mathiola
17.07.07, 00:03
Wyszłam dzisiaj z dziećmi na spacer. Upał jak cholera. Wymanewrowałam wózkiem
z uliczki, weszłam prosto na następujący obrazek: facet, na oko lat 40,
leżący pod drzewem, plecak pod plecami, oparty tymi plecami o ten plecak i o
to drzewo... Siedział przy chodninku, położonym przy głównej ulicy miasta,
przy pasażu handlowym.
Pomyślałam: pijak, nawalił sie w taki upał.
Potem pomyślałam, może zasłabł.
Obejrzałam go dokładnie, wydawało mi się, że nie, jednak bardziej pijany niż
zasłabnięty.
Poszłam dalej.
A potem przypomniałam sobie jak zmarł ojciec mojej koleżanki, w tramwaju,
wśród ludzi dostał udaru, obrzygał się, wynieśli go na najbliższym przystanku
i zostawili tak, aż go zgarnęła straż miejska i zawiozła na wytrzeźwiałkę.
Dużo czasu minęło póki okazało się że on nie jest pijany tylko umiera...
Chciałam wrócić, wstydziłam się, że tak późno bym zareagowała, że jeśli
wszystko jest ok, to on pomyśli, że jestem stuknięta... Poszłam dalej.
Nie wiem co jeszcze sobie myślałam, wiem, że wstydziłam się całą drogę i
teraz nadal się wstydze.
Wam też się zdarzają takie zachowania, o których piszą potem w prasie:
ZNIECZULICA?
Bo ja chciałabym cofnąć czas i móc jednak wrócić i zapytać: czy dobrze się
pan czuje, wezwać karetkę?