rogalowa-1
25.07.07, 19:39
Mój dziesięcioletni syn wyjechał na kolonie nad morze z zakładu pracy męża.
Pojechaliśmy w odwiedziny to co zobaczyłam nie przeraziło: wychowawcy
(wszystkich grup) zabrali dzieci i poszli na plażę ja napisałam oświadczenie,
że zaopiekuję się swoim dzieckiem więc mój syn nie poszedł z nimi po chwili
woła mnie lekko wystraszony i okazuje się, że pan zapomniał o jednym chłopcu.
Chłopiec został na ośrodku sam nikt się nim nie zainteresował (po za nami)
dzwoniłam do pani kierownik kilka razy nie raczyła odebrać telefonu pewnie
się opalała. Gdy wrócili nie usłyszałam żadnego wyjaśnienia nie wiem czy to
się może częściej im zdarza. Moje dziecko zostało okradzione przez kolegę z
pokoju wychowawczyni wytłumaczyła mi, że tamten chłopiec ma mniej pieniędzy
od mojego syna ale czy to go usprawiedliwia? Mało tego zabronili rodzicom
wchodzić do pokoju dzieci "bo może coś zginąć" Syn jest drugi raz na kolonii
ale ta jest zdecydowanie gorsza od zeszłorocznej nie wiem czy puszczę go w
przyszłym roku trochę się boje być może jestem nadopiekuńczą matką.
Oczywiście po powrocie poinformowaliśmy zakład pracy o zaistniałym fakcie
przeraża mnie to jak można zostawić dziecko samo w ośrodku czy oni nie liczą
dzieci? Zastanawia mnie czy liczą dzieci po wyjściu z wody.