staropolanka1
26.06.07, 13:23
zainspirowały mnie strajkujące pielegniarki....
najpierw poród - kiedy mój mąż szukał jednorazowego fartucha w szpitalu ja
już leżałam na łóżku, kilka razy nawrzeszczano na mnie, od samego wejścia na
porodówkę, że dama, bo chciałam ligninę jak mi lały się wody po nogach i
łożku, jak przyszedł mąż było lepiej ale nie idealnie, obok koleżanka
chodziła, skakała na piłce - ja musiałam leżeć, bo nie dałam w łapę - komu?
położnym, pielęgniarkom.....
mój mały musiał leżeć pod lampami z powodu żółtaczki, leżał sam, mnie siłą
wypisali do domu, podobno w nocy ktoś do niego zaglądał, potem jedna
dziewczyna powiedziała mi, że płakał całą noc i tylko ona do niego
chodziła... - kto do niego nie zajrzał - pielęgniarki....
znowu nawrzeszczano na mnie - zabrakło pampersów.... po wyjściu ze szpitala
spotykam koleżankę, która z uśmieszkiem mówi mi że nie matrwi sie o to ile
kasy idzie na pieluchy...bo kupuje za połowę ceny od położnej ze szpitala,
której dodatkowo na poród dała w łapę 500zł
jestem nauczycielką, nie znalazłam pracy w zawodzie, pracuję w prywatnej
firmie i zarabiam tyle co pielęgniarki...gdybym poszła strajkować zwolniliby
mnie...
post jako temat do dyskusji, albo nie, tak mnie naszło...