...wyboru dziecka?
natchnal mnie, oczywiscie

watek o kolczykach.
bodajze Lila tam napisala, ze KAZDY z nas w jakis sposob ogranicza wolny wybor
dziecka.
jak myslicie, jak daleko "wolno" sie rodzicowi posunac? nie mowie raczej o
trywialnych sprawach typu "teraz idziemy na zakupy, chcesz tegon czy nie",
albo "zakladamy kurtke, bez wzgledu na twoja opinie, bo jest -10 stopni
mrozu", ale o zabrabianiu dziecku robienia czegos bardziej konkretnego, lub o
zmuszaniu do czegos (lekcje muzyki/spiewu/itp), w sytuacji, gdy dziecko ma
konkretna, odmienna opinie...
ja czesto sie zastanawiam, na ile sobie "moge" pozwolic i na ile to bede
robic. choc juz teraz wiem, ze SA rzeczy, na ktore absolutnie mojemu dziecku
nie pozwole, chocbym miala byc uwazana za najgorsza matke na swiecie...
przyklady? ja na dzisiaj: nie zgodze sie na zaden naprawde niebezpieczny sport
(chocby te idiotyczne gokarty, od ktorych "prawdziwe gwiazdy formuly 1"
zaczynaja swoja kariere w wielu lat 6...), nie zgodze sie na finansowanie
nalogow dziecka, nie zgodze sie na finansowanie rzeczy, ktorych nie pochwalam
(jak chocby tysieczna gra komputerowa, ktora odciaga dziecko od "prawdziwego
zycia"
a co Wy o tym problemie sadzicie?
bo wg mnie to powazny aspekt wychowania dzieci, interesuje mnie Wasza opinia