w niewielkim stopniu jak się czujesz. Mnie depresja złapała po porodzie ale była to typowa "baby blues" i minęła po niespełna 2 miesiącach. Ale były to koszmarne 2 miesiące. Trudno uwierzyć że to mnie spotkało. Mam osobowość naprawdę mało podatną na takie stany. Owszem doły czasami łapię ale to co przeżyłam ..fu. Polazłam do znajomego psychiatry bo wiedziałam że powinien mnie zobaczyć specjalista. Odradził tabletki bo-jak słusznie przypuszczał-może to być "tylko" baby blues.Z Twojego opisu wynika (pracuję w kręgu psychiatrów i psychologów) że to nie baby blues. A z depresji tak szybko się nie wychodzi. Nie wiem skąd masz tabletki ale jeśli przepisał Ci je lekarz to powinien Cie poinformować,że zaczną działać po miesiącu a nawet dwóch. To ich specyfika. W takiej sytuacji naprawdę trudno jest coś innego poradzić niż psychoterapię i-jeśli trzeba-farmakologię. Przecież nie pomogą słowa "weź się w garść" czy "wyjdź z domu" kiedy cały czas chce się ryczeć. Może jakiś wyjazd? Tylko nie sama z dzieckiem bo będzie gorzej. Może jakbyś z dystansu odległości spojrzała na to, to nabrałabyś również dystansu w emocjach?Ale przede wszystkim radzę wizytę u specjalisty.Będę trzymać kciukiKarolina, trzymam za Ciebie kciuki
      • Gość: zula Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ IP: *.* 24.08.02, 22:47
        Sorry za powtórkę z trzymaniem kciuków. Poniosło mnie.Będę trzymać kciuki :) :) :)
      • Gość: Trinity Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ IP: *.* 25.08.02, 07:11
        Czesc Zulcia,ja zaczynam szosty miesiac i jestem w takiej sytuacji osobistej ze trudno sie nie zalamac, ale jestem w ciazy i mam powera by zyc z usmiechem na ustach. Ale bardzo sie boje depresji poporodowej, ktora dopada czesc kobiet. Zdarzylo mi sie popasc w depresje przez duze D ale minela sama, kiedy nie czulam juz osamotnienia.Napisz jak mozesz w czym przejawia sie depresja poporodowa, czy nadeszla nagle itp. Kolezanka mi mowila, ze jest silna baba i nie myslala ze cos takiego moze sie z nia dziac po porodzie, a co wlasnie jej sie przytrafilo z ogromnym nasileniem, ze sie nawet bala ze zrobi cos dziecku. Ciezko mi to pojac. Ja zostalam sama i jak sie urodzi maly (chyba chlopczyk cos mi mowi) to bede zdana na siebie i chce stanac na wysokosci zadania.Z gory dziekuje
        • Gość: zula Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ-Do trinity IP: *.* 27.08.02, 10:37
          Do tej pory trudno mi uwierzyć że cos takiego jak depresja mogło mnie dopaść. Raczej można mnie posadzić o zbyt żartobliwe podejście do życia. rechoczę często, a w chwilach kryzysowych i trudnych odnajdywałam jakies dobre strony itp.Az tu nagle szok...Zaczęło się na drugi dzień po porodzie. Hormony opadały a wraz z nimi moje dobre samopoczucie. Obok mnie leżała śliczna zdrowa istotka, byłam na pojedńczej różowej sali w nowym, dobrym szpitalu. Wszystko dookoła ładne dzidzia grzeczna a ja......cały czas ryczałam. Ze szpitala wypisałam sie po przepisowych 2 dobach bo sadziłam że w domu bedzie lepiej. A w domu...ryczałam non stop. Myślałam, że sufit mam tuz nad głową. Mąż pracował do 18, mama 600 kilometrów ode mnie, tesciowa....to nie matka. Cały czas przez głowe przechodziła mi uporczywa myśl że jestem zdana na siebie bo to moje dziecko i nikt nie jest bardziej niż ja odpowiedzialne za nie. A ta odpowiedzoalność mnie przygniotła. Po drugie zawsze bardzo blisko bylismy z mężem, wszedzie razem lubilismy to. A tu nagle ja udupiona w domu .On w kryzysie ojcostwa. Myślałam że mi się życie skończyło. Nigdy nie lubiłam siedzieć w domu . Zawsze mnie niosiło. Dlatego to było takie bolesne. Nie mogłam poradzić sobie z tymi napadami płaczu. Dzwoniłam do męża kilka razy dziennie rycząc w słuchawkę. Muszę przyznać że zawiódł mnie w tamtym okresie. Nie był podporąByłam przygotowana na I kryzys małżeński-tak jak pisza psycholodzy.I miałam go.Udało się nam na szczeście go przejść pomyślnie.Wszystko zaczęło mijać jak zaczęłam z mężem bez małej wychodzić z domu.Szliśmy do kina, na koncerty. Po godzinie teskniłam za małą i zamiast muzyki słyszałam jej płacz ale i tak było warto.Jeszcze przez jakis czas miałam nagłe napady płaczu ale po powrocie do pracy wszystko ustało. Myślę że najbardziej sie bałam że nie odbuduje więzi z mężem. To było troche toksyczne. Teraz jestem bardziej samodzielna ale wiem że musze mieć oparcie i towarzystwo męża w tych pierwszych dniach.....Nie wiem jak sie można przygotować albo jak uniknąć depresji. jesli miałaś kiedyś taki stan przed ciążą to radzę skontaktować sie z lekarzem. sa tabletki które nie szkodza karmiacym mamą. Nie ryzykuj. Musisz liczyć na siebie.Powodzenia. Jak byś złapała "doła" pisz na priva :hello:
          • Gość: Trinity Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ-Do trinity IP: *.* 28.08.02, 20:05
            Dzieki, dopasc mnie moze dopiero 01.01.2003 ta okropna depresja poporodowa ;)
    • Gość: Ani Re: SPADEK PO TEŚCIOWEJ IP: *.* 26.08.02, 07:55
      Mogę powiedzieć, że prawie udało mi się wyjść z depresji poporodowej. Zaczęła sie niecały miesięc po urodzeniu synka (maj ub.r.) i objawiała się totalnym zniechęceniem do życia, niedostrzeganiem sensu życia, nie potrafiłam cieszyć się z tego, że mam zdrowe i uśmiechnięte (mimo znerwicowanej matki) dziecko. Miałam różne "czarne" myśli ale "coś" mnie powstrzymywało i mówiło, że będzie lepiej, że to tylko przejściowe, że przecież życie jest taaakie piękne. Wtedy trudno było mi w to uwierzyć. Dzisiaj, z perspektywy czasu myślę, że moje złe samopoczucie wynikało przede wszystkim z osamotnienia (mąż pracował całymi dniami a rodzice i teściowie daleko), totalnego zmęczenia i kłopotów z karmieniem piersią ( tylko 3 tygodnie :( ). Nie korzystałam z pomocy lekarza chociaż rozważałam taką możliwość. Zwlekałam jednak z tym i jakoś udało mi się samej z tym uporać. Wydaje mi się, że Twój przypadek depresji jest trochę mocniejszy od mojego. Kiedy mój Bartuś miał sześć miesięcy tak, jak teraz Twoja dzidzia (chyba dobrze obliczyłam?) już zaczynałam pomału wychodzić na prostą. Zaczynałam powoli dostrzegać, że życie może być piękne. Szło mi to trochę opornie ale udało się. I nie żałuję. Dzisiaj cieszę się życiem, moim maleństwem, mężem czyli po prostu życiem w rodzinie. Owszem, czasem zdarzają mi się chwile smutku i zwątpienia, że sobie nie poradzę, że jestem złą matką i żoną, ale zaraz to "coś" mi pokazuje dobre strony życia i w każdej trudnej sytuacji, w jakiej się znajdę widzę to światełko w tunelu (kiedyś była to tylko czarna dziura). I to "coś" to jest po prostu mój kochany Anioł Stróż i to on mi pomógł uporać się z moją depresją. I tak samo będzie z Tobą. Twój Anioł czuwa nad Tobą i nie da Ci zrobić krzywdy. Depresja naprawdę mija. To jest tylko przejściowe. Dlatego wydaje mi się, że powinnaś skorzystać z pomocy dobrego lekarza (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś). Może poproś o pomoc rodzinę, żeby zajęli się dzidzią, a Ty w tym czasie będziesz mogła poukładać sobie myśli, zastanowić się, jakie są "źródła" Twojego smutku i jakoś im zaradziać i nabrać sił do życia. Zyczę Ci tego z całego serca i przekazuję Ci trochę mojej siły. Zobaczysz, za miesiąc to Ty będziesz pocieszać mamy pogrążone w depresji, tak jak ja teraz Ciebie.Trzymam mocno kciuki i nie poddawaj się.Życie naprawdę jest baaaardzo piękne.Twój Anioł jest przy Tobie.Jeśli chcesz to pisz na priv.Pozdrawiam :hello:Ania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka