hej! chcialam się poradzić a"propos obiecywania lubemu czegokolwiek. otóż całkiem swobodnie obiecałam ugotowanie czegoś, czego sama nie konsumuje. Ale jak to bywa w odmętach zycia rodzinnego, jakoś coś nie wypaliło, a to ja źle się czułam

, a to dzieciaczki byly chore, jakoś też zbytnio nie miałam ochoty. aż tu pewnego dnia.....

całopopołudniowa awantura na temat wypełniania obietnic. w moim pojęciu, osoba mi bliska

winna wykazac się większą wyrozumiałościa, niz np. mój "ukochany" szef, dla którego nic nie jest w stanie zwolnic mnie z pełnienia obowiązków służbowych. a tu niespodzianka!!!

jego stanowisko zupełnie odwrotne, 100% mobilizacji i stawaie na rzęsach, byle wypełnić dane słowo. i jeszcze szczegół który doprowadza mnie do pasji. jego plany nie budzące sprzeciwu. on ma plan - zakup dla mnie

czegoś, a tu syn wisi u nogi, córka chce na lody. a ja....? zakupy to ostatnia rzecz na którą mam ochotę, ale jego plan??!! czasem poprostu słupieje!!

a jak tam u was?? pocieszcie ,mnie troche, bo to zwiazek nr 2! i mam nadzieje, ze nie bedzie gorzej!!!!