Dodaj do ulubionych

Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?

    • Gość: agacia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 05.11.02, 21:13
      Witaj...pisze z nicka Agatki...jestem jej "wybrancem"...tzn jej mezczyzna, tata Julki-Kulki...jak czytalem to co napisalas to pomyslalem ze to zart..ze dowcip robisz sobie raczej niewybredny...po kilku postach zrozumialem ze to co piszesz to prawda, ze sa to Twoje mysli..az strach mnie oblecial, gesia skorka..jestem w identycznej sytuacji rodzinnej jak Twoj mezczyzna...rozstalem sie z zona..zostawilem swoja pierwsza rodzine..moja coreczke Nadusie (teraz 5,5 roku)..mam teraz nowa rodzine z Agatka, Julka-Kulka i ... Nadusia...choc z nami nie mieszka...nie wyobrazam sobie jak moglbym pomyslec ze nie jest czescia naszej rodziny...ze ma malutka siostrzyczke..dotykala brzuszka Agatki kiedy Kulka byla jeszcze w srodku..byla prawie przy porodzie siostrzyczki...na 3 dzien po urodzeniu razem wychodzilismy ze szpitala...Nadusia strasznie dumna ze ma siostrzyczke...przytulala sie i przytala..calowala i caluje ja...na pytanie czy lubi siostrzyczke odpowiada ze ja kocha a nie lubi!!!...widujemy sie co drugi weekend..lub czesciej...mieszkamy 300 km od siebie wiec wiekszosc wolnego czasu spedzamy podrozujac...jezdzimy razem na wakacje (dwa tygodnie razem!!!)..i kazda wolna chwile pragniemy spedzac razem w czworke...czasem bywa to trudne i prowadze nieskonczenie dlugie negocjacje z byla zona, mama Nadii, zebysmy mogli gdzies wyjechac byc razem w czworke..Nadusia ma w naszym domku swoje lozko (tylko jej!), swoja szafe, swoje polki, swoje ksiazki, swoje zabawki, swoje miejsce w naszym samochodzie, swoj kubek i szczoteczke do zebow...w pracy mam jej zdjecia..podobnie jak zdjecia Kulki...kocham ja tak samo jak kocham Julke-Kulke z ktora bawie sie codzien...obie sa tak samo wazne dla mnie...sa moimi coreczkami...moja rozne mamy...ale tego samego tate...wiem ze Nadusia cierpi...pragne aby cierpiala jak najmniej...to wszystko co opisalem to w duzej mierze zasluga Agatki i mamy Nadii...Agatko kocha Nadusie jak Julcie..czyta jej ksiazki..opowiada, razem sie przytulaja, smieja, tancza...sa przyjaciolkami...to cudowne ze Agatka taka jest!!!...a z drugiej strony nie wyobrazam sobie ze moglaby sie zachowywac tak jak opisujesz siebie...wybacz ale nie bylbym z Agatka gdyby nie akceptowala Nadusi...a kocham ja jeszcze tysiac razy mocniej za to jaka dla niej jest...i zasluga w tym tez jest mamy Nadusi ze zaakceptowala taki stan rzeczy choc nie powiem ze nie kosztowalo to mnie wielkich negocjacyjnych wysilkow....i dalej kosztuje...ale zawsze mialem otuch, cieplo i pomoc w ciezkich chwilach od Agatki ktora jest cudowna mama i zawsze dba o Nadusie jak o Julcie...choc nie stara sie zastepowac mamy Nadusi...bo Nadusia ja przeciez ma...i Nadusia o tym dobrze wie...zastanow sie czy napewno chcesz aby Twoje zycie, Twojego mezczyzny ktory jest rozdarty pomiedzy dwoje swoich dzieci, i twojego dziecka wygladalo tak jak teraz...pomoz Twojemu mezczyznie odnalezc sie w tej arcytrudnej zwlaszcza dla niego sytuacji..on Ciebie potrzebuje...akceptacji..jego..jego przeszlosci...jego dziecka...uwierz mi ze jemu jest baaardzo trudno...wiem bo sam to "przeranialem"...sam to "przerabiam"..w kazda niedziele kiedy musze odwiezc Nadusie do domu jej mamy...pozdrawiam
      • Gość: eMisiek Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 05.11.02, 22:06
        Podziwiam twoją żonę- ale wybacz gdyby ktokolwiek powiedział mi że tamto dziecko ma dotknąć mojego brzucha gdy byłam w ciąży to uznałabym to za świętokradztwo- twoje słowa zabolały mne tak jakbyś mnie uderzył.A mój partner wiedział od początku, że nie lubię tego dziecka i zdecydował się na nasz związek. Był sam od kilku lat ja nie rozbiłam jego rodziny, nie odebrałam dziecku ojca.A poza tym- Ty piszesz że zostawiłeś żonę- nie wiem czy dla aktualnej żony- jeśli tak to może ona ma wyrzuty sumienia w stosunku do Twojego dziecka? A skąd tak naprawdę wiesz, że ona nie cierpi, że nie udaje tylko po to abyś Ty był zadowolony?Dla Ciebie kontakt z obiema twoimi córkami jest naturalny bo obie są z Tobą związane więzami krwi- więc nie rozumiesz co może czuć osoba w mojej sytuacji.
        • Gość: agacz2905 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 05.11.02, 22:42
          Czy fakt, iż nie Ty rozbiłaś poprzednią rodzinę Twojego męża i że wiedział on od poczatku o Twojej niechęci do syna z pierwszego związku oznacza, ze NIE JEST on już ojcem starszego synka?? A może ma być ojcem starszego, powiedzmy w 1/10, a Waszego wspólnego synka - w 9/10?? Czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że nadajesz ogromną rangę jakiemuś wcale nie tak ogromnemu problemowi. Wyolbrzymiasz to, co już jest i faktycznie problem urósł do rozmiarów niebotycznych - jak Ty to teraz uniesiesz?? Szczerze współczuję. I równie szczerze radzę - zapytaj sama siebie, PRZED CZYM (KIM) chcesz uchronić swojego synka?? Wbrew pozorom skupiasz się chyba tylko na swoich odczuciach. Życzę Ci więcej empatii, miłości i pokory, a wszystko wróci na swoje miejsce. Pozdrawiam Cię.Agnieszka, mama Szymka
        • Gość: Behemot Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 05.11.02, 23:21
          eMisiek ja nie mam takiej sytuacji i może Cię nie jestem w stanie zrozumieć, życzę Ci jak jednak najlepiej. Już się pogubiłam w tym wszystkim. O co Ci tak naprawdę chodzi? Z tego co piszesz wynika, że nie widziałaś tamtego dziecka od miesięcy, masz pretensje do nie-męża, że nie łoży na Wasze dziecko prawda? Boli Cię, że tamtemu dzieciakowi płaci solidne alimenty i robi drogie prezenty, a o Wasze nie dba. Tu faktycznie masz rację. Twój facet powinien utrzymywać również waszego syna i zajmować się nim. Powinnaś jasno mu o tym powiedzieć. Facet na oko nie jest w porządku wobec Ciebie i waszego dziecka. Pisałam już o tym i nie tylko ja.Ale to nie jedyny problem prawda? Proponuję zastanowić się czego tak naprawdę chcesz. Jeśli chcesz odsunąć ojca od jego pierworodnego dziecka robisz ewidentnie źle. Twoje dziecko ma prawa, ale pierworodne też. To nie jest tak, że my wszyscy uważamy, że tylko pierworodne dziecko ma prawa, Twoje również ma. Przekręcasz. Odsuwając Twoje dziecko od brata moim zdaniem również nie robisz dobrze, ale Twoje prawo. Rozumiem, że możesz z jakiś tam przyczyn nie lubić tego chłopca, może faktycznie nie da się lubić, ale przecież go jak sama piszesz nie widujesz często:"Mój nie-mąż ma 10 letniego syna z byłego małżeństwa, którego ja nie znoszę- aktualnie nie widuję go od kilku miesięcy ale trafia mnie szlag na każde wspomnienie o nim, na każdy kontakt z nim- nie mój tylko tego mojego faceta." Czyli chcesz, by ten chłopiec zniknął z życia Twego faceta? Co mamy Ci poradzić? Bo szukałaś porady przecież. Mamy Ci radzić jak się pozbawić dziecko ojca? Czy Twoim zdaniem Twój nie-mąż nie ma żadnych obowiązków wobec swego dziecka? Liczy się tylko wasze wspólne? Uważam, że potrzebny jest Ci jakiś dobry psychoterapeuta, bo to nie jest normalne. Zbyt w tym wszystkim brniesz. Może faktycznie przesunęłaś całą złość z ojca na syna, może to zastępczy problem? Warto, bo Ty dziewczyno nie tylko zniszczysz swój związek, ale zniszczysz siebie. Jeśli będziesz się kierować takimi uczuciami, to jeszcze nie daj Bóg dojdzie do tragedii! Odpukać, odpukać... Pamiętaj, że tu na forum nikt nie ma zamiaru Cię osądzać, wszyscy chcą Ci pomóc, osądzamy tylko Twoje postępowanie, a to różnica. Ale Ty również nie osądaj tego dzieciaka z góry, bo już założyłaś, że jest wredny i może zrobić krzywdę bratu. Pracowałam z dziecmi i nie wierzę w to, każdemu trzeba dać szansę. Życzę Ci abyś uporała się ze swymi negatywnymi uczuciami, spojrzała na to wszystko bardziej obiektywnie no i doszła do ładu ze swoim facetem musi Ci pomagać. :hello: Pozdrawiam Gina
        • Gość: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 06.11.02, 08:59
          Misiek, wydaje mi sie ze juz podjelas decyzje- wyrzucic gowniarza z mysli, z twojego swiata, z pamieci. Nie ma i koniec.Widzisz tak sie sklada ze nie doczytalam pewnych rzeczy- jak tam twoj maz- to po pierwsze. Nie jak kiedys tylko jak teraz. Po drugie nie doczytalam tez CO to dziecko ci wlasciwie zrobilo, oprocz tego ze JEST. No jest- nie ma wyjscia. Chcesz uslyszec ze twoja postawa jest sluszna? Nie jest. I nie zmieni tego rzucanie sie z mostu. Ze dzwoni do taty? A to przepraszam, nie mozecie na czas usypiania dziecka telefonu wylaczac? Ze o grze chce porozmawiac? Z wlasnym ojcem?? No i co???? to chyba super ze z tata rozmawia.Mysle Misku ze Mela opowiedziala prawdziwa bajke a ty niepotrzebnie utorzsamiasz sie z postacia macochy i to w dodatku zlej. Ja mam brata przyrodniego, moj maz dwie przyrodnie siostry. Mi sie akurat nie udalo, ale mojemu mezowi tak, uwielbiam jego siostry ;)Napisalas tez ze starszy powienien ustapic- czy naprawde rodzice tego od ciebie rzadali- rezygnacji z taty??? moze to ty- jako starsza- powinnas nie tyle ustapic, co troche przewartosciowac?Cokolwiek tu zostanie powiedziane- mysle ze bardziej cie bokli to co niewypowiedziane miedzy toba i twoim mezem. Mysle ze w zasadzier nie tyle twoj pasierb moze skrzywdzic twoje dziecko- ale ty z mezem- o ile pewnych rzeczy sobie nie wyjasnicie. Domyslam sie ze z byla zona nie za bardzo sie da pojsc na uklad ;) no wiec musicie na spokojnie ustalic pewne sprawy ze swoim mezem. Tu potrzebne sa kompromisy. Ale z OBU stron a nie z jednej. nie sadze misku ze jestes zlym czlowiekiem- zli ludzie przytulaja dzieci i kochaja kwiaty ty jak widac juz masz jedno dziecko do kopniecia w d..... Mysle ze jestes w jakijs nieszczesliwej sytuacji. Myslisz ze znikniecie tego dziecka rozwiaze wszystkie twoje problemy? Bo ja szczerze w to watpie. Wiec moze zajmij sie prawdziwymi problemami a dziecko zostaw na razie w spokoju.ostatnia rzecza w kazdym razie, jakiej ci zycze jest uklad taki jak ma twoj pasierb. Acha, to czy przez ciebie czy nie przez ciebie rozpadl sie ten zwiazek- nie ma nic do rzeczy- byl zwiazek i jest dziecko. A operujac twoim slownictwem- ma ono wieksze prawa do twojego meza, niz ty bo lacza icvh wizy krwi- a wy dla siebie kim jestescie- jedynie dwojgiem ludzi ktorzy dobrowolnie zgodzili sie byc ze soba....
    • Gość: feratu Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 06.11.02, 00:27
      Kochana.. Ja pewnie nic nowego i ciekawego nie dodam do tej dyskusji, jednak może to co Ci napisze w jakiś sposób Ci przysłuży. Wybacz, że próbuję odgadnąć Twoje uczucia i zamysły, ale wydaje mi się, że masz w sobie wiele żalu do swojego mężczyzny. Czujesz, że nie poświęca on Tobie oraz Waszemu dziecku tyle uczucia, uwagi oraz środków finansowych ile byś chciała. Myślę, że właśnie dlatego jesteś najzwyczajniej w świecie zazdrosna o to wszystko czego Tobie braknie, a widzisz, że dostaje to i wiele więcej syn z pierwszego małżeństwa Twojego mężczyzny. To jest zazdrość i nawarstwiający się żal przemieniony w nienawiść, a nienawiść jest chyba najgorszym uczuciem jakie może ogarnąć człowieka. Nienawiść przenika do krwiobiegu jak trucizna, paraliżuję umysł, a z czasem przejmuje kontrole nad ciałem, po prostu zabija człowieka bardzo powoli. Tak ja to odczuwam, po moich wcześniejszych doświadczeniach. Myślę, że jak na chwilkę w zastanowisz się nad tym, to też zobaczysz, to właśnie w takich perspektywach. Jeżeli nadal oczekujesz rady, to ja chciałabym Ci zaproponować wizytę u bardzo dobrego psychologa. Dlaczego proponuję coś takiego? Otóż wydaje mi się, że jesteś na takim etapie, że sama nie poradzisz sobie z tym co siedzi w Tobie!!! Nie jesteś dla mnie złym człowiekiem, na pewno nie. Jesteś zagubiona, to wszystko!Ja nienawidziłam.. Może gdzieś tam w środku nadal nienawidzę.. Może.. Ale wiem już, że to uczucie mnie bardzo wyniszczało, dlatego dzisiaj świadomie je odrzucam. W moich myślach godzę się z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili. Usprawiedliwiam ich oraz siebie. Zaczynam myśleć pozytywnie i w każdej sytuacji doszukiwać się dobra. Przebaczam, bo wiem, że to mnie uszlachetnia, pomaga mi iść dalej. Wiesz.. Życzę Ci dużo miłości, zrozumienia, dobroci.. Pamiętaj, że to wszystko jest na wyciągnięcie Twojej ręki, to od Ciebie zależy czy przyjmiesz to, czy odrzucisz..!!! To jest zależne tylko od Twoich wyborów!!! Feratu.
      • Gość: eMisiek Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 06.11.02, 08:51
        Proponuję żeby to był koniec dyskusji- niestety mam taką narturę, że jak mnie ktoś sprowokuje jakimś odezwaniem się to odpowiadam- to błąd- powinnam zamknąc ta dyskusję już dawno temu.Odpowiem tylko na jeszce jeden zarzut- że przekresliłam tamto dziecko, że nie dałam mu szansy- to nieprawda!!! Przez prawie 2 lata znosiłam jego obecność- prawie wszystkie wekendy, wakacje, święta. Nieznośna obecnośc w naszym domu dziecka, które jest najważniejsze na świecie, nie wypełni polecenia ani jednego- nie mojego- od razu tylko po kilkunastokrotnym powiedzeniu, które do babci zwraca się "przynieś mi to zaraz, zamknij się ja film oglądam itp" które ma wymagania finansowe, które potrafiło- w wieku 9 lat zrobić awanturę w sklepie z tupaniem i szarpaniem się bo tata nie chce mu kupić batonika, które na ostatnich wakacjach gdy zabralismy też jego kuzyna- spokojnego grzecznego chłopca- traktowało tego kuzyna jak smiecia, jak niewolnika wręćz "możesz się ze mna bawić na pontonie jak będziesz go pchał" które zmuszało kuzyna do sprzątania po sobie- a jak ojciec zwrócił mu uwage, że kuzyn sie z nim nie będzie chciał bawić jak do niego pojedzie to stwierdził że ma go gdzieś tam sa inne dzieci to z nimi się będzie bawił, że jak mój partner brał nasze dziecko na kolana to tamten pchał się żeby jego brac a nie zajmować się naszym dzieckiem, żę jakąkolwiek karę przyjmował jakby ktoś mu życie odbierał, że kilka osób będących na kampingu z nami stwierdzało jak my wogóle możemy z nim wytrzymać, że dzieci w jego wieku- dziewczynki najbliższego przyjaciela jego ojca były przerażone- wręcz miały łzy w oczach że jakieś dziecko może się tak zachowywać.Przez długi czas był jedynym dzieckiem w rodzinie i zachowuje się jak udzielny książę- a ja podobno zrobiłam mu krzywdę bo jestem jedyną osobą która go nie uwielbia, nie ściera pyłu spod jego stóp.Ja długo to znosiłam ale powiedziałam dość- i teraz mam problem w domu.Nie wysyłajcie mnie do psychoterapeuty- bo sama już się tam wybrałam- i wiecie co- dobry psychoterapeuta powie jedno- kazdy ma prawo do własnych uczuć- miłości nienawiści- musi się tylko nauczyć z nimi żyć tak ABY TO JEMU BYŁO DOBRZE- na razie nie jest mi dobrze.Pisząc na forum miałam nadzieję że usłyszę dobre rady a nie w 99% krytykę i to od osób, które w wieszości nie były w takiej sytuacji i nie mają pojęcia co się wtedy czuje jak sie widzi, że ojciec zajmuje się innym dzieckiem a nie waszym wspólnym, jak jemu kupuje prezenty, jak z nim chodził do lekarza i z jego matką- już po rozwodzie itd.A jeszcze jedno- mówiąc o tym, że starsze dziecko ma ustąpuić chodzi mi o to, że młodsze ma prawo powiedzieć, czy pokazać- ja w tej chwili chcę tatusia i tatuś powinien zająć się młodszym a starsze powinno poczekać aż młodsze nie będzie tatusia juz potrzebowało- i niech nikt mi nie wmawia że 10-letniemu chłopakowi nie dałoby się wytłumaczyć że musi zejść na drugi plan- no temu akurat o którym piszę byłoby trudno ale nie niemożliwe.Przepraszam- ale każdy ma prawo do obrony- większość z was zachowała się jak tzw "adwokat diabła" czyli broniłyście kogoś kto wogóle nie zwracał się do was o pomoc- tego dziecka- a to ja zwracałam się do was o pomoc, radę- ale jak było w tytule postu "czy ktoś to przerabiał"- czyli do osób które wiedzą o czym ja piszę.I uzyskałam pomoc- dziękuję Gosi1 i MKatarynce.Dziękuję wszystkim, którzy podeszli do tematu po ludzku a nie wykorzystali okzaję, żeby na kogoś naskoczyć- dawno już nie widziałam na forum takiego linczu.Moj błąd polegał na tym, że napisałam szczerze to co myślę, że przyznałam się do uczuć negatywnych, Mogłabym powtórzyć za MKatarynką- "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień".Nie życze tym wszystkim osobom które skazały mnie od razu żeby musiały znaleźć sie w takiej sytuacji jak ja- ciekawa jestem czy wtedy byłyby takie dobre i szlachetne wobec obcego dziecka, gdyby uważąły, że ich dziecko na tym cierpi.Aha jeszcze jedno do Pauliny 33- może jestem niedojrzała, może do dojrzałości potrzeba być jak Ty po przejściach- ale nie porównuj sytuacji naszych dzieci- Twoje dzieci wszystkie mieszkaja pod jednym dachem, są prawdziwym rodzeństwem nawet gdyby były adoptowane- a rodzeństwo-PRZYRODNIE- które nie mieszka razem, nie wychowuje się razem nie jest dla siebie prawdziwym rodzeństwem. A poza tym czy chciałabyś dla swoich dzieci takiego brata jak opisałam powyżej?? Wątpię szczerzeProszę zakończmy tą dyskusję
        • Gość: Monitek Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 06.11.02, 09:33
          Mimo końca dyskusji dopiszę się na końcu.Śledzę wątek od początku. Pierwsze Twoje listy bardzo mnie zdziwiły. Myślałam jak tak można??? Mnie samą zostawił mój ojciec jak miałam 9 lat. Pojawił się teraz jak ma wnuka i się zestarzał i oczekuje, że stworzymy znów rodzinę. Cóż, wybaczyłam mu, ale kto nie sieje ten nie zbiera....Jednak w Twoim przypadku myślę, że twoja niechęć do tego dziecka nie wynika z tego, że jest to pierwsze dziecko twojego męża, tylko z tego jakie to jest dziecko. "Bachor" i tyle. Są takie dzieci, naszych braci, sióstr, sąsiadów, nawet nasze własne, które nas wnerwiają samą obecnością i swoim zachowaniem. Te jego zachowania, które opisujesz mnie zbulwersowały. Jak rodzice mogli dopuścić do takiego stanu rzeczy? Odpowiecie, biedne dziecko po przejściach. Na takie dziecko też można wpływać. Ja sama nie chciałabym w moim domu obecności nikogo aż tak "niegrzecznego", dziecka, nastolatka i dorosłego. Rozumiem, że nie masz wpływu na jego wychowanie. Tylko w amerykańskich filmach jest tak, że francowaty bachor zamienia się w aniołka jak ktoś go przygarnie i pokocha. Jeśli koło mnie jest ktoś, kogo nie akceptuję to staram się go unikać, nie spotykać się z nim, jest "toksyczny". Wysysa moje pokłady szczęścia. Tak zrób, w miarę delikatnie, żeby męża nie urazić. Ale przede wszystkim nie przejmuj się tak strasznie tym co ludzie tu piszą!! To forum to nie jest Sąd Ostateczny!! Ludzkie osądy i tyle.Nie myśl o tym dziecku wcale. Jak już musi przyjść niech przyjdzie. Nie pozwól, by cię zniszczyła, nienawiść, nerwy i stres. Myślę, że staranie o "przysposobienie" go do bywania w waszym domu się nie uda (szczoteczka, łóżeczko, szafeczka) się nie uda, bo on tego nie chce. Może jak będzie starszy to zrozumie, choć może być już tak zepsuty, że uratuje staruszkę bo przestanie ją kopać. Takie dzieci bywają i nikt temu nie zaprzeczy. Oceniamy sytuację przez pryzmat naszych dzieci. Mój Filip jest akurat przesympatyczny i grzeczny, ale jeszcze mały.A tak swoją drogą, czy Twój mąż widzi to zachowanie swojego syna? Przecież wasze dziecko na pewno karci lub będzie karcił za niewłaściwe zachowanie ("Czy mozna kształtować nasze dzieci?"). To się rozpisałam. Nie chcę cię ani bronić, ani linczować. Przemyślałam sobie tą sytuację i takie wysnułam wnioski. Zresztą jak sama przeczytasz swój pierwszy i ostatni post to zobaczysz, że po pierwszym mogła byc taka reakcja jak była. Mi dopiero wszystkie twoje posty pozwoliły popatrzeć na obie strony medalu.A tak swoją drogą to bardzo interesujący wątek.Pozdrawiam Cię. Monitek
          • Gość: eMisiek Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 06.11.02, 11:14
            Miałam zakończyć ale..........mojemu facetowi nie przeszkadza takie zachowanie dziecka- on go kocha i już. To zdanie do babci powiedział w jego obecności a on nawet mu nie zwrócił uwagi- stwierdził, że gdyby to zrobił to babcia by odwróciła kota ogonem i jeszcze przepraszała dziecko że mu przeszkadzała. Spytałam czy potem z nim o tym porozmawiał- okazało sią, że nie- przecież babcia mu na to pozwala to dlaczego ja mam nie pozwalać.On uważa że spędza z dzieckiem tak mało czasu, że w tym czasie nie będzie go wychowywał tylko starał się żeby on się dobrze bawił.
            • Gość: Lilly Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 06.11.02, 11:57
              Ja też się dopiszę mimo, żę wątek już jakby skończony...Kiedyś w swoim życiu byłam bliska podjęcia dcyzji o związaniu się z człowiekiem, który miał już dwoje dzieci. Były jeszcze małe, początek szkoły i przedszkola. Ja byłam tuż po studiach, pełna energii, ideałów, planów, marzeń...Od samego początku było dla mnie jasne, jak jakiś imperatyw wewnętrzny, że on będzie się kontaktował z dziećmi, będzie się z nimi spotykał...Trzeba było podjąć decyzję - czy on przeprowadzi się do Poznania, czy ja do Warszawy - stanęło na Warszawie, bo już wtedy bałam się, że nie zniosę jego weekendowych powrotów do byłego domu...Zaczęliśmy urządzać mieszkanie, w tym jeden pokój dla jego dzieci... Żeby miały swój własny "kąt", gdy będą u taty... Zaczęly się wakacje, ja akurat wtedy miałam taką pracę, że też latem miałam dużo wolnego, przeniosłam się na tych kilka letnich miesięcy do Warszawy i....Nie dałam rady... To było dla mnie za trudne, ja byłam za mało dojrzała, nie wiem... Było mi ciężko, czegoś mi brakowało.... Nie mogłam się w tym wszystkim odnaleźć...I... wróciłam do Poznania... Spakowałam si,ę wrzuciłam wszystko do samochodu i gnałam z powrotem do domu... Przewartościowałam całe życie, zmieniłam pracę, znajomych, odszukałam gdzieś w sobie siebie samą i teraz wiem, że to była słuszna decyzja...Związałam się z innym człowiekiem, mamy dziecko, tworzymy rodzinę, jesteśmy dla siebie i jest mi z tym dobrze. Czuję się bezpiecznie, spokojnie...Po co to wszystko piszę? Sądzę, że związki z facetami, którzy wnoszą już w nasze wspólne życie swoje dzieci wymagają od nas ogromnej dojrzałości, ogromnej siły, ogromnej gotowości na poświęcenie... Nie każdego na to stać. Nie każdy potrafi zepchnąć swoje uczucia na dalszy tor. Zrewidować swoje potrzeby i pójść na kompromis... I jeśli kogoś na to nie stać, wcale nie znaczy że jest złym czy okrutnym człowiekiem... Ale od kogoś kto ma dzieci nie wolno żądać by nagle o nich zapomniał. Pominął w swoim życiu. Takie żądania są dopiero złe i okrutne i po prostu nieludzkie... I wiążąc się z człowiekiem mającym już dzieci należy pamiętać, że łączymy się również trochę z jego dziećmi - czy tego chcemy, czy nie. I decydując się na bycie z kimś takim musi być świadomi i gotowi ponieść konsekwencje naszych wyborów... Nawet jeśli oznacza to więcej trudów, więcej samotności, więcej dylematów etc. Dla mnie jest to tak jasne, tak oczywiste, że nawet nie potrafię tego wyłożyć jakoś tak składnie i logicznie...Pozdrawiam :hello: Lilly
            • Gość: Mela Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 06.11.02, 15:42
              Misiek.Nie przylacze sie do choru pocieszycieli, w zwiazku ze zmiana akcji ;) Ale chcialabym cos dodac.Z tego co piszesz, to Twoj pasierb nie ma ojca, a kolesia. Takiego ktory nie wymaga, ale kupuje sobie akceptacje. Pozwala bo "babcia pozwala". Ale do jasnej ...., on nie jest babcia, ani Czerwonym Kapturkiem. Jest ojcem. A z tego co piszesz, jego syn potrzebuje jasnych regol, co mu wolno, a co nie. I to nie od Ciebie, ale od swojego ojca i matki.Na Twoim miejscu sprobowalabym ustalic z mezem, jakie zachowania sa akceptowane a jakie nie w Waszym domu. I oczekiwalabym ich egzekwowania przez ojca od syna. I nie mieszania w to sie zadnej babci. Przeciez to Twoj dom i Ty ustalasz w nim regoly. Sama bym sie w to nie wlanczala - bo duza szansa na niepowodzenie - bedziesz tym zlym gliną, a mąz i babcia dobrym ;) jeśli cały czas bedą mu poblazac. Pamietaj - ustalanie i egzekwowanie granic dla dziecka - to nie jest twoja rola. To zadanie twojego meza.To samo dotyczy wakacji. Jesli spedzacie je razem, chlopiec powiniem wiedziec, na co sobie moze pozwolic, a na co nie. Przeciez to Wy jestescie dorosli i to Wy ustalacie regoly waszego zycia. Nie wiem jak to napisac prosciej, ale to dorosli ustalaja jak wyglada zycie ich i dzieci za ktore sa odpowiedzialni, a nie dzieci... A chlopiec Wami manipuluje, bo tylko tego do tej pory sie nauczyl... Czy to jego wina?Jesli sie nie uda, to zawsze pozostaja samotne kontakty ojca z synem. I nie zgodzie sie ze masz je prawo ograniczac. Tak samo jak protestowac przeciwko placeniu za karate..... Ale już Twoj brzuch jest Twoja sprawa i nikt nie ma prawa go dotykac ;)Misku - pamietaj - do tanga trzeba dwojga. I we dwojke z mezem na pewno sobie poradzicie.Mela
          • Gość: Gosia1 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 06.11.02, 12:54
            Miałam milczeć, ale jednak nie zdzierżyłam. Sądzę, że doszło tutaj do kosmicznego nieporozumienia. Może dlatego, że eMisiek nie przedstawiła wszystkiego przejrzyście, może na razie nie umie mówić o tym tak, aby wszyscy zrozumieli. Ja tylko mam małe pytanie. Jestem na forum dosyc długo. I wiele, wiele razy były tu dyskusje na temat małych "zwyrodnialców" - rzucających kamieniami w matki z dziećmi na rękach, wymuszającymi haracze od młodszych dzieci, bijących słabszych, wulgarnych, podłych, nastawionych roszczeniowo do życia, katujących psy, oślepiających koty...Pamiętacie swoje słowa kochani forumowicze? Ile wtedy było w Was chęci do pracy z taką młodzieżą? Ile razy padła konkretna propozycja - tak, musimy pomóc bo to jest nieszczęśliwe dziecko, bo pochodzi z rozbitej rodziny, bo jest podjudzane przez matkę przeciwko ojcu i jego nowej rodzinie, bo matka ustawia je tak, aby tylko żądało, bo "takie jest jego prawo i ma mieć wszystko w nosie". Ile razy pokusiliście się aby w ogóle dotrzeć do powodów? Ja pamiętam dobrze nawet swoje słowa - mam w nosie przyczyny, ja chcę aby moje dzieci były bezpieczne, aby taki "element" resocjalizować z daleka ode mnie...Bardzo bliska byłam oceny eMiśki, bo też mną szarpnęło to co napisała. Ale zastanowiłam się i doszłam do wniosku, że nie mam do tego prawa. Bo nie wiem jak to jest naprawdę. I drążąc głębiej dowiedziałam się więcej. Wczułam się w rolę eMiśki. I teraz widzę jak jest dramatyczna, jak strasznie trudna. Wyobraziłam sobie, jakby to było gdybym ja miała za pasierba sąsiada z góry, albo chłopaka, który notorycznie dokucza, bije, wyzywa moje dzieci - ba pokusił się o złośliwość w stosunku do mojego męża i mnie samej. Chamskie zachowanie, wulgarność skierowana do mnie i mojej rodziny, zero szacunku, butność, jawnie okazywane lekceważenie, bo "i tak mi nic nie zrobicie głupole, idioci, możecie mi naskoczyć" przy czym gest jest wiele mówiący, czy też wypięcie się i ściągnięcie portek...I teraz wiem już czym jest nienawiść do dziecka. Ten u góry, nade mną ma 15 lat (10-letni syn partnera naszej eMiśki też tyle będzie miał), ale bracia którzy najbardziej zaleźli mi za skórę są w wieku odpowiednio: 15 lat i 10. Ten młodszy jest gorszy, o niebo gorszy...Nie mają ojca, rodzice są po rozwodzie. I teraz zadałam sobie pytanie, co bym zrobiła, gdyby by mnie trafił się taki pasierb? Drodzy moi, napisałabym taki sam post. Bo pomimo całej mojej chęci dawania miłości, nie poradziłabym sobie z nienawiścią tkwiącą do tego gnoja. Próbowałam. Bo wychodząc z założenia, że lepiej łagodnością walczyć z agresją, starałam się podejść do nich z wyciągniętą ręką. Ale niestety, albo ze mna jest coś nie tak, albo oni to już nieuleczalny przypadek. A przy tym wszystkim mam swoje problemy, i mam dzieci które muszę wychować na porządnych ludzi, a do tego jak wiemy potrzeba czasu, mnóstwa czasu, którego nie będę mieć chcąc skupić się na pomocy gnojom. No i kółeczko się zamyka. eMiśka chce mieć czas na cieszenie się własnym dzieckiem, własnym życiem. I nie dano Jej tego. Mąż obarczył Ją odpowiedzialnością za syna, którego defacto sam nie wychowuje, tylko hoduje - usiłuje Mu zadośćuczynić fakt, że rozwódł się z Jego matką. A poradzenie sobie z krnąbrnością chłopca pozostawił zagubionej eMiśce. Popieram eMiśkę. To nie jest Jej rola. To rola Jej partnera - to On powinien tak pokierować chłopcem aby z szacunkiem odnosił się do macochy, to matka powinna tak Go wychowywać aby nie musiała się wstydzić Jego zachowania w sklepie. To nie jest rola eMiśki. eMiśka ma wychować swoje dziecko. To za Nie jest odpowiedzialna. Ojciec ma czyste sumienie, bo przyprowadza chłopca do domu, bo kupuje Mu mnóstwo prezentów, bo zabiera Go na wakacje, na weekendy. Ale wszystkie skutki tych decyzji i konsekwencje ponosi eMiśka. Nie dziwię się Jej, że ma dosyć. I teraz uważam, że eMiśka powinna zachować się jak wyrachowana kobieta. Z całą premedytacją poudawać przed partnerem. "Kupić" Jego poparcie. A potem powoli urabiać. Zmusić do podjęcia kroków wychowawczych w stosunku do chłopca. Bo to, że On zawsze będzie obecny w Ich życiu, nie podlega dyskusji. Tyle, że to życie trzeba zrobić znośniejszym. I tu powinno się zacząć działanie - skrócenie smyczy gnojkowi. Pokazanie Mu, że nie wszystko wolno, że za pewne zachowania ponosi się karę, że ponosi się konsekwencje - czasem bardzo niemiłe - gdy zrobi się lub powie coś złego. Czy partner eMiśki jest na to gotowy? eMiśko, trzymaj się kobieto i nie obwiniaj za złe uczucia. Wszyscy je mamy, tylko nie wszyscy się do nich przyznają. Po raz kolejny z pokorą musiałam przyznać, że jeszcze wiele we mnie butności i chęci oceny cudzych wad. Dobrze chociaż, że nauczyłam się słuchać... Trzymaj się i nie daj się! Jestem z Tobą!Gosia
            • Gość: Gosia1 Re: Dzieci z byłych związków-....coś jeszcze! IP: *.* 06.11.02, 12:59
              Powiem coś jeszcze, coś bardzo brzydkiego...NIE LUBIĘ DZIECKA MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ PRZYJACIÓŁKI!!!! Nie lubię, to słabe określenie...Tyle, że ja nie muszę mieć z tym dzieckiem kontaktów... I na grę mogę się zmusić te parę razy w tygodniu. Zachować kamienną twarz na te kilkanaście minut czasem. Nie muszę mieć z tym dzieckiem nc wspólnego, nie muszę BYĆ z tym dzieckiem kilka czy kilkanaście dni w roku. Bo inaczej bym nie wytrzymała. Bo to wyjątkowo krnąbrne dziecko, roszczeniowe, fałszywe, celowo np płaczące. Ma 11 lat... I bardzo dużo temu dziecku pomogłam. Bo rozumiem, że może takie być, bo ma za sobą paskudną przeszłość...(przez ojca), ale...nie mogę się zmusić do sympatii. I tyle.Gosia
              • Gość: Lilly Re: Dzieci z byłych związków-....coś jeszcze! IP: *.* 06.11.02, 13:12
                Gosiu - masz rację, jak najbardziej...Tylko widzisz, ja w postach eMiski nie znalazłam ani odrobiny dobrej woli by sprawić, żeby życie z tym dzieckiem było znośniejsze. A przecież wiemy, że dziecka wyleiminować się z tej całej sytuacji nie da... Sztuka więc w tym, by coś z tym wszystkim zrobić, tak się zorganizować by to było najoptymalniejsze dla wszystkich stron...Ja nie mam wykształcenia psychologicznego, nie mam doświadczenia w tej materii, ale intuicyjnie czuję, że to dziecko zmarnowano. I dalej się marnuje i faktycznie będzie gorzej, a nie lepiej o ile nic się nie zrobi... I tu przyznaję nie rozumiem eMiski, bo skoro zdecydowała się być z tym facetem i mieć z nim dziecko, to moim zdaniem powinna przemóc się i spróbować porozumieć się z nim, pogadać z mężem, nie wiem, po prostu to jakoś mądrze zmienić... I wiem, żę nasze uczucia są ważne, ale my, jako dorośli umiemy o nie walczyć, a małe dziecko walczy agresją, uporem, płaczem itd... Bo tylko tak umie...
              • Gość: Bożena Re: Gosiu1 jesteś wielka !!! IP: *.* 06.11.02, 13:35
                Napisze i ja po Gosi- jestem szczęśliwa, że nie mam częstych kontaktów z synem mojej kuzynki (samotna matka). Kuba ma 8 lat, ale opis pasuje do niego. Ostatnio spędzili u nas 1 h. i cieszyłam się, że już jadą. Współczuje koleżance, która ma syna - opis pasuje do niego. Pełna rodzina, matka po poważnej depresji poporodowej, chłopczyk 5 lat teraz chodzi po psychologach , dostała skierowanie nawet do socjologa jakiegoś tam. Dziecko zupełnie nieprzystosowane, zły system wartości. Walczy matka o jego zdrowie psychiczne - i daj Boże, aby im sie udało.Do jasnej cholery czy Ci ludzie nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzili temu dzieciakowi? I Gosia1 ma racje to jest sprawa jego matki, ojca i wspomnianej babci. Skoro Oni z premedytacją hodują takiego potwora to eMisiek ma prawo do takich uczuć.Ja również wychowuje sama dziecko i Gosia1 to robiła i wiemy, że mogło i może być inaczej.Skrzynia, która stara się mądrze wychowywać "dziecko z byłego związku"
                • Gość: Lilly Re: Gosiu1 jesteś wielka !!! IP: *.* 06.11.02, 13:48
                  Dziewczyny, ja się z wami zgadzam! Tylko uważam, że eMisiek decydując się na bycie z człowiekiem posiadającym dziecko z byłego związku nie może oddzielić tego człowieka od dziecka. A to, że to dziecko jest takie jakie jest... No cóz, niby nie jej problem, ale ja z uporem maniaka twierdzić będę, że trochę jednak jej - bo ona jest z człowiekiem, który ma już dziecko... i koło się zamyka...I rozumiem, że walczy o swoje szczęscie, o swoje dziecko. Ja to doskonale rozumiem. Ale w swojej walce nie może zapomnieć o tym drugim - może faktycznie zepsutym, zmarnowanym, wyhodowanym, a nie wychowanym. Chociażby z miłości do człowieka, z którym jest może powinna spróbować? Pogadać? Poszukać pomocy dla tego dziecka? Wyciągnąć rękę? Tego nie pojmę - tyle piszemy tu o pomocy innym , zakładane są fundacje, a tu -= proszę jest problem jak na dłoni, który eMisiek zaakceptował w momencie związania się z ojcem dziecka i chociażby dlatego uważma, nie fair byłoby umyć teraz całkowicie ręce i powiedzieć - to nie moja sprawa.... Czyli co - trudnych, krnąbrnych dzieci już nie kochamy? Albo już nie akceptujemy? I nie porównywałabym tuu dziecka przyjaciółki czy kuzynki do dziecka człowieka za którego decyduję się wyjść za mąż. Dla mnie to są jednak dwa zupełnie różne przypadki.
                  • Gość: MGK Re: Gosiu1 jesteś wielka !!! IP: *.* 06.11.02, 14:25
                    > Ale w swojej walce nie może zapomnieć o tym drugim - może faktycznie zepsutym, zmarnowanym, wyhodowanym, a nie wychowanym. Chociażby z miłości do człowieka, z którym jest może powinna spróbować? Pogadać? Poszukać pomocy dla tego dziecka? Wyciągnąć rękę? Lili napisałaś co przytoczyłam powyżej... I mogłabym powiedzieć, że zgadzam się z Tobą. Tyle że moim zdaniem Miśka zrobiła już to co mogła. Jeździła na wakacje (wspomniane z kuzynem). Gościła u siebie w domu. I pewnie PRÓBOWAŁA w tym czasie coś zmieniać i wychowywać to dziecko, bo inaczej się chyba nie da żyjąc choć czasowo po jednym dachem.Nie udało się. Nie dziwne biorąc pod uwagę postawę ojca chłopaka. Bo bez niego chyba nie mogło się udać.Pewnie, można oczekiwać, że Miśka będzie w nieskończoność starać się coś zmienić. Ale prawda jest taka, że gdy nie ma żadnych efektów naszych działań, to zwyczajnie dajemy sobie spokój. Uznajemy że zadanie nas przerasta.Dobrze Miśka, że napisałaś ostatnie 2 posty, bo dopiero tutaj pojawiło się sedno sprawy - tak sądzę. To, JAKI ten dzieciak jest dla Ciebie... Na pewno dość łatwo kochać słodką Nadusię z postu "męża Agatki" - przepraszam, nie pamiętam imienia. Pewnie takie "dobre dziecko" i Ty byś pokochała i znalazła mu kąt w swoim domu. Ale czasem się nie da.Oczywiste, że to wina rodziców chłopaka. I tej wspomnianej babci też...Sensownym wyjściem będzie chyba faktycznie "urobić" faceta po swojemu. Pokazać mu korzyści z wychowywania dziecka: w przyszłości będzie mógł być z niego dumny...Tyle teorii. Czy to się jeszcze da zrobić?Po prostu nie wiem.Ale powodzeniaNina
              • Gość: Behemot Re: Dzieci z byłych związków-....coś jeszcze! IP: *.* 06.11.02, 14:32
                Dziewczyny nie ulega wątpliwości, że dzieci są różne, ale z słów eMiśka jednak nie wynika, aby to dziecko mordowało małe kotki ;) Myślę tak jak Gosia, że niestety ojciec najwyraźniej bardzo źle wychowuje tego dzieciaka. Ojciec, matka i jeszcze babka na dokładkę. Ludzie rzadko są z natury źli. Dzieci są bardzo sprytne i szybko uczą się wykorzystywać sytuację. Myślę, że taką sytuację każde dziecko by jakoś wykorzystało. Niestety pajdokracja to najgorszy system rządów. W sumie ten dzieciak będzie kiedyś bardzo biedny, a właściwie już jest biedy :( Tyle osób go nie lubi, dzieci nie chcą się z nim bawić. Niestety wpływ eMiśka jest ograniczony. Bo co może zrobić? Może oczywiście, a nawet powinna, wymagać szacunku dla siebie, ale czy ma wpływ np. na postępowanie matki czy babki dziecka? Ostatnio była u nas teściowa. Moja 18 miesięczna córeczka była rozpuszczana do granic niemożliwości. Mój mąż, chociaż uważa, że mała ma mocny charakter i trzeba z nią ostro, nie śmiał słowa powiedzieć matce, bo "co to da" i "babci to można mówić a ona i tak swoje" :gun: Ja nieśmiało się sprzeciwialam, ale teściowa mnie ignorowała :fou: I zrobiłam błąd. Były tego efekty. Mała np. dostawała przez cały dzień to bananka, to chrupki, które roznosiła po całym domu, bo przecież babcia stwierdziła, że posprząta, więc nie ma problemu :what: Nie przyjmowała do wiadomości, że ja uważam, że dziecko powinno jeść tylko w kuchni siedząc na swoim krzesełku. Była 2 dni. Efekt: Misiunia po jej odjeździe awanturuje się, bo chce jeść chrupki roznosząc je po wszystkich pomieszczeniach (mamy otwartą przestrzeń) Następnym razem postawię sprawę jasno - najwyżej się obrazi, bo jest strasznie drażliwa. Dzieci są cwane. Twój mąż eMiśku musi zrozumieć, że nie na rozpuszczaniu dziecka i fundowaniu drogich zabawek polega wychowywanie. A Ty nie możesz za wszystko obwiniać to dziecko. Czy ono jest winne głupocie dorosłych? Tak go wychowuje min. Twój facet. Ci ludzie robią mu krzywdę straszną, a Tobie i sobie również, bo jak to dziecko już wszystkich traktuje? Trzeba wytłumaczyć to mężowi. Jak się da. Jak się nie da, to już nie wiem co robić. Ale nie wierzę, że sprawa jest beznadziejna, szanse zawsze są. Parę lat temu uczyłam taką dziewczynkę. Nikt jej nie lubił, zachowywała się okropnie. Mama miała ciągle pretensje np. o niezbyt dobrą ocenę ze sprawowania. Jej dziecko było święte, a wszyscy się uwzięli. Kiedyś pod koniec roku szkolnego doprowadzona do ostateczności, napisalam jej epistołę w dzienniczku córki. Wytłumaczyłam, że robi dziecku krzywdę. Wyobraźcie sobie nastąpiła zmiana radykalna. W następnym roku szkolnym (piąta klasa) nie było z tym dzieckiem najmniejszego problemu! Nie ten dzieciak, mamusia przemiła się zrobiła, nawet pojechała na wycieczkę klasową ze mną jako opiekunka. Dzieci też zmieniły stosunek do tej dziewczynki. Na koniec roku sprawowanie bez naciągania bardzo dobre. Ja uważam, że wszystko zależy od Twojego faceta. Musi zrozumieć, że robi źle, krzywdzi i Ciebie i tamto dziecko. Uważam, że niezbyt jasno przedstawiłaś sprawę od początku. Z postów można było zrozumieć, że chcesz się pozbyć tego dziecka, a przecież Ci o to chyba nie chodzi. Pozdrawiam i życzę rozwiązania problemów pomyślnie. :hello: Gina
        • Gość: aga2 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- i niech to będzie koniec dyskusji IP: *.* 26.11.02, 14:06
          Wprawdzie postanowilaś zakończyć dyskusję, ale chcę jeszcze napisać kilka słów. Jestem przekonana, że może Cię zrozumieć tylko ktoś kto tego doświadczył. Wszelkie wyobrażenia o tym, co zrobić by "poprzednie" dziecko nie bylo nieszczęśliwe można wlożyć między bajki. Tak dlugo, jak nie jesteś kolejną żoną, nie wiesz co sie wtedy czuje. Uważam, że masz prawo ograniczyć waszą rodzinę, tylko do Waszego grona - nie musisz uszczęsliwiać dziecka bratem przyrodnim. Twoje dziecko go nie potrzebuje, on nie potrzebuje Twojej córeczki i Ciebie. To pierwsze i moim zdaniem najwazniejsze . To Ty decydujesz, kogo podejmujesz pod swoim dachem - a nie teściowa, czy była żona. Co do spotkań, kontaktow i finansów być może uda Ci się porozumieć z mężem, a być może będzie chcial o tym decydować sam - kiedy się spotkać i ile placic. Masz prawo egzekwować prawa swojej rodziny, ale musisz się pogodzić, że mąż będzie też czuł zobowiązania wobec syna. NAjlepiej dla Ciebie nie interesować się nim, zapomnieć, że istnieje. Jeśli ludzie nie są sobie potrzebni, mogę po prostu o sobie nie myśleć i nie muszą spędzqc ze soba czasu. Tamto dziecko ma matkę, Ty nie musisz jej zastapić.TRzymaj sie. Nie daj się zlym uczuciom, ale uporządkuj swoje sprawy na SWOICH zasadach.
    • Gość: agacia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 06.11.02, 12:25
      lilly,zgadzam sie z toba w 200%..misiek...wiedzialas na co sie decydujesz kiedy zaczynalas byc ze swoim mezczyzna..jesli juz opowiadasz o psychoterapeutach i o tym co oni mowia to moze go powinnas zapytac dlaczego ten 10-latek tak sie zachowuje?dam sobie glowe uciac ze dlatego ze potrzebuje milosci, opieki i cierpliwosci.moze to okrutne co powiem ale jesli nie zmienisz swojej postawy to nie masz szans na zwiazek ze swoim partnerem, znienawidzi cie po pewnym czasie za to co robisz i jaka jestes..pomysl czy gdyby on sie tak zachowywal w stosunku do twojego dziecka z poprzedniego zwiazku, bylabys z nim?nie sadze...a wrecz jestem pewna ze nie.przemysl to wszystko...naprawde ci wspolczuje tej nienawisci..zwlaszcza ze dotyczy ona dziecka.nie rozumiem
    • Gość: eBeata do Gosi1 IP: *.* 06.11.02, 14:40
      Gosiu napisałaś ładny post. Tylko dlaczego uważasz, że stoi on w opozycji do pozostałych?Piszesz, że Miśkę /Miśka?/ rozumiesz jż chodzi o uczucia do zachowania tamtego dziecka, ale przecież w tym przypadku my też rozumiemy. Nikt nie napisał jak to fajnie przebywać z niewychowanym, złośliwym dzieckiem. Jest to trudne i nieprzyjemne. Niestety tego dziecka Miśka z życia nie wyrzuci i dlatego Ją o tym informujemy. Mówimy, że musi sobie jakoś te układy rodzinne uporządkować, nauczyć się życ z tym maluchem. To samo co Ty jej radzisz. To, że Miśka napotkała tutaj wiele przykrych słów nie dziwi.Zauważ, że Ona NIE napisała:Dziewczyny mam problem. Mój partner ma syna z którym sobie nie radzę. Jest złośliwy, apodyktyczny itp. Ojcu wcale to nie przeszkadza i nie chce zmienić zachowania syna. Do tego uważam, że poświęca mu za dużo czasu i pieniędzy. Tak mało robi dla naszego wspólnego dziecka. Co mi radzicie? Jak to wszystko poskładać???Napisała za to:>którego ja nie znoszę- aktualnie nie widuję go od kilku miesięcy ale trafia mnie szlag na każde wspomnienie o nim, na każdy kontakt z nim- nie mój tylko tego mojego faceta.> Dzieciak jest paskudny rozkapryszony materialistycznie nastawiony do ojca i całej reszty świata złosliwy i starał się przeszkadzać mojemu w zajmowaniu się naszym dzieckiem. > Jak mam sobie poradzić bo teraz nasz związek się sypie z powodu tego dziecka> A nie dośc że tam płaci bardzo wysokie alimenty to jeszcze za karate dla niego> Jak mam sobie poradzić żeby przez tamto dziecko nasze dziecko nie straciło rodziny??Widzisz Gosiu różnicę???? Bo ja tak. Wielką różnicę. Czym innym jest prośba o radę, co zrobić aby w rodzinie było lepiej /CAŁEJ rodzinie/, a czym innym zwalanie winy za nierozwiązane problemy z partnerem na jego syna.I o tym jest wiekszość postów. Informują Miśkę, że jest źle nie z powodu tego chłopca. Że od początku wiedziała w jaki związek wchodzi i to była Jej wolna decyzja. Jakiś czas przed ciążą była z tym człowiekiem. Widziała jego stosunek do syna, zachowanie syna, ile czasu ojciec dziecku poświęca.Teraz Misiek ponosi tylko konsekwencje swoich decyzji. Być może myślała, że jak będą mieli wspólne dziecko, wszystko się zmieni. Ale na "jeżeli" nie buduje się podstaw rodziny.W tej chwili jest fatalnie, a wszystko wskazuje na to, że będzie gorzej.Miśka ma dwa wyjścia. Rezygnacja ze związku albo uporządkowanie tego wszystkiego. Sądzę, że pierwszego nie bierze pod uwagę. Pozostają jej rozmowy z partnerem i rady z tego wątku. Nie ma innego wyjścia.
      • Gość: eMisiek do Gosi1 do eBeaty Lilly i innych IP: *.* 06.11.02, 15:39
        Dziękuję Gosiu, że napisałaś coś o czym nie pomyslałam- że nie umiem ubrać w słowa swoich mysli tak aby wszyscy je zrozumieli.Nie zmieniam zdania i podpisuję sie pod wszystkim co napisałam o tamtym dziecku o moich uczuciacj do niego i tym , że nie chcę go w zyciu moim imojego dziecka.Może napisze Wam jeszcze jak to było po kolei.Mieszkałam w katowicach pracowałm w Sosnowcu- zdecydowałm się zamieszkać z moim partnerem w Krakowie nie zmieniając pracy- dojeżdżąłam 80 km w jedna stronę- poczatkowo wtorki czwartki i piątki bo mój facet pracował na zmiany i w pozostałe dni wychodził do pracy po południu i wracał w nocy więc ja wtedy zostawałam w Katowicach. Poczatkowo zgodnie z tym co było wcześniej zabierał syna raz w tygodniu w czwartki ale potem juz także we wtorki- czyli właściwei jedyne 2 dni gdy ja przyjeżdżąłam bo w piatki pracował róznież głównie na popołudniu. Miał dziecko do około 20-tej- czyli dla mnie czas dopiero wtedy.Dodam że prawie wszystkie weekendy pracuje od rana do wieczora- ma taką prace wyjazdowa że czasami mogłam z nim pojechać a czasami siedziałm saam w domu i czekałam gdy przyjedzie o 20 czy 22 żebyśmy spędzili ze sobą trochę czasu.Przez pierwszy rok naszego bycia razem spędził ze mna 1 wekend- w pozostałe zabierał również dziecko albo zabierał tylko jego i wyjeżdżął np na narty.Święta oczywiście równiez z dzieckiem. Ferie- pierwszy tydzień mieszkał mały u nas potem wyjechaliśmy wspólnie na narty.Wielkanoc- a raczej ferie wiosenne spędził u nas poza 1 dniem świąt.Weekend majowy, weekend z Bozym Ciałem również z nim.następnie urlop- oczywiście pojechał z nami- a ja byłam wtedy w pierwszych tygodniach ciąży- czułam sie świetnie ale byłam rozdrażniona, przewrażliwiona- mały swoim zachowaniem zepsuł mi cały wyjazd.Jego ojciec nie mógł mnie nawet objąc czy przytulić- kobiety- przeciez wiecie jak potrzebuje sie pewencyh rzeczy będąc w ciąży- po prostu bliskości ojca swojego dziecka- a ja tego nie miałam. Jedyne chwile moglismy spędzić razem gdy mały poszedł spać- czyli jakas 22 albo później.Kolejne wekendy wszystkie razem z nim. A mnie w ciązy drażniło wszystko.panmi etam sytuacje gdy dałam małemu jakis drobiazg- powiedziałm mu tam leży coś dla ciebie- usłyszałam w odpowiedzi "tylko tyle?"Potem sytuacja gdy o mało nie poroniłam- miałam potworne bóle w pracy-nie wiem do dzisiaj jak dojechałam do Krakowa do lekarza- nie dałam sie połozyć do szpitala tylko leżałm przez kilka dni w domu- i wtedy gdy ja przyszłam do domu i połozyłam się do łóżka i nie mogłam się na drugi bok przewrócić dowiedziałam się że on wychodzi bo mały ma karate i na niego na pewno czeka- i zostałam sama w domu zastanawiając się czy stracę dziecko czy tez nie.Potem kolejne weekiendy zimowe- ja sama w domu a mały z tatusiem na nartach. Więc Lilly nie mów mi że nic nie zrobiłam- zrobiłam bardzo dużo- zgadzałam się na wiele- prawie zrezygnowałam ze swojego życia- no owszem nie pozwoliłam mu wyjechać z synem na ferie gdy ja byłam w 9 miesiącu ciąży- ale czy to taki straszny egoizm że bałam się być wtedy sama? Że chciałam żeby ojciec mojego dziecka była z nami w tych trudnych ostatnich dniach, żeby był przy urodzeniu dziecka? Oczywiście mój partner uważął że to był egoizm.Egoizmem było też, że miałam mu za złe że jak nagle w 38 tygodniu przestałąm czuć ruchy dziecka i jechałam do lekarki z przerażeniem czy moje dziecko jeszce żyje i chciałam żeby on pojechał ze mna a on w tym dniu miał się spotkać z synem i nie pojechał ze mną- ale egoizmem było że wogóle chciałam żeby był ze mną a nie z synem.Wybaczcie mi- ale nie mam zamiaru pokochać ani polubić tego dziecka- próbowałam wiele razy, wycierpiałam wiele, mój facet ma do tego dziecka taki stosunek że niezależnie co on zrobi i tak jest ideałem i nie jest w stanie zrozumieć że mnie może przeszkadzac pewne zachowanie, że ja chciałabym móc sie we własnym domu połozyć kiedy mam na to ochotę, oglądac w telewizji film który mi się podoba bez wkurzających komentarzy dziecka, robić do zjedzenia to na co mam ochote a nie to co ŁASKAWIE- i po przekupywaniu zje obca osoba, jak się źle czuje to mieć w domu cisze a nie skrzeczenie obcego dziecka, żeby móc zamienić z moim facetem chociaz jedno zdanie bez wtrącania sie kogoś trzeciego, żeby móc sie w sypialni zachowywać tak jak mam na to ochote.Rodzina mojego faceta- wspomniana babcia jak i on sam nie byli w stanie zaakceptowac niczego poniżej tego co oni sami czuja i robią- wiele razy słyszałam od mojego faceta- po wekendzie wspólnie spędzonym "starałaś sie ale znopwu ci nie wyszło"- bo mały doprowadzał mnie swoim zachowaniem do szału. ja powinnam się usmiechnąc i powiedzieć mu "kochany... wszystko co robisz robisz świetnie"Wspomniałam już w ktorymś poście o dziewczynkach przyjaciół mojego faceta- gdy bylismy kiedys razem i ja się z nimi bawiłam i rozmawiałam to ten mały zachowywał się skandalicznie bo jak ja śmiem zajmowac się kims oprócz niego i był dla dziewczynek bardzo niemiły, jedną uderzył- gdy mu kazałam przeprosić to się obraził, więc ja je przeprosiłam - a wiecie co wtedy usłyszałm od 9 letniej dziewczynki- "nie martw się ciociu na szczęście nie ty go wychowywałaś"- szczęka mi opadła.Więc zrozumcie, że ja nie mam zamiaru zbliżać sie do tego dziecka i mam zamiar trzymać go jak najdalej od mojego - wiem, że nie dam rady uchronić synka przed całym złem tego świata ale uważam że mam obowiązek chronić go przed wszystkim przed czym dam radę- a uważam że ze strony tego PRZYRODNIEGO BRATA- może moje dziecko spotkać tylko coś złego. Nie mam również siły czekać na to że on się zmieni wydorośleje- a jak będzie młodocianym przestępcą, członkiem gangu, narkomanem- też mam próbować go pokochać??Popełniłam błąd poruszając ten temat na forum- oczekiwałam pomocy której tak naprawdę nie mogłam dostać bo nikt mi tak naprawdę nie może pomóc.eBeata napisała "W tej chwili jest fatalnie, a wszystko wskazuje na to, że będzie gorzej.Miśka ma dwa wyjścia. Rezygnacja ze związku albo uporządkowanie tego wszystkiego. Sądzę, że pierwszego nie bierze pod uwagę. Pozostają jej rozmowy z partnerem i rady z tego wątku."Ja biorę poważnie pod uwagę właśnie pierwsze rozwiązanie.
        • Gość: Behemot Re: do Gosi1 do eBeaty Lilly i innych IP: *.* 06.11.02, 17:17
          eMisiek po przeczytaniu tego postu nadal z uporem maniaka twierdzę, że to jaki jest ten dzieciak to wina min. Twego faceta i że robisz błąd obarczając za wszystko tylko to dziecko. Ono się tak zachowuje, jak mu tatuś pozwala. Dziecko tylko wykorzystuje sytuację. Przykro mi, ale Twój facet wydaje mi się strasznym egoistą nie szanującym Ciebie, nie liczącym się z Tobą i myślę, że lepiej będzie jak zrezygnujesz jednak z tego związku. Dla swojego dobra i swojego dziecka. Moim zdaniem powinnaś znależć sobie kogoś przy którym będziesz szczęśliwa, Ty i Twoje dziecko i przy którym będziesz mogła być coraz lepszym człowiekiem. Gdy zostaniesz w tym toksycznym związku, moim zdaniem zniszczysz siebie. Współczuję Ci bardzo i życzę Ci wszystkiego dobrego. :hello: Gina
        • Gość: Behemot Re: do Gosi1 do eBeaty Lilly i innych IP: *.* 06.11.02, 17:17
          eMisiek po przeczytaniu tego postu nadal z uporem maniaka twierdzę, że to jaki jest ten dzieciak to wina min. Twego faceta i że robisz błąd obarczając za wszystko tylko to dziecko. Ono się tak zachowuje, jak mu tatuś pozwala. Dziecko tylko wykorzystuje sytuację. Przykro mi, ale Twój facet wydaje mi się strasznym egoistą nie szanującym Ciebie, nie liczącym się z Tobą i myślę, że lepiej będzie jak zrezygnujesz jednak z tego związku. Dla swojego dobra i swojego dziecka. Moim zdaniem powinnaś znależć sobie kogoś przy którym będziesz szczęśliwa, Ty i Twoje dziecko i przy którym będziesz mogła być coraz lepszym człowiekiem. Gdy zostaniesz w tym toksycznym związku, moim zdaniem zniszczysz siebie. Współczuję Ci bardzo i życzę Ci wszystkiego dobrego. :hello: Gina
        • Gość: Vialle Re: do Gosi1 do eBeaty Lilly i innych IP: *.* 07.11.02, 09:50
          Miska, chociaz siedze w pracy i mam od cholery roboty to przeczytalam ten caly watek dosc uwaznie, po kolei czytajac Twoje posty coraz wyrazniej rysowal mi sie w glowie obrazek tej sytuacji. Mysle ze Ty sama zaczynasz widziec ten obrazek. W krotkich slowach powiem tak: Twoim problemem jest mezczyzna, z ktorym jestes a nie jego syn. Jego syn to prawdopodobnie autentycznie irytujace dziecko z gatunku "bachor", nie zamierzam udawac, ze takich nie ma. Natomiast problem prawdziwy lezy w jego ojcu i jego stosunku do Ciebie. Odnosze wrazenie czytajac Twoja historie, ze kochasz swojego faceta a jednoczesnie jestes sfrustrowana jego absolutnie karygodnym postepowaniem. A poniewaz go kochasz robisz - swiadomie lub nie - wszystko aby sily swojej frustracji i nienawisci za to jak jestes traktowana nie kierowac na niego - wiec kierujesz te negatywne emocje na "obiekt zastepczy" czyli jego syna (ktory jak mowie prawdopodobnie jest taki, ze daje milion powodow na minute zeby miec ochote go palnac w ucho). Mysle tak bo jak czytam wybacz glupstwa ktore piszesz o tym dzieciaku, to mysle sobie ze takie cos o dziesieciolatku moze pisac tylko bardzo sfrustrowana i nieszczesliwa osoba. Czytalam te Twoje opisy i niemal krzyczalam "dlaczego pozwalasz swojemu facetowi tak postepowac????". Dlaczego akceptujesz to ze nie wychowuje swojego syna? Ze nie koryguje jego zachowania? To nie jest Twoja rola, bo w tej calej sytuacji temu dzieciakowi najtrudniej jest zapewne przyjmowac krytyczne uwagi wlasnie od Ciebie. To jest rola jego ojca!!!! Ktory - na to wyglada - nic w tym kierunku nie robi. A chyba jest dla niego jednak swego rodzaju autorytetem. Nie wiem z czego to zachowanie faceta wynika - czy ma takie poczucie winy wobec syna? Nie chce spekulowac. Reasumujac Misku - strasznie, ale to strasznie nie podoba mi sie ten Twoj facet. Nie pojmuje jak i dlaczego on nie dba - no bo nie dba!!!! - o to zeby zycie w Waszym ciut skomplikowanym ukladzie bylo udane i znosne dla wszystkich? Dlaczego oczekuje dostosowania tylko od Ciebie? Dlaczego nie wplywa na zachowanie swojego syna, nie pokazuje mu wlasciwych wzorcow?Probowalas z nim rozmawiac o tym zeby diametralnie zmienil swoje podejscie? Radzilabym Ci - jesli moge w ogole cos radzic - postawic sprawe bardzo, bardzo ostro i kategorycznie. Wierze ze cala sytuacja moze sie uzdrowic ale wydaje mi sie ze warunkiem uzdrowienia jest kompletna zmiana podejscia Twojego faceta. A jesli on nie widzi potrzeby zmiany, to... no coz. I jeszcze jedno - w pewnym momencie odnioslam wrazenie, ze oczekiwalas nie tyle rady od strony forumowiczek ale poglaskania Cie po glowie i upewnienia ze masz prawo czuc to co czujesz - zwlaszcza do syna Twojego faceta. Zaleta tego forum - i kazdej szczerej rozmowy - jest taka ze sie nie jest tylko glaskanym po glowie ale ze sie slyszy opinie, ktore nami wstrzasaja. Nie doluj sie krytycznymi uwagami. Glaskanie po glowie usypia czujnosc. A krytyczne uwagi - nawet jesli troche przesadzone czy swietoszkowate - smuszaja do myslenia. I bardzo dobrze. Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam. Jesli chcialabys pogadac, to w kazdej chwili zapraszam na priva!!!!
        • Gość: aga102 Re: do Gosi1 do eBeaty Lilly i innych IP: *.* 07.11.02, 13:31
          Nie jestem w takiej samej sytuacji, jak Ty, nawet nie w podobnej. I przyzam się, że czytając Twoje pierwsze posty rzeczywiście bardzo łatwo Cię zaszufladkować, negatywnie w dodatku. Ale cieszę się, że przeczytałam całą dyskusję. Po kilku postach stwierdziłam, że może to Wasze (tzn. Twoje i Twojego partnera) problemy odbijają się na dziecku (trudnym dziecku, ale to inna kwestia). Po Twoim ostatnim poście jestem przekonana, że Twój facet, mniej lub bardziej świadomie zrzuca na Ciebie całą odpowiedzialność za układy w waszej rodzinie. A to do niego należy EGZEKWOWANIE szacunku (bo sympatia czy miłość to za dużo powiedziane)do Ciebie i do zasad panujacych w Waszym domu. Łatwo jest dawać prezenty, jeździć na wycieczki, duzo trudniej jest wychowywac dziecko. Jeszcze trudniej jest się za to wziąć, gdy przez dziesięć lat nikt od dziecka niczego nie wymagał, wręcz przeciwnie. I to, że spędzają razem "tylko" kilka czy kilkanaście godzin w tygoniu nie znaczy, że ojciec nie może wymagać i wychowywać. To jest wymówka nieodpowiedzialnego faceta. Od dzieci TRZEBA wymagać i stawiać jasne reguły. I to samo dotyczy Jego, jak i Waszego dziecka. Tylko z Waszym pewnie będzie łatwiej, jeżeli się weźmiesz (weźmiecie) za to od samego początku.I tu się wszystko sprowadza do tego, jakie Twój facet ma podejście do Ciebie. Jeżeli nie przeszkadza mu,że Ty się męczysz w takim układzie... Przecież z dziesięciolatkiem można się chyba jakoś dogadać... Że się obrazi, trudno. NIe mówię,żeby go odtrącić, "jak taki jesteś to ja Cię nie kocham", stawiać mu rozsądne wymagania i ustalać reguły. Tylko że ojciec musi przestać być sponsorem, a zacząć być OJCEM. Może niech sobie spróbuje wyobrazić sytuację, że nagle on musi się zająć swoim synem (gdyby matce coś się stało). Czy zycie na codzień z takim dzieckiem (skrzywdzonym, a raczej skrzywionym przez dorosłych, bo dziecku rozwiedzionych rodziców nie trzeba najdroższych zabawek tylko pewności, że w kwestii uczuć rodziców nic się nie zmieniło na gorsze po rozwodzie), rozpieszczonym i rozwydrzonym jest możliwe przy zachowaniu zdrowych zmysłów? Czy on sobie zdaje sprawę jak może wyglądać życie takiego człowieka za kilka, kilkanaście lat? Na kogo wtedy zwali winę? Na matkę,ze go nie wychowała (bo przecież na stałe mieszkał z Nią), na babcię, bo na wszystko pozwalała? czy na Ciebie, bo go nie lubiłaś i nie tolerowałaś jego wybryków. Bo przypuszczam, że jako winnego sytuacji, siebie sobie nie wyobrazi, nawet w małej cząstce...Pozdrawiam
        • Gość: aga102 Re: do Gosi1 do eBeaty Lilly i innych IP: *.* 07.11.02, 13:35
          Nie jestem w takiej samej sytuacji, jak Ty, nawet nie w podobnej. I przyzam się, że czytając Twoje pierwsze posty rzeczywiście bardzo łatwo Cię zaszufladkować, negatywnie w dodatku. Ale cieszę się, że przeczytałam całą dyskusję. Po kilku postach stwierdziłam, że może to Wasze (tzn. Twoje i Twojego partnera) problemy odbijają się na dziecku (trudnym dziecku, ale to inna kwestia). Po Twoim ostatnim poście jestem przekonana, że Twój facet, mniej lub bardziej świadomie zrzuca na Ciebie całą odpowiedzialność za układy w waszej rodzinie. A to do niego należy EGZEKWOWANIE szacunku (bo sympatia czy miłość to za dużo powiedziane)do Ciebie i do zasad panujacych w Waszym domu. Łatwo jest dawać prezenty, jeździć na wycieczki, duzo trudniej jest wychowywac dziecko. Jeszcze trudniej jest się za to wziąć, gdy przez dziesięć lat nikt od dziecka niczego nie wymagał, wręcz przeciwnie. I to, że spędzają razem "tylko" kilka czy kilkanaście godzin w tygoniu nie znaczy, że ojciec nie może wymagać i wychowywać. To jest wymówka nieodpowiedzialnego faceta. Od dzieci TRZEBA wymagać i stawiać jasne reguły. I to samo dotyczy Jego, jak i Waszego dziecka. Tylko z Waszym pewnie będzie łatwiej, jeżeli się weźmiesz (weźmiecie) za to od samego początku.I tu się wszystko sprowadza do tego, jakie Twój facet ma podejście do Ciebie. Jeżeli nie przeszkadza mu,że Ty się męczysz w takim układzie... Przecież z dziesięciolatkiem można się chyba jakoś dogadać... Że się obrazi, trudno. NIe mówię,żeby go odtrącić, "jak taki jesteś to ja Cię nie kocham", stawiać mu rozsądne wymagania i ustalać reguły. Tylko że ojciec musi przestać być sponsorem, a zacząć być OJCEM. Może niech sobie spróbuje wyobrazić sytuację, że nagle on musi się zająć swoim synem (gdyby matce coś się stało). Czy zycie na codzień z takim dzieckiem (skrzywdzonym, a raczej skrzywionym przez dorosłych, bo dziecku rozwiedzionych rodziców nie trzeba najdroższych zabawek tylko pewności, że w kwestii uczuć rodziców nic się nie zmieniło na gorsze po rozwodzie), rozpieszczonym i rozwydrzonym jest możliwe przy zachowaniu zdrowych zmysłów? Czy on sobie zdaje sprawę jak może wyglądać życie takiego człowieka za kilka, kilkanaście lat? Na kogo wtedy zwali winę? Na matkę,ze go nie wychowała (bo przecież na stałe mieszkał z Nią), na babcię, bo na wszystko pozwalała? czy na Ciebie, bo go nie lubiłaś i nie tolerowałaś jego wybryków. Bo przypuszczam, że jako winnego sytuacji, siebie sobie nie wyobrazi, nawet w małej cząstce...Pozdrawiam
      • Gość: Gosia1 Re: do eBeaty IP: *.* 06.11.02, 15:50
        Beatko, bo poprzednie posty zlinczowały eMiśkę. Wiele padło przykrych słów, oskarżeń, że jest złym człowiekiem. Dlaczego? Bo czuje to co czuje? I nie boi się o tym mówić głośno? Może nie ma takiego daru, jak ja - pisania "ładnych postów" ;) - i opisała wszystko tak jak potrafiła, a my nie umiałyśmy wyciągnąć i odczytać z tego to, co chciała nam przekazać. Wiem, wiem - trudne to. Zwłaszcza, że czyta się przecież słowa a nie między wierszami. Ale to już mówiłam, nie oceniajmy, zanim nie poznamy jak to jest naprawdę. Zwłaszcza, że ocenienie czegoś/kogoś poprzez internet jest niezwykle trudne. No i jeszcze jedno - postaw się na Jej miejscu. Łatwo pisać, że wiedziała, domyślała się, mogła przewidzieć. Do mnie też tak można powiedzieć - jestem po rozwodzie z pierwszym mężem. Też widziałam kogo brałam na męża...Niestety, nie jest to takie proste. Czasem się nie widzi, czasem bagatelizuje problemy na zasadzie - jakoś dam sobie radę. A czasem po prostu miłość przesłania wszystko i tyle. I dopiero szara rzeczywistość odkrywa kolejne warstwy i daje tak strasznie w kość, że nie można sobie już poradzić. Zgadzam się, że są dwa wyjścia, bo oddzielić syna od ojca nie wolno, nie mówiąc o tym, że w ogóle się tego nie da zrobić z przyczyn czysto biologicznych jak i moralnych. No i pytanie - co robić? Jeśli ojciec jest jaki jest i też nie bardzo radzi sobie z tym wszystkim? Moim zdaniem - bronić siebie. Na tyle, na ile jest to możliwe. I nie robić z siebie psychoterapeutki dla 10-latka. Niestety, Beatko, twarde to i przykre, ale takie jest moje zdanie. eMiśka ma bardzo dużo kłopotów z własnymi uczuciami, żeby jeszcze skupiać się na tym chłopcu. Ona musi ratować siebie...Bo to wszystko zniszczy i Ją i Jej synka. Dlatego uważam, że trzeba Jej pomóc. Dopiero potem można zacząć zastanawiać się co dalej z chłopcem. Takie jest moje zdanie. Pozdrawiam Gosia
        • Gość: eBeata Re: do Gosi IP: *.* 07.11.02, 10:06
          Nie za bardzo rozumiem Gosiu. Ponownie powieliłaś to co my piszemy. Zaznaczyłam, że niektóre słowa dziewczyn były za ostre, ale górę wzięły emocje a już na pewno nikt nie chciał nikogo linczować. Wszystkie posty pokazują Miśce, że problem główny, zasadniczy nie leży w tym dziecku.>my nie umiałyśmy wyciągnąć i odczytać z tego to, co chciała nam przekazać. - nie wiem Gosiu, wydaje mi się, że w każdym poście Miśka nam daje jasny przekaz. Gdyby tamten syn wyjechał gdzieś daleko, to moje układy z partnerem znacznie by się polepszyły. Nienawidzę tamtego dziecka i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Nie życzę sobie aby mój synek miał z nim jakikolwiek kontakt.Ja tak odbieram posty Miśki i sądząc po odpowiedziach większość mam też.>postaw się na Jej miejscu. Łatwo pisać, że wiedziała, domyślała się, mogła przewidzieć. - Rozumiem Gosiu, że miłość oślepia. Mnie też oślepiła. Ale ja za to nie zwalam winy na osoby trzecie.A czy Miśka była aż tak oślepiona? Przeczytałam Jej ostatni post. Dawała się przez tyle czasu wykorzystywać. Czy rozmawiała wtedy z partnerem o tym co czuje, co Jej przeszkadza? Jeżeli On w ogóle nie reagował, nie starał się zmienić postępowania... naprawdę nie rozumiem skąd decyzja o dziecku? Dlaczego przez tyle czasu zgadzała się na takie postępowanie? Dlaczego zgodziła się aby po jej powrocie ze szpitala partner wyjechał zawieźć syna na karate? Wystarczyłby jeden tel. do żony, że nie może tego zrobić.Ja widzę wyrażnie, że syn był i jest dla tego człowieka ważniejszy niż Miśka, być może ważniejszy niż drugie dziecko. I to Miśkę boli. I tutaj jest problem. Ten ból, złość na partnera przelała na tamto dziecko. Ucieka w ten sposób od PRAWDZIWEJ rozmowy z partnerem. Może czegoś podświadomie się boi? Nie wiem.A jedno z ostatnich zdań Miśki? Że bardziej bierze pod uwagę rozstanie niż ułożenie sobie tego wszystkiego? >Moim zdaniem - bronić siebie. Na tyle, na ile jest to możliwe. I nie robić z siebie psychoterapeutki dla 10-latka. - czy uważasz, naprawdę uważasz, że odgraniczając całkowicie tamto dziecko od nowej rodziny /tzn. ojciec utrzymuje kontakty z synem bez wspólnych spotkań z Miśką i Kubusiem/ Miśka pomoże sobie??? Przecież taka sytuacja już prawie ma miejsce! To nie widok tamtego dziecka tak jej przeszkadza. Pomoże sobie jak będzie miała spokojne sumienie i porozwiązywane problemy z partnerem.>Dlatego uważam, że trzeba Jej pomóc. Dopiero potem można zacząć zastanawiać się co dalej z chłopcem. Takie jest moje zdanie. - moje i innych dziewczyn też. Najpierw rozmowa z mężem. Dotycząca nowej rodziny i układów w niej panujących. Potem rozmowa o układach ojca z synem, o jego wychowaniu. PozdrawiamBeataI nadal uważam, że nikt tutaj sie nie odezwał wyłącznie po to aby na Miśkę napadać. Nawet jeżeli padły przykre dla niej słowa, w dalszych częściach postów było o pomocy, wskazanie na prawdziwy problem itp.
          • Gość: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: do Gosi IP: *.* 07.11.02, 10:30
            Podpisuję się po kazdym słowem Beaty.A ponadto: nawet jeśli eMisiek rozstanie się ze swoim partnerem, to nie usunie tamtego chłopca ze swojego życia. To zawsze będzie brat jej synka, będą mieli wspólnego Tatę (i może za jakiś czas inna kobieta będzie mówiła, że nie chce mieć nic wspólnego z tymi dwoma bachorami) i jeśli nie wcześniej, to napewno spotkają się w sądzie na sprawie spadkowej. Prawdziwym problemem jest jej partner a nie jego syn - i to usiłujemy eMiśkowi wytłumaczyć.Agnieszka
          • Gość: Gosia1 Re: do eBeaty IP: *.* 07.11.02, 11:01
            Beatko, zasadniczo faktycznie się zgadzamy, ale tylko pod względem wniosków (że się tak wyrażę), ale nie pod względem dojścia "do ładu". Rozumiem Gosiu, że miłość oślepia. Mnie też oślepiła. Ale ja za to nie zwalam winy na osoby trzecie.A czy Miśka była aż tak oślepiona? Przeczytałam Jej ostatni post. Dawała się przez tyle czasu wykorzystywać. Czy rozmawiała wtedy z partnerem o tym co czuje, co Jej przeszkadza? Jeżeli On w ogóle nie reagował, nie starał się zmienić postępowania... naprawdę nie rozumiem skąd decyzja o dziecku? Dlaczego przez tyle czasu zgadzała się na takie postępowanie? Dlaczego zgodziła się aby po jej powrocie ze szpitala partner wyjechał zawieźć syna na karate? Wystarczyłby jeden tel. do żony, że nie może tego zrobić.Otóż Beatko, nie zawsze daje się myśleć racjonalnie. Różnimy się tym bardziej, że ja zanim pogodziłam się z pewnymi faktami w swoim życiu, obwiniałam calutki świat o swoje niepowodzenia, zarzuciłam pretensjami wszystkie znane mi osoby, ba kilka z nich znienawidziłam zanim doszłam do wniosku, że: czasem tak bywa, że bywa splot okoliczności, że bywa niezgodność charakterów, że facet bywa podły również bez przyczyny, nie samą podłością, ale dlatego, że tak JA mogę na Niego działać, albo że jest podły, bo taki się urodził, albo że jest nieodpowiedzialny i ja niestety już nic zrobić nie mogę, bo Jego wychowanie skończyło się dobrych kilka lat temu. I tak mogłabym wyliczać w nieskończoność. Tak Beatko, zanim poukładało mi się "tam w środku" nie mogłam pogodzić się z tym, że to mój mąż jest winien...A te wszystkie pytania? Beatko, no właśnie - nie zawsze możemy rozmawiać, nie zawsze DA SIĘ rozmawiać, mimo iż mamy nadzieję, że może "samo się rozwiąże", nie zawsze jesteśmy GOTOWE powiedzieć co czujemy, co myślimy, i wreszcie nie wszyscy POTRAFIĄ to robić. Czasem rozmowa jest gorszym wyjściem z sytuacji, bowiem nieumiejętność jej prowadzenia prowadzi właśnie do pogorszenia stosunków. Wtedy potrzebny jest "rozjemca", ale tu znowu zaczynają się schody - często jedno z partnerów tak jest zapatrzone w siebie i właną nieomylność, że najnormalniej nie chce nikogo słuchać. Na zasadzie - moje jest na wierzchu. A jeśli chodzi o eMiśkę - wydaje mi się, że Ona musiała dojrzeć do rozmowy, do jakichś decyzji. Bo innego wytłumaczenia po prostu nie ma. Wytrzymywała to wszystko do pewnego czasu, a potem - bum - i bańka pękła. Ja widzę wyrażnie, że syn był i jest dla tego człowieka ważniejszy niż Miśka, być może ważniejszy niż drugie dziecko. I to Miśkę boli. I tutaj jest problem. Ten ból, złość na partnera przelała na tamto dziecko. Ucieka w ten sposób od PRAWDZIWEJ rozmowy z partnerem. Może czegoś podświadomie się boi? Nie wiem.A jedno z ostatnich zdań Miśki? Że bardziej bierze pod uwagę rozstanie niż ułożenie sobie tego wszystkiego? Sęk w tym Beatko, że dla partnera eMiśki nikt ani nic nie jest ważne...To ucieczka przed wyrzutami sumienia. I chyba to najbardziej boli. Bo gdyby chodziło o prawdziwą miłość i o troskę, to jak myślisz, czy wtedy drugie dziecko nic by nie znaczyło? Bo moim zdaniem to byłoby niemożliwe...Poza tym prawdziwa miłość wzrusza, wywołuje miłe odczucia, ewentualnie wyrzuty sumienia, gdyby dochodziło do zazdrości. A takie wyrachowane zachowania wzbudzają agresję - moim zdaniem uzasadnioną. I znowu zgadzamy się, że winę ponosi partner eMiśki. Ale decyzja należy tylko do Niej. - czy uważasz, naprawdę uważasz, że odgraniczając całkowicie tamto dziecko od nowej rodziny /tzn. ojciec utrzymuje kontakty z synem bez wspólnych spotkań z Miśką i Kubusiem/ Miśka pomoże sobie??? Przecież taka sytuacja już prawie ma miejsce! To nie widok tamtego dziecka tak jej przeszkadza. Pomoże sobie jak będzie miała spokojne sumienie i porozwiązywane problemy z partnerem.Tak, tak uważam. Niestety. Przynajmniej na razie, dopóty, dopóki eMiśka nie zrobi porządku ze swoim życiem. Bo ja wiem, że tego dziecka nie da się zaakceptować (przynajmniej na razie, nie wiemy co będzie dalej...). Spokojne sumienie nie ma tu nic do rzeczy. O spokojne sumienie toczy się właśnie ten "bój" - sumienie partnera eMiśki...Pozdrówka Gosia
            • Gość: eBeata Re: do Gosi IP: *.* 07.11.02, 12:12
              Gosiu> Beatko, zasadniczo faktycznie się zgadzamy, ale tylko pod względem wniosków (że się tak wyrażę), ale nie pod względem dojścia "do ładu". - chwileczkę. "Dojścia do ładu" - to ile czasu to dojście ma trwać??? Miśka powinna to rozwiązać jak najszybciej, jak przemyśli, przygotuje się do rozmowy. Odwlekając tylko się wykończy!!>Otóż Beatko, nie zawsze daje się myśleć racjonalnie. (...)Beatko, no właśnie - nie zawsze możemy rozmawiać, nie zawsze DA SIĘ rozmawiać, mimo iż mamy nadzieję, że może "samo się rozwiąże", nie zawsze jesteśmy GOTOWE powiedzieć co czujemy, co myślimy, i wreszcie nie wszyscy POTRAFIĄ to robić. - O.K. Gosiu. Kiedy jest dwoje ludzi, wszystko rozgrywa się między nimi. Gosia godziła się na takiego partnera, Jej sprawa. Nie umiała, nie chciała rozmawiać, jej sprawa. Chociaż też nie całkiem. Nie był to związek dwojga osób. To był już związek trzech. Misiek napisała, że widziała co się dzieje. Nie była zadowolona z postępowania partnera. Dlaczego w takim razie zdecydowali się na dziecko?? Oboje?? /chyba, że była wpadka i w takim razie sprawa wygląda inaczej/.Nie ulega wątpliwości, że bez Kubusia sprawa miałaby łagodniejszy przebieg, ewentualne odejście byłoby prostsze.>Spokojne sumienie nie ma tu nic do rzeczy. O spokojne sumienie toczy się właśnie ten "bój" - sumienie partnera eMiśki... - przecież ten partner jak sama stwierdziłaś nie ma sumienia. Wydaje mi się, że partner Miśki nawet nie wie jak ją krzywdzi, nie chce zmian, jemu jest dobrze. To Miśka powinna zrobić wszystko aby odzyskać spokój. Ma Kubusia, a dzieci chcą mieć szczęśliwe mamy.
    • Gość: Miśk@ Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 06.11.02, 23:52
      Nie czytałam poprzednich postów więc nie wiem co było wyżej,ale z własnego doświadczenia(dziecka-niedziecka)Dzieciak jest albo rozpieszczonyAlbo chce na siebie zwrócić uwagę i jest zazdrosny o ojcaAlbo w najgorszym wypadku matka nastawia dzieciaka perzeciwko Tobie co jest prawie pewneA tata zapewne chce udowodnić,że nie jest tak złym ojcem jak mówi o nim matkaNiestety dzieci z rozbitych małżeństw często takie są :( Ja również uważałam(i miałam powody)że należy sie ojcu i macosze takie trakrowanie,za to,że źle potraktował moją mamę i znalał sobie inną.Sama doiłam jak z krowy dojnej i uważałam,że dobrze robię,to była kara za pokręcenie mojego i tak trudnego życia.Tyle,że mój "ojciec" nie płacił kosmicznych alimentów i olewał mnie przez 15 lat :(Niestety nie wiem co Ci poradzić :( bo to bardzo trudna sprawa i trudne życie w takim związku :( Żal mi i Ciebie z dzieciaczkiem i tego chłopca manipulowanego przez matkę.Może jakieś wspólne wyjazdy,wycieczki by pomogły?Pokaż,że nie chcesz zabrać mu ojca,że ma fajne przyrodnie rodzeństwo,które jak dorośnie napewno będzie go kochało i potrzebowało pomocy(coś na zasadzie "big brtoher")Ja poznałam moją przyrodnią siostrę właśnie dzięki temu,że to Ona dowiedziała się o moim istnieniu(po 14 latach)i zażądała,że chce mnie poznać-kocham Ją baaaardzo :love: .Chłopak musi wiedzieć,że życie nie polega na zemście na ojcu i jemu bliskich,że rozwód odbył się nie dlatego,że ojciec przestał go kochać tylko,że rodzice nie potrafili się porozumieć.Jeśli jego matka nie była na tyle dorosła żeby tak przedstawić ten "problem" to zrób to Ty.Udowonij,że nie jesteś jego wrogiem,że nie chcesz zastąpić mu matki i zabrać ojca ale chcesz się zaprzyjaźnić.Jeśli chcesz pogadać pisz na priva,nie chcę się rozpisywać na ten temat bo mogłabym tak bez końca ;)Sory za błędy ale piszę co czuję i czasem szybciej myślę niż pukam w klawiaturę :)
      • Gość: eMisiek Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 07.11.02, 11:40
        Pisze tutaj bo nie umiem znaleźć postu eBeaty który dostałam na skrzynkę a na który rówież chciałabym odpowiedzieć.Ale odpowiem róznież Viallenapisałaś""dlaczego pozwalasz swojemu facetowi tak postepowac????". Dlaczego akceptujesz to ze nie wychowuje swojego syna? Ze nie koryguje jego zachowania?"odpowiem- próbowałm i słyszałam w odpowiedzi jedynie że on spędza z nim tak mało czasu, że nie może go jeszce poswięcać na wychowywanie, lepiej żeby mały miło wspominał chwile spędzone z ojcem niż pamiętał że ojciec czegoś mu zabraniał cos nakazywał.napisałaś"jak czytam wybacz glupstwa ktore piszesz o tym dzieciaku, to mysle sobie ze takie cos o dziesieciolatku moze pisac tylko bardzo sfrustrowana i nieszczesliwa osoba."nie piszę głupstw tylko prawdę.odpowiedź do postu eBeaty którego nie moge zlokalizowaćnapisałaś">ale tak naprawdę to on wcale nie ma teraz ojca mniej niż miał przed naszym poznaniem, widują się tak samo często jak wcześniej. - dom został rozwalony. Rodzina. Ojciec już z Nim nie mieszka. "przepraszam, ale czy uważnie przeczytałaś to co ja napisałam- bo mam wrażenie że nie więc jeszcze raz napiszę- gdy my sie poznalismy to mój partner juz od 3 lat nie mieszkał ze swoja byłą rodziną a był 2 lata po rozwodzie więc DZIECIAK WCALE NIE MA OJCA MNIEJ NIŻ PRZED NASZYM POZNANIEM.Oświadczam jeszcze jedno- nie moja jest sprawą jak jest wychowane tamto dziecko, kto z niego wyrośnie- jeżeli tylko nie przeszkadza to w naszym życiu, jeżeli nie będzie miał kontaktów ze mną i moim synkiem.Ja zrobiłam juz wiele i nie mam zamiaru nic więcej robić.Pytacie dlaczego wiedząc pewne rzeczy zdecydowałm się na dziecko- bo MIAŁAM WTEDY 30 LAT I ROZPACZLIWIE PRAGNEŁAM MIEC DZIECKO, bo nigdy wcześniej nie było w moim życiu nikogo kto wogóle dopuszczałby myśl o zostaniu ojcem mojego dziecka i możliwe że już nikogo takiego nie byłoby w moim życiu nigdy. To co miałam zrobić???? Iść do banku spermy???? Czy puścić sie z przypadkowym facetem licząc na to że może to akurat dzień płodny???Owszem wiedziałam, że facet którego wybieram na ojca mojego dziecka, z którym mieszakm i którego kocham nie jest ideałem ale..... Uznałam, że na wychowanie naszego dziecka ja też będe miała wpływ i będe mogła nie dopuścic do tego, żeby wyhodował kogoś takiego poskudnego jak tamten dzieciakMiśk@ napisała"Może jakieś wspólne wyjazdy,wycieczki by pomogły?Pokaż,że nie chcesz zabrać mu ojca,że ma fajne przyrodnie rodzeństwo,które jak dorośnie napewno będzie go kochało i potrzebowało pomocy(coś na zasadzie "big brtoher")"nie mam zamiaru juz próbować- spędzilismy ostatnie wakacje wspólnie juz z naszym malutkim wtedy 4-miesiecznym synkiem i to był koszmar- dla mne i nie tylko.I nie zalezy mi na miłości ani nawet na przyjaźni mojego dziecka z tamtym- taki ktoś nie nadaje się na brata. "Chłopak musi wiedzieć,że życie nie polega na zemście na ojcu i jemu bliskich,że rozwód odbył się nie dlatego,że ojciec przestał go kochać tylko,że rodzice nie potrafili się porozumieć.Jeśli jego matka nie była na tyle dorosła żeby tak przedstawić ten "problem" to zrób to Ty.Udowonij,że nie jesteś jego wrogiem,że nie chcesz zastąpić mu matki i zabrać ojca ale chcesz się zaprzyjaźnić."Ja nie chce się z nim zaprzyjaźnić- chcę mieć z nim jak najmniej do czynienia.Jeszcze jedno- na sprawie spadkowej sie nie spotkają bo poki co mój facet napisał testament w którym wszystko co ma zapisuje tamtegmu dziecku- było to jeszce przez poczęciem nawet naszego dziecka ale on jak na razie nie zamierza tego zmieniać- więc gdyby coś mu sie stało to ja z Kubusiem dosłownie zostaniemy na bruku bo to mieszkanie w którym mieszkamy jest już jakby tamtego dziecka a jego matka wyrzuciłaby nas w ciagu 1 minuty.Problem z facetem to jedno ale problem z dzieckiem to drugie- sa oba i nie oznacza to przelania moich pretensji z faceta na jego dziecko- niechęć do tamtego dziecka jest spowodowana tym jaki jest i jaki ma mój facet stosunek do niego.Proszę zakończmy ta dyskusję bo ona coraz bardziej mnie rani a nikomu niestety nic dobrego nie przyniesie.Vialle napisała że chciałabym być pogłaskana po głowie- może tak.Rozmów z moim partnerem odbylismy wiele bardzo wiele i niestety większośc z nich zakończyła się kłótnią trzaskaniem drzwiami, moimi łzami i bezsennymi nocami- może nie umiemy rozmawiać.eBeata napisała że może moj facet ucieka ode mnie do tamtego dziecka bo mu przeszkadzają moje pretensjeno oczywiście jak się widzi z tamtym dzieckiem to ono się do niego tylko uśmiecha- chyba że mu każe coś zrobić albo powie nie, tamto dziecko zachowuje się tak jakby miały dla niego znaczenie 2 rzeczy- żeby ojciec mu coś kupił i żeby mu pozwolił pograć na komputerze- bo swój ma gorszy i tamto dziecko uważa go za nieomylnego i bez wad- jak to dziecko a ja widzę w nim nie tylko zalety ale i wady i mówię o tym- więc rzeczywiście masz rację on ucieka ode mnie.Ale prosze zrozumcie wreszcie, że problem z facetem to jedno a ......................dzieciak to drugie i o ile problem z facetem może mieć kilka rozwiązań to drugi problem ma dla mnie tylko jedno rozwiązanie do przyjęcia- wyeleiminowanie tamtego dziecka z życia mojej rodziny- nie mojego faceta tylko tej części jego życia którą spędza z nami- bo tamto dziecko NIE NALEŻY DO MOJEJ RODZINY
        • Gość: eBeata do eMiśka - już ostatni IP: *.* 07.11.02, 13:12
          Misiek, to będzie mój ostatni post w tym wątku.I dalej, głębiej, im częściej zabierasz głos, tym bardziej mnie przerażasz. Rozumiem, jesteś w trudnej, bardzo trudnej sytuacji, targają Tobą emocje ale im więcej piszesz, czuję, że zaczynam być do Ciebie nastawiona negatywnie. Wtedy moje oceny mogą być tendencyjne, więc pozwolę sobie zakończyć udział w tej dyskusji.Sądzę, że odpowiedzi dziewczyn też dodatkowo Ciebie zdenerwowały. Dlatego proszę, abyś po kilku dniach jak ochłoniesz jeszcze raz posty przeczytała. Bo w tych postach jest prawda, której Ty uparcie na razie nie chcesz dostrzec."(...)- dom został rozwalony. Rodzina. Ojciec już z Nim nie mieszka." > przepraszam, ale czy uważnie przeczytałaś to co ja napisałam- bo mam wrażenie że nie więc jeszcze raz napiszę - gdy my sie poznalismy to mój partner juz od 3 lat nie mieszkał ze swoja byłą rodziną a był 2 lata po rozwodzie więc DZIECIAK WCALE NIE MA OJCA MNIEJ NIŻ PRZED NASZYM POZNANIEM. - przepraszam Miśku ale co czas ma do rozwalonej rodziny? Może z biegiem czasu jest łatwiej zrozumieć, jest odrobinę lżej psychicznie ale rodziny i tak w dalszym ciągu nie ma!Oczywiście, że ma mniej. Bo jednak jakąś część czasu poświęca Tobie, prawda? Dodatkowo mały jest zazdrosny o brata, a tata jednak bratu też czas poświęca. Nie jest mile widziany w domu własnego ojca. Nie może u niego nocować.Czy Jesteś 100% pewna, że gdyby nie było Ciebie i Kuby, twój partner nie miałby więcej czasu dla syna??? > Oświadczam jeszcze jedno- nie moja jest sprawą jak jest wychowane tamto dziecko, kto z niego wyrośnie- jeżeli tylko nie przeszkadza to w naszym życiu, jeżeli nie będzie miał kontaktów ze mną i moim synkiem. - mylisz się. To też Twoja sprawa. Jak jest wychowane i co z niego wyrośnie. Chyba, że całkiem inaczej niż ja pojmujesz związek dwojga ludzi, partnerstwo, miłość. Masz żal, że partner nie poswięca dużo czasu Kubusiowi. A gdybyś miała jeszcze jedno dziecko z poprzedniego związku a ojciec Kuby żywiłby do niego nie tylko niechęć ale wręcz nienawiść. Nie pytam czy byłoby to miłe, bo by nie było. Pytam czy wtedy byłabyś pewna jego miłości??? Jesteś ze swoim partnerem z przyczyn przeróżnych /jak większość z nas/ ale wydaje mi się, że Ty jego nie kochasz i on to czuje. I dlatego ucieka do syna. I dobrze, że do syna a nie innej kobiety.> Owszem wiedziałam, że facet którego wybieram na ojca mojego dziecka, z którym mieszakm i którego kocham nie jest ideałem ale..... Uznałam, że na wychowanie naszego dziecka ja też będe miała wpływ i będe mogła nie dopuścic do tego, żeby wyhodował kogoś takiego poskudnego jak tamten dzieciak - to zastanów się dlaczego wyrażając zgodę na związek z charakterami ojca i syna, teraz masz o to pretensje? Bo ja nie rozumiem? Jeżeli wychodzę świadomie za bruneta nie mogę mnieć potem pretensji, że jest blondynem?? Logiczne chyba??? No i jeżeli chciałaś aby nie miał aż tak wielkiego wpływu na wychowanie dziecka to dlaczego teraz się wściekasz, że mało czasu Kubie poświęca? Przecież masz w ten sposób większy wpływ na dziecko i jest szansa, że nie wyrośnie na "kogoś paskudnego". Sama sobie zaprzeczasz.Świadomie się w tąką sytuację wpakowałaś.> I nie zalezy mi na miłości ani nawet na przyjaźni mojego dziecka z tamtym- taki ktoś nie nadaje się na brata. - życie płata figle ;-). Może się okazac, że pomimo twojej niechęci to będą dwaj najwięksi przyjaciele.I nie życzę tobie sytuacji, kiedy okaże się że Kubuś zachorował /tfu...tfu... / a brat jest jedynym dawcą szpiku. Bo w tak zapiekłej nienawiści jeszcze odtrącisz dziecko. > Proszę zakończmy ta dyskusję bo ona coraz bardziej mnie rani a nikomu niestety nic dobrego nie przyniesie. - szkoda Misiek, wielka szkoda. Bo ta dyskusja mogłaby przynieść wiele dobrego, naprawdę. Wystarczyłoby tylko chcieć. Myślę, że naprawdę odpuść sobie na razie ten wątek. Odpocznij, uspokuj nerwy, przytul Kubę.Za tydzień, dwa wróć. Mam ogromną nadzieję, że zmienisz wtedy zdanie. Jeżeli nie? Trudno. Trudno dla Ciebie, Kuby, jego taty i tamtego chłopca. Trudno też dla mnie, bo przejmuję się tą sytuacją.Beata>bo tamto dziecko NIE NALEŻY DO MOJEJ RODZINY.Jeżeli kiedyś założysz nową rodzinę i Twój nowy partner powie, że Kuba nie należy do rodziny i nic Go nie obchodzi - przypomnij sobie wtedy ten cytacik.
          • Gość: Gosia1 Re: do eMiśka - już ostatni IP: *.* 07.11.02, 13:59
            Beatko, na litość, przestań wczytywać się w emocje eMiśki a zacznij czytać słowa! Słowa! Fakty! I tak:przepraszam Miśku ale co czas ma do rozwalonej rodziny? Może z biegiem czasu jest łatwiej zrozumieć, jest odrobinę lżej psychicznie ale rodziny i tak w dalszym ciągu nie ma!Oczywiście, że ma mniej. Bo jednak jakąś część czasu poświęca Tobie, prawda? Dodatkowo mały jest zazdrosny o brata, a tata jednak bratu też czas poświęca. Nie jest mile widziany w domu własnego ojca. Nie może u niego nocować.Czy Jesteś 100% pewna, że gdyby nie było Ciebie i Kuby, twój partner nie miałby więcej czasu dla syna???Po pierwsze już gdzieś eMiśka napisała, że przed poznaniem Jej partner w ogóle nie interesował się dzieckiem. Zwłaszcza, jak jeszcze był w związku z mamą chłopca. Dopiero po rozwodzie zaczęły targać Nim wyrzuty sumienia, a i tak nie od razu. Stąd to ciągłe przypominanie, że eMiśka poznała męża, gdy ten był tyle lat po rozwodzie. A więc niczego chłopcu nie zabierała, niczego Mały nie został pozbawiany. I nic by nie zyskał, gdyby eMiśka rozstała się ze swoim mężem. Bo to jest taki a nie inny typ człowieka - daje tyle, ile sam chce, nie tyle ile dziecko potrzebuje. mylisz się. To też Twoja sprawa. Jak jest wychowane i co z niego wyrośnie. Chyba, że całkiem inaczej niż ja pojmujesz związek dwojga ludzi, partnerstwo, miłość.Niestety, ale nie Beatko. Chodzi tu o różne aspekty. Na pewno eMiśka nie powinna ponosić konsekwencji złego wychowania chłopca. I na pewno nie Jej sprawą jest NAPROWADZANIE chłopca na dobrą drogę (cokolwiek miałoby to znaczyć). I nie chodzi tu bynajmniej ani o partnerstwo ani o miłość. To szantaż w czystej postaci. Jeśli już radzimy Jej, aby udała się do psychologa, to bądźmy pewne, że pierwszą rzeczą jaką Jej ten psycholog poradzi, będzie nie angażowanie się w wychowanie chłopca ale wręcz czasowa izolacja, aby dojść do ładu ze swoimi uczuciami. Mało tego - psycholog poradziłby też (bo dla Niego najważniejszą sprawą jest DOBRO JEGO PACJENTA a nie obcy chłopiec), kiedy "pacjent" (umownie) zda sobie sprawę z niemożności zaakceptowania chłopca - wycofanie się całkowite i odcięcie w celu ratowania własnej psychiki, poczucia wartości, zdrowia. Niestety, taka jest prawda. Byłaś Beatko kiedykolwiek u psychologa? Bo ja tak...Masz żal, że partner nie poświęca dużo czasu Kubusiowi. A gdybyś miała jeszcze jedno dziecko z poprzedniego związku a ojciec Kuby żywiłby do niego nie tylko niechęć ale wręcz nienawiść. Nie pytam czy byłoby to miłe, bo by nie było. Pytam czy wtedy byłabyś pewna jego miłości??? Jesteś ze swoim partnerem z przyczyn przeróżnych /jak większość z nas/ ale wydaje mi się, że Ty jego nie kochasz i on to czuje. I dlatego ucieka do syna. I dobrze, że do syna a nie innej kobiety.Nie wiem, jaka byłaby odpowiedź eMiśki na ten zarzut, ale WYDAJE mi się, że taka: otóż przede wszystkim kobieta ma zupełnie inne podejście do takich spraw. Przede wszystkim nie wiem czy eMiśka związałaby się z partnerem nienawidzącym Jej dziecko, po drugie Ona ROZMAWIAŁABY na ten temat i z dzieckiem na temat Jego zachowania, jak również z mężem, na temat relacji między nimi. A tu niestety rozmowy nie ma. Nawet próby kończą się kłótniami - o tym też eMiśka napisała. - to zastanów się dlaczego wyrażając zgodę na związek z charakterami ojca i syna, teraz masz o to pretensje? Bo ja nie rozumiem? Jeżeli wychodzę świadomie za bruneta nie mogę mnieć potem pretensji, że jest blondynem?? Logiczne chyba???No i jeżeli chciałaś aby nie miał aż tak wielkiego wpływu na wychowanie dziecka to dlaczego teraz się wściekasz, że mało czasu Kubie poświęca? Przecież masz w ten sposób większy wpływ na dziecko i jest szansa, że nie wyrośnie na "kogoś paskudnego". Sama sobie zaprzeczasz.Świadomie się w tąką sytuację wpakowałaś.Nie Beatko, nieświadomie. Bo gdy związek się zaczynał, chłopiec był inny. Bo można było rozmawiać z mężem, bo się po prostu dało rozmawiać. Bo zawsze jest ta nadzieja - będzie lepiej, bo się dotrzemy. I nie chodzi o pretensje o coś co miało być a nie ma - chodzi o to, co BYŁO i niestety zniknęło...Beatko, trzeba słyszeć drugą osobę, a nie przekazywać własne zdanie - tak jest, gdy nie bardzo można się dogadać. Na własne zdanie zawsze przyjedzie czas. bo tamto dziecko NIE NALEŻY DO MOJEJ RODZINY.Jeżeli kiedyś założysz nową rodzinę i Twój nowy partner powie, że Kuba nie należy do rodziny i nic Go nie obchodzi - przypomnij sobie wtedy ten cytacik.Chłopiec nie jest rodziną dla eMiśki. Niestety, ale to jest fakt. Nie łączą Ich WIĘZY KRWI. Ja zrozumiałam to w taki sposób, w jaki chciała eMiśka abyśmy zrozumieli. Sama przyznaj - pomijając fakty emocjonalne - to JEST PRAWDA: nie są złączeni więzami krwi. A więc i o uczucia jest trudniej, dużo trudniej. Powtórzę jeszcze raz - może eMiśka (sama zresztą zwróciła na to uwagę) nie potrafi tak napisać, aby WSZYSCY Ją zrozumieli. To, że chłopiec należy do rodziny poprzez męża eMiśki, nie ma tu nic do rzeczy. Jej trudno Go pokochać, ba - wręcz polubić, nie dlatego, że nie jest z Nią spokrewniony, ale dlatego, że ma taki a nie inny charakter. Ja osobiście miałam mordercze myśli ;) w stosunku do synka mojej siostry ciotecznej...Nie ma po co tłumaczyć na siłę co chciałyśmy przez coś tam powiedzieć, co miałyśmy na myśli gdy do porozumienia tak daleko. Zostańmy przy swoich zdaniach. I proszę również ja - koniec z przekonywaniem na siłę eMiśki, że coś źle myśli, że źle czuje, że paskudnie się zachowuje. Bo to Ją tylko rani. A i przeszkadza mnie osobiście, bo polubiłam Ją bardzo i staram się ze wszystkich sił dodać Jej odrobinkę wiary w siebie i wlać w Nią siłę do walki o siebie. Dlatego proszę, zakończmy ten wątek tak jak jest. :-) Pozdrawiam Gosia
            • Gość: eMisiek Gosiu- jesteś wielka- dziekuję IP: *.* 07.11.02, 14:49
              Dziękuję Ci Gosiu na forum- chociaż juz podziękowałam prywatnie.Udało Ci się ubrać w słowa moje myśli.Wytłumaczyłaś wiele rzeczy tak, jak mnie nie udałoby się nigdy.Dziękuję za wszystkie wypowiedzi- przeczytałam uważnie i starałam się zrozumieć- ale może nie wszystko mi się udało może Gosia1 powinna również mnie przetłumaczyć "co autor miał na myśli"Kilka osób napisało do mnie prywatnie- tym też dziękuję- łatwiej prywatnie wypowiedzieć swoje myśli niż na forum.Proszę jeszcze raz o zakończenie dyskusji.
              • Gość: Cytrynka Re: Racja, Gosia jest wielka - Do Miśka i Gosi IP: *.* 07.11.02, 16:57
                HejMasz e-Miśku rację. Gosia jest wielka. Potrafi podejść do problemu, doradzić, a kiedy krytykuje, to człowiek nie czuje się zgnojony. A co do Ciebie Miśku: życzę Tobie jak najlepiej. Wierzę, że wszystko się ułoży, ale walcz o siebie i swoje dziecko. Jak czytałam o zachowaniu Twego męża i jego syna, byłam oburzona.Wierzę, że niedługo wyjrzy słońce i Ty też w to wierz. Będzie dobrze. Jestem z TobąCytrynka
              • Gość: wiesia Re: Gosiu- jesteś wielka- dziekuję IP: *.* 07.11.02, 23:08
                Co prawda ten watek już powinien się zakończyć, bo bijemy pianę, ale dopiszę jeszcze trzy zdania.Z każdym postem Gosi zmniejsza mi się niechęć i zwiększa współczucie do eMiśki , z każdym postem eMiśki zwiększa mi się niechęć i zmniejsza współczucie do eMiśki . Ponieważ Gosia 1 udowodniła w tym wątku , że stoi na straży sprawiedliwości to wolę czytać jej posty i im wierzyć. Dobrze Misiek, że masz takiego adwokata, który tłumaczy Twoje wypowiedzi na bardziej ludzki język.
                • Gość: Behemot Re: Wiesiu jesteś wielka! - do Wiesi IP: *.* 07.11.02, 23:40
                  Wiesz, po ostatnich postach eMiśka i po dokładnym przeanalizowaniu poprzednich, czuję to samo co Ty, tyle, że nigdy bym tego tak jasno nie wyraziła. Pozdrawiam serdecznie! :hello: Gina (już ostatni post obiecuję)
        • Gość: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 07.11.02, 15:42
          Wszystko co mogłam powiedzieć na ten temat juz powiedziałam i nie widzę sensu powtarzania. Tylko w jednej sprawie - Twój partner nie może wydziedziczyć Kuby na rzecz tamtego syna. W polskim prawie istnieje coś takiego jak zachówek, czyli niezbedne minimum, które spadkobierca musi dostać. W razie gdyby co (nie daj Boże !)... - nie odpuść tego.Życzę Ci, żebyś odnalazła się w tym wszystkim dla dobra Twojego i Twojego synka.Agnieszka
      • Gość: ANKA7 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał-odp IP: *.* 25.11.02, 21:19
        wiesz co ,masz racje!!!!!!!!!i twoja rada jest chyba najlepsza z tych które czytałamwink))Pozdrawiam
    • Gość: agacia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?do MGK(Nina) IP: *.* 07.11.02, 13:11
      nie, nie jest latwo kochac Nadusie pomimo ze jest taka slodka. bo nigdy nie bedzie ona dzieckiem moim tylko mojego partnera i innej kobiety. i zawsze bedzie ja wspominac, opowiadac o tym co robia i jaka jest mamusia.ale jestesmy RODZINA.i jak w kazdej rodzinie jest raz gorzej raz lepiej.raz dzieci sa grzeczniejsze czasem robia sie niedobre.czasem dokuczaja..tylko ze to sa dzieci!i to od nas zalezy jaki beda mialy do nas stosunek, do nas i do calego swiata. misiek piszesz ze nie mozesz miec faceta tylko dla siebie..no przykro mi ale okres kiedy mogl ci poswiecic czas juz bezpowrotnie minal poniewaz macie dziecko..to twoje dziecko ktore tak bardzo kochasz!bedzie plakalo, marudzilo i nie bedziecie sie mogli kochac bo bedziesz musiala sie nim zajac, bedziesz sie gniewac na Kubusia ze wam przeszkladza?my sie juz przytulamy, calujemy i trzymamy za rece przy Naduni...ale nie bylo tak od poczatku, bo do wszystkiego trzeba dojsc malymi kroczkami a nie od razu bombardowac dziecko ktore i tak jest wystraszone cala sytuacja.i powiem ci jedno:mamusia Nadii mowi o mnie "pani Agata", nie powiedziala o mnie ani jednego dobrego slowa, Nadia sama zapytala Grzegorza czemu mamusia nie lubi AGatki.nie przeszkodzilo to jednak by Nadia czula sie bardzo dobrze w moim towarzystwie, przytulala sie do mnie i calowala na dobranoc.zlituj sie nad soba nad swoim mezem i waszymi dziecmi i postaraj sie zrozumiec pewne rzeczy.albo po prostu zmien faceta.tylko nie zapomnij ze on tez bedzie sie chcial widywac z Kubusiem w towarzystwie nowej cioci i zycze ci zeby ona nigdy nie byla taka jak ty jestes dla malucha twojego meza.ja juz nie mam sily czytac tych postow i wypisywac jedno i to samo.koniec.nie napisze juz ani slowa wiecej bo ta bezsensowna dyskusja doprowadza mnie do szalu
      • Gość: Ania_D Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?do MGK(Nina) IP: *.* 07.11.02, 15:50
        A mi sie wydaje,ze czytasz to co chcesz przeczytać... Opisujesz dwie zupełnie różne sytuacje.. Rodzinę tworzą nie tylko więzy krwi ale tez miłośc.. Jesli jej nie ma to według mnie nie ma rodziny - pozostają tylko zobowiązania... Ty czujesz,z e masz partnera który kocha i Ciebie i swoje dzieci.. EMiska raz, ze nie czuje się kochana przez partnera to jeszcze ma watpliwosci czy on kocha ich wspólne dziecko...Wydaje mi się,ze nie ma tu pretensji o to,ze partner w ogóle spedza czas z tamtym dzieckiem, tylko o to, ze robi to bez uzgodnienia z obecną partnerka.. Że nie daje jej poczucia,z e jest szanowana, ze nie zabezpiecza jej przyszłości... Możliwe,ze cała złość skupia się niepotrzebnie na dziecku.. Z drugiej strony tak jak napisała Gosia - Emiśka nie ma obowiązku naprowadzania dziecka na "dobrą" drogę i nie ma obowiązku kochania go tylko dlatego,z e jest to syn jej męzczyzny.. Tym bardziej, jesli dziecko jej nie kocha, nie szanuje, poniża i nie słucha się... To partner powinien korygowac stosunki między całą czwórką, bo on jest jakby "łącznikiem". Z tego co przeczytałam Emiska nigdzie nie powiedziała,ze wchodząc w blizsze relacje z tym mężczyzną nie chciała od samego poczatku mieć nic doczynienia z jego synem.. napisała wrecz,ze chciała, tylko nic z tego nie wyszło... A teraz jej obowiązkiem jest ochrona własnych uczuć i szacunku do siebie samej a nie zatracanie się w takiej trudnej sytuacji, w kłótniach.. Łatwo teoretyzowac albo pisac o własnym poukładanym, w miarę stabilnym życiu małżeńskim.. A życie jest jakie jest.. Bywaja sytuacje kiedy i od własnych rodziców musimy się odwrócic dla naszego dobra... Bywają i takie kiedy dla własnych dzieci musimy byc twardzi... Mam wrażenie że tak jak w tej dyskusji o aborcji.. Łatwo wyrazić sądy - nie powinno się, powinno, bla, bla, bla.. No i co z tego? Nie powinno się ale róznie bywa i nie nam osądzać... Dziecko trzeba kochac, bo jest dzieckiem a kazde dziecko jest darem... Tylko co zrobic z takim darem, który nas niszczy?Emiska - czy w tym związku jest jeszcze miejsce na miłosć? Czy jest miejsce na godnośc, na pogodzenie się z różnymi sprawami i problemami? Jesli czujesz jeszcze miłosc ze strony partnera walcz.. Rozmawiaj z nim ale nie osądzaj.. Nie mów - ty zawsze, ty nigdy.. Mów o konkretnych sytuacjach, nie uogólniaj.. Mów o swoich ucvzuciach.. O tym,z e ci było przykro, że nie czujesz się kochana, bezpieczna... Że nie chcesz odbierać ojca dziecku ale chcesz by w jego życiu było tez miejsce dla Ciebie.. Że chcesz czuć się dla niego ważna, że chcesz uczestniczyc w podejmowaniu decyzji... A jesli chodzi o chłopca.. Mimo tak negatywnych uczuć jakie do siebie żywicie spróbuj na niego popatrzeć trochę inaczej.. Poszukaj w niom zagubionego chłopca, z którego dorosli zrobili to co zrobili.. Nie opieraj Waszych relacji na nienawisci bo ta nienawiśc do Ciebie powraca... Nie zbudujesz miłosci na nienawisci :( Wbrew pozorom w ten sposób skrzywdzic możesz tez swoje dziecko... Według mnie masz dwa wyjscia - albo rozstać się z partnerem albo rozmawiać z nim i próbowac akceptowac chłopca takim jaki jest (nie muszisz go wcale kochac)A moze on chciałby mieć brata? Moze chciałby się do niego prztulić? Czemu nie dasz mu szansy? Dzieci czesto zachowuja się podle by zwrócic na siebie uwagę ale przeciez to tylko dzieci.. Życzę Ci dużo powodzenia i więcej miłosci w życiu, bo bez tego jest takie smutne....
    • Gość: eBeata do Gosi1 - mam nadzieję, że też ostatni IP: *.* 08.11.02, 09:58
      Męczy mnie ten wątek i powtarzanie w kółko. Muszę jednak odpowiedzieć i nie zakończę wątku tak jak jest, czego sobie życzysz... Bo jż. zakończę, to znaczy, że się z Twoimi wywodami zgadzam.... i od końca zacznę:>I proszę również ja - koniec z przekonywaniem na siłę eMiśki, że coś źle myśli, że źle czuje, że paskudnie się zachowuje. Bo to Ją tylko rani. A i przeszkadza mnie osobiście, bo polubiłam Ją bardzo i staram się ze wszystkich sił dodać Jej odrobinkę wiary w siebie i wlać w Nią siłę do walki o siebie. - Gosiu, ja Ciebie bardzo przepraszam, ale to Miśka zaczęła wątek. Nikt na siłę jej o niczym nie przekonuje. Wszystkie wyrażamy tutaj opinie, jak Misiek nie chce czytać nie musi. Jeżeli ktoś wchodzi na forum z jakimś tematem, musi się liczyć z różnymi opiniami. Dobrze byłoby gdyby się na nie nie oburzał, nie czuł szykanowany tylko pomyślał dlaczego tak jest?? Że skoro jest ewidentna przewaga jednego typu postów, to jednak to o czymś świadczy, prawda?? Tym bardziej Gosiu, że Twoje opinie także nie odbiegają od średniej. Miśkę opinie ranią. Dziwne byłoby gdyby nie raniły, jest przecież osobą wraźliwą. Prawda nie zawsze jest milutka. Jeżeli chcesz ją gładzić po głowce, rób to ale nie uciszaj innych dlatego, że Tobie Miśki szkoda. Mi też jest jej żal, naprawdę. Bardzo żal. W tej rodzinie każdy na swój sposób cierpi. A jeżeli Misiek nie radzi sobie z formułowaniem, wyrażaniem myśli i forumowiczki źle odczytują intencje Miśka, to ma Ona klawiaturę do tego aby wyjaśniać i tłumaczyć. A jak na razie Jej kolejne posty specjalnie nic nowego nie wnoszą i moim zdaniem powielaja poprzednie myśli, a nawet moje osobiste odczucia pogarszają /wczorajszy ostatni post zdenerwował mnie naprawdę/. I nie powinna się obrażać - to sobie idę bo mnie nie rozumiecie, lecz tłumaczyć do bólu tłumaczyć. Chyba, że nie zależy Miśkowi na tym abyśmy zrozumiały. Ale wtedy niech nie ma żalu, że Jej nie rozumiemy. > Beatko, na litość, przestań wczytywać się w emocje eMiśki a zacznij czytać słowa! Słowa! Fakty! - W emocje wczytywać się będę, bo inaczej nie umiem. To się nazywa empatia i tylko dlatego nie znienawidziłam Miśki po pierwszym poście, a opierając się wyłącznie na słowach i faktach były ku temu powody. Starałam się wejść w jej sytuację, w jej uczucia. W życie młodej, rozgoryczonej matki, nie szanowanej przez partnera, mającej problemy z jego synem. I ja Miśce naprawdę współczuję. Co nie jest absolutnie równoznaczne z głaskaniem po główce, bo moim zdaniem Ona ciągle ucieka od problemu a nie rozwiązuje jego.>Stąd to ciągłe przypominanie, że eMiśka poznała męża, gdy ten był tyle lat po rozwodzie. - to nie ma nic do rzeczy. Nawet gdyby byli 10 lat po rozwodzie. Ojciec działa teraz na dwa domy. Kocha inną panią, ma drugie dziecko. Nie należy już w 100% do syna. Gdyby miał u taty drugi dom, gdyby czuł się tam dobrze, można byłoby powiedzieć, że co prawda stracił tatę na codzień, ale zyskał drugą rodzinę. W obecnej sytuacji tak nie jest. >Na pewno eMiśka nie powinna ponosić konsekwencji złego wychowania chłopca. I na pewno nie Jej sprawą jest NAPROWADZANIE chłopca na dobrą drogę (cokolwiek miałoby to znaczyć). - tak, nie ma takiego obowiązku. Ale ma rodzinę. Czasami warto coś zrobić, nawet niemiłego, nie z obowiązku ale z rozsądku, z potrzeby serca. Aby zadbac o rodzinę, o atmosferę w niej panującą.>Jeśli już radzimy Jej, aby udała się do psychologa, to bądźmy pewne, że pierwszą rzeczą jaką Jej ten psycholog poradzi, będzie nie angażowanie się w wychowanie chłopca ale wręcz czasowa izolacja, aby dojść do ładu ze swoimi uczuciami. Mało tego - psycholog poradziłby też (bo dla Niego najważniejszą sprawą jest DOBRO JEGO PACJENTA a nie obcy chłopiec), kiedy "pacjent" (umownie) zda sobie sprawę z niemożności zaakceptowania chłopca - wycofanie się całkowite i odcięcie w celu ratowania własnej psychiki, poczucia wartości, zdrowia. Niestety, taka jest prawda. Byłaś Beatko kiedykolwiek u psychologa? Bo ja tak... - nie Gosiu u lekarza dusz jeszcze nie byłam. Nie wiem po co o tym piszesz i co to wszystko ma do rzeczy. Psycholodzy tak jak dentyści i interniści są różni. Lepsi i gorsi. Nie pisałam tego i wcale nie uważam, że Miśce potrzebna jest wizyta u psychologa. Nie wiem też skąd Ty tak dobrze wiesz co psycholog ewentualnie poradzi Miśce? /Zresztą napisała, że odbyła taką wizytę/. W stanie w jakim jest teraz potrzebuje osoby, której ufa i którą wysłucha. Tak żeby słowa nie spłynęły po Miśce jak to się teraz dzieje na forum. Oczywiście, że pierwszą rzeczą nie będzie angażowanie sie w wychowywanie chłopca. Nikt tego Miśce nie radzi. Wszystkie twierdzimy, że zacząć trzeba od stosunków z partnerem. >Przede wszystkim nie wiem czy eMiśka związałaby się z partnerem nienawidzącym Jej dziecko, po drugie Ona ROZMAWIAŁABY na ten temat i z dzieckiem na temat Jego zachowania, jak również z mężem, na temat relacji między nimi. A tu niestety rozmowy nie ma. Nawet próby kończą się kłótniami - o tym też eMiśka napisała. - ha... , czyli z przyszłym partnerem Miśka by rozmawiała, a ze swoim nie może. A jż. ten przyszły też będzie taki ciężki do rozmowy??? Napisałaś Gosiu, że najprawdopodobniej nie związałaby się z partnerem, który nie cierpi jej dziecka. Partner Miśki przez to przechodzi. A mają jeszcze wspólne dziecko. Nie wiem dlaczego związał sie z kobietą, która nie lubi Jego syna. Może na początku nie było tak źle, może Miśka udawała, że akceptuje chłopca, próbowała cos zmienić. Ale okazało się, że zamiast lepiej jest coraz gorzej. Miśka napisała, że jeszcze przed ciążą czuła nienawiść do tamtego dziecka, że widziała jak odnosi się do niej partner. Mimo to zdecydowała się na dziecko. Jej wybór. Ale nie może teraz mieć pretensji, że partner jest nie taki jakby chciała./Co nie znaczy, że partnera bronię, facet postępuje naprawdę niepoważnie/. I dlatego powtarzam, po raz enty, że problem nie w chłopcu lecz w układach partner-Misiek. Jeżeli się dogadają, ustalą zobowiązania finansowe, "sprawiedliwy" podział czasu na dwóch synów, jż. partner zajmie sie w końcu nową rodziną, to Miśka poczuje się lepiej. Będzie szczęśliwsza i wtedy tamto dziecko przestanie być aż takim zagrożeniem. I może jak Miśiek przestanie się miotać, po jakimś czasie będzie w stanie dla dobra rodziny spróbować jeszcze raz z tamtym chłopcem. Oczywiście tym razem na zdrowych zasadach.> Nie Beatko, nieświadomie. Bo gdy związek się zaczynał, chłopiec był inny. Bo można było rozmawiać z mężem, bo się po prostu dało rozmawiać. Bo zawsze jest ta nadzieja - będzie lepiej, bo się dotrzemy. I nie chodzi o pretensje o coś co miało być a nie ma - chodzi o to, co BYŁO i niestety zniknęło... - no właśnie Gosiu, było... Na pewno nie zniknęło z powodu dziecka. I kiedy człowiek już się wyżali, powinien postawić sobie pytanie - dlaczego??? Dlaczego mój partner usunął się z życia rodziny? W czym zrobiliśmy OBOJE błąd? > Beatko, trzeba słyszeć drugą osobę, a nie przekazywać własne zdanie - tak jest, gdy nie bardzo można się dogadać. Na własne zdanie zawsze przyjedzie czas. - a ja myślałam, że trzeba słyszeć drugą osobę i przekazywać własne zdanie a nie to co druga osoba chce usłyszeć. Inaczej mówimy o hipokryzji. > Chłopiec nie jest rodziną dla eMiśki. Niestety, ale to jest fakt. Nie łączą Ich WIĘZY KRWI. - czy Twój mąż należy wg Ciebie do rodziny? Wg mnie tak - a jakie więzy krwi Was łączą? Czy do rodziny należy teściowa? Nawet ta najbardziej znienawidzona, na widok której wyskakują pryszcze? A Twoja mama jest bardziej "rodzinna" niż teściowa? Rodzina, to niekoniecznie "bezpośrednie" więzy krwi. Związując się z kimś wchodzisz do Jego rodziny. Są też przypadki gdy "więzy krwi" się nienawidzą i tak naprawdę nie tworzą rodziny. A dzieci adoptowane? Nie są rodziną?Kubuś i tammten chłopiec mają tego
      • Gość: MGK Uszanujcie drugą prośbę Miśki o zakończenie dyskusji! Ileż można to ciągnąć?... IP: *.* 08.11.02, 10:40
        Gosia_mOli i Ady napisała/ł:> > Więc tak ,musisz sprawdzić czy córcia na pewo rozumie tabliczkę .Często dzieci po prostu nie wiedzą o co biega i przeraża je ta ilość cyferek.Jako nauczycielka matematyki poczułam się wywołana do tablicy :)Zgadzam się z tym, że najważniejsze jest zrozumienie, a niekoniecznie wykucie. Tak więc, jeśli córeczka nie pamięta jakiegoś wyniku - np. 3 * 6 - to zachęcaj ją do dodawania w głowie trzech szóstek. Niech to potrwa dłużej, ale niech sama znajdzie wynik!Jeśli zaś chodzi o ćwiczenia, to polecam zabawy. Są różne gry z tabliczką mnożenia. Ja z dzieciakami grałam w dwie. Pierwsza, to zrobione przeze mnie domino z tektury - na jednej połowie "kamienia" domina mamy działanie, a na drugiej wynik (oczywiście innego działania). Gramy jak w domino, dopasowując właściwy wynik do działania. Druga gra to rzucanie dwiema kostkami i mnożenie wyrzuconych liczb. Za poprawny wynik dostaje się tyle punktów, ile wyszło w wyniku. Za wynik niepoprawny dostaje się 0. Może w to grać kilka osób.Ja miałam takie fajne kostki, dwie miały na ściankach napisane liczby od 0 do 5, a dwie od 5 do 10. Każdy gracz wybierał sobie dwie kostki. Są też do dostania kostki w kształcie czworościanu, dwunastościanu i dwudziestościanu. Przy pomocy takich kostek można ćwiczyć już bardzo ambitne mnożenie (robi się też ciekawiej, powstaje problem strategii, i dorośli też się zaczynają mylić!)Życzę powodzenia i duuużo cierpliwości!Zuza PS Liczenia na palcach nie polecam, chyba że dziecko jest już bardzo sfrustrowane i nie wierzy w siebie. Ale to może oduczyć myślenia i na pytaniu ile jest 9 * 11 dziecko się zatnie zamiast w głowie to porachować.
      • Gość: Gosia1 Re: do eBeaty IP: *.* 08.11.02, 10:53
        Beatko, nie odpowiadanie na czyjś post wcale nie musi oznaczać, że się zgadzasz z autorem. Wątek zrobił się okropnie długaśny, a my niestety (albo stety ;) ) mamy diametralnie różne zdania na temat problemu eMiśki. Ale gdyby nie różne opinie to świat byłby bardzo nudny, nie uważasz? Beatko, jeszcze raz proszę zaprzestańmy dyskusji (przynajmniej na forum publicznym), bo niczego nowego ona do życia eMiśki nie wprowadza. A tylko przedłuża wątek. Przecież nigdzie nie jest napisane, że aby żyć w zgodzie z koleżankami to musimy mieć takie samo zdanie, musimy dotąd dyskutować, aż znajdziemy jakiś kompromis. W moim życiu istnieją osoby, z którymi nie podejmuję dyskusji na niektóre tematy, bo wiem, że nawet kompromis byłby niemożliwy, a są to ludzie niezwykle wartościowi i najnormalniej w świecie przyjaźnię się z Nimi, skrzętnie omijając trudne tematy. Bo po co? Może kiedyś ja a może i Oni dorośniemy do znalezienia "środka" :-). Bardzo Cię szanuję i lubię i myślę, że chyba możemy uznać, iż mamy różne podejście do pewnych spraw, co tylko może uatrakcyjnić naszą przyjaźń? Ale chyba też nie wszystko musimy sobie wyjaśniać, przynajmniej na forum. Kiedyś się spotkamy i przegadamy pół nocy - co tam pół, całą! :-) Co Ty na to? Pozdrawiam Gosia
        • Gość: eBeata Re: do Gosi - złudna nadzieja była. IP: *.* 08.11.02, 14:27
          >Wątek zrobił się okropnie długaśny, a my niestety (albo stety ;) ) mamy diametralnie różne zdania na temat problemu eMiśki. - długość wątku nie ma nic do rzeczy. Gdyby opinie w nim występujące były diametralnie inne, raczej nikt by nie zachęcał do jego zamknięcia ;-). - nie mamy diametralnie różnych zdań na temat problemu Miśki. Różnią nas sprawy drugorzędne. Przynależnosć syna do rodziny, to czy dziecko traci w związku z nowym związkiem ojca, i czy Miska powinna mieć udział w wychowywaniu pierwszego syna partnera. Z głównym problemem jak zauważyłam się zgadzamy :-).> Beatko, jeszcze raz proszę zaprzestańmy dyskusji (przynajmniej na forum publicznym), bo niczego nowego ona do życia eMiśki nie wprowadza. - dlaczego prośbę kierujesz do mnie? Ja do Miśki już nie piszę. Wątek i tak umiera śmiercią naturalną, coraz mniej postów, bo faktycznie ileż można w kółko o tym samym? - szkoda, że niczego nowego nie wprowadza, bo pojawiły się ciekawe wypowiedzi. Ale skoro sądzisz, że Miśka sądzi, iż Jej to nie pomoże... Szkoda, bo ja np. mając problem do rozwiązania chciałabym poznać opinie jak największej ilości osób.No, to ja już więcej wątku nie przedłużam...Beata
    • Gość: eBeata do Gosi1 - mam nadzieję, że też ostatni IP: *.* 08.11.02, 09:58
      samego ojca. Należą do rodziny. Miśka jako matka też. Jako partnerka ojca tych chłopców też.>Jej trudno Go pokochać, ba - wręcz polubić, nie dlatego, że nie jest z Nią spokrewniony, ale dlatego, że ma taki a nie inny charakter. - to jest oczywiste. Gdyby to był syn jej brata, też nikt nie zmusiłby Miśki do miłości. Nikt nie każe Miśce kochać. Mówimy tylko, że nie powinna zwalać winy za rozpadający się związek na tego chłopca. Nic więcej. I że odsunięcie całkowite tamtego syna od Miśki i Kuby może przynieść większą katastrofę niż sobie Misiek wyobraża. > Pozdrawiam - ja też
    • Gość: Magda72 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 09.11.02, 03:18
      Witaj Tereska!!Tu Magda i Mateusz!!Tęsknimy za Wami i chcielibyśmy się spotkać!Napisz do nas, prosimy i pozdrawiamy Kubeczka.Całussy!Kalpa
    • Gość: Rebeka26 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 09.11.02, 08:32
      Cześć,Przyznam sie szczerze, że Twój list od razu przykuł moja uwage, to co piszesz i przezywasz jest na prawdę drastyczne. Ja musze powiedziec, źe pewnie czekac mnie to bedzie w przyszłości dlatego piszę. Jestem matką 3 miesiecznego synka, jestem sama, jego tatus sie wyniósł i nic go nie obchodzi, alimentów jeszcze nie mam ustalonych gdyz sprawy sądowe sie ciagna a on nie poczuwa sie do tego, że jest ojcem. Dużo by w tej kwesti opowiadać, chcę poznac kogos z kim bym mogła sobie ułozyc życie wiem, że kobietra z dzieckiem nie ma łatwo i najczęściej spotyka kogos z odzysku ( sory za określenie) kto juz jest rozwodnikiem lub ma juz dzieci, kawalerowie to według mnie juz sprawa deficytowa, ale cóz co zrobic. Mam 26 lat i jeszcze dość sporo optymizmu, że mi sie uda życie ułozyc od nowa. Napisz to będziemy mogły sobie jakoś pomóc, majac przyjaciela jest zawsze raźniej.Pozdrawiam Ciepa pa pa
    • Gość: alicjasylwia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? IP: *.* 09.11.02, 22:26
      e-Miśku...Z zapartym trchem śledziłam ten wątek, ale nigdy nie starczyło mi odwagi, by dopisać i swoje przemyślenia. Tak trudno przy tak delikatnych sprawach nie skrzywdzić nikogo... Ale ponieważ widzę, że wątek się kończy (na Twoją prośbę) dodam 3 grosze. Na początku - wkurzył mnie Twój post Co za wstrętna, pozbawiona uczuć baba " - tak pomyślałam. Jedna teraz mam zupełnie inny obraz Ciebie. I wcale nie dziwię się, nie znosisz tego dziecka, kiedy Wasze dziecko jest zepchnięte na dlaszy plan, kiedy widzę, że partner (?!) Cię nie szanuje, nie dba o Ciebie. Zawsze uważałam, że decyzje o ewentualnym rozstaniu trzeba przemyśleć 100 razy, ale w Twoim przypadku to jest chyba najlepsze wyjście. Może wtedy on zrozumie (tak jak w przypadu pierwszego dziecka), że stracił coś niepowtarzalnego, niesamowitego. Być może to zbyt brutalna (dla Waszej trójki) szkoła życia, ale chyba lepsze to, niż życie z facetem, który Cię nie szanuje i o Ciebie nie dba...PS. Jszcze coś a propos psychologii. Ja jestem na jej 4 roku, teorię mam wykutą an blachę, w małym palcu. Ale niech wszystkie pseudodomorosłe psycholożki i psychologowie zrozumieją, że nie zawsze da się wszystko załatwić wyświechtanym hasłem :"masz problem, chcesz o tym porozmawiać...?" - na dialog jest już po prostu za późno....
      • Gość: 1506 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- do Alicji IP: *.* 10.11.02, 13:36
        AlicjoJa jestem takim wyświechtanym, domorosłym pseudopsychologiem (tak naprawdę jestem pedagogiem i seksuologiem) - uważam, że na rozmowę nigdy nie jest za późno i jest ona zawsze konieczna. Chociażby po to aby wyjaśnić sobie przyczyny odejścia. Uczono mnie natomiast na studiach, że terapeuta nie jest osobą odpowiedzialną za koleje losu swego pacjenta(tak go nazwijmy)i NIE MOŻE mu mówić co ma zrobić ze swym życiem. Psycholog jest raczej po to ,aby wskazać drogę, pomóc pewne rzeczy zrozumieć, poukładać je i pokazać jak można podejmować odpowiedzialne decyzje SAMEMU. Nawet terapie ściśle dyrektywne nie zakładają że przy pierwszym spotkaniu (zwłaszcza listownym!!!!) terapeuta krótko jedną decyzją ważącą na całym życiu pacjenta rozwiązuje problem - dając mu jasne polecenie ( w tym przypadku :"rzuć go - nie widzę innego wyjścia"-to nie cytat, ale sens Twojej wypowiedzi). Ja bym się nie odważyła....Pozdrawiam ,Cię Alfa
        • Gość: alicjasylwia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- do Alicji IP: *.* 11.11.02, 13:02
          W ramach skomentowania...Dodam tylko, że jako pedagog i seksuolog pewnie doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że aby dojść do porozumienia między partnerami musi być chęć z OBU stron. Tym trudniej jest znaleźć wyjście, im bardziej jedna osoba chce rozwiązania konfliktu, a druga od tematu ucieka, lekceważy go. Nie ma nic bardziej dramatycznego, niż walka o związek toczona tylko przez jednego partnera. Pewnie, że nie wolno stawiać gotowych rozwiązań (nie zauważyła w swoim poście takowych) ale trzeba sobie uświadomić, że nie każda próba znalezienia wyjścia jest skuteczna. A złudne nadzieje to nie jest to, czym chciałabym być karmionapozdrawiamA.
        • Gość: alicjasylwia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- do Alfy IP: *.* 11.11.02, 13:15
          To jeszcze w ramach komentarza.Nie wuydaje mi się, żebym w sowim poście dawała do zrozumienia, że rozstanie to jednyne skuteczne rozwiązanie w tej sytuacji. Jednak Ty jako pedagog i seksuolog, wiesz przecież doskonale, że aby doszło do porozumienia między partnerami musi być chęć OBU stron. Nie ma chyba gorszego dramatu niż sytuacja, kiedy tylko jedna osoba chce walczyć, a druga lekceważy problem i deprecjonuje wartość samej derapii... A co do dawania rad - wiesz, mam takie wrażenie, że im szczerzej rozmawia się o możliwym sukcesie i ewentualych porażakach, tym mniej bolesne jest to do przyjęcia przez klienta (no, nazwijmy go pacjentem)w razie niepowodzenia. On później wie, że zrobił wszystko co w JEGO mocy i nie obwiania się za porażkę (bo przecież wystarczyło pogadać...)A ja sama nigdy nie chciałabym być karmiona złudnymi nadziejamipozdrawiamA.
          • Gość: alicjasylwia Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"?- do Alfy IP: *.* 11.11.02, 13:19
            UUUpppsssprzepraszam, dwa razy mi wysłało, zamiast próbnego dałam wyślijsorki
    • megimawdtocoktomysli [...] 20.01.26, 23:24
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • eva_evka Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 20.01.26, 23:26
        Jakiś odjazd roku na ematce!
        • jakornelia12345 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 19:45
          Wątek z czasów, gdy po świecie jeszcze chodziły dinozaury.
      • tt-tka Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 20.01.26, 23:32
        Minely 24 (dwadziescia cztery) lata. Ciut sie z ta uwaga spoznilos.
      • tanebo0001 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 07:13
        I dlatego nie wybieram dzieciatych kobiet...
        • raczek47 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 08:20
          tanebo0001 napisał:

          > I dlatego nie wybieram dzieciatych kobiet...

          To ciebie nikt nie chce, nie zakłamuj rzeczywistości , że dokonujesz jakichkolwiek wyborów pomiędzy kobietami, które ustawiają się do ciebie w kolejce.

        • szarmszejk123 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 08:46
          Ty nie wybierasz czy też może po prostu żadna cię nie chce, więc i wybór żaden?
          • analoga_niet Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 08:55
            Na pewno tłumy matek szturmują twierdzę Tanebo ale trwa bohaterski opór 😀 Przecież jak masz dzieci to o niczym innym nie marzysz tylko mentalny nastolatek w wieku 50+
            • szarmszejk123 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 09:11
              Tak, każda samotna matka marzy o kolejnym bombelku do oprania:p
              • analoga_niet Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:36
                U mnie by się odnalazł, moje dzieci też ciągle rysują wymyślone domy 😀
                • alpepe Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:46
                  Ale czy z Bukieciarnią?
                  • analoga_niet Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 11:06
                    Że stajnią dla jednorożców więc pewnie o bukieciarnia by się znalazła
    • yenna_m Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? 21.01.26, 07:26
      Jaka różnica w stylu dyskusji i traktowaniu drugiej strony...
      Żal tamtych czasów.
      • andaba Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 09:04
        Zupełnie inny poziom.
        Wredną wypowiedź, a pod nią merytoryczną, kulturalna dyskusja. Przeczytałam kilka pierwszych postów i jestem w szoku. Już zapomniałam, jak tu było miło.
        • feniks_z_popiolu Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 09:11
          Ale wykopalisko.

          Przyznać jednak należy że całkiem inny poziom dyskusji.
        • yenna_m Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:25
          Ja pamiętam te czasy. Za obecny piziom odpowiada moderacja, ktora pozwoliła na gotowanie żaby i pelzające obniżanie poziomu kultury dyskusji.
          Największym nieszczęściem tego forum bylo sprzedanie go Agorze.
          • andaba Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:30
            Ja też pamiętam. Siedzę tu głownie przez sentyment do tamtych czasów.
            • pepsi.only Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:32
              I jakie nicki- Bajbus. Ciekawa jestem co u Bajbusa ...
          • feniks_z_popiolu Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:41
            Moderacja??
            Chyba jednak wszyscy my autorzy wątków i postów!
            No i ogólne przyzwolenie na wulgaryzm i hejt.
            • yenna_m Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:47
              Tak, moderacja. Bo ona daje przyzwolenie na to.
              • feniks_z_popiolu Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:54
                Najłatwiej uderzyć się w cudze piersi.
              • pepsi.only Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 11:04
                A moim zdaniem administracja, wg mojej wiedzy tam są prawnicy, zajmują się tym zawodowo i dostali pełen obraz sytuacji, i wszystko czego oczekiwali.
                Nie wygląda na to, by się tym efektywnie zajęli.
                A moderacja? moderacja jest społeczna- może usunąć watek, przenieść na oślą, i nie wiem czy bana (skutecznego) nawet może dać.
            • andaba Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:50
              Bo postępowanie większości jest niespójne. Z jednej strony jadą w chamski sposób po forumkach, z drugiej karmią wątki różnych wątpliwych bytów. Już mało kto tu pisze normalnie, bo strach. Napisz coś pod swoim nickiem to ci wypomina wszystko ćwierć wieku wstecz. Napisz pod nowym nickiem - na pewno troll. Żeby nie było, ja piszę pod swoim zawsze i każdy mój wątek kończy się jak w dowcipie " bo wy Murzynow męczycie".

              Narzekaja na trolli i facetów, ale żadnego takiego wątku nie przepuszczą.
              • yenna_m Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 14:15
                andaba napisała:

                > Bo postępowanie większości jest niespójne. Z jednej strony jadą w chamski sposó
                > b po forumkach, z drugiej karmią wątki różnych wątpliwych bytów. Już mało kto t
                > u pisze normalnie, bo strach. Napisz coś pod swoim nickiem to ci wypomina wszys
                > tko ćwierć wieku wstecz. Napisz pod nowym nickiem - na pewno troll. Żeby nie b
                > yło, ja piszę pod swoim zawsze i każdy mój wątek kończy się jak w dowcipie " bo
                > wy Murzynow męczycie".
                >
                > Narzekaja na trolli i facetów, ale żadnego takiego wątku nie przepuszczą.

                Dlatego tak wazne jest, by móc blokować skutecznie trolle. Aby nie mogły czytać i dopisywać się pod postami osoby, która je blokuje.
                To ukróciłoby ch...mski trolling.
                • andaba Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 14:22
                  Moim zdaniem nie to jest problemem, tylko dopisywanie się i dyskusje z trollami, chamami i nieczego nie wnoszącymi do forum chłopami, których lżą na każdym kroku, ale żadnego wątku nie przepuszczą.
          • pursuedbyabear Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 11:11
            Jasne, jasne. Kiedyś to były czasy i forumki w ogóle nie tytułowały innych szmatami...
            Zresztą ba,odezwała się pierwsza niewinna...
        • alpepe Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 10:45
          Bo nie było, tzn. nie pamiętam 2001 czy 2002, ale przyżeglowałam na forum w 2003 lub 2004 na początku. I pamiętam zażarte TWA, wątki trolli, wulgarne wątki Czarnego Piotrusia, choć ten ostatni głównie grasował na Kobiecie. Emama było straszne, Kobieta była bardziej liberalna i tolerancyjna.
      • memphis90 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 12:59
        W sensie masz na myśli to kilkuletnie dziecko, które macoszka najchętniej pozbawiłaby trwale ojca..?
        Rzeczywiście, łezka się w oku kręci...
        • yenna_m Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 13:45
          Nie. Chodzi mi o formę wypowiedzi. Formę.
          • memphis90 Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 15:19
            Co komu po sliczniusiej formie, jak treść rzygogenna?
            • andaba Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 15:33
              Albo co ci chodzi?
              Laska napisała co ją boli, większość, o ile doczytałam, dała jej do zrozumiemienia że przegina, tyle że w kulturalny sposób.

              Teraz, uważasz, nie ma tu wrednych macoch? Oczywiście że są. Tylko nie ma szans na dyskusję, każdy kogo wypowiedź się nie spodoba jest glanowany. Nawet w bardziej błahych tematach.
            • yenna_m Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 21.01.26, 17:32
              memphis90 napisała:

              > Co komu po sliczniusiej formie, jak treść rzygogenna?
              >
              O rany.
              Serio?

              I myślisz, ze zjechanie raz publiczne poniżenie kogoś sprawi, ze ten ktoś się nawróci i usypie Ci pod nogami dywan z płatkow róż? Nie, nie zrobi tego. Otorbi się jeszcze bardziej. Ale jesli komuś napiszesz coś z szacunkiem, to prawdopodobnie weźmie to pod uwagę.

              Bo może chodzi o to, aby się wyżyć i wyregulować swoje emocje czy rzeczywiście komuś pomóc?

              Memphis, nie rozumiem Twojej reakcji. Przy całym szacunku i sympatii do Ciebie, boś mądra i fajna dziołcha.
      • chicarica Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabi 22.01.26, 10:22
        Idź w końcu do lekarza bo od wyborów jest z Tobą bardzo źle i to naprawdę czuć.
    • dwa_kubki_herbaty Re: Dzieci z byłych związków-kto to "przerabiał"? 21.01.26, 11:10
      Nie, bo nie potrzebuje balastów w swoim życiu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka