Dodaj do ulubionych

Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?

IP: *.* 03.09.02, 09:30
Refleksja taka nasunęła mi się, bowiem już drugie swoje dziecię posłałam do szkoły. Jestem zdegustowana, zniesmaczona, zła, rozgoryczona. Na wpół przytomne dzieciaki ciągną z wieeeelkimi plecakami na 7.30 do szkoły. 30-cioro w klasie. W szkole ponad tysiąc (a "tylko" tyle, bowiem nadszedł niż demograficzny...). Program w pierwszej klasie szkoły podstawowej taki, że ja pamiętam uczyłam się tego materiału przez trzy lata! Moja Ania jeszcze w zeszłym roku w pierwszej klasie gimnazjum dostawała do odrobienia w domu z matematyki 30 zadań!!!!! A gdzie inne przedmioty? A gdzie na litość boską sport, dzieciństwo, beztroska????!!!! Dzieci blade, chorowite, zmęczone. Wyścig szczurów rozpoczęty. Po co? Pytam się poważnie - PO CO? Kogo ludzie odpowiedzialni za materiał, za program chcą wychować? Co chcą udowodnić? Że 80 procent społeczeństwa nie jest genialne tylko po prostu normalne, zwyczajne, pracowite? Czy nie można by genialności sprawdzać dopiero na studiach? Czy nie można by dzieciom w szkołach podstawowej i gimnazjum odrobinkę odpuścić, nauczać tego, czym się interesują, co lubią, pokazać świat, nauczyć obsługi bankomatu, pokazać jak sobie dać radę na dworcu, w sklepie, w kinie, teatrze....pokazać po prostu jak żyć i nie zginąć, jak się odnaleźć w razie zagubienia...Pozwolić rozwijać się swoim rytmem. Nie rozumiem tego. W większości krajów nauka wygląda tak, jak mnie się marzy i z tego, co zdążyłam zaobserwować fachowcy mają tam wiedzę o wiele rozleglejszą, są bardziej kompetentni, odpowiedzialni, "głodni" wiedzy, z pasją, marzeniami. A u nas? Boże, zobaczcie jak to wygląda u nas. Nie chcę generalizować, ale na większości wyższych uczelni (zwłaszcza na zaocznych) otrzymanie papierka, że zdało się egzamin jest niezwykle proste, tak jak załatwienie końcowego dyplomu. Dyplom potrzebny jest do załatwienia sobie i dostania lepszej posady, ba - nawet po prostu pracy, a nie po to, aby uzupełnić swoją wiedzę, by potem dzielić się nią. Nie bierzcie tego do siebie, bo jak napisałam nie generalizuję, swoje poglądy opieram na obserwacji tego, co dzieje się wokół mnie, tu, na miejscu. I jestem przerażona. Szkoda mi dzieci. Jak dużo materiału pamiętacie ze szkoły podstawowej? Z liceum? Bo ja niewiele, bardzo niewiele, rzekłabym wręcz, że prawie nic. Umiem pisać, czytać, liczyć. Ale życiowo byłam tak niezaradna, wszystkiego musiałam uczyć się sama, do wszystkiego musiałam dochodzić sama. Moje dzieci też. Za to w książce do pierwszej klasy na rozwiązanie jednego zadania z matematyki są 4 strony książki - to zadanie dziecko 7-letnie musi rozwiązać 6 sposobami....Paranoja. Zwraca się uwagę na charakter pisma, nie na to, co dziecko ma do powiedzenia, ale na to czy ładnie to napisało. Ocenia się na klasówkach to, co NIE zostało zrobione. Nieważne, że dziecko rozwiązało jedno zadanie, liczy się, że NIE rozwiązało dwóch......Marzy mi się, śni po nocach taka sytuacja. Wszyscy tam na górze zostają wypierniczeni z hukiem. Wszystkie te skorumpowane świnie. A na stanowiska dostają się autentycznie wykształceni ludzie z pasją, z chęcią do działania, do pracy. Którzy wezmą pod uwagę głos dzieci, nasze głosy. Którzy zanim coś zrobią pomyślą, jak się to będzie miało do życia. Jestem utopistką. Wiem, ale gdyby nie marzenia siedziałabym tylko i płakała nad dziećmi. Nad Ich zafajdanym życiem. Z dniem 1 września dla wielu dzieciaczków kończy się radosne dzieciństwo a zaczyna twarda szkoła życia. Koszmarnego życia w kraju, w którym Ono tzn dziecko tak niewiele znaczy. A jeszcze u nas - doświadczalnie - wprowadzono obowiązkową zerówkę do szkoły, w której jest, jak pisałam wyżej, tysiąc dzieci...Boże, trzeba Wam było widzieć te maluchy. Serce mi się pokroiło, już dzisiaj tuliłam niektóre do siebie, bo rodzice w pracy, a One same, samiutkie, samiusieńkie...Czy to musi się odbywać aż tak szybko? Nie lubię twardości, nie lubię cwaniactwa i siły przebicia, czyli tego wszystkiego, czego uczą się nasze dzieci, aby nie zginąć. Marzy mi się radość i spokój. Nie myślę o tym, że to utopia, bo chyba bym się załamała...Idę po Krzysia. Miał zimne rączki ze strachu. Musiał grać twardziela, ale ja widziałam, jak to przeżywał. I po co to? Chcę wyjechać na bezludną wyspę. Z dala od tego wszystkiego. Gdzie będę mogła tylko kochać swoje dzieci i uczyć je tego wszystkiego co potrzebne jest aby żyć normalnie a nie robić karierę. Kto idzie ze mną?Gosia
Obserwuj wątek
    • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 09:54
      Gosiu ,jak dobrze wiedzieć ,że nie jestem sama w moich pogądach na polskie szkolnictwo i pomysły niekompetentnych ministrów .Zaciskam mocno pięści słysząc słowo "obowiązkowe". I też jestem szaloną idealistką ,która sama najchętniej - z pomocą ludzi z pasją -zajęłaby się edukacją własnych dzieci .I chętnie na wyspie - ale jednak nie takiej bezludnej .Przesadzam ?Jestem przewrażliwiona? Po prostu uważam ,że dzieciaki szkoły (przynajmniej tej podstawowej ) nie potrzebują .Ale może się mylę ,moja Sara z radością dziś wstała (wersja wczorajsza brzmiała "głupia szkoła ,nie idę" ) i pobiegła do szkoły , na całe szczęście niedużej ( w klasie 14 dzieci),pani zaraz po studiach ,uśmiechnięta , no i rodzice mogą się wykazać pomocą wszelaką (będę jak najbliżej !!!).Nie podoba mi się jednak podręcznik "Z ekoludkiem ".Ale to inna historia .Gosiu ,myślę ,że jak się postaramy to znajdziemy jeszce dużo czasu w ciągu dnia ,by dzieciaki nasze chołubić i "pozytywnie"ładować .A od szkoły wymagać i próbować "ulepszać ".Walczyć !Nie dać się !Pozd.Beata
    • Gość: Agusek Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 09:57
      BARDZO MĄDRZY LUDZIE chcą wysłać moje dziecko (teraz 10 miesięcy) do obowiązkowej zerówki w wieku 5 lat, a do szkoły od 6-go roku życia. Alicja jest z listopada, więc i tak będzie prawie rok młodsza od "rówieśników" ze stycznia.A może wyślemy dzieci w pieluchach na studia????potem doktorat, profesura i sruuuuu na Sorbonę w wieku siedmiu lat??/Wyć mi się che, szkoda mi dzieciństwa mojej kruszynki, bo niczego nie wspominam tak miło, jak beztroski czasu przed pójściem do szkoły.....może ktoś walnie decydentów w te głupie pały?!?!?!?!PROSZĘ NIE ZABIERAĆ DZIECIOM DZIECIŃSTWA. NA OBOWIĄZKI MAJĄ CAŁE ŻYCIE. Tylko czy ktoś się podpisze pod tym apelem.....Ja wiem, że dzieci lepiej chłoną wiedzę im są mniejsze......, szybciej i łatwiej się uczą ale... może w tym czasie kiedy poznają ułamki, nie zobaczą jak pająk plecie swoją sieć? jak mrówki deptają swiją scieżkę.... rany ale smucę.. ale odkąd zaczęłam naukę brakło czasu na rozglądanie się dookoła. Zqasmuciłam jak trzeba. A może ja po [prostu głupia jestem i nie wiem co dobre a co złe. Gubię się już.PozdrawiamAgnieszka i Alucha
    • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 10:01
      Gosiu!Sama jestem nauczycielem i z niepokojem obserwuję fakt, jak to - jak napisałaś - "mądrzy ludzie" coraz bardziej poszerzają zakres materiału w poszczególnych klasach. Sama pamiętam swoją podstawówkę, wiem czego się uczyłam, na pewno mniej niż dzisiajsze siedmiolatki, i co? Jestem jakaś durnawa, niedouczona? Uczę w technikum niemieckiego. Dopiero od tego roku wprowadzono drugi obowiązkowy język. No i co z tego, skoro w 4 lata przy dwóch godzinach tygodniowo muszę dokonać rzeczy niemożliwej. Przygotować chłopaków do NOWEJ MATURY!!! Syzyfowa praca... Nie ma pieniędzy na lekcje dodatkowe /swoją drogą paranoja, żeby programowe lekcje nie wystarczały na przygotowanie do egzaminu dojrzałości :ouch:/. Dzieciaki nie chcą się uczyć. Angliście mówią, że zdają maturę z niemieckiego, mi że z angielskiego. Kołomyja ;). Może to o czym piszę odbiega od twojego tematu, ale jest mi to na tyle bliskie /Gaba ma dopiero 2 lata, a moje szkolne chłopaki już "naście"/, że spędza mi sen z powiek. Dwoję się i troję w pomysłach na uatrakcyjnianie lekcji - i nic... Ogólne NIE!!! niemieckiemu ;). Jeszcze jedno. Dotychczasowy program nauki j. niemieckiego przewidywał opanowanie tak ogromnego materiału gramatycznego, że na wolne rozmowy z uczniami, na tematy leksykalne nie zostawało czasu. I co z tego, że może i wiedzieli jak tworzy się czas przeszły Perfekt, jakie jest następstwo czasów po spójniku "nachdem", kiedy nie umieli zapytać o godzinę, o drogę, o samopoczucie czy poderwać jakąś Helgę ;).Ech, witaj szkoło!Magda :hello:
    • Gość: Beata32 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 10:09
      Jak tak sobie poczytałam Twojego Gosiu posta, to naszła mnie refleksja, że jednak "małe dzieci to mały kłopot, duże dzieci - duży". Na razie nie dotyczy mnie problem obowiązkowej edukacji, (mój synek ma 1,5 roku od wczoraj) ale tak bardzo chciałabym, aby nauka nie była dla niego stresem czy przykrym obowiązkiem. Trochę poczytałam sobie na różnych stronach dla rodziców o nowoczesnych metodach nauki przez zabawę i miałam nadzieję, że coś się ruszy - że moje dziecko nie będzie kolejnym smutnym sześciolatkiem idącym ze spuszczoną głową w kierunku miejsca, którego niecierpi z za ciężkim plecakiem, który krzywi mu kręgosłup (tak jak ja mam krzywy), ale że rano radośnie będzie oczekiwał czego to dziś nowego się nauczy w szkole razem z ulubionymi kolegami i panią nauczycielką, którą bardzo lubi i którą będę mogła zapraszać czasami do siebie na herbatkę, żeby móc porozmawiać o moim wyjątkowym mądrym ....... chyba tylko w marzeniach ...buuuuuuuu, czy możemy coś zrobićBeata
      • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 10:54
        No więc co można z tym zrobić? Czy faktycznie nic nie jest od nas zależne? Czy pozwolimy prowadzić siebie i nasze dzieci jak przysłowiowe krowy na rzeź???? Czy nic nie możemy zrobić??!! Ja protestuję! Ja MUSZĘ coś zrobić! Mimo, iż te szatańskie plany z piekła rodem mnie już nie będą dotyczyć, serce mi się kroi, gdy pomyślę o innych dzieciach - o WASZYCH dzieciach! A co z tymi maluchami, które w ogóle nie nadają się do rozłąki z matką w wieku 5 lat? Tak, jak to było z moim Krzysiem. Siedział w kąciku i kołysząc się w tył i przód z rączkami przyciśniętymi do piersi szeptał sam do siebie: "kocham moją mamę, kocham mojego tatusia, kocham moją siostrzyczkę".... Dyrektorka przedszkola kazała mi Go natychmiast zabrać, bo - mając 28-letnie doświadczenie NIGDY jeszcze nie spotkała się z czymś takim. A ja wiem, że takich dzieci jest i niestety będzie coraz więcej. Bo nie wszyscy wytrzymują ten owczy pęd ku cywilizacji, pożal się Boże, ku dobrobytowi, ku "lepszemu" jutro...Niektórzy wysiadają. I nie jest to wada, ani dyskryminacja, po prostu są różni ludzie. I wszystkich trzeba brać pod uwagę, zasługują na to. Bo to Oni właśnie dostrzegają, że giną lasy, że są ginące gatunki zwierząt, że powietrze jest zatrute. To Oni zauważają, jak pająk plecie swoją sieć...Tyle, że w tym szaleńczym pościgu tzw normalni kpią sobie z nich.Czemu ma służyć poszerzanie materiału, tak aby nauczyciel dwoił sie i troił, a nie mógł nauczyć, jak spytać o godzinę czy poderwać Helgę? Czemu ma służyć pytanie: Co poeta chciał powiedzieć w swoim wierszu? A skąd ja niby mam wiedzieć? Nie żyłam w jego czasach, nie znałam go. Ja mogę powiedzieć co JA czuję, gdy czytam ten wiersz...i za takie zdanie dostałam pałę...Właśnie wróciłam z Krzysiem ze szkoły. Jest zadowolony ale i tak nie poznaję syna - jest szalony, agresywny, pełen energii ale takiej innej, nienormalnej. Wysyłam Go na dwór, niech się wyładuje. Mam malutką nadzieję, że Pani mojego synka jest "fajna". Do tej szkoły wprowadzono zwyczaj, że dzieci w pierwszej klasie nie obowiązuje dzwonek. Siedzą w klasie i uczą się tak długo, aż Pani zauważy, że są zmęczone (np po 20 minutach). Wtedy Pani robi Im przerwę, i albo wychodzą na korytarz (gdy nie ma na nim innych dzieci), albo sobie siadają na dywaniku i bawią się. W żadnym momencie dzieci nie są zostawiane same sobie - rano Pani czeka na Nie w szatni i odbiera od rodziców (ale sformułowanie, a niech to), zaprowadza Je do sali, w czasie przerw np do ubikacji, potem na świetlicę, albo na obiad. No i do szatni w przypadku, gdy rodzice czekają na dole. Podoba mi się to. Gdyby jeszcze program zechciał być bardziej przyjazny...Czy ja wymagam za wiele? GosiaP.S. I niech mi "drodzy wszechwiedzący na górze" powiedzą, skąd w naszym kraju taka fala samobójstw?
        • Gość: Mela Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 11:53
          Hej Gosiu, na pewno będzie dobrze. Nie martw się na zapas. Przecież "przechodziłaś" pierwszą klasę z córcią.Obserwuj, pytaj i jeśli trzeba - zmień szkołę ( te 1 000 dzieci :crazy: ) Zresztą wiesz, co trzeba robić, a tu się po prostu wyżalasz ;)Ja zmieniłam mojej córce szkołe po pierwszej kasie. Raz, z powodu przeprowadzki, dwa, z powodu poziomu bezpieczeństwa ( strzykawki na boisku, zamknięte toalety gdzie dzieci przeciskają się pod drzwiami), trzy z powodu poziomu ( miła ale zirytowana, że musi się zajmować dziećmi, pani i bardzo agresywny kolega w klasie, z którym nikt sobie nie radził, nie pozwalajacy na prowadzenie normalnych zajęć - brrr, ale opis).Brak miejsc w okolicznych szkołach, albo nauka na zmiany w szkole z ponad 1 000 dzieci, spowodowały ze ... Marysia wylądowała w szkole społecznej, gdzie cała szkoła liczy nie więcej niż 100 dzieci, a klasy są 12 osobowe. I mimo, że ja sama mogę mieć jakieś zastrzezenia - bo byłam przeciwna takim szkołom z założenia - a i właśnie dowiedziałam się, ze nie ma już basenu w czwartej klasie a "w zamian" wzrosło czesne wrrrrr ), to dzisiaj rano po wstaniu za 15 szósta zastałam moją córcię ubraną, umytą i spakowaną do szkoły :crazy: Nie mogła się już doczekać :love: Mimo, ze naki ma więcej, niż jej rówieśnicy, tak przeciętnie o godzinę dziennie.Aaaa, wyprawkę do czwartej klasy też miałam z głowy. Całe zakupy zobiła Marysia za swoje kieszonkowe i zaskórniaki od babci. Było warto poszukać - są małe i przyjazne szkoły, i to nie tylko społeczne. A że szkoła jest baaardzo potrzebna, bo uczy kontaktów społecznych wie (dopiero teraz) nienauczona w porę Mela ;) - niezaglądająca swojemu dziecku do zeszytów, bo nauka jest jej obowiązkiem ... i przyjemnością... no może nie zawsze ;)(((((uściski i pozdrowienia))))))))
    • Gość: Pogodna Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 10:32
      Jedyne co możemy zrobić - to nauczyć nasze dzieci odporności na głupotę, bronienia własnego zdania, własnej indywidualności. Możemy wzniecić w nich zainteresowania, zachęcić do własnego hobby i...... nauczyć wybierać - to co mądre i przydatne, odrzucać to co niepotrzebne.Bo jak widać, niewiele możemy wpłynąć na decyzję naszych szalenie mądrych polityków.... :(
    • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 11:53
      Gosienko, wystarczy,ze przyjedziesz na wyspy brytyjskie i juz mozesz realizowac swoje marzenie .;)A tak powaznie...rozkleilas mnie totalnie,kochanie. Czasem ,musze przyznac ,nachodza mnie watpliwosci czy aby to ,co robimy wystarczy dzieciaczkom bo czlowiek juz taki jest pewnie-watpie wiec jestem. Twoje slowa utwierdzily mnie poraz kolejny w tym przekonaniu. Nie tak dawno spotkalam znajoma, ktora swego czasu mimowolnie zachecila mnie do homeschooling. Jej corcia podeszla do nas i w tak naturalny sposob zaczela opowiadac o swojej farmie mrowek i patyczakow. Boniu, jak ta mala potrafila zarazic tematem....stare koniska sluchalismy z uszami w gorzeJa mysle,ze to wlasnie to co dzieci traca w tej calej pogoni .I to nie wazne czy beda w szkole czy tez w domu. Ta ich naturalna ciekawosc swiata, wrazliwosc i pomyslowosc. Jesli tylko z sercem i madrze tym wszystkim pokierowac... ale ja tez chyba jestem utopistka .:(Napewno sa nauczyciele z tzw powolania ktorzy chca i robia wiele z mysla o dzieciach i ani system ani nastroje spoleczne nie zabily w nich tej iskierki. Z drugiej strony mam wrazenie ze trzeba by zmienic totalnie wszystko (czy prawie wszystko-poczynajac od podstaw czyli od myslenia ludzi ,a idac przez zmiane calej struktury spolecznej, podejscie rodzicow(niektorych bo przeciez sa i tacy,ktorym naprawde zwisa i tylko podrzucaja dziecko to tej szkoly),pracodawcow..........Kochani jestem z Wami choc daleko. Jesli cokolwiek mozna zrobic- wlacze sie napewno.W Anglii teraz coraz wiekszym powodem do przebudzenia jest rosnaca szybko liczba dzieci uczonych w domu. Moze to pierwszy krok bo na gorze zastanawiaja sie dlaczego i czy szkoly,takie jakie sa, naprawde maja sens. Moze warto przeforsowac chocby te sprawe-niech rodzice maja mozliwosc zabrania dziecka ze szkoly-tymczasowo czy chocby na stale i zapewnienia mu edukacji na wlasna reke. Wiem,ze to nie jest latwe-czytalam jakie byly poczatki w Uk kiedy to pierwsza matka musiala sie zaszyc gdzies na wsi w Szkocji i, wychodzac,zostawiala synowi strzelbe z nakazem,ze ma sypac pod nogi do czasu jej powrotu (grozono,ze zabiora dzieci). Teraz ona sama jest konsultantka d/s domowej edukacji a dzieci-juz 30paro-letni-robia w zyciu to co lubia. Jedna corka pracuje w ochronie srodowiska, druga zajmuje sie metodami przerobu smieci, syn ma warsztat stolarski produkujacy meble kuchenne.Jak rany!!!! Przeciez nie kazdy musi zostac uczonym. A jesli ma zadatki to i bez szkoly zostanie. Zwlaszcza w epoce komputerow. Niech Ci rodzice i dzieci przede wszystkim maja jakas alternatywe. Szlag mnie trafia jak widze to tlamszenie na sile w jedna zalosnie nudna formke . :eek
      • Gość: Adzia Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 11:59
        Bogusia - zazdroszczę....A co do naszego systemu edukacji, to pozwolę sobie przywołać wspomniania z podstawówki. Nigdy nie lubilam biologii, nie potrafiłam sobie wyobrazić tych wszystkich komórek i innych gadżetów ;-) - za to miałam koleżankę, którą to pasjonowało. I jeśli coś wiem o przyrodzie - to tylko dzięki naszym wspólnym wędrówkom po lesie i łące...Do dziś chłonę z otwartymi ustami jej opowieści o łowieniu nietoperzy i zwyczajach godowych ślimaków. To, czego przez lata nie udało się przekazać światłym nauczycielom ze światłymi programami, przekazała mi Agnieszka (inna sprawa, że i tak tej wiedzy nie wykorzystuję, ale zaszpanować mogę). To był mój homeschooling ;-) - chciałabym, aby i moja córeczka trafiła w życiu na takich mądrych i ciekawych ludzi, którzy pomogą jej otworzyć umysł na sprawy pozornie nieciekawe...
        • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 16:34
          Adzia - możesz to zrobić sama! I to całkiem legalnie w Polsce. Wystarczy trochę chęci i sporo pracy jak mniemam. Sam się ku temu skłaniam z wiadomych wzgolędów. Przestańmy wiec narzekać i weźmy sprawy we własne ręce!
          • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do KvM IP: *.* 03.09.02, 18:29
            KvM ! Jeśli znasz receptę na niezależne od państwowej kurateli szkolnictwo to proszę podziel się nią !!!!!!! Bea
            • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do KvM IP: *.* 03.09.02, 19:12
              To nie źadna recepta. Przepisy prawa pozwalają uczyć dzieci samodzielnie. Należy tylko otrzymać zgodę stosownych (lokalnych) władz. Dzieci muszą zdawać co roku (lub co semestr - nie pamiętam) egzaminy kwalifikacyjne ze zdobytej wiedzy.
              • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do KvM IP: *.* 03.09.02, 20:50
                Kristo ,właśnie chodzi mi o odpowiednią literę prawa ,na którą należy się powołać ,nie wystarczy chyba zgłosić się do Kuratorium z "podaniem" o tekście : "taka jest moja wola ".Proszę bardzo o konkrety .Bea
                • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do KvM IP: *.* 03.09.02, 20:57
                  To ja też proszę - bo ich nie znam. Wiem tylko na przykłądzie z życia, że tak można.
                  • Gość: Adzia Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do KvM IP: *.* 04.09.02, 08:14
                    Wiesz Kristo - ja to w gębie jestem mocna. Tak naprawdę - jestem prawie pewna, że nie potrafiłabym wziąć na siebie tej odpowiedzialności - bo to jednak spora odpowiedzialność. Z Bogusią nawet nie będę się porównywć ;-)Natomiast - były takie pomysły z bonami oświatowymi - wiecie coś o tym może? Czy to całkiem upadło, czy są jakieś plany? Chciałabym mieć jakikolwiek wpływ na to, co szkoła robi z moim dzieckiem...A czy te egzaminy, o których wspomniałeś...tak się zastanawiam, czy to nie jest zbytni stres dla dziecka?Pozdrawiam Agnieszka
                    • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do Adzi IP: *.* 04.09.02, 08:24
                      Adziu! Odpowiedzialności wogóle się nie boję. Szczególnie jak to zestawię z miernotą przeciętnego nauczyciela. Poza tym można bezstresowo zacząć edukację rok wcześniej i mieć zapas. Uważam, że szkoda marnować dziecko puszczając je do szkoły. A egzamin? Myślę, że to raczej dla rodzica będzie stres, a nie dla dziecka. Dziecko można do zdawania egzaminów przygotować - w końcu będzie ich miało w życiu sporo. Poza tym chodzenie codziennie do beznadziejnej typowej szkoły to chyba jeszcze większy stres. Ja też jestem mocny w gębie i nie wiem czy się na to zdecyduję, ale myśleć o sprawie warto.
                      • Gość: olaz Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 08:48
                        To ciekawe co piszesz ale jak wyobrażasz to sobie praktycznie ? Przeciętni rodzice pracują po osiem lub wiecej godzin dziennie to pierwszy problem. Drugie na jak długo starczy tej rodzicielskiej wiedzy ? Myślę, że na szkołę podstawowa jak najbardziej ale co dalej ?Chyba jednak bardziej praktycznie byłoby gdyby można było wybrać PRAWDZIWĄ szkołę dla swojego dziecka.Wiem, że u nas w Polsce to na razie utopia ale pomarzyć można ...Pozdrawiam Ola
                        • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 09:11
                          Wiesz, ja i moja żona to nie przeciętni rodzice. ;-) Poza tym myślę, że 3 godziny nauki dziennie dzieciom w zupełności wystarczy by opanować cały materiał. Chodzi o to by ta nauka była efektywna. Zobacz ile w szkole marnuje się czasu na dzwonki, sprawdzanie zadań, obecności, odpytywanie etc. Ile średnio na jednej lekcji każde dziecko rzeczywiście się uczy? 10 minut? 15? RAczej nie więcej. Przy podejściu indywidualnym można przede wszystkim prowadzić zajecia interdyscyplinarnie, co też zwiększa efektywność. Myślę, że bardzo dużo dzieci są w stanie nauczyć się same z odpowiednich pomocy dydaktycznych materiałów. Może jestem idealistą, ale myślę że wystarczy aby każdy z rodziców poświęcił dziennie godzinę - póltorej. W niedzielę i sobotę dwa razy tyle. Większy problem niż czas rodziców na naukę to kwestia kto się zajmie dzieckiem gdy rodzice pracują. Ale wszystko jest do przezwyciężenia. Ja na przykład sporo pracuję w domu (poza domem 3-4h dziennie), a moja żona nie musi pracować zawodowo.Co do wiedzy, moja żona jest polonistką (jeszcze nie dokończoną), ja z koleji mam zamiłowanie do przedmiotów ścisłych. Myślę, że spokojnie moglibyćmy przygotować dzieci do matury (z pozytkiem dla nas samych).Mam takie ciekawe doswiadczenie ze studiów. Mianowicie na pierwszym roku robiono powtórkę z matematyki ze szkoły średniej. Całość trwała 6 tygodni. Było sporo osób, które ze szkoły średniej miało wyniesiony zerowy poziom wiedzy i na tej powtórce musieli się wszystkiego uczyć od początku - większości się to udało (niestety co niektórzy umieli potem rozwiązywać równania różniczkowe, a nie potrafili narysować funkcji y=1/2x)
                          • Gość: olaz Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 10:06
                            To tylko pozazdrościć. My oboje też mamy wyższe wykształcenie i to z różnych dziedzin więc z wiedzą jakoś by poszło ale niestety wychodzimy do pracy przed ósmą, ja wracam około 17:00 a mąż nie wcześniej niż o 18:00 a bywa że jak dzieci już śpią. Nie wyobrażam sobie byśmy w tej sytuacji mogli je sami uczyć. Chyba dalej będę marzyć o prawdziwej szkole. Chociaż szczerze powiedziawszy chwilowo bardziej marzę o znalezieniu dobrego przedszkola a to też nie takie łatwe. Jak ostatnio wybrałam się do takiej jednej podobno niezłej placówki i wychowawczyni maluchów od progu naskoczyła na mnie z listą tego co moje dziecko musi umieć, czego ma nie robić itd. Brrr... Szukam dalej.Pozdrawiam OlaPS. Sorry za prywatę ale od jakiegoś czasu intryguje mnie "dwoistoć" ;) osoby pod tytułem KvM. Nawet zajrzałam na forum poznajmy się i tam odkryłam kobietę. Obydwoje korzystacie z tego samego nicka ? A może jest Was więcej ?
                            • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do Oli OT IP: *.* 04.09.02, 11:47
                              Dorka - moja żona ma problem ze swoim kontem - nie może się zalogować, więc czasem korzysta z mojego.
                          • Gość: Adzia Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM - IP: *.* 04.09.02, 11:06
                            O właśnie - i takie konkrety lubię. Proszę o dalsze urabianie ;-)Natomiast jako szukacz dziury w całym chciałabym się jeszcze dowiedzieć, jaki to ma wpływ na wychowanie, ze się tak wyrażę "społeczne". Nie spodziewam się, aby w naszym jakże tolerancyjnym społeczeństwie patrzono normalnie na dziecko, które nie chodzi do szkoły, jak inne. Druga sprawa - czy dziecko pozostające "poza układami" szkolno - koleżeńskimi będzie się dobrze czuć wśród rówieśników? Moje wątpliwości dotyczą naszego środowiska - bo, jak rozumiem, dzieci Bogusi mają rodzeństwo i kolegów kształconych w podobny sposób i nie jest to takim novum. Natomiast u nas...no, powiedzmy, że ludzie zaczną nieśmiało zaczynać praktykować domowe nauczanie - ale zawsze na początku będą to outsiderzy...Czarno widzę?A jak miałyby wyglądać takie egzaminy? Matematyka - to proste, a co z literaturą? Dowolny dobór lektur? A co, jeśli egzaminujący nie zna tych książek? A co z gramatyką? Nie wiem, może myślę schematycznie...PS. Krzysiek, ja sądzę, że my także moglibyśmy przygotować dziecko do matury - chociaż mam pewne wątpliwości co do języka obcego, bo tutaj, żeby nauczyć, nie wystarczy znać - potrzebne są chyba jednak podstawy metodyczne....
                            • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM - IP: *.* 04.09.02, 11:29
                              Co do języka obcego, zajęć fizycznych, jak najbardziej zdam się na fachowców. Nie wszystko da się zrobić samemu. Co do socjalizacji - o to się nie martwię. Dziecko mozę przecież chodzić do tradycyjnej szkoły na zajęcia dodatkowe - typu kółko chemiczne, czy jakie tam będzie mu pasowało. Pozna tam dzieci ze szkoły. Wszystko da się załatwić - kwestia dobrych chęci i nieco zachodu. Najgorsze są rzecz jasna te egzaminy, ale mimo wszystko jestem dobrej myśli.
                          • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 11:26
                            A ja boję się jednego.Cała akcja z HS - jest ok. poza jednym wyjątkiem. Otóż nie wystarczy być doskonałym z przedmiotów ścisłych czy z literatury i być świetnym humanista ... trzeba jeszcze umieć tę wiedzę przekazać. Słuchajcie, wszyscy nauczyciele mają skończone ( bądź są w trakcie ) studia pedagogiczne .. I ja uważam,ze żeby uczyć dzieci trzeba mieć to przygotowanie właśnie - pedagogiczne.Czy nie boicie się, że tego może zabraknąć?Szczerze mówiąc ja też mogłabym uczyć swoje dziecko w domu ale moim zdaniem ludzie po to się uczą i kaształcą by być nauczycielami,zeby uczyć te nasze dzieci i czegoś oni w trakcie tych studiów się uczą ..Gdyby było to takie proste to każdy z nas mógłby sobie pracowac w szkole ...Poza tym ktoś tu już napisał, że dzieci potrzebują kontaktu z innymi dziećmi, ja dodam jeszcze ze światem i z szarą rzeczywistością. Przeciez to ,że chodzą do szkoły nie przeszkadza nam uczyć dzieci tego co chcielibyśmy by umiały. Czy po szkole nie można wyjść z dzieckiem do parku ? Zbierać liście? obserwować mrówki??? Przeciez to można zrobic no nie?Jak dla mnie to HS ma szansę powodzenia w przypadku kiedy rodzna jest liczna ... nie wiemale chyba 4-ro 5-ro dzieci to minimum .. no i oczywiście odpowiednie przygotowanie rodziców moim zdaniem jest konieczne.Mi chodzi o to,ze w szkole jest zbyt duży nacisk na szybkie wchłanianie wiedzy - szkoła TAK ! jak najbardziej ALE zwolnijmy z tym szalonym pędem - niech się dzieciaki ucza powoli - w swoim tępie ... niech nie tracą dzieciństwa ... a nie w tepie jakiejś pani mgr. co to uważa,ze dzieci po podstawówce mają być tak mądre jak my po studiach ......RATUNKU.
                            • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 11:37
                              Wiesz jest taki dowcip.Czemu się boisz iść do lekarza? Bo jak sobie pomyślę jaki ze mnie inżynier, to się boję...No właśnie sęk w tym, że nauczyciele generalnie są bardzo kiepscy. Co z tego, żę się uczyli. Albo ic z tego nie pamiętają, albo im się nie chce, albo uważają, że dostają za małe pensje. Oczywiście nie można zacząć HS z marszu i nie jest to rozwiazanie dla każdego. Moja żona miałą zajęcia z pedagogiki na studiach, a i ja myślę, że potrafię zainteresować wiedzą. Kiedyś jako korepetytor nie wyrabiałem się ze zleceniami.Nie bardzo rozumiem jednak dlaczego dla Was HS=izolacja od środowiska, szarej rzeczywistosci, innych dzieci?
                              • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 12:03
                                No i nie moge sie odkleic od komputera. Pomooooooooooocccccccyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy .:cry:Wczoraj trafilam wlasnie na pare info nt socjalizacji (bo jest to chyba pierwsze pytanie-efekt kampanii oswiatowej.;)http://www.geocities.com/Heartland/Lake/3262/socialising.htm4 strony wypocin na ten temat plus na ostatniej stronie linki do artykulow i opracowan w tym kierunku.Poza tym na kazdej oficjalnej stronie HS9podalam adresy we wczesniejszych postach) sa FAQ gdzie ta nieszczesna socjalizacja jest z reguly na pierwszym miejscu.;)Ja osobiscie nie zauwazylam tego typu problemu u znajomych mi dzieciakow. Wrecz przeciwnie ale bez przechylow.;)
                            • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 04.09.02, 11:49
                              Aari, mysle,ze warto spojrzec na fakty. A faktem jest,ze dzieciaki uczone w domu (bez wzgledu na to czy rodzice maja przygotowanie pedagogiczne (i metodyczne)czy tez nie) i tak lepiej wypadaja jako grupa. Zarowno pod wzgledem intelektualnym jak i emocjonalnym.I to nie tylko na tle szkol panstwowych ale i prywatnych.Wyzej zamiescilam pare fragmentow. Oczywiscie jest to stary zarzut ale juz przezytek bo rzeczywistosc pokazala,ze jest inaczej. To sa niezalezne opinie .W usa sa bardzo popularne takie narodowe sprawdziany-rodzaj olimpiady przedmiotowej (np ortograficzne, geograficzne) i tam wlasnie HS wychodza do czolowki. Jesli ktos sobie nie radzi (czasowo ,psychicznie czy w inny sposob ) to szuka innego rozwiazania- np dolacza dziecko do grupy HS w danym rejonie i inny rodzic przekazuje te wiedze. Oczywiscie w lepszej sytuacji sa rodzice majacy staly kontakt z innymi HS ale w dobie internetu to akurat nie jest problem. I tak wiekszosc dzieciakow korzysta z komputera.Staje sie bardzo wczesnie samodzielna bo ma wlasna sile napedowa-motywacje do zdobywania wiedzy na wlasna reke (czy wolna reke ). Masz virtualne szkoly i kursy online wlasnie dla HS. To nie jest tak,ze na rodzica spada wszystko. Zreszta nowy projekt edukacji w UK sprowadza sie do tego samego-bardziej lub mniej opiera sie na wspolpracy rodzica z ew doradca (nauczycielem). Zaklada,ze czesc rodzicow poradzi sobie sama w ogromnej wiekszosci,inni natomiast moga potrzebowac wsparcia (porady, pokierowania czy tez przejecia czesci zajec)To znowu w telegraficznym skrocie ale naprawde te pytania,ktore sobie zadajesz znalazly juz praktyczne odpowiedzi.Ale rozumiem,ze je sobie zadajesz. Ja przeszlam dokladnie przez te same stadia.Pozdr
                              • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 05.09.02, 09:43
                                Bogusiu ok. może i tak ... rzeczywiście trzeba się nad tym dobrze zastanowić i przekonać ... pozostaje jedno : Czy w HS program do przerobienia z dziećmi pozostaje taki sam jak w szkole ? Bo tu głównie o to chodzi, że z tym programem jet coś nie tak.Rozmawiałam wczoraj z koleżanką - uczy klasy 1-3 - nauczyciel z powołania - i nie z tych kiepskich. Jest po prostu rewelacyjna. Powiedziała,ze program jest napisanyny "pod dzieci najzdolniejsze" i dlategp nauczyciele nie wyrabiają, często robią po łepkach nie dlatego,że im się nie chce i mają za małe pensje, albo nie potrafią tylko właśnie dlatego,ze program ich goni i nie są w stanie wszystkiego dokładnie zrobić - to jest krzywdzące przedewszystkim dla dzieci. Dlatego też uważam,zę ktoś kto pisze programy nauczania powinien się troszeczkę zastanowić nad tym co robi. Bo to z tego powodu nasze dzieci tracą dzieciństwo - a nie dlatego,ze chodzą do szkoły ... Jak na mój gust to szkoło jest bardzo dobrą instytucją i ja bym ( w moim osobistym przypadku ) nie zastapiła jej HS - co najwyżej ( i myślę,ze to dobry pomysł ) uzupełniła. Jednak ciężko znaleźć na to czas kiedy dziecko musi odrabiać 10 zadań z matematyki, pisać 3 wypracowania z polskiego i z angielskiego i jeszcze coś tam.Dziecko powino uczyć się w szkole a w domu miec czas na zabawę ..a włąśnie o to chodzi,z e i w domu tego czasu nie ma bo program jest za bardzo zawalony.Chciałabym żeby czytał to ktoś kto ma jakiś wpływ na ludzi piszących programy nauczania .. bo płakać mi się chce jak pomyślę co mojego Kubusia czeka .... bez względu na to gdzie będzie się uczył w szkole czy w domu - program pozostaje programem - Mam raję ?pozdrawiamwioleta
                                • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do KVM IP: *.* 05.09.02, 11:09
                                  Wiolu, jak juz pisalam,w ogolnym zalozeniu powinno to sie obracac wokol indywidualnych potrzeb dziecka ale roznie bywa. Jedni rodzice realizuja program szkolny, inni go adaptuja a jeszcze inni robia to co dziecko interesuje. Jednak HS to cos zupelnie innego niz metoda zastepcza czy imitacja szkoly.Nie jest to rowniez z zalozenia tak naprawde negacja szkoly. To po prostu metoda sama w sobie ale trzeba sie w to wgryzc by zalapac o co chodzi. Ludzie decyduja sie na HS z bardzo roznych powodow, rowniez i takich w ktorych szkola w zaden sposob nie bedzie alternatywa.Nie wdaje sie w polemike bo nie mam zamiaru nikogo namawiac na taki czy inny sposob. Jedynie, jesli ktos jest rzeczywiscie zainteresowany, sluze pomoca, ale naprawde staram sie trzymac z daleka od wszelkich porownan na zasadzie lepsze-gorsze, zastapione-niezastapione.
                      • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 04.09.02, 09:29
                        Całe domowe nauczanie bynajmniej nie polega na tym ,by rodzice niczym alfa i omega uczyli wszystkiego ,ale by znależli takie rozwiązania ,które umożliwią dziecku różnorodny i zgodny z jego własnymi zdolnościami czy pragnieniami rozwój . Zapiszę dziecko na basen i taniec czy aikido ,zimą pojedziemy na narty ,zamiast kazać mu sie ścigać na czas z koleżankami i kolegami z klasy (pani już to zapowiedziała w drugim dniu szkoły!!),tak samo można postąpić z muzyką ,plastyką ,teatrem -są miejsca gdzie się można tego uczyć.A całą resztę biorę na siebie . Taki miałam plan i też sądziłam ,że można załatwić egzaminy sprawdzające i zapewniające świadectwo promujące do następnej klasy .Kiedyś jednak o borykaniu się z taka wersją nauczania przeczytaliśmy w Najwyższym Czasie i stwierdziliśmy ,że w Polsce to koszmar ,bo prędzej spotkać się można z utrudnieniami i szykanami niż z pomocą .Nie da się ukryć -w społeczeństwie niewolników (określenie powstało podczas jakiegoś spotkania ze znajomymi ) łatwiej znosi się to ,że ktoś ma "lepiej" niż ,że chce i robi coś "innaczej" (nie daj Boże po swojemu).Adzia boi się o stresy egzaminowanego dziecka - wczoraj koleżanka mojej córki miała w klasie 4 dyktando i wg rodziców ma bardzo ponury nastrój (a ile takich dni czeka ją w tym roku brrr szkolnym ?)Na razie kończę .KvM - ten przykład z życia ?- może napiszesz .Bea
                        • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 04.09.02, 09:34
                          Ten przykład z życia to też właśnie przykład zmagań się z administracją... :-( (nie pamiętam jak zakończony, bo dawno o tym czytałem). Po prostu trzeba walczyć o swoje - za parę lat może się cos zmieni - będzie łatwiej. Może jakieś regulacje w uni w tym zakresie są?
                          • Gość: joannabo Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 04.09.02, 15:38
                            Chyba to są stare wiadomości. Słyszałam, że można uczyć własne dziecko tylko wtedy, kiedy jest "szczególnie uzdolnione" i mając "wykształcenie pedagogiczne".Spróbuję poszukać coś więcej.joanna
                            • Gość: joannabo Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 04.09.02, 21:41
                              Niestety, prawidłowo mi się plątało po głowie. HS można sobie robić po gimnazjum, ale pewnie byłyby kłopoty z uzyskaniem matury.joanna
                              • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 05.09.02, 11:16
                                Joasiu, obawiam sie,ze masz racje.Sprawdzalam na stronie swiatowej org HS i tam sa wymienione kraje w ktorych jest to mozliwe. W Czechach wprowadzono ostatnio tymczasowe prawo (na 5 lat) - w ramach eksperymentu, ale to jedyny kraj bylego bloku wschodniego.Jest jeszcze mozliwosc,ze polskie,dziurawe prawo zostawia jakas luke i tam mozna wcisnac ew taka opcje,ale tu juz trzeba by pogrzebac.KvM jak to wyglada od waszej strony?
                              • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 05.09.02, 15:56
                                Przeglądałam dzienniki ustaw ministerstwa edukacji i znalazłam jeden ,w którym jest mowa o indywidualnym toku nauczania -nie podając ograniczeń wiekowych - jedynym wymaganiem było aby dziecko przez jeden rok (wyjątkowo pół roku) uczęszczało do szkoły ,po czym za zgodą szkoły i prowadzącego nauczyciela uczyło się "eksternistycznie" .Być może są do tej ustawy dodatkowe ustawy -musiałabym się przekopać ,bo okazać się może ,że dotyczy ta komfortowa sytuacja np dzieci wybitnie uzdolnionych czy niepełnosprawnych .Szukam dalej ,może ktoś jeszcze zanurkuje w nasze prawo i czegoś się dowiemy .A cały problem zahacza się o podstawowe prawo wyboru sposobu nauczania - gdzieś to fruwa słowo "wolność " i płacze . Moje dziecię dziś odmówiło stanowczo pójścia do szkoły ,bo 1.ma katar ,2.nie będzie grać w nogę ,3. nie da sobie sprawdzić poziomu cukru (miała być pogadanka o cukrzycy na którą cierpi kolega z klasy ).Taaa - dla jednych mogło być ciekawie a dla innych nie.Poz.Bea
                                • Gość: joannabo Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" IP: *.* 05.09.02, 19:50
                                  No, niestety, indywidualne nauczanie jest po to, żeby umożliwić uczniowi "rozwijanie szczególnych uzdolnień i zainteresowań". Pewne nadzieje można wiązać z tymi szczególnymi zainteresowaniami (masz rok, żeby wymyslić dziecku jakieś "szczególne zainteresowania"wink) a także z tym, że decyzja należy do dyrektora, którego może być łatwiej zmiękczyć (zmęczyć), niż jakiegoś urzędnika.Tylko to trzeba naprawdę dobrze wymyślić, bo indywidualny tok może być "w zakresie jednego, kilku lub wszystkich przedmiotów". Jakie to mogłyby być "zainteresowania", żeby usprawiedliwiały niechodzenie do szkoły w ogóle? Bo przecież o to tylko, żeby dziecko miało plan lekcji z dziurami, chyba nie warto walczyć.Już sobie wszystko przypomniałam - kiedyś możliwe było w Polsce HS, ale po paru latach (niewielu) ukrócono ten okropny proceder. Nie tylko w tej dziedzinie od czasów Mazowieckiego i trochę dalej demokracja nam się zmniejsza.joanna
                      • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do Adzi IP: *.* 04.09.02, 11:34
                        Troche na temat odpowiedzialnosci. Wczoraj za sprawa kvm zaczelam troche grzebac w roznych opracowaniach i znalazlam kilka prac-wynikow badan nt HS. Oto kilka cytatow: Paper presented at The British Psychological Society Annual Education Conference, The University of Exeter 1998 Dzieci w wieku 4-7 lat uczestniczace w badaniach w wiekszosci nigdy nie uczeszczaly do szkoly. Jako grupa wykazaly one ponadprzecietna inteligencje. Elementy mogace miec wplyw to:cechy genetyczneok 10% nie posiadala w domu telewizji, ale wiekszosc (lecz nie wszystkie ) rodzin posiadajacych telewizje pozwalala na wybiorcze jej ogladanie -oznacza to,ze dzieci byly mniej wystawione na (tu zostawiam ang wersje by nie wykrzywic tresci w tlumaczeniu) pacifying, non participatory effects, if such do exist, of television;the sheer quantity of parental attention;the child-led curriculum evident, overtly or subtly, in most of the participating families; even amongst families who exercised the strictest idea of what a home-education should be, there was a flexibility that may have nurtured individual talents;a sense of security associated with long term parental attachment;the close sibling attachment observed in many of the home educated children, whereby the children shared a common childhood as opposed to having been separated by differing experiences at nursery and school;that the families who home educated from birth had worked with their children gradually, at their own pace, without the transition at an early age, to the very different environment of school;the absence of over-stimulation from peer-group social contact, such as playgroups and nursery schemes. It is feasible that those children participating in the assessment program were essentially a mixed ability group who had been motivated and encouraged by: a low adult:child ratio; love and security within the family, even where the offspring were in a one parent family; the absence of peer pressure; the absence of academic pressures often associated with schooling; learning though talk; learning experiences that were individualised and that largely followed the children’s own interests.Brief Discussion of InterviewsInterviews took place with parents and their children. The children present during these meetings varied in age between babyhood through to adulthood.The children interviewed demonstrated a feeling of security within their family environment that apparently contributed to their self-confidence, self-motivation and generally high self-esteem. Evidence for this suggestion emerged from the family unity that was so often present, regardless of the social conditions under which the family lived. The preliminarily findings suggested that the children, irrespective of whether they emanated from broken homes, poor housing or itinerant lifestyles, benefited from parental attention to the extent that, possibly, this factor alone gave them self-confidence and the encouragement to learn. ConclusionHome-educated children apparently benefited from receiving concentrated attention, coupled with a flexible curriculum designed to reflect their own interests. They appeared self-confident, self-motivated and demonstrated good levels of attainment. The findings did not in any way suggest an indictment of teachers or schools operating within the confines of the existing system. The results do, however, raise questions about the inflexible nature of the strategy employed at present, for the raising of children, in the UK. (sorry, nie wyrobie czasowo z tlumaczeniem wiec zostawiam jak jest.) http://www.jspr.btinternet.co.uk/Research/Researchpaper/Exeter.htm~~~~~~~~~~~~~~~~~~\r\nEducation’s Hottest Trend Simmens is part of one of the fastest-growing trends in education. According to a recent study by the U.S. Department of Education, the number of homeschoolers has risen from 360,000 in 1994 to 850,000 in 1999. Many experts put the figure closer to 2 million. In earlier years, most homeschooled children came from either ultrareligious or politically liberal families, but now all types of families are teaching at home. Professor Pearl Kane of Columbia University"s Teacher"s College says homeschooling is teaching everyone a thing or two. "The most important lesson we can learn from homeschooling is how important it is to involve parents in their own child"s education," Kane said. "It gets the entire family involved in the family"s business," said homeschooling father John Simmens. "We"re all there helping one another. And that"s probably one of the best things that I like about homeschooling." John Simmens, who labels himself the principal of his kids" school, thinks their home school works better. And he"s not alone. The No. 1 reason parents teach their kids at home? They claim the children get a better education at home. The next reason is religious convictions, followed by a desire to avoid bad schools. Studies suggest the parents may be right about getting a better education. Students taught at home consistently score higher than the national average on the SAT and ACT standardized tests. And other studies have shown that homeschoolers tend to do better in college, because they are more motivated and curious, and they feel more responsible for learning on their own. Critics of home schools have said that homeschooled kids miss out on learning things like how to get along with peers, tolerate differences and make new friends. But Melissa Simmens disagrees. Real-Life Field Trips"My children are not isolated. As a matter of fact, I feel they"re a lot less isolated than kids in school because they are out there learning, and they"re out there in the world," she said. Most homeschoolers recognize the importance of plugging into a network of other kids and families, and they use field trips and the Internet to make connections with other students. And while the homeschooling movement grows, educators are poised to see what happens when a new generation of homeschooled kids go away to college. Z innych zrodel:~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~http://www.jacksonville.com/tu-online/stories/102901/opi_7663168.htmlThere appears to be a flaw in the argument that, while home schooling may offer good academics, it slows the growth of a child"s social skills.A new Fraser Institute study confirms the quality of home education is favorable. Overall test scores, it said, are at about the 80th percentile
                      • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" do Adzi IP: *.* 04.09.02, 11:34
                        truction is one-on-one. The teacher can go slower or faster, as needed, so the student neither falls hopelessly behind or gets bored because it"s too easy. The parent also can, to some degree, insulate him from troublemakers.Home schooling is not for everyone. Not all parents have the time or teaching skills to make it work. But under the right circumstances, it"s a viable option to failing public schools~~~~~~~~~~~~~~~~~~~http://more.abcnews.go.com/sections/us/dailynews/education_homeschooling.htmli strona z linkami do artykulowhttp://llg.freeyellow.com/newsarticles.htmlPSkvMnapisze wiecej od praktycznej strony jak tylko znajde chwilke. %..% (@.@) ().V.() (((...)))((((...))) (((...))) --#---#--
    • Gość: Justyna1212 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 12:32
      Miał zimne rączki ze strachu??? W tym momencie zaczęłam się denerwować. A jeśli Emilka też będzie się bała... Tak bardzo chcę, żeby była szczęśliwa, radosna i w ogóle. Wiecie, to straszne.
      • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 12:45
        Tak, i wróciły tiki nerwowe - ruszanie główką. Sądzę, że tak przeżył ten pierwszy raz. Ale nie martw się Justynko, mój Krzyś jest wyjątkowo wrażliwym dzieckiem z problemami emocjonalnymi - był podejrzany o elementy autyzmu. A to oznacza, że wcale niekoniecznie Twoja córcia ma przeżywać to samo. Mój Miś da sobie radę, jestem tego pewna, bowiem ma rodziców, którzy Go kochają ponad wszystko i będą pomagać i ZAWSZE będą stać po Jego stronie. On wie, że może liczyć na nasze wsparcie bezwarunkowe, bez żadnych pytań typu - a może była w tym jakaś Twoja wina? Tak, jak Ania. I wiecie co? Wcale tego nie wykorzystuje, czym straszyła mnie moja mama...Dziękuję moje kochane za wsparcie, bo wydawało mi się, że coś jest ze mną nie tak jak trzeba. Teraz już wiem, że moje myślenie nie jest wołaniem w pustkę. Tym bardziej sądzę, że coś powinno się zrobić. Tylko jak się do tego zabrać? Czy ktoś wie? Może coś w stylu "Rodzić po ludzku"? Jak to się zaczęło? Gosia
        • Gość: Mela Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 13:24
          Bosusiu,Według mnie, nauka w domu tylko w wyjątkowych przypadkach jest lepsza od nauki w szkole.Jakie są te wyjątki? Barrrdzo duża rodzina, zaspakajająca potrzebę więzów społecznych, tych przyjaźni, koalicji i kłótni pomiędzy dziećmi. Pamiętacie to ze szkoły ? :love:Po drugie - rodzice, którym się chce i chce i jeszcze raz chce zawsze, kazdego dnia niezaleznie od samopoczucia. I kórzy mają naprawe szerokie zainteresowania i czas na ich uzupełniane ( kiedy???) Poza tym wydaje mi się, ze na takiej formie nauki zyskuje młodsze rodzeństwo - starające się dogonić ukochanego brata czy siostrę, a "traci" starsze, z czasem jak dołączaja kolejne dzieci i najstarsze przejmują trochę funkcji opiekuńczych od rodziców. A w szkole każde na równych zasadach ma czas poczuć się dzieckiem. A gdzie te przerwy z czasem na zabawę, wycieczki, biblioteka z ukochaną panią bibliotekarką, zabawy zespołowe na w-f :hap: I nauka rywalizacji z równymi sobie, czy znalezienia swojego miejsca w grupie.Dom, to dom, chociaż też znajdujemy i czas na mikroskop i na ksiązki,ale widze, ile satysfakcji sprawia córce zrobienie z koleżankami w grupie albumu o Polsce, który inni ogladają z zainteresowaniem, czy poprowadzenie lekcji o swoich ulubionych kotach, tak, ze dzieci siedzą zasłuchane przez 45 minut (w jej szkole uczniowie już od pierwszej klasy raz w roku moga poprowadzić lekcje dla kolegów - widzą jaka to trudna sztuka odpowiednio się przygotowac i utrzymac uwagę kolegów, jest szansa że mniej dokuczają nauczycielowi ;) )Ja bym nie zabrała swoich dzieci ze szkoły i wyjechała na samotną wyspę. Sama byłam "zabranym" dzieckiem, przypłaciłam to wysokim IQ ;) i problemami z adaptacją w grupie. Dobra szkoła jest naprawdę fajna :love: Warto się zaangażować w jej funkcjonowanie. To procentuje.
          • Gość: KvM Re: Co "HS" do Meli IP: *.* 03.09.02, 16:41
            Mela! A skąd Ty to wiesz (te negatywy HS)? Przecierznie ma żadnego problemu aby dzieci chodziły na grupowe zajecia dodatkowe (choćby sportowe). Uczyły się w kilka osób codziennie w innym domu (to b. trudne, ale jest do zorganizowania!) i miały dość interesujacych przeżyć społecznych, bez wszystkich wad nawet najlepszej szkoły tradycyjnej.
            • Gość: sawlb Re: Co "HS" do Meli IP: *.* 03.09.02, 17:01
              To tez sie zgadza. Wiekszosc HS rodzicow tak robi.My narazie tylko stawiamy pierwsze kroki na dodatkowych zajeciach,ale badamy grunt co dzieci zainteresuje bo przeciez nie kazde dziecko bedzie mialo zamilowanie do baletu czy gry na skrzypcach.
          • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 16:55
            Melu ja zdaje sobie sprawe,ze to nie dla wszystkich .Dokladnie z tych powodow ,ktore wymienilas.Ale tez zdaje sobie sprawe,ze wszelkie zmiany zaczynaja sie od takich wlasnie alternatyw. Kiedys myslalam,ze szkoly prywatne to nie tedy droga bo,pomijajac inne argumenty, jest to owszem rozwiazanie ale dla wybranych-Ci,ktorych stac zabiora dzieci ze szkoly panstwowej, ci, ktorych nie stac-nie zabiora bo ich nie stac . Teraz dochodze do wniosku,ze jednak dobrze,ze kogos stac i moze swoje dziecko zabrac bo sklania to do myslenia szkoly panstwowe wlasnie-rosnie konkurencka-poziom tak czy inaczej musi sie poprawic-i to nie tylko poziom intelektualny a rowniez zw z traktowaniem ucznia czyli korzystaja na tym I inne dzieci./Moze jeszcze powinno ie ograniczyc ilosc miejsc w szkolach a jednoczesnie odliczac od pensji nauczycielowi w momencie gdy dziecko rezygnuje z jego `uslug`. Podobne `zagrozenie` stwarza opcja homeschooling.Oczywiscie nie wszyscy moga i beda chcieli zabrac dzieci ze szkoly i uczyc je w domu,ale wielu (i coraz wiecej) rodzicow to robi i pojawia sie dylemat wsrod oswiatowcow- co zrobic by zatrzymac dzieci w szkole a ,co za tym idzie, zapewnic prace nauczycielom. Z drugiej strony, pomimo kuszacych ofert finansowych, coraz mniej ludzi chce pracowac w oswiacie I zmagac sie z dekadencka mlodzieza (czyzby rodzice maczali w tym palce?)To ile sie zyskuje a ile traci w ostatecznym rozrachunku chodzac lub nie chodzac do szkoly to juz osobny temat. Moi znajomi posylajacy corke do szkoly w Londynie obecnie zalamuja rece poniewaz wyplenienie zlych nawykow[naprawde zlych] u dziecka zajmuje im znacznie wiecej czasu niz te pare godzin ktore mala spedza w szkole. A jest to jedna z lepszych szkol londynskich- celowo przeprowadzili sie do tej dzielnicy.Wszkolach prywatnych sytuacja wyglada lepiej ale niewiele lepiej.Zwazywszy, ze tak naprawde w konfiguracji 1:1 dziecko dziecko potrzebuje znacznie mniej czasu na przyswojenie sobie wiadomosci niz te 5-6 godzin dziennie [przecietnie sa to 2-3 godz]….reszta moze zostac wykorzystana w inny tworczy sposobMasz tez racje,ze mlodsze dzieci uczone w szkole wiele korzystaja,ale wiesz co mnie najbardziej mobilizowalo do pracy tworczej? Udzielanie korepetycji. Czyli wyglada na to,ze korzysc jest obustronna I powiem Ci,ze jest choc trudno 5latke posadzac o prace dydaktyczna .;)Poza tym w szkole dzieci tez sie rozwijaja na poziomie swojego wieku [rowiesnicy]-reszte inspiruja nauczyciele[a w domu-rodzice].To taki skrot myslowy Naprawde to szeroki temat a ja sie musze streszczac.LNie wiem jak sobie wyobrazasz dokladnie nauke w domu ,ale przypuszczam,ze zdziwilabys sie jak bardzo naturalna jest to rzecza wiec tu znowu problem potrzeby oddzielenia domu od szkoly nie istnieje.Dla mnie w latach szkolnych raczej istnial inny dylemat-jak zostawic szkole w szkole w sytuacji gdy czasem odrabianie lekcji przeciagalo sie do 1-2 giej w nocy brrrrrrrrr.Niedawno kupilismy mikroskop elektroniczny[polaczony z komputerem]. Biologia nigdy specjalnie nie byla moja pasja (patrz post Adzi. ;) ) .najbardziej pamietam pania w liceum,ktora najwiekszy nacisk kladla na spineczki we wlosach (zeby nam sie oczka nie psuly.;)-jesli ktos nie mial to podpinala swoimi,ktore zawsze trzymala na skladzie. Pamietam tez oszklona szafe z roznorodnymi preparatami 9wyflaczona zaba itp) na przeciwko ktorej siedzialam I pozniej nie moglam przelknac kanapki na przerwie .;)A test pisalismy w ten sposob,.ze z roku na rok przechodzily takie sciagi: acbdbabddccacabbdabcWiekszosc uczyla sie tego na pamiec I pozniej wpisywala.:eek:Wiem wiem…nie bylam uczciwa.L. No po prostu nie moglam sie oprzec pokusie wiedzac, ze w domu I tak mnie czeka kupa lekcji do zrobienia a tu jeszcze ta biologia,ktorej I tak na maturze zdawac nie bede.Tyle moich wspomnien. Jednym slowem tak naprawde min 2 godziny tygodniowo szlo na straty.A tymczasem….. jeden glupi mikroskop I zrobil furore- progenitura dostarcza mi tyle `preparatow`ze nie nadazamy z ogladaniem. Ollie bez leku bierze w lapki szczypawki ,wklada do pudelka I przynosi zeby poogladac na ekranie,zrobic zdjecia ,show z podkladem muzycznym itp. Uwiecznilam pare egzemlarzy I zapraszam do podziwiania.http://community.webshots.com/album/47706938NwMwFHMoze nic wielkiego ale dzieciaki naprawde maja frajde-najwazniejsze,ze chca.Na kazdaroslinke teraz patrza analityvcznym okiem. Biedne moje kwiatki na grzadce.LZlozone na oltarzu nauki.JZa tydzien przyjezdza znajoma z Francji z 3-letnia coreczka.Beda u nas ok miesiaca Ja odkurze troche francuski . Dzieci sie osluchaja. I jej mala tez skorzysta. Samo zycie.JAle ja wiem, ze nie zawsze mozna, nie zawsze sie chce czy ma alternatywe. Moim zdaniem jednak dobrze jest miec tych alternatyw mozliwie najwiecej.Bo zaakceptowac taki czy inny stan da sie I owszem, ale w imie czego???Ja mysle, ze Gosi wlasnie o te wybory chodzilo[czy tak Gosiu?]Ty mialas szczescie znalezc dobra szkole. Tyle, ze nie wszedzie takie istnieja.A co bedzie jesli wszyscy rodzice przeprowadza sie w Twoja okolice I beda chcieli do tej szkoly wyslac dzieci. Czesne wzrosnie, konkurencja tez [ rowniez na rynku pracy.;) ]Wazne jednak by takich szkol bylo jak najwiecej I to nie tylko prywatnych, nie tylko w W-WIE, nie tylko……….no I dzieci tez sa rozne, maja roznorodne potrzeby…ogolnie mowiac dla kazdego cos dobrego. Uk ma teraz calkiem ciekawy project szkolnictwa ale narazie to tylko project I na nim sie konczy.PSZ programow wprowadzeniowych dla dzieci polecam materialyDorling KindersleyEncyklopedia komputerowa ,ksiazki I kasety video (np My first nature video` My first science` itp-naprawde swietne pomysly I super prezentacja. Dzieci to po prostu pochlaniaja.Podobno dobre sa tez ksiazki Usborne ale jeszcze sie nie wgryzamy w nie wiec nic nie moge powiedziecPSzazdroszcze Twojej corci takiej szkoly.Fajnie,ze ma frajde.:)
            • Gość: KvM Re: Co Do Bogusi prośba IP: *.* 03.09.02, 19:09
              Czy mogłabyś więcej napisać o HS? Jak rozumiem masz jakieś doświadczenia lub kontakt z osobami, które to robią. Nie ukrywam, że temat jest dla mnie b. interesujący, a na razie znam go tylko z teorii (a i to tyle tylko co sam sobie wymyśliłem). Myślę, że zainteresowanych będzie więcej.Chętnie przeczytam teksty dowolnej długości. Wdzięczny będę także za przystępnie napisane teksty (adresy www) (mogą być w j. angielskim) poświęcone zagadnieniu (jeśli znasz coś godnego polecenia).Z góry dziękiKristoVelMefisto
              • Gość: sawlb Re: Co Do Bogusi prośba IP: *.* 03.09.02, 20:22
                Kristo, jest tego cale mnostwo.Ja wlasciwie wglebiam sie w temat stopniowo i na miare potrzeb bo inaczej mozna utonac .;)Jest przede wszystkim kilka stron oficjalnych (np brytyjskich i usa). Sa strony z programami, pomyslami na prowadzenie zajec. Mam tez pare ciekawych artykulow na temat jak sie HS generalnie sprawdza w praktyce itd.Na poczatek :http://www.heas.org.uk/index2.htmhttp://www.home-education.org.uk/http://www.education-otherwise.org/http://www.education-otherwise.org/Links/Resources-Qualifications/PrimRes.htmhttp://www.homeschoolyellowpages.com/http://www.life.ca/hs/troche linkow na naszej stronie:http://umamy.homestead.com/homeschoolinks.htmlJestem tez na paru listach dyskusyjnych. Brytyjska:http://groups.yahoo.com/group/eo/oIo napisała/ł:> Czy mogłabyś więcej napisać o HS? Pod jakim kontem ?Od strony praktycznej? Jesli chodzi o prawna to bardzo mozliwe,ze dziala to w roznych krajach na roznychz asadach. Tu np nie trzeba miec fachowych kwalifikacji a w Usa zalezy to od stanu. W uk nie zdaje sie egzaminow i nie trzeba nikomu zglaszac,ze sie uczy w domu chyba,ze dziecko bylo wczesniej w szkole i zostalo wycofane. Wtedy ,o dziwo, troche wiecej z tym zachodu. Z tego co czytam w niezaleznych zrodlach dzieciaki sobie bardzo dobrze radza. Wszystkie zarzuty jakie swego czasu kierowano w strone HS okazaly sie nieprawdziwe z socjalizacja na pierwszym miejscu .;)Ale moze pogrzebie i przytocze jakies zrodla dla uwiarygodnienia. Wysle na priv ok?
                • Gość: KvM Re: Co Do Bogusi prośba IP: *.* 03.09.02, 20:31
                  hodzi mi o stronę praktyczną jak najbardziej. Na priv może być (jeśli uważasz, że tak lepiej), ale myślę, że znajdzie się więcej chętnych na te informacje.Dzięki wielkie!
                  • Gość: sawlb Re: HS-life;) do KvM i zainteresowanych IP: *.* 04.09.02, 20:21
                    Juz chyba gdzies pisalam na forum na temat tych naszych `metod` ale jakos nie moge znalezc tego watku. Wlasciwie sposob `prowadzenia zajec` zalezy od wielu rzeczy: indywidulanych potrzeb dziecka, tego czy HS jest tylko opcja tymczasowo I dziecko pozniej wroci do szkoly,czy bedzie zdawalo egzaminy, w jakim jest wieku itd.Mozna albo korzystac z oficjal;nego programu i kurczowo sie g trzymac (robi to jakies 10 % rodzicow-przewaznie tych,ktorzy prowadza HS tymczasowo bo np sa na wyjezdzie),albo czesciowo zaadoptowac program i dostosowac go do potrzeb dziecka, albo wogole stworzyc wlasny-w necie sa tysiace propozycji wiec i inspiracji nie brak jesli wlasna wyobraznia zawiedzie.Dla takich maluchow jak nasze najczesciej nie prowadzi sie siedzacych,zorganizowanych zajec.Najwiecej czasu I tak spedzamy na zewnatrz. Lazimy po okolicy albo wybieramy sie gdzies w konkretne miejsce (plaza,ogrod botaniczny,safari park, piknik w plenerze czy np zakupy I inne przyziemne sprawy w czasie ktorych dzieci przeciez tez sie ucza) W supermarkecie liczymy co sie da I rozpoznajemy literki, poznajemy rozne produkty,warzywa I owoce itp itd- starsze dzieciaki moga kalkulowac ile rzeczy uda im sie kupic za okreslona sume np., Zwykle na taka wyprawe zabieralam jedno naraz zeby bylo latwiej I przy okazji zakupy moglam tez zrobic .;)Oczywiscie bez przesady-nie mozna tego robic non-stop i na sile ale przewaznie to i tak jest swietna metoda zainteresowania dziecka by sie nie nudzilo w tym czasie i nie biegalo miedzy regalami.Poza tym ich rewir to ogrod- sadzenie I rozne zabiegi pielegnacyjne, karmienie krolika I reszty inwentarza,zbieranie jajek …I najzwyklejsza dziecinna zabawa. Ostatnio np przygotowaly przedstawienie ,rozdaly nam bilety ,siedzielismy I ogladalismy sobie teatrzyk w plenerze .;)Balet, chorek,orkiestra,pantomima I wogole.;)Wlaczaja sie w to co robimy. Matt juz sie nie moze doczekac kiedy zabierze je na takie prawdziwe wedkowanie I nauczy strzelac do celu.:gun:A w domu najzwyklejsze dziecinne atrakcje-robotki, plastelina, rysowanie ,malowanie wszelkimi mozliwymi technikami(palcem ,gabka,zakraplaczem, slomka,piorkiem I czym sie da), stemple z kartofla, listkow, wycinanki, wydzieranki,collage…za duzo zeby wymieniac.Poza tym korzystamy z komputera (rozne zasoby,encyklopedia DK,rozbieranie zaby online,kolorowanki,matematyka I alfabet itp itd), kaset video[programy edukacyjne], mikroskopu,puzzli,plakatow,ksiazek,zabawek ,smieci i tego co znajdziemy np na spacerach.Kazdy spacer czy najzwyklejsza czynnosc codzienna to wlasciwie przyczynek do nauki-byle nie na sile.Narazie takie rzeczy jak zajecia poza domem nie sa punktem stalym-chcemy po prostu by poprobowaly wielu roznych dziedzin I same wybraly to co je zainteresuje. Zauwazylismy tez, ze maja sluch ale narazie uznalismy, ze na wybor instrumentu za wczesnie.Ponoc powinno sie to robic ok 8go r z biorac pod uwage indywidualne cechy dziecka[psycho-fizyczne(anatomiczne)]plus jego preferencje..ponoc najlepiej w swoim czasie zabrac dziecko do duzego sklepu muzycznego I posiedziec tam ze 3 godz pozwalajac mu przymierzyc sie do roznych instrumentow. Gorzej gdy wybierze jakis nietypowy I pozniej trudno bedzie znalezc mistrza .;), ale zawsze mozna probowac muzycznej edukacji online.Poki co pozostaje nam rodzinny chorek, komputerowe kareoki,osluchanie sie z muzyka I radosna tworczosc na instrumentach domowej roboty.;)Probowalismy przez jakis czas pracowac z podrecznikami dla 5latkow ale powiem szczerze, ze nie bylo to atrakcyjne ani dla Glorii ani dla nas. Po 10 min wszyscy mieli dosc a ten sam efekt mozna bylo osiagnac zupelnie inna droga.Moze kiedys do nich wrocimy zeby np zrobic powtorke.Wiem jedno-jesli dziecko ma ochote np malowac czy pisac literki to potrafi sie skupic nawet I pare godzin. Glorii czasem nie mozna oderwac od rysowania I zagonic do lozka bo ma np wene tworcza.;)Jesli natomiast nie ma nastroju to prozno kruszyc kopie. Tyle o nas i jeszcze znalazlam taka przekrojowa wypowiedz na temat roznorodnych sposobow prowadzenia zajec w zaleznosci od sytuacji. tam na dole strony sa linki-rozni ludzie mowia o tym jak to sobie organizuja.http://www.geocities.com/Heartland/Lake/3262/heglimpses.htmJesli moge w czyms jeszcze pomoc-sluze
        • Gość: Justyna1212 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 13:47
          Wiesz, Gosiu, łzy napłynęły mi do oczy, gdy przeczytałam Twoje słowa. Chciałabym, aby wszyscy rodzice tak kochali swoje dzieci. Jesteś fajną kobitką!
    • Gość: 220571 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 21:19
      A myślałam, że to ja tylko tak emocjonalnie podchodzędo sprawy szkoły. A tu niespodzianka!Najpierw trzeba ZREFORMOWAĆ PORZĄDNIE obecnąszkołę, a dopiero potem myśleć o obniżaniu wieku szkolnego (chociażi tak jestem temu przeciwna). Jaki sens ma wciąganie dzieci w takie bagno jakom jest obecnie szkoła? Nauczyciele nie radzą sobie z dziećmi. Programy przeładowane. Dzieciom uczyć się nie chce, a rodzice w wielu przypadkach mają to gdzieś. NIE ZGADZAM SIĘ, ŻEBY DO TAKIEJ SZKOŁY MOJE DZIECKO MUSIAŁO CHODZIĆ I TO JESZCZE W WIEKU 5 LAT!!!Tak się zastanawiam, czy da się coś zrobić? Może wysyłać maile? Tylko do kogo? A może do wszystkich (prezydent, prezydentowa, posłowie, minister edukacji)?Mama mojego męża uczy w klasach 30-to osobowych. Wiecie dlaczego? Bo jak klasa liczy mniej niż 30 osób to gmina NIE SFINENSUJE TAKIEJ KLASY. Po co więc wpychać do szkoły więcej dzieci? Żeby się więcej męczyło? Horror!!!Może faktycznie coś powinnyśmy zrobić? Nie wiadomo, czy się uda. Ale jeśli nie zrobimy nic, to wtedy na pewno się nam nie uda.Pozdrawiam :hello: i czekam na pomysły
    • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 03.09.02, 23:08
      Mój Kubuś poszedł dziś pierwszy raz do zerówki.... ojej jak ja się bałam - przeszliśmy dwa nieudane podejścia do przedszkola. Bałam się jak to będzie ... usiłowałam mu tłumaczyć,że trzeba iść ..a On tak strasznie nie chciał. Kiedy Pani zabierała dzieci na górę do sali widziałam w jego oczach łezki - oczy prosiły - mamusiu chodź ze mną ... sama mało się nie rozpłakałam :-(Poszłam po niego o 12-tej i niby wszystko było okej ...ale potem prosił,zeby jutro go odebrać wcześniej ..brr...Ja pamiętam jak sama poszłam do zerówki - pamiętam,ze świetnie się tam bawiłam - bo to byłe jeszcze przedewszystkim zabawa ..a teraz???? Pani mówiła nam,że mieli tak dużo zajęć , że zabrakło im czasu na zabawę i jeszcze się z tego cieszyła ... Kurcze przecież to są dzieci !!!Kubuś jest wyjątkowym dzieckiem i to nie zawsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu .... jest indywidualistą i nie lubi sztywnych zasad, nie lubi robić czegoś co musi. Staramy się go przełamac ..ale boję się co będzie jak nie będzie chciał robić tego co Pani karze ....uh.Co tu dużo gadac mam rozwydrzone i rozpieszczone dziecko ( zasługa min. dziadków )Nie wiem teraz czy szkołą go trochę utemperuje ... czy tez jego energia ( której ma nadmiar ) będzie go rozsadzać - ze złości ..A może będzie dobrze ...sama nie wiem.Swoją drogą zastanawiam się jak to jest : Kubuś umie liczyć i zna wszystkie literki - i nie jest to wynikiem tego wstretnego "wyścigu szcurów" On się tego sam nauczył ... bo chciał zupełnie spontanicznie - boję się,ze nie będzie miał ochoty kiedy będzie się uczył bo musi a nie bo chce ....chyba trochę naplątałam ale jestem strasznie zmęczona po tym pierwszym dniu szkoły ..organizacja żadna - dziś dopiero pani powiedziała co mamy kupić dzieciom i właśnie wróciłam z zakupów ...padam na pyszczek.pozdrawiam wszystkich rodziców zerówkowiczów i pierwszoklasistów - oby wasze dzieciaczki jak najłagodniej przeszły te poczatki.ide spacwioleta
    • Gość: maminka Do Gosi 1 IP: *.* 04.09.02, 11:07
      Ja idę!!!Z uwagą przeczytałam twoj mądry post. Ja tez bylam pełna obaw, gdyz moja corka rowniez miała problemy emocjonalne. Po przejsciach z "nawiedzoną" panią mgr z przedszkola, bałam sie szkoły ogromnie. I co ? Wyobraź sobie, że są szkoły, nauczyciele, którzy traktują pierwszą klasę na luzie. Program, programem, a wszystko i tak zalezy od ludzi, ktorzy go realizują i mozna zapewnić max komfortu psychicznego dzieciom, na wyścig szczurów przyjdzie jeszcze czas. Głowa do gory! Może i Wam się uda. A nadwrazliwy dzieciak i tak ma w zyciu "pod gorkę", chocby nie wiem jak był mądry.Napisz, jak minał kolejny dzień w szkole.
    • Gość: Hermiona A teraz z innej beczki - dla wytrwałych czytaczy IP: *.* 04.09.02, 11:42
      Hej! Nie chcę dołączać się do dyskusji na temat HS czy stanu polskiej szkoły, bo napisaliście już chyba wszystko i tylko bym po Was powtarzała, ale chciałabym powiedzieć o czymś innym. Nie bądźmy tacy szybcy w ocenianiu " W Polsce to szkoły są do niczego, nudne, niczego nie uczą itd., a gdzie indziej, w krajach "cywilizowanych", to dopiero dzieci mają dobrze..." W szkole średniej wyjechałam z rodzicami na rok do Stanów i chodziłam do ostatniej klasy całkiem porządnej high school. Był to najnudniejszy rok w całej mojej "karierze" szkolnej. Pozwólcie, że opiszę Wam, jak wyglądała nauka.1. Codziennie te same przedmioty, w tej samej kolejności - owszem, można je samemu wybrać, ale nie tak, że nauka polega głównie na lekcjach baletu czy tenisa - żeby móc potem dalej się uczyć należy wybrać pewne przedmioty obowiązkowe, na odpowiednim poziomie (np. zaawansowana matematyka - głównie rachunek różniczkowy, zaawansowany angielski, historia Stanów, coś w rodzaju propedeutyki nauki o społeczeństwie, czyli przegląd amerykańskiej biurokracji). Mój wybór był taki : matematyka zaawans., takiż angielski, biologia, chemia, łacina i historia świata - ta już na normalnym poziomie, bo innej nie było.2.I co się okazało:- matematyka polegała wyłącznie na rozwiązywaniu zadań - na lekcji często przy tablicy albo samemu w zeszycie; w domu musiałam robić codziennie po kilkadziesiąt zadań - i to nie żadnych "na myślenie", tylko zwykłych działań; co jakiś czas (dość często) były testy, które też polegały na rozwiązywaniu zadań)-angielski - czyli literatura i gramatyka - codziennie w domu trzeba było przeczytać jeden czy dwa rozdziały lektury, a następnego dnia na lekcji był z tego sprawdzian (czy rzeczywiście czytaliśmy), potem takie ogólne omawianie tego, co w nim napisaliśmy; czasem na lekcji pisaliśmy na brudno wypracowanie, żeby w domu je dokończyć. Nie było w ogóle czegoś takiego jak dyskusja na temat tego, co przeczytaliśmy; jeśli mieliśmy się wypowiadać, to trzeba było wyjść na środek, na tę "mównicę" nauczyciela i powiedzieć - ale na zadany temat. Gramatyka - zdania do uzupełniania i testy.-biologia - z tej byłam zadowolona - prowadziła ją starsza pani o młodym umyśle; mieliśmy zajęcia w laboratorium (krojenie dżdżownicy olbrzymki czy szczura), pani ciekawie mówiła, ale podstawą były znów testy;-chemia- fatalna - codziennie test i jakieś bla bla na lekcji - o wszystkim i o niczym;-łacina - było zabawnie - nauczycielka czytała po łacinie jak po angielsku, a kiedy kazała mi przeczytać fragment tekstu, to patrzyła jak na wariatkę - co ja czytam???? Największą atrakcją było klejenie rzymskiego żołnierza z papieru (tak, tak, lekcja w klasie maturalnej) albo robienie kartek świątecznych z łacińskim napisem. Z tego, co wiem, lekcje innych języków obcych nie wyglądały lepiej - osoby, z którymi rozmawiałam, przyznawały, że będąc za granicą nie umiały prawie nic powiedzieć, a jeszcze mniej rozumiały;-historia świata - komedia - wiem, że Amerykanom nie jest do szczęścia potrzebna, ale wyglądała tak: w domu rozdział książki do przeczytania - "do przodu", następnego dnia na początku lekcji test z tego, przez resztę lekcji omawianie testu. I tak codziennie.Dzień w dzień musiałam nosić do szkoły 3 książki wielkości encyklopedii. Owszem, w szkole były te słynne szafki, ale przerwy, oprócz jednej długiej na lunch, miały po 5 minut, a szkoła była duża, więc żeby wyciągnąć książkę przed kolejną lekcją, trzeba było biec do szafki, a potem tak samo szybko pędzić do sali - spóźnialscy byli karani!W amerykańskich szkołach nie ma zwyczaju noszenia plecaków - na ramieniu ma się torebkę - w sam raz na długopis, gumę do żucia czy drobne, a książki + grubaśny segregator (jest wymagany - żeby można było wyciągać kartki - do wszystkich przedmiotów jeden, ale naprawdę ciężki i duży) nosi się w ręku.Być może w szkole podstawowej dzieci miały ciekawsze zajęcia, ale moja siostra, chodząca wtedy do czegoś w rodzaju gimnazjum, uczyła się w podobny sposób, jak ja.Nauczyciele z pewnością zarabiali tam lepiej, niż w Polsce, byli bardziej szanowani, a jednak nie chciało im się wychodzić poza schemat test-odpytywanie. A może nie mogli? Nie wiem. Może taki sposób nauczania mieli "odgórnie" narzucony?Więc od kogo zależy jakość nauczania?....U nas w modzie jest narzekać na wszystko, mówiąc "a bo w Polsce to się nikomu nie chce, bo rząd taki czy owaki...".Oczywiście, polska szkoła nie jest na dobrym poziomie, często uczą w niej przypadkowi ludzie, można by tak pisac, pisać i pisać - sama też narzekam, bo z różnymi "kwiatkami" się miałam okazję spotkać w szkole mojej córki. Chętnie posłałabym ją do szkoły prywatnej, ale na razie mnie na to nie stać (ale do gimnazjum prywatnego to już na pewno). Jednak nie narzekajmy na wszystko " z rozpędu". Na pewno są na świecie kraje, gdzie szkolnictwo "ma ręce i nogi", ale wiele jest również takich, gdzie nauka wcale nie wygląda lepiej, niż u nas, mimo, że przeznacza się na nią dużo pieniędzy.Przepraszam za ten niesamowicie długi post - czy w ogóle ktoś da radę go przeczytać?...:hello: Monika
      • Gość: sawlb Re: A teraz z innej beczki - dla wytrwałych czytaczy IP: *.* 04.09.02, 12:17
        zgadzam sie Moniko. Przeciez gdyby bylo tak dobrze to Hs nie rozwijalby sie w tych krajach w takim tempie. Jeszcze niedawno glownym powodem uczenia dzieci w domu byla niska moralnosc w szkolach W tej chwili na plan pierwszy w sondazach wychodzi niski poziom edukacji, nudne zajecia itp.Dlatego ludzie szukaja innego rozwiazania.
      • Gość: w Re: A teraz z innej beczki - dla wytrwałych czytaczy IP: *.* 04.09.02, 15:11
        Hermiona, wlasnie to samo mialam napisac, ale nie wtracalam sie do dyskusji, bo zostalabym zakrzyczana, co ja tam moge wiedziec o polskim szkolnictwie jak siedze w Kanadzie. Nauczanie tutaj wyglada podobnie jak w USA. Sa tutaj szkoly publiczne i katolickie. W katolickich jest ponoc nizszy poziom nauczania (to opinia rodzicow, ktorzy posylaja dzieci do szkoly publicznej), natomiast w szkolach publicznych nauczyciele strakuja 3 razy do roku i czasem przerwa w nauce z tej okazji wynosi kilka tygodni. A zarabiaja naprawde dobre pieniadze i bardzo wczesnie ida na emeryture (jak sie nie myle to juz chyba od 50-siatki).Homeshooling jest tutaj oficjalny ale nikogo nie spotkalam ktoby sam uczyl dzieci.Pozdrowienia
      • Gość: goniak Re: A teraz z innej beczki - dla wytrwałych czytaczy IP: *.* 04.09.02, 20:56
        Droga HermionoTwój post, jak zwykle, z gatunku bardzo interesujących. Znam osoby, które po pobycie w Stanach widzą plusy w naszym systemie edukacyjnym.Wiele zależy od ludzi. Moja córka uczęszczała do doskonałego państwowego przedszkola, gdzie liczyło się dziecko i jego świat. Panie były bardzo zaangażowane, ale niemniej też rodzice. Nowe pomysły, pomoc w organizowaniu imprez, wycieczek o charakterze edukacyjnym (np. po zakładach pracy rodziców). Z żalem zegnaliśmy ten etap w naszym życiu. Mała rozpoczęła zerówkę w szkole społecznej - i tu też widać niewyrachowane i nie sądzę, aby szczególnie intratnie opłacane podejście nauczycieli. I teraz po dwóch latach nie żałuję decyzji, którą podejmowaliśmy z wielkimi obawami co do "potencjalnego zmanierowania" dzieciaka. Ale i w tej szkole widać wsparcie, zaangażowanie i wpływ rodziców (pozytywny) na to co dzieje sie w szkole.Dzieciątka moich sióstr chodzą do zwykłych szkół, tam gdzie rodzicom się chce dzieje się lepiej niż tam, gdzie trudno kogoś wziać z łapanki do trójki klasowej.A w końcu dzieci często spędzają w szkole wiecej czasu niż w domu.PozdrawiamGosia PoznaniankaPS. Przy naszej szkole też jest gimnazjum.
    • Gość: ez Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 04.09.02, 12:50
      Ja kończyłam zastosowania matematyki no i kiedyś nieświadoma niczego wpakowałam się w naukę w klasie autorskiej eksperymentalnie uczyłam matematyki stosowanej w życiu na przykładach kredytów, PIT-ów, historyjek. Bawiłam się przednio mam nadzieje że moi uczniowie też ale cierpiałam, że mam do dyspozycji tylko jeden komputer że jestem ograniczona tylko 2 godziny w tygodniu itd. Nie jestem nauczycielem nie znam psychologii itd. uczyłam po prostu życia. Moi uczniowie żałowali, że muszą sie uczyć na większości lekcji teorii a nie praktyki, ale z drugiej strony pewnie po mojej nauce daliby sobie radę w życiu ale nie zdaliby bezdusznej matury z tysiącami podpunktów.To tylko takie refleksje...
    • Gość: ewabr Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 04.09.02, 15:02
      Dziękuję. Wyraziłaś wszystko to co ja chowam gdzieś w głębi serca. Tak samo uważam, że "życie jest po to aby je przeżyć a nie gnać bez tchu". Biorę nawet pod uwagę przeprowadzenie się za kilka lat (mój syn ma narazie półtora roku)...na wieś gdzieś daleko od wielkich miast, gdzieś, gdzie dzieci po szkole mogą przebywać wśród przyrody, na powietrzu, gdzieś gdzie jest sobie jakaś mała szkółka, z małymi klasami, bez zadęcia, bez 5 języków obcych itp itd. Wiem - to też ma swoje wady - ale trzeba umieć dokonać wyboru. Nie można mieć wszystkiego.Siedzę w pracy z panią, która swojego synka zapisała do prywatnej szkoły podstawowej gdy miał 3 lata. Teraz dzieciak w tej szkole ma 3 języki, zajęcia szkolne i dodatkowe do 17. A potem niania wiezie go na basen, judo i do 20 jest spokój. Mama wraca z pracy o 20 o 21 dzieciak idzie spać i ma go z głowy. Dziecko wspaniale się rozwija - jest bardzo inteligentny, umie się porozumiewać z obcokrajowcami i obsługiwać PC i Maca... ale czy ktoś kiedyś nauczy go rzeczy najtrudniejszej...jak kochać, jak być z drugim człowiekiem, jak wybaczać, jak się poświęcić dla drugiego, jak szanować siebie i innych bez względu na to co umieją, co wiedzą i co mają napisane na wizytówce...To takie moje przemyslenia...nie wiem czy na temat czy nie na temat...ale zawsze. Trzeymaj się i trzymam kciuki z Krzyśia
    • Gość: Magda72 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 04.09.02, 21:19
      Masz rację,
    • Gość: danuska Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 05.09.02, 10:14
      Szkola to nie tylko nauka abecadla. Dzieci ucza sie obcowania z innymi dziecmi, rywalizacji, szacunku do drugiego itp. To przygotowanie do zycia. Jezeli stworzymy dla dziecka warunki "szklarniane" to szansa jest duza ze pozniej nie potrzfi sie odnalezc w spoleczenstwie. Problemow nie mozna rozwinac ucieczka na bezludna wyspe. Ja tez bym chciala, ale niestety zycie jest zyciem...Dziecka trzeba nauczyc rozwiazywania problemow a nie ucieczki od nich. Kazdy sie boi. Trzeba znalezc metode aby ten strach przezwyciezyc.Jezeli dziecko przebywa od najmlodszych lat w gronie rowiesnikow to stopniowo aklimatyzuje sie do bycia poza domem. Zna nie tylko mame ale i inne mamy i dzidzie...Jestem za tym zeby dzieci uczyc od najmlodszych lat. Problemem jest definicja "nauki". Dla mnie nauka jest tez zabawa, bieganie po boisku, wrzucanie maminych butow do ubikacji i patrzenie czy statki plywaja...Ale i nauka czytania, malowanie itp.Szkolnictwo w Polsce nie jest idealne. Czas by byl aby je zmienic. Moze pare artykulow w Dziecku? (Wiem ze to utopia, ale moze...)Danuska
      • Gość: 220571 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 05.09.02, 21:50
        mama Abigail napisała/ł:> Szkola to nie tylko nauka abecadla. Dzieci ucza sie obcowania z innymi dziecmi, rywalizacji, szacunku do drugiego itp. To przygotowanie do zycia.A mnie się wydaje, że szkoła właśnie uczy tylko abecadła. No i może jeszcze rywalizacji. A reszta (z tego co zacytowałam) to pobożne życzenia niestety :(. Szkoła tego nie robi, bo nauczyciele nie mają czasu, lub ochoty. Nie są w stanie "zapanować" nad 30-osobową klasą. W jaki sposób niby mają do kżdego podejść indywidualnie, jak przecież jeszcze trzeba realizować program? Szkoła nie uczy wrażliwości na drugiego człowieka, szkoła niszczy indywidualizm (wszystkich mierzy się jedną miarką). Jeśli w klasie znajdzie się jeden zdolny, to nauczyciel się nim jakoś zajmie próbując nie zaniedbać reszty.A co do rywalizacji. Nikomu to na dobre nie wychodzi. Trzeba uczyć współpracy. Trzeba uczyć szcunku dla cudzej odmienności (także uzdolnień i możliwości). Od rywalizacji już tylko mały kroczek do wartościowania (ja lepszy, ty gorszy) i poczucia winy (ja gorszy, on lepszy). Z nadzieją, że wszystko się zmieni zanim moje dziewczyny pójdą do szkoły :lol:...Pozdrawiam :hello:
        • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 07.09.02, 07:21
          > > A mnie się wydaje, że szkoła właśnie uczy tylko abecadła. No i może jeszcze rywalizacji. A reszta (z tego co zacytowałam) to pobożne życzenia niestety :(.Mylisz się.Uczy wielu innych rzeczy a co do rywalizacji to jeśli chodzi o naukę to uważam,zę to bardzo dobrze - bo nasze dzieci kiedyś pójdą do pracy a tam się zacznie walka a nie rywalizacja.Szkoła tego nie robi, bo nauczyciele nie mają czasu, lub ochoty. Nie są w stanie "zapanować" nad 30-osobową klasą.Zalezy jacy nauczyciele ...ja znam takich którym się chce .. no cóż może znam same wyjątki ???W jaki sposób niby mają do kżdego podejść indywidualnie, jak przecież jeszcze trzeba realizować program?Z tym się zgadzam. Ale to nie wina nauczycieli tylko programu. A program ten obowiązuje i w szkole i w HS by też obowiązywała .. bo przeciez egzaminy wstępne na uczelnie np. Nie były by organizowane osobno dla absolwentów szkól i osobno dla tych co doszli do matury drogą HS - a tak na marginesie matura chyba tez by była na takim samym poziomie .. nie?Szkoła nie uczy wrażliwości na drugiego człowieka, szkoła niszczy indywidualizm (wszystkich mierzy się jedną miarką).Tak to dlaczego jak któraś z dziewczyn pisała - w szkole zorganizowano pogadankę na temat cukrzycy - bo jedno z dzieci jest chore. Czy takie zajęcia nie uczą wrażliwości?Jeśli w klasie znajdzie się jeden zdolny, to nauczyciel się nim jakoś zajmie próbując nie zaniedbać reszty.Ja z opowiedań koleżanki nauczycielki wiem, że dla zdolniejszych dzieci organizuje się zajęcia dodatkowe A co do rywalizacji. Nikomu to na dobre nie wychodzi. Trzeba uczyć współpracy. Trzeba uczyć szcunku dla cudzej odmienności (także uzdolnień i możliwości). Zgadzam sę - jak piękny byłby świat gdyby tak było i gdyby to było przeniesione później do pracy. Niestety życie uczy nas pędu za kasa , stanowiskiem i karierą ... i to niezależnie od tego czy szacunku nauczyliśmy się w szkole czy w domu.A rywalizacji nauczyć się trzeba bo nas później zjedzą "koledzy " z pracy.Od rywalizacji już tylko mały kroczek do wartościowania (ja lepszy, ty gorszy) i poczucia winy (ja gorszy, on lepszy). Jeśli to się skończy douczeniem i poprawianiem swoich kwalifikacji to chyba dobrze wydaje mi się.> Z nadzieją, że wszystko się zmieni zanim moje dziewczyny pójdą do szkoły :lol:...Ja też mam nadzieję, że wtedy wszyscy nauczyciele będą tacy jakich ja pamiętam :lol:buziakiwioleta
    • Gość: as Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 05.09.02, 13:34
      Właśnie wróciłam z trzydniowego urlopu, żeby moje dziecko mogło choć przez trzy dni wracać do mamy po szkole. Idę z Tobą w to miejsce, gdzie dzieci się bawią i uczą (w takiej kolejności), gdzie są bezpieczne i beztroskie. Moja córcia powiedziała mi wczoraj, że to bardzo trudno tak długo siedzieć w jednym miejscu... (chodziło o jedną lekcję)bez komentarza.AS
    • Gość: olaaaa2 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 05.09.02, 21:48
      Moja siostra pracuje w kuratorium i tak:Zgodnie z Konstytucją i ustawami (nie podaję jakimi, bo się na tym nie znam, ale jak ktoś chce to moge dopytać) w Polsce jest obowiązek : - szkolnictwa - (szkoła podstawowa i gimnazjum) i to spoczywa na państwie !!!!- nauki - do 18- go roku życia jest obowiązek nauki, ale on spoczywa na rodzicach/opiekunach - i tu sytuacja wygląda tak, że w biednych, patologicznych itp. rodzinach szkolnictwo dzieci kończy się niestety często na ginazjum.Co do nauczania w domu to nie ma takiej formy w Polsce !!!! i nikt nie wyrazi na to zgody !Jest tylko indywidualny tok nauczania dla dzieci bardzo zdolnych- z danego przedmiotu (lub kilku) jest indywidualny tok, a z pozostałych normalny ! w przypadku dzieci chorych też jest taka forma, nie pamiętam jak to się fachowo nazywa.To tyle co zdołałam zapamiętac z "bełkotu prawniczo-szkolniczego" jesli będziecie chcieli szczegółowych informacji to się dowiem - dajcie znać ola :)
      • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 05.09.02, 22:41
        No tak -kubeł lodowatej wody ,"nie masz nadzieje"!Zupełnie nie wiem jak "skrzyknąć " rodziców nie chcących posyłać dzieci do szkół ,czy wogóle takowi znależliby się w ilości dostatecznej by stworzyć jakąś organizację ,komitet czy stowarzyszenie ? A może własną szkołę założyć ,tyle ,że do takiego projektu też trzeba ludzi o podobnym "światopoglądzie"- jak ich znależć ???????Skąd pieniądze na lokal ?????? Jakie warunki odgórne trzeba spełniać by to zrealizować? Zwłaszcza ,że byłoby to takie zakonspirowane HS .W głowie mi wrze ,niby szkoła Sary jest całkiem ok ,jeśli mierzyć ją miarką polskiego szkolnictwa ,ale zupełnie nie o to chodzi .Mogłabym sobie odpuścić już dywagacje ,poprzestać na posłaniu dziecka do tzw "dobrej" szkoły i ze spokojnym sumieniem wspomagać jego rozwój w zaistniałych warunkach ( w końcu są kraje gdzie jest gorzej ? no nie?) , ale nie potrafię ...Bea
        • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 05.09.02, 23:10
          Bea!Od paru dni chodzi mi po głowie pomysł na rozkręcenie sprawy! Wierzę, że można wiele zdziałać. To jest kwestia zmiany mentalności ludzi przede wszystkim. Do tego potrzebne są media. Wierzę, że redakcja "Dziecka" nam pomoże. Trzeba tylko to jakoś rozsądnie zrobić. Zwarzywszy, że z tego co pisała Bogusia wynika, że na świecie takie rzeczy to nie żadna nowość, są konkretne badania, które ewidentnie stwierdzają, że takie nauczanie nie jest gorsze od tradycyjnego to jest szansa przepchnięcie sprawy. Nie mogę znaleźć tej gazety, ale parę miesięcy temu czytałem bodajrze w Magazynie "Rzeczpospolitej" artykuł o rodzinie, która z problemami, ale jednak to robiła w Polsce. Dlatego twierdziłem, że to możliwe. Może jeszcze gdzie są przepisy z których taka możliwość wynika? Jeśli nie, to lobbujmy, a przede wszystkim uświadamiajmy społeczeństwo, że to też jest droga - dobra co najmniej tak jak tradycyjna. P.S.Dziś poruszyłem ten temat ze znajomą, która od 5 lat mieszka w Angli i ma 3 letniego synka (wyszła za Anglika). Była zaszokowana takim pomysłem - twierdziła, że w Angli jest to całkowicie nielegalne i można za to iść do więzienia. Bogusiu - masz jakieś oficjalne dane?
          • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 09:27
            Wiecie co? A mnie się wydaje, że dyskusja zaczyna być chwilami trochę absurdalna. Postaram się "streszczać" jak tylko będę w stanie.Ktoś napisał parę postów wyżej, że nie chce, aby jego dziecko uczyło się w szkole rywalizacji, różnicowania "lepszy - gorszy" itd. Moja córka chodzi do 4 klasy, szkoła jest chwilami lepsza, chwilami trochę mniej, ale nie zauważyłam w ciągu tych 3 lat jej nauki, żeby uczyła rywalizacji. Albo inaczej - między dziećmi rywalizacja będzie istnieć zawsze, bez względu na sposób nauki - bo dzieci - ludzie ogólnie rzecz biorąc porównują się wzajemnie - kto jest wyższy, kto szybciej biega, pływa, wyżej skacze.... Nie unikniecie tego. Nawet w "wyselekcjonowanym" towarzystwie mini - szkółki, którą sami założycie, będzie taka rywalizacja między rodzeństwem czy kolegami. Poza tym - czy rywalizacja w nauce jest naprawdę aż taka zła? Nie musi przecież oznaczać, że dziecko wyjątkowo słabo "zorientowane" np. matematycznie będziemy zmuszać do zostania prymusem, bo jakiś Tomek czy Kasia nimi są. Wystarczy, że zachęcimy je zamiast tego do rozwijania swoich zdolności przyrodniczych, geograficznych, muzycznych, czy cokolwiek nasze dziecko bardziej interesuje.Inna sprawa: piszecie o wożeniu dziecka na basen, balet, zajęcia muzyczne itd. A ja myślę, że to nie zastąpi mu bycia z innymi dziećmi w szkole. Bo nie wiem, czy zauważyliście, największe przyjaźnie to przyjaźnie szkolne, które powstają przez godziny, dni, lata, a nie - przez 3 godziny w tygodniu na basenie. Wydaje mi się też, że ważne dla dziecka jest zobaczenie różnych postaw, dzieci lepszych i gorszych, i nauczenie się, dlaczego takie czy inne zachowanie jest złe. A to jest już zadnie dla nas, rodziców, żeby dziecku przekazać taką postawę moralną i taki "kręgosłup", takie "korzenie", aby nauczyło się rozróżniać dobro od zła. Bo jak długo chcecie je wychowywać w tak cieplarnianych warunkach? W pewnym momencie nawet najgorsza szkoła zacznie się takiemu podrastającemu dziecku wydawać dobra, bo będzie potrzebowało towarzystwa rówieśników przez większość dnia. I kto wie,jakich wtedy wyborów dokona, w pogoni za nimi, jeśli było dotychczas częściowo izolowane.A studia? Założycie swoje prywatne uczelnie? Rozumiem doskonale rozterki i przerażenie mam posyłających dzieci do pierwszej klasy, ale to jest coś zupełnie podobnego do tego, co czułyście odstawiając dziecko od piersi czy prowadząc pierwszy raz do przedszkola. Kolejne rozstanie....Ktoś tu pisał o "niesprawiedliwości", jaka ma spotkać jego dziecko, bo dzieci mają mieć mierzony cukier. Czy to takie trudne pójść do szkoły, czy zadzwonić tam i poprosić, żeby to była "atrakcja" dla chętnych? Przecież nauczyciel nie wymyślił tego dla samej przyjemności torturowania dzieci, ale dlatego, żeby zrozumiały, z czym musi się na co dzień borykać ich kolega. Jeśli za tym albo zamiast tego będzie lekcja, na której ten kolega, razem z nauczycielką, opowiedzą o cukrzycy, to wyjdzie to wszystkim na dobre - to też nazywa się integracja, czyż nie? A dzieci potrafią być okrutne, bezmyślne - może chodzi o pomoc w zaakceptowaniu chorego kolegi? To dotyczy i innych chorób czy ułomności.Narzekacie na inercję nauczycieli. A czy ktoś z Was jest gotów wstać na zebraniu rodziców i powiedzieć " proszę państwa, ja bardzo chętnie pomogę w organizowaniu wycieczek na lekcji przyrody/ zajęć z komputerem/ organizowania zawodów/wyjazdów na pływalnię"? Zwykle na początku roku rodziców prosi się o zadeklarowanie, w jaki sposób są gotowi pomóc szkole, co mogą z siebie dać. Może inni rodzice zarażeni Waszym entuzjazmem też zaczną myśleć, co by tu zrobić, aby dzieciom nauka wydawała się ciekawsza. Czy do tego trzeba koniecznie tworzyć nową szkołę? Wiem, że programy nauczania nie są najlepsze, ale znów to samo pytanie - czy na studiach dziecko uczone w domu będzie traktowane wg jakiejś taryfy ulgowej, bo rodzice stwierdzili, że za dużo nie powinno się męczyć, a na studiach znajomość materiału szkoły średniej będzie wymagana? Skoro wiele osób ma jakieś wspaniałe pomysły na uatrakcyjnienie nauki, dlaczego nie podzielicie się nimi z nauczycielem? Przecież można mu zaproponować, że napiszecie coś w rodzaju konspektu do nauczania np. matematyki, w oparciu o wymagania programowe, ale tak, żeby dzieci chciały się tego uczyć. Nauczyciel nie musi trzymać się niewolniczo podręcznika, a myślę, że znalazłoby się wielu takich, którzy propozycję współpracy, daną delikatnie (nie na zasadzie "a bo pani to nie wie, jak uczyć dzieci"), chętnie by przyjęli.Ktoś wspomniał tu o jakiejś grupie ludzi, której takie HS udało się przeprowadzić w Polsce. Wydaje mi się, że też na ten temat coś czytałam, ale tam rodzice byli chyba pedagogami i po prostu utworzyli małą szkołę - tylko dla swoich dzieci.Nie chcę tu twierdzić, że sama idea HS jest zła, Wydaje mi się jednak, że zamiast tracić siły na walkę z urzędami czy wyjeżdżać na bezludną wyspę lepiej zacząć działać tam, gdzie ma to większe szanse. I, uprzedzając ewentualne argumenty, od razu piszę : tak, uważam, że i w naszej rzeczywistości takie działanie jest możliwe. Wystarczy zapomnieć o pretensjach, wypominaniu czy obwinianiu, a pomyśleć, co mógłbym/mogłabym tak "z sercem" zrobić. :hello: Monika
            • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach- do H IP: *.* 06.09.02, 10:08
              Hermiono ! Ależ właśnie to wszystko o czym pisaś zamierzam robić w szkole mojej córki -mam pomysły ,którymi chcę sie podzielić z rodzicami i nauczycielką ,nie pracuję -mogę i spróbuję wiele zdziałać .Po to wybrałam szkołę społeczną .Dla mnie to oczywiste .A jednak chciałabym żyć w kraju ,w którym mogę wybrać rodzaj edukacji .I nie chodzi tu o jakieś reformy , ale o stworzenie nowej jakości .Bo można chcieć ŻYĆ innaczej.Ale jak na razie to czysta abstrakcja .A teraz o badaniu cukrzycy - nie wiem skąd pojawiło Ci się słowo "niesprawiedliwe" .Chodziło właśnie o to o czym piszesz ( a sprawa dla mnie samej jest o tyle istotna ,że moja córka też czymś różni się od innych dzieci -jest alergikiem i mocno przeżywa to ,ze inne dzieci jedzą danonki a ona nie może ) , a moja Sara po prostu przestraszyła się (chyba normalne?) ,że będą ją kłuli ( co oczywiście wcale nie miało miejsca ,po prostu podpowiedziała jej to wyobraźnia).Nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi ,za co ponoszę i sama winę ,bo się spieszę pisząc i na max skracam wypowiedzi .pozdrawiam Bea
              • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach- do B IP: *.* 06.09.02, 10:33
                Beo! To pewnie rzeczywiście przez ten skrót myślowy - teraz ja się skracam, bo napisałam przed chwilą bardzo ładnie, ale mój komputer uznał za stosowne to skasować bez mojej zgody. Myślę sobie też, że niekoniecznie trzeba posyłać dziecko do szkoły społecznej, żeby "działać" - przy czym nie jest to krytyka Twojej decyzji, ale taka myśl, że najgorsze dla nas, rodziców, to przełamać tę niechęć do "wychylania się" - któż z nas nie zna słynnego "kto by chciał na ochotnika powiedzieć...?" - a wszystkie głowy spuszczone....:hello: Monika
                • Gość: Bea Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ - do Hermiony IP: *.* 06.09.02, 10:48
                  Hermionko , ja mam duszę filozofa i ta dusza moja buntuje przeciwko państwu niedoskonałemu - powtarzam : ja walczę w tym wątku o wolność decydowania o sobie i swojej rodzinie ,tak jak pisze Bogisia - edukacja moich dzieci to moja sprawa a nie państwa .Ale mimo całego idealizmu jestem na tyle świadoma polskiej rzeczywistości ,że wiem iż nie warto wystawiać się na afisz ze swoją innością (np.poglądową).Chociaż kto wie -może rzeczywiście uda się coś zmienić -może doświadczą tego nasze wnuki ??? Wiem ,że są szkoły przyjazne państowe -moja mama w takiej szkole działa w małej wsi ( moja siostra jest w 5 kl.).Ja a tym bardziej mój mąż po prostu tam gdzie się da rezygnujemy z tego co państwowe z założenia ,choć ciężko musimy na to pracować bo krezusami nie jesteśmy.Ale Jędrek chce na spacer i to jest teraz mój priorytet - na razie więc kończę .Bea
              • Gość: kn Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach- do H IP: *.* 06.09.02, 11:06
                Hermiono, podaj dłoń :)Znakomicie wyraziłaś mój pogląd na sprawę.Tylko jeden aspekt chciałabym dorzucić: przyrost naturalny w naszym kraju spada, a moloch naszego szkolnictwa publicznego jest nastawiony raczej na nadmiar niż na brak; już w tej chwili są (przynajmniej w Warszawie) szkoły "renomowane" - czyli reklamowane pocztą pantoflową - nie mające problemów z naborem (lub mające zbyt wielu kandydatów), ale są też i takie, które walczą o przetrwanie, z uwagi na niedobór uczniów. Moim zdaniem ta sytuacja będzie się pogłębiać, co może doprowadzić do tego, że szkoła będzie walczyć o "klienta" - czyli o nas, rodziców. Ja osobiście zamierzam taką sytuację wykorzystać do maksimum (a mam podstawy sądzić, że będzie okazja - mój syn urodził się w roku, w którym przyrost naturalny w Polsce był ujemny, pierwszy raz od drugiej wojny światowej)i wybrać taką szkołę, w której - czuwając nad edukacją mojego dziecka - nie będę traktowana jak petent zakłócający przerwę śniadaniową.Inna sprawa, że takiej szkoły szukam już teraz i prawie znalazłam - moje dziecko ma 3 lata :)Sądzę, że w każdych warunkach rodzice, a jeszcze lepiej grupa rodziców (nawet dość duża, jeśli w klasie jest trzydzieścioro dzieci ;) ) mogą wiele zdziałać, jeśli naprawdę chcą; trzba tylko zapomieć o myśleniu zgodnie z tezą "ze szkołą się nie wygra", którą wbito nam do głowy w czasach naszej własnej edukacji.Myślę też, że gdybyśmy wszyscy włożyli taki ogrom energii, jaki potrzebny jest do edukowania dziecka w domu (oraz do walki, żeby to zrobić legalnie), w batalię o poprawienie polskiego szkolnictwa, to by się nam udało :)Kasia
            • Gość: olaaaa2 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do Hermoiony IP: *.* 06.09.02, 10:19
              Monika nic dodać nić ująć !! - gratuluję podejścia i wyważenia całej sprawy szkolnictwa. Moje dziecko jest jeszcze bardzo małe więc problem na razie mnie nie dotyczy, ale z ciekawością obserwowałam wątek, który momentami niestety przypominał jak często zachwycamy się innymi "lepszymi" ideami. Chciałabym, aby w przyszłości, w klasie mojej córeczki było więcej takich rodziców jak ty.pozdrawiam ola
            • Gość: maminka Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 10:23
              Popieram, nie dajmy sie zwariować!
            • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 10:48
              Moniko, nie mam czasu by sie rozpisywac,ale w skrocie:widze,ze bardzo slabo znasz cale zagadnienie HS.Stad tez standardowe pytania laika w Twojej wypowiedzi.Powiem krotko. Ludzie w ten sposob przygotowani do zycia nie sa pod zadnym wzgledem gorsi. Wrecz przeciwnie-w wielu przypadkach maja lepszy start, wieksze poczucie bezpieczenstwa ...a to bardzo duzo wbrew pozorom.to jest chyba w tym wszystkim najistotniejsze, prawda? Efekt koncowy. Nie wazne jak zaczynamy- wazne jak konczymy.Bardzo prosze, poczytaj troche na ten temat zanim wydasz opinie bo ewidencji naprawde nie brak. Wlasne uczelnie? A po co? W tej chwili mozesz na Harwardzie studiowac online.Na innych uczelniach rowniez.A jesli nie chcesz- nie ma problemu by pojsc na studia dzienne co zreszta wielu HS robi i sa tam jak najbardziej mile widziani. Swietnie sobie tez radza poniewaz maja niemal we krwi radzenie sobie na wlasna reke.Nie bede sie rozpisywac i juz wiecej nic nie powiem ale nie moglam sie oprzec bo nie lubie pochopnie wydawanych opinii.
              • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 11:42
                Bogusiu ale nie w Polsce. ... i wcale nie niestety jak dla mnie.Podpisuję się obiema rękami pod postem Hierimony - ja tego nie potrafiłam tak trafnie napisać.Jeśli chodzi o ten indywidualny tok nauczania ta tak jak juz dziewczyny pisały - może on dostyczyć jednego będź kilku przedmiotów - ale nie wszystkich. Istnieje jeszcze coś takiego jak zajęcia indywidualne ..ale to dotyczy dzieci chorych i upośledzonych - a zajęcia te w domu prowadzi wyznaczony nauczyciel ze szkoły ! Wiem bo moja koleżanka właśnie prowadzi takie zajęcia z upośledzonym dzieckim.I do reszty - nie narzekajmy tak strasznie na naszych nauczycieli .... dlaczego odrazu zakładacie tak łatwo,że im się nic nie chce i nie potrafią ?? Nierozumiem. Może trochę szacunku by się przydało dla ludzi, którzy chcą się poświęcić dla naszych dzieci - bo skoro takie mają małe pensyjki to nie sądzę by ktoś został nauczycielem dla kasy .... tylko z powołania.uffff ... ja tam ich bardzo szanuję ...zwłaszcza tych, którzy mnie uczyli ... a mam szczęście bo moje dzieci będę chodziły do tej samej szkoły i wielu nauczycieli zostało jeszcze .... pozdrawiamwioletaps. A Kubus już ok i fajnie się w szkole czuje - a w klasie nie ma 30 osób tylko 15 - w szkole państwowej - tej gorszej
                • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 12:14
                  Wioleta - mama Kuby i Krzysia napisała/ł:> Bogusiu ale nie w Polsce. ... i wcale nie niestety jak dla mnie.Wiolu ale dlaczego `nie niestety`? Przeciez Ciebie to nie zmuszaloby do korzystania z takiej opcji dla innych stanowilo rozwiazanie.Zadowalajac sie takim stanem rzeczy zadowalasz sie brakiem wyboru czy tez ograniczonym wyborem [w obrebie dobra oczywiscie]. Wyobraz sobie sytuacje od drugiej strony. Zalozmy, ze nie masz mozliwosci edukowania dziecka w domu[z tylko tobie znanych powodow-musisz pracowac, nie podolasz, cokolwiek] a jest to jedyna obowiazujaca opcja-szkoly niet.A ktosc ci na to:nie ma wyboru. Albo uczysz w domu albo Ci dziecko odbierzemy?I jak?
                  • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 07.09.02, 06:58
                    Bogusia12345 napisała/ł:> Wioleta - mama Kuby i Krzysia napisała/ł:> > Bogusiu ale nie w Polsce. ... i wcale nie niestety jak dla mnie.> > > Wiolu ale dlaczego `nie niestety`? Przeciez Ciebie to nie zmuszaloby do korzystania z takiej opcji dla innych stanowilo rozwiazanie.Zadowalajac sie takim stanem rzeczy zadowalasz sie brakiem wyboru czy tez ograniczonym wyborem [w obrebie dobra oczywiscie]. BVogusiu kochanie ale mi ten wybór nie jest potrzebny - dlatego tak napisałam.Chciałabym,zeby było jasne, ze ja nie neguję HS ...wypowiadam tylko swoje zdanie na ten temat i tak naprawdę to nie jestem ani za ani przeciw - staram sie po prostu znaleźć i przedstawić dobre strony szkoły.I patrzę na to w ten sposób : " Czy chiałabym nie chodzić do szkoły i uczyć się na zasadach HS?" - odpowiedź brzmi NIE.Zadałam to pytanie ( tak z ciekawości ) kilku uczniom szkoły podstawowej - 10 lat, 12 lat i 15 lat - każde z nich odpowiedziało tak samo. Ja wiem,zę trójka dzieci to mało ...ale może by tak przeprowadzić ankietę ???? Może zapytajmy o zdanie nasze dzieci????? Porozmawiajmy z nimi na ten temat - ciekawa jestem co myślą. Co wy na to?pozdrawiamwioleta
                • Gość: joannabo Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - w kwestii formalnej IP: *.* 06.09.02, 15:35
                  Z całą pewnością można mieć indywidualny tok nauczania ze wszystkich przedmiotów, ale skoro wieść gminna niesie, że tylko z kilku, to pewnie należy to do wyjątków.joanna
                • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do Ari IP: *.* 06.09.02, 18:32
                  Ari wybacz ale takie teksty o szacunku do nauczyciieli to dla mnie straszny banał. Taki sam szacunek należy się każdej osobie ciężko pracującej po 10, a nie po 4 godziny dziennie i płacącej podatki na te "nędzne pensyjki".Studiowałam na uczelni pedagogicznej (zaocznie). Większość osób, które studiowały ze mną to byli albo nauczyciele, albo zamierzali nimi być. Po pierwsze ich poziom wiedzy był delikatnie mówiąc żenujący. Zreszta poziom tejże uczelni (o wieloleniej tradycji) również pozostawiał bardzo dużo do życzenia. Niektóre przedmioty trwały 6 godzin (dwa wykłady) z czego połowa nie odbywała się. Po drugie przygotowanie pedagogiczne bylo żadne. I tacy nauczyciele uczą nasze dzieci.Niedawno byłam kilka dni w gospodarstwie agroturystycznym.Gospodyni powiedziała, że jej córka będzie nauczycielką języka polskiego, bo to najlepszy zawód na wsi, pewny byt do emerytury, a dzięki "dobremu dyrektorowi", który zatrudnia minimalną liczbę nauczycieli i zapewnia dużo nadgodzin bedzie zarabiać 1700 zł. To chyba nie jest mała pensyjka.Panna studiuje zaocznie oczywiście (ciekawe jaki procent nauczycieli w Polsce ma zrobiony tylko licencjat właśnie zaocznie) zamiłowanie do literatury praktycznie żadne.Przykłady można mnożyć. Na pewno zgodzę się z KVM, że większej krzywdy niż banda niedouków ( nie twierdzę, że wszyscy są nauczyciele są tacy - sądzę, że na 12 przedmiotów nauczanych niewłaściwie jest 10) swojemu dziecku ucząc je w domu nie zrobię.Agata
                  • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do Ari IP: *.* 07.09.02, 07:05
                    nastka2001 napisała/ł:> > Studiowałam na uczelni pedagogicznej (zaocznie). Większość osób, które studiowały ze mną to byli albo nauczyciele, albo zamierzali nimi być. Po pierwsze ich poziom wiedzy był delikatnie mówiąc żenujący. Zreszta poziom tejże uczelni (o wieloleniej tradycji) również pozostawiał bardzo dużo do życzenia. Niektóre przedmioty trwały 6 godzin (dwa wykłady) z czego połowa nie odbywała się. Po drugie przygotowanie pedagogiczne bylo żadne. I tacy nauczyciele uczą nasze dzieci.Nastka na cóż .. przykro mi,ze masz takie doświadczenia ..Wiesz ja chyba w swoim życiu trafiłam prawie na same wyjątki .. bo na palcach jednej ręki mogę policzyć ilu trafiło mi się takich nauczycieli o jakich piszesz. Naprawdę ...a zaliczyłam dwie podstawówki ( 1-3 ) i (3-8) i dwie szkoły średnie. Poza tymi wyjatkami trafiałam na ludzi którzy posiadali oggromną wiedzę i potrafili się nią podzielić. Czy miałabym teraz takie wspomnienia gdyby tak nie było? Sznuję ich - byłam ich uczennicą - to chyba coś znaczy.Nastka ja wiem, że świat nie jest pełen chodzących idealnych nauczycieli - wiem,zę zdarzają się różnie i nie możemy generalizować .. Ty ładujesz wszystkich do jednej beczki - są be. Idą do szkoły bo to pewna i stała praca. A co z tymi co pracują tam z powołania ???? Krzywdzisz ich takim stwierdzeniem. Wypośrodkuj.pozdrawiamwioleta
                    • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 07.09.02, 07:29
                      Rembertów, Szczecinek, Budowo, Stargard Szczeciński, Police, Tczew, Gniew, Kołobrzeg, Szczecin. To miasta w których moja żona, moi dobrzy znajomi i ja chodziłem do szkół średnich i podstawowych. W sumie kilkuset nauczycieli. Z tych killkuset nauczycieli na palcach jednej ręki dałoby się policzyć tych, którzy byli prawdziwymi nauczycielami. 90% NAstki jako liczba złych nauczycieli to baardzo wypośrodkowane moim zdaniem szacunki. Ja skłaniałbym się ku 99% raczej... To smutne, ale przeciętny poziom nauczycieli jest tragiczny. Moja żona również studiowała razem z nauczycielami (i przyszłymi nauzycielami ) polonistykę i ma podobne do Nastki spostrzeżenia... Czy to kolejny przypadek?
                      • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 07.09.02, 07:43
                        KvM czyli co mam rozumieć,ze trafiałam w życiu na same wyjatki ? Och jakiez ja miałam szcęście :lol:Kurcze no niesamowite.Jeszcze jedno ok 40% moich znajomych jest nauczycielami - rozmawiamy często na temat pracy - bo mnie ten temat interesuje. Znam ich prywatne zdanie i podejście do tematu - i jest absolutnie inne niż to co piszecie - Cóż może rzeczywiście w Ożarowie i w Pruszkowie są same wyjątki i sami wyjątkowi nauczyciele.Miałam niesamowite szczęście jednym słowem.pozdrawiamwioletaps. a może to zależy od tego jak my podchodziny do pracy nauczycieli??? nie pomyślałeś o tym?
                        • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 07.09.02, 09:37
                          Wiolu nie złość się :-) Zauważ jedno - większość miała TYLKO przykre doświadczenia z nauczycielami. Widzisz, ja też wiem co mówię - moja mama (własna mama) jest nauczycielem klas 1-3, obecnie emerytowanym od 2 lat. Ona miała wyobraźnię, kochała dzieci, chciało Jej się pracować po nocach, aby tym dzieciom uatrakcyjnić zajęcia. Umiała, nawet mając 33 w klasie, podejść do każdego indywidualnie, wychodząc z założenia (słusznego zresztą), że dzieci nie są niczemu winne, że jest ich tak dużo w klasie. Potrafiła z każdego dziecka wyciągnąć, to co ono potrafiło najlepiej, nie gnębiąc przy tym z innych przedmiotów. Chciało Jej się. Kosztem domu, ale trudno. I u Niej w szkole była jeszcze tylko jedna taka nauczycielka, do której posłałam moją Anię. I na tym koniec. Od 4 klasy szkoły podstawowej mojej córce nie trafił się ANI JEDEN NAUCZYCIEL Z WYOBRAŹNIĄ, ani jeden któremu chciałoby się zajrzeć do serca dziecka, zrozumieć je, lub choćby wysłuchać (!!!). Wszystko to sztampa. A ja nauczona doświadczeniem (dobrym) do nauczycielki synka podeszłam z entuzjazmem. Jako, że sama sobie reguluję godziny pracy (mogę przecież pisać i w nocy), wyszłam z propozycją organizowania wycieczek, atrakcji, pomagania pani przy dzieciach. Wiesz jaka była reakcja? Zdziwienie, po czym pani odpowiedziała, że może na wiosnę... Mam możliwość pokazania dzieciom jak wygląda redakcja gazety, radia, telewizji, zwiedzenia komendy policji, pokazania jak pracują strażacy (kochane chłopaki), pokazania naprawdę wszystkich w naszym regionie zakładów pracy, fabryk, muzeów - i to za darmo, a to ze względu na znajomości mojego męża. Gdyby pani zechciała to nawet gabinet prezydenta dzieci mogłyby zobaczyć. I co? Pani się nie chce. Najzupełniej w świecie nie chce, bo materiał w książce jest - stoi jak byk za kilka dni (w książce) praca strażaków, policjantów itd. Oklapłam i załamałam się. Od urodzenia rozwijam w moim synku wyobraźnię - całe Jego życie gadam do Niego głosami mrówki, drzewa, psa, kota (to nagminnie ;) ), kwiatka, chmurki itp itd. Nawet kamienia, kurka wodna. Uczę wrażliwości, trudnej sztuki przewidywania, współczucia i szlag mnie trafia, gdy widzę, że będzie szufladkowany. Nawet nie do oddzielnej szuflady, ale upchnięty do jednej, wielkiej - wspólnej... A On ma takie niebywałe myślenie abstrakcyjne! Jak będzie potraktowany, gdy wyskoczy z jakimś pomysłem? Wolę nie myśleć, jedyne co teraz mogę zrobić to nauczyć Go, że ma do tego prawo, bo w razie co mama pójdzie i będzie się kłócić, o Niego. Moja Ania już to wypróbowała. Ale czy to jest normalne? I jeszcze jedno - gdyby ktoś wyskoczył mi tu, że czas nie pozwala nauczycielowi na wycieczki to odpowiadam, że to bzdura. Moja siostra też jest nauczycielem wychowawcą w gimnazjum w Krakowie (siostra cioteczna). W roku szkolnym (zeszłym) była na 5 (!!!!!) wycieczkach zagranicznych (!!!) ze swoją klasą. Wiecie jaki wymyśliła sposób, aby było taniej? Podciągnęła to pod harcerzy!! Te wycieczki kosztowały grosze. Ale Jej się chce. Moja Ania w swojej szkole była na jednej wycieczce, jednopopołudniowej, niedaleko Kielc... Nawet nie pytałam wychowawczyni, dlaczego. Mnie też już się nie chce zmuszać kogoś do przyjęcia pomocy. Gosia
                        • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 07.09.02, 09:42
                          Wiolu i jeszcze jedno. Faktycznie Ty musiałaś mieć więcej szczęścia, poza tym w małych miastach wygląda to jednak zupełnie inaczej. Nauczyciele są mniej anonimowi. Może to o to chodzi?Pozdrówka Gosia
                          • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi1 IP: *.* 07.09.02, 20:59
                            Gosiu może masz rację .. ja po prostu swoje opinie opieram na doświadczeniach ze swojego życia i nie spotkałam się ze zbyt wieloma takimi przypadkami jak np. Pani Twojej córci.No cóż ... mam znajomych - małżeństwo nauczycieli ...On uczy muzyki ona klas 1-3 i mimo, że mają małe dzieci wciąż jeżdżą z dzieciakami na wycieczki, wciąż mówią o swoich uczniach jak o własnych dzieciach .... No i rzeczywiście może coś w tym być,ze w mniejszych miastach nauczyciele sią bardziej na widoku , u nas wszyscy się znają, Każdy wie kto kiedy i gdzie piwo kupuje :lol: Więc nauczyciele musza dbac o swoją reputację. Nie mówię,zę wszystcy sa tacy cudowni - była u nas np jedna pani, która wchodziła do klasy siadała , kazała otworzyć książkę i czytac temat a sama wywalała giry na biurko i malowała paznokcie u NÓG !!!Szczerze mówiąc pod wpływem całego tego wątku zaczęłam się zastanawiać nad stworzeniem szkoły ( prywatnej oczywiście ) takie w której dzieci mogłyby i chciałby się uczyc. Takiej do której chętnie chodziłyby co rano i w której czułyby się jak w domu. Wiem,zę na to potrzeba dużo kasy ....ale pomyślę, może udałoby sie znaleźć jakiegoś sponsora ... cholerka nie wiem ..ale ostatnio to stało się moją obsesją - nie potrafię myśleć o niczym innym ..... hehpozdsrawiamwioleta
                            • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi1 IP: *.* 08.09.02, 12:41
                              O rany, dziewczyno, to na co Ty czekasz??? Zrób to!!! Sama zobacz, jak bardzo coś takiego, ktoś taki jest potrzebne naszym dzieciom. Ktoś, dla kogo Ich dobro jest najważniejsze! Jeśli masz siłę na to, aby wywalczyć szkołę marzeń, to zrób to! A potem podziel się z nami swoimi doświadczeniami. :-)Pozdrówka Gosia
                              • Gość: _Su_ Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi1 IP: *.* 08.09.02, 18:37
                                Miałam nie pisać ale już nie wytrzymałam. może byście zeszli wreszcie z tych nauczycieli??! Zgodzę sie że wielu jest takich że aż żal na nich patrzeć i ich słuchać ale czy to tylko ich wina jak jest? Za taki zły stan rzeczy odpowiadają ministrowie którzy decydują o programie kształcenia i zazwyczaj go przeładowują; nadgorliwi dyrektorzy, którzy zamiast patrzeć na to co młodzież umie, czego się i w jaki sposób się uczy patrzy tylko żeby program był zrobiony. Szkoły są niedofinansowane-jak zaczęłam pracować w Liceum nie dostałam magnetofonu, spytałam dyrekcję czemu bo przecież po to są kasety do podręczników żeby z nich korzystać a ja nie zawsze umiem "udawać naitivasmile" a ona na to: nie ma kasy jakoś sobie musi pani poradzić. No i poradziłam; przytachałam swój magnetofon z domu. Inni nauczyciele patrzyli na mnie jak na wariatkę a ja miałam to gdzies bo wiedziałam że postąpiłam jak najbardziej słusznie. Wracając do głównej myśli-winni są często też rodzice. Ilu z nich interesuje się tym co dziecko robi w szkole?? ja pracuję w prywatnej szkole za którą rodzice płacą niemałe pieniądze a i tutaj mało kto interesuje się poczynaniami dziecka. tak sobie myślę że może gdyby rodzice interesowali się co dzieje się w szkołach ich dzieci byłoby lepiej. Mam przykład takiej szkoły w moim mieście. Rodzice pilnują w niej "porządków", na zebraniach omawiają problemy a jak czegoś brakuje to skłądają się ile kto może i kupują np. komputery.Poza tym nie dziwcie się nauczycielom że są zniechęceni do pracy i nie chodzi tu tylko o małe płace ale też o nastawienie uczniów do nauki i nauczycieli. Często młodziez nawet nie daje nauczycielowi szansy by ich czegoś nauczył a opinie o wymagającym nauczycielu są różne. Mam np. koleżankę która uczy angielskiego w gimnazjum i niejednokrotnie słyszałam wypowiedzi młodzieży w stylu: czego ta k... od nas chce, kto się chce anglika uczyć; co ona chce zbawić świat?? przecież i tak nikt jej nie słucha. Dodam że dziewczynna jest bardzo sumienna i jest dobrym nauczycielem. Ale co z tego.nie wiem czy napisałam wszystko tak jak chciałam (walczę z dzieckiem o klawiaturęsmile ), a jeśli coś namieszałam to najwyżej mnie obstawcie pozdrawiamSunauczycielka
                                • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Su IP: *.* 08.09.02, 20:58
                                  Su. Domyślam się, że temat Cię poruszył, bo sama jesteś nauczycielką. Masz o sobie jako nauczycielce dobre zdanie. Nie mi decydować czy słusznie, czy nie tym bardziej, że nie o to tu chodzi. Czytam na tym forum skrajne opinie o nauczycielach i zastanawiam się czy to ja i te kilka osób miało takiego pecha, że z kilkuset poznanych nauczycieli raptem kilku było dobrych, czy też Ci którzy nie narzekają mieli szczęście. A może te sprzeczne oceny wynikają z różnicy standardów? Może dla nas dobry nauczyciel musi jednak prezentować wyższy poziom niż dla osób, które uważają, że ich nauczyciele byli w porządku? Pewnie nie rozstrzygniemy tego nie podając definicji tego jaki nuczyciel miałby być aby określać go mianem "dobry".Ja napiszę może dla odmiany co robili moi nauczyciele określanie jako "dobrzy" w "najlepszym w mieście" liceum.1 Pani polonistka urządzała sobie plotki z uczennicami z pierwszej ławki średnio ok 20 minut na każdej lekcji (a zdażało się, że do dzwonka) - reszta w tym czasie gadała (byle cicho). 2. Fizyk prowadził wykład kompletnie nie przejmując się tym, że nikt go ani nie słucha, ani nie rozumie (na sali grano w karty, prowadzono b. głośne rozmowy). Ciągle prosił by rozmawiać ciszej bo dyrekcja go upomina. Gdy brał do odpowiedzi i osoba ni w ząb nic nie umiała zaczynał sam odpowidać i stawiał 3 lub 4 (nisko się cenił). Za jakiekolwiek próby poruszenia temat była piątka.A ten fizyk to był na prawdę spoko gość, dla osób, które się fizyką interesowały na prawdę dużo robił dobrego. (ale znowu nie potrafił mi pomóc w rozwiązywaniu zadań na olimpiadę astronomiczną, bo się na tym nie znał jak twierdził). Co z tego skoro nie radził sobie z klasą? Osoby które chciały go słuchać nie były w stanie się skupić. W 3-4 klasie pozwalał osobom, o których wiedział, że coś umieją opuszczać klasę podczas swoich zajęć (byle by dyrektorka nie zauważyła). W ten sposób chciał zmotywować innych do nauki...3. Pani od geografii uprawiała dysputy polityczne (a właściwie przemówienia) - nie zawsze, ale wystarczyło ją sprowokować, co czyniono nader chętnie. Potrafiła się mylić w sprawach elementarnych (jak ktoś jej coś wytknął, to twierdziła, że w podręczniku jest błąd). Nie to żeby jej coś tam notorycznie wypominano, ale w pierwszej czy drugiej klasie były elementy astronomi, z których dałem jej w kość, co skończyło się dla mnie egzaminem komisyjnym i gnębieniem za to przez 4 lata.4. Wuefista dawał chłopakom piłkę do nogi i się nimi nie interesował. Dziewczyny robiły co chciały - ale od czasu do czasu były odwiedzane w przebieralni. Generalnie interesował się licealistkami, co skończyło się ponoć ciążą (piszę ponoć nie dlatego, że ciaża jest dla mnie wątpliwa, ale ojcostwo nie zostało do końca wyjaśnione).5. Biologiczka potrafiła po kilku próbach uciszenia klasy rzucić dziennikiem o biurko, wybiec z klasy i ryczeć dwie godziny w pokoju nauczycielskim. Najważniejsza ocena dla niej była za zeszyt - na początku za zrobone marginesy - na końcu za jego ładne prowadzenie. 5. Pani od Historii nie znosiła przy odpowiedzi jakichkolwiek wycieczek poza materiał który prezentowała na lekcji/będący w podręczniku. Każdy skok w bok, szersze ujęcie tematu to była ocena niżej. Potrafiła wpaść w histerię i wrzeszczeć przez pół godziny gdy na lekcjach nie panowała absolutna cisza lub ktoś się spóźnił.Ze szkoły podstawowej pamiętam jak wychowawczyni klasy (ale na lekcji polskiego) ryczała na kilka osób, które nie były na pochodzie pierwszomajowym. Sednem jej wrzasków było, to że hańbimy rodziców, że oni budują dla nas socjalistyczną ojczyznę, że jesteśmy chamy i świnie (to pamiętam bo często to potwtarzała). Na koniec zapytała każdego z nas dlaczego nie byliśmy na pochodzie. Gdy odpowiedziałem, że rodzice mi zabronili (zgodnie z prawdą) zrobiła się czerwona na twarzy i wyszła trzaskając drzwiami. Na półrocze (i zawsze wcześniej) miałem 5 na koniec roku musiałem walczyć o trójkę (a do tego felernego maja miałem same czwórki i piątki). Na szczęście przeprowadziłem się w następnym oku szkolnym.Mógłbym tak pisać i pisać... tylko po co? Czy Wy na prawdę nie pamietacie podobnych historii i podobnych nauczycieli ze swojej szkoły? Generalnie za dobrego nauczyciela uznawało się tego, który lekcję prowadził wedle standardu wykład-odpytywanie uczniów (lub odwrotnie).Przykro mi ale dla mnie to nie jest przykład dobrego nauczyciela...
                                  • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 22:35
                                    KvM, teraz zaczynasz mi się jawić jako jednostka nadwrażliwa (uważaj, nie mówię "przewrażliwiona"), cierpiąca bardziej i intensywniej niż inni.;) Bardzo możliwe, że każdy ma trochę inny obraz dobrego nauczyciela, ale myślę, że pewne cechy są wspólne. Nie pisz, proszę, nie sugeruj, że ci, którzy wspominają swoich dobrych nauczycieli mają sklerozę, "wydaje" im się, że owi nauczyciele byli dobrzy itd.,itp., a tylko Ty i osoby psioczące na szkołę macie wspomnienia niczym nie skażone.Zauważ, ze jesteś oryginałem, może więc Twoje wspomnienia są także oryginalne i jedyne w swoim rodzaju? ;)Wydaje mi się, że usiłujesz stworzyć jakiś ideał nauczyciela - i pięknie, bo każda osoba wykonująca swój zawód powinna dążyć do ideału zależnie od wymogów tego zawodu. Ale ideał zawsze będzie w jakimś stopniu nieosiągalny. Bo nauczycielami zostają ludzie, a nie - anioły przysłane z niebios i o ile nie chcemy, aby popełniali kardynalne błędy, to może im się zdażyć, że zostaną wyprowadzeni z równowagi, że dadzą złą odpowiedź na zadane pytanie. Oczywiście, będziemy im to skłonni wybaczyć, jeśli przyznają się do błędu.... I nie chodzi mi o to, że "każdy ma swój zły dzień i ma prawo być opryskliwy dla uczniów i nie przygotować się do prowadzenia lekcji", ale.... hm... ten, kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.... Czy każda z osób psy wieszających na nauczycielach zawsze i wszędzie daje z siebie WSZYSTKO w swojej pracy zawodowej? Zawsze jest uśmiechnięta, skłonna do przyznania się do błędu, niezmiennie uprzejma i kompetentna dla "up...." klienta? Pewnie zaraz odezwie się oburzony chórek "ja nigdy....!!!!", ale uprzedzam, że w to nie uwierzę. Wiesz, Krzysiu, wydaje mi się, że wielki z Ciebie idealista- teoretyk i naprawdę bardzo bym chciała zobaczyć, jak swoje idee wcielasz w życie. Ciekawa jestem, jak będziesz sobie radził z nauczaniem swoich dzieci (jeśli się na to zdecydujesz), na ile starczy Ci cierpliwości. Nawet nie wiesz, jak uciążliwe potrafią być te starsze, w wieku szkolnym. Zastanawiam się, czy wtedy nie pomyślisz sobie "nauczanie to jednak może być niewdzięczne zajęcie, jak ci nauczyciele to wytrzymują?...". A może w ramach zdobywania praktyki zgłosisz się do najbliższej szkoły (najlepiej gimnazjum - dzieci w "najlepszym" wieku) i zaproponujesz prowadzenie lekcji matematyki czy informatyki? Albo czegoś innego - przecież podobno masz predyspozycje do uczenia w domu swoich dzieci aż do matury? Zakosztuj tego nauczycielskiego "chleba", a potem wydawaj tak radykalne sądy o całym tym środowisku.Gwoli wyjaśnienia - nie dlatego bronię nauczycieli, bo sama nim jestem - bo nie jestem. Nie znoszę cudzych dzieci, zwłaszcza takich podrastających - ukręciłabym łepki pierwszego dnia! ;)Monika
                                    • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 23:00
                                      mama Oli i Jedrka napisała/ł:> Zakosztuj tego nauczycielskiego "chleba", a potem wydawaj tak radykalne sądy o całym tym środowisku.A ja sie tylko zastanawiam czemu istnieje powiedzenie/przeklenstwo(?): `Obys cudze dzieci uczyl`a nie np.` Obys swoje dzieci uczyl albo po prostu `obys dzieci uczyl`.;)A moze to uczenie cudzych dzieci jest wlasnie wyjatkowo trudne? Moze trudno sprostac oczekiwaniom rodzicow, moze trzeba byc wyjatkowym psychologiem i miec z nimi(dziecmi i rodzicami) wyjatkowy kontakt. Moze wlasnie rodzicom majacym kontakt z wlasnym dzieckiem od samego poczatku, kontakt niczym nie skazony latwiej jest jednak to osiagnac nawet bez tych kwalifikacji pedagogicznych, metodycznych i co tam jeszcze.Tak sobie tu filozofuje pozna nocka
                                      • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 23:13
                                        Ha ha , Bogusiu, ja chyba domyślam się odpowiedzi. Nawet w czasach, kiedy posyłanie dzieci do szkół nie było możliwe albo popularne, to nie rodzice je osobiście uczyli, ale zatrudnieni przez nich nauczyciele/ guwernantki czy jak ich tam zwał - obcy ludzie tak czy owak. A po skończeniu takiej edukacji młody człowiek jeśli w ogóle dalej miał się kształcić (co w małym stopniu dotyczyło pewnie młodych dam), to wysyłano go na uniwersytet, czyli do szkoły publicznej.Nie zawsze mamy (my, rodzice) cierpliwość do naszych ukochanych dzieci. Czy uważasz, że uczenie np. pyskatego nastolatka będzie wyjątkiem?:hello: Monika
                                        • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 09.09.02, 12:57
                                          Widzisz Moniko, sek w tym,ze dla mnie `uczyl `nie koniecznie znaczy tyle co `nauczal` czyli wtlaczal wiedze na siedzaco.;)Moim zdaniem wazniejsza jest madrosc zyciowa niz wiedza. Wazna jest umiejetnosc myslenia, kierowania wlasnym zyciem,wlasnymi decyzjami,wyciagania wnioskow, swiadomosc tego czego sie naprawde chce od zycia w danym momencie. I tu znowu wyszlo w Twojej wypowiedzi raczej powierzchowne rozumienie DE.Owszem jest to tradycyjna,ale rowniez i znowelizowana forma w pewnym sensie. Bo nauka to nie tylko guwernantki i mistrzowie,choc nie zaprzeczysz po tak licznych wypowiedziach na ten temat,ze od tego sie odzegnujemy. Dla mnie jest to raczej zaangazowanie w zycie wlasnego dziecka i umozliwienie mu zdobywania wiedzy na wlasna reke przy tylko poczatkowym naszym aktywnym udziale.Pokazujesz rozne mozliwosci ,pozwalasz posmakowac wielu roznych rzeczy i stwarzasz atmosfere,w ktorej dziecko samo zacznie sie ukierunkowywac. Ja w te zdolnosc naszych dzieci(co wiecej:kazdego dziecka) jak najbardziej wierze tylko trzeba mu to umozliwoc zamiast udowadniania wlasnie...no czego? Ze moj przedmiot jest najwazniejszy -motyw przewijajacy sie w kilku juz wypowiedziach i slowa,ktore ja rowniesz niejednokrotnie slyszalam.Kto jak nie ja najlepiej zna moje dziecko(o ile oczywiscie sie w nie wslucham)?Oczywiscie moze to byc obca osoba jesli ja je zaniedbam, ale porownujac potencjal-i tak moj jest wiekszy. Pytanie tylko czy go chce w pelni rozwinacA jesli dziecko bedzie potrzebowalo tej pomocy w postaci guwernanta,programu komputerowego czy tez mojej (bo powiedzmy bede ekspertem w tej dziedzinie) to mu ja zapewnie.Dzieci w Australii od wielu lat uczeszczaja do szkoly online i tez jest dobrze.Oni to dopiero maja zadanie: podolac z socjalizacja i cala reszta. Ze tez im sam internet i rodzice wystarcza???.;) Nawet jesli DE mialaby przyjac taka i tylko taka forme to...jakos nikt nie mowi,ze sa przez to ubogie i ograniczone. A jesli nawet to po prostu dolacza do ogromnej rzeszy ograniczonych stanowiacych wiekszosc spoleczna i w tym momencie nie ma znaczenia gdzie to niedouczenie nastapilo.;)koncze z bablem na rekach wiec uzywam skrotow myslowych,ale mam nadzieje,ze jasno sie wyrazilam.
                                          • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Bogusi IP: *.* 09.09.02, 14:01
                                            A czy uważasz wobec tego, że przekazanie dziecku tej życiowej mądrości może tylko nastąpić "w ramach" HS? Przecież jest to coś, co wszyscy staramy się dać swoim dzieciom wychowując je.Czy jesteś pewna, że np. matematyk, albo osoba darząca tę dziedzinę miłością nie będzie, być może całkiem nieświadomie (albo i świadomie) kłaść nacisk na "swój" przedmiot, lekceważąc np. literaturę, zajęcia fizyczne czy geografię? Może przekaże dziecku komunikat rodzaju "synu, humaniści to banda nierobów, najważniejsze są konkrety", albo wręcz przeciwnie "poczytajmy zamiast rozwiązywać zadania, bo od liczenia masz kalkulator, a prawdziwej kultury nauczy cię książka"? Mam wrażenie, że ucząc w domu rodzic może być narażony na tego typu pokusy. Nie wiem, w jakim dokładnie wieku są Twoje dzieci, ale z ich pięknych (:lovesmile zdjęć wnioskuję, że jeszcze nie chodzą do szkoły, a jeśli nawet to od niedawna (ups, miało być "nie są w wieku szkolnym"). Z takich "konkretów" - litratury (nie mówię o ksiażkach dla dzieci, które większość z nas czyta im na głos), matematyki bardziej skomplikowanej niż liczenie reszty w sklepie, fizyki czy innych przedmiotów - z tego nic jeszcze chyba ich nie uczysz, prawda? Chyba, że nie masz zamiaru w ogóle ich tego uczyć, skoro w GB nikt w to nie ingeruje. Czy wtedy będziesz się czuła tak samo kompetentna? Wiem, jest internet, ale "na mój rozum" tym można sobie pomagać, a nie uczyć czegoś, czego samemu się nie zna.Są mamy, których dzieci nie chodzą do przedszkola czy zerówki i które to, o czym piszesz realizują nie nadając mu "szumnej" nazwy Domowa Edukacja. Można na upartego to robic przez pierwsze trzy lata szkoły podstawowej- jesli chodzi o samą naukę. Bo jeśli chodzi o naukę postaw życiowych, moralności, życia itd. - cóż innego robimy przez całe ich dzieciństwo ?
                                    • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 23:24
                                      Pozwole sobie stanać po stronie KvM-a, (choc nie wiem czy tego sobie życzy).Wydaje mi się, że "obrońcami" nauczycieli staja się osoby, majacea) dzieci w szkołach podstawowych i siłą rzeczy pogodzone z zaistniałą sytuacją, bo i co innego mogą teraz zrobić? Niewieleb) nauczyciele broniący swojego zawodu (koronnym argumentem staje się tu kwestia pieniędzy, zresztą podobne głosy słyszy się w przypadku lekarzy " no tak jest wielu partaczy ale przecież zdarzają się CI z powołaniem więc nie narzekajmy)c) osoby mające duże kłopoty ze wzrokiem i słuchem.I nie podam tu przykładów jakich spotkałam na swojej drodze nauczycieli. Podam przykłady, zaręczam, że nie są to jednostki - efektów nauczania:1. Uczennice , o których pisałam wcześniej - "wychowałam" trzy - żadna nie umiała w wieku 15, 16 lat obliczyć procentów, wyliczyć marży, sprawnie dodawać i odejmować2. Żołnierze służby zasadniczej - których szkolił mój mąż, którzy nie byli upośledzeni, a mieliby problemy zodpowiedzeniem na pytanie ile to jest 5000 dzielone na 100.Mój mąż i jego koledzy mówili mi, że muszą używać specyficznego języka, żeby 18-letni chłopcy ich zrozumieli i tłumaczyli mi, że oni nie zrozumieliby co do nich mówię. Nie wiedziałam o co chodzi dopóki:3. Nie byłam nad jeziorem (ja, kolezanka, dwooje naszych dzieci). Obok w przyczepie mieszkała para po 20 lat. Wspólne ognisko. Para pochodząca z Bytowa, rodzice raczej bogaci tzw. średnia klasa. Ojciec chłopaka dość wysoko postawiony policjant. Drugiego dnia przy większej ilości piwka powiedzieli nam, że tak naprawdę to oni czasami nie rozumieją co my mówimy. Dodam, że korzystam ze słownika wyrazów obcych, mój jezyk jest taki jak w postach. Pannna zrobiła duże oczy jak koleżanka powiedziała "ocenzurowany" :crazy:Hermiona wydaje mi się się, że wielka z Ciebie idealistka, że wydaje Ci się, że wystarczy pójść do nauczyciela, porozmawiać z nim i wszystko będzie ok. Ja byłam na praktykach w najbliższej szkole. To jak pani prowadziła zajęcia z uczniami klasy 4,5,6,7,8 to był koszmar. Zero tłumaczenia terror, cisza, i monolog. To nie są jednostki. Obudźmy się w końcu. Ja wiem, że dla niektórych dzieci jest już za późno, ale może jeszcze nasze mają szansę. Jeszcze przed urodzeniem Nastusi i teraz przed urodzeniem Stasie, wiem, że jak nie uda mi się obejsć niewoniczego prawa i tak będę musiała odwalić 4/5 roboty za nauczycieli.
                                      • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 23:26
                                        Miało być nie korzystam ze słownika wyrazów obcych. :0
                                      • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 23:35
                                        Widzisz, Nastko, a dla mnie to, o czym piszesz nie jest niczym dziwnym, bo panny "sklepowe" nie wywodzą się z elity intelektualnej,a w pracy w sklepie będą i tak używać kalkulatorów, więc nic dziwnego, że się nie przykładają.Co do żołnierzy służby zasadniczej mam podobne zdanie.Nie jestem idealistką, nie uważam, że wystarczy TYLKO pójść do nauczyciela i porozmawiać, ale że warto od tego zacząć. A te dzieci, o których pisałaś, czy którekolwiek z nich wstało i powiedziało "proszę pani, proszę nam to jeszcze raz wytłumaczyć, bo nie rozumiemy"? Powiesz, że pani zareagowałaby krzykiem? Możliwe, ale jeśli wstałoby z takim pytaniem pół klasy, to chyba by dotarło do niej, że źle prowadzi lekcję? A wiesz dlaczego nie pytali? Nie dlatego, że tacy stłamszeni przez szkołę, ale dlatego że rodzice nauczyli siedzieć cicho i nie wychylać się.
                                        • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 08.09.02, 23:51
                                          Te "panny sklepowe" to 15, 16 letnie dzieci, którym leniwe nauczycielki nie dały szansy stać się kimś innym. Ktoś w innym wątku napisał o synu szewca, który ma w obecnym systemie stąć się lekarzem. Tylko super hiper wybitne jednostki. Inne jeżeli rodzice sami nie zadbają o wykształcenie swoich dzieci nie mają szans stać się nikim innym poza "sklepowymi". Przy takim systemie edukacji.Nie usprawiedliwiaj więc nauczycieli. 8% społeczeństwa ma wyższe wykształcenie. Co najmniej 50% nie zna podstaw.I jeszcze jedno - żołnierzem słuzby zasadniczej powinien stać się każdy z tego tak bronionego przez Ciebie społeczeństwa (poza osobami chorymi, bądż pacyfistami, bądż osobami niezdolnymi do służby w obronie społeczeństwa polskiego). Tak więc postaraj się, przemyśl, może zreformuj swoje zdanie na temat żołnierzy służby zasadniczej, bo może to urazić wielu Polaków.Ja i moje dzieci i tak sobie poradzimy. Może dzieci będą bardziej sfrustrowane, może nie rozwiną swoich umiejetność, może tylko czasem zaklnę myśląć o kolejnym nierobie siedzącym za biurkiem, ale wykształcenie dzieci zawdzięczać będą tylko mnie, bo w szkołę już nie wierzę.Realistka
                                          • Gość: _Tosiaa_ Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Nastki łaaaaaaaaaaaaaaa IP: *.* 09.09.02, 12:15
                                            Droga Nastko te panny 15 16 letnie mają w głębokim poważaniu wszelkie szanse ich zainteresowanie optują wokól fryzury,faceta i imprezy :gun:sorry ale chyba nie wiesz ile zdrowia kosztuje motywowanie takiej osoby ,ile trzeba się nastarać aby takie dziecko któremu się szansy nie daje zechciało z tobą rozmawiać jak trzeba się nagimnastykować aby zechciało otworzyć zeszyt ,spojrzeć w stronę nauczyciela bez wydętej wargi i nie obrzucało cie za plecami obelgamipiękne to wszystko te szanse bla bla polecam kilka dni w gimnazjum ,gorąco polecam a twoje wyobrażenie o nauczaniu dzieci przeszłoby prawdziwą rewolucjęGosia
                                        • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Hermiony IP: *.* 09.09.02, 09:35
                                          Kochana Hermiono, ja swoje dzieci od urodzenia uczę mieć własne zdanie. Moje dzieci są odważne, czasem wręcz pyskate, bo wiecznie mają coś do powiedzenia. U Ani cecha ta została już poważnie stłamszona. Na początku w klasach 1-3 umiała zgłosić się i powiedzieć - mam inne zdanie, proszę powtórzyć, bo nie usłyszałam, proszę powtórzyć, bo nie rozumiem itd, itp. A było tak, bo uczyła Ją kochana pani. Od 4 klasy szkoły podstawowej cecha ta jest z dnia na dzień coraz bardziej tłamszona, niszczona, wypleniana. Nauczyciele nie lubią takich dzieci... Ania od roku siedzi cicho w klasie, nie wychyla się. Parę razy dostała nauczkę, że nie warto. Pamiętasz powiedzonko? Ono nadal robi furorę: pokorne cielę dwie matki ssie...Gosia
                                          • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi IP: *.* 09.09.02, 10:02
                                            Gosiu! To "nakręcaj" ją! Ucz ją dzień w dzień, że trzeba mieć swoje zdanie!!!Wiesz, myślę, że to, że Ania przestała być taka śmiała może nie tyle wynikać z tego, że została stłamszona, co z jej wieku - może nie chce się "wyróżniać" na tle innych dzieci? A młodsze dziecko może być po prostu bardziej spontaniczne. Ja u mojej córki zauważam akurat coś odwrotnego, ale może ma to po mnie, bo im byłam starsza, tym bardziej pyskata ;):hello: Monika
                                            • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi IP: *.* 09.09.02, 10:28
                                              Moniczko, kiedy ten pieron (czyt. moja córcia ;) ) w domku jest jak najbardziej pyskata i wszechwiedząca! :lol: A w szkole faktycznie boi się wychylać, bo już parę razy dobitnie dano Jej do zrozumienia, że będzie miała obniżoną ocenę z zachowania. Oczywiście, że Ją nakręcam, oczywiście, że bronię - ile ja się już nakłóciłam z nauczycielami! Mój ty świecie! Dobrze, że Niunia wie, iż może na mnie liczyć, zawsze. Rozmawiamy sobie o wszystkim, opowiada mi o wszystkim, niczego nie pomija. Nawet jak wie, że czasem się zagalopowała, też mi mówi. Wtedy razem dochodzimy do tego, co można zrobić, aby sytuacja się nie powtórzyła. Kopa dostałam w momencie, kiedy mój Darek był w szpitaliku i tam dowiedział się od pani ordynator, że w każdym tygodniu jest przynajmniej jedna próba samobójstwa z powodu szkoły... Chcą umrzeć dzieci w wieku 9 - 16 lat. Dla nich próba przebicia się przez ten mur pt nauczyciel jest nie do przejścia, nie do pokonania. Jeszcze podkreślę, że prawie zawsze są to dzieci z naprawdę dobrych rodzin, gdzie bardzo dużo czasu im się poświęca, gdzie się z nimi rozmawia. Dzieci z rodzin "obojętnych" są bardziej odporne. Te, które próbują samobójstwa często tłumaczą się, że nie chciały martwić mamy swoimi kłopotami w szkole... To mnie właśnie dobiło. Tłukę do łba mojego ukochanego dziewuszyska, że nie obchodzi mnie szkoła, że mam w nosie to czy będzie miała tróję czy pałę, że mam dokładnie w samym środku wiecie czego co ma do powiedzenia pan od matematyki na Jej temat (ten pan jest naszą piętą Achillesową...), bo najważniejsza jest właśnie ONA - MOJE DZIECKO, MOJA CÓRUNIA (tak się kiedyś wyraził ten pan - najważniejsza jest pani córeńka, niech Ją sobie pani w ramki oprawi, a ja mu na to, że tak, właśnie tak jest i będzie i dopóki starczy mi sił będę Jej bronić i nie pozwolę aby ktoś taki jak on zniszczył mi dziecko - o dziwo chyba podziałało, bo pan wreszcie zaczął Ją traktować normalnie). Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ta najważniejsza lekcja jest dosyć przystępnie podawana mojemu dziecku i nauczy się jej wręcz na pamięć - ba, mało tego, że wryje się ona w Jej serce tak głęboko, że nie będzie musiała używać rozumu aby o niej pamiętać...Pozdrówka Gosia
                                              • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi IP: *.* 09.09.02, 11:16
                                                Gosiu! Jesteś wspaniałą mamusią! Ale powiedz mi, gdyby wszyscy rodzice tak bronili swoich dzieci - czy stosunek nauczycieli do uczniów nie byłby wtedy lepszy? Sama piszesz, że kiedy "postawiłaś się" panu od matematyki, to zaczął Anię traktować inaczej.Ilu rodziców tak robi? A dla ilu uwaga w dzienniczku czy pretensje na zebraniu dla rodziców są pretekstem do wielkiej awantury w domu, jeśli nie zdjęcia pasa? Ilu na narzekania dziecka odpowiada " nauczyciel ma zawsze rację, a ty nie dyskutuj, tylko marsz do nauki!" Przecież gdyby do takiego nauczyciela gnębiącego dzieci, nie chcącego im pomóc, jeśli mają kłopoty, przyszedł tłum rodziców i wszyscy powiedzieliby "to są nasze kochane dzieci, wymagamy od pana/pani, aby pan je szanował i przekazywał im wiedzę", to czy nie byłoby efektu? A jak wyglądają zebrania dla rodziców? Rzadko na nie chodzę, bo nie mam z kim zostawić dzieci, kiedy mąż jest na statku, ale byłam na kilku i wrażenia były straszne.Akurat w zeszłym roku moja córka miała bardzo mierną panią (poprzednia musiała po 2 latach uczenia ich odejść) i mimo, że rodzice narzekali na nią po cichu,a dzieci się jej bały, to NIKT nie zadał żadnego pytania dotyczącego jej sposobu nauczania czy "prowadzenia" klasy. A ja? Cóż, ja też nie jestem bez grzechu - ja również nie powiedziałam słowa, ale nie dlatego,że się bałam - po prostu mieszkam w małym miasteczku, jestem "obca" - "miastowa" i nikt mnie nie poprze, bo nauczycielka to może być sąsiadka, czy znajoma jeszcze z dzieciństwa - to jeden z aspektów braku anonimowości w takich szkołach. Poza tym zdawałam sobie sprawę z tego, że za rok (wtedy) się wyprowadzimy, a pani i tak nie będzie ich uczyć w IV klasie. Ola na nią pomstowała i ja razem z nią, ale nigdy nie powiedziałam "pani ma zawsze rację".Wydaje mi się, Gosiu, że takie "zbaranienie" uczniów jest również powodowane przez ciche przyzwolenie rodziców dla takiego z nie innego sposobu nauczania. Na zasadzie "ja to przeżyłem, więc i tobie się nic nie stanie".:hello: Monika
                                                • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Hermiony IP: *.* 09.09.02, 11:42
                                                  Hermiono. Godna podziwu jest Twoja wiara w ludzi. Nie zastanawia Cię jednak to, że nawet Ty, świadoma powagi sytuacji nie zdecydowałaś się na reakcję? Co każe Ci wierzyć, że cokolwiek się zmieni? Nie zmieni się NIC za sprawą rodziców. Ci zdesperowani będą się zbierać razem w społecznych/prywatnych szkołach (jeśli będzie ich stać). A te jednostki, które wśród tłumu się wybiją będą skazane na społeczne potępienie, a ich dzieci na szykany. Wiesz, mój ojciec też był takim chojrakiem. Scena z polskiego którą opisywałem (ta z Norwidem) była bezpośrednim następstwem "wyskoku" mojego ojca na zebraniu rodzicielskim. Od kolegów z klasy (i koleżanek) też mi się za wystąpienie ojca dostało, bo pałę dostała tego dnia oprócz mnie m innymi osoba, która doszła do finału olimpiady polonistycznej (ogólnopolskiej). Jedyna nadzieja w DE, jeśli nauczyciele będą wiedzieli, że nawet w zapyziałym miasteczku mają konkurencję w postaci (nawet teoretycznej) DE, to stracą odrobinę pewności siebie, która pozwala im robić z uczniami na co mają ochotę i bezczelnie oczekiwać od rodziców kłaniania się na ulicy. Powtarzam, nie wierzę, że cokolwiek się zmieni w mentalności rodziców, nawet jeśli będziesz robiła akcje propagandowe w tej sprawie.
                                                  • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 09.09.02, 12:38
                                                    Krzysiu ! I właśnie ta moja niepoprawna wiara każe mi wierzyć w Ciebie, kiedy wiele osób "wiesza na Tobie psy" :)A tak naprawdę to z tym zebraniem było tak, że szłam tam z zamiarem "postawienia się" pani, ale kiedy zobaczyłam, co ona sobą reprezentuje (jest to osoba, która pracę nauczyciela zaczęła 25 lat temu, przez kilka lat miała przerwę i pracowała w świetlicy; jej metody nauczania zatrzymały się na tym, co było tych 25 lat temu - a w prowincjonalnej szkole oznaczało to "trzymać krótko i w razie czego dać w ucho"), to stwierdziłam, że nawet jak jej coś powiem, to ona tego PO PROSTU nie zrozumie. Mogłam wstać i powiedzieć jej "proszę pani, ja uważam, że pani czas minął, jest pani niedouczona i prymitywna", mogłam dawać dziesiątki przykładów, które zapewne by do niej nie trafiły. A rodzice - cóż, to mała społeczność, nikt tu nie lubi się narażać - pisałam też w którymś z poprzednich postów o siostrze katechetce.... Kiedy Ola poszła do I Kom. Św. (a było to w Wielki Czwartek, z kilkorgiem dzieci z innych klas, a nie - za całą swoją klasą), siostra bardzo uważnie przyglądała się wszystkim rodzinom. które w tym uczestniczyły. I po kilku dniach Ola przyszła z "nakazem" dla mnie, że mam stawić się u siostry i któregoś z księży (który nota bene nic o tym nie wiedział) i WYTŁUMACZYĆ SIĘ, dlaczego w czasie mszy nie poszłam do komunii razem z moim mężem (moi rodzice nie dali mi żadnych korzeni religijnych, co jest dla mnie wielkim ciężarem - ale nie dlatego, że jakiś babsztyl coś ode mnie chciał). I wyobraź sobie, że powiedziała to Oli na lekcji, przy wszystkich dzieciach. Napisałam do niej kartkę, że jeśli ma jakieś pytania i wątpliwości dotyczące Oli albo całej naszej rodziny, to nr telefonu jest następujący i ja bardzo chętnie z nią porozmawiam - przygadywanie na lekcji się skończyło (bo nie był to jedyny przypadek). Ale kiedy próbowałam namówić innych rodziców na bunt przeciw jej sposobowi uczenia, nikt nie był odważny, ale myślę, że to znów kłania się "małe miasteczko", gdzie nikt nie chce mieć kłopotów z I Komunią, z księdzem, panią dyrektor szkoły itd.Wiesz, HS jako "straszak" może by i było dobre, ale tak samo podziałałaby mała szkoła społeczna. W miejscu, gdzie mieszkam, jest prywatne gimnazjum i LO, prowadzone przez zakonnice, ale koedukacyjne i na b. wysokim poziomie. Nie zauważyłam, żeby szkoła państwowa bardzo się przejmowała tym, ze gimnazjum może jej zabrać uczniów ( a czesne nie jest tam b. wysokie i wiele dzieci miejscowych tam właśnie chodzi). Tylko widzisz, w tym państwowym gimnazjum jest wiele dzieci z bardzo, bardzo biednych, często patologicznych rodzin i sukcesem nauczyciela jest że te dzieciaki się nawzajem nie pozabijają, a co tu dopiero mówić o zainteresowaniu przedmiotem. Wiem, powiesz mi teraz, że to tym bardziej przemawia za HS, ale ja uważam, że te samą rolę spełniłyby małe szkoły społeczne, dające dziecku to wszystko, co jest mu potrzebne - zapał do nauki, rozbudzanie zainteresowań, ciekawe zajęcia, a jednocześnie pozwalające na bycie w grupie, naukę współdziałania, radość z obcowania z innymi ludźmi.
                                                  • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 09.09.02, 12:47
                                                    Powiesić, posolić, pokroić, ugotować we własnym sosie wrrrrrr. Coś czuję, że z tym moim niepokornym charakterkiem też narażę się komuś od religii. Mojej Ani ksiądz nie chciał dopuścić do komunii, bo nie umiała PŁYNNIE klepać "paciorka". Umieć umiała, ale czasem się myliła i pan krzyczał na Nią przy klasie i straszył, że nie dopuści do komunii. A możesz sobie wyobrazić, co czuje 8-letnie dziecko żyjące tym wielkim dniem. Poszłam i jak wydarłam mordkę, że jeszcze tylko raz, że niech tylko spróbuje tak powiedzieć, to...Problemy się skończyły, Anulka "egzamin" zdała i do komunii przystąpiła, gdzie Jej niepoprawna mamuśka płakała jak bóbr! :lol: Całuski Gosia
                                                • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi IP: *.* 09.09.02, 12:33
                                                  I tu chyba dochodzimy do sedna sprawy. Widzisz Hermiono, rodzice mają niejako prawo do bycia "różnymi różniastymi". Natomiast jeśli chodzi o zawód nauczyciela - nauczyciel powinien być człowiekiem z którego czerpie się wzór, któy stawiany jest za przykład, który nie tylko uczy ale i wychowuje. Bo przecież dzieci pochodzą naprawdę z różnych środowisk - są i rodziny patologiczne. Trudno tu mówić o zmienianiu nauczyciela przez tatusia alkoholika czy mamusię narkomankę. A pani nauczycielka to często jedyny "normalny" człowiek jakiego to dziecko widzi. Stąd ja kładłabym większy nacisk na zmienianie nauczycieli, na doświadamianie ich, na dokształcanie, na zmianę ich myślenia niż liczenie, że rodzice wezmą się i zbuntują i coś z tym zrobią. Widzisz, nie każdy znajduje dość rozumu, inteligencji w sobie i samozaparcia aby iść i kształcić się np właśnie na nauczyciela. Dlatego uważam, że oczekiwania wobec nauczycieli są słuszne. Szkoda tylko, że jakże rzadko egzekwowane. Jeśli chodzi o rodziców to powiem Ci, że ja od 4 klasy szkoły podstawowej mojej Ani nie chodziłam na zebrania, bo mnie trafiał szlag. W klasie piątej moja Ania przeniosła się do innej szkoły. Trafiła na dosyć "ludzką" nauczycielkę, matematyczkę, któa naprawdę starała się aby dzieciom ułatwić "życie". Ale moim zdaniem i tak było to trochę za mało, bowiem pani bała się "kłócić" o te dzieci. Byłam raz (podkreślam RAZ) na zebraniu rodziców. Poszłam, bo zbulwersowało mnie, że dzieci mają po dwie klasówki jednego dnia, dzień za dniem od kilku tygodni. Wstałam pewna, że inni też mnie poprą i powiedziałam głośno co o tym myślę. Wiesz jaka była reakcja? "A co się gówniarzom stanie? Przynajmniej głupoty im do głowy nie przychodzą! Mają się uczyć i tyle, nic innego do roboty nie mają!". Inni po cichu potakiwali "bardzo mądremu tatusiowi". Popatrzyłam mutylko prosto w oczy i zapytałam czy jego dziecko bierze z niego przykład. Potwierdził. A ja znając tego ancymonka powiedziałam bardzo spokojnie, że w takim razie wiem już, dlaczego wszyscy nauczyciele skarżą się na niego... Pan zrobił się czerwony i wyszedł z sali. Potem jeszcze wracając do domu nasłuchałam się bluźnierstw z powodu złych ocen: ja mu k...a dam w domu, szlaban na wszystko, wpier.... mu porządnie to się do nauki weźmie itp itd. Zaraz wieczorem zadzwoniłam do nauczycielki i powiedziałam Jej, że to pierwszy i ostatni raz widziała moją skromną osobę na zebraniu. Nie chcę się denenrwować a o wyniki nauki córci będę się dowiadywać telefonicznie. Pani się zgodziła. Nie wchodząc dalej w układy z innymi "rodzicami" dalej walczyłam z nauczycielami, nawet dyrekcją o dobro WSZYSTKICH dzieci. Nie tylko Ani. Sporo wywalczyłam, a przynajmniej nie udenerwowałam podwójnie tylko pojedynczo... ;)Pozdrówka GosiaP.S. I znowu wracamy do punktu wyjścia. Jak myślisz dlaczego jesteśmy otoczeni przez większość "młotków" bez wyobraźni, nie nauczonych wrażliwości, uczuciowości, poczucia piękna, swobody...Możemy tak się cofać w pokoleniach ale ja nadal liczę na to ba - jestem głęboko przeświadczona, że nauczenie tego wszystkiego leży w gestii nauczycieli, naprawdę mądrych nauczycieli. Bo wrażliwi rodzice, którzy wynieśli tę wrażliwość ze szkoły, umiłowanie piękna, chęć pomocy, poczucie sprawiedliwości - właśnie te cechy przeniosą na swoje dzieci. Mam rację?
                                                  • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi IP: *.* 09.09.02, 13:13
                                                    Małgosiu! A nauczyciele, mimo, że to specyficzna grupa, bo tyle od niej oczekujemy, to też ludzie wychowani przez kogoś, wykształceni przez jeszcze innych - i tak sobie przekazują tę niedoskonałość... Sa częścią społeczeństwa, a jakie ono jest, każdy widzi. Przecież w niektórych rodzinach - biednych, gdzieś z prowincji, bez wielkich szans, jedynym wyjściem jeszcze niedawno było zostać nauczycielem. Moja mama opowiadała mi, że tata, po skończeniu matematyki chciał zostać na uczelni - jego ojciec był temu bardzo przeciwny, bo miał nadzieję, że najstarszy syn zostanie "profesorem" w szkole i dziadek będzie mógł chwalić się nim przed sąsiadami - a on chce gdzieś biedę klepać na "asystenturze". Nie dożył już tego, ale myślę, że nawet fakt, że tata jest już od prawie 20 lat prawdziwym profesorem, nie zrobiłby na nim takiego wrażenia.Zauważ, że dopiero od niedawna nauczyciele mają obowiązek wykazania się wyższym wykształceniem, przedtem wystarczyło studium albo kursy. Skąd oni mają mieć ten wysoki pozimo, to morale itd.? Może sami pamiętają ze swojego dzieciństwa lanie za przeszłe, przyszłe i "na wszelki wypadek " swoje przewinienia jako metodę wychowawczą. Nie chcę bronić złych nauczycieli, chcę tylko uświadomić Ci, że są częścią społeczeństwa i bardzo często reprezentują tę średnią, czyli miernotę... Mozemy ich wszystkich pozwalniać i na ich miejsce zatrudnić nowych, możemy zmienić system kształcenia nauczycieli (w ogóle o jakim systemie mowa, bo mój kierunek był też tzw. kierunkiem pedagogicznym, co to oznaczało nie wiem, bo w ramach szkolenia nas "w kierunku" nauczania mieliśmy jeden rok pedagogiki, jeden psychologii, dwa metodyki, w tym jeden poświęcony "egzotycznym" metodom nauczania, nie używanych chyba nigdzie - ot, jako cikawostkę i miesięczne praktyki w szkołach, omijane zresztą jak tylko się dało - wystarczyło, że ktoś uczył miesiąc angielskiego w przedszkolu, a był zwalniany z praktyk), możemy zmienić całe szkolnictwo wyższe.... itp., itd......Dla mnie alternatywą dla takiej szkoły nie jest brak szkoły w ogóle, ale szkoła dobra. I tak, jak jeszcze 15 lat temu na oddziałach położniczych działy się straszne rzeczy, na niektórych dalej się dzieją, ale dzięki różnym akcjom "uświadamiającym", m.in. "Wyborczej", wiele się zmieniło, a też na początku wydawało się nie do ruszenia - wierzę, że i w tym wypadku jest to możliwe.:hello: Monika
                                    • Gość: _Dorka Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do KvM IP: *.* 09.09.02, 00:47
                                      Podobnie, jak Krzysiek, chodziłam do pięciu podstawówek. Podobnie, jak on, mam mieszane uczucia, gdy wspominam tamte lata.Pamiętam tych najlepszych nauczycieli i tych najgorszych (przeciętni wypadli mi z głowy). Miałam szczęście do polonistek, które potrafiły zachęcić do pisania opowiadań i bajek, czytania poezji. Pamiętam zwłaszcza jedną, która nie uczyła bezpośrednio mojej klasy, lecz kilka razy miała z nami zastępstwo. Była "sztywna", surowa i wymagająca. Bałam się jej na początku. Ale kiedy zaczęłam chodzić na kółko literackie, które prowadziła, pokochałam ją. Wspaniale czytała nam "Lilie" Mickiewicza (i inne jego utwory) - sprawiła, że znalazłam przyjemność w recytacji (i zaczęły się konkursy recytatorskie).Z tych "złych" pamiętam pana od PO - chorego militarystę. Zero szacunku dla ucznia. Jedyny cel - udowodnienie mu, że jest głupim uczniakiem. Wszyscy go nienawidzili.Pani od geografii - trzymająca uczniów na dystans, wymagająca, lecz nie za bardzo skora do tłumaczenia nie rozumianych przez uczniów zawiłości. Lekcje prowadziła w sposób wyjątkowo nudny.Matematyczka - złośliwa, stronnicza baba. Wybierała sobie uczniów, których lubiła, i za którymi ewidentnie nie przepadała - dając wszystkim to odczuć.Na początku powinnam wspomnieć dyrektora mojej pierwszej podstawówki, który podsumowała mnie (8-9 letnią dziewczynkę): "Jaki brat, taka siostra". Mój bliźniak słynął z niekonwencjonalnych pomysłów, więc dyrcio poszedł na łatwiznę i wydał jasnobrzmiący werdykt.To w podstawówce, moim zdaniem, dzieci uczą się systematyczności i uczenia się w ogóle. To wtedy rozwija się ich pęd poznawczy, lub się go zabija. Pamiętam, jakim koszmarem były dla mnie lekcje fizyki. Nie rozumiałam "o czym ten pan do mnie rozmawia" ;-) A on dziwił się, że nie rozumiem.Liceum. Tu podobnie - wspaniali ludzie z zapałem, bogaci wewnętrznie i sfrustrowani cierpiętnicy (ale uparcie twierdzący, że ich przedmiot jest najważniejszy) - w różnym wieku: od początkujących nauczycieli po emerytów na półetacie.Kogo pamiętam?Chemiczkę, która była cholernie wymagająca, ale nie kwapiła się do pomocy, gdy widziała, że nie radzę sobie z wzorami chemicznymi. Pomogły mi koleżanki, które cierpliwie rozwiązywały ze mną równania chemiczne. Ona była z tych, co uważają swój przedmiot za najważniejszy.Historyczka - zrobiła z tak pięknego, barwnego przedmiotu nudę i dłużyznę. Historyczne anegdoty i ciekawe fakty poznawałam u znajomych - studentów historii.Ta pani była też wychowawcą naszej klasy. Po maturze jedna z moich koleżanek powiedziała jej, że ma kamień zamiast serca.Ukochałam sobie natomiast znowu polonistę - historyka. Przewspaniały starszy pan kochający młodzież. Miałam z nim tylko zastępstwa, ale chodziłam do niego na kółko recytatorskie.Pani od biologii - fajna babeczka i dobry pedagog. Umiała zmotywować nas do nauki.Facet od muzyki i gry na instrumencie - wiedział, jak przekazać nam wiadomości, jak nakłonić do nauki w domu, a jednocześnie był na luzie. Pamiętam, jak czułam się nie rozumiana przez większość nauczycieli, którzy nie traktowali uczniów jednostkowo, lecz jak masę - bezwolną i bezmyślną. Pamiętam, że wszelka inność była źle widziana, indywidualizm był nie na miejscu, a dyskusje ucznia z nauczycielem niedopuszczale. Ale to była szkoła z tzw. tradycjami - mundurki i tarcze oraz pieśń na ustach (o przyjaźni polsko-radzieckiej).Na szczęście po zmianie dyrektora przyszła lekka odwilż, więc my - niepokorni uczniowie - wzięliśmy sprawę we własne ręce.Miło się to teraz wspomina - z perspektywy czasu. Pamięć jest wybiórcza i stara się zatrzymać dla siebie raczej przyjemne wspomnienia. Moja, niestety, zatrzymała kilka niemiłych - dotyczących relacji z rówieśnikami. I nie wiem, co o ich wpływie na moją młodą wóczas psychikę myśleć. Bo w szkole (liceum) trenowałam asertywność i bycie sobą, kiedy jednej z dziewczyn zaczął przeszkadzać mój "żydowski nos" i doprowadziła do tego, że prawie wszystkie dziewczyny obróciły się przeciwko mnie (z obawy, że im też dokuczy). Ćwiczyłam też wpółczucie i siłę w przeciwstawianiu się nietoleranji i wrogości wobec słabszych, chorych, odstających od większości. Nauczyłam się, że ludzie potrafią być okrutni i wyrachowani, cwani i interesowni. Ale poznałam też kilka wspaniałych osób, które ( choć byly drobiną wobec tej większości) zostawiły w mym życiu piękne ślady - sprawiły, że stałam się lepsza.I tu właśnie rozumiem (chyba?), co chciała powiedzieć Hermiona.Szkoła to przedsmak naszego życia dorosłego. Tu poznajemy wszelkiej maści charaktery - czarne i białe, i szare. Stajemy w różnorakich sytuacjach - budujących, kompromitujących, zawstydzających. Jesteśmy zmuszani do walki, podejmowania decyzji. Uczymy się oceniać ludzi, a właściwie ich rozpoznawać - wróg, czy przyjaciel? Uczymy się obserwować innych, poznajemy, że ludzie są różni - mądrzy, głupi, puści, uduchowieni, nudni, fascynujący, dobrzy, zagubieni, zawistni, skomplikowani.Ja wyszłam cało z tej głębokiej wody. Wiem jednak, że są tacy, którzy pozostawieni samym sobie w tym żywiole, zostali przygnieceni, przygaszeni, zmiętoszeni. Nie potrafili odnaleźć siebie, wycofali się, poddali się tym "złym" przystając do nich lub stając się ich pachołkami.Ilu takich ludzi - teraz dorosłych spotykamy w koło? Zakompleksionych, bezkręgowych, słabych psychicznie, uległych, nie mających własnego zdania, nie umiejących posługiwać się własnym systemem wartościowania?Tak, szkoła to społeczność. Tyle tylko, że często pozbawiona kontroli dorosłych mądrych ludzi.Zgadzam się, że trzeba zmienić polską szkołę. Mam jednak wrażenie, że taniej będzie kosztowała DE (jeśli będzie dopuszczona do realizacji).Dorkaprzedszkolanka z wykształcenianiedoszła nauczycielka
                                      • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Dorki IP: *.* 09.09.02, 09:46
                                        Dorko! Gdzieś Ty była, kiedy Ciebie nie było????Wiesz, myślę, że każdy ma w jakimś stopniu mieszane uczucia ze szkoły, ale dla mnie to nic dziwnego, bo to tak, jak w całym życiu - możesz mieć mieszane uczucia na temat małżeństwa, rodzicielstwa, pracy zawodowej - nigdy nic nie jest zupełnie czarne albo białe. Ja akurat ze szkoły podstawowej niewiele dobrego wyniosłam - nauczyciele nie byli może źli, zresztą na moje ówczesne pojęcie(mówiąc wprost - za mała byłam, aby to obiektywnie ocenić), ale sama szkoła była fatalna, a to za sprawą dyrektora. Myślę, że czasem nie myślimy o tym,że nauczyciele nie są tak zupełnie niezależni, że ktoś nad nimi stoi i nawet gdyby coś tam chcieli zrobić, to nie zawsze mogą, bo np. dyrekcja nie zgadza się na przeprowadzenie lekcji na dworze albo w jakiejś ciekawej formie.Liceum wspominam dobrze i nawet nauczyciele, którzy na początku wydawali się nieprzyjemni, oschli czy nietolerancyjni z czasem zostali "oswojeni". Moja szkoła była jednak dość specyficzna i nawet te słynne obowiązkowe pochody 1-majowe były traktowane z dystansem (mimo, że jak już pisałam, dyrektor był bardzo partyjny) - większość nie przychodziła (ja na ostatnim pochodzie byłam w wieku 4 lat), a ci, którzy tam byli robili sobie tzw. "jaja", wznosząc głośne "słuszne" okrzyki, albo grając w karty "na chodząco".Myślę, Dorko,o tym, co piszesz o szkole jako "nauce życia" - to prawda, że wiele osób z kofrontacji z tym "życiem" wychodzi z jakimiś ranami, urazami. Ale z drugiej strony to rodzice powinni dać dziecku te korzenie, aby umiały oprzeć się złu i stłamszeniu. Do tego nie trzeba HS, wystarczy normalne wychowanie i zdrowe zasady moralne. A czy nie uważasz, że i tak, jeśli po kilku latach nauki w cieplarnianych warunkach domowych "wypuścisz" dziecko "w świat", do szkoły średniej czy wyższej - i co tam spotka? Czy wtedy nie będzie narażone na "zejście na złą drogę" albo na stłamszenie? Dla mnie nawet bardziej, bo będzie to dla niego coś szokującego, być może coś, czemu nie będzie umiało się oprzeć czy przeciwstawić.Pomyśl o potrzebie akceptacji grupy, jaką ma każde chyba dorastające dziecko - jak będzie się czuło, kiedy zobaczy, że jego znajomi (choćby nawet i ci z basenu, lekcji angielskiego itp.) chodzą do szkół, gdzie spotykają innych podobnych sobie młodych ludzi, gdzie mają wybór, z kim chcą rozmawiać, gdzie nie czują ciągłej kontroli rodziców. Bo o ile dla 6-8 latka ta kontrola i stała obecność mamy czy taty jest nawet pożądana i lubiana, to już 12-15 latek będzie się przeciw niej buntował. Z drugiej strony nawet dla tych młodszych dzieci nauka bycia w grupie jest bardzo ważna. I, pamiętając to, co napisała Wan, wcale nie jestem pewna, czy zajęcia dodatkowe mogą to dziecku zapewnić.Dorko! Pisz częściej!:hello: Monika
                                  • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Su IP: *.* 09.09.02, 09:27
                                    KvM - ja również rozumiem Cię bardzo dobrze. I może faktycznie (jak to określiła któraś emama, przepraszam ale już nie pamiętam która) jesteśmy obydwoje przewrażliwieni, ale ja również od nauczyciela wymagałam i wymagam czegoś więcej niż książkowego materiału. Su, proszę nie irytuj się i nie sądź, że WSZYSTKICH określam jednym mianem - jeszcze raz podkreślam, że opisuję tylko tych nauczycieli, z którymi ja bezpośrednio miałam kontakt. Na tej podstawie wyrobiłam sobie pewien pogląd. Przede wszystkim jedna sprawa bardzo rzuca mi się w oczy - nauczyciel to jest taki specyficzny rodzaj zawodu, w którym ludzie wykonujący go bardzo narzekają... Na wszystko. Od razu podkreślę, że nie mówię tu, iż niesłusznie. Po pierwsze narzekają na trudne dzieci, trudną młodzież, na fatalne warunki do pracy (fakt), na brak narzędzi do pracy (następny fakt), wreszcie na skandalicznie niskie pensje (no i kolnejny niezaprzeczlny fakt). Więc ja się pytam w takim razie, skoro WSZYSCY dobrze o tym wiemy, to po co nadal znajduje się naprawdę mnóstwo ludzi studiujących a potem szukających pracy w zawodzie nauczyciela? Ja wiedząc o tych wadach za nic nie dałam się skusić i postawiłam mamie stanowcze veto - nie i koniec. A jednak ludzi starających się dostać pracę w jakiejś szkole przybywa. Wyznaję bardzo ważną zasadę - jeśli sama zdecydowałam się na coś, to choćby mnie serce bolało, choćbym miała paść na pysk - NIE NARZEKAM!!! Kurka wodna, to ja jestem odpowiedzialna za swoje decyzje, nie będę tą odpowiedzialnością obarczać wszystkich po kolei a zwłaszcza dzieci! Nie podoba mi się? To wychodzę "z interesu" i tyle. Powiem Wam jedną "anegdotkę" - mój mąż robił zdjęcia w jakiejś (chyba?) gminie (tu w świętokrzyskiem). Rozmawiał z wójtem o tym, jak mu się udało doprowadzić swój rewir do takiego rozwkitu. Facet stwierdził, że udało mu się porozumieć ZE WSZYSTKIMI GRUPAMI PRACOWNICZYMI - z lekarzami, pielęgniarkami, rolnikami itp, itd, naprawdę ze wszystkimi oprócz....nauczycieli. Stwierdził, że nie da się im dogodzić. Chcą albo wszystko albo nic. Nie potrafią iść na kompromis, mają żądania niewspółmierne do tego, co taki wójt może im dać. W końcu przecież i tak muszą się pogodzić z tym co mają, bo jest jak jest, ale ile przy tym narzekania, to Boże święty! Uważają, że mają najgorzej na świecie. A przecież tak między Bogiem a prawdą, owszem są pokrzywdzeni, bardzo, ale naprawdę są ludzie którzy mają jeszcze gorzej. Moja mama zrozumiała to dopiero teraz, będąc na emeryturze. Udowodniłam Jej to na przykładzie np mojego męża, na przykładzie lekarza (mojej cioci), na przykładzie pielęgniarki (drugiej cioci). Udowodniłam Jej po cichu nagrywając Ją jak mówi do mnie czy do ukochanych wnuków - Jej wydawało się, że mówi. Nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego wszyscy twierdzą, że krzyczy. Sama się przekonała. Odbiegłam od tematu. Już raz napisałam, że nauczyciel to specyficzny zawód, to powołanie, to wyjątkowi ludzie, którzy tak powinni podchodzić do swojej pracy - jako do powołania. Nie można twierdzić, że "my to też ludzie i mamy prawo do złego samopoczucia, do złego humoru" itd. Generalnie rzecz ujmując - tak. Ale ogólnie - nie. Na tym polega specyfika tego zawodu. Wychowujesz dzieci i po prostu musisz zachowywać się profesjonalnie. Dzieci nic nie obchodzą Twoje kłopoty, One chcą mieć swoją ukochaną Panią. Na marginesie muszę podkreślić, że ja cały czas piszę o nauczycielu klas 1-3. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z nauczycielami klas wyższych. Młodzież jest bardzo trudna. Dogodzić im, to praca syzyfowa, ale przecież nie niewykonalna! Tyle tylko, że musielibyśmy zmienić mentalność naszego społeczeństwa właściwie od podstaw. Ja, tak jak KvM, też miałam "dobrych" nauczycieli, jeśli sprawę mamy rozpatrywać takimi kategoriami. Wykładali, odpytywali i finito. Nie wyzywali, nie poszturchiwali, nawet nie wyrzucali z klasy. Ale nie potrafili zachęcić do swojego przedmiotu, nie potrafili, albo nie chcieli zrobić niczego, co pomogłoby smarkaczom zainteresować się tematem. Wiem, co mówię, bowiem (jak już pisałam) przez pierwsze pół roku miałam przefantastyczną nauczycielkę od j. polskiego, która spełniała wszystkie te super warunki. Była nieoceniona. Ona nigdy nie zapytała "co autor chciał wyrazić w swoim utworze" brrr... Ona uczyła samodzielnego myślenia. Podam przykład (nie bójcie się, tylko jeden ;) ): przerabialiśmy "Tristana i Izoldę". Chodziłam wtedy do klasy składającej się TYLKO z bab! :lol: Możecie sobie wyobrazić reakcję: zachwyt, łzy, euforia. A ja - jako ta niepokorna - powiedziałam "nie zgadzam się". Bo to nie była miłość, to był napój na miłość, sztuczne uczucie. Dostałam piątkę. Za samodzielne myślenie. I tak było pół roku. Potem przyszła ta raszpla. I dostałam po tyłku, bo za samodzielne myślenie miałam 8 dwój w półroczu... Marzenie szkoły i nauczycieli takich jak moja ukochana Pani od polskiego pozostały. Ja po prostu wiem, jak może wyglądać nauczanie, jak mogą wyglądać lekcje. I całe moje późniejsze życie szkolne tęskniłam za tym. Wytłumaczcie mi więc, jak to jest, że jednemu się chce, a drugi ma to w nosie? Miałyśmy wtedy po 15 lat, wiek najbardziej zbuntowany, ale naszej Pani słuchałyśmy jak bogini, jak guru, w klasie była cisza jak makiem zasiał. Ona "Boską komedię" zamieniła w najcudowniejszą baśń. Ech, ckni mi się. Reasumując: dochodzę do wniosku (wybacz Su, ale to przecież nie o Tobie), że nauczyciele z mojego otoczenia (piszę tak, bo nie chcę nikogo urazić) są tak skostanili, zatwardziali, że nie dopuszczają do siebie żadnych odstępstw. Oni chyba czują panikę, jak ktoś odbiega od stereotypu... Dlaczego nie pomóc młodemu człowiekowi rozpocząć samodzielne myślenie? Przecież potem tego się od niego oczekuje? Potem są uwagi: nie umiesz myśleć? nie umiesz podjąć decyzji? nie potrafisz sam się tym zająć? A jak do licha ma to zrobić, skoro całe życie uczy się go: NIE ODSTAWAJ OD GRUPY, NIE WYCHYLAJ SIĘ, UCZ SIĘ TEGO, CO JEST W KSIĄŻKACH A NIE KOMBINUJ Z WNIOSKAMI (wnioski dopuszczalne tylko te, które są w książce...). Ja rozumiem - przeładowany program, skandalicznie niskie fundusze, ale - tu ukłon Su :jap: - są nauczyciele, którzy potrafią sobie z tym poradzić, który swój zawód najnormalniej w świecie lubią. I młodzież też... Przykre jest to, że za wszystkie niedociągnięcia "tych tam na góze" muszą płacić nasze dzieci i młodzież. Ech, temat rzeka. Na razie skończę zanim uśniecie... :lol: Pozdrawiam Gosia
                                    • Gość: _Su_ Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Gosi! i nietylko :) IP: *.* 09.09.02, 10:18
                                      Gosiu kochana kłania cmi sie nie musisz bo wykonuję swoją pracę nie dla laurów tylko dlatego że lubię, że jestem dumna kiedy któryś z moich uczniów coś osiągnie czegoś się nauczy. Staram sie wszystkich traktować dobrze-oczywiście nie zawsze mi to wychodzi-jestem tylko człowiekiem ale zdaje sobie sprawę z wielu rzeczy-przeciez z tego co mówiła mi mama uczenie to moje powołanie od małego-jak miałam 4-5 lat siadywałam w piaskownicy i uczyłam dzieci. heheJesli chodzi o ludzi idących na studia nauczycielskie musze wyznac Ci coś koszmarnego. Wielu z nich idzie tylko po to by mieć zawód, by coś ze sobą zrobić i po cichu liczą na ciepłą posadkę ( wysuwam tą tezę na podstawie rozmów z nauczycielami-niektórzy się przyznają do tego oficjalnie); nawet ostatnio moja szkoła szukała nauczyciela i pewnego dnia zadzwoniła dziewczyna w sprawie pracy i mówi do mojego dyrektora że ona nie bardzo chce uczyć ale w ostateczności jak jej będą odpowiadały warunki to sie zgodzi (głupia), na co mój dyrektor jej na wstępie podziękował mówiąc że szukamy prawdziwych nauczycieli a nie kombinatorów.wiesz Gosiu ja mam na te rzeczy dosć trzeźwe podejscie bo obecnie pracuje w prywacie ale też nie nastawiamy się tylko na kasę i dbamy o sowich uczniów. i taki stan rzeczy mi odpowiada bo wiem że to co robię ma sens. jak pracowałam w liceum to podobnie jak Berenika byłam sponiewierana bo miałam swoje zdanie i jak mi coś nie pasowało mówiłam o tym. I mimo że miałam fajnych uczniów których lubiłam i jak okazało się z wzajemnością, odeszłam z tamtąd bo nie odpowiadała mi atmosfera pracy w zespole nauczycielskim gdzie często liczono cudzą kasę i patrzono ludziom na ręce. A największą atrakcją tych wykształconych osób(kobiet) było czytanie brukowców. Włos mi się jeżył.Powiedziałam sobie że najwyżej zadrę z nauczycielami ale nie dam dziecka sponiewierać i ogłupić. najwyżej założę społeczną szkołę. :) ze mną nigdy nie wiadomo hihi buziaki Gosiuwalcz o swoje dzieciaki zanim zabiją w nich wyobraźnię i nauczą wykutej "inteligencji".
                      • Gość: ez Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 09.09.02, 07:36
                        Ja też uczyłam się w kilku szkołach i nauczycieli dobrych miałam kilku, pamiętam nawet nauczycielkę która mimo wygrania olimpiady matematycznej chciała mi postawić z matmy 4 bo umiałam znaleźć błędy w jej wykładach na lekcji, sprawa otarła się o dyrektora. Potem studiowałam na wydziale gdzie obok kształcili się nauczyciele. Kilku z powołania reszta szkoda gadać ledwo przechodzili. Niektórzy którzy nawet to powołanie mieli poszli do szkół gdzie nic nie mogą zrobić bo nie umieją postawić się dyrektorowi, który jest lokalnym bogiem, oni też tracą swój zapał.Zostało kilku, którzy z powołania, dobrze ustawieni materialnie i mają fajnych dyrektorów. I matematyki to ja wolę uczyć sama bo nikt nie opowie mojemu dziecku o wstędze Mobusa, twierdzeniu Fermata ... Będą ją uczyć mnóstwa wzorów i definicjii a nie nauczą myślenia a przecież tylko dlatego matematyka jest królową nauk bo wystarczy ludzki umysł i zdrowy rozsądek aby ją pojąć. A jak niedouczony nauczyciel moż to zrobić skoro sam jej nie rozumie.
                        • Gość: _Su_ Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 09.09.02, 08:04
                          KvM ja nie bronię wszystkich nauczycieli! Ale chcę powiedzieć że nie wszyscy są tacy źli jak piszecie. Sama często wielu krytykuję szczególnie anglistów bo jak słyszę jak prowadzą lekcje, na których opowiadają kawały albo znoszą plotki to mnie szlag trafia, a dzieciaki musza potem chodzić prywatnie by coś umieć; płacą grube pieniądze a potem jak mają osiągnięcia to taki marny nauczyciel je sobie przypisuje. Sama w szkole miałam nauczycieli których znieść nie mogłam i którzy nic mnie nie nauczyli bo skupiali się na tych zdolnych uczniach jak w przypadku matematyki. Wiem że jest wielu złych nauczycieli ale nie możecie naskakiwać tak na wszystkich i robić przytyki że nauczyciele tak jak lekarze sami się będą bronić żeby obronić swój etat. bez przesady. Zastanówcie się nad tym w jaki sposób mówiecie pewne rzeczy bo obrażacie ludzi którzy naprawdę starają sie i chcą coś zmienić. Ja nigdy o sobie nie powiedziałam że jestam bardzo dobrą nauczycielką i że znam perfekt angielski bo wiem że jest wiele rzeczy których się jeszcze w życiu musze nauczyć a zarówno języka jak i nauczania go będę uczyć sie większość mojego życia. Nauczanie każdej nowej grupy jest inne, w każdej grupie dzieci lubią co innego, różnie podchodzą do nauki i życia-tego się właśnie zawsze od nich uczę. Zgadzam się, bodajże z Hermioną, że zamiast krytykowac spróbujcie najpierw sami pouczyć i zobaczymy jak wtedy zmieni sie Wasze zdanie. Łatwo jest krytykować coś czego się nie robi lub robiło.Na szczęście pracuję w takiej szkole gdzie chyba wszyscy jesteśmy idealistami i wierzymy że wiele rzeczy da sie zrobić. Czasami prowadzę zajęcia z dzieciakami na podwórku- dzieci są słowami i same układają zdania przestawiając kolegów w odpowiednie miejsca. To jeden z przykładów. Niestety wiem że w normalnych szkołach takie coś jest niemożliwe i ze moje dziecko nie doświadczy bycia częścią zdania :)na razie tyle bo musze kończyć ale pewnie jeszcze się czymś tu wnerwię i wtedy znowu coś napiszę ;)pozdrawiam wszystkich marzycieli i idealistówSu
                          • Gość: KvM Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 09.09.02, 09:01
                            Su! Nikt nie twierdził, że nauczyciele są beznadziejni wszyscy, bez wyjątku! Sęk w tym, że dobrych nauczycieli jest mało. Argument - idź do gimnazjum i spróbuj do mnie nie trafia. Ja nie twierdzę, że to praca łatwa i przyjemna. I dlatego optuję za DE iż czym innym jest uczenie swoich dzieci, a co wiecej indywidualnie, a dramatycznie czym innym jest uczenie dzieci cudzych i do tego w 30 osobowej grupie. Gdyby jednak nauczycielami nie zostawały głównie osoby, które nic innego (a bycia nauczycielem w szczególności) w życiu nie potrafią, a uczelnie trzymałyby poziom, to poziom systematycznie by się podnosił. ( i siłą rzeczy pensje, bo nauczycieli by brakowało )Niestety nauczyciele jako grupa bardzo stanowczo bronią swojego statusu świętej krowy. Zobacz jakie beznadziejne wyniki nauczania są statystycznie w Polsce! Nauczyciele nie chcą być poddawani weryfikacji (znowu wiem, że nie wszyscy, a Ci którzy są dobrzy chętnie by się jej poddali). Zobacz jaki fatalne były wyniki próbnej nowej matury (a zdawali ją tylko ochotnicy). Zobacz jak powszechne było pomaganie uczniom przez nauczycieli na egzaminach gimnazjalnych!Chciałbym jeszcze uzupełnić moją wypowiedź o standardzie dobrego nauczyciela. Dobry nauczyciel to był ten który na lekcjach miał ciszę. Większość osiągała to w ten sposób, że dyktowała przez pozostałą po przegadaniu o pierdołach część lekcji to czego potem trzeba było się nauczyć. Był to skrót materiałów, które były zawarte w podręczniku.
                            • Gość: Berenika Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 09.09.02, 09:50
                              KvM, ze smutkiem muszę się z Tobą zgodzić :) :) :crazy:. Ja jestem raczej za reformowaniem szkoły za wszelką cenę, bo wydaje mi się, że większa część społeczeństwa odniesie z tego korzyść, niż z HS, ale jesli chodzi o status świętej krowy... Doświadczyłam tego na samej sobie.Na koniec roku zapowiedziałam, że jesli ktoś będzie chciał poprawić ocenę, może spróbować sprawdzianu - giganta: z każdego tematu lekcyjnego po jednym pytaniu. Oczywiście rozmaicie to było, ale zgłosił się też chłopiec, któremu groziła pała. To była szósta klasa, czyli koniec podstawówki (pierwszy rok tym trybem). Chłopiec właściwie na pograniczu upośledzenia umysłowego. Przepytałam go i widziałam, jak się stara. Przygotował się jak na siebie bardzo dobrze. Dostał ten wymarzony mierny.W klasie był jeszcze drugi gagatek jedynkowy, ale to raczej margines niż upośledzenie :( . Mógł się wprawdzie tez poprawiać, gdyby chciał, ale nie chciał. No to nie, dostał pałę.Po czym zgłosiła się do mnie wychowawczyni tej klasy i poinformowała, że skoro jednemu postawiłam pałę, to i drugiemu muszę. Że nie wolno mi poprawić go na mierny. Rozumiecie - nie że drugiemu też musze poprawić, tylko temu lepszemu nie mogę! Krew mnie zalała, oparło się w końcu o dyrekcję... Moja pozycja była o tyle kiepska, że wtedy jeszcze studiowałam i panie z wieloletnim stażem traktowały mnie per nogam. Ale ja postanowiłam nie popuścić. Chłopak mierny dostał.I po tym wszystkim usłyszałam, że jestem dno, bo nauczyciele powinni trzymać się razem, a ja - świnia - poszłam do dyrektora, zamiast popierać tę wychowawczynię!!!Dobro ucznia? Sprawiedliwość? Przyzwoitość? :gun: :gun:Przy okazji - finał był taki, że obaj chłopcy dostali mierny (z tej nieszczęsnej biologii) odgórnie, żeby się ich jak najszybciej pozbyć ze szkoły.No comments.Nie twierdzę, że wszędzie i zawsze tak jest, ale mam smutne podejrzenia... Cóż, my nauczyciele, musimy trzyać się razem... I dlatego dzisiaj nie jestem już nauczycielem, tylko zadowolonym z siebie pracownikiem naukowym ostatniej kategorii :).
                            • Gość: _Su_ Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" Nauczyciele do Ari IP: *.* 09.09.02, 09:52
                              KvM przyznaję Ci w dużej mierze rację ale nie można winić tylko nauczycieli za taki stan rzeczy, chociaż tak jak napsiałam wielu jest dennych-szczególnie w szkołach państwowych-np jesli chodzi o tzw. anglistów, w moim mieście ludzi którzy mają prawdziwe wykształcenie w tym kierunku i są "przygotowani" fachowo do nauczania jest niewielu. Często są to osoby przypadkowe które znają trochę język np. uczniowie naszej szkoły. Ludzie są z łapanki i często nie mają pojęcia o tym jak uczyć efektywnie a zdarza sie też często że znajdują sie mądrzejsi od nich którzy ich poprawiają. sama byłam uczona przez inżyniera który był w Anglii czy Stanach parę lat i tez zdarzało mi się go poprawiać-naszczęście o tyle dyplomatycznie że nie miałam w związku z tym nieprzyjemności.Masz rację że za dobrego nauczyciela uważa sie kogoś u kogo jest cicho na lekcji-tyle że nikt nie widzi że często u kogoś takiego ludzie są zastraszeni albo znudzeni.Uważam że nasze szkoły są do niczego, i prawdą jest że niewiele uczą-często słsyzę na ile prywatnych lekcji dzieciaki uczęszczają żeby coś umieć. Można by porównać tą sytuacje do lekarzy bo lecząc/ucząc źle napędzają klientów sobie czy kolegom.Pytanie tylko nasuwa mi się takie-co możemy zrobić by to zmienić. Kuchu ma co prawda tylko 2 lata ale ja juz sie martwię o szkołę. Uczę akurat syna pewnej pani nauczyceilki nauczania początkowego o modlę się by na tą panią nie trafił. Pani jest w trakcie douczania się, znajoma przepisywała jej pracę któa od kogoś zżynała i do tego ma tak niesympatyczne usposobienie że zastanawiamy sie w pracy jak ona może uczyć dzieci a do tego zachowuje sie jak święta krowa-na wszystkich patrzy wyniośle. niestety często słyszę opowieści moich uczniów o takich paskudnych nauczycielach, którzy mszczą sie na uczniach za zwrócenie uwagi, którzy nadużywają zwolnień i nie obchodzi ich czy dzieciaki mają angielski czy nie, nauczycielach którzy urzadzają sobie pogawędki przez komórki na zajeciach a młodzieży karzą być cicho i robić jakies tam ćwiczenia.Jeśli chodzi o poziom to dobrym przykładem jest matura w jednej ze szkół w moim mieście. Młodzież dostaje gotowce, które robią na zajęciach (oczywiście sprawdzane są po łebkach i tylko Ci którzy chodzą do swojej pani prywatnie mają dobre odpowiedzi) po czym wiedzą że muszą sie ich nauczyć na pamięć. Makabra.Czy oni sobie nie zdają sprawy że życie nie kończy się na maturze! efekt końcowy jest taki że tacy niedouczeni młodzi ludzie zdają maturę na 5 po czym nie dostają się na studia bo jezyk polali i są bardzo zdziwieni. Mogłabym mnożyć setki przykładów, niestety.Wkurza mnie takie podejście i walczę z tym jak mogę tym bardziej że jak słyszę że nauczyciele to nieuki, lenie i wogóle dno jest mi przykro, a czasami nawet głupio jak usłyszę co niektórzy wyrabiają na zajęciach.Przyznam jednak szczerze że zastanawia mnie HS bo jestem typową humanistką ( a może raczej humanistką dlatego ze moi nauczyciele przedmiotów ścisłych nie zdołali zakrzewić we mnie pasji ani do matematyki ani fizykismile ) i nie jestem w stanie nauczyć mojego dziecka robienia zadań. brrrWiecie co a może powinniśmy założyć jakąś partię walczącą o normalną szkołę, co? Chciałabym aby moje dziecko umiało logicznie myśleć a nie klepało mi z pamięci wszystkich królów-to ostatecznie można zawsze gdzieś sprawdzić :), wolę żeby był zaradny i nie miał problemów w życiu.eh co za temat rzeka, można by pisac i pisać. już zgubiłam wątek :) więc chyba pójdę się lepiej dokształcać pozdrawiamSu
                • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do Ari IP: *.* 06.09.02, 18:32
                  Ari wybacz ale takie teksty o szacunku do nauczyciieli to dla mnie straszny banał. Taki sam szacunek należy się każdej osobie ciężko pracującej po 10, a nie po 4 godziny dziennie i płacącej podatki na te "nędzne pensyjki".Studiowałam na uczelni pedagogicznej (zaocznie). Większość osób, które studiowały ze mną to byli albo nauczyciele, albo zamierzali nimi być. Po pierwsze ich poziom wiedzy był delikatnie mówiąc żenujący. Zreszta poziom tejże uczelni (o wieloleniej tradycji) również pozostawiał bardzo dużo do życzenia. Niektóre przedmioty trwały 6 godzin (dwa wykłady) z czego połowa nie odbywała się. Po drugie przygotowanie pedagogiczne bylo żadne. I tacy nauczyciele uczą nasze dzieci.Niedawno byłam kilka dni w gospodarstwie agroturystycznym.Gospodyni powiedziała, że jej córka będzie nauczycielką języka polskiego, bo to najlepszy zawód na wsi, pewny byt do emerytury, a dzięki "dobremu dyrektorowi", który zatrudnia minimalną liczbę nauczycieli i zapewnia dużo nadgodzin bedzie zarabiać 1700 zł. To chyba nie jest mała pensyjka.Panna studiuje zaocznie oczywiście (ciekawe jaki procent nauczycieli w Polsce ma zrobiony tylko licencjat właśnie zaocznie) zamiłowanie do literatury praktycznie żadne.Przykłady można mnożyć. Na pewno zgodzę się z KVM, że większej krzywdy niż banda niedouków ( nie twierdzę, że wszyscy są nauczyciele są tacy - sądzę, że na 12 przedmiotów nauczanych niewłaściwie jest 10) swojemu dziecku ucząc je w domu nie zrobię.Agata
              • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach-do Bo IP: *.* 06.09.02, 12:51
                Bogusiu, być może natłok myśli w czasie, kiedy pisałam sprawił, że nie napisałam o jednym - moje "rozważania" nie tyle dotyczą HS w ogóle, co w odniesieniu do Polski. Przytaczasz akty prawne i bardzo dobrze - ktoś zainteresowany je sobie poczyta,ale jaki będzie miał z tego pożytek, oprócz goryczy, że u nas to niemożliwe?...A nawet gdyby było możliwe - zauważ, Bogusiu, że jestes w tej komfortowej sytuacji, że możesz sobie pozwolić - i na gromadkę dzieci, i na uczenie ich w domu. Jeśli wiesz, jak wygląda teraz sytuacja w naszym kraju - a wiele osób często o tym tu pisze (m.in. ciągły lęk o pracę), to jak wyobrażasz sobie powszechność HS, które mimo wszystko wymaga przynajmniej tego, aby jedno z rodziców było w domu i to gotowe do poświęcania czasu na codzienną, latami prowadzoną naukę z dziećmi. Nie znam Cię na tyle, żeby pisac coś o tym, jaka jesteś - być może mieszkając w GB przejęłaś od Brytyjczyków ich słynne "my home is my castle", a może wynika to z Twojego osobistego spojrzenia na świat. Ale ja na przykład nie chcę, żeby moje dzieci rosły "na przekór" społeczeństwu, mimo niewątpliwych zalet spokojnej, bezstresowej nauki w domu. Chcę, żeby nauczyły się w tym społeczeństwie funkcjonować, bo to one kiedyś, a ja - my wszyscy dziś - je tworzymy. I nie ma co narzekać na bliżej nieokreślonych jego członków, bo wiele zależy od nas samych i od tego, jak odnosimy się do innych. Może i są uniwersytety "on line", ale po co? Dlaczego pozbawiać człowieka kontaktu ze światem zewnętrznym mimo, że może wyjść z domu i budować normalne relacje z innymi ludźmi? Piszesz, że osoby uczone za pomocą HS i tak dają sobie radę, bo są przyzwyczajone do samodzielnego działania. No właśnie, a czy w ten sposób nie "dajemy w prezencie" społeczeństwu inteligentnych, dających sobie radę egoistów? Którzy nie nauczyli się przez kilkanaście lat swojego życia, że czasem potrzebne jest współdziałanie, kompromis, spojrzenie z innej strony na potrzeby swoje i innych?...Być może należysz do tych szczęśliwców, którzy potrafią to przekazać swoim dzieciom bez wysyłania ich do przedszkola czy szkoły, ale nie wiem, czy wiele osób czułoby się na siłach - ja też nie... Uważam, że dzieciom potrzebne jest przebywanie na co dzień w grupie rówieśników. To mój pogląd na tę sprawę i proszę, nie nazywaj tego ignorancją.W którymś z poprzednich postów, będących odpowiedzią na to, co pisałam o szkolnictwie w USA, napisałaś, że właśnie tam również rozwija się HS. Byłam W USA już dość dawno temu i niewykluczone, że bardzo dużo się tam zmieniło. Pamiętam jednak, że już wtedy było tam słychać o HS - jako o sposobie na naukę różnego rodzaju fundamentalistów, którzy nie życzyli sobie, aby ich dzieci uczyły się, że Ziemia jest okrągła, albo czytały baśnie Andersena, bo zawierają elementy satanistyczne (?????) - jak i wszelkie baśnie w ogóle, już nie wspominając o teorii Darwina. Jeśli teraz biorą się za to ludzie o bardziej uporządkowanych głowach, to świetnie.I, jeszcze jedno, Bogusiu, moje poglądy nie są pochopne i nie wynikają z mojego uwielbienia dla odgórnego potępiania. Są moje. Ja też jestem mamą i też zależy mi na tym, aby moje dziecko czerpało radość z nauki. Ale do tego można dojść różnymi drogami...:hello: Monika
                • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach-do Bo IP: *.* 06.09.02, 13:45
                  Ale Hermionko, rzecz w tym ze, najwyrazniej pomimo Twojej woli, ciagle jednak przebijaja w Twoich slowach slogany:odizolowanie od spoleczenstwa,wspolpraca, nauka zycia z innymi itd.Powiedz mi gdzie w normalnym zyciu spotykasz jeszcze (poza szkola) 30-osobowa grupe ludzi w tym samym wieku.W rodzinie[pomijajac blizniakiwink]? W biznesie? Powiedz ilu masz w swojej pracy rowiesnikow? A wokol siebie?Czy przyjaciol dobierasz zagladajac im uprzednio w metryke?Natomiast wychodzenie do innych w ramach HS stwarza wlasnie taka mozliwosc-rozmawiania zarowno z mlodszymi jak i ze starszymi, relacji z nimi.I kto tu mowi o izolowaniu? Znowu chyba nie wiesz jak to w rzeczywistosci wyglada.Szkola? Ok,jesli dobra to dobrze. A jesli niezbyt?Moj maz chodzil do calkiem dobrej szkoly. Mial to wszystko o czym mowisz. I co? jedyne czego mu brakowalo pomimo wysilkow rodzicow to umiejetnosc powiedzenia `nie` temu wlasnie spoleczenstwu. Tak,w kompromisie byl ,jak kazdy dobry. Byle tylko zostac zaakceptowanym przez ogol.Byle sie nie wychylac. Tylko nieliczne jednostki sie uchowaly. Narkotyki, alkohol-Ok w Polsce to moze jeszcze nieznane problemy-Wasze szczescie w takim razie. Czy to rowniez ten kompromis o ktorym wspomnialas?Jemu sie udalo wyjsc z tego calo. Innym nie. Tak naprawde wiekszosci nie. Jego kolega szkolny-narkoman-umiera wlasnie na bialaczke.Sek w tym, ze tak trudno jest powiedziec `nie` nawet nam-doroslym . A co dopiero wymagac tego od malucha.Jesli jednak poswiecimy troche czasu zapewniajac mu mozliwie najlepsze warunki rozwoju (mowie tu o osobowosci w tej chwili) ,jesli damy czas na zbudowanie wlasnego poczucia wartosci, calkowicie niezaleznego od presji innych, wzrasta rowniez szansa, ze na tej bazie nasze dziecko bedzie silniejsze i latwiej sobie poradzi z presja, bedzie bardziej wybiorcze jesli chodzi o dobro i zlo, uczciwosc i nieuczciwosc, mode i inne trendy.Dlatego rozumiem i cenie rodzicow wybierajacych dla swoich dzieci mozliwie najlepsze szkoly. Jak Ina powiedziala,zla szkola rani i to bardzo.Inna rzecz,ze nie wszystkich na to stac, nie wszyscy mieszkaja w jej poblizu itd.Zwyklo sie mawiac, ze to,co reprezentowane przez wiekszosc jest dobre, wlasciwe, naturalne...wiesz, teraz wiekszosc mlodziezy w szkolach[przynajmniej tutejszych] cpa. Czy w tej sytuacji zyczylabys sobie aby Twoje dziecko w ramach wspolpracy spolecznej tez poszlo na kompromis i zaczelo robic to co inni?Jeszcze wiele mysli mi sie po glowie tlucze bo zdaje sobie sprawe,ze nie na wszystkie Twoje watpliwosci odpowiedzialam,ale trzymam szkraba na kolanach i pisze jedna reka.Zamiast tego w dalszym ciagu zachecam do lektury bo w dobie internetu naprawde mozna znalezc wszystko w sieci.Hs-owszem, wyglada inaczej niz w Twoich wspomnieniach a juz napewno inaczej jesli ogladany z bliska.;)Natomiast informacje przeze mnie podawane nie sluza bynajmniej przyprawianiu kogos o wyrzuty sumienia a sa odpowiedzia na pytania zainteresowanych-patrz post kvm i Bei bo sytuacja ,jaka jest,wiem niestety.
                  • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach-do Bo IP: *.* 06.09.02, 14:09
                    Może naiwnie, ale i tak wierzę,że mówienia "nie" można nauczyć bez zabierania dziecka ze szkoły. I nie o kompromis w rodzaju "skoro wszyscy ćpają/piją/palą, to ja też" mi chodzi, tylko o liczenie się z potrzebami innych i zdawanie sobie sprawy, że nie tylko moje są ważne. Zła szkoła rani.... Tak. Tak samo, jak złe przedszkole, zła praca, zły szpital.... Oczywiście, ważna jest możliwość wyboru, ale skoro takowej nie mamy w naszym kraju, to uważam, że należy się skupić na tym, jak poprawić i ulepszyć to, co mamy. Polskie prawo nie opiera się na precedensach, więc można powiedzieć, że nikogo nie interesuje, że ktoś gdzieś dzieci w domu uczył, skoro prawo tego zabrania. A rodzice zamiast tracić nerwy i czas na "walkę z wiatrakami" mogliby skupić się na pomocy szkole i daniu swojemu dziecku tego, czego szkoła z różnych powodów dać nie może.:hello: Monika
            • Gość: Mela Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 11:12
              Czym sie rozni "dobra", spoleczna, szkola do ktorej teraz chodzi moja corka od "niedobrej" z ktorej odeszla?Liczebnoscia klasy.Zaangazowaniem nauczycieli? - zdarza sie tez niezaangazowany, z tym ze mozna go usunac, co nie jest wykonalne w szkole panstwowej.Innym poziomem dzieci? - w czesci tak, ale tez nie do konca - w klasie Marysi jest i geniusz (pewnie karmiony piersia ;) ), ale tez chlopiec autystyczny, uczacy sie z problemami, ale przy staraniu rodzicow i nauczycileki akceptowany przez klase.Jak jest najwieksza roznica??? Zaangazowanie rodzicow - TAK, to decyduje o sukcesie. Tym rodzicom zalezy na edukacji dzieci wiec: placa :cry: , interesuja sie postepami dzieci jak i problemami w klasie - przy powaznym klasowym konflikcie na plaszczyznie spolecznej nie ma problemu zeby wszyscy sie wlaczyli (czasami az za bardzo), kiedy wychowaczyni prosi i spotkanie i pomoc. A poza tym daja swoj czas. Moj maz mial pomysla zeby dzieci zobaczyly muzeum pieczywa 50 km od Warszawy - zagral dzieci do swojego busa i pojechali. Inny tata ma pracownie reklamy komputerowej - dzieci robily projekty reklamowe, wyciete pozniej w formie naklejek na ploterze. Inna mama pracuje w drukarmi - na dzien matki dostalismy profesjonalnie wydany album :hap:, z wypracowaniami i wierszami dzieci dla rodzicow i opisami swoich rodzin- incognito i bez cenzury. Dowiedzielismy sie, ze ktorys z tatusiow zawsze stawia sobie wlosy na kolorowy zel podbierany po cichu mamie, a pozniej spi w pracy :lol: , czyjas mama gra w pracy " w kulki" na komputerze, a po przyjsciu do domu caly czas siedzi na czacie, inny tata w pracy obgaduje szefa, w domu tylko czyta gazete, a mama- "wiadomo, przy garach" :lol: Oj, były poważne rozmowy po tej publikacji miedzy niektorymi rodzicami :lol: Czy to dziwne? Tak. W poprzedniej szkole nikt nie chcial dzialac w trojce klasowej, a proba zaproponowania skladki w wysokosci 2 ! zl miesiecznie na potrzeby klasy skonczyla sie odmowa - bo to obowiazek szkoly wszystko zapewnic - jak powiedzial mo jeden z ojcow, stojacy codziennie pod sklepem z piwkiem za owe 2 zl. Na zebrania przychodzilo 30 % rodzicow - tu corka by nam nie darowala, jakby ktoregos z rodzicow nie bylo - taki wstyd :crazy: A minusy? Rodzic poswiecajacy swoj czas czy dodatkowe środki na szkole (zdarzaja sie i tacy, co od tak wplacaja po 10 000 co dwa trzy miesiace poza czesnym, czy np klada nowy parkiet w sali gimnastycznej - za darmo ) maja pokuse zbytniego wtracania sie w decyzje nauczycieli - ze szkoly zostal usiniety agresywny, nadpobudliwy chlopiec, ktorego rodzice zostawiali samego w domu na cale popoludnia a on spedzal czas na ogladaniu filmow pornografiznych, co bylo jedyna trescia rozmow z dziecki w drugiej klasie podstawowki. Place wiec dziecko moze robic co chce - powiedzial ojciec na proby pomocy ze strony psychologa ( dzieciak terroryzowal kase i nie pozwalal prowadzic zajec), nie chcial rozmawiac z wychowaczynia czy innymi rodzicami. Albo on , albo nasze dzeci - tkie ultimatum postawili inni rodzice I chlopca usunieto - regulamin szkoly na to pozwala. Zdecydowaly pieniadze - lepiej stracic jedno czesnie niz 11.Ale zaangazowac mozna sie bez nich. I to jest wedlug mnie ta droga, ktora mozna realizowac juz teraz, w naszych realiach, bez czekania na zmiane przepisow. Ja sama pamietam comiesieczne zabawy mojej klasy w przedszkolu, ktorego kierowniczka byla mama jednego z uczniow - a inne mamy przychodzily z ciastem, rozmawialy, podczas gdy my szale Te przyjaznie miedzy rodzicami przetrwaly dluzej niz klasowe - moja mama spotyla sie z tymi znajomymi nadal, mimi ze od skonczenia szkoly mionelo mi 20 lat. I nadal, jak wtedy na klasowych zabawach, chwala sie dziecmi. :)mela
              • Gość: Aari Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - do Meli IP: *.* 07.09.02, 07:38
                Melu powiedz mi gdzie jest ta szkoła ??? Czy to w Warszawie????wioleta
            • Gość: Ozog Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 11:58
              Moniko, pięknie to wszystko napisałaś. Zgadzam się w 100%. Problem edukacji leży mi na sercu od dawna (jestem niedoszłym pedagogiem, zmieniłam zawód). Chciałabym, aby moja 4 letnia obecnie córka miała fajną szkołę i dobrych nauczycieli, aby jej szkolne początki stanowiła dobrą podstawę do dalszej nauki. Wiemy wszyscy, że szkoła potrafi wiele "zabić" w człowieku, zła szkoła i źli nauczyciele to nieszczęćcie na całe życie. Ja będę z tym walczyła i chciałabym, aby więcej rodziców odważyło się walczyć o lepszą szkołę dla swoich (i nie tylko swoich dzieci). Bo niestety nigdy nie zmienimy istniejącego stanu rzeczy jeśli będziemy tylko biadolić, a przecież dobra szkoła opiera się na dobrej współpracy rodziców z dyrekcją i nauczycielami. Rozpoczęta w tym roku akcja "Szkoła z klasą" może cokolwiek zmieni w naszym szkolnictwie. Warto się tym zaintereswoać i poszukać w okolicy szkoły, który do takiej akcji przystąpiła. Polecam też wszystkim rodzicom i nauczycielom, którym leży na sercu dobro dzieci przeczytanie "Rewolucji w uczeniu" i "Inteligecnji wielorakich" - omówiono w nich problemy innego podejścia do systemu oświaty i programów nauczynia. Na pewno zmotywują Was do działania. Polecam forum dyskusyjne dla nauczycieli i rodziców na eduseeku oraz www.vulcan.edu.pl/rodzice/szkola/rady/index.htmlgdzie znajdziecie wszystko o organizacji rodziców w szkole, przepisy prawne (prawo dla rodziców, prawo w szkole, etc. W sprawie HS - jest ono nazwijmy to "nielegalne" w Polsce. Pamiętam artykuł z Rzeczpospolitej (dodatek prawny, żółte strony, bo chodziło właśnie o interpretacje przepisów prawnych)o ojcu, który uczył swojego syna w domu i szło mu to rewelacyjnie, szkoda tylko, że musiał zaprzestać ; zresztą opis przepychanek między dyrekcją szkoły, kuratorium i prawnikami był niesmaczny i chyba więcej czasu stracił biedak na dociekanie swoich praw niż na naukę syna (cóż w takim kraju żyjemy). Przede wszystkim w kraju za biednym, aby organizować kursy dokształcające dla rodziców (zresztą zainteresowanie byłoby raczej mierne), aby klasy były mniej liczne, a nauczyciele lepiej przygotowani do swojego zawodu. Uważam za skandal, że płacąc takie podatki jakie płacę w tym kraju muszę dofinansowywać szkołę w postaci składki na zakup ławek lub malowanie sali. Rodzice bez słowa płacą te składki(zaznaczam , że nie jest to sposób współpracy szkoła-rodzic), aby ich pociechy uczyły się w miłym pomieszczeniu, ale tak naprawdę to jest chore. Można sponsorować, zakupić specjalne pomoce naukowe, ale to wyjątkowe sytuacje. Dlaczego to wszystko tolerujemy, dlaczego nie potrafimy zrobić żadnego kroku ku zmianie skostniałego systemu edukacji. Niestety zdecydowana większość rodziców to większość biernie podchodząca to problemu. Obiecuję, że będę walczyła. Ina
            • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do Hermiony IP: *.* 06.09.02, 18:14
              Hermiono!Nie chcę Cię osobiscie urazić ale Twoje posy świadczą o Twoim wyidealizowanym podejściu do instytucji jaką stała sie szkoła.Nie zgodzę się, że w szkole zawiązuje się przyjaźnie, a jeżeli nawet to trwają one dokładnie tyle ile trwa szkoła, wspólne odrabianie lekcji, czy wspólni wrogowie (czyli nauczyciele). Prawdziwych przyjaciół poznaje się, nie dlatego, że rzucono nas do tej samej klasy ale dlatego, że mamy np. te same zainteresowania, włśnie dzięki basenowi, kółku teatralnemu czy zabawom na podwórku.Jeżeli chodzi o obawy i rozterki rodzica posyłającego dziecko do szkoły to nie ma to nic wspólnego z uczuciem bycia niepotrzebną. Moja siostra ma dwójkę dzieci (trzecia i druga klasa). Starszy chłopiec niezwykle inteligentny od dwóch lat nudzi się na lekcjach. Nie ma mowy o zindywidualizowanym nauczaniu przy 30 dzieciach.Młodsza dziewczynka pod koniec I klasy zaczęła wymiotować. Z nerwów, bo nie jest w stanie nadążyć za panią, za tempem.Czy wiesz, że teraz dziecko idąc do szkoły musi umieć czytać, pisać i liczyć do 100, bo inaczej nie ma szansy sobie poradzić. Stąd wynikają obawy, Nie, chodzi o to, że dziecko zniknie z oczu na parę godzin, ale o to że zostaną zmarnowane możliwości jednego dziecka, a inne przez długi czas będzie przeżywać horror, bo nikt nie będzie w stanie wyjaśnić mu materiału. Nie ma tu indywidualnego podejścia do dziecka, bo niby jak skoro dziecko idąc do szkoły na 8 rano konczy zajęcia o 10.30, a w klasie ma się 30 dzieci.Parę razy udzielałam korepetycji. Dzieci w szkołach nie znają podstaw. Uczy się je na pamięć, wykuwania definicji. Jak można z tym walczyć ilu nauczycieli można po prostu zmienić, Nawet gdybym była bardzo zaangażowanym rodzicom nie miałabym na tyle siły przebicia by zmienić 90 procent kadry.Agata
              • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do Nastki IP: *.* 06.09.02, 18:50
                Nastko, nie uraziłaś mnie OSOBIŚCIE. Nie idealizuję szkoły i nie wiem, jak mogłaś to wyczytać w moich postach. Piszesz o przyjaźniach szkolnych, które ograniczają się wg Ciebie do odrabiania lekcji i narzekania na nauczycieli. Cóż, "za moich czasów" również w szkole znajdywało się przyjaciół i te przyjaźnie potrafią przetrwać wiele lat - w moim wypadku ok. 15-tu, a znam osoby prawie 70-letnie, które pielęgnują swoje przyjaźnie z czasów liceum. A te z pływalni czy koszykówki właśnie potrafią się skońćzyć z chwilą zakończenia meczu - mój mąż miał właśnie takich "przyjaciół", z którymi nie miał o czym rozmawiać, bo oprócz zamiłowania do koszykówki nic ich nie łączyło.Czy masz dzieci w wieku szkolnym, Nastko? Bo ja mam i jeśli ja idealizuję szkołę, to Ty ją demonizujesz. Bardzo dobrze wiem, co dziecko musi umiec idąc do szkoły, ale bądź pewna, że i tak przez pierwsze pół roku nauczyciel głównie bada umiejętności dzieci i stara się sprawdzić, co w ogóle umieją. I twierdzenie, że bez umiejętności liczenia do 100 czy pięknego czytania dziecko sobie w 1-szej klasie nie poradzi świadczy o tym,że nie znasz tematu "osobiście".Piszesz o dzieciach swojej siostry - może dziewczynka nie osiągnęła jeszcze tzw. dojrzałości szkolnej? Może powinna była jeszcze jeden rok być w zerówce? To nie jest żadna ujma na honorze czy plama na życiorysie, w przedszkolu, do którego chodziła moja córka, takie dzieci się zdarzały. A ten chłopiec, taki zdolny - czy rodzice starają mu się tę nudę wynagrodzić i stymulować jego rozwój intelektualny w domu? Wiesz, niestety jest tak, że te pierwsze trzy lata to jeszcze taka nauka trochę na niby, więc dzieci, które z pewnymi przedmiotami są "do przodu" rzeczywiście mogą czuć się znudzone. Jednak później są na pewno kółka zainteresowań czy zajęcia pozalekcyjne, więc można się w to zaangażować.Ogólnie rzecz biorąc jeśli przeczytasz moje posty jeszcze raz, to mam nadzieję, że jednak zauważysz, że nie staram się niczego idealizować. :hello: Monika
                • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do Hermiony IP: *.* 06.09.02, 19:32
                  Nie mam dzieci w wieku szkolnym. Moja siostra ma. Wychowuje te dzieci samotnie. Widujemy się codziennie. Temat więc znam bardzo dobrze między innymi dlatego tak bardzo nie spodobało mi się to co napisałaś. Poza tym studiowałam na uczelni pedagogicznej (ukonczyłam rok temu). Wiem jak niski poziom te uczelnie reprezentują. Moja koleżanka zaczęła "karierę" nauczycielki. Wiem jakie ma podejście do nauczania. Wiem jak długo dziecko przebywa w szkole, jak wyglądają zajęcia na świetlicy. Udzielałam korepetycji, miałam praktyki w szkole. Wszystko to spowodowało, że czytając posty Bogusi czy Kvm-a poczułam się dużo lepiej. Jakby pojawiło się światełko w tunelu, że teoretycznie mogłoby istnieć inne rozwiązanie. Takie, gdzie mogłabym decydować czego i od kogo uczy się moje dziecko. Izolowałabym je byc może ale od osób, które czynią oczywistą krzywdę mojemu dziecku.Jaki tak naprawdę można mieć wpływ na wybór nauczyciela dajmy na to historii jeżeli moje dziecko boi się go i nienawidzi tego przedmiotu. Mam iść i porozmawiać z nim ?, zaproponować inny system nauki? Mrzonka. Nie mogę zrobić nic, bo nauczyciele tak naprawdę są nie do ruszenia.Czy wiesz, że pan który rzucał pękiem kluczy w dzieci jak rozmawiały pracuje w mojej szkole do tej pory? Że inny pan zostal zwolniony dopiero po 3 miesiącach, a przez trzy miesiące znęcał się nad całą klasą psychicznie i fizycznie, każąc chłopcom klęczeć na grochu (teraz to chce mi się z tego śmiać ale wtedy to były dramaty).Myślisz, że teraz jest inaczej? Że na 12 nauczycieli, z którymi ma doczynienia dziecko nie znajdzie się 10 takich którzy się po prostu nie nadają do pracy ?Ponieważ znam temat osobiście wiem, że nauka do trzeciej klasy to żadna zabawa. I wcale nie jest to nauka na niby. Są zeszyty, są prace domowe, są oceny (te chmurki i słoneczka to również oceny - dzieci doskonale o tym wiedzą).
                  • Gość: Hermiona Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do Nastki IP: *.* 06.09.02, 20:16
                    A w jaki sposób Ty przekazałabyś dziecku komunikat "zrobiłaś to dobrze/źle"? Bez ocen - rozumiem. Bez słoneczek, kwiatków i innych - no to jak?Wybacz, ale uważam opowiadanie, że nauczyciele są nie do ruszenia, to nie tyle mrzonka, co gruba przesada. Piszesz o nauczycielach, którzy źle traktowali uczniów a mimo to trudno było ich zwolnić. A czy rodzice naprawdę bardzo się o to starali? W szkole mojej córki była siostra- katechetka, zwana przez uczniów "Kapitan Hook" - to chyba dość mówi o jej metodach zbawiania małych duszyczek. Latami rodzice i dzieci narzekali na nią, ale była właśnie "nie do ruszenia". Kiedy Ola była w drugiej klasie, siostra przygotowywała dzieci do I Komunii Świętej; co się wtedy działo wolę zapomnieć. Próbowałam namawiać innych rodziców, żebyśmy się zbuntowali przeciw takiemu nauczaniu religii - wszyscy oczywiście narzekali na nią ile wlezie, ale nikt nie miał odwagi powiedzieć o tym publicznie. Cóż, dzieci jakoś wytrzymały do końca roku, następny rocznik niestety też, aż "Kapitan Hook" trafił na takich rodziców, którzy się nie bali - i siostrzyczka z hukiem wyleciała. Może trzeba chcieć? Czy Twoja siostra robi coś oprócz narzekania na szkołę? Czy rozmawia na zebraniach z innymi rodzicami czy nauczycielką? Czy coś sama proponuje?Skoro uczelnie pedagogiczne są tak kiepskie, to skąd wiesz, że Ty sama podołałabyś uczeniu dziecka w domu?Ktoś wspomniał akcję "Gazety Wyborczej" "Szkoła z klasą" - gdyby tylko starać się postępować zgodnie z tymi propozycjami, można by zrobić wiele dobrego. Skoro tyle szkół się do tej akcji zgłosiło, to może jest szansa na to, żeby było choć trochę lepiej? Łatwo jest się "wypiąć", trudniej samemu coś spróbować zmienić - w szkole, szpitalu, urzędzie - bo wtedy jest się współodpowiedzialnym za efekt końcowy, a bez tego można zwalić wszystko na tych nieokreślonych "innych" i mieć czyste sumienie.:hello: Monika
                    • Gość: nastka2001 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?-do Hermiony IP: *.* 06.09.02, 21:06
                      Jej Hermiona!Ja nie chcę zbawiać świata, nie chcę się gromadzić z innymi rodzicami tylko dlatego, że nasze dzieci są w jednej klasie. Nie chcę rozmawiać, czy wykłócać się z nauczycielami, pisać petycji do dyrektorki o wyrzucenie nauczyciela.. Bo tu nie chodzi nawet o patologiczne przypadki, tylko o miernotę 90 %. Wiem, że połową tej energii, którą poświęciłabym na patrzenie nauczycielom na ręce, mogłabym zdziałać cuda w edukacji mojej córki. Tak czuję nie wiem. Wiem, że można ugrzęznąć a nic się nie zmieni, bo pani która prowadzi nudne lekcje, z których nic nie wynika formalnie nie można nic zarzucić.Mój czas dzieliłby się pomiędzy szkołę i jej sprawy organizacyjne, kontrolowanie nauczycieli, organizowanie zajeć pozalekcyjnych dziecku, odrabianie z dzieckiem wszystkich zadanych lekcji i dokształcanie dziecka zgodnie z tym co ja chciałabym by umiało. Nie za dużo?Prawdę mówiąc nie interesuje mnie praca społeczna, aktywizowanie innych rodziców. Jeżeli chodzi o możliwość wykształcenia Nastusi. Nie dlatego czułabym się na siłach bo skończyłam uczelnię. Po uczelni którą kończy rocznie mnóstwo nauczycieli nie śmiałabym nauczać kogokolwiek.Czułabym się na siłach tylko dlatego, że to moje dziecko. Że dla niej i tylko dla niej przeczytałabym (przeczytam) wszystko co jest dostępne w internecie, że wspierać będzie mnie mój mąż. I że będzie nas dwoje na jedno, dwoje dzieci, a nie jedno na 30. I gwarancją wykształcenia będzie nasze zaangażowanie. Teraz pewnie napiszesz (pomyślisz), że to samo zaangażowanie można wykazać kiedy dziecko chodzi do szkoły. Można ale trzeba się zmierzyć wtedy z dodatkowym problemem - urzędem.Oczywiście wszystko to na razie teoria. Jestem po prostu zafascynowana myślą, ideą.
            • Gość: 220571 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - do Hermiony IP: *.* 06.09.02, 19:42
              mama Oli i Jedrka napisała/ł:> Ktoś napisał parę postów wyżej, że nie chce, aby jego dziecko uczyło się w szkole rywalizacji, różnicowania "lepszy - gorszy" itd. To byłam ja ;). Troszkę to nie tak. Zgodzę się z Tobą, że w szkole są różne dzieci, że dzieci się porównują. Ważne jest natomiast co im z takiego porównania wyniknie. Może podam przykład. Zawsze lubiłam matematykę. Dziką przyjemność sprawiało mi rozwiązywanie zadań. A wiesz co z tego miałam? Opinię kujona (w szkole podstawowej). "Dlaczego nie możecie tak jak ona?" "Chociaż próbowalibyście się postarać." To jest dla mnie rywalizacja i to bardzo niezdrowa. Takie traktowanie to KOSZMAR - tak to pamiętam. Tego typu zdarzenia według mnie uczą właśnie "nie wychylania się". Przecież to moje zamiłowanie to nie była ani moja załuga, ani wina innych, że są mniej zdolni. A czułam się tak, jakby to była moja wina. Przcież nie da się wszystkiego robić wyśmienicie. Dlaczego nauczyciel nie wysyłał takiego "komunikatu"?Zgadzam sięcałkowicie zty, że rodzice powinni się włączyć w wychowanie dzieci w szkole. To powinna być współpraca nauczyciel-rodzic.A co do szkoły w ogóle. Rodzice moi i mojego męża są nauczycielami. Trochę się orientuję jak to wygląda "od środka". Są nauczyciele z powołaniem. Ale są też tacy, którzy nie znaleźli nic lepszego do roboty. A także tacy, którzy wiedzę (z danego przedmiotu) mają, ale brak im wykształcenia pedagogicznego (może nawet nie tyle wykształcenia, co zastosowania wiedzy w praktyce).Pozdrawiam :hello:PS Doszłam do wniosku, że miałam więcej złych nauczycieli niż dobrych :(. A czy miałam nauczyciela z powołania? Chyba tylko dwóch może trzech :( podczas całej mojej edukacji.
          • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 10:20
            Eh, tak to jest z ta swiadomoscia. Odeslij ja do art 7 Education Act 1996Zgodnie z prawem edukacja dziecka jest obowiazkiem r o d z i c o w a nie panstwa i to oni powinni dopilnowac by dziecko otrzymalo te edukacje w szkole czy tez *otherwise* (czyli wybor metod i miejsca nalezy do nich)Stad w UK homeschooling nazywany jest Education *Othrewise* (wlasnie na podstawie tego prawa)Szczegolowe informacje znajdzie w:section 7 of the 1996 Education Act, what was Education Act 1944, section 36 for England and Wales, and Education (Scotland) Act 1980 Section 30) I kwintesencje w ulotce informacyjnej wydanej przez EO: It is valuable to be well acquainted with the legal aspects and know your rights and duties; ("School is Not Compulsory," (SINC), published by EO, deals in detail with many issues and has an extensive section on the legal aspects of home education. Z internetowych zrodel:http://www.dfes.gov.uk/parents/learning/home.cfm?fuseaction=doc1zaczynajace sie od slow:The law allows parents to educate their children at home instead of sending them to school if they fulfil certain conditions(...) Jak wynika z adresu, jest to strona rzadowa.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~I jeszcze z podstaw prawnych: Education Act 1996 Education in accordance with parental wishes9. In exercising or performing all their respective powers and duties under the Education Acts, the Secretary of State, local education authorities and the funding authorities shall have regard to the general principle that pupils are to be educated in accordance with the wishes of their parents, so far as that is compatible with the provision of efficient instruction and training and the avoidance of unreasonable public expenditure.A jak ma czas to niech sobie przestudiuje education act:http://www.hmso.gov.uk/acts/acts1996/1996056.htmMilej lektury zycze znajomej .;)
          • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 10:59
            oIo napisała/ł:>Jeśli nie, to lobbujmy, a przede wszystkim uświadamiajmy społeczeństwo, że to też jest droga - dobra co najmniej tak jak tradycyjna. malutkie sprostowanie.:lol:HS to jeste wlasnie droga tradycyjna. Szkola jako taka to swego rodzaju nowosc-`wynalazek` przelomu wiekow.:lol:
      • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 10:26
        olaaaa2 napisała/ł:szkolnictwa - (szkoła podstawowa i gimnazjum) i to spoczywa na państwie !!!!I wlasnie to jest ta roznica. W UK ten obowiazek spoczywa na rodzicach.Jedyne co mozna podciagnac w polskim prawie to pewnie ten indywidualny tok nauczania. Moze jednak. Czemu nie? W uk jest to objete osobnym paragrafem mowiacym o dzieciach specjalnych potrzeb (m in tych szczegolnie uzdolnionych w danym kierunku)
        • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 14:31
          Hermiona napisała, że społeczeństwo to my. Fakt. I teraz, jak już pisałam wcześniej, trzeba się zastanowić, co MY możemy zmienić, co MY możemy zrobić, aby naszym dzieciom było lżej, łatwiej. Nie będę zajmować stanowiska w sprawie co jest lepsze: nauczanie w domu czy szkoła, bowiem podobają mi się argumenty zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Dlaczego? Bo nie jestem zadowolona z naszego szkolnictwa, mimo iż wiem, że szkoła jako taka to naprawdę cudowne miejsce "odpoczynku" od rodziców, codzienności. Ale to utopia. Odkąd tylko pamiętam byłam dzieckiem niepokornym, mającym własne zdanie i owo zdanie głoszącym bardzo głośno i wyraźnie, domagającym się swoich praw. Oraz - jak to się mówi - takim kotem łażącym własnymi drogami, czyli potworną indywidualistką, prawie że bez kompromisów (ale to wynikało raczej z racji wieku jak i świadomości, że o "swoje" muszę walczyć). Szkołę podstawową wspominam niezwykle ciepło, bo i nauczyciele, którzy mnie uczyli to naprawdę ludzie z prawdziwym powołaniem. Potrafili pokazać nam świat od naszej strony, zachęcić do nauki, udowodnić, że umieć to znaczy być świadomym. Dzięki najukochańszej na świecie polonistce pokochałam literaturę, nawet ortografię, którą bawiłam się wspaniale - zaowocowało to zwycięstwami na kolejnych olimpiadach jak i późniejszym wyborem zawodu. Ale podstawówka skończyła się i trzeba było zejść na ziemię. A jak tu powiedzieć 15-latkowi, że należy chodzić właśnie po ziemi, myśleć trzeźwo i logicznie? Wtedy dopiero zaczyna się bunt. A w liceum ładowanie w ramki - za cenę "ucinania" wyłażących fragmentów ciała... W pierwszej klasie jeszcze miałam nadzieję. A to dlatego, że j. polskiego uczyła mnie taka sama marzycielka i utopistka jak moja pani z podstawówki i ja. Oceniała myślenie, nie obecność. Ale niestety po pół roku zachorowała. "Dostaliśmy" "coś" (za przeproszeniem), co nie wiem co robiło w szkole. Całe lekcje siedziała przy biurku, pilnując czy dostatecznie cicho przepisujemy z książki materiał. Wiązało się to z przepisywaniem całego podręcznika, na co ja postawiłam stanowcze veto. W jednym półroczu miałam z polskiego........8 dwój. Za brak przepisanych lekcji. Walka trwała dalej. W końcu sprawą zainteresowała się wychowawczyni, która zarówno mnie jak i panią od polskiego zaprowadziła do dyrekcji. Tam stwierdziłam głośno i bardzo wyraźnie, że książki te zostały napisane raz i dobrze, i że nie sądzę, aby autor tychże był zadowolony wiedząc, że narusza się jego prawa autorskie. Oraz, że choćbym miała nie zdać za nic na świecie nie będę tego przepisywać. Dyspensę od przepisywania dostałam tylko ja. Choć tyle wywalczyłam. Reszta klasy nie. Może byli za słabi, za mało zdeterminowani, może już nic im nie wyłaziło z ramek...Taka niepokorna zostałam do dziś. Dwa razy zmieniałam liceum. Jak je skończyłam nie wiem. Nie pytajcie, bo nie wiem. Nauczyciele (oprócz tych z wyobraźnią i sercem, a tych było bardzo malutko..) nienawidzili mnie. Za moje abstrakcyjne myślenie, za własne zdanie, za żywą inteligencję, która udowadniała im popełnianie błędów. Bardzo źle wspominam naukę. Moje dzieci uczę, że aby miały prawo kłócić się z nauczycielem muszą mieć tak opanowany materiał, aby w razie czego z pełną satysfakcją dochodzić swoich praw. To może i podłe z mojej strony, ale uczę Ich, że nie ma nic słodszego niż będąc pewnym swoich racji, mając wszystko opanowane, nie ma to jak udowodnić głupotę i brak profesjonalizmu swojemu "rozmówcy" (bo przecież nie dotyczy to tylko i wyłącznie nauczycieli). Tylko w ten sposób wychowam ludzi z wyobraźnią, niezaszufladkowanych, wrażliwych i niezastraszonych. Mam przynajmniej taką nadzieję. A podłą i złośliwą zrobiło mnie życie...Dlatego napisałam w jednym z wcześniejszych postów, że najchętniej wyjechałabym na bezludną wyspę. Nie sama szkoła mnie przeraża, ale to co się tam wyprawia z naszymi dziećmi za sprawą ludzi dziwnych, niekompetentnych, czasem wręcz podłych i złośliwych. Nie piszę, że wszyscy nauczyciele tacy są, bo to nieprawda. Ale nie przemawia do mnie zwrot, że to też ludzie. Tak, jak nie przemawia do mnie, że lekarz to też człowiek i pilot i bankowiec. Są to ludzie o szczególnym zawodzie, ze szczególnymi obowiązkami - nauczyciel wychowuje ludzi z których albo zrobi bezwolne maszyny, albo ludzi z pasją, lekarz albo zrobi kalekę, uśmierci albo wyleczy, pilot..same wiecie, a bankowiec własnie pozbawił mnie (dla mnie) kupy pieniędzy (przez swoją niekompetencję). To nie "też ludzie" - to szczególni ludzie. Wyjątkowi. Czemu nie można poskarżyć się? Nie na to, że źle uczy, ale na to w jaki sposób to robi? Że niszczy coś bezpowrotnie, że zabija wyobraźnię, że kpi z wrażliwości. Tego pragnę moim dzieciom zaoszczędzić. Właśnie dowiedziałam się, że mój synek jak i inne dzieci z Jego klasy będą dwa dni pod rząd chodzić na 7.30 do szkoły - w poniedziałek i wtorek. Nie dlatego, że dzieci jest dużo, bo jak już gdzieś napisałam w tym roku jest niż i klas pierwszych jest conajmniej trzy razy mniej niż w zeszłym roku. W takim razie dlaczego? Nie wiem.Pozdrawiam przygaszona Gosia
          • Gość: Mela Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 14:55
            Gosiu - witaj w klubie :)Ja zaliczyłam 2 licea, mój maż -poznany włąśnie podczas wyrzucania z jednej ze szkół - pięć :crazy:Po naszych doświadczeniach zapisanie nieochczonego dziecka do szkoły mieszczącej się na terenie kościoła i dzierzawiacej od niego pomieszczenia wydawało się ryzykowne. Ale nastapiło miłe rozczarowanie- Marysi nie spotkała ani razu żadna przykrość. Została zaprosozna przez klasę na komunię, przeszła też przez etap żywiołowej miłości do katechetki :love: , jak zdecydowała że bedzie chodzić na religię. Świat się zmienia. Jak nasze dzieci pójda do liceum bedzie już.... no właśnie jak? Mam nadzieję, ze lepiej niż 25 lat wczesniej, kiedy my zaczynałyśmy edukację w szkole średniej.MelaP.S. Mnie uczył matematyk - schizofrenik. Dopero po roku dyrekcja sie zorientowała, bo wczesniej nie dawali wiary naszym skargom. Najśmieszniejsze było noszenie szaf z klasy na korytarz - na polecenie tegoż naucyzciela :lol:
            • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi?/ do zainteresowanych o przepisach IP: *.* 06.09.02, 15:52
              Kurcze, a ja myślałam, że nikt mnie nie przebije!!! :eek: Uściśnij męża ode mnie! No i siebie Serce Ty moje! Jak dobrze należeć do Klubu...Całuski Gosia
    • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - i jeszcze dopisek IP: *.* 06.09.02, 14:59
      buuuuu, obiecuje publicznie juz nie zagladac do tego watku bo pozniej mnie korci by odpisywac a naprawde nie mam czasu.:crazy:Chyba,ze mi ktos dzieci przyjdzie przypilnowac.;) Na psa przeciez nie moge tego ciagle zrzucac.:lol:prawda ikasiu.;)
      • Gość: Gosia1 Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - i jeszcze dopisek IP: *.* 06.09.02, 15:46
        Bogusiu kochana, kup jeszcze ze dwa psy - te najbardziej opiekuńcze, z instynktem jak u matki - i wracaj do pisania! :lol: :lol: Dobrze? No i pomagam "korcikować" - korciu, korciu, korciu - pisz Bogusiu, pisz...Całuski Gosia
        • Gość: sawlb Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - i jeszcze dopisek IP: *.* 06.09.02, 16:08
          No i udalo Ci sie Gosiu.:lol:Eh ta moja `silna wola`.:gun:Co do psow to cos mi sie zdaje,ze Twoje slowo stanie sie cialem.;) I to juz `za niedlugo`. Dziatwa podsluchala mnie podczas rozmowy przez telefon o parze cockerow plci obojga i teraz juz spokoju mi nie daja.:cry:Skad wiedzialas?:lol:Spadam bo psow do pilnowania jeszcze niet.;)B
      • Gość: Mela Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - i jeszcze dopisek IP: *.* 06.09.02, 16:40
        Bogusiu,pisz i jeszcze raz pisz! Bo chociaz mnie, mimo ze posiadam też wyksztacenie pedagogiczne, nieużywane zresztą, mimo że pracowałam i w zerówce i w żłobku, to uczenie dzieci w wdomu wydaje się czymś równie szalonym jak oparacja wyrostka własnemu dziecku na podstawie podręcznika anatomii wypożyczonego z biblioteki.Ale równie szalone kilka lat temu wydawalo sie posyłanie dzieci do prywatnej szkoły(co do przedszkola zdania nie zmieniłam ;) ). A teraz już podstawowym kryterium planowanej za kilka lat przeprowadzki - bo teraz zostajemy w poblizu szkoly :crazy: ma być dobre gimnazjum w rejonie (w Polsce dzieci sa przyjmowane do gimnazjum na zasadzie rejonizacji, a potem wolne miejsca sa dopełnianie dziećmi spoza rejonu - stad fala przemeldowań dzieci do znajomych, lub wynajmowania na miesiąc - dwa mieszkan z meldunkiem dla dziecka w Warszawie).Wiec może zmienię zdanie..... Chociaż co Harvard, to Harvard ;)
      • Gość: ikasia Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" - i jeszcze dopisek IP: *.* 06.09.02, 22:19
        ;)
    • Gość: KasiaRybkaa Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 09.09.02, 12:19
      GOSIU !!!! GOSIU !!!! Ja ide z Toba!!!!! Chce Kochac swojedo Dominiczka za to ze jest taki uczuciowy i malutki a nie za to ze dostal ta cholerna piatke TO NIE JEST WAZNE !!!!!!!Masz racje Gosienko.....jak zwykle......wiesz co az sie powylam .........
      • Gość: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Co "bardzo mądrzy ludzie" chcą zrobić z naszymi dziećmi? IP: *.* 09.09.02, 13:20
        Ach, nie bylo mnie czytam i czytam.... Bogusi tyle :love: serce rosnie.....Z pewnoscia HS powinno byc mozliwe. I to niezaleznie od tego, czy wielu rodzicow z tego skorzysta czy pieciu- to nie ma nic do rzeczy. Zaslugujemy na pelne prawo wolnego wyboru, w tym takze jak uczymy nasze dzieci, chociazby dlatego ze sa nasze, a nie panstwowe ;) Zaangazowanie rodzicow- o jak najbardziej. Ale przydaje sie tez taki bacik na szkole w postaci takiej mianowicie ze rodzic dziecko z tej szkoly zabierze i w domu bedze uczyc. jak go stac niech sobie guwernanta wezmie ;) Bo zaangazownanie rodzicow tez ma dwa konce- ile z was- matek "szkolnych" sie zastanawialo w jakim stopniu nasza czupurnosc wplynie na nasze dzieci? Bo ja musze przyznac zastanawiam sie w miare czesto :lol: bo i czesto pyskuje. Ostatnio wczoraj- pani polonistka za gadanie postawila moja coreczke z kolezanka do kata z podniesionymi rekami. Holocaust po prostu. Poszlam na razie do pani polonistki i zagrozilam ze jesli sprawa sie powtorzy- pokde do dyrektora. Ze jesli spotkaja moja corke jakiekolwiek szykany za to ze jej mama przyszla- poprosze o egzamin komisyjny z przedmiotu.Przez 3 pierwsze lata Ania miala pania miod ;) Kochana, mloda, wesola, o kazdym dziecku potrafila cos powiedziec, zauwazyc ze sie garbi czy mruzy oczy. Po dwoch latach nastapila presja ze pani ma odejsc. Zrobilismy dym w klasie poszlismy do dyrektorki, ze sie nie zgadzamy. Pani dyrektor ustapila, ale zatrudnila ja na jakis dziwnych warunkach, ze dziewczyna stracila polowe pensji. Wiec ona na zebraniu powedziala ze niestety nie stac jej na luksus pracy za darmo na takich warunkach. Grupa rodzicow rosla w sile i zrobilismy w pwewnym momencie jedna mozliwa rzezc- poprosilismy zeby doprowadzila nasze dzieci do 4 klasy, a my jej pokryjemy roznice pomiedzy jej nowa pensja a stara. Zeby dziewczyna nie mogla byc zwolniona dyscypluinarnie za brale w lape- zalozylismy fundusz naszej klasy, konto, do ktorego ona miala dostep ;) I do 4 klasy uczyla moja corke wspaniala nauczycielka, ktora nagle zaczela sie starac dwa razy wiecej ;) chociaz przez poprzednie dwa lata byla taka ze nic tylko jej kurz z butow scierac ;)Niestety 4 klasa wiaze sie z nowymi prawami. Rodzice sie angazuja jedni wiecej inni mniej ale w pierdolki. Za to kazda krytyka nauczyciela jest jak bitwa. Rodzice sie boja, ze dzieci oberwa... mam nadzieje ze rozkrece troche te klase,. a tymczasem ucze moja corke bezkompromisowosci- na konformizm przyjdzie czas, w koncu mama z brzuchem w drugiej klasie tez byla niezla ;)Procent rodzicow ktorzy sie interesuja swymi dziecmi rosnie z roku na rok- tego przejawem jest tez ta dyskusja. I niech sie interesuja jeszcze bardziej to pozytywne. Moze doprowadzimy do takiej sytuacji ze to nauczyciele zaczna sie nam tlumaczyc dlaczego nie nauczyli, a nie my bedziemy przepraszac za nasze dzieci, ze nie odrobily lekcji. Moze wtedy pani od biologii wzywana na zebranie sie pojawi, a nie bedzie rznac glupa. Moze wtedy pani dyrektor zreformuje troche swoja rade pedagogiczna i zamiast zatrudniac swoja siostrzenice zatrudni nasza ukochana nauczycielke klas poczatkowych co poszla zgarniac stowy w szkole prywatnej. Ja sie nie dam w kazdym razie- bede sie klocic i naucze wyklocania swoich dzieci. Dlaczego nie mam prawa znac dokladnie planu programu nauczyciela? Dlaczego nauczyck sie nie dac machinie ;){pzdrawiam wszystkich pod prad ;)
    • Gość: admin Re: Co "bardzo mądrzy[...] - 140 odpowiedzi, zaczynamy nowy wątek IP: *.* 09.09.02, 14:25
      zapraszam do wypowiedzi w nowym wątkueldad admin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka