Kochane moje!!!!

Jak człowiek wychodzi za mąż, bo się boi, albo "musi", albo z "porywu serca", to zazwyczaj się to źle kończy. I u mnie się chyba źle skończy. Niedobrze tylko, że mam malutkie dziecko i jestem w drugiej ciąży (drugi miesiąc). Jestem załamana, że już nawet nie radzę sobie z agresją, własną niestety. I że Mała to widzi. Jestem rozdrażniona, nieludzko zmęczona i płaczliwa. Zawsze najgorzej się czuję w pierwszym trymestrze. W domu bałagan, bo nie mam siły posprzątać. Nie lubię prosić, nie umiem, i potem efekt jest taki jak ostatnio. Histeria, płacz i sceny jak z filmu o rozpadającym się małżeństwie. We wrześniu go uderzyłam. W twarz. Dlatego, że wystraszył dziecko waląc w złości taboretem. Ale fakt jest taki, że to ja bardziej Ją wystraszyłam, doskakując mu do twarzy. Miałam Ją w końcu na rękach. Dzisiaj natomiast powiedział coś bardzo brzydkiego o kimś bardzo cierpiącym. W rozpaczy kopnęłam go (acz nie ucelowałam...), gdy nie chciał mnie wpuścić do łazienki, gdzie chciałam sobie popłakać (też miałam Małą na rękach). Nie ma pracy i się frustruje, bałagan go oczywiście wkurza ale sam nie posprząta. Dziś ryczałam tak, że nie mogłam się uspokoić a przecież jestem w ciąży. Zaczynam mieć dość. Myślę o odejściu, ale już teraz ledwie sobie radzę z własnym zmęczeniem, z Małą. I drugie w drodze. Co robić?! Chciałabym usłyszeć od Was, że sobie poradzę. Nie chcę, by moje dzieci widziały nasze kłótnie. Nie chcę dla nich takiego losu. Mam mieszkanie, ale nie mam ani grosza. Do pracy przecież nie pójdę. Nikt mnie teraz nie zatrudni. Do tego, przez to wszystko, zwiększają się moje lęki... które już wcześniej przeszkadzały mi żyć. Boję się, że sobie nie poradzę. Tylko, błagam, nie prawcie mi morałów, że sama to wybrałam, itd. Wychodząc za mąż byłam w takim stanie psychicznym, że czuję się usprawiedliwiona. Pytałam wtedy wielu, nikt nie udzielił mi tej właściwej rady. Nic nie zmieni tego co było. Teraz jestem ja i moje dzieci. On jest dobrym ojcem, przynajmniej na razie, ale czy to wystarczy? Coraz bardziej myślę, że NIE. Nie mogą przecież patrzeć jak mamusia w rozpaczy kopie tatusia. Co mam zrobić?! Czy ja w ogóle dostanę jakieś alimenty, jakby co??? Pomożcie, proszę... Tak bardzo potrzebuję wsparcia.Sunna