ewasuwek
21.05.07, 08:14
mamy z mężem dwoje dzieci, oboje mamy pracę, duży dom. Zawsze chciałam mieć
co najmniej trójkę, mąż też. Moje ciąże przebiegały bardzo źle, porody były
potworne i nie chcę się decydować na trzecią ciążę.
Od kilku lat myślę o adopcji. W domach dziecka jest tyle nieśczęśliwych
dzieci. Kilka dni temu powiedziałam o tym mężowi, na początku myślał że
żartuję. Kiedy zrozumiał że nie był bardzo zaskoczony ale wyśmiał mnie,
przyjął to ze spokojem.
Wczoraj mieliśmy rodzinne spotkanie, rodzice, teściowie. Mój mąż coś tam
zaczął bąkać o tej adopcji, że może to dobry pomysł.
Rodzina pootwierała oczy ze zdziwienia i się zaczęła jazda: że te dzieci to
są obciążone genetycznie, że wyrosną alkoholicy, puszczalskie, złodzieje itp.
Szczena mi opadła jak to usłyszałam. Zaczęli opowiadać jakieś historie o
dzieciach adpotowanych przez swoich znajomych, że te dzieci to sie nie chcą
uczyć, że same problemy z nimi. To mówili ludzie wykształceni, po studiach, w
tym pedagog mój ojciec. Po prostu się załamałam, bo wiem że taki stosunek do
dzieci z domów dziecka ma b. dużo ludzi....
Teraz już wiem dlaczego tak dużo dzieci jest skazanych na pobyt w domach
dziecka... przykre to....
ale ja nadal myślę o adopcji...
Ewa