basiaczek72
09.03.07, 11:19
Opowiem Wam o moim mężu, bo nie mam komu się wyżalić, a już poprostu nie wiem
co robić.
Poznaliśmy się 10 lat temu, ujął mnie dużym poczuciem humoru, inteligencją i
czułością wobec mnie. Po 3 latach pobraliśmy się. Po roku mieliśmy jedno
dziecko. Powoli zaczynało się psuć między nami, coraz mniej rozmów, coraz
mniej czasu dla siebie nawzajem. Mąż awansował, zmieniał firmy, a im wyżej
się piął, tym gorszych cech nabierał. Zniknął gdzieś jego humor, czułość i
kultura osobista, coraz gorzej zachowywał się w domu. Klął bez przerwy
chociaż wie jak ja tego nie lubię, niby w powietrze zeby troche sobie
powyzywać, ale ja to ciągle słyszałam i dziecko też. Zresztą jak nie miał
słuchaczy, zamykał się biurze i miłym tonem rozmawiał z ludźmi z pracy.
Ostatnio nawet do mnie zaczął odzywać się typu: " Weź się
przymknij", "Spadaj" Na moje pytanie gdiz eto jest odpowiada "w
dupie" .Oczywiście nie zwraca się tak cały czas tylko wtedy gdy jest zły a
tozdarza sie bardzo, bardzo często. Dwa czy trzy razy dostał za to w twarz,
wtedy porządnie mnie popchnął, tak, że z całym impetem wpadłam na łożko. W
domu ciągle są awantury, W. czepia się o wszystko i krzyczy na mnie i na
dziecko. Tylko wejdzie do domu już pretensje że tu bałagan, tu "syf",
tam "burdel", gdyby nie on to byśmy zarośli w brudzie. Ja też lubię porządek
i w każdej wolnej chwili coś sprzątam, przekładam, wycieram, tak że przez
cały dzień nie usiadę na chwilę. Zresztą przy dwójce dzieci jest to trudne.
Ja cały czas zajmuję sie młodszym dzieckiem - 6 mies. córeczką. W. ponosi ją
przez chwilę a gdy tylko zapłacze to podaje mi ją "bierz ją" nie zwracając
uwagi, że ja w tej chwili zmywam. Na pierwszym planie jest zawsze on i jego
wygoda i zajęcia. To jego praca jest najważniejsza. A ja też mam poważne
stanowisko i nie mało zarabiam. Przypuszczam że gdyby ktoś zmoich znajomych
dowiedział sie jak naprawdę jest w naszym domu to by nie uwierzył. Sama nie
wierzę ze pozwoliłam żeby panowała taka atmosfera, żeby były ciągłe awantury.
Nie należę do uległych osób i daletego kłócę się ciągle z nim, chociaż i tak
w wielu sprawach mu ustępuję. Ale często wyprowadza mnie z równowagi, krzyczę
wtedy i zwykle kończy sie to moim płaczem w kuchni lub w łazience.
Starsza córka wszystko to widzi, ale nigdy nie przyszła mnie pocieszyć lub
zapytać się jak się czuję. Próbowałam też wiele razy spokojnie i łagodnie
odpowiadać na jego zaczepki, ale rzadko kiedy udaje mi się nie wyprowadzić z
równowagi. Nikogo nie lubi, chociaz sam jest dość lubiany, zawsze był duszą
towarzystwa na imprezach. Niczyich rad nie chce słuchać. Niedawno jego mam
przyszła do nas pod jego nieobecność i płakała że nie może się dogadać z W,
ze swoim synem, że on jest taki oschły, krzyczy i nie słucha co ma do
powiedzenia. Teściową mam tzw. równą babkę, chociaz mam mały kontakt z nią bo
rzadko sie widujemy. Żałuję teraz bardzo że gdy ją pocieszałam i tłumaczyłam
że W. ma dużo na głowie i dlatego jest czasamni agresywny nie powiedziałam
jaki jest naprawdę w domu i jak zachowuje się wobec mnie. Może miałabym akieś
wsparcie , tak W. przy rodziacach jednych czy drugich zachowuje się jak
całkiem dobry mąż. Zajmuje się dzieckiem, robi herbaty kawy, podaje do stołu.
A to nigdy mu się nie zdarza.
Zauważyłam że córka zaczyna mieć podobne zachowania jak tatuś, używa brzydkch
wyrazów, nie robi tego o co ją prosze, zawsze jest "zaraz, później..." Ton
odpowiedzi do mnie jest czasami też za ostry. Zwracam jej uwagę i czasami
nawet krzyczę ale nie chcę tego robić, ile można.
Babci już nie słucha bo tautuś często wyraża się o niej lekceważąco i
tłumaczy dziecku że jeśli tego czy tamtego nie chce to nie musi robić, niech
cię babcia nie zmusza. Córka nie będzie miała w ogóle szacunku do dorosłych,
bo tatuś o prawie wszystkich znajomych czy nieznajomych mówi z pogardą.
W. generalnie dba o dom i o dzieci chce żeby niczego im nie brakowało,
starsza ma prawie wszytsko o czym zamarzy. Ale miłości żonie na codzień nie
umie okazać.
Miałam często zamiar rozwieść się z nim, chociaż nigdy mu o tym na poważnie
nie mówiłam. Postanowiłam dać szansę mojemu małżeństwu i mieć drugie dziecko.
Teraz widzę że to bbyło głupie, malutka jest kochana, ale nam wcale to nie
pomogło nawet jest jeszcze gorzej. Bo mamy więcej na głowie jesteśmy bardziej
zabiegani i ja jestem wykończona prawie do odstatnich granic. strasznie
schudłam, postarzałam się. Brakuje mi czułości, poczucia bezpieczeństwa i
oparcia w mężu. Już nie wiem co robić. Wiele razy mu o tym mówiałm ale to
groch o ścianę, pomaga na chwilę a jeszcze tego samego dnia jest awantura.
Nie pamiętam kiedy szliśmy za rękę, kiedy czule do mnie mówił, chyba ze w
łóżku, ale ja rzadko lubię z nim się kochać, on natomiast mógłby prawie
codziennie. Wiem na 99% że W mnie nie zdradza, sam jest też bardzo o mnie
zazdrosny. Chyba mnie kocha ale nie potrafi już tego okazywać.
Lubie jak W. wyjeżdża w podróże służbowe na kilka dni, wtedy w domu jest
spokój.
Teraz często nawet w nocy robi awantury, gdy mala płacze. Krzyczy głośno,
klnie że nie moze się wyspać, nie zwracając uwagi na starszą córkę, która
chodzi do przedszkola i musi sie wyspać bo wstaje wcześnie. Fakt, że córki go
uwielbiają, szczególnie ta starsza. W końcu mamę będą uważać za wariatkę.
Jestem już strasznie zmęczona.
Przepraszam że takie długie ale mam kłębowisko myśli, ale cieszę się, że to
zsiebie wyrzuciłam. Nie mam nikogo, komu mogłabym opowiedzieć o tym i wielu
innych rzeczach.