sephoraaa
26.08.07, 18:24
Kilka dni temu pojechałam z dzieckiem do moich rodziców. Wszystko
było dobrze,do dzisiejszego dnia. Poszło o głupotę a skończyło się
tak,że wróciłam do domu (wcześniej niż zamierzałam).
Chcieliśmy z mężem i moim bratem pojechać gdzieś tam i wziąć z sobą
syna. Mój ojciec kręcił nosem, bo dziecko jechałoby bez fotelika. Ok
powiedziałam,że pójdę pożyczyć fotelik lub podkładkę. Ojciec zaczął
marudzić,że on wtedy nigdzie nie jedzie itp...W natłoku słów zaczął
wyśmiewać plany zakupowe mojego męża, ja ostro zareagowałam. Zaczęło
się gadanie (ojciec z matką),że jestem pyskata,chamska itp. dobra w
ostateczności zrezygnowaliśmy z wyjazdu za miasto. Mąż wziął syna z
moją siostra na lody- przez to nie słyszał tego, co mój ojciec na
niego mówił. Za to po powrocie miał okazję wysłuchać, jaka ja to nie
jestem (z relacji mojej mamy).
Za bardzo nie wiedział co ma powiedziec, bo on się nie udziela w
nasze "sprzeczki". Rodzice czują się urażeni, bo pojechałam kilka
dni wcześniej, wziełam ich wnuka i pewnie obrazyli się na dobre
kilka tygodni. A ja? Ja wyraziłam swoje zdanie i niezadowolenie z
krytycznego podejścia mojego ojca do mojego męża. Kolejny raz moi
rodzice, pokazali, że nie warto im cokolwiek mówić, a nasze
przyjazdy zakończą sie na jednodniowych wizytach.