Dodaj do ulubionych

Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE

IP: *.* 09.11.02, 20:35
Kochane moje!!!! :(Jak człowiek wychodzi za mąż, bo się boi, albo "musi", albo z "porywu serca", to zazwyczaj się to źle kończy. I u mnie się chyba źle skończy. Niedobrze tylko, że mam malutkie dziecko i jestem w drugiej ciąży (drugi miesiąc). Jestem załamana, że już nawet nie radzę sobie z agresją, własną niestety. I że Mała to widzi. Jestem rozdrażniona, nieludzko zmęczona i płaczliwa. Zawsze najgorzej się czuję w pierwszym trymestrze. W domu bałagan, bo nie mam siły posprzątać. Nie lubię prosić, nie umiem, i potem efekt jest taki jak ostatnio. Histeria, płacz i sceny jak z filmu o rozpadającym się małżeństwie. We wrześniu go uderzyłam. W twarz. Dlatego, że wystraszył dziecko waląc w złości taboretem. Ale fakt jest taki, że to ja bardziej Ją wystraszyłam, doskakując mu do twarzy. Miałam Ją w końcu na rękach. Dzisiaj natomiast powiedział coś bardzo brzydkiego o kimś bardzo cierpiącym. W rozpaczy kopnęłam go (acz nie ucelowałam...), gdy nie chciał mnie wpuścić do łazienki, gdzie chciałam sobie popłakać (też miałam Małą na rękach). Nie ma pracy i się frustruje, bałagan go oczywiście wkurza ale sam nie posprząta. Dziś ryczałam tak, że nie mogłam się uspokoić a przecież jestem w ciąży. Zaczynam mieć dość. Myślę o odejściu, ale już teraz ledwie sobie radzę z własnym zmęczeniem, z Małą. I drugie w drodze. Co robić?! Chciałabym usłyszeć od Was, że sobie poradzę. Nie chcę, by moje dzieci widziały nasze kłótnie. Nie chcę dla nich takiego losu. Mam mieszkanie, ale nie mam ani grosza. Do pracy przecież nie pójdę. Nikt mnie teraz nie zatrudni. Do tego, przez to wszystko, zwiększają się moje lęki... które już wcześniej przeszkadzały mi żyć. Boję się, że sobie nie poradzę. Tylko, błagam, nie prawcie mi morałów, że sama to wybrałam, itd. Wychodząc za mąż byłam w takim stanie psychicznym, że czuję się usprawiedliwiona. Pytałam wtedy wielu, nikt nie udzielił mi tej właściwej rady. Nic nie zmieni tego co było. Teraz jestem ja i moje dzieci. On jest dobrym ojcem, przynajmniej na razie, ale czy to wystarczy? Coraz bardziej myślę, że NIE. Nie mogą przecież patrzeć jak mamusia w rozpaczy kopie tatusia. Co mam zrobić?! Czy ja w ogóle dostanę jakieś alimenty, jakby co??? Pomożcie, proszę... Tak bardzo potrzebuję wsparcia.Sunna
Obserwuj wątek
    • Gość: maria_rosa Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 09.11.02, 21:00
      Ciężko jest doradzić , zwłaszcza że czasami sama to przeżywam.Wierz mi cały czas myślę o tym,że nie powinniśmy na siebie warczeć przy dziecku.Jednak w chwili wielkiej złości i kiedy czasem jedno drugie popchnie nie myśli się o tym.Są takie chwile kiedy moja złość jest tak wielka, że nawet myślę sobie walnę go i zabiję.Chciałabym to zmienić ale......... Obiecujemy sobie - to ostatni raz i ........niby żadziej ale nadal synek widzi i słyszy podniesione głosy....Ostatnio mój synek podszedł do mnie i dał mi kopniaka ( ma dopiero 1,5 roku )wymachiwał rączkami i coś tam po swojemu krzyczał na nas.Rozmawialiśmy o tym,doznaliśmy oboje olśnienia ( ciekawe na jak długo ).Ja to przeżywałam w dzieciństwie i obiecywałam sobie, że w moim domu będzie inaczej.Początki są kiepskie ale wierzę, że będzie ok.( chyba, że wcześniej wyląduję w psychiatryku )hi hi.Oj,oby było tylko lepiej. Czego z całego serca i Tobie i sobie życzę.Pozdrawiam cieplutko.Maria Rosa
    • Gość: Dorota25,5 Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 09.11.02, 21:26
      smutne. Czyjesz się w pułapce bo masz dziecko i w drugiej ciąży. Z mężem nie możesz się dogadać, czujesz się jak w obcym świecie. Gdy bym ja była w takiej sytuacji to przeżywałabym tak samo. Czuję się obco w moim małżeństwie, moje dziecko ogląda sceny naszych kłótni i pyskówek.W takiej sytuacji możesz spróbować: pomodlić się(mi to pomaga), powiedz mężowi o swoich problemach, żeby spróbował ci pomóc. On wie że jesteś w ciąży?Marzy mi się dwójka dzieci, ale wiem że względy finansowe nam nie pozwalają i niezgodność charakterów. Nie wnoszę nic nowego w tym, ale bardzo dobrze ciebie rozumiem i przesyłam ci dużo dobrej energii, która da ci siłę. Jestem z tobą, napisz gdy coś zmieni się na lepsze.
    • Gość: alicjasylwia Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 09.11.02, 21:27
      Witaj Ente...Bardzo ciężko jest udzielać rad, szczególnie, jeśli się nie zna Waszej sytuacji, Was... Jedno jednak wiem na pewno, że wszelkie decyzje podejmowane pod wpływem nastrojów, emocji nie są najlepsze. Nie chcę Cię pouczać, do niczego namawiać, ale uważam, że dcyzja o rozwodzie jet ostatecznym rozwiązaniem. Mam na koncie 4 lata studiów na psychologii (a sama bardzo często mam ochotę wydrapać oczy memu mężowi i na nic teorie, że "trzeba rozmawiać i jasno komunikować swoje potrzeby" :fou: )Ale nauczyłam się jednaego: że mężczyźni to strasznie nirozgarnięty gatunek, i jeśli się im wyraźnie nie powie, czego się od nich i oczekuje potrzebuje, to oni za Chiny :jap: nie zajarzą o co chodzi. To strasznie męczące, bo chyba każda z nas chciałaby, żeby mężczyzna zaochowywał sięjak krółewicz i czytał w myślach... No way, nic z tego :(A może wyjście (wiem, że samo zaproponowanie będzie trudne)gdzieś poza dom, bez Małej, i pogadanie o wszystkim pomogłoby podejść do sprway mniej emocjonalnie? Nie wiem, naprawdę....3maj się dzielnie, jakby co, pisz na privpozdrawim i jestem z Tobą
      • Gość: AGUSIAM Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 09.11.02, 23:38
        Alicjo gdzie studiujesz psychologię?Ja też kończę ten kierunek, mam męża któremu chcę wydrapać oczy, synka itd....Odezwij się do mnie!!!Aga
    • Gość: Behemot Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 09.11.02, 21:40
      Sunna nie napisałaś jak wyglądało Wasze małżeństwo gdy nie było dzieci. Może to wszystko spowodowane jest tylko Twoim odmiennym stanem? Masz maleńkie dziecko jeszcze dodatkowo jesteś w ciąży, ta sytuacja może tak na Ciebie działać. Ja miałam podobnie z tym, że coś się działo z moim mężem, zachowywał się niezbyt dobrze wobec mnie. Czepiał się, bywał agresywny z byle powodu, na szczęście słownie, był jakiś obcy. Byłam bezsilna, płakałam, nie pomagały rozmowy, myślałam, że nasze małżeństwo się sypie, groziłam nawet rozwodem! Teraz młodsze dziecko skończyło 4 miesiące (dziś!), a między nami jest bardzo dobrze. Zmieniliśmy swój stosunek do siebie, mąż już nie złości się na mnie i ja na niego też nie. Jakoś samo przeszło. Przestały nam skakać hormony chyba, okazało się, że radzimy sobie z dziećmi, które są cudowne, jest fajnie. Zastanów się, może wyolbrzymiasz sytuację? Może da się jakoś dojść do ładu z Twoim mężem? Powiedz mu wyraźnie i spokojnie czego od niego oczekujesz! Życzę Ci, aby wszystko się ułożyło tak jak nam się ułożyło. :hello: Gina
    • Gość: mema Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 10.11.02, 10:03
      Nie pomogę Ci dobrą radą. Może tylko świadomością, ze nie jesteś sama. Siedzę i ryczę, jak to będzie....Mam dwójke małych dzieci. Do tej pory nie pracowałam, a mąż mi wczoraj powiedział, ze mnie nie kocha i odchodzi....Mamy dzieci, mieszkanie i masę długów. A on twierdzi, że nic nas nie łączy. że nie ma nic złego, ale też nic dobrego w naszym życiu i on ma tego dość. Chce zmiany. Twierdzi, że nie ma nikogo ,ale chyba mu nie wierzę...Rozumiem Twoja rozpacz i bezradność, i widzę Twoje łzy ( bo i ja płaczę), ale rozwiazań nie podpowiem, bo sama ich szukam..PozdrawiamMema
      • Gość: magdatorun Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 12.11.02, 12:38
        Mema, dziewczyno nie płacz, proszę. Może to tylko wielka chmura z którem spadnie mały deszczyk. Za mało napisałaś, zebym mogła cos więcej powiedzieć. Jesli będziesz potrzebowała czegokolwiek - napisz do mnie. W końcu mamy do siebie całkiem blisko. Trzymaj się.Magda
    • Gość: dyziak Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 10.11.02, 18:53
      Ente!Mam kredyt na mieszkanie (nie spłacam go aktualnie), poza tym jakieś dwa beznadziejnie kredyty (bo jak miałam kasę były mi "bardzo" potrzebne), pięć psów, które kosztują mnie ok. PLN 700 miesięcznie (nie oddam ich, bo...nie!), brzusio 25 tygodniowe, zero pracy, sprawę w sądzie pracy (która przegram, prawdopodobnie), mój szanowny zarabia PLN 1000,- na rękę, ubezpieczenia za życie (warunek kredytu na mieszkanie), zero pracy, strach, rodzice (przeciwni wszysktiemu - daleko), kłótnie - bo ciężko i.... wiarę, nadzieję. Fasolka będzie w lutym. I..będzie! Poradzisz sobie! Musisz! Podobno KTOŚ nad nami czuwa. Tylko ta wiara mi pozostała. Uwierz w to. Jeśłi masz maleństwo w brzuszku - tak miało być. I tak będzie! Trzymaj się!BuziaczkiMarlen i 25 tygodniowa Fasolka
    • Gość: goskax Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 11.11.02, 18:17
      Sunna...wiele rodzin przeżywa teraz trudne chwile, a to strata pracy, a to brak mieszkania, a to choroba dziecka, a to ... lista byłaby długa. Dochodzą do tego "nieciekawe" doświadczenia z dzieciństwa,przemęczenie i trudno się dziwić naszym reakcjom."Poranieni" jestesmy tym wszystkim...ale może warto jeszcze raz spróbować?! Połóż maluszka spać, zapal świeczkę... usiądźcie razem, może powspominajcie to, co było dobre,może obejrzycie film...zapomnijcie na chwilę o problemach. Może wprowadźcie taki zwyczaj - zakończenie dnia...a potem porozmawiajcie,ale na razie nie o tym co boli, odbudujcie "więź". Porozmawiajcie o swoich oczekiwaniach (wobec partnera, małżeństwa,o tym maluszku ,który niedługo zagości wsród Was. Może to brzmi mało realnie.. ale może warto spróbować? Może warto skorzystać z pomocy jakieś poradni? Sunna, pamiętam Twój inny post, przeszłaś wiele,a to wszystko wymaga czasu... daj sobie troszeczkę czasu... Pozdrawiam cieplutko!! A w głebi serca mam nadzieję,że u Was jest juz wszystko dobrze,wszak pisałaś to dwa dni temu. Całuski dla Twojej córeczki :-)
    • Gość: dś Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 11.11.02, 21:12
      Cześć! Od 6 lat jestem mężatką i mam dwoje wspaniałych synów. Moje małżeństwo już by dawno nie istniało, z różnych powodów: zaborcza teściowa, moi rodzice, finanse, nasze różne charaktery, ... . O własnych siłach może rok byśmy z sobą wytrzymali, gdyby.... No właśnie. Gdyby nie fakt,że jestem/jesteśmy osobami, które zaufały w swoim życiu Chrystusowi. O co chodzi? Nie chodzi o chodzienie do kościoła, czy przestrzeganie jakiś zasad, przykazań, religijnych obrzędów. Poprostu, był taki moment w życiu moim i mojego męża, w którym zaufaliśmy Bogu, oddaliśmy mu nasze życie, prosiliśmy, aby Bóg wszedł w nasze życie; wiedzieliśmy, że jest potrzebny każdemu z nas osobiście. Chciałam aby stał się najważniejszą osobą, aby kierował moim życiem. Dziś wiem, że była to najlepsza decyzja w moim życu.Każdy z nas jest z natury zły, niedoskonały, mamy dobre pragnienia, chcemy kochać, być cierpliwymi, panować nad swoimi emocjami. Ale sami z siebie nie potrafimy. Z pewnością wiele razy ty, czy twój mąż obiecywałaś,że od jutra już nie będziesz... I co z tego wynikło? Chwilowe starnie się. Mogłabym radzić Ci, abyście rozmawiali, podejmowali decyzje zmiany, przepraszali się itp. ale z doświadczenia wiem, że za jakiś czas dojdziecie do tego samego punktu w waszym małżeństwie. TYLKO Bóg może nauczyć Was co to jest prawdziwa miłość, która szuka dobra drugiej osoby, jak rozwiązywać konflikty, jak patrzeć w przyszłość i mieć pewność,że Wam wyjdzie. Zachęcam Cię do zastanowienia się, kim dla Ciebie osobiście jest Jezus Chrystus? Nie mówie o kościele, wykonywaniu jakiś religijnych obrzędów, itd. Czy możesz powiedzieć, że doświadczasz z Nim przyjaźni, poczucia bezpieczeństa, wolności od strachu? Jeżeli chcesz pogadać, mój nr telefonu 604871995. Dorota
    • Gość: bkoniecz Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 11.11.02, 22:15
      Nie będę Ci radzić bo nie umiem. Sama nie wiem co bym na Twoim miejscu zrobiła. Ale czytam te maile od dziewczyn i trzymają mnie trochę na duchu - nie jestem sama. Może u mnie jest trochę inaczej bo mój mężczyzna jest dla mnie taki kochany i dla dziecka też, tylko dla mnie przestał chyba być tym facetem którym był kiedyś. Już nie jest tym silnym, zorganizowanym, przystojnym facetem przy którym czułam się tak bezpiecznie. Nagle stał się starszym panem z dużym brzuchem, który bez mojej pomocy nie znajdzie butów, wyłączą mu komórkę bo nie zapłaci rachunku, często nie zarobi na własne wydatki. I tak strasznie przestał mnie kręcić, że już sama nie wiem co zrobić. Czasami mam ochotę go tak strasznie nasunąć i wrzasnąć, że nie jest tym facetem którym był. I że nie mam ochoty już dłużej się nim opiekować i denerwuje mnie jak patrzę jak je bo znowu utyje i nie mogę być jedynym mężczyzną w tym związku. I chyba mnie rozniesie z tej złości, że muszę sama tyle dzwigać i finansowo (na widok sterty rachunków serce mi ściska i jestem taka strasznie zła, że znowu to ja muszę je zapłacić) i emocjonalnie (bo to on jest ten biedny o którego się trzeba zatroszczyć). I co zrobić żeby mu w tej złości czegoś za dużo nie powiedzieć, i jak tu czasem powstrzymać ręce, które same z bezsilności lecą w jego kierunku?Ściskam Was dziewczyny mocno,Biba
      • Gość: Nawojka Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 12.11.02, 00:01
        Tk doskonale Cię rozumiem. Czasem sobie myslę, że gdybym miała dokąd pójśc, już dawno by mnie tu nie było... No, ale nie mam i jest dziecko. Moje małżeństwo jest jak parabola, raz pod prostą, innym racem trochę ponad, są wzloty i upadki. Kiedyś było ich więcej, teraz trochę mmniej, ale ciągle nie jest dobrze. Gdy było lepiej dałam sie namówić na drugie dziecko i zdążyłam już z milion razy uznać, że był to wielki błąd. Bardzo mi pomagają te pogaduchy z Wami, wiem że nie jestem sama, żadna z nas nie jest! Te lata w małżeństwie nauczyły mnie jednego, ze po nocy przychodzi dzień, dosłownie: rano zwsze świat jawi nam się w jaśniejszych barwach i część złości wyparowuje. Wiele rzeczy widzi sie jaśniej i rożsądniej. To smutne,że w życiu czynnikiem sprawczym musi byc rozsądek, ale tak to juz jest.
    • Gość: ez Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 12.11.02, 09:57
      Sunna biedactwo. Wszystko naraz się złożyło. Proszę nie podejmuj teraz żadnych decyzji. Ciąża jak sama piszesz tylko pogarsza sytuację. Niedobrze jest coś robić pod wpływem emocji. Moja rada:1) jeżeli umiesz porozmawiaj powiedz jaka jesteś nieszczęśliwa, że nie możesz sobie dać rady ze wszystkim. Na początku np. umówcie się, że ty pozmywasz a on obierze ziemniaki.2) jeżeli jesteś bardziej odważna może poradnia rodzinna powiecie sobie co macie do siebie i zadecydujeszZ tego co piszesz jesteś cholerykiem, mam męża za choleryka więc wiem ile ciężkiej pracy kosztuje mnie nieraz doliczenie do 10. Na mojego męża niezawodnie pomaga jedno znaleźć mu jakiś cel w życiu teraz chcemy budować dom.Smutne tylko to, że nie byłaś pewna swojej decyzji o ślubie. Jeżeli chcesz się rozwieść to zrób to na spokojnie bez burzy hormonów i zrób to ze świadomością że zrobiłaś wszystko aby uratować to małżeństwo. Jednak nie wyobrażam sobie życia z kimś kogo nie kochasz. To wielka szkoda dla dzieci. Wtedy lepiej chyba oddzielnie przejść przez życie
    • Gość: iwo1 Re: Chyba się rozwiodę... Pogadajcie IP: *.* 12.11.02, 12:25
      Kochana rozumiem ze emocje mogą nas doprowadzić do rozdrażnienia ,że przerasta Cię sytuacja ,że nie macie kasy ani narazie perspektyw na nią ,patrz na pozytywne strony Macie mieszkanieZdrowe dzieci Jest dla nich dobrym ojcemI faktycznie to nie wystarczy ,ale moze spróbujcie porozmawiać Postaraj się bez emocji powiedzieć co Cię boli ,denerwuje Nie wiem czy macie taką możliwość ,ale jeśli tak to podrzućcie komuś małą na noc i pogadajcie ,idżcie na spacer ,zróbcie coś dla siebie .Pewnie Twój mąż czuje się żle ze wzgledu na brak pracy ,jak zwolnili mojego męża to bardzo to przeżywał ,nie sprzątał ,skrzeczał ,było mi ciężko ale starałam sie Go zachecać ,nabrał wiatru w skrzydła ,dostał prace poczuł się ważny .,wiedział ze moze na mnie liczyć .Porozmawiajcie Przecież /chyba/ pomimo wszystko ,w głebi duszy kochasz tego faceta Pozdrawiam Cię mocno IWops.Powiedż mu że padasz ,że jesteś zmęczona i że liczysz na Jego pomoc ,ale powiedż mu to a nie krzycz,faceci są bardzo wrażliwi jeśli chodzi o formę zwracania się do nich.
    • Gość: Basiaczek Re: Chyba się rozwiodę... POMÓŻCIE IP: *.* 12.11.02, 15:58
      Myślę, że w takich sytuacjach jest bardzo trudno doradzić coś mądrego, bo konsekwencje tych rad mogą byc bardzo poważne dla Ciebie. Zresztą wydaje mi się, że Tobie nie chodzi wcale o podanie gotowych rozwiązań na kłopoty w Twoim małżeństwie ( nie mamy do tego prawa ) ale o pocieszenie i zrozumienie. Pamiętaj, że najgorszym doradcą są nerwy, lepiej wszystko przemyśleć 10 razy niż robić jakieś nerwowe ruchy. Ja wiem, że to się łatwo mówi, sama przez to przechodziłam. Moje dziecko też nieraz było świadkiem naszych dość ostrych wybuchów, po których rzucało sie na tatę z pięściami. Ale ten widok nas otrzeźwiał i teraz oboje hamujemy się z całych sił, żeby nie nasz synek nie słyszał naszych kłótni i nie widział tych złych spojrzeń. On później często powtarza takie zachowania. Cokolwiek postanowisz, pamiętaj o swoich dzieciach to one są najważniejsze i dla nich warto wiele znieść. Wierzę, że Ci sią uda, że ten zły czas dla Was minie jak najszybciej. Musisz też coś robić w tym kierunku. Pewnie teraz dużą rolę odgrywją tez hormony, które w Tobie buszują. Próbuj rozmawiać z mężem aż do skutku. Trzymam kciuki i życze dużo miłości i spokoju. Basia PS Przyjście na świat drugiego dziecka w małżeństwie czasami jest lekarstwem na niezbyt udany związek ( fakt ).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka