Ponad miesiąc temu wyszłam z dziećmi ze szpitala. Spędziłam w nim prawie 3
tygodnie, dzieciaki miały zapalenie oskrzeli, a potem jeszcze złapały
rotawirusa na oddziale. Byłam z nimi sama (bliźnięta, wtedy 8 m-cy) dzień i
noc. Robiłam przy nich wszystko sama, podawałam leki, inhalowałam,
oklepywałam, przebierałam, kąpałam, zmieniałam co 5 minut zarzygane i
zafajdane ubranka i prałam w ręku, no wszystko, co tylko można przy chorych
dzieciach robić. Pielęgniarki przychodziły po to, żeby przynieść leki i
podłączyć kroplówkę. Nie miał mnie kto wymieniać przy małych, więc przez te
prawie 3 tygodnie nie widziałam światła dziennego inaczej niż przez okno. W
dodatku karmiłam maluchy kupowanymi przez nas zupkami, bo jakoś nikt mi nie
powiedział, że takie dzieci też mają prawo do jedzenia szpitalnego - ponoć
można dostawać słoiczki z jedzeniem ze szpitala, tylko że trzeba się o to
upomnieć, a żeby się upomnieć, trzeba wiedzieć, że się ma taką możliwość. Ja
się dowiedziałam 2 dni przed wyjściem, niechcący od innej matki, która
dowiedziała się też od jakiejś matki. Nikt z personelu tego nie powiedział, a
przecież wypełniane są na początku formularze, w których stoi jak byk czym
dziecko jest żywione. Na te cholerne słoiki poszedł cały majątek, normalnie w
domu gotuję, bo bym z torbami poszła.
Za własne pieniądze kupowałam też niektóre leki - np. lakcid, który jedno z
dzieci dostawało 1 dziennie, a powinno 2 razy dzienie, a drugie nie dostawało
wcale, a powinno - w ramach oszczędzania szpitalnego tak się działo. Poza tym
kilka inych, które łącznie kosztowały mnie ponad 100 zł.
Przy wyjściu powinnam była opłacić za korzystania z łóżka - 10 zł/dobę. I nie
zapłaciłam. Jak wychodziłam, sekretariat był zamknięty. Potem przyjechałam po
wypis i chciałam porozmawiać o umorzeniu długu, zaproponowali, żebym
zapłaciła przynajmniej najniższą kwotę, jaką się zwyczajowo płaci. Tez nie
zapłaciłam, bo mnie bunt ogarnął. Nie dość że wyręczałam pielęgniarki ze
wszystkiego dosłownie (później to już nawet i kropłówkę odłączałam sama), nie
dość że rozpieniężyłam się na te cholerne słoiki i leki, to jeszcze w dodatku
w chwili przyjmowania nas do szpitala wyraźnie zaznaczyłam, że karmię jeszcze
piersią. Dlaczego mam za to wszystko jeszcze płacić?? Wyszłoby mi tego prawie
200 zł. Za co?? I nie zapłaciłam. Nie wiem czy mi coś zrobią czy nie, ale
jestem pełna buntu i nie podaruję, jeśli będą mnie ścigać. Po coś do jasnej
cholery płacę chyba ten zusowski haracz!
Tak się tylko chciałam wyżalić bo mi się przypomniało

)))