Dodaj do ulubionych

do mam które nie gotują

17.06.07, 18:49
co jedzą Wasze dzieciaki?? Mój póki co jedzie na słoiczkach, ale wiecznie nie
będzie. Ja nie gotuję, nie lubię, razem z mężem jemy co popadnie/w knajpie/coś
gotowego.
Obserwuj wątek
    • akseinga Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 18:53
      Moja córka dosyś długo była na słoikach, potem przez krótki czas gotowałam a
      jak skończyła 3 latka poszła do przedszkola i tam jada obiady.
      • hermiona37 Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 19:24
        To może najwyższy czas nauczyc się gotowac??? Czy cały czas będziecie stołowac
        się na mieście?
        Moze zacznij dziecku kupować pizze albo hamburgery ewentualnie pyzy mrozone i
        bedzie z głowy...
        • sebaga Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 19:31
          a ty rozumiem gotujesz, to co się kobito wtrącasz?
        • poccnr Re: do mam które nie gotują 19.06.07, 17:20
          Jak już mówiłam...kobieca złośliwość nie zna granic!
          Hermiona37-trzymaj się tematu,a nie gadaj żeby gadać...
          Pozdrawiam!
          P.S:Ja gotuję więc...sorry nic nie doradzę smile
    • rita75 Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 19:30
      razem z mężem jemy co popadnie/w knajpie/coś
      > gotowego.

      czyli syf
      • sebaga rita 17.06.07, 19:46
        Dlaczego syf? Trzeba umieć wybierać smile
        • moofka Re: rita 17.06.07, 19:55
          sebaga napisała:

          > Dlaczego syf? Trzeba umieć wybierać smile

          no to nie rozumiem problemu, ktory poruszylas
          skoro jecie dobrze i zdrowo dotychczas
          dziecko powinno jesc to co wy i tak jak wy, kiedy juz wyrosnie ze sloiczkow
          • beniusia79 Re: rita 18.06.07, 09:15
            we wszystkich gotowych rzeczach jest syf. poczytaj etykietke i sprwdz co
            jesz...
            • moofka Re: rita 18.06.07, 09:19
              beniusia79 napisała:

              > we wszystkich gotowych rzeczach jest syf. poczytaj etykietke i sprwdz co
              > jesz...


              akurat niekoniecznie
              sa rzeczy mrozone, pasteryzowane bez konserwantow na przyklad
              biorac pod uwage, ze w polskich domach gotuje sie tlusto, dlugo i z ogromna
              ilosci soli czy wszedobylskiego "warzywka" i kostek to nie jest az tak
              oczywiste, ze domowe to koniecznie zdrowe
              • beniusia79 Re: rita 19.06.07, 18:15
                tak, tak. czesto jest tak, ze choc jedzenie jest bez konserwantow to nie
                znaczy, ze konserwantych tam nie ma. zadna moja znajoma (ani ja) nie gotuje
                tlusto. nasze mamy i babcie tak gotowaly, nasze pokolenie gotuje inaczej. jesli
                chcesz jesc gotowe jedzenie to prosze bardzo-twoja sprawa. ja tam wole wiedziec
                co jem. duzo rzeczy mamy z ogrodka, mieso swojskie (przebadane oczywiscie).
                dzieki temu co i jak jemy, ani ja, ani moj maz nie mamy problemow z nadwaga smile
                • beniusia79 Re: rita 19.06.07, 18:18
                  jeszcze jedno. dla nas posilki to rzecz swieta. to chwila, ktora mozemy spedzic
                  razem, zjesc cos dobrego, porozmawiac, odpoczac. nie wyobrazam sobie, zebym
                  miala jesc cos na szybko. tak mozna od czasu do czasu, ale nie codziennie....
                  od takiego jedzenia i stylu jedzenia latwo nabawic sie wrzodow smile
        • rita75 Re: rita 17.06.07, 20:02
          Przede wzystkim konserwanty, ulepszacze i E cos tam w zarciu- spozywanie tego
          na kazdym kroku powoduje gromadzenie się toksycznych substancji w organizmie.
          Jezeli chodzi o knajpy...nie moge sie oprzec wrazeniu- ze jedzenie tam
          przygotowywane jest w mysl zasady by z najmniejszym kosztem sprzedac jak
          najdrozej...nie wazne czy zdrowo, juz nawet nie mowie o pluciu do jedznia przez
          obsluge czy tez o innych sensacjach typu sperma w sosie wink
          ja mam fiola na punkcie zdrowego odzywiania, brzydze sie kupnego jedzenia, tak
          wiec taka zupelnie normalna to ja nie jestem wink)))
          • moofka Re: rita 17.06.07, 20:10
            rita75 napisała:

            > Jezeli chodzi o knajpy...nie moge sie oprzec wrazeniu- ze jedzenie tam
            > przygotowywane jest w mysl zasady by z najmniejszym kosztem sprzedac jak
            > najdrozej...nie wazne czy zdrowo, juz nawet nie mowie o pluciu do jedznia przez
            >
            > obsluge czy tez o innych sensacjach typu sperma w sosie wink

            chyba cie wyobraznia ponosi ;P
            • rita75 Re: rita 17.06.07, 20:11
              > chyba cie wyobraznia ponosi ;P

              smile)) nie, znajomi pracowali za mlodu gastronomii tongue_out
              • moofka Re: rita 17.06.07, 20:13
                i tak sobie nawzajem trzepali do sosu?
                dziwnych masz znajomych
                • rita75 Re: rita 17.06.07, 20:16
                  > i tak sobie nawzajem trzepali do sosu?
                  > dziwnych masz znajomych

                  kto powiedzial, ze to oni trzepali?
                  • moofka Re: rita 17.06.07, 20:17
                    szefowie kuchni trzepia ;P
                    • marychna31 Re: rita 18.06.07, 17:58
                      > szefowie kuchni trzepia ;P
                      Jeszcze klienci mogą znienacka wpaść i natrzepaćwink
    • dagbe Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 19:36
      Tez nie gotuje w domu regularnie. Od dziecka uwielbialam stolowac sie w barach
      mlecznych wink Ze starszym nie bylo problemu, po sloiczkach w weekendy jadal to co
      my. W tygodniu dostawal pysznosci w zlobku/przedszkolu/szkole. Mlodszy (obecnie
      pieciolatek) moze nie jesc i tydzien, jest okrutnie wybredny i menu ma bardzo
      ograniczone. Dla niego gotuje co tydzien krupnik na zmiane z jarzynowa. W
      tygodniu panie staraja sie przekonac go do zjedzenia obiadu w przedszkolu -
      niestety zwykle bezskutecznie. Pilnuje wiec, zeby zjadl porzadne sniadanie i
      porzadna kolacje. Raz na jakis czas wysylam na tydzien do Babci na podtuczenie.
      O dziwo u Babci zjada prawie wszystko i prawie samodzielnie...

      Pozdrawiam,
      Dagmara
      • emilly4 No wiesz... 17.06.07, 20:00
        Jesli nauczysz swoje dziecko jadac w domu i to porzadnie-
        obiady,sniadania ...przyzwyczajisz go i nauczysz czegos naprawde dobrego. Takie
        podjadanie byle czego na miescie-a to kanapka,a to banan ,to dla dziecka
        niezbyt dobra szkola. Ja mojej corce tez czasami daje jakies sloiczki,ale wole
        sama ugotowac jej kilka ziemniaczkow,miesko i dac jakis owoc lub warzywo-to
        naprawde nie zabiera sporo czasu,a dziecko uczy sie jesc rzeczy wartosciowe.
        • gryzelda71 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:06
          emilly4 napisała:
          Ja mojej corce tez czasami daje jakies sloiczki,ale wole
          > sama ugotowac jej kilka ziemniaczkow,miesko i dac jakis owoc lub warzywo-to
          > naprawde nie zabiera sporo czasu,a dziecko uczy sie jesc rzeczy wartosciowe.

          Czyli,ze słoiczki nie sa wartościowe?
          • rita75 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:10
            > Czyli,ze słoiczki nie sa wartościowe?

            tak zdriwe jak i inna , przemyslowo przetworzona zywnosc
            • gryzelda71 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:13
              No chyba,że ziemniaczek pochodzi z plantacji ekologicznej,a mięso z takiej samej hodowli,wtedy przyznam rację,ze podaje wartościowe posiłki.Bo jeśli skadniki pochodzą ze sklepu,to wybiorę słoiczek.
              • moofka Re: No wiesz... 17.06.07, 20:14
                gryzelda71 napisała:

                > No chyba,że ziemniaczek pochodzi z plantacji ekologicznej,a mięso z takiej same
                > j hodowli,wtedy przyznam rację,ze podaje wartościowe posiłki.Bo jeśli skadniki
                > pochodzą ze sklepu,to wybiorę słoiczek.

                sama tez jesz sloiczek?
                • gryzelda71 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:16
                  Czasemsmile
                  To było odnośnie jedzenia podawanego dziecku.
                • gryzelda71 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:17
                  I zdecydowanie zjadam zawartość,niz słoiczeksmile
                  • rita75 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:18
                    > I zdecydowanie zjadam zawartość,niz słoiczeksmile

                    taa, plantacje ekologiczne, no coz reklama dzwignia handlu
                    • gryzelda71 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:24
                      Powiem tak,zaartość słoiczka dla dziecka ma najprawdopodobniej taka sama wartośc jak takie samo danie przygotowane w domu z warzyw i miesa nabytego w sklepie.No chyba,że warzywa z ekologicznej upraw,a mięso z takowej hodowli,wtedy owszem może byc bardziej wartościowe.
                      • rita75 Re: No wiesz... 17.06.07, 20:38
                        > Powiem tak,zaartość słoiczka dla dziecka ma najprawdopodobniej taka sama
                        wartoś
                        > c jak takie samo danie przygotowane w domu z warzyw i miesa nabytego w
                        sklepie.


                        dobrze, ze dodalas to najprawdopodobniej, a poza tym- jakbym czytala reklamówkę
                        zupki gerber z gazety dla nieumijacych samodzielnie myslec mam.
                        Jak na warunki europejskie, wiekszosc warzyw wyhodowanych w polsce, mozna
                        nazwac ekologicznymi-jeszcze-Powod prozaiczny- po prostu polskiego biednego
                        rolnika nie stac na drogie, sztuczne nawozy, srodki ochrony roslin- a jak stac,
                        zaklada wielką plantację, a plody rolne wysyla do gerbera. Świezo przygotowany
                        produkt bedzie zawsze zdrowszy, latwiej przyswajalny dla organizmu- niz srodek
                        spozywczy z terminem przydatnosci do spozycia 2 lata, wzbogacony w sztuczne
                        witaminy, bo naturalne tak dlugo by "nie przezyly". Karm swoje dziecko tą
                        sztucznie, przemyslowo przygotowana paszą, ale nie nazywaj jej bardziej
                        wartosciowa lub tak samo wartosciową jak produkt przygotowany w domu.
                        • gryzelda71 Re: No wiesz... 18.06.07, 06:26
                          Jesteś widze optymistką odnośnie zawartości witamin w warzywach trafiających na nasz stół.Jako przykład podam sałtę,która traci w niecałe 15 min po zbiorze aż30% zawartych w niej witamin,a po godzinie aż 48%.Więc prosze nie pisz jakie to bogactwo witamin ,makro i mikro elementow podajesz w własnoręcznie przygotowanych daniach.
                          Nigdzie nie napisałam,ze dania słoiczkowe są lepsze,a jedynie porównywalne co do swej wartości.
                          • rita75 Re: No wiesz... 18.06.07, 07:41
                            Jako przykład podam sałtę,która traci w niecałe 15 min po zbiorze a
                            > ż30% zawartych w niej witamin,a po godzinie aż 48%.Więc prosze nie pisz jakie
                            t
                            > o bogactwo witamin ,makro i mikro elementow podajesz w własnoręcznie
                            przygotowa
                            > nych daniach.

                            Czyli im bardziej skrocimy proces pod tytulem- od gleby na nasz stol tym
                            lepiej, sloiczki nam tego nie dają, a szcegolnie te dwuletnim terminem
                            spozycia wink


                            • moofka Re: No wiesz... 18.06.07, 08:55
                              Czyli im bardziej skrocimy proces pod tytulem- od gleby na nasz stol tym
                              > lepiej, sloiczki nam tego nie dają, a szcegolnie te dwuletnim terminem
                              > spozycia wink
                              >
                              >

                              o pasteryzacji nie słyszalas?
                              • rita75 Re: No wiesz... 18.06.07, 09:06
                                > o pasteryzacji nie słyszalas?

                                taa i taki pasteryzowany produkt dla dzieci z dwuletnim terminem do spozycia,
                                jest przechowany w przezroczystym, jasnym szkle, stoi na wyeksponowanym jasnym
                                firmamencie- zadne witaminki nie uciekną, produkt jest swieższy niz zerwany z
                                krzaczkawink
                                • gryzelda71 Re: No wiesz... 18.06.07, 09:19
                                  Nikt nie napisał,że słoiczek lepszy.Ale nie wmawiaj,że marcheweczka własnoręcznie zakupiona i starta niebo lepsza,zwłaszcza jak przed starciem swoje odleż.
                    • myelegans Re: No wiesz... 17.06.07, 20:28
                      Nie musisz gotowac, zeby odzywiac sie zdrowo. Wbrew wierzeniom ludowym nie
                      trzeba jesc raz dziennie gotowanego, zeby byc w zgodzie z kanonami zdrowego
                      zywienia.
                      Kupuj swieze, albo o ile sie da: owoce, warzywa, nabial, pieczywo, z tego
                      wszystkiego da sie polozyc na stole, po pokrojeniu i poszatkowaniu, cos co
                      bedzie zdrowe i pozywne i wartosciowe bez gotowania.

                      Ja gotuje, ale moj 2.5-roczniak mojego gotowanego nie je, ale je: surowe
                      marchewki, owoce wszelkiej masci, sery zolte, mozarelle, krakersy, granole,
                      cheerios na sucho, albo z mlekiem, jogurty, takze zamrazane przeze mnie. Czasami
                      kurczaka na zimno i zimny.... makaron z parmesanem, wiec gotowanego praktycznie
                      nie je i zyje, i to calkiem dobrze i zdrowy jest jak rydz.



                    • marychna31 Re: No wiesz... 18.06.07, 21:16
                      Czy Tobie, Rito, nie jest czasami cięzko tak dzwigać brzemię wszystkowiedzącej
                      osoby, wprost stworzonej, zeby w kazdej kwestii wszystkich w koło pouczać? To
                      musi być cholernie wyczerpującewink
                      • rita75 Re: No wiesz... 18.06.07, 21:35
                        > Czy Tobie, Rito, nie jest czasami cięzko tak dzwigać brzemię
                        wszystkowiedzącej
                        > osoby, wprost stworzonej, zeby w kazdej kwestii wszystkich w koło pouczać? To
                        > musi być cholernie wyczerpującewink

                        Wyrazam swoje poglady, a z tym pouczaniem to chyba projektujesz wlasne zapedy
          • emilly4 .... 18.06.07, 11:09
            gryzelda71 napisała:

            > emilly4 napisała:
            > Ja mojej corce tez czasami daje jakies sloiczki,ale wole
            > > sama ugotowac jej kilka ziemniaczkow,miesko i dac jakis owoc lub warzywo-
            > to
            > > naprawde nie zabiera sporo czasu,a dziecko uczy sie jesc rzeczy wartoscio
            > we.
            >
            > Czyli,ze słoiczki nie sa wartościowe?

            A do jakiego wieku,przepraszam chcialabys karmic swoje dziecko papkami ze
            sloikow?? Ja moja corke przestalam karmic musami jak skonczyla 7 miesiecy.
            • liwilla1 Re: emilly4 18.06.07, 17:41
              moj lekarz powiedzial mi ostatnio, ze w swietle badan zywieniowcow, kazda
              marchew ktora rosnie w promieniu 5 km od drogi jest skazona zwiazkami
              toksycznymi (wchlania je zawarta w marchwi peptyna). ponoc najlepiej podawac
              gotowe jedzenie ze sloikow do ukonczenia przez bobasa roku.
            • gryzelda71 Re: .... 18.06.07, 19:00
              Mam 10 i 4 letnie dziecko,więc jakby było minęło.Z gotowych produktów kupowałam jedynie soki.Ale jakos niekoniecznie uwazam,ze to co same przygotujemy czasem z watpliwej jakości warzyw(ktos jednak te warzywa z biedronki i marketów kupuje)jest az tak dużo lepsze od zawartości słoiczków.
              No i to,ze ty przestałaś karmic papkami czy też jak to napisała rita paszami to wybacz,ale dla mnie zaden argument.
    • wieczna-gosia Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 20:26
      dzieci jedza w przedszkolu zlobku i w szkole. maz jadal w pracy teraz niestety
      posucha i znowu mnie dreczy o jakies obiadki. Trzymam kciuki za katering smile
      • adsa_21 Re: do mam które nie gotują 19.06.07, 12:20
        u mnie podobnie.
        czasem ugotuje malemu po przedszkolu jakas tortille, makaron z dobrym sosem,
        pieczone ziemniaki, salatke.
        i jest zadowolonysmile
    • hexella Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 20:27
      Zanim pojawił się mój starszy syn też nie gotowałam, albo robiłam to
      sporadycznie.
      Urodził się młody i złośliwy smakosz wypiął sie na słoiczki. Cóż, nie było
      siły, trzeba się było nauczyć robić przeciery i inne papki.
      I tak powoli poszerzałam zakres swoich imiejętności kulinarnychsmile
      Na całe szczeście młody okazał się być jaroszem, więc nie musiałam
      przezwyciężać wstrętu do mięsa.

      Chyba będziesz musiała się wziąć z bykiem za rogismile
      • kattkak Re: do mam które nie gotują 17.06.07, 21:17
        słoiczki, to była fajna rzecz, oj była.
        Nie trzeba było pichcić obiadu, stać przy garach, tylko trach i danie dla
        krasnala gotowe.
        Niestety, po zakończeniu etapu słoiczkowego, trzeba było znów zacząć gotowanie
        zupek. I to nie z torebki + pyry lub mrożonka+ kostka tylko sama natura: kura/
        kurczak i warzywka.
        Ale czego nie robi się dla Młodego?
    • 76kitka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 09:42
      musiałam zacząc gotować. Nietety dziecku byle czego nie można dawać do jedzenia co dzień. Zupy w knajpach są stale podgrzewane, więc nawet jak jest świeża zupa jarzynowa to po paru godzinach na gazie witamin nie ma w niej zadnych. Surówki powinny byc świeże, a w knajpie kto Ci to zagwarantuje. Jedzenie raczej jest przyprawione dla dorosłych a dzieci tyle np. nie solą. Raz na jakiś czas można polenic sie i zjeść w knajpie ale co dzień to sie nie da. Ale gwarantuję, że przy dobrej organizacji można zrobic obiad w kilka minut. Ja tez gotować nie lubię.
      • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 09:47
        76kitka napisała:

        >Ale gwarantuję, że pr
        > zy dobrej organizacji można zrobic obiad w kilka minut. Ja tez gotować nie
        lubi
        > ę.

        mnie sie podoba to zapewnienie i tej gwarancji sie chwytam jak osmiornica wink
        jak zrobic wartosciowy obiad w kilka minut? wink
        • sir.vimes Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:09
          Warzywa z mrożonki rzucasz na oliwę, doprawiasz sosem sojowym, sezamem,
          słonecznikiem i masz. Do tego jabłuszko. smile)) Można rybę dorzucić.

          Albo sałatę z fetą i pomidorkiem. Tudzież makaron z serem i owocami.

          10 minut to zajmuje. A witaminy są.
          • joasiiik25 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:12
            Nie gotuje w tyg zbyt czesto,poniewaz wszyscy jemy poza domem i maz czesto
            wyjezdza na delegacje. Jak juz to robie dania bardzo latwe,smaczne i szybkie
            w soboty i niedziele gotuje bo wszyscy jestesmy w domu
          • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:45
            sir.vimes napisała:

            > Warzywa z mrożonki rzucasz na oliwę, doprawiasz sosem sojowym, sezamem,
            > słonecznikiem i masz. Do tego jabłuszko. smile)) Można rybę dorzucić.

            ale to chyba malo dobre wink

            >
            > Albo sałatę z fetą i pomidorkiem. Tudzież makaron z serem i owocami.
            >
            > 10 minut to zajmuje. A witaminy są.

            a to to znam smile)
            • sir.vimes Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:47
              > ale to chyba malo dobre wink

              Kwestia gustu. Chińczycy tak jedzą to i my możemy. Mi pasuje.
              • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:50
                a ze po chinsku? smile
                to, to tez znam
                z kurczakiem robie
                • sir.vimes Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:58
                  Z kurczakiem tyż piknie o ile ktoś mięso jada. Ja nie jadam ale czasem rodzinie
                  rybę zrobię.
          • gaskama Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 11:11
            fajny przepis, pozwolę sobie skopiować. A czy rybę wcześniej oddzielnie
            smażysz, czy dodajesz surową do warzyw na patelnię?
            • sir.vimes Rybę 18.06.07, 11:41
              surową zazwyczaj. Z tym, że musi to być ryba bez ości i w małych kawałkach -
              mintaj, sola czy coś.
              • sir.vimes Re: Rybę 18.06.07, 11:42
                A jabłka pokrojone w ósemki układam wokół na talerzu. Ze skórą.
                • gaskama Re: Rybę 18.06.07, 12:38
                  Dzięki!
        • weronikarb Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:38
          Ech Moofka dobrzez e nie trafilas na mojego sad
          Nie zje niczego oprocz ziemniakow, sosu, miesa i surowki ewentualnie moze byc
          czasami schabowy

          A cala reszta to "pypry" gotowane przez leniwe zony.
          A ja uwielbiam wlasnie te "pypry" czyli makarony ze wszystkim co sie nawinie
          pod reke, ryz, warzywa, kluchy

          Na szczescie mam o tyle dobrze ze jak sie zbuntuje to małż sam sobie ugotuje smile
          • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:44
            weronikarb napisała:

            > Ech Moofka dobrzez e nie trafilas na mojego sad
            > Nie zje niczego oprocz ziemniakow, sosu, miesa i surowki ewentualnie moze byc
            > czasami schabowy

            schabowy to jeden z szybszych obiadow jakie znam - no i zawsze wychodzi smile
            tyle, ze zdrowy srednio i codziennie juz bym nie podawala

            > A cala reszta to "pypry" gotowane przez leniwe zony.
            > A ja uwielbiam wlasnie te "pypry" czyli makarony ze wszystkim co sie nawinie
            > pod reke, ryz, warzywa, kluchy

            ja tez makaronowa jestem
            w ogole uwazam, ze makaron to danie idealne wink


            tak sobie mysle, ze najwiecej czasu zajmuje zrobienie dobrej zupy, nie?
            • sir.vimes Zupa 18.06.07, 10:53
              "tak sobie mysle, ze najwiecej czasu zajmuje zrobienie dobrej zupy, nie?"

              No co ty? Wrzucasz co trzeba , przykrywasz a reszta robi się sama (no, czasem
              trzeba coś posiekać czy zmiksować ale takich pracochłonnych to unikamy wink)
              A dobre są.
              • moofka Re: Zupa 18.06.07, 10:58
                No co ty? Wrzucasz co trzeba , przykrywasz a reszta robi się sama (no, czasem
                > trzeba coś posiekać czy zmiksować ale takich pracochłonnych to unikamy wink)
                > A dobre są.


                rosol robi sie sam, to prawda smile
                ale reszta? no trzeba sie napieprzyc przy obieraniu i krojeniu
                chyba ze z mrozonki, ale teraz w sezonie kiedy jest masa mlodziutkich tanich
                warzyw to szkoda na mrozonkach, smak inny i w ogóle smile
                • sir.vimes Re: Zupa 18.06.07, 11:01
                  Ja z soczewicy np. zupę robię - plus przyprawy , czosnek, cebulka (kroi się
                  chwilę), warzywa z mrożonki.
                  • moofka Re: Zupa 18.06.07, 11:04
                    napisz co dokladnie z ta soczewica robisz?
                    • sir.vimes Re: Zupa 18.06.07, 11:36
                      Wrzucam do garnka i gotuję (na zupy lepsza jest czerwona , bo się "rozpada").
                      Przepisy masz np. tu:
                      kuchnia.gazeta.pl/kuchnia/3,0.html?slowo=soczewica%20zupa
                      Większość nie jest czaso i pracochłonna.
                      A, do takiej zupy właściwie nie potrzeba wywaru z warzyw (nawet jeśli w
                      przepisie jest).

          • sir.vimes Nie do końca kumam 18.06.07, 10:49
            > Ech Moofka dobrzez e nie trafilas na mojego sad
            > Nie zje niczego oprocz ziemniakow, sosu, miesa i surowki ewentualnie moze byc
            > czasami schabowy

            Alergia? Choroba?

    • gryzelda7 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:32
      To ja Was rozczaruje ; gotuje codziennie
      • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:38
        gryzelda7 napisała:

        > To ja Was rozczaruje ; gotuje codziennie


        ale o co chodzi? ;D
        • gryzelda7 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:39
          moofka napisała:

          > gryzelda7 napisała:
          >
          > > To ja Was rozczaruje ; gotuje codziennie
          >
          >
          > ale o co chodzi? ;D


          o gotowanie obiadów codziennie
          • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:42
            obiadow to watek, ja pytam o rozczarowanie ;P
            • gryzelda7 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:44
              moofka napisała:

              > obiadow to watek, ja pytam o rozczarowanie ;P
              z tego co pisze wieksza część mam to piszą że nie gotują obiadów
              ojj nie chce mi sie rozpisywać, poczytaj plissssss
              to przez te pogodę
              pozdrawiam
              • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:46
                skoro nie gotuja to nie chca albo nie lubia i wiedza co robia
                dlaczego mialo by je rozczarowac, ze ty robisz to codziennie?
              • gaskama Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 11:08
                No czuję się rozczarowana aż diabli.
    • mara_jade73 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:51
      Nie to, że nie gotuję wcale ale nie robię tzw. klasycznych obiadków (zupa,
      drugie, surówka itd.) Obiady u nas są jednodaniowe i często przygotowywane z
      półproduktów, często też jemy na mieście lub zamawiamy do domu. Nie uważam żeby
      np mrożone pyzy lub pierogi czy gotowe (bardzo smaczne zresztą)krokiety kupione
      w sklepie (do tego barszczyk) były trucizną której nie moze jeść mój syn. Pizze
      też czasem wcina z nami. Jutro np. gotję zupę szczwiową na dwa dni i bedziemy
      ją wcinać na obiad z jajkiem. Oczywiście mam od rodziców gotowy słoiczek
      szczawiu więc robię ją w 15 minut.
      • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:56
        >Nie uważam żeby
        >np mrożone pyzy lub pierogi czy gotowe (bardzo smaczne zresztą)krokiety
        >kupione
        >w sklepie (do tego barszczyk) były trucizną której nie moze jeść mój syn

        trucizna to moze nie
        ale na pewno nie jest to wartosciowy i zdrowy posilek
        i na dluzsza mete na gotowej garmazerce nie opieralabym diety, zwlaszcza dziecka
    • gaskama Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:56
      Mam podobny problem. Nie umiem i nie lubię gotować. Młodego długo trzymałam na
      słoiczkach, potem gotowała mu niania. Teraz chodzi do przedszkola, ale jedzenie
      przedszkolne mu nie za bardzo smakuje. Jest wybitnym mięsożercą a w przedszkolu
      dają często naleśniki, leniwe z cukrem itp. Niania gotuje dobre zupki. Zawsze
      część zamrażam i mam na weekendy. Poza tym z mężęm jadamy w weekendy w dobrych
      reastauracjach, czyli niekonieczne syf, i przyzwyczaiłam młodego do tego.
      Oczywiście nabardziej lubi dobrą włoską pizzę, ale w restauracji zje wszystko.
      Mam też danie na czarną godzinę, czyli makaron z sosem pomidorowym własnej
      roboty (pomidorki z puszki uduszone z czosnkiem i bazylią na oliwie i dotego
      dodane albo przysmażone kawalki bakłażana lub cukinii, wszystko posypane
      parmezanem, to syn jest gotów jeść zawsze). Ale generalnie kucharka ze mnie
      kiepska.
    • melka_x Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 10:57
      Ja myślałam, że przetrzymam dziecko na słoikach dopóki nie będzie mogło jeść
      tego co my. Ale niestety, dziecko w wieku 10 miesięcy zdecydowanie odmówiło
      słoików i musiałam zacząć gotować zupy:/. Teraz już je to co my, tyle że staram
      się, żeby nie były to rzeczy ciężkostrawne. No ale ja dla nas gotuję, bo lubię,
      więc mi łatwiej. Nie wiem co Ci poradzić. Chyba, że dziecko idzie do złobka i
      tam będzie dostawać obiady.
      Jak nie jesteście wegatarianami to bez obiadów daleko nie zajedzie, trudno
      dziecku dawać surowe mięso, prócz pieczywa warto żeby czasem jednak zjadło
      jakąś kaszę czy makaron, wybór szklarnianych warzyw w zimie też nie jest duży,
      i szklarnianie sałaty itp. zbyt zdrowe nie są, więc czasem trzeba jakieś
      jarzyny ugotować. Jest cała masa prostych dań, które robi sie w kilka minut,
      może na to postaw?
      • sebaga Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 11:47
        Zadałam to pytanie z ciekawości, zainspirowana forum. Kilka razy już natknęłam
        się na wypowiedź babki, która jest mamą a nie gotuje. Byłam ciekawa jak sobiee
        radzą. To, że ja nie gotuję dla siebie nie oznacza, że będę małego faszerować
        chemią..Dla jego dobra jestem skłonna się poświęcać smile) i paru przepisów się
        nauczyć.
      • agysa Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 11:49
        Dziecko je obiady w przedszkolu, mąż w pracy a ja nie jadam przez tydzień
        obiadów a na sobotę jeździmy na obiad do mamy i zawsze nam daje coś na
        niedzielę smile
        Jak skończyłam ze słoiczkami i zanim mała poszła do przedszkola to gotowałam
        ale raz na kilka dni bo jej mroziłam i później tylko wyciągałam z zamrażalki i
        po krzyku.

    • kotbehemot6 Refleksyjnie... 18.06.07, 12:09
      Do dzis mam w ustach smak bitek mojej mamy, z kopytkami, sosem i świeżą kapustka z koperkiem. Nigdy potem takich nie jadłam, i zapach ciasta drozdżowego mmm..Wspomnienie domu to też zapach jedzenia, smaki...co będa pamiętac dzici karmione w stołówkach jakie smaki będa się kojarzyc z dzieciństwem-zapach jadłodajni..troche smutne
      A tak w temacie postu-młoda do roku jadałą obiadki słoikowe-nie miałam dostęu do jarzynek ze zdrwego źródła,więc już wolałam słoiczki. Teraz gotuję, sporadzycznie kupię jakieś gotowe pierogi czy inne mrożonki do zupy-najczęściej w zimie.
      • sir.vimes Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 12:49
        Moja mama nigdy nie gotowała, najwyżej robiła surówki, a wspomnienia z
        dzieciństwa też mam piękne. Zapachowe i smakowe też.
        • kotbehemot6 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 12:53
          Ale jestes uboższa o to co mogło się wiązać tylko z Twoja mamą czy rodziną..nie mozesz powiedziec,ze moja mam robiła najlepsze na świecie knedle..nie mwóię ,ze to gorsze tylko,ze smutne.Nie wątpię ,ze masz piękne wspomnienia....
          • headonshoulders Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 13:11
            hehe ide sie pochlastac
          • zuzia412 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 13:13
            kotbehemot6 napisała:

            > Ale jestes uboższa o to co mogło się wiązać tylko z Twoja mamą czy
            rodziną..nie
            > mozesz powiedziec,ze moja mam robiła najlepsze na świecie knedle..nie mwóię ,z
            > e to gorsze tylko,ze smutne.Nie wątpię ,ze masz piękne wspomnienia....

            No bez przesady z tym smutkiem. Możej jej mama zamiast siedzieć pół dnia w
            kuchni przesiadywała z nimi na plaży albo łaziła po lesie. Moja mama też zawsze
            pysznie gotowała, ale obeszła bym się bez tego. Wolałabym powiedzieć że latem
            codziennie jeździliśmy nad jezioro.

            Dlatego moja córka też do roku jadła słoiczki - a ja siedziałam z nią pół dnia
            nad morzem. A teraz muszę gotować, więc gotuję w sobotę wielki gar i też pakuję
            w słoiki. Niania nie musi w tygodniu gotować i moja córcia nadal chodzi
            codziennie na pół dnia nad morze. A warzyw i owoców je wystarczająco by pokryć
            brak witamin z zagotowanych w słoikach zup i pulpecików.
          • mera73 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 13:22
            Ależ dlaczego smutne? Chyba w nie w każdej rodzinie musi występować stały zestaw
            wspomnień, które decydują, że jest ono wesołe czy nie. Moja mama coś tam
            gotowała, podobnie jak babcia, nawet nieźle, ale ja i tak najżywiej wspominam
            wyprawy na ciastko do Europejskiego (w Warszawie)i placki ziemniaczane z kefirem
            w Jastarni. Moje dziecko raczej na pewno będzie pozbawione domowych pierogów smile
            Ale może będzie miało inne wesołe przeżycia? smile Wracając do pytania autorki: do
            mniej więcej roku synek jadł słoiczki, potem zaczęła gotować mu niania. Ze
            świeżych składników, które kupujemy. Kiedy jedziemy gdzieś razem na wycieczkę,
            je z nami w knajpie (makaron, ziemniaczki, zupę itp). Czasami robię jakąś zupę,
            bo też mi się wydaje, że zupa "robi się" sama. Uważam, że to, że się nie gotuje
            w tradycyjnym pojęciu nie oznacza, że nie je się zdrowo. Inna sprawa, że moje
            dziecko samo zadecydowało: jest bardzo "mięsny", i lubi białe pieczywo.
            Odkryliśmy to przypadkiem - ! - bo sami go nie jemy.
            • sebaga Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 13:30
              z tymi wspomnieniami to róznie bywa. Moja mama gotuje świetnie, nie znam osoby,
              która po spróbowaniu jej kuchni ma inne zdanie. Ale nie mam tak sentymentalnych
              wspomnień z dziecństwa a propos jedzenia. Z rozrzewnieniem wspominam natomiast
              inne rzeczy np. To jak z rodzicami o świcie chodziliśmy do lasu i koło nas
              biegały sarny. Nigdy nie zapomnę też smaku ciepłej herbaty pitej na dworze.
              • kotbehemot6 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 13:47
                Pięne byy ispacery po lesie i pływanie łodza po morzu, i czytanie z mama pod koem i masa innych wspomnień..ale z tego wynika ze mam też takie,które zwasze gdziekolwiek poczuje zapach drozdżowego ciasta przypomni mi sie dom ..i naprawdę nie trzeba siedziec całymi dniami w kuchni żeby zrobić pyszny pachnący obadek, przy którym stołówkowe się chowaja o kosztach nie wspomnę, ..śmiem twierdzic,ze kobiety,które twierdzą iz gotowanie zajmuje im bóg wie ile czasu i na nic innego inm nie starcza są wyjatkwo źle zorganizowane albo wyjątkowymy leniuchami...zreszta szczerze powiedziwszy wisi mi to i powiewewa-lubie zjeśc dobrze i smacznie i lubię wiedziec co jemm, lubię zapach smacznego jedzonka-wolicie inaczej wasza działka ani myśłeę was pzrekonymwać.Zdrówka.
                • zuzia412 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 14:00
                  kotbehemot6 napisała:

                  ..śmiem twierdzic,ze
                  > kobiety,które twierdzą iz gotowanie zajmuje im bóg wie ile czasu i na nic inne
                  > go inm nie starcza są wyjatkwo źle zorganizowane albo wyjątkowymy
                  leniuchami...
                  > zreszta szczerze powiedziwszy wisi mi to i powiewewa-lubie zjeśc dobrze i
                  smacz
                  > nie i lubię wiedziec co jemm, lubię zapach smacznego jedzonka-wolicie inaczej
                  w
                  > asza działka ani myśłeę was pzrekonymwać.Zdrówka.

                  Tak dobrze zorganizowana, a nie nauczyła się pisać. Albo wyjątkowy leniuch.
                  • kotbehemot6 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 14:06
                    roztrzepana-raczej...czasem tez przesolę albo dopieprzeę..przepraszam przepiperzę....
                • wieczna-gosia Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 14:26
                  śmiem twierdzic,ze
                  > kobiety,które twierdzą iz gotowanie zajmuje im bóg wie ile czasu i na nic inne
                  > go inm nie starcza są wyjatkwo źle zorganizowane albo wyjątkowymy leniuchami...

                  a te ktore nie lubia gotowac? Serio robie wiele pracochlonnych rzeczy i gdybym
                  goptpwac lubila lepilabym pierogi przez pold nia bo sprawialoby mi to fun. A mi
                  funu nie sprawia nawet ugotowanie kisielu smile)
                  • kotbehemot6 Re: Równie Refleksyjnie... 18.06.07, 15:22
                    A co to kogo obchodzi???a jedz sobie co chgcesz i jak chcesz..twierdze,że w duzej mierze jesteśmy tym co jemy i trudno się z tym nie zgodzić. Rozwój intelektualny w niczym nie wyklucza zdrowego jedzenia i gotowania. Zresztą....tobie sprawai fun jedzenie czegoklowiek... mi nie.i pewnie tak samo Cie to obchodzi jak mnie Two j kisuel a właściwie jedgo brak
                • adsa_21 Re: Równie Refleksyjnie... 19.06.07, 12:30
                  po prostu nie lubie gotowac..i zawsze mam milion rzeczy do zrobienia, by tylko
                  sie wymigac od stania przy garach.
                  wole isc z dzieckiem na spacer, do kina, lasu
                  albo samej na zakupki czy piwkobig_grinD
            • adsa_21 Re: Równie Refleksyjnie... 19.06.07, 12:27
              hehe.
              moja mama tez cienka kucharka.
              gotowala jakies tam zupiny-ot i wszystko.
              smaku domowych pierogow nie znam
              jakos nie narzekam z tego powodu.
          • sir.vimes Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 15:01
            żołądek nigdy nie był moim najistotniejszym narządemwink

            Uboższa za to byłabym o wiele chwil spędzonych z mama w galeriach, na
            wycieczkach, w jej laboratorium , a choćby i w parku itp gdyby wolała w tym
            czasie lepić jakieś kluchy.
            • moofka Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 15:38
              sir.vimes napisała:

              > żołądek nigdy nie był moim najistotniejszym narządemwink
              >
              > Uboższa za to byłabym o wiele chwil spędzonych z mama w galeriach, na
              > wycieczkach, w jej laboratorium , a choćby i w parku itp gdyby wolała w tym
              > czasie lepić jakieś kluchy.


              jakies tam kluchy tongue_out
              dla mnie dom, to tez domowe jedzenie
              a kuchnia glowne i najcieplejsze miejsce w calym domu
              nie uwazam, ze miejsce kobiety jest w kuchni i kazdy musi chciec i lubic
              gotowac - bo nie
              ale wiem o czym behemot pisze bo mam podobnie
              zarcie nie jest w centrum uwagi, ale wspolne przygotowywanie posilkow jest
              czasem bardzo cennym
              chociaz nie lubie piec, czasem zakasam rekawy i zrobie mlodemu czy staremu cos
              co lubia i tylko dlatego, ze to lubia, nie ma nic ladniejszego w kuchni, niz
              nieporadnie ulepione ciasteczko, a na widok palucha wylizujacego te slodkie
              resztki z miski po ciescie zawsze mieknie mi serce
              dla mnie zyjacy dom to bulgocacy gar, a smaki dziecinstwa do dzisiaj znajduje
              tylko w mamowej kuchni
              tak mam
              i nie oddadza tego kupne pyzy, chociaz zdarza mi sie nimi zgrzeszyc smile
              umiejetnosc gotowania, chocby kilku najprostszych rzeczy, przyjemnosc z
              odkrywania nowych smakow i radosc ze spozywanych wspolnie posilkow to cos
              waznego co warto przekazywac dalej
              • kotbehemot6 Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 15:41
                no właśnie.dziwi mnie podejście=rozwój kulturalno intelektualny i spacery+ brak domowego jedzenia??????
              • sir.vimes Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 15:59
                Behemot sugeruje mi niemiło, żem uboższa. Lub , że moja matka gorsza bo knedli
                nie robiła.

                A ja sugeruję ,może też nieprzyjemnie, ze jakoś średnio bawi mnie koncentrowanie
                się na żołądku.

                Dla mnie jedzenie to jedzenie, kalorii dostarcza . Z domowego jedzenia pamiętam
                głównie rzeczy obrzydliwe, których nie lubiłam. Z niedomowego - też.
                Miłe wspomnienie z kuchni mam - ciasteczka kruche w wykonaniu mojego dziadka.
                Rzadki rarytas.
                Knedli, pierogów, kopytek, omletów , placków ziemniaczanych itp- całe
                dzieciństwo nienawidziłam.
                W gruncie rzeczy całe życie mogłabym poprzestać na tartej marchewce z jabłkiemwink

                Najcieplejszym i najbardziej rodzinnym miejscem mojego domu była maszyna do
                szycia i kanapa obok. Tam mama z babcią tworzyły po pracy małe arcydziełka ,
                uczyły też mnie i siostrę szyć.
                Zamiast pierogów czy zup - pamiętam sukienki, torebeczki, kapelusiki wychodzące
                spod palców mojej Matki. Zamiast zapachu kuchni - zapach żelazka i perfum.
                Pamiętam radość jakiej mnie nauczyła - radość tworzenia czegoś PIĘKNEGO.
                Mam nadzieję , że nauczę tego tez moją córkę.
                • kotbehemot6 Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 17:00
                  Ale jestes uboższa o to co mogło się wiązać tylko z Twoja mamą czy rodziną..nie mozesz powiedziec,ze moja mam robiła najlepsze na
                  świecie knedle..nie mwóię ,ze to gorsze tylko,ze smutne.Nie wątpię ,ze masz piękne wspomnienia....

                  Przeczytaj droga vimes jeszcze raz i powiedz w którym to miejscu sugerowałam,ze twoja mama jest gorsza??????? A ze nie masz pewnychg wspomnień uważanych za miłe??-to pewnie są uboższe wspomnienia..podobnie jak ja nie mam z wojaży zagranicznych które też sa miłe ale jestem o nie uboższa.....
                  • sir.vimes Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 17:03
                    Właśnie - przeczytaj swoje wypowiedzi jeszcze raz, drogi KocieBehemocie. Bo dla
                    mnie są jednoznacznie BARDZO niemiłe. Uboższa we wspomnienia - sugeruje pewien
                    brak. A ja widzę jedynie RÓŻNICĘ DOŚWIADCZEŃ CZY WRAŻEŃ. Tak samo, mam nadzieję
                    , bogatych.

                    Myślę, że nikt nie jest o żadne NIEISTNIEJĄCE wspomnienia "uboższy" - ma inne
                    "zamiast".

                    • moofka Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 17:53
                      ir.vimes napisała:

                      > Właśnie - przeczytaj swoje wypowiedzi jeszcze raz, drogi KocieBehemocie. Bo dla
                      > mnie są jednoznacznie BARDZO niemiłe. Uboższa we wspomnienia - sugeruje pewien
                      > brak. A ja widzę jedynie RÓŻNICĘ DOŚWIADCZEŃ CZY WRAŻEŃ. Tak samo, mam nadzieję
                      > , bogatych.
                      >
                      > Myślę, że nikt nie jest o żadne NIEISTNIEJĄCE wspomnienia "uboższy" - ma inne
                      > "zamiast".
                      >

                      zupelnie od czapy skojarzenia
                      kazdy ma wspomnienia, i na ogol fajne o ile dziecinstwo spedzil wsrod
                      kochajacych ludzi
                      ale tu konkretnie piszemy o kuchni, wspolnym gotowaniu i rodzinnym czasie kuchennym
                      bardzo waznym - a ten kto go mial, pisze ze byl wazny
                      ja tez umiem szyc, robic na drutach, na szydelku, gory schodzilam z rodzicami
                      wzdluz i wszerza, a mama inzynier nauczyla mnie jeszcze w podstawowce wymienic
                      kazdą wtyczke tongue_out
                      ale jak to sie ma do tematu?
                      to tak jest ze albo sie umie i lubi gotowac, albo robi cala reszte rzeczy?
                      nie bardzo rozumiem
                      • sir.vimes Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 18:20
                        Piszemy o kuchni?

                        Wątek jest raczej o mamach i dla mam NIE lubiących gotować.

                        To co napisałam o szyciu do tematu ma się tak - dla jednego rodzinnym centrum
                        jest kuchnia a mama kojarzy się z zapachem, dajmy na to, konfitur z róży. Dla
                        innego rodzinnym centrum jest maszyna do szycia czy powiedzmy, biblioteczka
                        dziaduniawink
                        Żadna z tych osób nie jest UBOŻSZA. Żadnej niczego nie brakuje.

                        Od czapy jest sugerowanie, ze tylko jeden rodzaj wspomnień jest słuszny i że ten
                        właśnie trzeba dzieiom zapewnić.
                        • moofka Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 18:24
                          ale dlaczego ubozsza, widac w twoim domu sie nie gotowalo, posilkow nie
                          celebrowalo, sztuka gotowania ograniczala sie do wrzucenia mrozonki na olej
                          i tak tez mozna i ja to rozumiem, tyle, ze ja na przyklad lubie inaczej tongue_out
                          • sir.vimes Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 18:29
                            Oj, Moofka, chyba powinnas powściągnąć język. Te ad personam są trochę nie na
                            poziomie.

                            Zasugerowano mi, żem uboższa. JA nikomu nie sugerowałam , że uboższy - lub , że
                            ma jakieś braki. Włączyłam się w wątek w założeniu dla kobiet nie
                            przywiązujących OGROMNEJ wagi do gotowania.
                            Zabawne.
                            • moofka Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 20:33
                              nie bylo moja intencja obrazic cie
                              napisalam jak uwazam, cenie domowe jedzenie i uwazam, ze w domu w ktorym sa
                              dzieci warto czasem dla nich to zrobic
                              nie lubie tez zarcia z mrozonek, bo mi wstretnie i siegam po nie tylko kiedy
                              musze, ty lubisz i lub
                              a gdzie ad personam widzisz, to ja naprawde nie wiem, czy dlatego mam "jezyk
                              powsciagac, ze cenie inna kuchnie niz ty? no prosze ciebie tongue_out
                              • sir.vimes Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:20
                                IMO było twoją intencją obrazić mnie - szczególnie sugestia o "braku ceremoniału
                                jedzenia" czy jakoś (tak jakby rodziny w których MATKA nie gotuje jadły pod
                                stołem na gazeciesmile))

                                W ogóle czym innym jest zachwyt nad własnym sposobem życia (pożądany u zdrowej
                                istoty) czym innym wywyższanie swego sposobu życia i stawianie jako jedyny
                                dopuszczalny (jak teksty Kota o moim ubóstwie i braku wspólnych spraw z matką -
                                bo z nią pierogów nie lepiłam).

                                Wracając do obiadów na szybko,
                                dziś było to:

                                kuchnia.gazeta.pl/kuchnia/2,54041,,,,44359068,P_KOBIETA_PRZEPISY.html
                                Zamiast majonezu daliśmy pomidory.

                                • kotbehemot6 Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:30
                                  y (jak teksty Kota o moim ubóstwie i braku wspólnych spraw z matką -
                                  > bo z nią pierogów nie lepiłam).
                                  >

                                  Vimes -juz nie podejmowałam dyskusji bo mi sie nie chciało ale już tym tekstem mnie robawiłaś,Pozwól,ze wyjaśnie Ci wyjaśniej bardziej czytelnie. Każdy z nas ma różne doświadczenia, ja jestem uboższa o te ,których Ty doświadczyłaś, Ty o moje-w tym własnie moje wspomnienia dotyczące kuchni mojej mamy. Nigdzie nie użyłam ani obraźliwego ani innego sformułowania ,które mogłoby Cie jakkolwiek dotknąv gdybyś tylko wykazała sie dobrą wola i starała się zrozumieć a z niewiadomych przyczyn myśłała,ze wszyscy chcą Cie dotkąc i urazić dumę.
                                  • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:33
                                    Nie z niewiadomych przyczyn. Z wiadomych. I wyjaśnionych.

                                    Napisałam dokładnie co sądzę o twoich sformułowaniach i jak moim zdaniem można
                                    je zastąpić. Do tego się nie odniosłaś - więc nie okazałaś dobrej woli i nie
                                    wyprowadziłaś mnie z błędu.

                                    Po drugie - dwie osoby to jeszcze nie wszyscysmile)))
                                    • kotbehemot6 Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:37
                                      > Ale jestes uboższa o to co mogło się wiązać tylko z Twoja mamą czy rodziną..nie
                                      > mozesz powiedziec,ze moja mam robiła najlepsze na świecie knedle..nie mwóię ,z
                                      > e to gorsze tylko,ze smutne.Nie wątpię ,ze masz piękne wspomnienia....

                                      nadal twierdzę,ze nie wizę pwodów do nazwania pow.wypowiedzi obraźłiwej-twoja mam nie gotowała więc jestes uboższa o doświadczenie gotowania may-tyle i koniec a reszta to juz twoje dorabianie ideologii. Zauwaz ,ze napisała,że nie jeste to gorsze czy jakkolwiek inne po prostu nie masz takiego doświadczenia....jeżeli jest to dla ciebie obraźliwe to to już jest Twój problem
                                      • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:41
                                        Teraz użyłaś wyrażenia "nie masz takiego doświadczenia". Nie mam.

                                        I to wyrażenie obraźliwe w żaden sposób nie jest.

                                        A tamto zacytowane - odebrałam inaczej.

                                        Jaśniej już nie mogę.
                                        • kotbehemot6 Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:44
                                          Trudno, ja tez . Płakac nie będę.
                                • moofka Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:34
                                  jakis kosmos, widzisz atak w zwyklej dyskusji o zarciu? moze faktycznie gdzies
                                  cie cos uwiera, ze tak nerwowo reagujesz ;P
                                  • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:38
                                    Tak , uwiera.

                                    Uwiera mnie , ze dla wielu osób jest OCZYWISTE, że każda matka ma czas i chęć
                                    lepić knedle czy pierogi. Że to kobieta stoi nad garnkami (bo jak nie matka to
                                    kto;P?). Że post o niegotującej matce wywołuje sugestie o braku ceremoniału
                                    jedzenia itp tudzież niewczesne współczucie z powodu braku wspólnych z matką spraw.

                                    Uwiera mnie to bardzo.
                                    • kotbehemot6 Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:43
                                      widać masz z tym problem...trudno.Swoja drogą kuchnia stanowi wazny element kazdej kultury, dla mnie jest ważne jak,i co jem,dla ciebie nie...w porządku ,ale też nie wymagaj by stawiano ci pomniczek bo ci sie nie chce.ja też nie wymagam by mi stawiano popomnik z tego powodu, ale tak się skaład,zę mam prawo do wyrazenia swojej opinii a doklejanie etyietki obraźliwości gdzie jej nie ma kłade na karb kompleksów niz faktycznch argumentów w dyskusji.
                                      • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:49
                                        Zabawne. Nie proszę o pomniczek - dzielę się przepisami na szybkie dania. Czekam
                                        też na obiecane przez Marghe72. Ot, cała zagadka - w wątku o szybkim gotowaniu i
                                        nie lubiących gotować mamach opisałam swoją, która nie lubiła. Widocznie to
                                        bulwersujące smile))

                                        • kattkak Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:55
                                          zadziwiające jest to jak emocjonujący może być wątek kulinarny.

                                          Jak zwykle mamy niepracujące sugerują pracującym, że są uboższe o coś tam, mamy
                                          gotujące udowadniają mamom niegotującym, karmiące piersią- niekarmiący, itp.
                                          Jak zwykle na e-mamie.
                                          • sir.vimes Bo to ciekawy temat:) 18.06.07, 22:10
                                            Przy okazji polecam - gwoli refleksji lub krytykismile

                                            www.efka.org.pl/index.php?action=p_art&ID=8
                                            • kattkak Re: Bo to ciekawy temat:) 18.06.07, 22:32
                                              sir.vimes napisała:

                                              > Przy okazji polecam - gwoli refleksji lub krytykismile
                                              >
                                              > www.efka.org.pl/index.php?action=p_art&ID=8

                                              jakbym czytała o swojej mamie smile
                                              świetna puenta tej dyskusji
                                              • igge Do Vimes 19.06.07, 12:47
                                                fajny i wcale nie złośliwy artykulik
                                            • moofka Re: Bo to ciekawy temat:) 19.06.07, 08:47
                                              sir.vimes napisała:

                                              > Przy okazji polecam - gwoli refleksji lub krytykismile

                                              a slowo komentarza?
                                              nie bardzo wiem, czego oczekujesz wrzucajac taki jednostronny i zlosliwy
                                              artykulik
                                              z nim dyskutowac czy z twoja intencja umieszczenia go akurat w tym watku? ;P
                                              • ledzeppelin3 Re: Bo to ciekawy temat:) 20.06.07, 17:52
                                                Tekst świetny
                                                A że w naszej Polskiej kulturze matka karmiąca z chochlą w ręku i karmiącym
                                                cycem na wierzchu jest postrzegana w społeczeństwie jako ideał Żony i Matki, i
                                                dużo pań pragnie do tego ideału doskoczyć? Cóż, pozostaje nam przełamywać
                                                stereotypybig_grin
                                        • kotbehemot6 Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:55
                                          Jedyne co mnie bulwersuje to przyklejanie łatek gdy nie ma ku temu powodu.reszta mnie nie interesje, wychodzę z założenia ,ze każdy jest kowalem swego losu i niech czyni jak uważa. W kwestii jedzenia "filozofia" jest dosyc prosta-jestes tym co jesz. Dom-jego klimat-to także smaki i zapachy tylko rodzinnemu domowi przypisane-,czasem jako istota ułomna, grzeszę i nabęde to i owo gotowe-choćby sporne pierogi.uważasz inaczej- twoja sprawa...ale nie przypinaj łatek komus innemu,tylko dlatego ,że Cie uwiera to,że nie każdy podziela twoje zdanie.
                                          • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:57
                                            > Jedyne co mnie bulwersuje to przyklejanie łatek gdy nie ma ku temu powodu.

                                            No właśnie.

                                            smile)))
                                            • kotbehemot6 Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 22:01
                                              Nie sugeruj mi swojej praktyki, stwierdziłam fakt braku doświadczenia czyli bycia uboższą o ....to co wiesz. Dopisanie do tego ideologii,łącznie z zarzutem iz jakoby jesteś gorsza-chociaz w moim poście była zgoła odwrotnie-to juz twoja działka. Idę zadabać o celebracje posiłku w postaci zjedzenia arbuza w towarzystwie małżonka....
                                              • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 22:08
                                                "Nie sugeruj mi swojej praktyki"


                                                ?????
                                    • moofka Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 21:52
                                      sir.vimes napisała:

                                      > Tak , uwiera.
                                      >
                                      > Uwiera mnie , ze dla wielu osób jest OCZYWISTE, że każda matka ma czas i chęć
                                      > lepić knedle czy pierogi.

                                      niczego takiego ja w tym watku nie wyczytalam
                                      sama od dawna pierogi jem tylko wtedy jak mnie tesciowa poczestuje tongue_out
                                      a mimo to codziennie mam cieply obiad w domu


                                      Że to kobieta stoi nad garnkami (bo jak nie matka to
                                      > kto;P?). Że post o niegotującej matce wywołuje sugestie o braku ceremoniału
                                      > jedzenia itp

                                      owszem to jest dla mnie dosc oczywiste
                                      jezeli matka je na miescie ojciec w pracy, a dziecko ze sloika kiedy mają czas
                                      spotkac sie przy wspolnym posilku, czy odkryc radosc ze wspolnego gotowania
                                      skoro nikt tego nie robi?
                                      jezeli dorosla kobieta nie wie, jak i czym karmic dziecko po sloikach to chyba
                                      troche na bakier u niej nie z lepieniem pierogow, ale ze zdrowym stylem zycia
                                      najogolniej tez
                                      a zdrowe nawyki zywieniowe rowb=niez to jedna z cenniejszych rzeczy, ktore
                                      przekazujemy dzieciom
                                      jedzenie to nie tylko jedzenie - to przede wszystkim zdrowie albo nie
                                      szczupla sylwetka, albo wieczne problemy z nadwaga
                                      dobre samopoczucie i cala masa innych rzeczy
                                      a gotowac nie musi kobieta, niech robi to ten, kto umie i lubi


                                      tudzież niewczesne współczucie z powodu braku wspólnych z matką sp
                                      > raw.
                                      >

                                      ja wyczytalam sentyment do mamowych smakolykow li i jedynie
                                      mnie to nie jezy

                                      > Uwiera mnie to bardzo.
                                      • sir.vimes Re: Z warząchwią do boju? 18.06.07, 22:07
                                        Ale teraz piszesz o czymś innym - z czym ja się zresztą w zupełności zgadzam.

                                        Jednak - jeżeli ktoś pisze o niegotującej matce nie oznacza to, ze NIKT w domu
                                        nie gotował ;PPPPP

                                        Poza tym - są miliony szybciutkich przepisów (no, jak się nie lubi warzyw z
                                        mrożonki to odrobinę mniej szybkich) i chyba mama, która założyła wątek miała na
                                        takie przepisy czy porady ochotę.
                                        Co do wspólnych posiłków - racja. Ale mam wrażenie, że bar mleczny też
                                        specjalnej szkody nie wyrządzi, jeżeli ktoś naprawdę gotować NIE ZNOSI.
                                        Pracujący mąż i niepracująca matka (przyznam, że nie myślałam o tej opcji) - też
                                        w gruncie rzeczy mogą ustalić , że pracujący gotuje. Da się zrobić. Pracujące
                                        matki dają radęsmile
                                        A spotkać się i pogadać , spędzić wspólnie czas też chyba dadzą radę -
                                        niekoniecznie przy posiłku (chociaż tak jest najprościej i przyjemnie). Można
                                        przy samej herbacie.


                                        Co do ostatniego akapitu - ja się odwoływałam do dosłownej wypowiedzi, zresztą ,
                                        kierowanej właśnie do mnie.
                    • monia145 Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 18:15
                      Sir, ale jesli zakładamy, że w dzieciństwie zbieramy jakiś bagaż doświadczeń i
                      wspomnień i że jednym ze wspomnień są miłe chwile spędzone z rodzicem z kuchni
                      przy lepieniu pierogów, a których Ty nie doświdczyłaś, to można moim zdaniem
                      powiedzieć, że jesteś uboższa o te wspomnienia. W sensie, że ich nie masz, a
                      nie, że ich brak zubożył Cię wewnętrzeniewink Bo to absurd..niby dlaczego miałby
                      to zrobić? Ja lepiłam pierogi z babcią i jakos specjalnie wzbogacona sie nie
                      czułam ani nie czujęwinkP
                      Tak ja to rozumiem.
                      • sir.vimes Re: Nie, nie jestem o nic uboższa 18.06.07, 18:22
                        A ja zrozumiałam, ze właśnie miałabym czuć sie tymi nieszczęsnymi knedlami
                        wzbogacona (gdyby zaistniały) i że dziecko tak trzeba wzbogacać.
                        A mnie nie kręci.

                        Zresztą, pierogów akurat za bardzo nie doświadczyłam ale za to skubałam bażanta wink
                  • sir.vimes Knedle 18.06.07, 17:05
                    poza tym - choćby moja mama 10 lat non stop robiła knedle i tak nie
                    powiedziałabym, ze są najlepsze. Nie jadałam knedli - nie znosiłam tej potrawy.
      • wieczna-gosia Re: Refleksyjnie... 18.06.07, 14:23
        kotbehemot6 napisała:

        > Do dzis mam w ustach smak bitek mojej mamy, z kopytkami, sosem i świeżą kapustk
        > a z koperkiem. Nigdy potem takich nie jadłam, i zapach ciasta drozdżowego mmm..
        > Wspomnienie domu to też zapach jedzenia, smaki...co będa pamiętac dzici karmion
        > e w stołówkach jakie smaki będa się kojarzyc z dzieciństwem-zapach jadłodajni..
        > troche smutne
        > A tak w temacie postu-młoda do roku jadałą obiadki słoikowe-nie miałam dostęu d
        > o jarzynek ze zdrwego źródła,więc już wolałam słoiczki. Teraz gotuję, sporadzyc
        > znie kupię jakieś gotowe pierogi czy inne mrożonki do zupy-najczęściej w zimie.

        moja mama juz nie cierpiala gotowac. Wiec moge ci powiedziec jakie smaki kojarza
        mi sie z dziecinstwem smile
        pulpety z buraczkami mniam smile
        leniwe z serem mniam smile
        makaron z truskawkami mniam mniam smile
        rozbity na pergamin schabowy zieminaki plus kapustka mniam mniam smile

        nie czuje sie jakos drastycznie odarta z tej magdalenki Prousta smile

        Sama gotuje nieuwaznie i rownie slabo jak mama, chociaz maz twierdzi ze nieco
        lepiej smile np. po 15 latach pieczenia kurczakow robie podobno zjadliwe smile dzieci
        lubia moj biszkopt z truskawkami, leczo czyli mamalyge z warzyw, spagetti (to
        juz nie kazde) oraz pomodorowke z koncentartu obowiazkowo z ryzem smile bo w
        weekendy jednak na ogol musze sie przelamac smile
        • kotbehemot6 Re: Refleksyjnie... 18.06.07, 15:24
          Przynajmniej twoje dzieci będą mogły powiedzieć,ze nikt nie gotował tak ohydnego kurczaka jak moja mama..a moze dla nich ten kurczak jest najlepszy pod słońcem-bo Twój.PZDR.
    • abosa Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 13:52
      jestem z tych gotujących smile
      wiem, że wątek nie dla mnie, ale ja tu konstruktywnie chciałam ... wink

      jeśli jesteś w stanie się przełamać i dostąpić do garów podpowiem Ci że:
      1. makaron gotuje się szybko, dzieci go lubią, można kombinować z wielkością,
      kształtem i kolorami. Sos do makaronu robi się mniej w tzw. międzyczasie smile.
      polecam szpinakowo-śmietanowy, pomidorowy, carbonara, ew. owocowy, wszystkie
      pożywne i smaczne;
      2. kasza gotuje się dłużej, ale warto ją często jeść, do kaszy szybko zrobisz
      sos śmietanowo-pieczarkowy, dłużej: mięsno-jarzynowy;
      3. soczewica gotuje się szybko smile, ja gotuję ją w niezbyt dużej ilości wody,
      nie odcedzam, obok, na patelni podsmażam cebulę i czosnek, dosypuję mąki,
      mieszam, dodaję łyżkę koncentratu, całość dodaję do gara z soczewicą, doprawiam
      solą i pieprzem;
      4. warzywa gotują się szybko smile), zanim zagotuje się gar wody, zdążysz obrać
      fasolkę szparagową i/lub "porózyczkować" brokuły/ kalafiora, opłukać bób ...,
      do tego masło/ plus bułka tarta;
      5. cukinia piecze się szybko smile posmaruj blachę, cukinię poplasterkuj wink, piecz
      kilkanaście minut, podaj z sosem jogurtowo-czosnkowo-ziołowym smile
      6. Najważniejsze: możesz zrobić dużo dobrego jedzenia i pozamrażać, zwłaszcza
      takiego, którego przygotowanie trwa: fasola w sosie pomidorowym, leczo, sosy
      mięsne ..., mnie to szalenie ułatwia życie;
      powodzenia smile
      • sebaga abosa 18.06.07, 14:23
        dzięki, rady się przydadzą smile
    • bejoy Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 14:11
      Na początku słoiczki (nic innego nie chciała wziąć do ust, chociaż nawet się
      zawzięłam i gotowałam), teraz w żłobku i w domu drobiazgi.
      Od pewnego czasu gotuje u nas pomoc, ale i tak nikt tego nie jada, bo nie ma
      komu smile))
    • marghe_72 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 14:33
      mam sporo przepisów błyskawicznychsmile
      każdy sobie z nimi poradzi
      o ile chce
      a nie musio chciecbig_grin

      wklejac?
      • gryzelda71 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 14:36
        Ja z tych gotujących,ale nowe pomysły zawsze w cenie.Wklejaćsmile
      • moofka Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 14:40
        marghe_72 napisała:

        > mam sporo przepisów błyskawicznychsmile
        > każdy sobie z nimi poradzi
        > o ile chce
        > a nie musio chciecbig_grin
        >
        > wklejac?


        marghe KONIECZNIE smile
        jestem fanka Twoich przepisow, a jako gotujaca z miloscia, ale wiecznym brakiem
        czasu blyskawiczne cenie najwyzej ;D
        • marghe_72 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 15:10
          postaram się wrzucić co nieco wieczorem
          teraz nie mam czasu
          • demarta marghe_72 18.06.07, 21:38
            mogę ci dziś dziecka uspać, wyjść z psem na spacer i posprzątać chałpę co byś
            czasa miała na powklejanie twych zacnych przepisów!!!!

            chyba nie pójdę spać i będę warować przy tym wątku sprawdzając czy już?! smile))
            • marghe_72 Re: marghe_72 19.06.07, 12:33
              Przepraszam
              jestem tak zakręcona (zajęta) ostatnio że nie mam czasu
              prosze o cierpliwość.

              jakby co to polecam wizytę w GAlerii Potraw
              tam masa prostych i mniej prostych przepisów


              Demarta, dziecię w przedszkolu, ale gdybyś się zajeła moim remontem to byłoby
              super big_grinDD
    • liwilla1 Re: do mam które nie gotują 18.06.07, 17:37
      ja gotuje, ale tylko dla mnie i malza. co prawda nie zawsze mi wszystko
      wychodzi, ale kazdy kto u mnie stoluje mowi ze mam talent smile
      dla malego poki co sloiczki, chcialam go przestawic na moja kuchnie od roczku,
      ale jeszcze mam sesje i nie mam czasu spedzac kilku godzin w kuchni. a poza tym
      Vini ma teraz problemy zaladkowe i nawet swoich ulubionych papek jesc nie chce sad
    • marghe_72 Re: do mam które nie gotują 19.06.07, 22:10
      kilka pomysłów na początek

      NAJSZYBSZE SOSY DO MAKARONU

      POMIDOROWY (w sezonie ze świeżych obranych ze skórki, poza sezonem z puszki np -
      pelati)
      na patelnię:
      oliwa, czosnek zmiażdżony - podsmażyć lekko, dodać pomidory. Doprawić sola i
      pieprzem. Ja dodaję suszone peperoncino (ostra papryczkę). Dusić aż zgęstnieje

      Do podstawowej wersji sosu można dodawać dodatki, np. cebulę, tuńczyka, bazylie
      świeżą, pieczarki itp

      MAkaron wrzucać na patelnie (a nie makaron POLEWAĆ sosemsmile ). Posypać
      parmezanem.
      --
      Sos czosnek , oliwa i ostra papryczka (Aglio olio peperoncino) - najlepszy do
      spaghetti

      na patelnie wlać oliwę, wcisnąć kilka ząbków czosnku i wkruszyć papryczkę
      chilli. Podsmażać uważając, żeby sie nie przypaliło. Ugotować spaghetti i
      wrzucić je na patelnię z sosem. Dokładnie wymieszać Jeść natychmiast.
      ---

      TAGLIATELLE Z ŁOSOSIEM I ŚMIETANĄ
      500 ml śmietany 18%
      200 g łososia wędzonego
      pieprz czerwony w ziarnach
      pieprz biały mielony
      skórka z 1 cytryny
      1 papryczka chilli suszona
      odrobina soli
      ew, odrobina cognacu


      Makaron gotować.
      Łososia pokroić w kostkę.
      Śmietanę podgrzać, dodać pieprz biały i papryczkę. Zagotować. Dodać łososia i
      skórkę cytrynową. Ew. podlać alkoholem. Wsypać czerwony pieprz. Wymieszać.
      Pogotować parę minut.
      Wymieszać z makaronem
      Spokojnie można dodać kapary np zamiast czerwonego pieprzu

      --
      SOS SEROWY Z WĘDLINĄ
      Śmietana (do zup i sosów najlepsza, ale może być i gęsta Danone) + ser
      pleśniowy typy Gorgonzola (rokpol ze sklepiku pod domem też sie nada ) +
      wędzonka (bekon, ogonówka, polędwica łososiowa, ew. szynka.. cokolwiek co sie
      da obsmażyć. Wędlinę pokroić w kostkę lub paseczki, obsmażyć (na krucho ).
      Makaron gotować "al dente"
      Śmietanę (1 lub 2 opakowania - zależy od ilości głodnych osób ) wlać na
      patelnię (na łyżkę oliwy), podgrzać, ser pleśniowy (20 -25 g) pokruszyć , dodać
      do śmietany. Rozpuścić , ciągle mieszając. Doprawić pieprzem (nie solić!!).
      Jeśli sos wydaje sie za gęsty można rozcieńczyć mlekiem lub alkoholem typu
      whisky lub białym winem.. lub dodać wodę z gotującego sie makaronu.
      Makaron wrzucić na patelnię z sosem serowym i wymieszać. Posypać wędliną
      --

      SPAGHETTI Z CYTRYNĄ
      z 1- 2* cytryn zetrzeć skórkę i wycisnąć sok
      sok wymieszać z kilkoma łyżkami oliwy i skórką
      doprawić do smaku sola i pieprzem
      garść natki posiekać, dodać do sosu
      Całość porządnie wymieszać

      Zetrzeć sporo parmezanu
      makaron gotować
      wymieszać z sosem, wsypać parmezan, wymieszać
      pyszne, moim zdaniem

      * 2 cytryny = wersja dla cytrynomaniaków
      --

      SPAGHETTI Z CYTRYNĄ I ŚMIETANĄ

      spaghetti
      5 cytryn
      2 śmietany
      masło
      parmezan starty
      sól
      pieprz

      Makaron gotować
      Z 4 cytryn zetrzeć skórkę. Wycisnąć sok (niekoniecznie ze wszystkich bo będzie
      bardzo kwaśne - kwestia gustu ). Skórkę wrzucić na patelnie z masłem, podsmażać
      na wolnym ogniu, dodać śmietanę i parmezan - jeśli całość jest za gęsta podlać
      wodą, w której gotuje sie makaron. Stopniowo dolewać sok z cytryny (uwaga -
      śmietana może sie ściąć). Doprawić sola i pieprzem.
      Ugotowany makaron wrzucić do sosu i wymieszać ,pogotować jeszcze chwilkę, dodać
      skórkę z piątej cytryny. Jeść natychmiast

      --
      CACIO E PEPE czyli makaron z serem i pieprzem

      Makaron gotować. WODY NIE WYLEWAĆ
      Ser pecorino (Romano) zetrzeć (sporo)
      Sporo pieprzu czarnego utrzeć w moździerzu (świeżo zmielony też jest ok.)
      Na patelni rozgrzać łyżkę oleju, wrzucić makaron, podlać łyżką wody z
      gotowania,
      wymieszać, posypać częścią sera, wymieszać i podlać znów wodą. Ser nie powinien
      za
      bardzo oblepić makaronu, powinien być lekko płynny
      Zdjąć patelnię z gazu, dosypać resztę sera i bardzo obficie posypać pieprzem.
      Wymieszać i jeść
      Spaghetti (lub inny makaron z cytrynowym tuńczykiem)
      Na patelnię wlać łyżkę oliwy, wcisnąć ząbek czosnku, chwilkę podsmażyć (czosnek
      nie może się przypalić!), wrzucić 1 - 2 puszki tuńczyka w oleju (olej odlać) ,
      zetrzeć skórkę z 1 cytryny, dodać do sosu, wycisnąć sok z cytryny, dodać do
      sosu. Doprawić pieprzem do smaku
      Wymieszać z makaronem

      --
      MAKARON Z POMIDORAMI i SEREM BLUE
      Pomidory obrać ze skóry
      odpestkować
      pokroić

      na patelnię wlać oliwę, wrzucić odrobinę zmiażdżonego czosnku
      dodać pomidory, dusić aż sos odparuje
      doprawić pieprzem
      dodać ser blue, rozpuścić

      Wymieszać z makaronem i jeść
      --
      MAKARON Z WARZYWAMI


      1 Bakłażan
      1 Cukinia
      4 Pomidory świeże
      czosnek - 2-3 ząbki
      ew. 1 cebula
      Parmezan
      Makaron np. rigatoni
      Oliwa
      sól
      pieprz

      Bakłażana pokroić w kostkę, porządnie posolić, poczekać aż się "spoci" ,
      dokładnie wypłukać, pomidory sparzyć, obrać i pokroić w kostkę, cukinię również
      pokroić w kostkę.

      Na rozgrzaną oliwę wrzucić rozgnieciony czosnek (sporo), pokrojoną drobno
      cebulkę. Leciutko obsmażyć (uważać, żeby czosnek się nie przyrumienił);
      następnie wrzucić wszystkie warzywa i dusić aż zmiękną trochę (muszą pozostać
      lekko chrupiące). Doprawić
      --
      Błyskawiczne i przepyszne Spaghetti z orzeszkami pinii i suszonymi pomidorami

      Na kilku łyżkach oliwy obsmażyć 4 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki,
      dodać 1,5 łyżki orzeszków pinii i „listki” z 1 gałązki rozmarynu. Wkruszyć 1
      mała suszoną papryczkę chili. Podsmażyć. (nie spalić czosnku!!!)
      8 – 10 suszonych pomidorów z oleju osączyć i pokroić dość drobno (Np. W
      paseczki)
      Ugotować spaghetti, wrzucić je na patelnię z sosem.
      Pomidory dodać do makaronu , wymieszać dokładnie (nie wyłączając gazu)
      --

      Penne ze świeżymi pomidorami, fasola i rozmarynem

      oliwa, 2- 3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki, 1 średnia cebula posiekana

      cebulę i czosnek zeszklić na oliwie. wrzucić kilka listków świeżego rozmarynu
      Kilka pomidorów obrać ze skóry i pokroić w kostkę

      Na patelnię wrzucić pomidory i fasolę, poddusić nie za długo. Doprawić sporą
      ilością pieprzu i solą. Dla amatorów ostrego jedzenia - dodać albo papryczkę
      chili albo kilka kropel Tabasco. Wymieszać z makaronem.

      * ja dawałam fasolę z puszki, ale myślę, ze suszona (uprzednio namoczona)
      będzie jeszcze smaczniejsza)
      --

      MAKARON Z WEDZONYM ŁOSOSIEM I SWIEZYMI POMIDORAMI

      1 ząbek czosnku zmiażdżyć i wrzucić na oliwę, wkruszyć 1 papryczkę
      kilka pomidorów obrać (dobrze byłoby usunąć z nich gniazda nasienne ale mnie
      się nie chciało ), pokroić w kostkę i wrzucić na patelnię.
      Poddusić kilka minut. Wkroić wędzonego łososia, doprawić. Poddusić znowu kilka
      minut.
      Wymieszać z makaronem casarecce (albo każdym innym). "posypać" kawałkami
      wędzonego łososia i świeżo zmielonym pieprzem

      --

      MAKARON Z CUKINIĄ I KREWETKAMI
      Na patelnię wlać kilka łyżek oliwy z oliwek, wkroić 2 – 3 ząbki czosnki i dodać
      1 papryczkę. Podsmażyć ale nie rumienić. Dodać krewetki (mrożone lub z
      zalewy .. .a najlepiej świeże). Podsmażyć, podlać niecałym kieliszkiem białego
      wina. Dodać pokrojoną w kostkę cukinię i poddusić. W trakcie dodać porwane
      listki bazylii i kilka / kilkanaście ziaren zielonego suchego pieprzu (nie z
      zalewy). Doprawić solą i czarnym pieprzem.
      Wymieszać z makaronem.
      Udekorować listkiem bazylii.
      --

      SOS SEROWY W 5 MINUT
      Śmietanę podgrzać (ja jak zwykle używam żółtej Piątnicy), wkruszyć ok 200 g
      gorogonzoli (dolce)
      Mieszając rozpuścić ser
      wsypać torebeczkę szafranu i dokładnie wymieszać

      Wymieszać z makaronem i posypać wiórkami parmezanu
      --
      Farfalle letnie (fusion)

      5 pomidorów ( 3 żółte i 2 czerwone) sparzyć i obrać ze skóry. Pozbawić pestek.
      Pokroić w paseczki/ kostkę , wymieszać z 2 – 3 łyżkami octu balsamicznego, 1 –2
      łyżkami oliwy, dodać 2 ząbki czosnku ( 1 pokrojony w plasterki + 1 zmiażdżony),
      wrzucić kilka porwanych listków bazylii, popieprzyć doprawić chili. Odstawić do
      lodówki. Dodać kilka pokrojonych suszonych pomidorów.
      Makaron ugotować
      Fetę grecką zetrzeć na tarce z grubymi oczkami.
      Makaron wymieszać z pomidorami i fetą, posolić troszkę.
      --
      na oliwie podsmażyć czosnek
      • demarta Re: do mam które nie gotują 19.06.07, 22:22
        wirtualny cmok w obie rączki smile)) cudne przepisy! ten z piecioma cytrynami
        troche mnie przeraził, ale napewno spróbuję! służę pomocą przy remoncie
        naturalnie smile)
        • marghe_72 Re: do mam które nie gotują 20.06.07, 13:43
          ilośc cytryn można zmniejszać
          ja jestem uzalezniona , to stąd smile))
          postaram się wrzucić coś jeszcze
          • ledzeppelin3 Re: do mam które nie gotują 20.06.07, 15:29
            Nie uważam, żeby osobiste gotowanie dziecieom/podawanie cyca do wczesnych lat
            przedszkolnych/kojarzenie sobie domu rodzinnego z bulgocącym garem i pełnym
            żołądkiem było w jakikolwiek sposob wzbogacającym przeżyciem i wyznacznikiem
            szczęśliwego, pełnego dzieciństwa i życia w ogóle
            Co nie znaczy, że nie lubię od czasu do czasu czegoś upichcić
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka