Dodaj do ulubionych

Wspolczesny Syzyf

08.04.03, 23:58
Znacie mit o Syzyfie?

Facet wtacza na szczyt gory wielki glaz, a gdy jest juz prawie u celu - glaz
wymyka sie mu z rak i spada na sam dol gory, pewnie przy okazji bolesnie go
raniac.

Pewnie niejednej z Was zdarzylo sie zawiesc na przyjaciolach - przyjaciolka
opowiedziala innym cos, co bylo zastrzezone tylko do jej wiadomosci, maz
zdradzil, sasiadka zaproszona w zaufaniu na kawe opowiedziala innym sasiadkom
o klopotach czy niedostatkach w wystroju mieskania, czy zaopatrzeniu
lodowki... Chcialoby sie powiedziec - samo zycie. Sprawy mniej lub bardziej
istotne. Ale bolą.

Jak wowczas reagujecie? Jak sie podnosicie po upadku i jak znajdujecie sily,
by zejsc po swoj kamien? Czy rozpoczynacie walke z kamieniem na nowo -
odnawiajac zdradzone przyjaznie czy probujac zaufac niewiernemu mezowi?

I czy w ogole warto isc do ten kamien?
Moze lepiej dac sobie spokoj?
Usiasc i patrzec na jego rozbite szczatki het w dole?
Obserwuj wątek
    • mamaadama4 Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 00:11
      Wiesz Yen ja wierzę w ludzi ale im nie ufam. Dlatego może nie spotykają mnie
      większe rozczarowania, bo z góry zakładam duży margines nieufności w stosunku
      do ludzi i dlatego częściej jestem mile zaskoczona niż niemile rozczarowana ich
      postępowaniem.
      Chociaż oczywiście i mnie zdarzyły się różne sytuacje w życiu. Ale po pierwsze
      obgadująca sąsiadka jakoś na mnie wrażenia nie robi. Natomiast na pewno
      zdradzjący mężczyna i zdradzająca przyjaciółka to dwie sprawy które mogą
      boleśnie dotknąć. Przyjaciółka mnie nie zdradziła, bo - patrz wyżej- nigdy do
      końca nikomu nie zaufałam więc nie bardzo miała co opowiadać. A co do mężczyzn?
      Hmmm ......... Na mnie życiowe niepowodzenia działają mobilizująco.
      A może raczej nie potrafię przejąć się do końca tym co mnie ze strony ludzi
      spotyka? Może. Nie wiem dlaczego, ale tak jest. Jak stanie się coś takiego, to
      rozmawiam - zawsze daję szansę wytłumaczenia się. Jeżeli wyczuję uczćiwe
      intencje naprawienia sytuacji to wyciągam rękę. Jeżeli tego nie ma - odchodzę
      nie oglądając się za siebie.
      I może dlatego tak naprawdę zawsze pozostanę samotnikiem.
      Nie podłość ludzi mnie powala, bo to przyjmuję niejako z założenia, ale
      przeciwności losu na które nie mam wpływu.
      to tak na gorąco.
      danka
    • beatas-eddziecko Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 01:15
      Syzyfka smile Trudno powiedziec i przyznac sie do tego, ale ja mam...krotka
      pamiec. Cos z faceta w sobie, moze za duzo testosteronu? Dla jasnosci: nie
      wybaczam, nigdy, ale...zapominam. Ktos, kogo bardzo kocham zawiodl straszliwie
      moje zaufanie, ale przyjelam te osobe spowrotem, nawet bez nadzwyczajnych
      staran z jej strony. w duszy myslalam: nie bede tego roztrzasac, poczekamy,
      zobaczymy, jeszcze raz i sio ze statku. Taka chlodna kalkulacja zyskow i strat.
      Gdy Ktos, cos mnie przerasta, zycie wali sie na glowe, zamieniam sie w
      ksiegowa: "Winien/Ma" i biore to na chlodno. tak mam.
      Post w wersji szybkiej. Pomysle jeszcze o tym

      BEATAS

      Ps. Interesujace, zmusza do myslnia
    • trolka72 Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 08:25
      Ja mam taki mechanizm obronny: cokolwiek mnie spotka, szukam w tym sensu i
      czegoś pozytywnego dla siebie. Czasem urobię się jak górnik na przodku, bo
      wydaje mi się, że nic w tym dobrego nie ma. Ale chodzę, kombinuję, modlę się,
      palę świeczkę i medytuję i jak na razie ZAWSZE znalazłam pozytyw w negatywie. A
      jak sobie wmówię, że to się stało w gruncie rzeczy dla mojego dobra, to kamień
      waży mniej.
      Ale szczerze: na mężu, mamie,ojcu, bracie i najlepszej przyjaciółce od lat 25
      nie zawiodłąm się jeszcze tak na poważnie. Grzechy średnio ciężkie wybaczam. Od
      innych nie oczekuję za wiele, ale jakoś dostaję naprawdę dużo.
      Pozdrawiam.Hania
    • ata_x Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 08:59
      A wiesz Yenna, że kiedyś, te pietnaście lat temu zapisałam w swoim pamiętniku
      podobne przemyślenia i też w kontekście Syzyfa ? Miałam taki okres w zyciu że
      wydawało mi się, że nic już nie ma sensu. Dostałam w tyłek i zastanaiwałam się
      czy warto znowu pchać ten kamień w górę. Próbowałam zrozumieć, po co. I
      stwierdziłam, że gdyby ten Syzyf nie miał siły to rzuciłby to zajęcie w cholerę
      i nie lazł po raz kolejny po ten kamien na dół. Ale skoro ma siły to pcha, bo
      może za którymś razem mu się uda.
      Efekt moich przemysleń: "Póki masz siły, to pchaj go znowu. Jak nie masz, to
      daj sobie spokój". Tą zasadą się kieruję. Życie płynie dalej, z nami czy bez
      nas. Jeśli moge wybaczyc, to jak najbardziej. Jesli nie potrafię, nie wmawiam
      sobie na siłe, że to możliwe. Może kiedyś ...... Teraz łatwiej potrafię
      wybaczyć, tylko nie wiem, czy to nie wynika bardziej z nieufności do ludzi i
      pewnego dystansu, czy z mojej wspaniałomyślności.

      ATA
      • marina2 Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 09:19
        Podobnie jak trolka mowie: to dobre doswiadcznie i wysnuwam nauke.Z osobami ,
        ktore naprawde mni zawiodly zrywam kontakty.Ale to juz naprawde musi byc COS
        wielkiego.Zgrzytajaca niezgodnosc systemu wartosci.Zrywam kontakt znaczy nie
        wpuszczam do domu i w domu nie odwiedzam.M
      • adzia_a Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 09:35
        Ata, no właśnie, od dziecka zastanawiam się, po kiego grzyba ten gostek pcha
        dalej ten kamień pod górę. Po którymś tam razie powinien się przecież skapować,
        że ktoś tu sie nim bawi wink

        A co do tematu. Moja postawa jest, myślę, bliska temu, co napisała Hania - z
        każdego upadku próbuję wyciągnąć naukę, doświadczenie - jak ten poborca
        podatkowy, który nawet z wyciśniętej cytryny potrafił jeszcze coś wydusić wink

        Wiesz - staram się traktować kamienie i belki jako kolejną przeszkodę, za którą
        coś jest. Trzeba przeskoczyć i isć dalej. Z kłopotów ratuje mnie właśnie takie
        spojrzenie "długodystansowe" - to tylko epizod, a życie jest długie i za chwilę
        nie będę o tym pamiętać.

        Mam nadzieję, że w chwili prawdziwej próby ta ideologia wink mnie nie zawiedzie -
        mam nadzieję, bo właśnie taką postawę obserwuję u mojego kuzyna, który w tej
        chwili walczy z ciężką chorobą. Naprawdę, wiele się nauczyłam od tego dziaciaka
        (21 lat). Jest niesamowity. Po prostu nastawił się, że kończy chemioterapię i
        wraca do studiów, kumpli i swojej długonogiej piękności. To tylko kolejny płot
        do przeskoczenia w życiu. Może i wysoki - ale za nim też coś jest smile
    • addria Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 13:20
      Praca Syzyfa była z góry skazana na niepowodzenie. W życiu bardzo rzadko można
      o czymś powiedzieć, że NA PEWNO się nie uda, że nie warto próbować, starać
      się, etc. Moja mama zawsze powtarza, że chcieć to znaczy móc. Ta zasada prawie
      zawsze się sprawdzała w moim życiu. Wystarczy pamiętać, aby cele jakie sobie
      (i czasem innym) stawiamy, były realne (osiągalne) i konretne, a nasze
      działanie konsekwentne.
      W stosunkach z ludzi całe życie czegoś się uczymy. Każdy z nas wyciąga z tego
      jakieś wnioski. Osobiście, w chwili obecnej, nie wierzę, że mozna mieć
      przyjaciółkę. Koleżankę, dobrą znajomą, owszem, ale przyjaciółkę raczej nie.
      To wynik moich przykrych doświadczeń. Dlatego nie angazuję się zbyt mocno w
      nowe znajomości i jestem ostrożna. Nie wykluczam jednak, że to się zmieni,
      poznałam na przykład pewną osobę, której zachowanie bardzo skłania mnie do
      zmiany decyzji smile
      Moim przyjacielem jest niezmiennie mój mąż, zawsze mogę na niego liczyć.
      Jestem tez za wybaczaniem, bo nie warto żyć w nienawiści, trzeba oczyszczać
      atmosferę i swoje sumienie, które jak powiedział pewnien filozof, jest
      najsurowszym sędzią, a moje takim właśnie jest. Wybaczam więc, choć nie zawsze
      łatwo zapomnieć... ale wiary nie tracę nigdy, no może czasem ociupinkę, ale
      nie na długo smile
      Poza tym wszelkie zmiany w swoich życiu trzeba zacząć od siebie, bo choć nie
      zmienimy innych, zmieniając siebie, zmienimy swoje nastawienie do świata :-
      ) ...a wtedy łatwiej się nam będzie w nim znaleźć. Taka jest zasada
      asertywności.
      Trudne to jak diabli, ale chyba warto próbować.
      --
      addria
    • kunka1 Re: Wspolczesny Syzyf 09.04.03, 13:45
      Można by rzucic kamień w cholerę, ale to oznacza poddanie, ucieczkę, słabość.
      Prawdziwe życie jest toczeniem walki. Walki o siebie, o swoje marzenia. Mozna
      po prostu istnieć nieczego więcej nie pragnąc. Wyłaczyć marzenia. Tak jest
      wygodnie. Jeśli wybieramy inna drogę, decydujemy się na to, że będziemy
      obrywać. Będziemy ciągle dostwać od kogoś po głowie i wracać po ten kamień
      klnąc na niego po drodze, ale dalej będziemy człapać mozolnie pod górę.
      Można na Syzyfa spojrzeć od strony biologicznej: każde życie naznaczone jest
      śmiercią. Więc po co żyć?
      A może spójrzmy na targanie kamienia jak na masochistyczną przyjemność?
      Wyłączyć cel, czerpać radość z chwili? Jeszcze jestem, jeszcze żyję, nie dam
      się.
      Nie wiem. Kunka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka