Byłam wczoraj w kasynie.Pierwszy raz w życiu.Zaprosiła męża i mnie jego ciotka Ana, kobieta w wieku 68 lat, która ze swoimi siostrami jest stałą bywalczynią kasyn.Porwało mnie.....

Najbardziej ruletka, ale automaty też nie są złe.Dostaliśmy w prezencie od ciotki na początek równowartość po 500 złotych. Ciotka wcześniej tłumaczyła nam zasady niektórych hazardowych ustrojstw. Ja niewiele sluchałam, za to mój mąż był bliski robienia notatek.W kasynie podobało mi się wszystko, panowie z obsługi podchodzili do nas tak, jakbyśmy przyszli przehulać z milion dolarów. Wszyscy kłaniali się ciotce w pas, na co pęczniałam z dumy!!!!Reguł gry nie zapamiętałam i przy ruletce obstawiałam przypadkowo - mąż mnie ciągle stresował, bo mówił, że mam nad sobą panować i na co lepiej postawić. Potem mnie zostawił na chwilę, bo szedł do łazienki i zła pasa poszła za nim. Wtedy się zaczęło

Efekty zabawy w kasynie są następujące:- zupełnie zgłupiałam na punkcie kasyna

- mam strasznego kaca, bo im więcej piłam tym lepiej mi szło- nie chciałam wyjść do 4 rano mimo wielokrotnych próśb, a w końcu nawet gróźb męża- mam nowy pomysł na spędzanie choćby jednego wieczora w miesiącu [chciałabym raz w tygodniu, ale mąż zapowiedział, że wtedy na pewno się rozwiedzie i zabierze dzieci, bo zgłupiałam

: od rana cały czas patrzy na mnie podejrzliwie, nawet stwierdził, że mam to w genach po ciotkach - choć to przecież jego ciotki są hazardzistkami, a nie moje

- wygrałam dużo pieniędzy

Mąż od rana prowadzi ze mną "pogadanki edukacyjne" - że wygrywa się tylko pierwszy raz i to nie zawsze, bo ja miałam szczęście, a on nie wygrał nic zupełnie

, że taki hazard to wciąga i przez niego ludzie trącą majątki i tych, których kochają, itd itp..... Nawet chce skarżyć memu tacie, który potępia takie rozrywki. Ale chyba tak naprawdę jest ze mnie bardzo dumny

Teraz jak na spokojnie myślę o wczorajszym wieczorze to nawet zbyt dobrze nie zapamiętałam zasad tych wszystkich "hazardów" - jak zaczął mówić mój mąż. To chyba jednak spełniła się zasada "głupi ma szczęście...."

Nawet nie wiecie jak się z tego cieszę, tam w kasynie było trochę jak na karuzeli, gdy mama zakazała - cały czas obawa, że zaraz ktoś wejdzie i przerwie tę wspaniałą zabawę...Wygraną przyznaczymy na wakacje w egzotycznym miejscu - teraz w lutym

. Jeszcze się wahamy czy sami czy z dziećmi, ale o tym wrzucę osobny post, bo ciekawa jestem Waszych opinii. Życie jest piękne

ZochaPs 1.KASYNO OCZYWIŚCIE POLECAM, ale chyba z kimś, kto przystopuje w odpowiednim momencie......2.czy jest jakaś książka o hazardzie ???????????????????3.do Kachy - jeśli naprawdę miałaś babkę hazrdzistkę to jak tylko wejdziesz do kasyna poczujesz miłe mrowienie........., ja miałam chyba praprapra.... [bo nikt sie nie przyznaje, a może przeszło mi po ciotkach

]Z.