Dodaj do ulubionych

duszę się...

IP: *.* 12.02.03, 22:25
no i bedzie to znowu post o niedobrej teściowej. o tym wrednym babsztylu co nie daje mi, ani mojemu dziecku żyć. Jest u nas od przeszło 2 tygodni i zostanie jeszcze prawie dwa. nie moge znieść jak matka mojego męża łazi za mną pod domu, szpieguje mnie, wtrynia się ze swoimi metodami wychowawczymi (stwierdza np. że 20 stopni w domu to za mało i trzeba podgrzewać prześcieradła by mój 4,5 tygodniowy synek nie zmarzł, ciągle opatula go kocami, aż dziś lekarka zwróciła mi uwagę na potówki na jego buźce, wyrywa mi dziecko przy każdej okazji i muszę się o nie prosić, gdera gdy biorę na spacer - u nas 13 stopni i wiosna zawitala na całego, włazi mi do sypialni z rana, nocy i wieczora, krytykuje kiedy karmię na żądnaie, wciska na siłę smoczek w usteczka mojego synka, byle by nie płakał o jedzienie, byle by go mogła trzymać w swoich szponach..itp, itd...aha...uczy sadzać moje miesięczne dziecko!!!! Ma je przy sobie dobre parę godzin dziennie, bo ja się w końcu poddaję jej natrętowi, a jej wciąż mało.). Mam dość tego babsztyla. Mój mąż cały dzień w pracy, potem idzie na trening. Wraca dziś o 22, a ja muszę kombinować jak tu unikać jego mamusię. Miała tu przyjechać by pomóc, a kończy się tak, że zabiera mi dziecko i sama muszę po niej sprzątać.Już raz próbowałam gadać z mężem na ten temat. Skończyło się awanturą. Powiedział, że jestem niewdzięczna. Dziś jego mamusia znowu przegięła i postanowiłam, że znowu mu coś na ten temat powiem, bo ja już nie mogę!!!Duszę się!!!!!!!!!!1Duszę się w oparach jej głupoty, natręstwa i wścipstwa. Duszę się we własnym domu, który wcale nie wygląda na mój :-((((Pogadam dziś o tym z mężem, będą leciały wióry, będzie awantura.........smutno mi strasznie,Magda + zmaltretowany przez to babsko Danielek
Obserwuj wątek
    • Gość: Renata27 Re: duszę się... IP: *.* 12.02.03, 22:48
      Madziulku,czesto mysle co tam u Ciebie, u Was, a tu takie kwiatki.Jeszcze dwa krótkie tygodnie musisz wytrzymaćdla Danielka. I ciesz sie ze nie masz tej pani kolo siebie na codzien. Ale z tego jak ja opisujesz, to nie zazdroszcze.Pociesze Cie ze ja mam ostatnio tez dziewaczne chwile, ale za to Gabusia jest cudowna. Renata
    • Gość: sammy Re: duszę się... IP: *.* 12.02.03, 23:24
      To ja mam propozycję, strasznie wredną zresztą. Mianowicie, co chwilkę podsuwaj "mamusi" coś do ubrania, mówiąc przecież jest tak zimno, żeby się mamusia nie przeziębiła, nie zmarzła i tym podobne.Jeżeli będzie sobie chciała wziąć coś do jedzenia powiedz, śniadanie, obiad itd. będzie o godzinie takiej i takiej. Smoczka wsadzić jej raczej nie możesz więc powiedz, niech "mamusia" poczyta albo się przejdzie. Chociaż to drugie grozi zakupami.Wchodź do jej pokoju kiedy bedziesz miała ochotę najlepiej w środku nocy i pytaj na głos: Czy "mamusia" dobrze śpi i czy nie jest potrzebny jej kocyk żeby nie zmarzła. Jeżeli nie poskutkuje zawsze można wpaść przez przypadek do łazienki.Pomysłów znając życie znalazłabym tysiąć. A tak serio to powiedziałabym, że ona już swoje dzieci wychowała i że to jest mój dom, moje dziecko i będzie łaskawa dostosować się do zasad, które ja wprowadziłam. Jeżeli by nie dotarło postawiłabym sprawę jasno i powiedziała, że od jutra mamusia zamieszka w hotelu ponieważ mnie jest źle. A co do męża... Uważam za szczyt szczytów, że kiedy przyjeżdża jego matka on znika na całe dnie z domu. Ale wygląda na to, że sam za nią nie przepada, co jest dobrym argumentem do skrócenia jej wizyty u Was.Masz jeszcze inne wyjście, powiedz, że się wyprowadzisz i weźmiesz małego ze sobą na czas pobytu swojej teściowej u Was, bo 2 tygodnie to w tym wypadku wieczność :(pozdrawiamsammy
    • Gość: dargun Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 00:01
      mąż powinien bronić ciebie a nie mamusie...co jest do cholery z tymi facetami???grrrrrrrrrrra jak chcesz z kims rozmawiać to porozmawiaj bezpośrednio z teściową a nie z mężem... jak już grać to w otwarte karty!!! pozdrwiam i zycze powodzeniapat
    • Gość: Mirella Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 07:32
      Jestem za otwartymi kartami. Jak się obrazi tzn. ze tak naprwdę nie uznała nigdy ciebie, a jak będzie mądra to się wam ułoży. Mąż ma stać murem za żoną, mamusia jest kochana, ale żona i dziecko są najważniejsze. Bo z mamusią to nie da się żyć na swój rachunek. Pa. Trzymaj się.Moja "baba" obraziła się i nie utrzymujemy kontaktu od wu lat, bywa trudno ale mi nie jest źle. Mirella
    • Gość: Gosia1 Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 09:20
      Magda, masz synka i też kiedyś będziesz teściową ;). Nie rozumiem, dlaczego wszelkie gesty i czynności odbieracie jako ataki na siebie i swoją suwerenność. Wiem, wiem, łatwo mi mówić, mam już tyle lat, że powoli oswajam się z myślą iż to ja całkiem niedługo mogę zostać teściową. :lol: Ale skoro ja to już wiem, to spróbuję się podzielić z Wami moimi przemyśleniami. ;)Chodzi o uczciwość. I szacunek. To nie jest tak, że teściowa robi Ci na złość i tylko myśli i duma sobie - ooooo tak, teraz podam Małemu smoczka, to Ona się wścieknie, hihihihi (tu szatański chichot), albo wejdę do Nich do sypialni, to dopiero Im dokuczy, albo owinę Małego kocykiem, taaaak, to będzie to!! Magda, jeśli o czymś jesteś przekonana, to starasz się to wcielić w życie, bronisz swojego zdania bardzo silnie i odważnie. Dlaczego odmawiasz tego matce swojego męża? Różnicie się w wielu kwestiach - no to siądź z Nią, pogadaj o tym, powiedz wprost: mamo, nie podoba mi się to, mamo On jest cały spocony, mamo zobacz, On ma potówki na buzi, mamo On jest głodny, jestem mamą, jak i mama była (i jakiego mi męża wychowała :) ), i wiem co czuje moje dziecko, bo jak każda kobieta posiadam instynkt - może być mama spokojna o wnusia, nie dam Mu zginąć. :) Tyle, że to wszystko bez pretensji w głosie a spokojnie i z uśmiechem. Poza tym wszystkim - nie bądź aż tak strasznie ostra i samodzielna, spróbuj, choć spróbuj skorzystać z pewnych rad tej kobiety - w końcu wychowała Twojego męża!!! A Ty Go pokochałaś, czyli musi to być człowiek, o charakterze, jaki Ci odpowiada. :) To zrozumiałe, że czasy się zmieniają, ja swoją Anię wychowywałam inaczej niż Krzysia - ale nie zmieniło się na pewno jedno: miłość do dziecka i dążenie do tego, aby było szczęśliwe, miało poczucie bezpieczeństwa i spokój w domu. Wszystkie głośno opowiadacie o tym, że będziecie swoje dzieci wychowywać w szacunku dla dorosłych...No to zacznijcie od własnego podwórka! Już dawno pisałam Wam o swoich relacjach z moją teściową. Nie ma ich...Bo się nie kontaktujemy. Ale to nasza decyzja, dorosłych osób. Nie potrafiłyśmy się dogadać, pomimo starań z jednej i drugiej strony. Tak czasem bywa i już. Ale nigdy nie wyraziłam się o Niej źle do moich dzieci czy męża. Mam dla Niej szcunek, bo wychowała cudownego syna, mojego męża. I zawsze chętnie korzystałam z Jej rad (póki się kontaktowałyśmy), bo były to cenne rady, mimo iż "przestarzałe". I co najważniejsze - wypływały z autentycznej miłości i troski o wnuka a mojego synka. Jak mogłam się złościć na coś takiego??? Mama tak małego dziecka sama jest na tyle niepewna, że źle odbiera każdą ingerencję. Podejrzewam, że najfajniej czułabyś się sama z dzieckiem w domu, ewentualnie z osobą, która jednak ustępowałaby Ci we wszystkim - nie jest to przytyk, tylko naturalna potrzeba młodej matki! Znam ją z autopsji...:) Skoro masz jednak pod swoim dachem gościa, Ty też musisz się postarać tak robić, aby gość dobrze się czuł w Twoim domu. Choćby to miało znaczyć zaciśnięcie zębów na jeszcze dwa tygodnie. Spróbuj postawić się w Jej sytuacji, tylko spróbuj. Wczuj się w Jej rolę. Ja to zrobiłam, i powiem Ci, wcale mi się to nie podobało...No i ostatnia rzecz - jeśli naprawdę nie dasz rady, to nie tłamś tego. Bo potem się zemści i wróci rykoszetem do Ciebie, np w postaci zahamowania laktacji. To Ty musisz być wyluzowana i spokojna. Nie wyjdzie Ci rozmowa z teściową, ta spokojna, to postaw wszystko na jedną kartę i tak jak pisała sammy, zaproponuj Jej hotel. Pozdrawiam Gzasów Twojej teściowej nie istniał tzw "zimny wychów". W moim domu jest nieco powyżej 20 stopni, ale jak siedzimy bez ruchu to przykrywamy się kocami...bo zimno. Prawdopodobnie jakbym była u Ciebie też zwróciłabym na to uwagę. Czy wtedy zezłościałbyś się na mnie? P.S.2 No kurcze, zaczynam się bać. Chyba się wyniosę na drugi koniec świata. Bo ze mnie jest kawał cholery, uwielbiam się wtrącać...:lol: I jak tak dalej pójdzie, to moja synowa napisze tu do Was - "Ratunku, mam dość swojej teściowej!!!". :lol: :lol:
      • Gość: Fuga Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 09:46
        Zgadzam się z Gosia1.nie znam Twojej teściowej, ale myślę, że troszke nie patrzysz na sprawę realnie. Burza hormonalna, zmęczenie, niedospanie i te sprawy.Może ona chce pomóc, tylko nie umie - za jej czasów tak się chowało dzieci. Myślisz, że ona robi Ci na złość????Może ona po protu kocha to maleństwo i wie, że ma tylko 4 tygodnie na bycie z wami.Wolałabys żeby sprzątała? ef, to jest mama Twojego mężą, nie sprzataczka. Może powiedz spokojnie - słuchaj, wydaje mi się, że to i to, wiem, ze chcesz pomóc, ale wolałabym, super, że to i to, ale...Wiele kobiet dało by dużo, aby po porodzie nie być samemu w domu.Zresztą myślę, że jak zostaniesz sama to docenisz obecność teściowej - bo na przykład teraz możesz spokojnie sie umyć i za przeproszeniem wysiusiać.Moja teściowa nie jest jakaś super, ale się stara i ja to doceniam.POzdrawiamFuga
        • Gość: Anika Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 15:41
          Wiesz ja myślę, że ty po prostu masz dosyc obecności swojej teściowej, drazni Cię i każdy jej gest nawet ten najprzyjaźniejszy odbierasz źle. Musze Ci powiedzieć , że ja mam to samo. Moją teściową znosze najwyżej przez tydzień, no góra dwa. Nie wyobrażam sobie jakby miała u nas byc miesiąc!Co prawda ja wiem, że moja teściowa chce jak najlepiej dla nas, ale jej sposób bycia mnie dobija. Taki jęcząco-marudzący. Naprawdę nie wiem jakby się starała, to mni drażni. Chociaz wiem , że nie robi tego w złej wierze.Też sie nasłuchałam, o tym czemu ja tak czesto karmię małego , a na zdanie typu" Boże , no co ty znowu go karmisz" przewracało mi się w żołądku.Ale spokojnie zaciskając zęby wyrwałam jej pierwszą wizytę, i kolejne. Ja mam to szczęście , że mieszka od nas 450km.Sluhcaj , nasze tesciowe pamiętaja jeszce , alebo juz zapomniały jak wychowywały naszych mężów więc trudno się dziwić.Życzę wytrwałości i może przyjrzyj jeje się z innej strony. Powiedz, żeby wzięła dziecko na dwór a ty odpocznij. zasugeruj jej delikatnie w czym mogłaby ci pomóc. A może lepiej zrobi to Twój mąż?smileAnia
      • Gość: Jo@sia Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 09:57
        Gosiu, jedna podstawowa zasada, gość nie wprowadza swoich zasad (odmiennych od moich ) u mnie w domu, bo to przesada. Jeżeli mamusia chce doradzać niech doradza ale nie zmusza mnie do stosowania tych rad wbrew mnie. Sama stwierdziłaś że wiele z nich są już przestarzałe. Jestem za otwartymi kartami, ale ja to robie troche przewrotnie. Każda z nas broni swoich rodziców (jacy by oni nie byli w myśl zasady mnie wolno na nich psioczyć wam wara od nich) i mężowie nasi tak samo, więc trzeba takie rzeczy tak przedstawiś facetowi żeby nie poczuł się dotknięty. Ja nigdy w życiu nie dałabym mojego 5 miesięcznego malucha mojej teściowej na ręce gdybym go nie trzymała od spodu (i to też zrobiłam dopiero jak Bartul miał 4,5 m.) bo nie nawidze jak nad nim piszczy a po drugie jej nie cierpie ale nigdy w życiu nikt z męża rodziny nie wie o tym. A uzasadniłam to tym że mamusia jest już wiekowa i nie ma takiej pewnej ręki, i nie interesowały mnie jakieś jej przytyki w stylu "Wy to mi nie chcecie dać wnuka na ręce". Opowiadałam wtedy różne historie (grubo przesadzone) jak to Bartul potrafi się energicznie wygiąć i nawet ja czasami mam kłopoty z utrzymaniem go na rękach :grin: Wprowadziłam zasade rzadkich wizyt u nich, u nas sporadyczne (a właściwie to byli tylko jak się urodził i na chrzcinach). Każda z nas potrafi jak chce przetłumaczyć mężowi bardo racjonalnie pewne zachowania króre nas doprowadzają do szału z powodu samej osoby teściowej, a nie jej złych chęci (a wówczas nawet jej dobra rada jest debilna bo to jej rada). Moje drogie więc dyplomacja, dyplomacja i jeszcze raz dyplomacja. Trzymam kciuki za wypędzenie złych duchów z domu. :hap:Pozdrawiam cieplutko :hello: Joasia z BartulemPS dobrze że ona nie ma internetu bo może by się wreszcie dowiedziała co ja o niej na prawde myśle :bounce:
        • Gość: Gosia1 Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 10:49
          Tylko teraz trzeba by ustalić, jak traktujemy wizytę teściowej. :) Czy ma to być gość, czy też osoba, która pomaga...Ja osobiście nie cierpiałam, kiedy moja mama lub też teściowa przychodziły do mnie "gościć się". Doprowadzało mnie to do szału. I na tym właśnie tle dochodziło do różnych spięć. Nie jestem sztywan - jeśli już ktoś jest w moim domu (przykro mówić - nie jest to dom otwarty...) ma się czuć w nim, jak domownik. Nie obrusik na ławę, na ławie kawka, ciasto i siedzimy z rączkami na kolanach...;) Oczekiwałam, że albo jedna albo druga mama (moja już tak robi) jak wymaga tego sytuacja, sama sobie pójdzie do kuchni zrobić herbaty, mnie przy okazji ;), nie ma pretensji, kiedy zmywam przy Niej naczynia z obiadu, czy rozwieszam pranie...Że nie obrazi się, jak przy wieczornej wizycie przerwę ploty i pójdę wykąpać dziecko, uśpić...że poczeka cierpliwie, aż wrócę, i pogadamy znowu. Że czasem mogę krzyknąć z pokoju - mamo dopraw zupę, mamo idę do sklepu, popilnuj dziecka itp itd. Albo wręcz - boli mnie gardło, idź za mnie po zakupy...:lol:Ale coś za coś - jeśli ja oczekuję takiego zachowania, to nie obrażę się, że zwróci mi uwagę, że np mam za duży strumień wody przy zmywaniu, czy też źle rozwieszam pranie. Konsekwencja. :) Jak ja kocham to słowo...:lol: To wszystko zależy od tego, czego oczekujemy i jakie "prawa" mają panować w naszym domu - tyle, że nie powinno się przyjmować postawy roszczeniowej, bo jeśli ma być tylko gość, to na zasadach gościa i konsekwentnie się tego trzymać (zero pomocy...), ale jeśli oczekujemy pomocy to przyjąć ją z całym dobrodziejstwem inwentarza. :lol: I tyle. GosiaP.S. Coby uniknąć podejrzeń, żem jakaś niedzisiejsza - dzieci odchowane mam, jak były małe, też było mi potwornie ciężko, do takich wniosków doszłam w przeciągu naprawdę długich lat i wcale mnie nie dziwi borykanie się młodszych koleżanek. A moje wymądrzanie się to li tylko próba ułtwienia życia właśnie tym młodszym...Jeśli uda mi się sprawić, że choć jedne oczka będą suche, to już będzie sukces. :)
          • Gość: Jo@sia Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 12:01
            Nie wątpiłam ani przez chwile w Twoje Gosiu dobre intencje, tylko spróbuj podejść przyjaźnie do kogoś kto łamie Twoje zasady. Jeżeli prosisz o coś teściową a ona robi i tak swoje (dokładnie przeciwnie niż ją prosisz) to ręce i majty opadają. Ja w takich momentach idę do pokoju wyrycze się obmyśle sprytne tłumaczenie dla mojego męża dlaczego jestem zła na jego mamę (nie chce go urazić to jego mama)A potem staram się jeszcze bardziej odizolować teściową od mojego dziecka i ode mnie. To przykre ale prawdziwe :( Niestety u nas wizyty teściowej właśnie tak wyglądają (obrusik i kawka, a obrusik musi być ślicznie wyprasowany, mam taki w zapasie zawsze :) ), i chyba nie chciałabym żeby było inaczej (więcej bym musiała po niej poprawić niż miałabym z tego pomocy). Ona jest już starsza i pomimo kilku już wizyt w naszym domu dalej wychodząc z pokoju nie wie w którą strone wychodzi się do łazienki a w którą do wyjścia. Więc sama widzisz, żadnej pomocy. :(Moja mama byłby bardzo pomocna (zmarła 1,5 roku temu) ale za to mój mąż, myśle że nie byłby tak często z Bartkiem jak jest. Myśle że gdy ja bym jechała na uczelnie on zawoziłby Bartka i siebie do mojej mamy i tam przeczekaliby czas wktórym nie ma mamy. :) Tak właśnie robił gdy mama żyła a nie było nawet jeszcze Bartula.Więc zostaje mi czasem tylko wyobrazić sobie jak moja mama przychodzi i mi pomaga a za jej radami to tęsknię jak roślina za wodą.Pozdrawiam JoasiaPS Gosiu tak życiową teściową to chciałaby mieć nie jedna z nas :)
            • Gość: kamyczek Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 12:45
              Rozumiem Cię doskonale, jeżeli Cię to pocieszy to nie jesteś jedyna w swoich dusznościach. U mnie było tak:-dziecko karmi się co trzy godziny, między karmieniami herbata lub woda z glukozą (o!-ogromna paka pampersów starczała mi na kilka dni, bo dzidzia była non stop przebierana, wystarczyło, że sama wyszłam do kibelka, a ona już ją miała w swoich szponach, ba, nawet w nocy budziła, żeby przebrać-o "należytej" temperaturze w domu nie wspomnę, bo szkoda gadać, tak samo o ubieraniu dzieciaka w miliony warstw, mimo, że sama siedziała w krótkim rękawie, a na twarzy widniały cudowne czerwone z przegrzania rumieńce- dalej - dziecko musi być noszone non stop, mimo, że pada na pysk, wyrywa się i drze, bo niewygodnie i tęskni za łóżeczkiem własnym, ale nie ważne - musi przecież poznawać świat i to właśnie ona będzie je z nim zapoznawać (choćby na śpiocha), matka - nie jeszcze coś własnemu dziecku zrobi-żona po porodzie nie powinna spać w sypialni z mężem - i tak nie ma z niej żadnego pożytku, a przecież synuś musi się wyspać, tak ciężko pracuje- pralka chodzi na okrągło (w środku choćby dwie sztuki garderoby. Widziałabyś potem moją dopłatę za prąd! Do dziś to pamiętam- podgrzewała dziecku nawet jabłuszko.O. Zimne przecież zaszkodziW końcu moje duszności się skończyły. Pewnego dnia kazałam wyp... z mojego domu raz na zawsze. Może to było i naganne, a powiedziane, co ja piszę wykrzyczane w ten sposób na pewno było. Ale zadziałało. Zostałam z dzidzią, w rozkosznym burdeliku, stosach bielizny nie wypranej, grubszym portfelem i spokojna jak nie wiem kto. Po jakimś pół roku przeprosiłam, stosunki utrzymujemy, fakt - lodowate, ale przynajmniej nikt w moje życie nie włazi z butami, nie jest już powodem awantur między mną a mężem, no i w moim domu nie trąbi na cały regulator rozgłośnia ojca dyrektora rydzyka (to niby niemowlęciu nie szkodzi?)nie mówiąc o reszcie.Trzymaj się cieplutko i niech dzidzia się trzyma w tych kocykowych 30 stopniach. Dziewczyno zrób coś z tym, bo się naprawdę udusiszkamyczek
            • Gość: Gosia1 Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 12:51
              Ech Joasiu, pewnie, że masz rację. To moje filozofowanie wynika tylko z prób zrozumienia i chęci, aby ktoś też tylko spróbował zrozumieć (najpierw), a dopiero potem działać. No przecież, że gdybym mówiła jak do ściany, to bym białej gorączki dostała (jeszcze mnie nie znasz...;) ). Mój post jest tylko domysłem, bo cóż więcej mogę wiedzieć, niż to co Magda napisała? Madziu, może napisz jak jest teraz, jak było wcześniej, czy już próbowałaś rozmawiać, a co najważniejsze, czy wcześniej byłyście w przyjaźni? Gosia
              • Gość: Gosia1 Re: duszę się...coś jeszcze do Jo@si IP: *.* 13.02.03, 12:52
                Życiowa teściowa?? :lol: Oj, bo złapię za słowo! Boże chroń moją przyszłą synową i zięcia...:D Ja to dopiero kawał cholery jestem! :lol:
                • Gość: sugar Re: duszę się...coś jeszcze do Jo@si IP: *.* 13.02.03, 13:10
                  Widzisz Gosiu, moja teściowa mieszka daleko daleko w RPA i ja ją widzę trzeci raz w życiu (3 lata temu- ślub 2 lata temu -teraz) I dotąd myślałam, ze jest OK, ale teraz zmieniam zdanie. Nie miałam wcześniej takiej sytuacji by się przekonać jaka ona jest. Mo mąż jest mimo paru wad kochaniutki (wyprowadził się z domu wcześnie ze względu na szkołę w innym mieście). Ale dwoje pozostałych jej dzieci to nałogowi palacze od wieku 14 lat (+ maryśka i inne tam). I wszytsko za wiedzą mamusi.Może dlatego, że nie nie mam z nią bliskiego kontaktu trudno mi jej się sprzeciwstawić.Magda
                • Gość: sugar Re: duszę się...coś jeszcze do Jo@si IP: *.* 13.02.03, 13:11
                  Widzisz Gosiu, moja teściowa mieszka daleko daleko w RPA i ja ją widzę trzeci raz w życiu (3 lata temu- ślub 2 lata temu -teraz) I dotąd myślałam, ze jest OK, ale teraz zmieniam zdanie. Nie miałam wcześniej takiej sytuacji by się przekonać jaka ona jest. Moj mąż jest mimo paru wad kochaniutki (wyprowadził się z domu wcześnie ze względu na szkołę w innym mieście). Ale dwoje pozostałych jej dzieci to nałogowi palacze od wieku 14 lat (+ maryśka i inne tam). I wszytsko za wiedzą mamusi.Może dlatego, że nie nie mam z nią bliskiego kontaktu trudno mi jej się sprzeciwstawić.Magda
                  • Gość: Gosia1 Re: duszę się...do Magdy IP: *.* 13.02.03, 14:36
                    Madziu, spokojnie. Widzi mi się, że jednak należysz do tych mamuś, które chciałyby w ciszy i spokoju delektować się pierwszymi dniami z dzieckiem. :) Cóż, nie wiem od kogo wyszło zaproszenie (ewentualnie wproszenie...;) ), ale jednak musisz wytrzymać. Wiem, że musi Ci być cholernie ciężko, ale odliczaj dni. Faktycznie, nie ma sensu wyciągać ciężką broń, jeśli teściową widujesz tylko raz do roku. Po co? Madziu, coś Ci powiem. Na świecie jest dużo ludzi, jakbyś zapytała każdego z nich jakim jest człowiekiem - odpowiedziałby Ci każdy jeden (no prawie), że DOBRYM. Wszyscy o sobie tak myślą. I wszyscy myślą, że chcą dobrze, jak najlepiej, że kochają, tylko ta druga osoba jest zła...I tak w koło Macieju. Dlaczego, jeśli jesteśmy dobrymi ludźmi, nie umiemy się dogadać? Jak na dobrych ludzi przystało? Przyjmij, że teściowa kocha wnuka ponad życie. Uwierz mi - to ułatwia wszystko. Na samą myśl, jak mocno moja teściowa kocha moje dzieci, robi mi się ciepło koło serca. Mimo, iż ja sama nie umiem się z Nią dogadać za nic na świecie. Ale to co wiem i czasem widzę, jak dzieciaczki są traktowane, jak tulone, całowane, rozpuszczane jak dziadowskie bicze - to powstrzymywało mnie zawsze od jakichś rzeczy, których potem na pewno bym żałowała. Niech ta miłość Was połączy jeszcze na te dwa ostatnie tygodnie. Nie złość się, rób swoje. Przykryła kocykiem? Odkryj. Nie kłóć się, nie komentuj - tylko odkryj. Dała smoka? Zabierz. Cierpliwie. Nie będziesz mieć tego przez całe życie, jak któraś emama napisała. Jeszcze tylko kilkanaście dni i...KONIEC. Daj tej kobiecie jeszcze kilka cudownych chwil, które potem będzie wspominać z łezką w oku. Mówię Ci - nawet perfidnie, z premedytacją, żeby nie mogła się do Ciebie o nic przyczepić. Uśmiech numer 6 na twarz i...zabierz kocyk...:lol: Wkrótce odetchniesz pełną piersią i Syneńka będziesz mieć tylko dla siebie. Nie przegapiasz uśmiechów, naprawdę. :) Zobaczysz potem, jak będzie do Ciebie gugał, aż się krztusił będzie! :lol: Jeszcze wszystko przed Tobą - i to to, co najlepsze! Trzymaj się, a w razie jak Ci teściówka dokuczy już tak do żywego, napisz. :)Pozdrawiam cieplutko Gosia
    • Gość: sugar Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 13:04
      Może przesadzam, ale mój dzień wygląda tak:-Wstaję rano, karmię małego, idę do łazienki po wodę by mu zmienić pieluszkę i go wymyć....teściowa wchodzi do sypialni i mówi "ja go wymyję i zmienię mu pieluchę". Mały wymyty, biorę go na ręce, chcę zejść na dól do dużego pokoju, teściowa.."ja go ponoszę ty się zajmij swoimi sprawami"..teściowa nosi, usypia, pyta czy wolę by go położyć w koszyczku czy w bujanym foteliku. Ja mówię w koszyczku, bo jest on zupełnie płaski, a fotelik nie. Teściowa mówi dobrze i kładzie go w foteliku :-(. I przykrywa kocami. Ja go odkrywam i mówię, że mój Daniel będzie spał przy 18-20 stopniach z jednym kocem (przejżyjcie sobie co mówią strony na temat zapobiegania śmierci łóżeczkowej, a poza tym te potówki musiały się z jakiegoś powodu pojawić na twarzy małego). Teściowa mówi dobrze i jak tylko wychodzę z pokoju zarzuca koce na Daniela. Mały się budzi i zaczyna płakać, teściowa bierze go na ręce, ja mówię, że mały głodny. Teściowa mówi, że wcale nie. Próbuje ogłupić go smoczkiem, Daniel wyplówa. Zabieram go od niej i idę na góre karmić. Teściowa lezie za mną i jak tylko odstawię od piersi mówi " ja go teraz ponoszę"..nosi, nosi, nosi i kładzie do fotelika, zawija w koce...Potem kolejy płacz, pora karmienia, ta sama historia, aż do wieczora. Czas kąpieli..teściowa mówi " ja go wykąpię, a ty pograj na komputerze...itd, itp...noc. Wreszcie noc. W nocy dziecko mi na szczęście mało płacze i nawet jak nie śpimy, udejemy, że tak jest. Noc to błogosławieństwo. Może i teściowa robi to w dobrej wierze, może ma tylko 4 tygodnie by się małym nacieszyć. Tak czas leci. Daniel zaczął się uśmiechać, już nie tylko płacze, ale coś tam gaworzy. Uwielbia zabawy z grzechotkami. A kto bawi?? Kto ogląda te uśmiechy??? Kto cieszy się pierwszymi chwilami dziecka?? Nie ja :-(Czuję się jak na takim oddziale położniczym dwadzieścia parę lat temu. Wtedy gdy trzebabyło się o swoje dzieci prosić by je zobaczyć. A niech to szlak....Do hotelu mogę się raczej sama wyprowadzić, bo wątpię by mój mąż pozwolił swojej mamusi na wyprowadzkę do hotelu. Wątpię czy i by mi pozwolił, o nie. Oj wszystkim nam jest tu bardzo niemiło z powodu tej sytuacji, tyle, że wychodzi na to, że mój mąż jest tu na najlepszej pozycji. No nic, powiedziałam mu co myślę i on wyciągną dzis mamusię na obiad do miasta w przerwie swojej pracy. Teściowa wróci wieczorem. Mam dziś swoje dziecko dla siebie. Święto lasu!!!! Pewnie i lada dzień zdobędę się na rozmowę z teściową. jak na razie jest mi strasznie ciężko i trudno to zrobić, bo ona poprostu nie słucha. Lub udaje, że słucha i robi swoje.Magda
      • Gość: ruda Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 13:31
        Wytrzymaj, to tylko 2 tygodnie. Za mało, żeby obcą osobę (a taką dlaCiebie jest teściowa) skłonić do empatii. Mnie się udało po ok. 2,5 roku i roku wspólnego mieszkania i teściów komentarzy na każdy temat. I to tylko teściową, która już potrafi na uwagę teścia, że nie umiemy nawet dziecku umyś głowy (bo się coś tam łuszczy, jakby kawałek ciemieniuchy lub łupiezu w łebku mytym co dwa dni...crying((), odpowiedzieć, że nie jest łatwo umyś Baśce głowę, bo zaiste drze się i wyrywa (wtedy zaś wpadają oboje do łazienki - a cóż wy robicie dziecku). Tyle że ja jestem spokojna i bywam cierpliwa w tłumaczeniu różnych faktów z życia. Ale do tego trzeba czasu i przekonania, że nie da się ich uniknąć. Twoja zaś teściowa niedługo wyjedzie, a Ty rzeczywiście wtedy będziesz chciała np spokoljnie iść do kibelka. Wiem, że to trudne, ale myśl o tym, że ona chce dobrze i że na tę jej dobroć będziesz narażona jeszcze "tylko" dwa tygodnie. Myślę, że w takiej perspektywie czasowej nie ma sensu przeprowadzać poważnych rozmów: cóż z tego, że na tydzień przed wyjazdem się pokłócicie? Pewnie za rok jak się znów spotkacie zapomnicie o tym, ale po co przez parę dni nieprzyjemna atmosfera?A jak jest niereformowalna, to jeszcze się zdenerwujesz albo z meżem pokłócisz...
        • Gość: DANUCHIN Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 13:46
          Dziewczyno wytrzymaj. To tylko niecałe dwa tygodnie a niektóre z nas to mają przez cały czas. Pamiętaj o tym aby nie zrobić czegoś czego potem będziesz żałować. To w końcu mama twojego męża - po prostu chce się nacieszyć maluszkiem bo jak wynika z twojego postu szybko go nie zobaczy. Wiesz ty też kiedyś będziesz babcią (zresztą wszystkie będziemy) i też będziesz ślepo kochała swoje wnuki - a jak będziesz się czuła jak synowa będzie tak patrzeć na Ciebie jak ty na swoją teściową???? Nie myśl że chcę ci tu moralizować, w dużej części rozumiem Cię bardzo dobrze ale ty spróbuj chociaż troszeczkę zrozumieć ją i nie stawiać swojego męża między młotem a kowadłem, bo z tego co pisałaś jest naprawdę w porządku. Powodzenia
      • Gość: verka Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 14:05
        Cztery tygodnie dla tak malego dziecka to baaardzo duzo. Wlasnie teraz wyrabia sobie nawyki i przyzwyczajenia. Tak jak sie teraz to ustali, tak juz pozostanie. Np. sposob zasypiania (w lozeczku czy na rekach), sposob karmiena (w ciszy i skupieniu, czy walka o kazdy lyk mleka), umiejetnosc przebywania w samotnosci. Musisz pamietac i jej uswiadomic, ze ona wyjedzie, a ty bedziesz musiala SAMA radzic sobie z tym czego nauczyla twoje dziecko. Nie mozesz na to pozwolic. Bo potem sobie nie poradzisz. A mezowi powiedz, ze jak zacznie spedzac cale dnie z dzieckiem to bedzie mogl decydowac jak sie nim zajmowac. Narazie to jest twoje zajecie i wedlug twoich regul powinno zostac ustawione i to ON powinien ustawic mamusie. Bo przeciez jak mama wyjedzie to nie bedziesz miala zadnej pomocy, a tylko bardzo wymagajace dziecko.Walcz o siebie, postaraj sie przekonac meza, ze sobie potem nie poradzisz, jezeli ona bedzie ciagle zajmowala sie dzieckiem, bo nie bedziesz po prostu znala wlasnego dziecka.Zycze powodzenia
        • Gość: Gosia1 Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 14:24
          Hej, hej, hej - chyba się ciut zagalopowałaś? :lol: No bez przesady, ja wszystko rozumiem, ale uwierz mi, nie jest tak, że jak w ciągu pierwszych 4 tygodni dziecko będziemy nosić na rękach (np kolka, nie tylko zła teściowa...;) ), to już d... zbita bo do końca "dzieciństwa" dziecko będziemy zmuszeni tak nosić. Kochane, odrobina empatii naprawdę nie zawadzi - to TYLKO 4 tygodnie i nawet jeśli Magda będzie musiała dochodzić do pionu z Malutkim przez następne dwa tygodnie to jeszcze nie jest to tragedia życiowa. Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, w której synowa powie mi, że nie wolno mi wziąć na ręce wnuczka i nosić Go nawet i kilka dni, jeśli mam kolejne miesiące spędzić z dala od Niego! Verka wyobraź sobie sytuację, kiedy jesteś zmuszona do rozłąki z własnym dzieckiem (babcie też bardzo mocno kochają swoje wnuki...) - widzisz Je tylko np raz na tydzień, dzieckiem opiekuje się babcia. I prosi Cię - nie bierz Go/Ją na ręce, bo ja potem nie mogę dojść do ładu z Nią/Nim. Co byś czuła? Ludzie, dzieci to przede wszystkim miłość, nie wychowywanie. Miłość "sama" wychowuje - mam to w domu u siebie. :lol: Trochę luzu, nie przejmujcie się aż tak bardzo tym, co jest napisane i przykazane.Pozdrówka Gosia, przyszła paskuda czyt. teściowa :lol:
      • Gość: MGK Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 14:42
        Na wszelkie propozycje z których nie chcesz skorzystać, odpowiadaj po prostu NIE, zrobię to sama!Gdy będzie Ci zagladać przez ramię przy kąpieli, powiedz, że CHCESZ BYĆ SAMA W ŁAZIENCE!Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji u mnie w domu. Przecież nie wyrywa Ci chyba dzieciaczka siłą?!A ta nauka siadania??? Włos się na głowie jeży.Nie daj się! Broń dzieciaczka gdy trzeba!
        • Gość: mamaMikołaja Re: duszę się...??? IP: *.* 13.02.03, 15:11
          Czytam Wasze refleksje powyżej i czasem żałuję, że teściowe nie piszą w listów w internecie!!! Oj, przydałoby się niektórym posłuchanie kilku uwag o sobie, szczególnie autorce postu... Czyżby jedyna Gosia była na tyle dojrzała, aby zobaczyć właściwe proporcje tej sprawy?? Jaga
          • Gość: sugar Re: duszę się - uwagi o sobie samym??!!!!! IP: *.* 13.02.03, 17:07
            Trochę tu czegoś nie łapię??? Czyżbym to ja tu czymś zawiniła? Rozumiem, że babcia kocha wnuczka, ale jakby nie patrzeć to ja kocham swojego synka i pal licho te wyrywania dziecka mi z rąk (tak wyszarpywanie!!!) i ta asysta przy wszytskim. Ale ja się poprostu boję by mi ona dziecka nie uszkodziła. To wpychanie smoczka na siłe, to sadzanie, noszenie bez podtrzymywania główki, zostawianie małego samego na stole.....ja poprostu boję się, że mi ona dziecko okaleczy. Nie mogę iść się spokojnie przespać, bo cały czas myślę co ona z moim dzieckiem wyprawia. A najgorsze jest to, że ona zabiera je ode mnie, by być z nim sam na sam. Ja tu czegoś nie rozumiem. Jeszcze pojmę tu dobrą intencje dziewczyn, które radzą mi by przecierpieć potworę i tyle. OK, ale nie rozumiem jakie uwagi o sobie samej powinnam usłyszeć. Ze nie lubie tej kobiety bo się tak zachowuje a nie inaczej? Że się boję o własną kruszynkę. Tak, rzeczywiście...coś musi być ze mną nie w porządku.Magda
    • Gość: eBeata Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 15:08
      >Tak czas leci. Daniel zaczął się uśmiechać, już nie tylko płacze, ale coś tam gaworzy. Uwielbia zabawy z grzechotkami. A kto bawi?? Kto ogląda te uśmiechy??? Kto cieszy się pierwszymi chwilami dziecka?? Nie jaNo to widać Magda, że masz dwa problemy."Nieznośna" teściowa i zwykła zazdrość o dziecko ;-).Ty się po prostu nie zdążyłaś jeszcze synkiem nacieszyć, pobyć wystarczająco długo sam na sam. I to też rzutuje na stosunek do teściowej. Na pewno jak już się dzieckiem bardziej nasycisz i zmęczysz przy okazji :-), jak teściowa przyjedzie za rok, to już nie będzie aż tak zła :-).To tylko 14 dni, dasz radę.Zrób babci Walentynkę od wnuczka, a swoje ciągłe powtarzania dot. smoczka, kocyków potraktuj jak trening przed czekającymi Ciebie, ciągłymi, upiornymi upominaniami synka, często też bez szybkich efektów ;-).Powodzenia.Beatap.s.Dlaczego nie kąpiecie razem, nie przewijacie na zmianę itp.? Większy galimatias, ale nie będzie poszkodowanych ;-).
    • Gość: Agata Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 15:34
      Trafiłam na mój ulubiony ostatnio temat. Najpierw powiem, że zgadzam się z Gosią1 (pozdrawiam Gosiu). Jestem po ślubie ponad 7 lat, dzieci mają 11 miesięcy i 2 lata i 9 miesięcy. Zdołałam już uzyskać dystans do spraw związanych z teściową. Na początku postawiłam mężowi (narzeczonemu) ultimatum: albo samodzielne mieszkanie, albo ślubu nie będzie. Nie wyobrażał sobie, że może się wyprowadzić od mamy, bo kiedyś sto lat temu, jak żył jeszcze ojciec, ustalili, że ten syn, który się później ożeni, będzie mieszkał z mamą (i ze swoją rodziną oczywiście). Powiedziałam, że wykluczone. Zamieszkaliśmy sami a potem wzięliśmy ślub. Na początku moja teściowa denerwowała mnie bardzo, aż do płaczu. Ale dziś jej zachowanie albo mnie bawi, albo jest mi obojętne, ale coraz częściej też mnie wzrusza i wzbudza szacunek.Oczywiście sprawy zaogniły się, gdy pojawiły się dzieci. Ale ja staram się zrozumieć ją, zrozumieć kobietę, której wnuki pojawiły się na świecie, jej krew z krwi, kość z kości, więc ona chciałaby dać im z siebie jak najwięcej. Podzielić się z ich matką swoimi najlepszymi doświadczeniami, pomóc, doradzić. Oczywiście często przybiera to takie formy, że nóż mi się w kieszeni otwiera, ale gdy emocje wygasają dochodzę w głębi duszy do wniosku, że ona nic złego nie zrobiła. Chciała dobrze. Oczywiście ciągle zarzuca mi, że dzieci zbyt lekko ubrane, że w domu jest za chłodno, że daję zbyt zimne picie, itp, itd. Ja jedynie nauczyłam sie mówić jej, jeśli się z czymś nie zgadzam ale nie obrażać się na nią. Ona kiedyś była skłonna obrażać się za każde moje ostrzejsze słowo, ale teraz widzę, że zupełnie zmieniła podejście. Zaraz potem normalnie ze mną rozmawia i jest ok. Widzę, że ceni mnie jako matkę, chociaż wkurza się, że często negujemy jej uwagi. Słyszymy wtedy "no jasne, wy przecież jesteście najmądrzejsi" i też się nie obrażamy. Ostatnio mąż mi mówił, że jak synek przytulił się do niego i prosił "tata, weź na ląćki", to widział łzy w oczach teściowej. Ona do szaleństwa kocha moje dzieci. Jak mogę za to być na nią zła? Kiedyś mówiła, że nie chce mieć wnuczki, że lubi tylko chłopaków. Potem okazało się, że urodzę dziewczynkę. Pokochała Jagódkę od pierwszej chwili. Czasem żartujemy, że jak tylko mała podrośnie, to musimy jej powiedzieć, że babcia jej nie chciała, bo lepiej, jak się o tym dowie od nas, niż od kogoś obcego ;) Ona sama ostatnio powiedziała maleńkiej: Jagódko, babcia się pomyliła. Myślała, że chłopaki są najfajniejsze, ale nie wiedziała, że takie małe księżniczki są takie cudowne. No, czy to nie wspaniałe?Moja teściowa jest bardzo specyficzną osobą, o bardzo wysokim mniemaniu na swój temat, uwielbiającą być w centrum uwagi, uważającą, że ma na wszystkie tematy rację. A ja nauczyłam się z tym żyć i akceptować ją. Wiele nam pomaga, gdy musimy zostawić dzieci pod jej opieką (choć zastajemy później w domu krajobraz po bitwie, bo jest raczej osobą energiczną i dośc dużo bałaganu robiącą wkoło). Zawsze ma dla maluchów obiadek, a przede wszystkim milion uścisków.Zobacz, ja mam swoją teściową prawie na co dzień, ze dwa razy w tygodniu. Ty swoją tak rzadko. Chyba można to wytrzymać? Poza tym najważniejsze: to jest babcia Twojego synka. Dla dziecka to jest zaraz po Tobie i mężu najdroższa osoba, przynajmniej tak będzie w przyszłości, a właściwie tak powinno być. Możesz uznać, że ona nie nadaje się na babcię, ale tym samym odbierzesz dziecku jedną z najwspanialszych relacji. Moje dzieci za bacią przepadają, za jedną i drugą. Z opisu wynika, że Twoja teściowa robi wszystko w dobrej wierze. Jeśli nie możesz znieść jej nadaktywności, to musisz sama ustalić reguły. A właściwie z mężem. To podstawa: mąż musi być jednomyślny z Tobą. Do niektórych osób nie dociera, jak się im mówi tak by the way. Muszą otrzymać jasny komunikat. Usiądź, poprzedź to słowami: mamo, musimy ustalić pewne zasady, które chciałabym wprowadzić w stosunku do mojego dziecka. Najlepiej nie mów: mama robi tak, a ja chcę, aby było inaczej. Tylko raczej: Danielek ma już 5 tygodni, przemyślałam sobie pewne rzeczy na temat jego pielęgnacji i wychowania, chcę je zacząć stosować, czy mama mi w tym pomoże? To powinno zadziałać.Życzę Ci więcej dystansu do tej tymczasowej przecież sytuacji. Naucz się wyrażać swoje zdanie, jeśli trzeba, to czasem bardziej stanowczo. I kluczowa sprawa: tak jak radzi Gosia1, pomyśl, że ta kobieta wychowała człowieka, którego pokochałaś. Znamienne, że o tym rzadko się pamięta, a przecież te kobiety przekazały naszym mężom coś w genach oraz w procesie wychowania. To chyba nie przypadek? Może możemy jednak od nich czegoś się nauczyć?
    • Gość: Justyna1212 Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 15:38
      A ja wiem, że taka sytuacja doprowadzałaby mnie od szału. Nie cierpię (i nie cierpiałam) gdy ktoś narzucał mi jak mam postępować z moim dzieckiem. Co innego zwykła rozmowa, podzielenie się uwagami, doswiadczeniem itp Wtedy bardzo chętnie słuchałam i ... wdrażałm to w życie albo nie. Widocznie jestem trochę podobna do autorki postu, bo myślę, że czułabym się tak jak ona. Myślę, że to mąż powinien być na miejscu Twojej tesciowej. Ona jest babcią. A to właśnie mąż (tata dziecka) powinien tak żywiołowo uczestniczyć w Waszym życiu. Takie jest moje zdanie.
    • Gość: sugar Re: duszę się..- to co zadecydowałam IP: *.* 13.02.03, 17:47
      Dziewczyny,Serdecznie dziękuję za wszytskie rady, nawet za te, które mi się za bardzo nie podobaja i nie są w moim stylu. Pewnie, że racja stoi gdzieś po środku (hi hi...bliżej mojej strony). Nie cierpię wtrącania się w moje sprawy, dyrygowania mi. Jestem bardzo samodzielna i taka już jestem. Wiem, że kazdy z nas jest różny i trzeba te różności uszanować. Oj będę cierpieć przez najbliższe dwa tygodnie, będę drżeć o zdrowie małego. Nie będzie łatwo. Ale zdecydowałam się wczoraj na rozmowę z mężem. No nie jestem z tych, które potrafią przybrać dobry uśmiech do złej gry i jak mi coś leży na wątrobie to niestety ukryć tego nie umię. Wiem, że wcale taka postawa nie jest najlepsza, ale ja właśnie taka jestem.Wczoraj mąż trochę chodził jak struty. Powiedziałam mu, że bardzo lubię jego mamę i próbuję ją zrozumieć, ale poprostu ona się nudzi w domu i cały czas mi zabiera małego. Powiedziałam, że jestem matką i źle się czuję w takiej sytuacji. Hormony nie hormony, natura po coś dała nam te hormony. Jak już pisałam, mój mąż wziął swoją mamę dziś na obiad. Zadzwoniłam jeszcze do niego do pracy by podziękować za wyrozumiałość i zrozumienie. Powiedziałam, że musi być mu trudno i też nieprzyjemnie. Powiedziałam, że kocham bardzo mocno i chyba lody puściły. No nic, spróbuję zacisnąc zębiska i jakos przecierpieć całą tą sytuację. A jak będzie mi znowu strasznie źle to napewno Wam jeszce pomarudze :-)dzieki bardzoMagda
      • Gość: Jo@sia Re: duszę się..- to co zadecydowałam IP: *.* 13.02.03, 21:10
        Magda, uszy do góry to tylko dwa tygodnie, popatrz ile tygodni jej nie będzie, to chyba miła perspektywa. Dla takich chwil warto zacisnąć zęby. A jak ci już będzie bardzo źle pisz a zawsze znajdziesz słowa otuchy (nawet takie jakich byś nie chciała przeczytać :grin: ) Może właśnie dyskusja na forum rozładuje twoje złe emocje albo przeleje na kogoś innego niż twoja teściowa. Pozdrawiam ciebie i Kruszynke.Trzymajcie się cieplutko.Pamiętaj to już o jeden dzień mniej :)Joasia
    • Gość: joska Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 18:10
      Hej :)A może Twoja teściowa jest cały czas przekonana, że bardzo Ci pomaga wyręczając w każdej sytuacji (ja przewinę, a Ty odpocznij, ja ponoszę a ty pograj na komputerze itp.), bo kiedyś sama oczekiwała tego typu pomocy, ale jej nie miała?Moja mama i teściowa jak tylko wróciłam z Kamką ze szpitala prześcigały się w pomaganiu. I też ciągle chciały mnie wyręczać, żebym sobie porobiła coś innego i odpoczęła. A ja nie nacieszyłam się jeszcze córeczką, miałam ją tak krótko i chciałam wszystko robić SAMA. Na szczęście nigdy nie narzucały swojego zdania, które zazwyczaj b. różniło się od mojego. Albo przemilczając robiłam swoje, albo spokojnie mówiłam, że chcę robić tak i tak. I robiłam. Chociaż czasem poddawałam się w sprawach drobnych, dla utrzymania dobrej atmosfery. I tak na przykład, dzięki mojej teściowej Kamka zasypia sama w łóżeczku. Usypiałam ją bujając w wózku, bo wydawało mi się, że tylko tak zaśnie. Teściowa nie wiedziała o tym i któregoś "pomocnego" wieczoru sama chciała małą położyć do łóżeczka, ja tylko pomyślałam, no to będzie ryk (sama nie wiem dlaczego od razu nie powiedziałam o tym wózku...). Teściowa położyła małą na boczku, przykryła , do noska przytuliła pieluszkę i dzidzia... zasnęła! Od razu! I zasypia tak już prawie pół roku (ma 5,5 m-ca), a w wózku buja się ;) tylko na spacerach.A teraz... tylko czekam na propozycję ponoszenia małej i z wielką radością oddaję ją w ramiona babć. I na wszelkie inne propozycje zajęcia się dzieckiem, żebym mogła odpocząć (np. siedząc w edziecku :grin: ). Już nie chcę wszystkiego robić sama...Wytrzymasz te dwa tygodnie, na pewno.Życzę Ci dużo cierpliwości, to nie będzie trwało wiecznie.Pozdrawiam, Asia
    • Gość: kadyga Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 21:58
      Nie wiem co napisały Ci dziewczyny, więc odniosę się jedynie do Twojego postu.Magda, moim zdaniem, jeśli coś Ci się nie podoba to o tym mówisz. Mówisz kobiecie, że nie podoba Ci się to co ona robi, mówi... Po prostu. Ja nie mówię, że musisz się z nią kłócić, krzyczeć, po prostu powiedz, że chcesz być sama.. Ja tego nie rozumiem !!! Coś Ci się nie podoba i nic z tym nie robisz tylko czekasz aż wściekłość w Tobie tak urośnie, że pękasz, a po co?Sorki, ale ja nie wiem jak można tak mówić a w ciszy się temu poddawać, nie rozumiem tego. To Twoje życie, Twoje dziecko, Twój dom więc Ty jesteś tam Panią i Ty dyktujesz reguły. Weź to wszystko w swoje ręce i nie bój się reakcji, że się obrazi.. to niech się obrazi, a co tam i tak jej nie lubisz. A mąz powinien zrozumieć. A jak nie rozumie to w sumie .... hmm... no to masz problem.Pozdrawiam Cie serdecznie i trzymam kciuki i proszę nie narzekaj tylko zrób z tym porządek ! :)
      • Gość: kadyga Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 22:12
        Aj, Magda teraz dopiero przeczytałam cały wątek ( no prawie) i dowiedziałam się, ze ona mieszka w RPA, uff... i niech sobie mieszka. W świetle tej informacji :) proponuję przeczekać i niech leci daleeeko daleeeko :) i co tam, bądź dla niej miła, życz jej tyle samo startów co lądowańsmilePozdrawiamKatarzyna mama Franka
      • Gość: kadyga Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 22:33
        aaa i jeszcze jedno, hmmm... nie wim czy powinnam... ale w nocy, przy tem. 18 stopni też mały śpi tylko pod kocykiem?Mi tam by chyba było ciut za zimno. Ale nie krzycz na mnie ;)))) Tak tylko sobie napisałamwinkPozdrówkaKatarzyna mama Franka
        • Gość: sugar Re: duszę się... IP: *.* 14.02.03, 10:14
          Mały śpi w łóżku z nami i myślę, że jest mu ciepło. Nie raz sprawdzałam. Zresztą, myślę, że co kraj to obyczaj, u nas praktykuje się 18 stopni i koc. Takie są zalecenia służby zdrowia i organizacji (według nich idealna temperatura dla takiego dziecka to właśnie 18 stopni) walczących ze zredukowaniem śmierci łóżeczkowej.Ale ja nic nikomu nie narzucam, wychowuję tak jak to uważam za stosowne,Magda
          • Gość: sugar Re: duszę się... IP: *.* 14.02.03, 10:25
            http://www.gerber.pl/?typ=publikacje&idArtykuly=48Chyba te zalecenia są także aktualne i w Polsce.Pozdrawiam zainteresowanychMagda
    • Gość: malgosia.dz Re: duszę się... IP: *.* 13.02.03, 23:13
      Uff... przeczytałam wszystkie posty i aż mętlik zrobił mi się w głowie.Tak naprawdę, każda z Was ma po trochu rację. I te wyrozumiałe i te, które chcą "siłą" bronić swej niezależności w swoim domu.Sama nie wiem jak wytrzymałabym takie "świetne" rady mojej teściowej...Raczej użyłabym języka bezpośrednio do "mamusi". Niech wie jakie panują u mnie zwyczaje. Przecież w jej kątach nie robię porządków i nie zmieniam jej przyzwyczajeń. Więc chyba mam prawo do swoich.Nic więcej nie dodam, aby nie powtarzać wypowiedzianych przez Was przemyśleń.Pozdrawiam.Małgosia
      • Gość: Leska Re: duszę się... IP: *.* 14.02.03, 02:36
        Chyba Cie rozumiem... ale jednak moze postaraj sie aby te dwa ostatnie tygodnie minely spokojnie? Moze warto przemilczec pewne sprawy...(omijam oczywiscie jezeli chodzi o bezpieczenstwo dziecka, ale jezeli ona wychowala Twojego meza to raczej krzywdy dziecku nie zrobi.)Moze wypowiem sie z punktu widzenia tesciowej. Otoz kobieta widzi Was raz na rok albo i rzadziej, to jej (prawdopodobnie) pierwsze wnuczatko, takie malenkie, slodkie, tak szybko sie zmienia, a ona jest daleko, nie moze patrzec jak ono sie bedzie rozwijalo, roslo, zmienialo. Zanim Was nastepnym razem zobaczy wnuczek tak bardzo sie zmieni. Te momenty juz nie wroca, ten zapach maluszka, te niewinne oczka i pierwsze usmiechy. Masz prawo pierwsza to zauwazyc, doswiadczyc, ale ona tez go kocha, kocha swego syna i moze ciebie tez chce pokochac? Ja swoje dziecko urodzilam w Kanadzie, z dala od rodziny, mamy i tesciowej. Moze inaczej patrze na sprawe, ale wtedy tak bardzo przydalaby mi sie pomoc, obecnosc kogos zyczliwego, kto pomoglby mi. Moje pierwsze dziecko bylo bardzo placzliwe a ja bardzo przemeczona, ... przez pierwsze miesiace nie mialam minuty dla siebie. Wiem co to znaczy rozstanie na lata, tesknota...i moze ona tak wlasnie czuje. Chce nacieszyc sie wnuczkiem, moze nawet nie zdaje sobie sprawy ze ciebie to tak denerwuje...chce pomoc, chce abys Ty odpoczela i miala troche czasu dla siebie. Moze idz do kosmetyczki albo do kina i zrelaksuj sie troche. To ci pomoze.Tesciowa wyjedzie i po ochlonieciu i przemysleniu sprawy moze bedziesz zalowala ze tak ja przyjelas a nie inaczej. Jak i inne dziewczyny radze spokojna rozmowe. Dodam tylko ze moja mama byla u mnie w Kanadzie kilka razy po 4 lub 6 mies. bardzo mi pomogla, ale to jest tesciowa mojego meza. Bylam mu wdzieczna, ze to tak dzielnie znosil (mamy bardzo male mieszkanie) i nie skarzyl sie. Bo ja moja mame tak bardzo kocham i bardzo by mnie bolalo gdyby maz sie zalil czy denerwowal na nia.Postaraj sie tez meza zrozumiec, to jest jego mama i babcia waszego syna. A babcia to bardzo bliska osoba, najwazniejsza po rodzicach. Dlaczego miec pretensje o milosc? Ale latwo mi pisac jak nie jestem w tej sytuacji, sa rozni ludzie... niemniej jednak zycze powodzenia i cieplejszych stosunkow miedzy wami. Pomysl, ze dobrze ze razem nie mieszkacie i nie jestescie skazane na siebie przez caly czas. Pozdrawiam_Ola mama Adrianki i Natalki.
    • Gość: E.T. Re: duszę się... IP: *.* 14.02.03, 09:25
      Wypisz wymaluj tak samo albo i gorzej jest u mnie, w dodatku na codzien. Obydwoje z mezem prosilismy, tlumaczylismy i nic nie pomoglo. W koncu nie wytrzymalam i wygarnelam babie w dosc niemily sposob przy gosciach. I jaki byl efekt? - "ja jestem dobra babcia i sie nie obraze" Myslalam ze sie poplacze. Mam jej dosyc, chcialabym zeby wpadla pod samochod. Latwo powiedziec ze ona sie strara pomagac, ze to z milosci ale nie zapominajcie ze milosc tez potrafi zabijac!
      • Gość: E.T. Re: duszę się... IP: *.* 14.02.03, 09:28
        Ktos tu napisal zeby zrobic babci walentynke. Ja pare razy chcialam byc mila i dalam tesciowej prezent od wnuczki. Efekt byl fatalny bo wtedy babcia musiala sie wnuczce odwdzieczyc jeszcze gorszym tarmoszeniem.
    • Gość: asleo Re: duszę się... IP: *.* 18.02.03, 22:51
      chyba Cię rozumię i myślę sobie - słuchaj głosu swego serca.Wyobrażam sobie że czujesz się jakby Cię okradano z najpiękniejszych chwil w Twoim życiu.Możesz udawć, przetrzymywać, ale od tego nie polepszą się relacje z Twoją teściową - będzie gorzej będzie narastał żal i urazy i będzie coraz trudniej wybaczyć. Tym bardziej, że wyrzekniesz się siebie i swych uczuć. A z tym ukrywaniem i odcinaniem się od swoich uczuć dziewczyny uważajcie, bo to jakoś tak się dzieje w życiu, że powoli one blakną i w końcu nie wiadomo co lubię a czego nie i kim jestem. Bo przez ciągłe martwienie się i stawianie na pierwszym miejscu co pomyślą inni , co poczują i powiedzą może doprowadzić do tego ze coraz mniej będziemy wiedzieć o sobie. Wybaczcie tą małą dygresję, a wracając do tematu - uważam że jesteś dobrym człowiekiem, mądrą kochającą matką i dlatego porozmawiaj. Nie bój się to co powiesz nie będzie złe i nie zrobisz nikomu krzywdy tylko posłuchaj swego dobrego serca. Powiedz co czujesz - że tak naprawdę nie miałś czasu się nacieszyć swym dzieckiem na które tak czekałaś i chcesz poczuć się matką, że jest Ci z tym dobrze i nie musisz od tego co chwilę odpoczywać, że jest Ci przykro widzisz jak ona się stara ale i tu mów jak wolałabyś by zajmowano się Twoim dzieckiem. Możesz powiedzieć że źle się czujesz mówiąc jej o tym. itp. Poproś by Cię zrozumiała. Mam nadzieję że to pomoże. Ważne żeby to była spokojna rozmowa i byś dała Tesciowej szansę i nie przekresliła jej całkowicie. Ona też na pewno widzi, że coś jest nie tak, i skoro przyjechała Ci pomóc to chyba z dobrej woli i może jej wystarczy by się porozumieć. Wiem że to tylko tak prosto się pisze.. tak naprawde nie jest łatwo ale spróbój zadbać o siebie i maluszka.Serdecznie Was pozdrawiam i trzymam kciuki. Papatki ATA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka