Gość: dorotaw
IP: *.*
01.02.03, 20:08
Przepraszam, że będę pisała trochę chaotycznie, ale nie mogę się jeszcze uspokoić.Poszłam dzisiaj na zakupy na swoje osiedle (Gdańsk -Żabianka)weszłam so sklepiku w którym robię zakupy dla swoich dzieci już od 4 lat jak mieszkam na tym osiedlu. Zapytałam się czy są ocieplane rękawiczki, nie było. To zaczęlam przeglądać, rzeczy na wieszakach, bo były przeceny kurtek dla dzieci. Po 4 minutach podchodzi do mnie starszy pan (właścieciel, w sklepie była jeszcze jego żona lub sprzedawczyni)i pyta się "Co panienka tu chce" (mam 30 lat i dwoje dzieci), ja wszoku i pytam się czy on mówi do mnie, zaskoczona bo takim tonem się odezwał. A on tak i każe mi się wynosić ze sklepu. Byłam w takim szoku, poszłam zaryczana do domu. Mąz w domu zszokowany, poleciał tam powiedzieć co o tym wszystkim myśli. A facet na to, że może się pomylił, ale spłeczeństwo jest tak zdegenerowane, że on musi uważać, bo za długo oglądałam rzeczy na wieszakach. Przepraszał zupełnie nieszczerze. A ja do tej pory nie mogę się uspokoić. Tym bardziej, że wtym sklepie robię często zakupy dla dzieci. Jak tak można potraktować człowieka. OSTRZEGAM WSZYSTKIE MAMY NA ŻABIANCE PRZED SKLEPEM NA ODZIEŻOWYM NAPRZECIWKO ZATOKI.Szok, jak powinnam była się zachować, czy nie jest prawem klienta przeglądać, po to chyba są rzeczy wywieszone na wieszakach.Co o tym myślicie? Co byście zrobiły?Zrozpaczona Dorota