hm1976
26.04.07, 10:41
Muszę się wygadać...
Byłam wczoraj w piaskownicy ze swoim maluszkiem 2 lata i 3 miesiace. Chodze z
nim codziennie jak tylko zrobiło się ładnie. Lepił babki, kopał dołki
oczywiscie nie swoimi zabawkami. ( no i jedna pani zaczęła się zbierać z
synkiem do domku i dzieciaczek zbierał swoje zabawki).
Tłumacze synkowi,ze ma oddac łopatkę bo chłopczyk idzie do domu i tu leży
jego taka sama łopatka. Oczywiście na nic moje tłumaczenia. Więc zabrałam
łopatkę z reki mojego syna i tu zaczęła się cała akcja.
Normalnie bunt 2 latka udeżył ze wzmożoną siła. Młody rzucił się na ten
piasek i zaczął potwornie ryczeć. ( ten kto to przechodził to wie o czym
mówie)
Więc mówie do niego spokojnie,ze ma się uspokoic bo pójdziemy do domu a tu
jeszcze gorzej. Wiec czekam spokojnie jak ten napad minie.( tak jak było w
Super Niani).
I mój Mały leżąc na tym piachu chwycił wiaderko i rzucił , dostała 6 letnia
dziewczynka w ręke. Podbiegłam do niej i przeprosiłam,a ta tak się
rozryczała. I wtedy mamuska skoczyła na mnie.
CYT" Że moja córka nie ma gdzie się bawić,ze ciagle płacze w piaskownicy i ze
wczoraj jakis chłopiec osybał ja piaskiem a dzisiaj dostała wiaderkiem."
I jeszcze taki tekst powiedziała do swojej córki,ze chłopczyk nie chciał
Ciebie uderzyc tylko mamusia chłopca chciała.
I wtedy sie we mnie zagotowało.
Nie wytrzymałam,
Powiedziałam kobiecie,ze niech sobie przychodzi kiedy nie bedzie dzieci albo
kupi sobie własną piaskownice i tam jej córka bedzie miała swiety spokój.
I powiedziała,ze chyba tak bedzie musiała zrobić.
Co za wstrętne babsko, samej mi było głupio zachowaniem mojego syna,ale teraz
przechodzi bez ten bunt i musze czekac az to minie. A w piaskownicy zawsze
dzieci o coś płaczą ,czy sobie cos zabierają czy się sypia itd.
I powiedziała,ze nie umię wychowac własnego dziecka i z takim to się siedzi w
domu.
A ja na to widzac,ze ma jesze takiego maluszka na rękach ,zyczyłam jej
takiegio buntu 2 latka.
Było mi naprawde bardzo przykro. Bo synek bawił się ładnie. A takie napady to
ma ale nie za często. Teraz już coraz rzadziej. Ale wczoraj to był koszmar.
Potem podeszły do mnie inne babki i mówiły,ze juz przez to przechodziły i, ze
u nich było jeszcze gorzej i ze mam sie nie martwic.I nerwy mi pusciły i łzy
jak grochy leciały.
Tak mnie to babsko wyprowadziło z równowagi.
Mimoza jedna, co za kobiety,same mają dzieci,fakt jedne dzieci sa
grzeczniejsze a inne maja diabła za skórą. Ale staram sie tłumaczyc co wolno
a czego nie mozna robić. Ale przy takiej rozpaczy moje gadanie na nic się
zda. Więc musze czekac az się uspokoi i nerwy mu przejdą.
Ale się wygadałam...
A wy co o tym myślicie...
Czy wasza młodzież tez robi Wam takie przedstawienia w miejsca publicznych i
jak reagujecie, faktycznie czekacie czy bieżecie rzucajaco- wijącego sie
dzieciaka na rece.
Pozdrowienia
Hondzia i Michałek ur. 28.01.2005