Ja mam podobny wątek do Lipcowej ale nie chcę się podpinać bo w sumie to
jednak wątek inny.
W sumie to nie szukam też do końca rady ale mam doła na maxa więc potrzebuję
się wygadać.
A więc, ja żona i matka, dość szczęśliwa zakochałam się ;-( On też jest mąż i
ojciec i na początku to były takie miłe rozmowy ale jak się kogoś poznaje
bliżej to może się zdarzyć, ze się trafi ktoś kto będzie fajny i ekscytujący i
niestety tak się stało. Na razie nic się nie zdarzyło ale w rozmowach, smsach
i głowach to już nie raz poszliśmy na całość. To wszystko ma dwie strony
medalu bo odkąd jawnie wyznaliśmy sobie, że się zakochaliśmy (z tamtym) jestem
bardzo szczęśliwa, dużo się śmieję, mam ochotę na sex z mężem jak nigdy i w
ogóle o paradoksie jest nam z mężem ostatnio bardzo fajnie.
Ale myślę non stop o tamtym ;-( Nie chcę przenigdy męża opuścić, nie wyobrażam
sobie tego, również ze względu na synka ale ale... Boję się, że się wyda, że
coś się jednak wydarzy i po chwilowej euforii dopiero będzie dół i depresja i
łzy. Ale z drugiej strony tak mi dobrze być zakochaną i w dodatku boję się, ze
jak się skończy, a na tym etapie to musiałabym ja wbrew sobie zrobić
drastyczne cięcie ;-( to nie będę znowu mieć ochoty na igraszki, przygasnę i w
sumie dla mojego małżeństwa będzie gorzej.
W sumie lżej mi na sercu po napisaniu