Dodaj do ulubionych

mama na kocia lape

14.06.03, 16:45
Dziewczyny,

szukam mam lub przyszlych mam, ktore zyja - tak jak ja - na kocia lape.
Chcialabym poznac Wasze troski i radosci. Sama przymierzam sie do dziecka i
chce wiedziec, czy nieslubne dziecko spotyka wiele nieprzyjemnosci. Dziekuje
za wszystkie wypowiedzi
Obserwuj wątek
    • sowa_hu_hu Re: mama na kocia lape 14.06.03, 17:21
      smile ja żyję na kocią łape - mój synek Marcel kończy we wtorek 6 tyg. i jak an
      arzie nic przykrego go nie spotkało... co prawda ludzie plotkują i będa
      plotkować - u mnie na wsi mają o czym gadać hehe - mieszkam ze swoim
      chłopkaiem u moich rodziców a ludzie pytają moja mame czy tatuś dziecka to
      często go odwiedza... ale ja mam to gdzieś - a nawet mnie to bawi wink
      ślub planujemy w przyszłe wakacje może - bo chcemy!!! nikt natomiast nie
      wywiera na nas zadnej presji... marze o ślubie w kościele , o białej sukni
      (choć pewnie stare dewoty stwierdzą ze mi sie "biel" nie należy... wink
      po prostu w tym roku Marcelek jest jeszcze za mały , a za rok poda rodzicom
      obrączki smile
      ja jakoś zawsze wiedziałam ze najpierw bęzie dziecko później slub... bo nasz
      Marcel jest planowanym dzieckiem(choć wszyscy myślą ze to wpadka no bo jak
      można mieć planowane dziecko a nie mieć ślubu... nawet moja rodzina tak
      myślała - i pewnie co poniektórzy nadal tak myślą....)ale my o dzidzi
      rozmawialiśmy juz od pół roku i udało sie za pierwszym razem hehe smile

      to chyba tyle...

      jak chcesz pogadac to pisz na priv pacior_donald@o2.pl

      pozdrawiam serdcznie smile


      KONKUBINA wink
      • articaa Re: mama na kocia lape 14.06.03, 18:56
        Sowo, po co Ci ten ślub w kościele? Dla białej sukni-bezy z welonem? Daj
        spokój. Zastanów się, co mówisz. Traktujesz sakrament jak szopkę. Byle było jak
        z żurnala czy telenoweli. Ludzie niewierzący nie powinni pchać się do ołtarza.
        Szopkę ze ślubem można robić także i w urzędzie stanu cywilnego. A Ty co?
        Powiesz księdzu w konfesjonale, że bardzo żałujesz tych lat życia i współzycia
        bez ślubu, gdy nic nie stawało Wam na przeszkodzie, aby złożyć sobie przysięgę
        przed Bogiem i ludźmi? Powiesz i skłamiesz, czy zmieniesz temat? A może
        załatwisz sobie lipny papierek, że odbyłaś spowiedź? Oczywiściie, to sparwa
        Twojego sumienia i niczyja inna, ale skoro upubliczniłaś swój wybór, to
        odpowiem tylko - przemyśl to sobie.

        Tak, jestem złośliwa. Bo Twój wesoły post mnie zbulwersował.

        Znam ludzi, którzy mieszkają ze sobą bez ślubu, już sporo lat i nadal mają
        zamiar tak żyć. Formalny związek nie jest im potrzebny. Szanuje ich wybór.

        Znam ludzi, którzy stanęli do ślubu tylko w urzędzie, bo sumienie nie pozwalało
        im oszukiwać księży w parafi tylko po to, aby mieć chór i organy i welon
        niesiony przez druhny. Szanuję i podziwiam ich wybór.

        A Ty i podobne przypadki... rozkładacie mnie na łopatki.
        • sowa_hu_hu Re: mama na kocia lape 14.06.03, 19:50
          Droga Koleżanko!
          chyba nie umiesz czytać między wersami...? między wyrażeniem o slubie
          kościelnym a białej sukni jest wyraźny przecinek!!! przez co chciałam
          podkreslic ze slub w kosciele - czyli dla mnie cos wyjatkowego , czego tobie
          tłumaczyc nie bede!!! a biała suknia to oddzielne sprawy... ale chyba nie
          zrozumiałas... Ciebie mój post zbulwersował a mnie twój rozbawił.... ja kocham
          człowieka z którym jestem , on kocha mnie i to jest najwazniejsze!!!
          i nie mam zamiaru nikomu kłamac bo niczego nie załuje... ani zycia ani
          współzycia! i nie uważam aby to był grzech czy coś podobnego... znam księdza
          kóry nie potepia takiego zycia i mnie wyspowiada i nie będe musiała nikomu
          kłamać!!!(z resztą żadnemu bym nie skłamała!) i da mi mi slub i
          pobłogosławi smile

          na tym kończe bo nie lubie dyskutowac z takimi osobami jak Ty


          ps. przepraszam za niewyraźne pismo ale trzymam syna na rękach...






          • articaa do sowy - i więcej nie będę :))) 14.06.03, 20:31
            Nie musisz mnie nazywać "drogą koleżanką", darujmy sobie sarkazm, dobrze?

            > chyba nie umiesz czytać między wersami...? między wyrażeniem o slubie
            > kościelnym a białej sukni jest wyraźny przecinek!!!

            Jak ja nie umiem czytać między wersami, tak Ty czepiasz się słów. Biała,
            seledynowa czy czarna - chodziło mi o wyjątkową, dopracowaną oprawę ceremonii
            ślubnej (sama napisałaś o dziecku, które dorośnie do podawania obraczek).

            Skoro dana para: a) kocha się, b) chce być razem na zawsze, c) ma dziecko, d)
            pragnie ślubu w kościele (czyli rozumiem, akceptuje normy moralne Kościoła, bo
            w przeciwnym razie to tylko parodia i szopka), e) oboje są stanu wolnego - to
            czemu nie zawrą tego ślubu? Pytanie retoryczne.

            > slub w kosciele

            To jest (przynajmniej w Kościele Katolickim) sakrament. Rządzi się pewnymi
            prawami. Niektórych spraw nie powinno się fałszować.

            > Ciebie mój post zbulwersował a mnie twój rozbawił.... ja kocham
            > człowieka z którym jestem , on kocha mnie i to jest najwazniejsze!!!

            Po pierwsze - to fajnie, że rozbawił, masz się z czego pośmiać; widzisz, jaka
            przydatna jestem?

            Po drugie - to bardzo dobrze, że się kochacie i to jest najważniejsze i w ogóle
            problemu nie ma - ale w takim razie po co Wam w ogóle ślub? I to akurat
            kościelny?

            > i nie mam zamiaru nikomu kłamac bo niczego nie załuje...

            Wiesz Ty co? Weź sobie katechizm do ręki albo pójdź do dobrego duszpasterza
            (np. akademickiego), ale takiego, co się nie będzie bał walnąć prosto z mostu.
            Warunkiem uzyskania rozgrzeszenia jest żal za grzechy. Inaczej nie jest ważne.
            No chyba że szykujesz sobie usterkę w procedurze, aby potem mieć ewentualną
            możliwość załatwienia anulowania ślubu kościelnego. Można i tak. Podobno
            praktyka powszechna w XVIII stuleciu wśród magnaterii polskiej.

            > i nie uważam aby to był grzech czy coś podobnego...

            Ty nie. Ale oficjalnie Kościół - tak.

            > znam księdza
            > kóry nie potepia takiego zycia i mnie wyspowiada i nie będe musiała nikomu
            > kłamać!!!

            To super. Wiesz, ja znam wielu księży, którzy nie takie przekręty robili. I co
            z tego wynika?

            A i jeszcze jedno (zresztą to nie tylko do Ciebie): są pary, które z różnych,
            niezaleznych od nich względów nie są w stanie przystąpić do sakramentu
            małżeństwa. Np. osoby po rozwodzie czy pary różnej wiary. Rozumiem to i wcale,
            ale to wcale nie potępiam. Z tego co wiem, Kościół też stopniowo zaczyna
            podchodzić do takich par coraz łagodniej (jeszcze kilkanaście lat temu było
            inaczej) - i słusznie, bo powinien! Może tego typu niesakramentalne pary ma na
            myśli ten Twój znajomy ksiądz. Zresztą, dobry ksiądz nie anonimowa baba na
            eDziecku smile)) i nie opieprzy, żeby nie zrazić - poczeka na Was jak kot na
            myszę, bez nacisków, to i się doczeka (np. przy okazji chrztu).

            Więc powtarzam raz jeszcze: każdy ma własny wybór. Jak kto nie chce ślubów w
            ogóle, czy obrzędu religijnego, to dobrze. Jeśli ktoś nie może, to smutne (bo
            taka osoba na tym stanie rzeczy zawsze jakoś jednak cierpi). Nie czepiam się
            wolnych związków czy konkubinatów.

            Czepiłam się podejścia jakie reprezentujesz. Pchasz się do Kościoła grając
            Kościołowi na nosie. I nie tylko Ty, ale akurat Twój post wpadł mi w oko.

            Napisałam co chciałam, żeby sprowokować trochę zastanowienia na ten temat.

            > na tym kończe bo nie lubie dyskutowac z takimi osobami jak Ty

            A jednak to robisz smile)))

            I skąd Ty wiesz, jaką jestem osobą? To Ci powiem, czego nie wyczytasz w
            postach: mam ślub, ale niesakramentalny, i od dość dawna nie jestem katoliczką.

            Na zakończenie zapytam Ciebie: dlaczego tak dopytywałaś się o pomoc państwa dla
            samotnych matek? Mieszkasz z tatą dziecka, z jego rodziną, nie jesteś samotna!
            Nikt Ciebie nie porzucił bez środków do życia, jak wiele, wiele innych
            dziewczyn.

            Pozdrawiam!

            (I nie trzymaj dziecka za blisko monitora.)
            • sowa_hu_hu Re: do sowy - i więcej nie będę :))) 14.06.03, 21:18
              a skąd wiesz czy post o "samotnej matce" tyczył sie mnie????? mam koleanke w
              trudnej sytuacji.... wystarczy???


              nie będe sie rozpisywac tak jak ty - ale nie masz pojęcia jaką osoba jestem
              więc nie rzucaj tak łatwo komentarzami na mój temat(na temat tego co napisałam)

              nie będe odpowiadac na twoje argumenty.... ja wiem swoje! a ty masz troche
              bujną wyobraźnie....

              pozdrawiam
              • sojanka Re: do sowy - i więcej nie będę :))) 14.06.03, 21:51
                Mimo że nie jestem już od dawna katoliczką (chociaż otrzymałam w tej wierze
                sakrament chrztu, komunii i bierzmowania wybrałam drogę daleko od kościoła)
                uważam, że branie slubu "dla całej otoczki" to tylko kłamstwo i oszustwo.

                Niedawno miałam nawet na ten temat dyskusję z rodziną i znajomymi. Mój kolega
                uważał, że "weźmie ślub w kosciel, bo to fajnie wygląda i babci chce zrobić
                przyjemność".
                Uważam, że dla babci katoliczki, która żyje zgodnie z zasadami kościoła, to nie
                żadna przyjemność taki ślub dla oprawy. Jeżeli ktoś będzie przyrzekał żyć w
                wierze, w wierze wychowywać dzieci itp. i od początku będzie wiedział, że to
                tylko tak na niby, i dla oprawy, a nie dla Boga, to robi straszne świństwo
                wszystkim tym, dla których Bóg i kościół to coś świętego.

                Tak jak ktoś napisał "ślub to sakrament" więc może warto siegnąć do definicji
                sakramentu?

                Fajnie sowo, że będziesz miała taki piękny ślub. Zastanów się tylko nad tym jak
                wielu prawdziwie wierzacych ludzi w ten sposób oszukasz i upokorzysz? Warto,
                dla pięknych wspomnień zdeptać czyjąś świętość???

                • sowa_hu_hu Re: do sowy - i więcej nie będę :))) 15.06.03, 09:47
                  kolejna koleżanka mnie osłabiła....
                  o jakim deptaniu świętości ty mówisz? a skąd wiesz jaka jest moja wiara? gdzie
                  ty wyczytałas że mój slub to tylko ładna ceremonia???
                  naparwde co poniektórzy potrafią sobie wyssać z palca pewne rzeczy....
                  • sojanka Re: do sowy - i więcej nie będę :))) 15.06.03, 09:59
                    W wierze istotne są świadectwa - po tym się ją poznaje. Myślę, że swiadectwem
                    Twojej wiary jest poczęte bez ślubu dziecko i życie bez ślubu, chociaż i jedno
                    i drugie jest w rozumieniu kościoła grzechem.

                    • sowa_hu_hu Re: do sowy - i więcej nie będę :))) 15.06.03, 10:28
                      bez komentarza......
                    • umasumak wiara 15.06.03, 10:48
                      Istotą wiary katolickiej jest tolerancja dla grzechów ludzkich i chęć
                      wybaczania nawet tych najcięższych. Więc jeśli nawet Sowa popełniła błąd to nie
                      oznacza, że nie będzie mogła wziąć ślubu kościelnego. Żaden ksiądz żyjący
                      zgodnie z dekalogiem jej tego nie odmówi. Wybaczane są znacznie gorsze grzechy
                      niż poczęcie dziecka bez ślubu ( które obojętne czy ślubne czy nie zawsze
                      będzie cudem )i życie na "kocią łapę". Kto tego nie rozumie, ma niewiele
                      wspólnego z wiarą katolicką. Przykro jest czytać posty, w których odsądza się
                      nieznajome osoby od czci i wiary.
                      • sojanka Re: wiara 15.06.03, 11:02
                        Nie mogę się z Tobą zgodzić.
                        Co innego jest grzech, którego po uświadomieniu ub nawróceniu zaczynamy
                        żałować, a co innego wyrachowanie i świadome trwanie w grzechu. Z dokładnie
                        zaplanowana datą żalu za niego. (sowa jeszcze rok pożyje w grzechu, a potem
                        przed kościelnym ślubem zacznie go żałować?).

                        Bardzo podoba mi się reguła przyjęta w zborze zielonoświątkowym (nie wiem czy w
                        kazdym ale w moim rodzinnym mieście na pewno), że żeby przystapić do sakramentu
                        ślubu trzeba być najpierw chrześcijaninem w pełnej odpowiedzialnośći tego słowa.


                        • martka_k Re: wiara 15.06.03, 12:23
                          Przepraszam, ze sie wtracam, ale popieram Sowe w pelnej rozciaglosci. I mysle,
                          ze kazdy ma w swoim sumieniu, co to jest grzech. Ja takze nie potrafie
                          traktowac zycia z facetem, ktorego kocham, ktoremu jestem wierna i chce z nim
                          spedzic reszte zycia, w kategoriach grzechu. Koscielne przepisy i dogmaty maja
                          to do siebie, ze w wiekszosci pochodza ze sredniowiecza (celibat ksiezy, dogmat
                          o dziewictwie Najswietszej Panienki) i nie mozna potepiac ludzi za to, ze z
                          tego sredniowiecza wyrosli... A grzech jest w pewnym sensie sprawa
                          indywidualna, podejscie do Boga tez. Ja na przyklad uwazam sie za osobe bardzo
                          wierzaca, tylko niekoniecznie czuje sie katoliczka. Bo jakos nie moge sobie
                          wyobrazic, zeby Pan Bog mial byc taki drobiazgowy jak niektore z
                          wypowiadajacych sie tutaj osob... I mysle, ze nie bedzie mial do mnie zalu o
                          to, ze slub cywilny wzielam rok temu, a koscielny planuje dopiero na wrzesien.
                          I planuje, bo go chce, bo jest mi potrzebny. A wezme go w kosciele katolickim,
                          choc nie do konca sie z nim zgadzam, bo w takim kraju sie urodzilam i w takiej
                          religii wyroslam i to mnie jest potrzebny symbol kosciola, jako bliskosci Boga.
                          Pewnie inaczej wzielabym go na lace albo cos takiego...
                          Po co mi ten slub? Dla siebie. Dla mojego meza-zeby mu przed Bogiem obiecac, ze
                          na zawsze. Dla Boga, zeby Mu powiedziec, ze jest mi potrzebny. Nie dla ksiezy
                          ani babci.
                          I mysle, ze my (Sowo, wrzucam Cie do tego samego pudelka, przepraszam!),
                          ludzie nieidealnej wiary, tez mamy do tego prawo.
                          Marta
                          • sowa_hu_hu Re: wiara 15.06.03, 12:44
                            wiesz Marta - wlasnie w ten sposób chciałam to wyrazic ale chyba brakło mi
                            cierpliwości żeby to napisać... dla mnie równiez Bóg i Kosiół nie do końca sie
                            ze sobą "pokrywają"... ja Boga nosze w sercu i również nie sądze aby miał mi
                            za złe to że kocham , to ze mam cudowne dziecko... /bo co poniektórzy księża
                            to na pewno by mieli.../ ale mnie udzieli slubu taki ksiądz który będzie
                            akceptował to jaka jestem i to jak zyje - a są jeszcze tacy!
                            moje dziecko wychowam w wierze katolickiej ale kiedy będzie chciało wybrac
                            inną droge - nie sprzeciwie sie... - przedewszystkim jednak będe mu
                            tłumaczyć co to jest dobro ( mam nadzieje że zdołam) - bo moim zdaniem
                            najważniejsze jest aby być dobrym człowiekiem!!! a nie to czy ktoś żyje bez
                            slubu czy nie... to jest każdego czlowieka osobisty wybór...

                            mozna by pisac i pisać.....


                            pozdrawiam serdecznie smile


                            ta z jednego worka wink
                            • martka_k Re: wiara 15.06.03, 18:21
                              No wlasnie. Popieram w pelnej rozciaglosci... I pamietaj, ze to ma byc WASZE
                              swieto...
                              Zycze Wam wszystkim samych dobrych chwil. i zebys umiala wychowac swoje dzieci
                              na dobrych ludzi, ktorzy w dodatku potrafia byc wierni sobie.
                              Marta
                              PS. a nawiasem mowiac zle dziecko wychowac mozna i ze slubem, nieprawdaz? smile
                          • wieczna-gosia Re: wiara 15.06.03, 21:22
                            martko niestety pudlo z tym sredniowieczem.
                            Wiesz skad sie wziely zakony zebracze?
                            Ano z bodactwa kosciola.
                            I z tego ze ksieza zony i kochanki posiadali w duzych ilosciach wink))
                            W sredniowieczu wlasnie.
                            Najswietsza panienka jeszcze dluzej chyba czekala na niepokalane poczecie wink)
                            Apostolowie mieli zony (Sw piotr mial tesciowa, wiec zone chyba tez...).

                            Mysle ze w takich dyskusjach najistotniejsze jest rozgraniczenie pomiedzy
                            wiara a czlonkowstwem w kosciele. Czlowiek wybiera w wierze to co mu pasuje.
                            Czasami choc znacznie rzadziaj wybiera takze to, co mu nie pasuje wink Koscioly
                            zas, wszystkie mowia co czlowiek musi. Co do spowiedzi- kazdy ksiadz wg
                            wlasnego sumienia odpuszcza grzechy. Tak jak to w Biblii powiedziano- komu
                            odpuscicie- sa im odpuszczone...
                            Slowem- nic latwiejszego ja wyobrazic sobie ksiedza ktory rozgrzesza kobiete
                            co od meza pijaka odeszla. I nie watpie ze takie istnieja. Pisze to tez pod
                            wplywem programu o Indianach ich nagosci zwyczajach i misjonarzach. I
                            refleksje mam jedna- bardzo sczlowieczalo to wszyatko.
                            Nie badzcie bardziej papieskie od papieza rozliczajac sowe z jej grzechow.
                            • sowa_hu_hu Re: wiara-do wiecznej gosi :) 15.06.03, 22:05
                              wieczna gosiu wiecznie młoda i ty to wszystko przeczytałaś??? smile
                              wszędzie cie pełno smile

                              bardzo lubie czytać twoje wypowiedzi smile
            • p_swiat Re: do sowy - i więcej nie będę :))) 14.06.03, 22:43
              strasznie wziełaś sobie do serca wypowiedź sowy, to że zyje taj żyje to
              naprawdę jej wybór, a że che ślub kościelny to nie napisała że dla szopki chce
              bo kocha chłopaka z którym jest i kocha swoje dziecko a ślub będzie dla niej i
              jej szczęścia.
              Ludzie przecież wiadomo wiara jest jedna, ale my jesteśmy cywilizowanymi
              ludźmi i pewne rzeczy w naszym świecie sie zmieniają nawet księża o tym mówią
        • p_swiat Re: mama na kocia lape 14.06.03, 20:06
          witajsmile nie rozumiem Twojej bulwersacji każdy wybiera sobie życie jakie mu
          odpowiada, a jesli chodzi o Boga i kościół to pozwól aby to on oceniał, a nie
          Ty! bywają gorsze grzechy a nikt nikogo nie potępia.
          P.
    • ela1975 Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:15
      Abstrachując od powyższej dyskusji, ja również przez pewien czas żyłąm na kocią
      łapę. Pobraliśmy się gdy Jaś miał pół roku. Nie mam złych wspomnień z tego
      okresu. Dziecko rodziłam w W-wie co prawda tylko dlatego że tam wcześniej
      mieszkałam ale wiem że w mojej małej miejscowości to "wielkie wydarzenie" gdy
      panna rodzi dziecko. Aby zarejestrować dziecko musicie iść razem do USC.
      Później też musisz mówić że nazywasz się inaczej niż dziecko itp ale generalnie
      mi to nie sprawiało kłopotu.
      Zawsze jest trochę czasu aby zastanowić się czy checie być razem bo mój brat
      dość pochopnie wziął ślub i teraz niestety nie mieszka z żoną chociaż mają
      śliczną córcię.
      Czasami po związku może pozostać to co najpiękniejsze czyli dzieci ale nikomu
      tego nie życzę.
      Pozdrawiam
      ER
      • aagacia Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:28
        i melduje sie kolejna mama na kocia lapesmile
        nasza dzidzia ma 16 miesiecy i zupelnie nam brak slubu nie przeszkadza.no moze
        sa male problemy jak ide do urzedu i musze sie tlumaczyc ze Julcia to moja
        corciasmileale generalnie nie jest zlesmile
        a juz za miesiac pobieramy sie dla tej wlasnie calej szopki ktora ktos tam
        powyzej skrytykowal.
        slub sam w sobie nie jest mi potrzebny bo nic w naszym zyciu nie zmieni.ale
        wlasnie dlatego zeby miec piekne wspomnienia zdecdyowalismy sie na slub i
        wesele z wielka pompasmile i ja bede miec piekna sukienke i do niej welonsmile
        slub nie jest wazny wazne jest to co sie czuje.i niewazne czy masz na to
        papierek czy nie
        a ludzie niech sobie gadaja..
        apropo: bardzo fajny artykul jest na ten temat w najnowszej polityce...-polecam
        pozdr
        • juliapoludniewska Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:44
          Dziewczyny,

          zadałam to pytanie, bo mnie akurat (ani mojego Ukochanego) ślub nie interesuje
          (z różnych względów), a już tym bardziej katolicki. Ale planujemy począć
          dziecko i niedawno znajoma (zamężna) ostrzegała mnie przed odrzuceniem
          nieślubnego dziecka - czytaj bękarta. Nastraszyła mnie jak takie dzieci są
          traktowane przez nasze nietolerancyjne społeczneństwo i trochę mnie zmartwiła.
          Bo dla mnie ślub nie ma żadnego znaczenia, ale może zrobić to dla dziecka?
          Chciałam wiedzieć, czy któraś z Was odczuła juz tą moetolerancję, ale macie
          jeszcze malutkie dzieci i pewnie nie spotkałyście się z tym. A czy nadając
          nazwisko taty nie musicie ciągle udowadniać, że to również Wasze dziecko?
          • sojanka Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:59
            Wiesz co, jako kolejna "kociolapowa" mama zastanawiam się na czym polega
            dyskryminacja nieślubnego dziecka?

            Moje ma 14 miesięcy i ani na jednym kroku nie odczuł jakichkolwiek
            dyskryminacji.
            Zastanów się, kto tak naprawdę będzie wiedział, że dziecko nie jest "ślubne"?
            Pani w przedszkolu, pani w szkole? I jak je niby będą dyskryminować?

            Myślę, że ślubne, czy nieślubne to nie ma znaczenia...
            • juliapoludniewska Re: mama na kocia lape 15.06.03, 12:49
              sojanka napisała:

              > Wiesz co, jako kolejna "kociolapowa" mama zastanawiam się na czym polega
              > dyskryminacja nieślubnego dziecka?
              >
              > Moje ma 14 miesięcy i ani na jednym kroku nie odczuł jakichkolwiek
              > dyskryminacji.
              > Zastanów się, kto tak naprawdę będzie wiedział, że dziecko nie jest "ślubne"?
              > Pani w przedszkolu, pani w szkole? I jak je niby będą dyskryminować?
              >
              > Myślę, że ślubne, czy nieślubne to nie ma znaczenia...

              Skąd będzie wiedział, że nie jest ślubne? Przykład: zapisuję je do przedszkola
              i mówię moje nazwisko i nazwisko dziecka, które jest po tacie. Przedszkolanka
              natychmiast zapyta, dlaczego są różne nazwiska? Drugi przykład: mówię, że z
              przedszkola będzie odbierał dziecko mój chłopak (o innym nazwisku), a nie mąż
              i już wie, że nie jestem zamężna. itd. itd. Mnie to nie przeszkadza, bo ludzie
              i tak gadają na temat naszego związku (duża różnica wieku), ale nie chcę, żeby
              cierpiało dziecko. A kilka z Was napisało, że szykuje się do slubu (z małymi
              dzieciaczkami), więc chciałabym wiedzieć, czy z powodu dziecka, czy z innego.

              Aha, dziękuje mamom, które popierają związki na kocią łapę i nie tępią nas
              • sowa_hu_hu Re: mama na kocia lape 15.06.03, 12:58
                ja nie biore ślubu z powodu dziecka! gdyby tak było zrobiłabym to przed jego
                narodzinami ale dla mnie to totalny bezsens... biore ślub bo chce! bo kocham!
                a ślub w kościele jak już pisałam jest dla mnie czymś WYJĄTKOWYM...
                ja jakoś nie obawiam sie ze moje dziecko spotkają jakies przykrości...
              • wieczna-gosia Re: mama na kocia lape 15.06.03, 20:24
                Po to wlasnie w przedszkolu wypelnia sie formularze zapisowe, aby wpisac
                osobno dane dziecka, osobno mamy i osobno taty. Pani przedszkolanka zapewne
                domysli sie przegladajac je ze nie jestescie malzenstwem, ale to jeszcze nie
                dyskryminacja.
                Powiedz ze z przedszkola bedzie odbieral dziecko jego tatus wink))) Jak
                najbardziej jest to prawda a nie wskazuje na powiazania cywilne. wink)) Poza tym
                fakt ze pani wie ze tatus dziecka nie jest twoim mezem tez nie jest
                dyskryminacja.

                Ogolnie mam wrazenie z obserwacji ze dyskryminacje z powodu braku slubu nalezy
                gdzies miedzy bajki wlozyc.
                W Stanach na uniwerku TO jest dyskryminacja- w campusie nie moga nieszkac ze
                soba osoby nie bedace malzenstwem i moja kolezanka po 8 latach kociolapstwa
                slub wziela... a kolega rok sie ukrywal bo chodzil ze swoja wlasna studentka i
                musial poczekac az jego luba studia skonczy wink))
        • sowa_hu_hu Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:50
          jestem za smile
      • iziula Re: mama na kocia lape 14.06.03, 22:22
        Co prawda mnie osobiscie to nie dotyczy ale moją mamę. Otóż moi rodzice są po
        rozwodzie juz dobrych kilkanaście lat. Obydwoje mają nowe rodziny tyle że " na
        kocia łapę".
        Mama żyje już z ojczymem ( tak na niego już mówię) od 12 lat, mają 9 letnią
        córkę ( moją siostra) i nigdy nie spotkała się z jakąkolwiek dyskryminacją.
        Przecież nie mówisz pani w szkole bądź przedszkolu dlaczego macie różne
        nazwiska?! A moja siostra tak do końca to jeszcze nie wie że rodzice nie mają
        ślubu. Jedyna rzecz jaka spotkała moją mamę to to, że miała problemy jak
        chrzciła siostrę, nie dostała rozgrzeszenia itp. Ale tak to nikt nigdy nic nie
        mówił ani mamie ani siostrze.
        Ja też z moim obecnym mężem mieszkaliśmy jakiś czas na kocią łapę.Pozdrawiam
    • asiaasia1 Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:39
      Przepraszam , jesli czegos nie doczytalam w Waszej dyskusji o slubie
      koscielnym i zle interpretuje ... Mam jedna refleksje - jesli kosciol uznaje
      za GRZECH zycie w milosci i wzajemnym szacunku dwojga ludzi w tzw.
      nieformalnym smile zwiazku i nakazuje kochajacej sie parze zalowac tego , ze sie
      kochaja i maja owoc swojej milosci - piekne i kochane dziecko to
      ja ,delikatnie mowiac , wypisuje sie z takiego kosciola .Wydawalo mi sie ,ze
      pierwsze przykazanie to wlasnie przykazanie MILOSCI .
      • sowa_hu_hu Re: mama na kocia lape 14.06.03, 21:51
        i tu też jestem za smile
      • sojanka Re: mama na kocia lape 14.06.03, 22:02
        asiu, miłośc to miłość. Kościól dopuszczam iłość. Jednak twierdzi, że seks i
        prokreacja powinny nastepować dopiero po sakramentalnym złączeniu ludzi. Tak,
        to już jest w kościele. I jeśli się jest naprawdę katolikiem to się szanuje te
        zasady.
        • aagacia Re: mama na kocia lape 14.06.03, 22:10
          wlasnie: jesli jest sie PRAWDZIWYM katolikiem.a takich mozna w calej polsce na
          palcach u reki policzyc. nie mylic z dewotami kore biegaja codziennie do
          kosciola a popoludniami obgaduja cudze zycie.dlatego ja juz dawno podziekowalam
          za taki kosciol.
          i nawet sie ciesze ze przysiegniemy sobie w palacu slubow..
    • umasumak pytanie 14.06.03, 22:23
      Zastanawiam się nad jednym.... gdzie mianowicie wyczytałyście, że sowa ma
      zamiar wziąść ślub dla szopki? Bo ja czytam i czytam i jakoś doczytać się nie
      mogę?
      • p_swiat Re: pytanie 14.06.03, 22:37
        WŁAŚNIE
      • ela1975 Kij w mrowisko 14.06.03, 22:41
        Nikomu tego nie mówiłam ale ze dwa tygodnie temu widziałam księdza jak palił
        papierosa i wcale się nie szczypał, był w sutannie i widziało go przynajmniej
        10 osób w małym mieście. To tak a propos poszanowania zasad.
        ER
        • zuzia_i_werka Re: Kij w mrowisko 14.06.03, 23:01
          Słuchajcie ja tu czegoś nie rozumiemsmile Pytanie dotyczyło związku
          kochabitanckiego-hehe tak to się ładnie nazywa np. w socjologii i jego
          konsekwencji dla dziecka a Wy wyprowadziłyście dyskusje kto może a kto nie
          powinien brać ślubu kościelnego i czym powinien sie cechować dobry katolik i
          ksiądz??!! Rozumiem,że to jest ważna rzecz ale nie jedyna. Ja też jestem
          kociołapową mamą i może dlatego,że mieszkam w dużym mieście(W-wa) absolutnie
          nie spotkałam się z żadnym przejawem nietolerancji,fakt,że od czasu jak
          przestali wpisywać dziecko w dowód trzeba mieć akt urodzenia ale przecież i w
          małżeństwach często rodzice mają swoje nazwiska i też go trzeba miećsmile Ogólnie
          nie myślę,że dziecko będzie miało jakieś problemy i żebym tylko się nie
          zawiodłasmileA slubu nie będzie bo niesmile)
          • juliapoludniewska Re: Kij w mrowisko 15.06.03, 14:47
            zuzia_i_werka napisała:

            > Słuchajcie ja tu czegoś nie rozumiemsmile Pytanie dotyczyło związku
            > kochabitanckiego-hehe tak to się ładnie nazywa np. w socjologii i jego
            > konsekwencji dla dziecka a Wy wyprowadziłyście dyskusje kto może a kto nie
            > powinien brać ślubu kościelnego i czym powinien sie cechować dobry katolik i
            > ksiądz??!! Rozumiem,że to jest ważna rzecz ale nie jedyna. Ja też jestem
            > kociołapową mamą i może dlatego,że mieszkam w dużym mieście(W-wa) absolutnie
            > nie spotkałam się z żadnym przejawem nietolerancji,fakt,że od czasu jak
            > przestali wpisywać dziecko w dowód trzeba mieć akt urodzenia ale przecież i
            w
            > małżeństwach często rodzice mają swoje nazwiska i też go trzeba miećsmile
            Ogólnie
            >
            > nie myślę,że dziecko będzie miało jakieś problemy i żebym tylko się nie
            > zawiodłasmileA slubu nie będzie bo niesmile)

            No wlasnie! Mnie nie chodzilo o slub koscielny (nie jestem katoliczka), tylko
            kwestie wychowania dziecka w "zwiaku kochabitanckim" jak to nazwalas. Swoja
            droga nie slyszalam tego okreslenia. Ciesze sie, ze nie spotkalas sie z
            przejawami nietolerancji. A ile Twoje dziecko ma lat?
            • zuzia_i_werka Re: Kij w mrowisko-do Juli... 15.06.03, 22:41
              Hehe...trudno mówić o latach-ma 4,5miessmile)Może to dlatego jeszcze nic nie
              usłyszałam? A tej nazwy nauczyli mnie na studiach-fajna nie? Pozdrawiam
          • deja-vu Re: Kij w mrowisko 29.06.03, 23:44
            a moze raczej kohabitancki..?
            pozdrawiam
            d-v
        • ania_rosa Re: Kij w mrowisko 15.06.03, 22:24
          i co z tego, ze palił papierosy? O czym to świadczy? Czy prawo kanoniczne mówi
          cos o tym, ze księżom i zakonnikom nie wolno palic papierosów lub pic wina do
          obiadu??? Nie rozumiem, co Cię bulwersuje.
          Osobiście paliłam kiedyś swietne indonezyjskie papierosy z pewnym księdzem,
          który własnie wrócił z misji. Był wspaniałym duszpasterzem i uroczym
          cżłowiekiem- przy tym bardzo oddanym sprawom misji. Jedno nie ma z drugim nic
          wspólnego. Czasem wydaje mi się, ze księza czy zakonnice (podobnie rzecz się ma
          z lamami, pastorami, popami itd) w opinii ogółu sa istotami półboskimi, których
          nie dotyczą przywary zwykłych śmiertelników. Z całym szacunkiem, ale takie
          przekonanie wydaje mi się być nieco naiwne.
          Rosa
        • ekachna Re: Kij w mrowisko 16.06.03, 21:03
          A jak to się ma do tematu? Może jakiś kontekścik albo chociaż mały wniosek? Bo
          moje ręce nie mają już gdzie opaść...
    • magda2303 Re: mama na kocia lape 14.06.03, 23:22
      Wiecie co, ja wprawdzie nie jestem kociołapowa , ale nie mam ślubu kościelnego,
      tylko taki z USC. A spotkałam się z pewną wrogością i to właśnie ze strony
      księdza. Przyszedł na koledę, ja byłam sama z córeczką, bo maż pracował, a on z
      miejsca wypalił: " To wszystko jest od początku złe". Jakim prawem można tak
      oceniać zycie ludzi????? Nawet nie zapytał, czy się kochamy, czy jesteśmy
      szczęśliwi. Do tego zaczął dziwnie wypytywać o mojego męża (widocznie uznał, że
      jest diabłem wcielonym i boi się księdza, dlatego go nie ma), moją córeczkę
      pytał czy tatuś kocha ją i mamusię, czy chodzimy do kościoła itp.
      Przed tą wizytą myślałam o slubie kościelnym, po- od razu mi przeszło. Zaczęłam
      się natomiast bać, ze moje dziecko spotka się z dyskryminacją, jeśli kiedyś
      będzie chciała np. pójść do pierwszej komunii.
      • libra.alicja Re: mama na kocia lape 15.06.03, 21:38
        magda2303 napisała:
        > Wiecie co, ja wprawdzie nie jestem kociołapowa , ale nie mam ślubu
        kościelnego,
        > tylko taki z USC. A spotkałam się z pewną wrogością i to właśnie ze strony
        > księdza. Przyszedł na koledę, ja byłam sama z córeczką, bo maż pracował, a on
        > miejsca wypalił: " To wszystko jest od początku złe". Jakim prawem można tak
        > oceniać zycie ludzi????? Nawet nie zapytał, czy się kochamy, czy jesteśmy
        > szczęśliwi. Do tego zaczął dziwnie wypytywać o mojego męża (widocznie uznał,
        że
        > jest diabłem wcielonym i boi się księdza, dlatego go nie ma), moją córeczkę
        > pytał czy tatuś kocha ją i mamusię, czy chodzimy do kościoła itp.
        > Przed tą wizytą myślałam o slubie kościelnym, po- od razu mi przeszło.

        Dziwisz się? Przecież ksiądz chodzi z kolędą do swoich parafian katolików i
        interesuje się, czy żyją zgodnie z nauką Kościoła, a jeśli nie, to ich poucza.
        Można nie przyjąć tej wizyty i już.

        >Zaczęłam
        > się natomiast bać, ze moje dziecko spotka się z dyskryminacją, jeśli kiedyś
        > będzie chciała np. pójść do pierwszej komunii.

        Będzie chciała iść do I Komunii, żeby mieć białą sukienkę i prezenty (tak jak
        niektóre kobiety chcą ślub kościelny) albo będzie chciała, bo będzie uczęszczać
        na lekcje religii, chodzić z rodzicami na msze i zapragnie tak jak oni
        przystępować do komunii świętej.
        Innych powodów 9-letnie dziecko nie ma.
        • magda2303 Re: mama na kocia lape 15.06.03, 22:27
          Libra.alicja: Po pierwsze: kolendy już nie przyjmuję.
          Po drugie: nie sądzę, żeby moja córeczka mając rodziców nie zgadzajacych się do
          konca z nauką kościoła, mogła chcieć iść do komunii tylko dla prezentów.
          Jak się urodziła, mialam wielki dylemat w kwestii wiary i w końcu postanowiłam,
          że nie będę jej zamykać zadnych drzwi, dlatego ją ochrzciłam. A ponieważ na
          chrzcie przysięgałam, że będzie wychowana w tej wierze, to chodzę z nią do
          kościoła (może nie co niedziela ale często) i tłumaczę jej na czym ta wiara
          polega, a kiedyś poślę ją na religię. Zresztą to naprawde nie rodzice, ani ich
          postawa decydują o tym, co dziecko kiedyś wybierze. Nawet dzieci najbardziej
          wierzących rodziców odchodzą od kościoła i na odwrót. Ja chcę mojemu dziecku po
          prostu dać możliwosć wyboru.
          Zgadzam się z tym, że kościół się zmienia i kiedyś z pewnoscią zmieni się też
          jego stanowisko w niektórych sprawach. Na razie jednak nie wyobrażam sobie,
          zebym miała np. spowiadać się z przedmałzeńskiego seksu czy z tego, że stosuję
          antykoncepcję. Ja uważam że nie można stawiać znaku równości między Bogiem, a
          kościołem, bo z pewnością Bóg nie potępia miłości i wierności między ludźmi, a
          kościół mój związek na nich oparty potępia.
          Po prostu ja nie mogę się z czystym sumieniem podpisać pod nauką kościoła, ale
          nie wykluczam, że moja córka będzie miała inne zdanie.
    • ania_rosa Re: mama na kocia lape 15.06.03, 14:24
      hej
      na marginesie dyskusji:
      Rzadko się ostatnio zgadzam z Sojanką, ale tym razem nie moge odmówić Jej wielu
      racji. Może nie wyraziła tego w sposób nieurażający autorki postu, ale meritum
      pozostaje meritum
      Dwie rzeczy: dziewictwo NMP zostało przyjęte za dogmat nie w Średniowieczu, ale
      w wieku XIX (jeśli się nie mylę, mogł być to tez wiek XVIII, ale dzwoni że
      jednak XIXw). Sprawa celibatu jest wciąż przez KK dyskutowana.
      Nieprawdą jest, ze KK jest monolitem ciemnogrodczyzny i przestarzałych
      poglądów. Kościół się wciąż rozwija, choć nie wszyscy chcą mu w tym towarzyszyć
      (vide wspólnoty neokatechumenalne i inne formy życia religijnego dostosowane do
      współczesnych potrzeb np. działalnośc dominikanów i duszpasterstwo akademickie)
      Nie jestem katoliczką- żeby była jasnosc- ale mam dla tej instytucji wiele
      szacunku.
      Sprawy i stwierdzenia typu : to grzech" mogą urażać, zgadzam się z tym. I nie
      nam to oceniać. Jednakże faktem pozostaje, ze w swietle poglądów KK współżycie
      przedmałżeńskie jest grzechem. Moja teściowa twierdzi, ze jest katoliczka choć
      w dogmat o zmartwychwstaniu nie wierzy. Cóż. Można i tak , z tym że katoliczką
      jednakowoż nie jest. Istnieje spora przepaść miedzy naszymi wyobrażeniami na
      temat osobistego katolicyzmu a tym, jak definiuje to kościół. Możemy sobie
      uważać, co nam się żywnie podoba ale to nie znaczy, że Kościół nasze zdanie
      podzieli.
      Ja mam ślub cywilny. Kościelnego nie wzięłam, bo- mówię tu za siebie- uważałam,
      ze bedzie to z mojej strony nieuczciwe w stosunku do KK. To jednak- jak
      napisała Sojanka- sakrament. Każdy sam się rozlicza z własnych decyzji
      natomiast nie piszmy później, ze żyjemy w pseudokatolickim społeczeństwie. To
      my troszczymy się o to, aby przymiotnik "pseudo" czy "fałszywy" nadal tkwił
      przed słowem "katolicki". Kuby nie ochrzciłam z tego samego względu. Niczego mu
      nie zabronię, ale brzydzę się hipokryzją (tzn. u mnie przyjęcie tych dwóch
      sakramentów byloby hipokryzją).
      Kościół nie neguje miłości- to chyba jasne. Po prostu ustala klarowne zasady.
      Kto współżyje przed ślubem, ale ma zamiar to zmienić zostanie usprawiedliwiony.
      Podobnie pozamałżeńskie dzieci nie są w jakikolwiek sposób tępione. Może nie
      uwierzycie, ale KK naprawdę obserwuje przemiany obyczajowe współczesnego swiata
      i stara się wypracowywac kompromisy. Kto pamięta wystąpienie Papieża i
      przeprosiny w imieniu KK za swiętą inkwizycję i jej metody? Za chrystianizację
      Am. płd? Za wielowiekowy stosunek KK do kobiet? Ja pamiętam, bo to śledziłam.
      Nie bądzmy więc niesprawiedliwi. Komu z KOściolem nie po drodze niech do niego
      nie wraca (jak ja), ale niech docenia wiele pojednawczych gestów tej instytucji.
      Co do postępowania autorki głównego postu- nie mnie to oceniać. Zresztą nie
      napisała ona niczego "grzesznego" wink))))
      Życzę wiele szczęscia z okazji przyszlego ślubu autorce, a tym "kociołapowym"
      też życzę niezależnie od decyzji.
      Żyj i daj żyć innym.
      pozdrawiam serdecznie
      Rosa
    • fionna Re: mama na kocia lape 15.06.03, 15:06
      Witam wszystkie kociolapowe mamy - wlasnie przedwczoraj (w piatek 13)
      przestalam byc taka mama (a stalam sie zona) - choc jak mowi moj facet -
      bylismy caly czas malzenstwem konsensualnym.
      Mojego dziecka i mnie nie spotkaly nigdy zadne klopoty z tego powodu - w koncu
      zyjemy juz w XXI wieku i to naprawde nie ma znaczenia (na szczescie mieszkam w
      W-wie), w malych miejscowosciach jest gorzej, chociaz i tak lepiej niz
      kilkanascie lat temu. Glownym problemem byla moja mama, ktora ciagle uwazala,
      ze krzywdzimy dziecko itd. - i troche marudzila na temat slubu. Przeciez nie
      zawsze nawet malzonkowie nosza to samo nazwisko - nie bede przeciez tlumaczyc
      pani w przedszkolu, ze mam inne nazwisko niz maz.
      Chodzilo tu przeciez o to czy dzieci nieslubne sa dyskryminowane - i nie ma
      znaczenia czy rodzice maja slub cywilny czy koscielny - bo rozpetala sie tu
      dyskusja teologiczna.
      Zaraz spadna tez na mnie gromu - ze nie wierze slepo - tez mam swoja definicje
      grzechu - grzech to wyrzadzanie krzywdy i zla sobie i innym - nie wiem czy
      zyjac na "kocia lape" wyrzadzam komus krzywde - no mozna oszukac panstwo na
      podatku jako samotna matka smile
      A my chcielismy tylko slub cywilny - zeby uniknac szopek w kosciele
      • aluc Re: mama na kocia lape 16.06.03, 10:46
        fionna napisała:
        > no mozna oszukac panstwo na
        > podatku jako samotna matka smile

        otóż nie oszukujesz, bo to ustawa definiuje samotną matkę jako pannę z
        dzieckiem smile a nie kobietę samotnie wychowującą dziecko wink

        sama biłam się z myślami, czy skorzystać z dobrodziejstwa wspólnego
        opodatkowania...
    • sowa_hu_hu Re: mama na kocia lape 16.06.03, 08:30
      a tu coś o kociołapach smile

      polityka.onet.pl/162,1122854,1,0,2405-2003-24,artykul.html

      pozdrawiam
    • aluc Re: mama na kocia lape 16.06.03, 10:43
      hurtowo smile

      mam kociołapowe dziecko i kocioołapowego partnera (zwanego potocznie niemężem),
      z którym nie zamierzam się pobierać -= przynajmniej na razie, zamierzam
      natomiast płodzić kolejne kociołapowe dzieci smile))

      kilka rad na dobry początek

      dobrze, żeby twój partner uznał dziecko jeszcze przed narodzinami - robi się to
      w USC, procedura taka sama jak przy uznawaniu nienarodzonego, a plus - nie
      będziesz musiała zaraz po porodzie targać się do USC po akt urodzenia, wszystko
      tatuś sam załatwi

      wtedy również rozstrzygacie kwestie nazwiska dziecka, może to być twoje
      nazwisko, nazwisko ojca, a także podwójne (twoje i jego)

      na marginesie o nazwisku - nawet gdybym wyszła za mąż, to nazwiska i tak bym
      nie zmieniła, i z dzieckiem byłby ten sam klops smile nie przeceniajmy roli
      nazwiska

      paszport i inne dokumenty - najlepiej u notariusza zrobić pełnomocnictwo dla
      tatusia do załatwiania wszelkich formalności tego typu, doświadczony rejent sam
      będzie wiedział, co w takim dokumencie napisać

      dobrze pomyśleć również zawczasu nad finansowym zabezpieczeniem dziecka, na
      wypadek, gdyby któremuś z was coś się stało albo odwidziało - myśmy bardzo
      wysoko ubezpieczyli się na życie, mamy też skrupulatnie uregulowane inne sprawy
      finansowe (własność mieszkania, samochodów i tak dalej)

      kociołapstwo wymaga jednak trochę więcej wyobraźni na takie okolicznośći i
      zabiegów niż stan sformalizowany

      a z sytuacji życiowych - nikt jeszcze przez szesnaście miesięcy nie robił mi
      żadnych nieprzyjemności czy nawet uwag z powodu (nie)formalnego statusu naszej
      rodziny, w moim otoczeniu odziecone związki kociołapowe są na tyle powszechne,
      że nikt z tego wielkiego halo nie robi, ani przez chwilę nie odczuwałam żadnej
      inności z tego powodu, nadmiernych trosk czy cóś smile)

      a artykułu w Polityce nie polecam, bo - podobnie jak poprzedni tekst
      Pietkiewicz o samotnych matkach - on nie jest o takim właśnie kociołapstwie smile)
      • odalie Re: mama na kocia lape 16.06.03, 11:05
        Mam pytanie (i wielką nadzieję, że uda mi się je tak sformuować, aby nikogo nie
        urazić i nie zaczepić): dlaczego decydujecie się kociołapowe mamy na taki
        związek?

        Jak nie chcecie, to nie mówcie smile)) ale mnie zainteresowało (po poście powyżej)
        czemu? skoro prościej, jak wynika z postu (z punktu widzenia formalno-prawnego)
        byłoby wziąć ślub?

        Po prostu mnie zainteresowało, dobra, nazwijcie to wścibstwem smile)) . Nie mam
        zamiaru nikogo obrażać czy urażać, ani krytykować (wystarczy, że dyskusja
        powyżej miejscami nie jest ładna, niestety). Po prostu chciałabym lepiej Was
        poznać. Może to się przyda nie tylko mnie, żeby już całkiem rozwiać mgiełkę
        nietolerancji.

        Znam sporo par, które długo mieszkały bądź nadal mieszkają ze
        sobą "nieformalnie", traktując to jako narzeczeństwo, preludium i te rzeczy. Na
        jak najbardziej cywilnym ślubie jednej z takich par byłam w zeszłym roku
        świadkiem. Inna zanjoma para ma powtórkę w kościele (po cywilnym za granicą rok
        temu) w ten weekend. Druga ciągnie swój status quo, niestety jakoś im się
        rozsypuje, zanosi się na rozejście, i to było powodem odłożenia już planowanego
        ślubu. Sama pomieszkiwałam z moim ex-facetem. Znam ten rodzaj układu, a ciekawi
        mnie, jakie są inne powody niezawierania formalnego związku (poza oczywistymi
        typu trwające jeszcze małżeństwo)?

        • aluc Re: mama na kocia lape 16.06.03, 11:40
          odalie, te wszystkie sprawy to pikuś w połączeniu z organizacją wesela smile)
          zwłaszcza kosztowo smile)

          a tak już poważniej - nie chcę wychodzić za mąż po to, żeby sobie ułatwić
          formalności (bo to chyba nie o to chodzi), a z drugiej strony małżeństwo jako
          takie nie stanowi dla nas żadnej wartości dodanej w naszym związku

          poza tym nawet po wyjściu za mąż mielibyśmy rozdzielność majątkową i różne
          nazwiska

          chilli wszystkie argumenty na tak są jednocześnie argumentami na nie wink
      • juliapoludniewska Re: mama na kocia lape 16.06.03, 13:24
        aluc napisała:

        > hurtowo smile
        >
        > mam kociołapowe dziecko i kocioołapowego partnera (zwanego potocznie
        niemężem),
        >
        > z którym nie zamierzam się pobierać -= przynajmniej na razie, zamierzam
        > natomiast płodzić kolejne kociołapowe dzieci smile))
        >
        > kilka rad na dobry początek
        >
        > dobrze, żeby twój partner uznał dziecko jeszcze przed narodzinami - robi się
        to
        >
        > w USC, procedura taka sama jak przy uznawaniu nienarodzonego, a plus - nie
        > będziesz musiała zaraz po porodzie targać się do USC po akt urodzenia,
        wszystko
        >
        > tatuś sam załatwi
        >
        > wtedy również rozstrzygacie kwestie nazwiska dziecka, może to być twoje
        > nazwisko, nazwisko ojca, a także podwójne (twoje i jego)
        >
        > na marginesie o nazwisku - nawet gdybym wyszła za mąż, to nazwiska i tak bym
        > nie zmieniła, i z dzieckiem byłby ten sam klops smile nie przeceniajmy roli
        > nazwiska
        >
        > paszport i inne dokumenty - najlepiej u notariusza zrobić pełnomocnictwo dla
        > tatusia do załatwiania wszelkich formalności tego typu, doświadczony rejent
        sam
        >
        > będzie wiedział, co w takim dokumencie napisać
        >
        > dobrze pomyśleć również zawczasu nad finansowym zabezpieczeniem dziecka, na
        > wypadek, gdyby któremuś z was coś się stało albo odwidziało - myśmy bardzo
        > wysoko ubezpieczyli się na życie, mamy też skrupulatnie uregulowane inne
        sprawy
        >
        > finansowe (własność mieszkania, samochodów i tak dalej)
        >
        > kociołapstwo wymaga jednak trochę więcej wyobraźni na takie okolicznośći i
        > zabiegów niż stan sformalizowany
        >
        > a z sytuacji życiowych - nikt jeszcze przez szesnaście miesięcy nie robił mi
        > żadnych nieprzyjemności czy nawet uwag z powodu (nie)formalnego statusu
        naszej
        > rodziny, w moim otoczeniu odziecone związki kociołapowe są na tyle
        powszechne,
        > że nikt z tego wielkiego halo nie robi, ani przez chwilę nie odczuwałam
        żadnej
        > inności z tego powodu, nadmiernych trosk czy cóś smile)
        >
        > a artykułu w Polityce nie polecam, bo - podobnie jak poprzedni tekst
        > Pietkiewicz o samotnych matkach - on nie jest o takim właśnie
        kociołapstwie smile)


        Aluc - z nieba mi spadlas!!! Dzieki, wlasnie tego typu odpowiedzi oczekiwalam.
        Dla mnie slub rowniez nic nie zmienia w naszych relacjach, ale zastanawialam
        sie nad losem dziecka. Twoj post utwierdzil mnie w tym, co robic. Jakbys mogla
        mi tylko jeszcze napisac na czym polega uznanie dziecka jeszcze przed
        narodzinami. Rozumiem, ze musimy tam pojsc jak bede juz w ciazy i co wtedy i
        komu powiedziec. Przepraszam, ale jestem ciemna masa w tych sprawach wink I
        jeszcze pytanko odnosnie nazwiska (przy okazji - ja swojego tez za nic bym nie
        zmienialawink) dla dziecka. Czy rzeczywsicie moze byc podwojne, bo gdzies
        czytalam (slyszalam), ze moze byc podwojne, jesli ktores z rodzicow ma
        podowjne, w przeciwnym razie trzeba sie zdecydowac na jedno.

        A na koniec: mnie tez bardzo nie podobal sie tekst w Polityce. W ogole nie
        lubie tekstow Pietkiewicz. Mam wrazenie, ze w ogole nie zna sie na tym, co
        pisze. A podejmuje wazne tematy, wiec szkoda. W jej artykule nie znalazla sie
        zadna infromacja, ktora pomoglaby mi rozwiac moje obawy.

        Jeszcze raz dzieki!!!
        • aluc Re: mama na kocia lape 16.06.03, 14:15
          Julia - z nazwiskiem masz rację, szybciej napisałam, niż pomyślałam, podwójne
          być nie może, nawet jest wyrok Sądu Najwyższego na tę okoliczność (ja ciemna
          masa)

          co do praktyki - uznaje się dziecko nienarodzone wedle tej samej procedury, co
          dziecko narodzone, chilli przed kierownikiem USC albo sądem opiekuńczym, jest w
          każdym USC specjalny referat do tych spraw, najlepiej wcześniej zadzwonić i się
          umówić, bo dla nich to nie są sprawy zbyt częste (znaczy
          uznawanienienarodzonego, bo narodzone to już tak, ale na nienarodzone to nawet
          nie ma specjalnego druczku) i muszą się do tego papierkowo przygotować.
          Przynosisz zaświadczenie od lekarza o tym, że jesteś w ciąży, swój akt
          urodzenia i dowód, przynosisz wink niemęża z dowodem osobistym (niemąż już bez
          aktu urodzenia)... Siadacie przed panią ksiądz wink i pani ksiądz uroczyście pyta
          niemęża, czy czy dziecko jest jego i czy chce je uznać (bo uznać można jedynie
          swoje dziecko), jakie nazwisko dziecko bedzie nosić, po czym wygłasza formułkę,
          płacicie jakieś drobne opłaty skarbowej (chyba 5 zetów) i dostajecie
          kwitek "Akt uznania dziecka" czy jakoś podobnie, który potem niemąż odda do
          urzędu, jak będzie akt urodzenia odbierał.

          Proste smile
          • juliapoludniewska Re: mama na kocia lape 16.06.03, 14:38
            Aluc, serdeczne dzieki. Bardzo mi sie podoba niemaz i plodzenie kocich-lap.
            Swoja droga jak przedstawiasz swojego niemeza? Bo ja najczesciej mowie moj
            Ukochany wink

            Rzeczywiscie proste. Pozostaje mi tylko postarac sie o "kociolapowate
            dziecko" wink
            • aluc Re: mama na kocia lape 16.06.03, 15:40
              juliapoludniewska napisała:

              > Aluc, serdeczne dzieki. Bardzo mi sie podoba niemaz i plodzenie kocich-lap.
              > Swoja droga jak przedstawiasz swojego niemeza? Bo ja najczesciej mowie moj
              > Ukochany wink
              >
              > Rzeczywiscie proste. Pozostaje mi tylko postarac sie o "kociolapowate
              > dziecko" wink

              po imieniu
              albo "ojciec mojego dziecka" smile
    • asiaasia1 Re: mama na kocia lape-konkurs 16.06.03, 22:46
      No wlasnie , oglaszam konkurs na najladniejsza nazwe konkubenta smile))))
      Moj......jest angielskojezyczny ,oni maja latwiej - boyfriend , girlfriend albo
      nawet friend i juz ...Ja (jakem polonistka) nie moge znalezc w naszym jezyku
      przjemnego dla ucha , neutralnego i niewartosciujacego okreslenia dla
      mezczyzny, z ktorym kobieta zyje w nieformalnym zwiazku . Szukam slowa , ktore
      mogloby stanowic odpowiednik dla " boyfriend ", przy czym nie lubie mowic o
      ojcu swoich dzieci " moj chlopak ", tym bardziej ,ze juz daaaawno temu wyrosl
      z wieku chlopiecego . Mam do wyboru:
      - niemaz
      -moj facet
      -moj mezczyzna
      -moj chlopak
      -ojciec moich dzieci
      -narzeczony ...

      To co , konkursik ???

      asia+maja+baby(19tyg.)

      • juliapoludniewska Re: mama na kocia lape-konkurs 17.06.03, 14:00
        asiaasia1 napisała:

        > - niemaz
        > -moj facet
        > -moj mezczyzna
        > -moj chlopak
        > -ojciec moich dzieci
        > -narzeczony ...
        >
        > To co , konkursik ???

        Ja mowie:
        moj niemaz
        moj ukochany
        milosc mojego zycia
        moja kocia lapa

        Kto sie jeszcze przylaczy do konkursiku?
    • kasiaiola Re: mama na kocia lape 16.06.03, 22:50
      Poczytała sobie posty i postanowłam napisać o sobie. Mieszkamy z "mężem" na
      kocia łapę. Mamy córeczkę Olę, obecnie 9 mcy. Ola nosi nazwisko taty. Wśród
      osób którym nie podoba się brak ślubu (zwłaszcza kościelnego są - nasze
      babcie, moja mama, moja ciocia, Maćka ciocia - to tylko z najbliższej
      rodziny). To co im się podoba lub nie to ich sprawa. Nie rozmawiamy w
      rodzinnym gronie na ten temat.
      Jeśli chodzi o dyskryminację... Nie uważam aby dzieci ze związków nie
      zalegalizowanych miały gorzej. A że nazwisko inne? Przecież w razie ślubu ty
      możesz zostać przy nazwisku swoim a dzieciom dawać nazwisko ich taty a swojego
      mężą.
      Ja będę chciała w razie slubu mieć nazwisko podwójne - swoje i mężowskie. A
      kolejne dzieci będą miały tylko po tacie, tak jak Ola.
      Nie przejmuj się gadaniem o moralności, odrzuceniu, nietolerancji. W Polsce
      coraz więcej osób toleruje (choć nie zawsze pochwala) związki na kocią łapę.
      A co do pompy w kościele. Wiesz ja chciałabym przysiąc przed Bogiem miłość
      mojemu partnerowi, ale nie potrzeba mi do tego pompy. Ta pompa to wymysł
      ludzi - spotkać się na wielkiej imprezie gdzie można się nażreć i uchlać.
      Jakoś nie bardzo mi się ten scenariusz podoba. Niestety ze względu na dobre
      samopoczucie mojej mamy jestem "zmuszona" zorganiować wesele. Dlatego
      powiedziałam jej że ślub i wesele będą... jak będę miała siłę i ochotę na
      uczestnictwo w owym weselu.
      Póki co temat "mąż" i "żona" rozwiązaliśmy tak, że w razie jakichkolwiek
      rozmów na nasz temat tak się właśnie określamy. Dla mnie określenia mąż i żona
      wiążą się z miłością a nie papierkiem z urzędu czy kościoła.
      Nie masz się czego obawiać... Polskie społeczeństwo jest bardziej tolerancyjne
      pod tym względem niż nam sie wydaje.
      Pozdrawiam.
      • kingaiola Re: mama na kocia lape 17.06.03, 14:06
        Ja też mam Olę i to już trzy latka. Z jej tatusiem nie mamy ślubu. Powody są
        różne. Kłopotów do tej pory nie miałyśmy żadnych. Tylko w przedszkolu pani
        intendentka wypisuje mi kwitki na nazwisko Oli (która ma je po tacie), ale te
        kwitki nie są istotne urzędowo. I tylko chyba będę musiała przypilnować przy
        wypisywaniu za cały rok bo podobno można coś tam odliczać od podatku.
        Dla Olki nasze nazwiska są zupełnie naturalne, zna je obydwa. W zabawie jak
        wymyśla nieistniejące osoby to najczęściej mają pozamieniane nasze imiona i
        nazwiska. Chyba jedyne osoby które mają z tym problem to nasze rodziny,
        szególnie ta starsza część. Ale przez cztery lata to już zdążyli się
        przyzwyczaić. Co do spraw formalnych to jeszcze wiążą nas urzędowo
        ubezpieczenia. Ola jest osobą uposażoną we wszystkich które mamy. A
        listonoszowi jak odbieram polecone mówię że to do męża.

        POzdrawiamy
        Kinga i Olka
    • amade1 Re: mama na kocia lape 17.06.03, 22:18
      Witam Cię! Mam na imię Agnieszka i jestem z moim partnerem od ośmiu lat. Po
      czterech miesiącach znajomości postanowiliśmy razem zamieszkać. Mój partner
      był wtedy żonaty. Szybko złożył dokumenty o rozwód. Wtedy był za młody na ojca
      i męża. Dziś ma 31 lat (ja mam 30) i nie śpieszy się nam obojgu do ślubu. Jest
      nam tak dobrze jak jest. Przecież i tak od ośmiu lat mieszkamy razem, dzielimy
      obowiązki troski i radości. Co tak naprawdę da nam ślub?! W moim przypadku
      tylko zmianę nazwiska.Nasze rodziny zaakceptowały nasz związek, a my
      stworzyliśmy kolejną rodzinę. W kwietniu urodził się nam synek. I tak naprawdę
      wszyscy nowopoznani ludzie "mają" nas za małżeństwo, a my nie wyprowadzmy ich
      z błędu. Dlatego nie boję się , że moje dziecko będzie jakoś szykanowane.
      Uważam więc, że jeśli TY jesteś szczęśliwa w wolnym związku, to nie powinny
      Cię martwić opinie zacofanych ludzi. Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
    • asiaasia1 Re: mama na kocia lape 18.06.03, 13:36
      Do tej pory moja coreczka nie spotkala sie z dyskryminacja jako "nieslubne"
      dziecko,ale Maja ma dopiero 11 mies.(od jutrasmileJestem znowu w ciazy ,poniewaz
      moj partner wyjechal do USA na kontrakt i niewiadomo czy wroci przed porodem
      do Polski , postanowilismy zrobic w USC uznanie dziecka nienarodzonego , zeby
      potem nie bylo klopotu .No i sie zaczelo...Kiedy przyszlam odebrac dokument z
      moja coreczka na rekach , panie urzedniczki patrzyly na mnie ze
      wspolczuciem ,drugie znow mowily jak do patologii .No coz....no comments.Musze
      jednak przyznac ,ze wczesniej cala "ceremonie"uznania dziecka prowdzila
      kierowniczka USC ,ktora okazala sie byc urocza , kulturalna ,taktowna osoba.
      • pesteczka5 Re: mama na kocia lape 30.06.03, 09:28
        To i ja swoje trzy grosze dorzucę.

        Według mnie, pary, które żyją na kocią łapę po prostu nie są do końca pewne...
        Albo mnie zależy troszkę mniej niż jemu, albo jemu na mnie nie tak bardzo, albo
        oboje nie wiemy, czy to do końca prawdziwe i na zawsze.

        A te deklaracje to przykrywka.

        Dla mnie ślub oznacza nie papierek (drażni mnie takie podejście), lecz
        deklarację: kocham cię, chcę iść przez życie z tobą, rozwijać się przy tobie i
        w podobnym kierunku, co ty. Gdy przyjdą trudne chwile, zrobię wszystko, aby je
        pokonac z tobą. W chwili kryzysu moje wysiłki będą nastawione na ratowanie
        naszego związku i naszej bliskości, a nie na stwierdzenie było miło a teraz bye
        bye bo dalej asertywnie sobie idę sama.

        A przysięgamy sobie to przed Bogiem, bo w niego wierzymy oboje i bierzemy Go na
        świadka naszej decyzji.

        Myślę, że z mamami kociołapowymi (których deklaracje o miłości są prawdziwe)
        łączy mnie jedno: treść jest najważniejsza.

        Z tego też powodu uważam, że wyprawianie szopki w kościele, gdy nie respektuje
        się jego zasad, jest zwykłą nieuczciwością.

        Jak zrobienie sobie grilla na cudzym podwórku, u ludzi, których nie znasz, nie
        szanujesz a wręcz gardzisz tym ich podwórkiem. No to po co się tam pchasz. Bo
        grill mają ładny?

        Nie chcę urazić nikogo, ja nie oceniam żadnej z emam, osobiste wybory sznuję i
        nie mnie sądzić, nigdy nie znamy wszystkich pobudek.

        Ale postawy i zachowania są dobre albo moralnie złe.

        Wszystkim życzę dużo miłości!

        P.S. Jestem mężatką siedmioletnią.
        • juliapoludniewska Re: mama na kocia lape 01.07.03, 12:44
          nie zgadzam sie z tym, ze zycie na kocia lape oznacza nie do konca pewnosc
          jednej ze stron. Dla mnie jednak slub to tylko papierek, choc sie z tym nie
          zgadzasz. Wychodze z zalozenia, ze codzienne dbanie o drugiego czlowieka,
          okazywanie mu szacunku i milosci to wlasnie deklaracja, o kotrej piszesz.
          Znaczy ona wlasnie:
          > kocham cię, chcę iść przez życie z tobą, rozwijać się przy tobie i w podobnym
          kierunku, co ty. Gdy przyjdą trudne chwile, zrobię wszystko, aby je
          > pokonac z tobą. W chwili kryzysu moje wysiłki będą nastawione na ratowanie
          > naszego związku i naszej bliskości
          Uwazam, ze jesli ludzie sie kochaja, to zostana ze soba bez wzgledu na ten
          paiperek, czyli slub, a jaezeli sie znienawidza, to nawet slubowanie dozgonnej
          milosci, nie uchroni ich przed rozwodem.

          > A przysięgamy sobie to przed Bogiem, bo w niego wierzymy oboje i bierzemy Go
          na
          >
          > świadka naszej decyzji.

          A co z tymi Polakami, ktorzy nie wierza w katolickiego Boga?

          Szanuje pary zamezne, ale wclae nie uwazam, zeby mialy wieksza pewnosc zwiazku
          niz te, ktore zyja bez slubu. Pozdrawiam Cie pesteczko

          kociolapowa Julka bez malzenskiego stazu
          • pesteczka5 Re: mama na kocia lape- do Poludniewskiej 08.07.03, 12:19
            Ci Polacy, ktorzy nie wierzą w katolickiego Boga, nie powinnni brać
            katolickiego ślubu, proste.
            Szanuję wybory wszystkich, którzy maja dobre intencje.
            Pozdrowiena
        • aagacia Re: mama na kocia lape-do pesteczki 01.07.03, 13:08
          pesteczka zupelnie sie z toba nie zgadzam.
          a jak ktos bierze slub cywilny to juz jest mniej pewny swojej milosci do
          drugiej osoby bo nie slubuje przed Bogiem...?
          a poza tym co ci daje ta pewnosc..?to co robisz w kosciele czy przed
          urzednikiem to tylko formalnosci.to tylko slowa.pewnie ze to mile -takie
          zapewienie o milosci w obecnosci swiadkow ale one tak naprawde nic nie daja.bo
          czy zapewnianie sie codziennie o tym ze sie kocha i pokazywanie na kazdym
          kroku ze sie te druga osobe szanuje jest mniej wazne od podpisanego
          papierka...?czy jak juz masz papierek to jestes pewna ze maz cie nie zdradzi
          nie oszuka..?TO NIE MA ZADNEGO ZNACZENIA. i dlatego za 17 dni slubuje nie po
          to zeby MIEC PEWNOSC, bo te mam kazdego dnia i z kazdym dniem upewniam sie ze
          wybralam dobrze...ale slubuje dla pieknej bialej sukienki, slicznego welonu,
          zajebistej imprezy, spotkania w gronie przyjaciol i radosci naszych
          dziewczynek.
          i wspolczuje wszystkim ktore podpisaly papierek TYLKO PO TO ZEBY MIEC PEWNOSC
          pozdr
          • pesteczka5 Re: mama na kocia lape-do aagaci w białej sukience 08.07.03, 12:29
            aagacia napisała:

            > pesteczka zupelnie sie z toba nie zgadzam.
            > a jak ktos bierze slub cywilny to juz jest mniej pewny swojej milosci do
            > drugiej osoby bo nie slubuje przed Bogiem...?
            Nie. Przed Bogiem Slubują katolicy.
            > a poza tym co ci daje ta pewnosc..?to co robisz w kosciele
            W Koście.e to nie formalności...

            czy przed
            > urzednikiem to tylko formalnosci.to tylko slowa.pewnie ze to mile -takie
            > zapewienie o milosci w obecnosci swiadkow ale one tak naprawde nic nie
            daja.bo
            > czy zapewnianie sie codziennie o tym ze sie kocha i pokazywanie na kazdym
            > kroku ze sie te druga osobe szanuje jest mniej wazne od podpisanego
            > papierka...?czy jak juz masz papierek to jestes pewna ze maz cie nie zdradzi
            > nie oszuka..?TO NIE MA ZADNEGO ZNACZENIA.

            Nie o pewność tu chodzi lecz o siłę intencji

            i dlatego za 17 dni slubuje nie po
            > to zeby MIEC PEWNOSC, bo te mam kazdego dnia i z kazdym dniem upewniam sie ze
            > wybralam dobrze...ale slubuje dla pieknej bialej sukienki, slicznego welonu,
            > zajebistej imprezy, spotkania w gronie przyjaciol i radosci naszych
            > dziewczynek.

            A TEGO TO JUŻ NIE SZANUJĘ I UWAŻAM ZA NIEUCZCIWE. To zrób imprezę bez ślubu
            kościelnego, skoro nie cenisz jego zasad. Wierzyć nie musisz, ale po co w takim
            razie tam idziesz? I czemu nie np. do zielonoświątkowców albo buddystów? Bo
            ludzi przyjdzie więcej?

            > i wspolczuje wszystkim ktore podpisaly papierek TYLKO PO TO ZEBY MIEC PEWNOSC
            > pozdr

            Kto powiedział, że tylko po to, aby mieć pewność? A może to głęboka
            konsekwencja i wierność sobie i swoim zasadom.

            Pewności nie daje nic, natomiast w cenie są szczere intencje.
            W sumie najbardziej mnie bulwersuje angażowanie Kościoła
            do "zajebistej "zabawy. A co Wy powiedzieliście na spowiedzi? To teą dla Was
            rzecz bez znaczenia? Nie jestem wojującą katoliczką, daleko mi do tego, lecz
            jak napisała jedna z dziewczyn wyżej, można nie wierzyć, ale uszanować tę
            instytucję i wiare jej członków.

            Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia
            • mrufkaa Re: mama na kocia lape-do pesteczki 08.07.03, 21:58
              Cos mi sie wydaje, ze agacia gdzies kiedys wspomnila (chyba nie wtym watku), ze
              sie slubi cywilnie. No wiec do bani te nauki, o ktore zreszta nikt nie prosil.
              Naprawde nie rozumiem dlaczego notorycznie ktos probuje na tym forum umoralniac
              innych, zwykle tych, ktorzy swoja moralnosc opieraja na innych wartosciach.
              Jestesmy spoleczenstwem od wiekow katolickim, jak z kazda religia bywa,
              wytworzylo to sfere tradycji przepojona rytualem religijnym. Nic dziwnego. ze
              nie wszyscy wierzymy tak samo. wszyscy jednak wyroslismy w tej samej polsko-
              katolickiej oprawie i czy sie to komus podoba czy nie mamy do niej dostep i
              prawo. Zostawmy wiec moze sprawy sumienia bezposrednio zainteresowanym.

              A ja to tak sobie mysle, ze pan Bog widzi to wszystko i smieje sie z nieba...
              Jak pisal Kochanowski. Przepraszam za malo kocio-lapowy komentarz.
              • umasumak Re: mama na kocia lape-do mrufki :)) 08.07.03, 22:16
                mrufkaa napisała:

                > Cos mi sie wydaje, ze agacia gdzies kiedys wspomnila (chyba nie wtym watku),
                ze
                >
                > sie slubi cywilnie. No wiec do bani te nauki, o ktore zreszta nikt nie prosil.
                > Naprawde nie rozumiem dlaczego notorycznie ktos probuje na tym forum
                umoralniac
                >
                > innych, zwykle tych, ktorzy swoja moralnosc opieraja na innych wartosciach.
                > Jestesmy spoleczenstwem od wiekow katolickim, jak z kazda religia bywa,
                > wytworzylo to sfere tradycji przepojona rytualem religijnym. Nic dziwnego. ze
                > nie wszyscy wierzymy tak samo. wszyscy jednak wyroslismy w tej samej polsko-
                > katolickiej oprawie i czy sie to komus podoba czy nie mamy do niej dostep i
                > prawo. Zostawmy wiec moze sprawy sumienia bezposrednio zainteresowanym.
                >
                > A ja to tak sobie mysle, ze pan Bog widzi to wszystko i smieje sie z nieba...
                > Jak pisal Kochanowski. Przepraszam za malo kocio-lapowy komentarz.

                Mrufkaa smile)

                Powiem Ci że nie mogłaś tego zgrabniej ująć. Mam dokładnie takie same
                odczucia smile). Pozdrawiam
              • pesteczka5 Re: mama na kocia lape-do pesteczki 09.07.03, 10:38
                Jeśli się ślubi cywilnie to nie do niej te wywody i przepraszam w takim razie.
                I nikogo nie umoralniam, wypowiadam swoje poglądy. Nie chcę umoralniać.

                Ja też uważam, że Bóg nie z tymi, co się żenią, a z tymi, co się kochają
                (którzy jednakowoż są wśród jednych i drugich). Nie lubię tylko ubierania się w
                nieswoje płaszczyki.

                No i tyle.
                • aagacia Re: mama na kocia lape-do pesteczki 09.07.03, 11:31
                  potweirdzam : slubie sie cywilniesmile

                  a moj post byl apropo tego ze ktos potepia imprezy zwiazane z zawieraniem
                  slubu. ja nie widze innego powodu dla ktorego mialabym stac sie zona jak tylko
                  swietna impreza z przyjaciolmi,impreza i mile wspomnienia na cale zycie.

                  pesteczko ja juz sie do umoralniania nie nadajesmile wybacz, po spedzeniu 5 lat
                  w sekcie jaka jest oaza, troche dowiedzialam si ena temat instytucji kosciola,
                  i dosc mam hipokryzji tzw. katolikow.

                  tak na marginesie, jest mi wszystko jedno jesli chodzi o kosciol w ktorym bym
                  miala slubowac. bo dla mnie bog jest jeden. i niewazne z jakiej religii sie
                  wywodzi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka