Gość: Oszolom
IP: *.proxy.aol.com
25.07.02, 16:18
Drzazgi w dupie arcybiskupa
Czy prosty proboszcz może się stawiać biskupowi i skutecznie mu szkodzić?
Może, jeśli proboszcz ma lepsze wejścia w Watykanie niż biskup.
O utworzenie Wydziału Teologicznego na Uniwersytecie Gdańskim abepe Tadeusz
Gocłowski zabiegał od 1995 r. Wśród członków uniwersyteckiego senatu zdania
co do tej inicjatywy były podzielone. Głównymi adwersarzami w tej sprawie
było dwoje profesorów związanych z SLD. Dziekan Wydziału Humanistycznego
prof. Jan Iluk był pilotem pomysłu, dziekan Wydziału Zarządzania prof. Joanna
Senyszyn była żarliwym przeciwnikiem tworzenia teologii na gdańskiej uczelni.
Doprowadziło to do kłótni nie tylko na forum uniwersyteckim, ale tak-że na
jednym z posiedzeń Rady Wojewódzkiej SLD.
W czerwcu 2000 r. senat uczelni po raz pierwszy głosował nad wnioskiem.
Odrzucił go z przyczyn proceduralnych. W styczniu 2001 r. głosowano wniosek
powtórnie i tym razem go zatwierdzono. Pierwszy nabór studentów miał się
odbyć w roku akademickim 2002/2003. Wydział miał być duży. Liczono na 500
studentów na studiach dziennych i 250 – na zaocznych. Kadrę wydziału stanowić
miało 48 pracowników naukowych, których zapewniała przede wszystkim strona
kościelna.
Nieoczekiwanie, kilka tygodni temu przyszła decyzja od watykańskich
urzędników, że wydziału teologii na UG ma nie być.
Uznali oni, że nie ma tu dostatecznej kadry naukowej do poprowadzenia takiego
przedsięwzię-cia. Jednocześnie Watykan wyraził zgodę na utworzenie teologii
na uniwersytecie w Szczecinie.
Niektóre wiewiórki twierdzą, że wydział teologii w Gdańsku upierdolił w
Watykanie na złość GocŁowskiemu najsłynniejszy polski prałat, ks. Henryk
Jankowski.
Obaj panowie w sutannach darzą się szczerą niechęcią, której źródeł obecnie
nikt już nie jest w stanie ustalić. Jankowski zapewne do tej pory nie może
zapomnieć Gocłowskiemu, że w listopadzie 1997 r. zawiesił go na rok za
ogłaszanie z ambony, kto jest Żydem, a kto nie. Gocłowskiego musi
niepomiernie wkurwiać, że podległy mu proboszcz opasuje sutannę jak on
fioletową szarfą.
W Gdańsku panuje mylne i niczym nieuzasadnione przekonanie, że Gocłowski
tylko dlatego
nie zesłał Jankowskiego z Brygidy do jakieś małej pomorskiej wsi, bo w
gruncie rzeczy podziela jego poglądy i ma udział w biznesach prałata.
Ci, którzy antyszambrują w arcybiskupich przedpokojach, wiedzą, że Jankowski
jest dla Gocłowskiego jak drzazga w tyłku. Bywalcy obiadów wydawanych przez
bursztynowego proboszcza z lubością powtarzają zaś jego słowa, że ci z kurii
mogą mu skoczyć.
Bo Jankowski ma wejścia w Watykanie, których arcybiskup może mu tylko
pozazdrościć.
Za granicą ciągle działa mit Jankowskiego jako kapłana "Solidarności".
Dlatego Gocłowski go zapewne nigdy nie awansuje w godnościach, ale też nie
zrobi mu nic złego.
W każdym razie obaj czarni panowie mają wielkie ambicje polityczne i obaj
chcą ze
swoich przedpokojów uczynić najważniejsze poczekalnie w województwie.
Wydział teologii jest najświeższą porażką Goca, jak go wszyscy pieszczotliwie
nazywają, nie jedyną jednak i nie najdotkliwszą.
* Arcybiskup chciał mieć własne media. Takim miało się stać Radio Plus.
Jesienią 1994 r. podczas zorganizowanego koncertu spaliła się hala
widowiskowa. Zginęło kilka osób, kilkadziesiąt zostało poparzonych.
Organizatorem imprezy była agencja FM związana z Radiem Plus. Udziałowcami
agencji byli pupilkowie arcybiskupa i kapelan Kurii Biskupiej. Proces w tej
sprawie ciągnie się, ciągnie i zakończyć nie może.
* Arcybiskup chciał być patronem polskiej prawicy. W tej sprawie podjął aż
kilkanaście starań. Udostępniał swoje pokoje politykom. Mędzy innymi pierwsze
zebranie posłów AWS po zwycięskich wyborach w 1997 r. odbyło się w sali
konferencyjnej gdańskiej kurii. AWS już nie ma. Część prawicy woli jeździć do
Torunia, do Rydzyka. Ten ma głośniejsze radio.
* Arcybiskup chciał zostać kardynałem. Kardynalski beret miał otrzymać
jesienią 1997 r., a uroczystość z tej okazji miała wieńczyć obchody 1000-
lecia Gdańska. W ostatniej chwili przyszła z Watykanu odpowiedź, że Gocłowski
nie awansuje.
* Arcybiskup chciał robić biznesy na nieruchomościach. Parafie w diecezji
otrzymywały od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa grunty, przekazywały
je w formie darowizny na rzecz kurii, a ta sprzedawała pośrednikom, ci zaś
upłynniali ziemię dalej. Transakcje były szemrane. Prokuratura już postawiła
pierwsze zarzuty w tej sprawie.
Można jednak wymienić jeden ewidentny sukces arcypasterza z gdańskiej Oliwy.
To pomysł na postawienie na wzgórzu w centrum miasta krzyża o wysokości 16
metrów. Zamysł został z powodzeniem zrealizowany przez jakże usłużnego
prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Sześciopiętrowego krzyża gdańszczanie
przecież potrzebowali najbardziej.
Ciekawe, czy gdyby funkcje biskupie były kadencyjne i wybieralne – tak jak
funkcje burmistrzów i prezydentów miast – to czy w powszechnych wyborach
Tadeusz Gocłowski miałby jakieś szanse na wygraną z Henrykiem Jankowskim?
Nigdy się tego nie dowiemy.
Autor : Waldemar Kuchanny