Oj sama nie wiem od czego zaczac. Zaznaczam, ze bedzie dlugo

i chyle czola
przed tymi, ktorzy wytrwaja do konca w czytaniu

.
Jestem mezatka od 8 lat, mama 2 coreczek (Dagna 5 lat i Jasmina 4 lata), z
zawodu jestem nauczycielka matematyki, maz nauczycielem francuskiego.
Obydwoje pracujemy w tym samym Liceum i nie wyobrazamy sobie pracy gdzie
indziej (mimo finansow). Uwielbiamy to co robimy i chyba jestesmy w tym
dobrzy

.
Gdy przyjechalam do Krakowa na studia, zaraz zaczelam sie zajmowac
wolontariatem. Dostalam pod opieke Pania Grazynke, ktora pozniej stala
sie 'czlonkiem' naszej rodziny. Pani Grazynka byla wspaniala, radosna starsza
kobieta, ktora bardzo potrzebowala pomocy, jak i towarzystwa. Zajmowalam sie
nia 3 dni w tygodniu, przez caly okres studiow, a potem nawet wiecej.
Tak jak napisalam, niestety P. Grazynka byla samotna, maz zmarl jej ponad 15
lat temu, a dzieci nigdy nie miala. Nie znalam tez zadnej jej rodziny i tak
ja, moj maz stalismy sie jej rodzina.
Na 4 roku studiow pobralismy sie, zaczelismy wynajmowac male mieszkanie
(38m2), zaczelismy pracowac w szkolach i mimo iz nie zarabialismy duzo,
dawalismy sobie calkiem dobrze rade. Potem na swiat przyszly dzieci, niestety
nie bylo nas stac na mieszkanie, ani nawet na kredyt (teraz w sumie nasz
dochod to ok.3400 zl, wraz z korepetycjami). Brak mieszkania spedzal mi sen z
powiek, ale i tak radosc z udanego malzenstwa, swietnych dzieci i udanej
pracy byla wieksza niz brak mieszkania.
Pani Grazynka mieszkala w Centrum Krakowa, w odremontowanej kamienicy (jej
mieszkanie bylo bardzo duze, 118m2). Przez caly okres opieki nad nia, bylam
przekonana ze mieszkanie jest 'miasta' i nigdy nie rozmawialysmy na temat
tego mieszkania.
Ostatnie 2 miesiace zycia Pani Grazynki byly bardzo ciezkie, jej postepujaca
choroba byla bardzo ciezka. Na ostatnie 2 miesiace Jej zycia przenioslam sie
do niej, bo wymagala stalej pomocy. W kwietniu P. Grazynka niestety zmarla.
To my zorganizowalismy pogrzeb, zawiadamialam bardzo dalsza rodzine o jej
smierci.
2 tygodnie po pogrzebie, dostalam zawiadomienie, aby zglosic sie do
Notariusza. Tam dowiedzialam sie, ze mieszkanie P. Grazynki jest przepisane
wylacznie na mnie i mojego meza. Testament byl sporzadzony 4 lata wczesniej u
Notariusza, bylo przy tym tez 2 swiadkow.
Nie musze pisac w jakim bylam szoku.
Oczywiscie nie bede opisywac dalszych perypetii z bardzo daleka rodzina P.
Grazyny. Jakis kuzyn, ktory nawet pomylil imiona i zapomnial ze ciotka to nie
Gizela tylko Grazyna, upominal sie o to mieszkanie. Suma summarum, mieszkanie
jest nasze i to najpiekniejszy prezent od losu...
Teraz musze sie wrocic 5 lat wstecz.
Bedac w ciazy z Jasmina tutaj na Forum poznalam kolezanke. Mieszkalysmy nie
daleko siebie, bardzo szybko sie zaprzyjaznilysmy. Obydwie bylysmy prawie w
tym samym czasie ciazy.
Bardzo sie polubialysmy i nasza przyjazn kwitla.
Moja kolezanka J. (nie chce podawac imienia) miala wspaniala sytuacje
finansowa. Nie pracowala, a jej maz byl dyrektorem finansowym w jednej z
wiekszych firm. Gdy ja zastanawialam sie nad wozkiem za 400zl, ona
zastanawiala sie czy wozek za 3000zl bedzie dobry dla jej dziecka. I tak bylo
na kazdym kroku... Dla mnie to normalne, ze jedni ludzie maja wiecej
pieniedzy, a inni mniej. Ja nalezalam do tych co maja mniej, ale czerpia duzo
radosci ze swojego zycia

.
Gdy J. urzadzala swoje mieszkanie, dzielnie towarzyszylam jej w wyszukiwaniu
drogich mebli, ba nawet nie wiedzialam ze fotel moze kosztowac tyle
pieniedzy... Doradzalam jak umialam, zastanawialam sie nad kolorystyka.
J. zawsze kupowala ubrania dla dzieci w najlepszych sklepach, albo
sprowadzala z Anglii. Ja na szczescie umiem szyc i wiekszosc ubran moich
corek to uszyte przeze mnie.
Kiedys poprosilam J. aby pozyczyla mi jedna sukieneczke swojej coreczki.
Udalo sie mi ja bardzo dobrze odszyc, a nawet dobrac fajniejsze kolory. I
wiecie co J. juz nigdy wiecej niz pozyczyla mi zadnej sukienki do odszycia...
Stwierdzla ze to nielojalne wobec danej firmy... (ja odszywalam wylacznie dla
moich coreczek, a nie na sprzedaz).
Rok temu w wakacje, gdy znowu bank odmowil nam kredytu hipotecznego (bylam w
strasznym dolku psychicznym), okazalo sie ze moj maz pierwszy raz zagral w
Totolotka (moj maz, ktory mocno i realnie stapa po ziemi) wybral 11800zl!
Moze pomyslicie ze upadlismy na rozum, nie majac mieszkania, a tu 8000
przeznaczajac na wakacje, ale tak zrobilismy! Pojechalismy w 6-tygodniowa
podroz po FRancjii. Nocowalismy na kempingach, stolowalismy sie sami, gotujac
cos na kuchence gazowej, ale byly to najpiekniejsze wakacje w naszym zyciu!
A pozostale 4000zl podarowalismy tesciom, ktorzy mieli bardzo ciezka sytuacje
finansowa.
Wtedy pierwszy raz zauwazylam, ze J. w ogole nie cieszy sie naszym
szczesciem. Stwierdzila, ze to co robimy jest bez sensu, jak mozna dzieciom
zafundowac tulaczke po Francjii. Oczywiscie Ona zawsze spedzala wakacje w 5
gwiazdkowych hotelach. Ale ja domyslilam sie o co chodzi... Chodzilo o to, ze
my wyjezdzamy za granice, a nie spedzamy wakacji np. w Rabce...
Duzo by opisywac.
Teraz wracam do mieszkania, ktore otrzymalismy w spadku.
J. twierdz, ze to mieszkanie nalezy sie kuzynowi, ktory nawet nie pamieta
imienia ciotki. My z Pania Grazynka bardzo sie zaprzyjaznilismy,
opiekowalismy sie najlepiej jak moglismy i staralismy sie aby nigdy nie
poczula samotnosci.
Nigdy nie robilam tego z powodu mieszkania i checi wzbogacenia, bo nawet nie
wiedzialam ze to mieszkanie nalezy do P. Grazyny. Po za tym nawet teraz
parcuje charytatywnie w swietlicy, gdzie ucze mlodziez matematyki.
Widze, ze J. bardzo preszkadza to iz nie jestesmy "tacy biedni". Chyba nie
chce juz utrzymywac z nami kontaktow, nie wiem jak z nia rozmawiac...
Dla nas 118m mieszkanie jest za duze. Chcemy je sprzedac, zwlaszcza, ze jest
w samym Centrum Krakowa. Upatrzylismy sobie juz mieszkanie 88m, na obrzezach
Krakowa, a ze reszte kupic male mieszkanie mojej siostrze, ktora jest w
tragicznej sytuacji mieszkaniowej.
Gdy ktos jeszcze dotrwal do tego momentu

, poradzcie, jak rozmawic z J.?
Cyz to w ogole warte jest mojego zachodu?? Jeszcze jedno nie daje mi
spokoju... Czy faktycznie niemoralnie postapilam przyjmujac taki prezent od
P. Grazynki?
Malwina