ekachna
07.04.03, 21:01
Proszę Was, drogie adminki, nie przenoście tego wątku, po starej znajomości.
Poszukuję w Warszawie dobrych sprawdzonych zielarzy, homeopatów i innych
cudotwórców.
Już nie mam siły. Moja córeczka ma 20 miesięcy i od urodzenia męczą ją
przeraźliwe kolki. Kiedy skończyła roczek zaczęliśmy diagnostykę. Najpierw
była nietolerancja laktozy - błędna koncepcja pani doktor z Działdowskiej.
Dieta nie pomogła za to Miśka uczuliła się na soję. Pojechaliśmy do CZD.
Podeszli poważnie, zrobili badania i wynik był jednoznaczny - nietolerancja
fruktozy. Cieszyłam sie jak głupia bo chociaż dieta niełatwa to najgorsza
jest niewiadoma. Przez dwa miesiące diety była znaczna poprawa, aż znów sie
zaczęło. Zaparcia, znowu wizyty u lekarza. Poradziliśmy sobie, ale kolki
dalej są. Michalina jest naprawdę na bardzo rygorystycznej diecie. Nie wolno
jej owoców, soków, cukru i niektórych warzyw. Mimo to dalej się męczy.
Ostatnia noc doprowadziła mnie do łez. Atak trwał od 22.30 do 4 nad ranem.
Przerwy półgodzinne. Dostała końskie dawki kropli żołądkowych, esputikonu,
planteksu, boboticu. Wszystko, co miałam w domu. Na nic. Wyła. Tego nie można
nawet nazwać płaczem. Najbardziej boli mnie ta kompletna bezradność. Możemy
tylko patrzeć, jak ona się męczy. Nie można jej nosic, wyrywa się, wije się
na łóżku z bólu.
Za tydzień mamy termin pasażu przewodu pokarmowego w CZD. Jeśli i wówczas nic
się nie wyjaśni pozostają nam tylko inni magicy-lekarze. Jeśli znacie kogoś
takiego, dajcie znać.
Dziś sałam jej soczku, gorzej niż teraz być już chyba nie może. Jak ona piła
ten soczek, mówię wam, ja mam taką minę jak jem swoje ulubione sushi.
Zmartwiona Kasia