pppolonistka
20.07.07, 07:58
Przypomniało mi się,jak 3 lata temu byłam ze starszą córą w Instytucie Matki
i Dziecka.Czekałyśmy na konsultację w jednym pokoju z małżeństwem (takim
oboje po czterdziestce-tak wyglądali bynajmniej),które przyjechało ze swym 6-
letnim synkiem.Do nich lekarka przyszła pierwsza.To, co
usłyszałam,spowodowało,że ręce mi opadły.Wyobraźcie sobie,że ci rodzice
zdrowemu dziecku do 6 lat nie dali ani kawałka czegoś,co mogłoby
pogryźć,cytuję mamę:"bo on się udławi,bo taki mały jest".Lekarka tłumaczyła
grzecznie i cierpliwie,że takim postępowaniem wyrządzają dziecku krzywdę,że
zupki miksuje się kilkumiesięczniakom,ale nie kilkulatkowi,że on ma świetnie
rozwiniętą buzię i solidne ząbki,którymi może gryźć jabłko,kanapkę i inne
stałe pokarmy.Z rozmowy wynikało,że to ich kolejna wizyta.Na upór i głupotę
nie ma lekarstwa...
O jakich nierozsądnych pomysłach rodziców na opiekę nad dzieckiem wiecie?