Dodaj do ulubionych

.jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnosc...

30.08.07, 12:46
...wyboru dziecka?
natchnal mnie, oczywiscie wink watek o kolczykach.
bodajze Lila tam napisala, ze KAZDY z nas w jakis sposob ogranicza wolny wybor
dziecka.
jak myslicie, jak daleko "wolno" sie rodzicowi posunac? nie mowie raczej o
trywialnych sprawach typu "teraz idziemy na zakupy, chcesz tegon czy nie",
albo "zakladamy kurtke, bez wzgledu na twoja opinie, bo jest -10 stopni
mrozu", ale o zabrabianiu dziecku robienia czegos bardziej konkretnego, lub o
zmuszaniu do czegos (lekcje muzyki/spiewu/itp), w sytuacji, gdy dziecko ma
konkretna, odmienna opinie...

ja czesto sie zastanawiam, na ile sobie "moge" pozwolic i na ile to bede
robic. choc juz teraz wiem, ze SA rzeczy, na ktore absolutnie mojemu dziecku
nie pozwole, chocbym miala byc uwazana za najgorsza matke na swiecie...
przyklady? ja na dzisiaj: nie zgodze sie na zaden naprawde niebezpieczny sport
(chocby te idiotyczne gokarty, od ktorych "prawdziwe gwiazdy formuly 1"
zaczynaja swoja kariere w wielu lat 6...), nie zgodze sie na finansowanie
nalogow dziecka, nie zgodze sie na finansowanie rzeczy, ktorych nie pochwalam
(jak chocby tysieczna gra komputerowa, ktora odciaga dziecko od "prawdziwego
zycia" wink

a co Wy o tym problemie sadzicie?
bo wg mnie to powazny aspekt wychowania dzieci, interesuje mnie Wasza opinia
Obserwuj wątek
    • madziaaaa Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 12:51
      To chyba zależy od tego, jak bardzo się dorosło do tego by mieć
      dziecko a także czy traktuje się dziecko jako zaspokajacz własnych
      ambicji...
      Mam nadzieję, że taka nigdy nie będę. Poki co, staram się dawać
      córce wolny wybór, wiadomo, ze prędzej, czy później w pewne sprawy
      trzeba będzie ingerować, ale już teraz staram się to robić tak, by
      raczej nakierować ją na dobry wybór.
      Według mnie podstawą do wszystkiego jest R_O_Z_M_O_W_A!!!!!!!
      • kura17 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:00
        madziaaaa napisała:

        > Według mnie podstawą do wszystkiego jest R_O_Z_M_O_W_A!!!!!!!

        ale jesli rozmowa nic nie da (czyli dziecko nadal ma odmienne zdanie od
        Twojego)? czy sa takie rzeczy, na ktore kategorycznie sie nie zgodzisz, chocby
        dziecko nie wiem jak chcialo i gdyby zadna rozmowa nie zmienila jego zdania? bo
        w zasadzie o tym jest (mial by w zalozeniu wink ten watek
        • madziaaaa Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:04
          Nie wiem, to jeszcze przede mnąwink)
          Nie zgodzę się na palenie na pewno, bo jestem przeciwniczką tego
          śmierdzącego nałogu. Ale jaką mam pewność, że dzieciak nie będzie
          popalał gdzieś na podwórku????
          Moim zdaniem, tylko rozmowa i odpowiednie argumenty!!!!
          • kura17 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:31
            Madzia, ale jesli rozmowa NIE skutkuje. nie wierze, ze zawsze i wszedzie i
            kazdemu da sie cos absolutnie nie-do-przyjecia-dla-rodzicow wyperswadowac...
            i co wtedy?
            zabronisz?
            odpuscisz?
            odpowiedz, prodze wink
            • guderianka kuro 30.08.07, 13:37
              popieram madzieee-rozmowa i jeszcze raz rozmowa. a potem akceptacja
              dziecka z zaznaczeniem że nie podoba sie jego zachowanie. tak
              postapili moi rodzice. paliłam od 15 roku życia, najpierw w ukryciu,
              potem jawnie, dużo rozmawialiśmy. tata wierzył że kiedys rzucę, że
              on mi z chęcia pomoze w rzuceniu nałogu jesli powiem mu jak.
              powiedział że śmierdze, ze gdyby był chłopakiem moim toby mnie nie
              pocałował itp ale zarazem nie robił mi wojen i nie dał odczuc że
              mniej mnie kocha
              rzuciłam palenie gdy nadszedł dla mnie czas, gdy dojrzałam,gdy
              poznałam mojego M

              aha-mój tata mówił że dziecko jest jak akumulator. rodzic ładuje je
              wiele lat a potem nadchodzi czas próby i okazuje sie czy akumulator
              był naładowany dobrze czy nie. uwazał że "ładowac"nalezy gdy dziecko
              dokonuje złych wyborów i ufac że samo dojrzeje i zrouzmie błędą
              decyzję
              • kura17 Re: kuro 30.08.07, 13:39
                a co powiesz o 6-latku, ktory chce uprawiac naprawde niebezpieczny sport i za
                nic mu nie wytlumaczysz, ze nie powinien? tez ustepujesz?

                15 lat to juz "prawie" doroslosc... to troche co innego
                ... czy to rodzice placili za Twoje papierosy?

                fajna ta teoria Twojego taty o ladowaniu akumulatora smile
                • madziaaaa Re: kuro 30.08.07, 13:44
                  a jaki sport uważasz za niebezpieczny?
                  • kura17 Re: kuro 30.08.07, 13:56
                    madziaaaa napisała:

                    > a jaki sport uważasz za niebezpieczny?

                    juz pisalam - "zawodowe" gokarty dla 6-latkow chocby
                • guderianka Re: kuro 30.08.07, 13:45
                  uwierz-że dla mojej 7latki jeźdzenie na rolkach to BARDZO
                  niebezpieczny sport wink a jaki inny uwazasz za niebezpieczny? każdy
                  taki jest - konie-bo mogą zrzucic i stratowac, podczas pływania
                  mozna sie utopic, grając w piłkę na boisku połamac nogi itp...
                  aha -moja mała marzy jeszcze o wspinaczce-(zgapia po mnie małpa
                  jedna big_grin )

                  paliłam za swoje-od 7klasy pszkoły podst pisałam wypracowania z
                  polskiego za kasę lub malowałam obrazki na plastykę
                  • kura17 Re: kuro 30.08.07, 14:04
                    guderianka napisała:

                    > uwierz-że dla mojej 7latki jeźdzenie na rolkach to BARDZO
                    > niebezpieczny sport wink

                    i co? jezdzi na tych rolkach? z tego, co zrozumialam - nie.
                    i, wg mnie, Ty jej "nie-zwyczajnie" zabronilas jezdzic na tych rolkach, bo
                    zakladam, ze warunki, ktore postawilas, beda spelnione dopiero wtedy, gdy te
                    rolki nie beda juz dla niej tak wielkim zagrozeniem...
                    czyli, jesli patrzec na efekty, rolkowania zabronilas...
                    ... owszem, zrobilas to w sprytny sposob, tak ze nie zostalo uzyte to slowo, ale
                    efekt jest ten sam, czyz nie?... wink
                    ja sie nie upieram przy slowie ZAKAZ. ja pytam o sytuacje, na ktore nigdy byscie
                    sie nie zgodzily, nawet wbrew woli dziecka.
                    • guderianka Re: kuro 30.08.07, 14:08
                      nie jeździ bo ma za słabe nogi. gdy przestanie sie wywracac idąc po
                      prostej drodze wtedy bedzie miała roli
                      myslę ze własnie cały pic polega na kunszcie w jaki sie czegos
                      zabroni. inaczej dziecko zareaguje na "nie bo nie-bo ja nie
                      pozwalam" a inaczej na rozsądne argumetny i zgode na podjecie
                      działania pod pewnymi warunkami. mowienie "nie bo nie" i użycie
                      słowa ZAKAZ jest ingerencją w wolność dziecka.

                      ja sie nie upieram przy slowie ZAKAZ. ja pytam o sytuacje, na ktore
                      nigdy byscie sie nie zgodzily, nawet wbrew woli dziecka- nie miałam
                      takiej sytuacji, nie umiem sobie wyobrazic takiej sytuacji. no moze
                      samobójstwo. wtedy calkowicie sie nie zgadzam i wysyłam do
                      psychiatry bez tracenia czasu na rozmowe
                      fotoforum.gazeta.pl/5,2,guderianka.html
                      • kura17 Re: kuro 30.08.07, 14:14
                        guderianka napisała:


                        > nie miałam
                        > takiej sytuacji, nie umiem sobie wyobrazic takiej sytuacji.

                        a te nieszczesne rolki? wg mnie NA RAZIE zakazalas corce jezdzic na rolce.
                        oczywiscie nie uzylas tego slowa, wygladalo to zupelnie inaczej (ze sposobem
                        zalatwienia przez Ciebie sprawy jak najbardziej sie zgadzam! ladnie wykonane),
                        ale jednak (jak rozumiem) NIE zgodzilas sie na jezdzenie corki na rolkach,
                        prawda? tak praktycznie, to jej tych rolek nie kupilas, wiec jezdzic nie mogla,
                        a jest za mala, zeby sama kupic...
                        wg mnie to jest wlasnie jedna z takich ingerencji - dopuki jest to dla corki
                        niebezpieczne, NIE zgadzasz sie, aby jezdzila na rolkach. czy jest to niezgoda w
                        formie zakazu, czy nie, to juz inna sprawa. a przynajmniej o takie wlasnie
                        sytuacje chodzilo mi, gdy zakladalam watek. a nie koniecznie o ZAKATYWANIE (choc
                        rowniez o to - patrz pytanie o rzeczy niezgodne z prawem w moim poscie ponizej)
                        • guderianka Re: kuro 30.08.07, 14:19
                          myslę że problemem jest używane przez ciebie
                          sformułowanie "ingerencja". Trzeba by to zastąpic bardziej pasujacym
                          słowem. Rodzic nie ingeruje w wolność dziecka-rodzic dziecko
                          wychowuje i w zwiazku z tym posiada pewne przywileje prawa i
                          obowiazki. Przywileje prawa i obowiazki adekwatne do wieku ma
                          równiez dziecko.
                          Bo zobacz
                          czy ingerencja w wolność rodzica jest fakt ze jego dziecko pali
                          (współzyje, pije alkohol, tatuuje sie) wbrew woli rodzica?
                          • kura17 Re: kuro 30.08.07, 14:21
                            moze i zlego slowa uzylam smile
                            ale nie zawsze latwo wszytsko porzadnie wyrazic od razu, staram sie tlumaczyc
                            swoje motywy w kolejnych postach
                            • guderianka Re: kuro 30.08.07, 14:23
                              wiem. ja rozumiem co miałaś na myśliwink rozumiem tez twoje obawy jako
                              matki bo same takie miewam. pamietaj jednak że nam rodzicom we
                              wszystkich działaniach przyświeca jedno-dobro dziecka-a to nie
                              jest "ingerencja" ale troska wink
                              • kura17 Re: kuro 30.08.07, 14:28
                                guderianka napisała:

                                > pamietaj jednak że nam rodzicom we
                                > wszystkich działaniach przyświeca jedno-dobro dziecka-a to nie
                                > jest "ingerencja" ale troska wink

                                wg mnie to bardzo niebezpieczne stwierdzenie... pisze zupelnie powaznie, jakby
                                usmieszku tam nie bylo na koncu
                                "dla dobra dziecka" (nawet szczerze w to wierzac) mozna zrobic wiele okropnych
                                rzeczy, niestety sad
                                • guderianka Re: kuro 30.08.07, 14:33
                                  kuro-popadasz ze skrajności w skrajność..
                                  • kura17 Re: kuro 30.08.07, 14:37
                                    no jasne wink
                                    to byla uwaga na marginesie, przeciez pisalam, ze swiadomie ignoruje Twoj
                                    usmieszek smile
                                    mysle, ze co do meritum, to dobrze sie rozumiemy, ale pisze to jasno jeszcze raz wink
                                    • guderianka Re: kuro 30.08.07, 14:38
                                      wink
              • echtom Re: kuro 30.08.07, 13:46
                No to ja postępuję identycznie jak Twój tata, ale nie mam gwarancji,
                czy efekt w przyszłości będzie taki sam.
                • guderianka Re: kuro 30.08.07, 13:48
                  echtom- nikt nie wie. można wierzyc, ufac , kochac -więcej dziecku
                  nie potrzeba poza odczuwaniem miłości i pełnej akceptacji rodzica
                  dziecka (niekoniecznie do zachowan)
            • madziaaaa Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:42
              Ale co to da, jak powiem ZABRANIAM ???
              Przecież jak się uprze, to i tak to zrobi, tyle, ze po katach.
              Dlatego na to, by dziecko umiało dobrze wybrać pracujemy tak
              naprawdę od samego początku!!!!
              I jak najwcześniej można, powinniśmy się starać pewne rzeczy mu
              tłumaczyć.
              Dalej twierdzę, ze tylko rozmowa może przynieść skutek. Nie zakazy i
              nakazy.
              • kura17 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:56
                jak zabronisz 6-latkowi, to raczej nie bedzie mial szansy "uprzec sie"...
                • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:04
                  jesli dziecko ma te potrzebe wrazen ekstremalnych to jaka 16 latek ci sie
                  zapisze na skoki ze spadochronem smile

                  Ja uwazam ze od tego jestesmy rodzicami, by czasami powiedziec VETO! I ze
                  oczywiscie nam wolno. Bo nasza ocenia sytuacji wskazuje ze gokarty sa zbyt
                  niebezpieczne. Ale trzeba sie liczyc z tym, ze niektorzy ludzie potrzebuja
                  wrazen ekstremalnych i beda ich poszukiwac i tak. Trzeba tez pamietac, ze
                  czasami nasza ocenia sytuacji jest zbyt wyolbrzymiona bo jestesmy tylko ludzmi z
                  wlasnymi doswiadczeniami itd. Moj kolega w liceum nie mogl jezdzic ze mna na
                  zagle i do tej pory jak lata samolotami jego mama dostaje spazmow, a facet ma 32
                  lata. Z tym ze dopoki mu zabraniala to on tego nie robil a jak zaczal swietnie
                  zarabiac to sobie strzelil kurs szybowcowy smile
                  • kura17 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:16
                    Gosia, wiadomo, ze nie moge zabronic "na zawsze". z doroslym czlowiekiem w ogole
                    jest inna rozmowa.
                    chodzi mi o dzieci, rowniez male dzieci.
                    i o to, by nie przesadzic w vetowaniu wink
                  • lila1974 sedno sprawy 30.08.07, 15:12
                    wieczna - gosia napisała:
                    Trzeba tez pamietac, ze
                    > czasami nasza ocenia sytuacji jest zbyt wyolbrzymiona bo jestesmy
                    tylko ludzmi
                    > z
                    > wlasnymi doswiadczeniami itd.

                    To, że JA nie lubię kolczyków u małych dzieci, to że JA boję się
                    sportów ekstremalnych, to że ja NIE ochrzciłam dziecka nie oznacza,
                    że ktoś, kto postępuje inaczej jest GŁUPI i zasługuje na potępienie.

                    To jest proszę Pań TOLERANCJA własnie.
                    • kura17 Re: sedno sprawy 30.08.07, 20:52
                      moze sedno sprawy, ale nie mojego watku wink przynajmniej w zalozeniu, bo watki,
                      jak wiadomo, lubia zyc wlasnym zyciem... wink
                      ja sie ogolnie zastanawialam, jak gleboko mozna ingerowac w wolnosc dziecka, a
                      nie czy matki myslace inaczej niz ja to idiotki...
                • echtom Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:05
                  Dokładnie - 6-latek jest całkowicie zależny od rodziców i nie ma
                  szans na zrobienie czegokolwiek wbrew ich woli. Nastolatek ma już
                  znacznie większy zakres samodzielności plus możliwość zdobycia
                  własnych pieniędzy, choćby niewielkich, więc sprawa jest trudniejsza.
                  • kura17 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:18
                    zgadzam sie!
                    ja na razie patrze z perspektywy matki 2.5-latka oraz brzucha, ale juz teraz
                    wiem, ze te powazniejsze klopoty to mnie czekaja ze starszymi juz dziecmi...
                    jak mawia moja tesciowa "male dzieci- male problemy, duze dzieci - duze
                    problemy"... wink
        • lola211 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:06
          Nie wiem czy jest cos takiego.Nie cierpie kategoryzmu i zakazow.
    • selavi2 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:01
      Eeee matka....
      No co Ty?
      Co Ty chcesz od gokartow? Wieksza krzywde mozna sobie na rolkach lub
      rowerze zrobic I to nawet z calym ochronnym oprzyrzadowaniem. A co z
      tak modnym teraz(nie wiem jak to sie nazywa) skakaniem po murkach i
      scianach? Przeciez nie bedziesz pilnowac przez 24h w odleglosci 1m?
      Ale spoko - ja z kolei nie puszczam w trase na rowerze taka, o
      ktorej wiem, ze nie ma tam pobocza i jezdza ciezarowki. Ale nie
      dlugo juz tak bede, bo za rok cora konczy 18 lat.tongue_outP
      A a propos gokartow, to i syn i corka uwielbiaja i chetnie jezdza
      ale rekreacyjnie nie wyczynowo.
    • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:12
      Mysle ze rodzic nie powinien ingerowac za bardzo. Na kolczyki chociazby patrze
      jak na wlasnie taka ingerencje, ktora juz jest pewnym naruszeniem szanowanej
      przez mnie cielesnosci. Do szpitala zawioze, do zastrzyku przytrzymam, chcoiaz
      tu juz byl wolala pelna wspolprace i zrozumienie i zgode dziecka. Ale jak trzeba
      to trzeba. Staram sie ten granicy cielesnosci nie naruszac bez potrzeby:
      nie kolczykuje bez prosby i woli
      nie podmywam tylko ucze dosc szybko jak to zrobic samemu
      zanim zdejme majtki czy koszulke- informuje lub jak juz cokolwiek kuma- pytam o
      zgode i zdarza mi sie ze dziecko sie nie zgadza a trzeba- wtedy sciagam ale ze
      wstretem.....
      Dopuszczam mozliwosc ze na cos sie nie zgodze- ale dopuszczam rowniez mozliwosc
      ze dziecko podrosnie i samo sobie zaplaci, zalatwi i i tak bedzie robilo to, co
      chcialo.
    • echtom Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:17
      Uważam, że rodzic powinien ingerować, i mam sobie za złe, że
      odpuściłam, np. po kilku latach walki machnęłam ręką na farbowanie
      włosów. Czuję się też bezradna wobec palenia papierosów przez moje
      dzieci i popijania alkoholu na imprezach. Zazdroszczę rodzicom,
      którzy są twardzi i potrafią egzekwować swoje wymagania i
      nakładać "szlabany". Rozmowa to miła rzecz, ale jeśli w trakcie
      przyjacielskiej pogawędki dziecko stwierdzi, że dobrze mu z paleniem
      papierosów i nie ma motywacji, żeby rzucić, nie jest to chyba to, o
      co chodziło.
      • madziaaaa Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:28
        ale to po prostu zależy od tego, czy umiesz z dzieckiem rozmawiać i
        umiesz rzucać argumentami, które są w stanie do niego trafić.
        • echtom Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:41
          W wieku 15-16 lat argument o śmierci na raka płuc w wieku lat 50
          jest totalną abstrakcją. Można się odwołać do estetyki - zapach,
          żółte zęby itp. - ale jeśli chłopakowi to nie przeszkadza, odczucia
          estetyczne matki nie są dla nastolatki wyrocznią. Jeżeli znasz
          niezawodne argumenty, jakimi można odwieść 16-latkę od palenia,
          chętnie z nich skorzystam.
          • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:49
            jakimi można odwieść 16-latkę od palenia,
            > chętnie z nich skorzystam.

            u 16 latki juz sie ziera zniwo a nie sieje smile
            od zawsze zapowiadam, ze:
            papierosow nie finansuje
            u mnei w domu sie nie pali.

            Owszem rozmawiamy o tym od dawna ze swinstwo, ze niesmaczne ze smierdzi, ze to
            nalog, a nalog jak kazdy nalog- nie jest korzystny bo uzaleznienei od
            czegokolwiek a zwlaszcza od wysuszonej roslinki to glupota.

            Co zrobia majac 16 lat- to juz za rok- nie mam pojecia. Ale mam poczucie ze nie
            moge zrobic wiele wiecej.

            Acha- moje baby uprawiaja sport i tam palenie sie przeklada na konkretne wyniki
            lub ich brak. A wiec tu juz wklacza pytanie0 czy wolisz palic czy uprawiac swoj
            ulubiony sport.
            • guderianka Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:52
              wieczna gosiu- u mnie było tak samo wink baa-jestem byłą pływaczką,
              potem chodziłam na siłownie wink i co? i jarałam jak smok..winka potem
              rzuciłam
              • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:55
                ale zalezalo ci na wynikach? Bo moim zalezy, szczegolnie starszej zalezy na
                olimpiadzie po prostu i ma szanse w dodatku na przyszla sie zalapac. I sadze ze
                dopoki bedzie jej zalezalo- palic nie zacznie. W ogole chyba palic nei zacznie i
                nie wiem w jakim stopniu wplynelam na jej przekonania, byc moze w ogole smile
                • guderianka Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:03
                  jak trenowałam to nie paliłam bo zależało mi na wynikach. a potem
                  przestałam pływać i chwilowo zrobiła sie luka w moim życiu-i
                  zaczełam palic. nawet późniejsze zainteresowania w lo-
                  dziennikarstwo, siłowania, survival-nie wpłyneły na decyzje o
                  rzuceniu. Ba-kochałam jarac, nadal kocham (teraz tylko we śnie wink-w
                  mojej glowie zalęgło sie przekonanie że palenie papierosów nie
                  wpływa na demoralizację młodego czlowieka, nie wpływa na umysł np.
                  tak jak alkohol. w zwiazku z tym szkodzę tylko sobie więc to tylko
                  moja sprawa
                  • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:12
                    guderianko, ale ja nie twierdze ze moje mlode na bank nie zaczna palic. twierdze
                    tylko ze obecnie sa na dobrej drodze by nie zaczac, bo same z siebie wyrazaja
                    raczej niechec, mowia ze kolezanka im smierdzi itd.
                    A wiele juz z tym nie zrobie wiem o tym.

                    Moi rodzice palili jak smoki, ja papierosa nie mialam nigdy w ustach, nawet na
                    probe.
                    • guderianka Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:17
                      tfu goska-źle mnie zrozumiałas ale to tez dlatego że nie napisałam
                      wprost że wierzę że twoim dzieciom sie uda. nie chciałam bys myslała
                      że pewnie zejdą na zła drogę itp. abosolutnie! po prostu napisałam o
                      swoim osobistym doświadczeniu w tej materii. cieszę sie że twoje
                      duże dzieci mają już własny stosunek do pewnych spraw wink

                      Moja psiapsióla corka alkoholika i palacza- nie pije i nie pali
                      mój M-syn palacza-mawstret do palenia na tyle duzy że i
                      mnie "zmusił" do rzucenia
            • echtom Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:01
              Ale u nas w domu nikt nie palił, więc nie mogę powiedzieć, że dałam
              zły przykład. Co do finansowania - mają kieszonkowe, jakąś kasę na
              urodziny, od dziadków itp. plus własne drobne dochody z pracy czy
              sprzedaży na allegro. Czy mam pozrywać finansowe umowy i zabrać im
              całą kasę? Czuję, że to byłoby nie fair.
              • guderianka Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:05
                echtom- u mnie w domu tez nikt nie palił. ani w najbliższym kręgu
                rodziny i znajomych.
                mysle że jedyne co możesz to nie marudzic na kazdym kroku zeby
                rzucili ale okazywac dezaprobate i swój brak poparcia
              • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:08
                echtom, ale uwazasz ze cos moglas zrobic? byc moze moglas- byc moze bardziej
                zdecydowanie sie sprzeciwiac, bardziej zdecydowanieto oceniac jako zle, wiecej
                dyskutowac na ten temat.
                A byc moze nie moglas.
                A teraz moim zdaniem mozesz za papierosy nie placic- mozesz ustalic CO sobie
                finansuja z kieszonkowego a czego nie i na kino nie dokladac. byc moze
                alternatywa paczka czy kino bedze motorem zmian. A byc moze nie.
                To juz sa bardzo duzi i bardzo samodzielni ludzie i faktycznie teraz nie zrobisz
                wiele.
                nie gryz sie byc moze nigdy nei moglas zrobic duzo wiecej.
                • echtom Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:17
                  O tym, że pali najstarsza, dowiedziałam się dopiero po roku. W
                  którymś momencie przestała się przytulać na dobranoc i ogólnie
                  zwiększyła fizyczny dystans, żebym nie wyczuła zapachu, a ja uznałam
                  to za normalny objaw u 15-latki i niczego nie podejrzewałam. Siostra
                  też świetnie ją kryła. Prawdopodobnie nie mogłam wiele więcej
                  zrobić, bo mój stosunek do papierosów znały od zawsze, o
                  szkodliwości palenia też wiedziały, a efekt na dzień dzisiejszy jest
                  taki, że najstarsza pali 1-2 paczki tygodniowo, a niedawno zaczęła
                  popalać średnia, choć ona jeszcze byłaby gotowa rzucić.
      • fiokla Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 15:27
        No ja bym nie stawiala znaku rownosci miedzy farbowaniem wlosow a piciem
        alkoholu oraz paleniem papierosow. Co do farbowania wlosow, to jestem dosc
        liberalna, sama tez farbuje, uznaje zasade wazne co w glowie a nie na glowie,
        farby sa teraz a propos bardzo dobre jakosciowo i nie psuja wlosow. Natomiast
        absolutny zakaz alkoholu oraz dlugie rozmowy o szkodliwosci nalogu palenia juz
        od wczesnych lat kazdego z dzieci (trojka). Jako negatywny przyklad moje palenie
        i trudnosci z rzuceniem. (udalo mi sie wyzwolic, jednak - juz rok i 7 m-cy nie
        pale!)
        I na szczescie zadne z dzieci nie pali papierosow! (najmlodsza 14,5)
    • lila1974 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:22
      Ależ my rodzice decydujemy o dziecku praktycznie na każdym kroku.
      Czy nie jest decyzją podjętą za dziecko np. chrzest?

      Wydaje mi się, że tzw. "wolny wybór" dajemy dziecku do chwili, gdy
      jego wybory pokrywają się z naszymi.

      Takim dramatem dla niektórych rodziców jest zakolczykowanie dziecka
      i podnoszą larum, że jest to gwałt na swobodzie dziecka. Czy zatem
      nie jest gwałtem na tej swobodzie zadecydowanie w wieku niemowlęcym,
      ze dziecko będzie należało do danej wspólnoty religijnej?

      Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jako dorosły człowiek może podjąć
      decyzję, że nie chce uczestniczyć w życiu tej współnoty, ale, że tak
      to ujmę, naznaczony JUŻ będzie.
      • wieczna-gosia Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:30
        Czy zatem
        > nie jest gwałtem na tej swobodzie zadecydowanie w wieku niemowlęcym,
        > ze dziecko będzie należało do danej wspólnoty religijnej?
        >

        tez sie nad tym zastanawialam, nawet mialam w watku napisac, ale zapomnialam smile
        No wiec uwazam ze owszem jest to ingerencja, sek w tym, ze chyba konieczna. Bo
        tu o swiatopoglad chodzi (powiedzmy ze mowie o ludziach zaangazowanych
        religijnie, po co ludzie niezaangazowani w chrzty i sluby sie bawia- nie wiem)-
        jesli chodze do kociola, czytam Biblie, kieruje sie jej naukami, modle sie itd-
        sila rzeczy chodze tez do kosciola z dzieckiem, ucze go modlitw i opowiadam o
        Bogu. Czyli tak czy inaczej naznaczam go religijnie i przypisuje do konkretnej
        wspolnoty. Jesli i tak go naznaczam i i tak go przypisuje- to dosc naturalnym
        jest ze go chrzcze. Zauwazmy jednak ze by dostac slub koscielny trzeba sie
        bierzmowac, a bierzmowanie juz jest decyzja podejmowana przez dziecko. Czyli
        istnieje furtka, przez ktora mlody czlowiek Kosciolowi sie wymyka.
        Ale mysle ze to wazny problem i stad chyba Swiadkowie chrzcza wylacznie ludzi
        doroslych, a u Amiszow jest taki moment, ze jako nastolatkowie moga "sprobowac
        zycia" i pozniej sie musza zdeklarowac czy przylaczaja sie do wspolnoty, czy nie.
        Czyli rozne Koscioly roznie sobie radza z tym watkiem. I sie zgadzam ze moja
        paranola w nienaruszanie zbytnie integralnosci dzieci tutaj musiala niezle
        pokombinowac smile
        • lila1974 Gosiu 30.08.07, 14:14
          Ja w pełni rozumiem, że osoby wierzace chcą przekazac dziecku swoje
          wartości i prowadza je do kościoła, zboru, meczetu, synagogi ...
          itd. Nie jest to dla mnie absolutnie dziwne.

          Dziwi mnie jedynie to, że mamy, które postulują swobodę decydowania
          młodego dziecka o sobie i czekają na deklaracje, czy chce n-p. nosić
          kolczyki, nie widza tego, że WOLNOŚĆ to UTOPIA.

          Każdy z nas w mniejszy lub większy sposób narzuca dziecku swoje
          poglądy, światopogląd, gusta itp.
          Nie znam ani jednego rodzica, który jako wierzący lub mniej wierzący
          zdecydował się dziecku rzeczywiście dac wybór i go NIE ochrzcił.

          Bierzmowanie to za późno na wybór, bo do tego czasu dziecko ma juz
          narzucony chrzest i komunię, figuruje w statystykach i jest
          odbierane jako członek danego kościoła, a z chwila gdy z niego
          rezygnuje staje się "czarną owcą" ... no może "zbłakaną."

          Postuluję więc do mam, dla których SWOBODA WYBORU jest tak wielkim
          dobrem - NIE OGRANICZAJCIE SWOICH DZIECI smile
          • wieczna-gosia Re: Gosiu 30.08.07, 14:19
            > Nie znam ani jednego rodzica, który jako wierzący lub mniej wierzący
            > zdecydował się dziecku rzeczywiście dac wybór i go NIE ochrzcił.
            >
            ale dla mnie to oczywiste- jako wierzaca osoba zobowiazuje sie takze wychowywac
            dzieci w duchu wiary. czyli zrobic wszystko by wierzace byly. Chrzest jest aktem
            laski bozej, pewna pieczecia, ktora ma pomoc dziecku stawacsie prawdziwie
            wietrzacym- w zwiazku z tym dla prawdziwie wierzacej osoby nieochrzczenie
            swojego dziecka jest prawdopodobnie szalenie problematyczne. Tak mysle smile

            Ale oczywiscie granice wolnosci kazdy stawia wlasne.
            • lila1974 Re: Gosiu 30.08.07, 14:26
              Dla mnie temat jest prosty jak nie wiem co smile

              Wierzę, więc chcę, by moje dziecko było ochrzczone i by należało do
              tej samej wspólnoty.
              Nie wierzę, nie chrzczę i wychowuję w duchu tej niewiary (pomijam
              drugiego rodzica wierzacego).

              I każdy ma do tego prawo, bo przyjmuję, że robi to, co uważa za
              najlepsze dla swego dziecka.

              Dlatego tak bawi mnie argument, że nie przebijam uszu, bo daję
              dziecku wolny wybór - w błahej kwestii tak, ale w sprawie życiowej
              już nie - ładny mi wybór smile
              • kura17 Re: Gosiu 30.08.07, 14:31
                Lila, czy to oficjalna odpowiedz moderatora? smile)

                a co do meritum - zgadzam sie z Toba (choc uszu dziecku "bez poproszenia" nie
                przeije, ale i matkek, ktore przebijaja, idiotkami nie nazwe wink wybralas BARDZO
                dobry przyklad do dyskusji smile
              • guderianka Re: Gosiu 30.08.07, 14:38
                lila-z tego co mi wiadomo para małżenska biorac ślub (katolicki)
                zobowiazuje sie do wychowywania potomstwa w tej wierze. wychowanie
                takie zatem wynika z głebokich przekonan, ma na celu krzewienie
                dobra i miłości bliźniego i nie można kwestii duchowych porównac do
                kwestii fizycznych.Mozna bowiem dojść do twierdzenia ze powinno sie
                dziecku pozwalac robic sznyty na rekach albo piercing na narządach
                płciowych.
                Nie mieszajmy dwóch tak odległych aspektów
                • kura17 Re: Gosiu 30.08.07, 14:42
                  ale dlaczego niby ich nie mieszac?
                  taka ingerencja w swiatopoglad jest, wg mnie, duzo wieksza, niz zakazanie jazdy
                  na rolkach...
                • lila1974 Guderianko 30.08.07, 15:02
                  Nie trzeba mi tłumaczyć DLACZEGO wierzący rodzice chrzczą swoje
                  dzieci, bo jest to jasne jak słońce. Mają swoje rodzicielskie prawo
                  WYBORU.

                  I choć sprawa wspomnianych tu kolczyków nie jest sprawą tak istotną
                  w swym przesłaniu, jak chrzest, to uwazam, że porównanie nie jest od
                  czapy.

                  Wygląda na to, że rodzice wolny wybór dają swym dzieciom wyłącznie w
                  kwestiach mało istotnych - ale nie przeszkadza im to w szafowaniu
                  wyrokami na innych rodziców, którzy postępują inaczej.

                  Żebyśmy się dobrze zrozumiały, nie jest moim przesłaniem - nie
                  chrzczenie dzieci smile
                  Postuluję tylko bycie konsekwentnym - rodzic, który tak dalece
                  szanuje wolność swego dziecka, że nawet z kolczykami czeka na jego
                  deklarację (sprawa błaha), to dlaczego nie czeka na deklarację
                  dziecka w sprawie tak istotnej, jak wiara???

                  I od razu wyjaśniam - nie zamierzam dzieciom mydlić oczu. Są sprawy,
                  w których decyduję ja a nie one - basta smile
                  • guderianka Re: Guderianko 30.08.07, 16:53
                    rodzic, który tak dalece
                    szanuje wolność swego dziecka, że nawet z kolczykami czeka na jego
                    deklarację (sprawa błaha), to dlaczego nie czeka na deklarację
                    dziecka w sprawie tak istotnej, jak wiara???

                    nie znam takich rodziców więc się nie wypowiem w tej kwestii-moje
                    małe dziecko jest nie chrzczone i nie kolczykowane. mogę mówić tylko
                    o sobie-ewentualnie dyskutowac z innymi którzy się odezwą w tym
                    temacie i powiedzą że wybierają chrzest a nie wybierają kolczyków
                    bo.,,,,
                    inna sprawa-że temat chrzczenia bądź nie dzieci-a tym samym
                    dokonywania za nie wyboru jest trudny z uwagi na głębokie
                    zacietrzewienie i..hmm ciemnotę, prostotę wielu zaślepionych
                    katolików. w naszym kraju nie podchodzi sie do chrztu jako do
                    symbolu włączenia nowego członka do wspólnoty ale jako rytuał,
                    tradycje, coś co sie robi bo tak wypada, bo tak robią "wszyscy". w
                    tym tkwi sedno problemu.
                    • lila1974 Re: Guderianko 30.08.07, 17:03
                      No właśnie nie chrzcisz, bo taka jest Twoja "wiara", więc niejako
                      również dokonujesz za dziecko wyboru w oczach wielu ludzi smile

                      Moi przyjaciele również mnie namawiali na ochrzczenie dziecka, bo w
                      ten sposób daje mu wybór i nijak nie potrafili zrozumiec, że to nie
                      jest żaden wybór, tylko konkretna deklaracja. Ale mnie nie chodzi o
                      to, by dac dziecku wybór - mam nadzieję, że uda mi się wpoić dziecku
                      wartości, które ja wyznaję.

                      Wybierze w przyszłości inaczej, będzie mnie to bolało, ale postaram
                      się z tym pogodzic, jednak dopóki sprawuję nad dzieckiem opiekę, to
                      ja będę decydowac, czy będzie chodziło na religię itp.
                      • guderianka Re: Guderianko 30.08.07, 17:07
                        tylko tak- jak już ochrzczę-to nie mogę "odchrzcicwink
                        a jak nie ochrzcze - to moze samo zdecydowac czy sie chrzcic czy
                        nie wink

                        jesli przebije uszy- nie da sie juz tego faktu odwrócic-
                        jesli nie przebiję-sama moze zdecydowac czy to zrobic czy nie wink

                        cały pic polega na nieodwracalności pewnych zdarzeń i czynów..
                        • lila1974 Re: Guderianko 30.08.07, 17:09
                          Uszy zarastają - wiem coś o tym smile
                          • guderianka Re: Guderianko 30.08.07, 17:11
                            jednym zarastają -a innym nie zarastająwink
                  • malila Re: Guderianko 30.08.07, 17:17
                    lila1974 napisała:
                    > I choć sprawa wspomnianych tu kolczyków nie jest sprawą tak
                    istotną
                    > w swym przesłaniu, jak chrzest, to uwazam, że porównanie nie jest
                    od
                    > czapy.

                    Uważam, że jest od czapy. Jak słusznie zauważyłaś, nie ma czegoś
                    takiego jak niczym nieogranczona wolność. Ale nikt, zdaje się, nie
                    postulował dawania dziecku wolności absolutnej, a jedynie
                    ograniczenie ingerencji rodzicielskich do takich, które nie narażają
                    dziecka na ból, powikłania zdrowotne, poniżenie i inne
                    nieprzyjemności. Chyba że taka ingerencja jest mniejszym złem, a
                    brak ingerencji obciążony byłby większym ryzykiem. Chrzest i
                    wychowanie w określonym światopoglądzie tym się różni od
                    zakolczykowania, że bez względu na to, jaki światopogląd rodzice
                    dziecku przekażą, to jakiś mu przekażą. Nie ma od tego ucieczki, bo
                    nie da się wychowywać dziecka bez żadnego systemu wartości i bez
                    żadnego światopoglądu. Tutaj tak naprawdę rodzice żadnego wyboru też
                    nie mają. W przeciwieństwie do sytuacji, gdy mogą wybrać: przekłuć
                    te uszy czy nie. Decyzję o kolczykach da się odsunąć w czasie.
                    Decyzji o przekazywanym światopoglądzie - nie. Nie mówiąc o tym, że
                    z punktu widzenia rodziców wierzących chrzest jest koniecznością,
                    jest wartością zdecydowanie wyższą niż brak ingerencji i
                    pozostawienie dziecku wyboru, jest czymś, czego brak może dziecku
                    zagrażać - np. odejściem od Boga . Kolczykowanie jest narażeniem
                    dziecka na ból i możliwość komplikacji w imię rodzicielskich
                    kaprysów estetycznych, których niezaspokojenie nie wiąże się ani z
                    żadną traumą, ani żadnymi rozterkami duchowymi. Przynajmniej taką
                    mam nadziejęwink
      • guderianka Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:33
        ha
        ale to że sie nie zgodzisz nie znaczy wcale że dziecko wbrew tobie i
        na przekór wszystkiemu tak nie postąpi
        według mnie złotym środkiem nie jest ZABRANIANIE ale odkładanie
        problemu na później. czyli jesli córka mówi mi w maju-a ma 6lat-mamo
        chce miec przekłute uszy, prosze. to najpierw pytam DLACZEGO a potem
        idę na KOMPROMIS i umawiamy sie, że jeżeli za jakiś okres czasu
        nadal będzie mówić że chce to sie zgodzę. Teraz -w zasadzie od roku
        mamy fazę z rolkami. W jej przypadku jazda na nich to zabójstwo bo
        jest dzieckiem niepełnosprawnym. Nie mówię jej NIE tylko tłumacze i
        umawiam sie że dostanie roli gdy : i tu wymieniam ileś tam punktów.
        wiem-to łatwe przykłady , nie jakies tam problemowe. ale dla mojego
        dziecka są to ważne problemy i ja równiez je tak traktuje. gdy
        bedzie miała 16lat i zechce miec tatuaż to też najpierw spytam
        DLACZEGO a potem umówię sie że jesli za jakiś tam okres czasu bedzie
        chciała to sie zgodze, że sama musi uskładać pieniądze i wybrac wzór
        który bedzie w miare normalny.
        myślę ze nie mozna określic jak głeboko rodzic może ingerowac-rodzic
        ma obowiazek wychowac tak dziecko by nie odczuwało ono tej
        ingerencji, by współzycie i wybory opierały sie na szacunku,
        kompromisie, ROZMOWIE
      • kura17 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:42
        Lila, wiadomo, ze ingerujemy smile
        ale na jak gleboka ingerencje mozna sobie pozwolic bez tlamszenia dziecka?...
        ... i na jaki brak ingerencji mozna sobie pozwolic bez tlamszenia siebie?...
      • echtom Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 13:54
        Z tym naznaczeniem to przesada, bo odejść od Kościoła jest bardzo
        łatwo i fakt chrztu w niemowlęctwie można w takim wypadku olać jako
        nieistotny epizod.
        Uważam, że akurat najważniejszą sprawą w wychowaniu jest przekazanie
        dziecku własnego systemu wartości, żeby miało w przyszłości co
        przyjąć albo odrzucić. Absolutnie nie wierzę, że można wychować
        człowieka w moralnej próżni, żeby w dorosłym życiu "sam sobie
        wybrał".
        • lila1974 echtom 30.08.07, 17:47
          I o tym ja się tu cały czas rozwodzę - małe dziecko=znikomy wybór,
          bo to rodzic decyduje co i jak. I o czym my tu dyskutujemy big_grin
    • kura17 a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:10
      tlumaczycie, romawiacie, probujecie przekonac. nie dziala (albo nie dziala od
      razu). a jest to rzecz zakazana prawnie.
      nadal nie ingerujecie?
      czy jednak zakazujecie?...

      pierwszy przyklad, ktory przyszedl mi do glowy - Wasze dziecko, 15 lat,
      wspolzyje plciowo (z kims, kto ma ponad 16 lat)... dowiadujecie sie o tym,
      probujecie tlumaczyc, namawiac, przeprowadzacie powazne rozmowy. nie udaje sie
      Wam przekonmac - oni sie kochaja, to jest dojrzala milosc, oni wiedza co robia,
      zabezpieczaja sie, w tym nie ma nic zlego (ale jest to nielegalne!). i co teraz?
      czekacie az pociecha skonczy 16 lat i bedzie po problemie?
      • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:14
        kura- jesli juz współżyje to jedyne co mogę zrobic to do ginekologa
        zaprowadzic na badanie żeby anytkoncepcję zalecił

        dzien w którym córka po kryjmu zacznie bzyczyc sie jako nastolatka
        bedzie moją porażką wychowawczą
        • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:26
          guderianka napisała:

          > kura- jesli juz współżyje to jedyne co mogę zrobic to do ginekologa
          > zaprowadzic na badanie żeby anytkoncepcję zalecił

          a zdajesz sobie sprawe, ze w takim przypadku Twoje dziecko jest molestowane
          seksualnie??? i NIC z tym nie robisz?
          Gosia ponizej pisze o jeszcze bardziej drastycznych przpadkach - wyniszczajacy
          zwiazek, spanie, prostytucja... tez "jesli juz sie prostytuluje", to prowadzisz
          do ginekologa?...

          > dzien w którym córka po kryjmu zacznie bzyczyc sie jako nastolatka
          > bedzie moją porażką wychowawczą

          e, naprawde? nastolatki czasem takie glupoty wzprawiaja, ze glowa boli... nie
          pamietasz juz?... wink
          a na powaznie - nie dajesz swojemu dziecki szansy na zbladzenie? bo taki
          nastoletni seks, to moze byc zwyczajnie i po prostu, powazny blad zyciowy, ktory
          z Twoim wychowaniem nie ma nic wspolnego. przypomnij sobie syna marnotrawnego...
          czy jego ojciec oskarzal sie o porazke wychowawcza, jak myslisz?
          • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:30
            ale to co ja bede czuła wewnętrznie nie ma nic wspólnego z tym jak
            bede traktowac moje dziecko. dla mnie nie bedzie problemem wielkim
            że ona błądzi i sie bzyczy ale że przed bzyczeniem nie potarfiłam z
            nia pogadac nt ten temat. bo skoro bedzie to robic bedzie to
            oznaczac ze jakomatka zawiodłam na pewnym etapie
            p.s. jesli bzyczy sie dobrowlnie to nie uwazam tego za molestowanie
            • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:35
              guderianka napisała:


              ale przeciez bzykaja sie rowniez nastolatki, o ktorych sie w domu o tym
              rozmawia, tlumaczy, o ktorych mowi sie, ze sa te "rozsadne". nagle nachodzi je
              to wielkie ocipienie, nazywane zakochaniem i nawet najlepsze romowy MOGA nie
              pomoc. naprawde uwazalabys to za porazke wychowawcza? ze w pewnym momencie zycia
              Twojego dziecka rzadza nim hormony, a nie zdrowy rozsadek? nigdy nie popelnilas
              totalnej glupoty, o ktora siebie w zyciu bys nie posadzila??? jesli nie, to
              zazdroszcze, a jesli tak, to czy uwazalas to za porazke wychowawcza Twoich
              rodzicow? czy oni to za nia uwazali?
              ja, wcale nie jako nastolatka, zrobilam cos, o czym myslalam, ze NIGDY bym nie
              zrobila. wiem, ze moja mama miala podobne zdanie. ale NIE sadze, aby uwazala to
              za swoja porazke wychowawcza. co najwyzej - za moj osobisty blad.

              > p.s. jesli bzyczy sie dobrowlnie to nie uwazam tego za molestowanie

              alez to jest DOKLADNIE argument kazdego pedofila!!!! oni TEZ do niczego
              nieletnich nie zmuszaja, to jest MILOSC...
              • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:41
                a niech rządzą hormony-byle ja bym o tym wiedziała, by nie było to
                za plecami i bez zabezpieczenia, niech zachowa rozsądek i zastosuje
                wiedze którą wpajałam cale życie (zakładam że tak bedzie wlaśnie)

                alez to jest DOKLADNIE argument kazdego pedofila!!!! oni TEZ do
                niczego
                > nieletnich nie zmuszaja, to jest MILOSC...
                pedofil robi cos wbrew woli by zaspokoic swoje chucie.pisałas wyzej
                o sytuacji zakochania, hormonów itp a to ma sie nijak do
                wykorzystywania przez dorosłego
                • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:48

                  > pedofil robi cos wbrew woli by zaspokoic swoje chucie.pisałas wyzej
                  > o sytuacji zakochania, hormonów itp a to ma sie nijak do
                  > wykorzystywania przez dorosłego

                  prawo nie definiuje pedofila jako kogos, kto ma stosunek WBREW woli dziecka (to
                  jest gwalt!)! pedofil to ktos, kto ma stosunek z osoba ponizej 16 roku zycia.
                  nawet za zgoda, wola, zakochaniem tej osoby!
                  i oczywiscie, ze jest to wykorzystywanie przez doroslego, nawet jesli ofiara
                  daje sie wykorzystywac "dobrowolnie".
                  uwazasz, ze nie powinno byc w prawie zapisu o karalnosci seksu z dziecmi? nawet
                  ZA ICH ZGODA?
                  a jesli powinien byc ten zapis, to jak to sie ma do tego, co napisalas wyzej?

                  a co z prostytucja? nie odpowiedzialas na to pytanie (wydaje mi sie, ze Tobie je
                  zadalam, a jesli nie Tobie, to i tak poprosze o odpowiedz)
                  • acorns Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 15:12
                    > pedofil to ktos, kto ma stosunek z osoba ponizej 16 roku zycia.
                    > nawet za zgoda, wola, zakochaniem tej osoby!

                    Pedofilia - stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem
                    osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z osobami nie
                    posiadającymi trzeciorzędowych cech płciowych

                    Trzeciorzędowe cechy płciowe - biust, owłosienie, "kobieca" budowa
                    ciała.

                    Prawnie zabronione są kontakty seksualne z osobami poniżej 15 a nie
                    16 roku życia. Oznacza to że piętnastolatkę może legalnie dymać nie
                    tylko szesnastolatek, ale także czterdziesto, sześćdziesięcio czy
                    osiemdziesięciolatek jak mu jeszcze kuśka stanie.

                    Pociąg seksualny dorosłych do osób bardzo młodych, ale już
                    dojrzałych pod względem fizycznym (do młodzieży) to jest efebofilia.
                  • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 16:54
                    zadaj jeszcze raz pytanie nt prostytucji

                    w takim razie - w świetle tego co piszesz- byłam wykorzystywana
                    seksualnie, molestowana przez pedofila. i dobrze mi było z tym -oby
                    moje dziecko miało takie same doznania big_grin
                    • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 18:41
                      guderianka napisała:

                      > zadaj jeszcze raz pytanie nt prostytucji

                      gdyby Twoja nieletnia corka uprawiala prostytucje, tez bys nie ZAKAZYWALA? gdyby
                      tlumaczenia nie pomagaly, rzcz jasna...

                      > w takim razie - w świetle tego co piszesz- byłam wykorzystywana
                      > seksualnie, molestowana przez pedofila.

                      nie w swietle tego, co pisze. w swietle PRAWA.
                      • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 20:00
                        acorns juz ci wyżej napisał kim w świetle prawa jest pedofil-
                        przeczytaj uważnie

                        co do prostytucji-nie mogę odpowiadac na takie pytanie TERAZ teraz
                        moge ci tylko napisac -po raz kolejny- że zadaniem rodzica jest
                        wychowywanie dziecka w świetle zasad i przestrzeganie ich.
                        prostytucja nie jest zasada przekazywana jako cos dobrego w moim
                        domu. bede moje dziecie tak wychowywac by nie doszło do tego że jest
                        prosytutką.
                        a jesli jest i PRAWO o którym wspominasz nic z tym nie robi to co ja
                        moge. skoro sie puszcza na ulicy to musi miec wygląd na minimum 18 -
                        zakładam wiec że ma te naście lat. takiemu "dziecku" niczego nie
                        mozna zabronic
                        • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 20:50
                          nie wazne w sumie, kim jest pedofil. stosunki seksualne z dziecmi sa prawnie
                          ZAKAZANE (wydawalo mi sie, ze ten zakaz dotyczty dzieci do 15 roku zycia, ale
                          niech bedzie i do 14, nie ma znaczenia). to byl WYLACZNIE przyklad. pytalam
                          wyraznie - czy zabranialibyscie dziecku czegos, co jest sprzeczne z prawem.
                          bzykanie sie nieletnich bylo tylko przykladem.
                          i jak, zabranialabys, czy nie? bo rozumiem, ze jednak nie wszytskiego bys
                          zabraniala - np nieletniego bzykania, z milosci, z zabezpieczeniem, nie? czy
                          dobrze zrozumialam?
                          a jak z reszta?
                          • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 20:58
                            jak to nieważne kim jest pedofil i czym jest pedofilia?..

                            nie uważam bzykania się nieletnich za niezgodnego z prawem (jesli
                            mowa o 15-16latkach)napisalam ci juz wyżej o prostytucji
                            jesli moja córka by sie bzykała nie zabroniłabym jej-bo niby jak?
                            powiem jej NIE RÓB TAK BO JA ZABRANIAM-a ona zwieje mi z domu z tym
                            fagasem. albo na złość zajdzie w ciążę. albo rzuci szkołę w imię
                            buntu.
                            musisz dalekowzrocznie patrzec na wychowanie-to proces który
                            trwa "od kołyski".
                            pisałam juz wielokrotnie -że w gdy dziecko jest w pewnym wieku 15-
                            16lat to rodzic nic nie może juz zrobic. nie można zabronic, zamknąć
                            w domu
                            • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 21:05
                              guderianka napisała:

                              > jak to nieważne kim jest pedofil i czym jest pedofilia?..

                              nie wazne tutaj w tym sensie, ze stosunki seksualne z dziecmi i nastolatkami do
                              pewnego wieku (czy to pedofilia czy efebofilia, jak zwal tak zwal), sa zakazane
                              prawnie, a wlasnie o takie sytuacje mi chodzi. nie o pedofilie, nie o
                              efebofilie, nie o bzykanie sie, ale o wszelkie rzeczy zakazane prawnie.

                              > nie uważam bzykania się nieletnich za niezgodnego z prawem (jesli
                              > mowa o 15-16latkach)

                              ale jak TY mozesz uwazac cos za zgodne lub niezgodne z prawem? to prawo o tym
                              decyduje. stosunki seksualne z dziecmi do pewnego wieku (wg mnie do skonczenia
                              15 lat, Acorns twierdzi, ze do skonczenia 14, moze ktos by to sprawdzil?) sa
                              prawnie zakazane. bez znaczenia, co o tym sadzisz, prawda? wiec zakladamy, ze
                              Twoje dziecko podpada wlasnie pod taka kategorie. lub jakakolwiek inna,
                              zabroniona prawnie. czyli Twoje dziecko robi cos nielegalnego (COKOLWIEK,
                              powtorze, bzykanie sie "za mlode" bylo WYLACZNIE przykladem). zabraniasz, jesli
                              nie uda CI sie wytlumaczyc?
                              • acorns Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 21:22
                                > Acorns twierdzi, ze do skonczenia 14

                                Nie twierdzę i w poprzednim poście napisałem że od 15 lat. Ty
                                twierdziłaś że od 16, a ja napisałem że od 15. Skąd wziełaś 14 to ja
                                już nie wiem.
                                • kura17 Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 31.08.07, 10:20
                                  acorns napisał:

                                  > > Acorns twierdzi, ze do skonczenia 14
                                  >
                                  > Nie twierdzę i w poprzednim poście napisałem że od 15 lat. Ty
                                  > twierdziłaś że od 16, a ja napisałem że od 15. Skąd wziełaś 14 to ja
                                  > już nie wiem.

                                  no dla mnie "dozwolone od 15 lat" to to samo co "zabronione do skonczenia 14",
                                  tak? a moze cos zle zrozumialam?
                                  • acorns Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 31.08.07, 11:17
                                    > no dla mnie "dozwolone od 15 lat" to to samo co "zabronione do
                                    > skonczenia 14", tak? a moze cos zle zrozumialam?

                                    No włąśnie źle. Jak masz 13 lat, to w dniu 14 urodzin kończysz 14
                                    lat i zaczynasz 15 rok. Masz jednak cały czas 14 lat. W dniu 15
                                    urodzin kończysz 15 lat i zaczynasz 16 rok, masz jednak skończone
                                    pene 15 lat.
                              • guderianka Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 31.08.07, 09:34
                                nie zabraniam- o czym pisałam juz wiele wiele razy
          • wieczna-gosia Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 17:53
            > e, naprawde? nastolatki czasem takie glupoty wzprawiaja, ze glowa boli... nie
            > pamietasz juz?... wink
            > a na powaznie - nie dajesz swojemu dziecki szansy na zbladzenie? bo taki
            > nastoletni seks, to moze byc zwyczajnie i po prostu, powazny blad zyciowy, ktor
            > y
            > z Twoim wychowaniem nie ma nic wspolnego. przypomnij sobie syna marnotrawnego..
            > .
            > czy jego ojciec oskarzal sie o porazke wychowawcza, jak myslisz?
            >

            no ja mysle ze jak byl madry to sie jednak oskarzal.
            Oskarzanie sie o porazke nie oznacza polozenie laski na dziecku a jedynie pewna
            swiadomosc ze gdzies tam jako rodzic sie zawiodlo.
      • wieczna-gosia Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:16
        kura ty mi powiedz jak 15 latce zakazac bzykania smile)))
        jesli dotychczasowe wychowanie nie doprowadzilo ja do etapu, w ktorym mowi sobie
        "ok, nie musze jeszcze, moge poczekac"- to ja moge zaprowadzic ja do ginekologa.
        Aczkolwiek sadze ze jesli chodziloby o wyniszczajacy zwiazek, obsesje, cpanie,
        anoreksje, prostytucje- tak bylabym w stanie zrobic wszystko lacznie z wyjazdem
        z dzieckiem i zmiana swojego calego zycia. bo mam swiadomosc ze jej zachowania
        autodestrukcyjne w duzej mierze sa wynikiem moich bledow- i to pewnie niejednego
        i nie malutkiego sad

        tfu tfu....
        • echtom Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 14:26
          Moja poczekała prawie do 17 - uważam, że to i tak za wcześnie, ale
          jakoś łatwiej mi to znieść niż alkohol i fajki. Ma stałego chłopaka,
          zabezpieczają się - po cichu uważam, że jak na dwa temperamentne
          skorpiony i tak długo wytrzymalismile.
          • bi_scotti Re: a co z rzeczami zakazanymi prawnie? 30.08.07, 15:08
            U wielu znajomych obserwuje mniej wiecej taki proces wychowawczy
            (zaznaczam, ze sa to obserwacje z ostatnich 16-20 lat): malym
            dzieciom wlasciwie wszystko wolno, minimalne nakazy i zakazy
            zwiazane glownie z bezpieczenstwem; im starsze dziecko tym wiecej
            oczekiwan, zakazow i nakazow, co u znakomitej wiekszosci powoduje
            naturalny bunt. Jak to sie stalo, ze my z moim mezem bylismy
            tacy "madrzy", sama nie wiem smile ale u nas bylo dokladnie odwrotnie:
            male dzieci mialy stawianych sporo wymagan, granice byly jasno
            okreslone i dosc ciasne, powoli, bardzo powoli "smyczka" sie
            wydluzala, granice sie rozstepowaly. W miare dorastania, bylo naszym
            dzieciom coraz wiecej wolno a nie odwrotnie. W naszym przypadku to
            zadzialalo, trudno mi powiedziec czy to przepis dla wszystkich smile
            Co chce powiedziec choc mi ciezko idzie to to, ze do
            samostanowienia, do samodzielnych decyzji, do jakiejs tam rodzinnej
            demokracji kazdy musi dorosnac i rola rodzica jest dac dziecku czas
            i mozliwosci na takie dorastanie poprzez swiadome kierowanie tym, co
            ono juz moze czego jeszcze nie, o czym bedzie decydowac dzis a czym
            za tydzien itd. Traktowanie 3-latka jak partnera w podejmowaniu
            decyzji czy czerwony sweterek czy zielony jest jak najbardziej
            uzasadnione ale juz np. pytanie tego samego 3-latka o zdanie czy ma
            sie myc czy nie jest robieniem mu swego rodzaju krzywdy, bo on nie
            jest jeszcze w stanie zrozumiec implikacji niemycia sie etc. I
            podobnie jest na kazdym kolejnym etapie rozwoju. Gosia np. pisala
            ostatnio na innym forum o dylemacie w sprawie szkoly baletowej dla
            corki, ktora najprawdopodobniej nie ma fizycznych predyspozycji do
            zostania zawodowa tancerka w balecie. Decyzje o przyszlosci dziecka
            musza w tym momencie podjac rodzice, ktorzy sa w stanie przewidziec
            ciag dalszy wydarzen - dziewczynka, chocby i najbardziej
            inteligentna, nie ma po prostu wystarczajacych doswiadczen na to
            zeby podjac decyzje w pelni swiadomie odnosnie jej dlugotrwalych
            skutkow. Jak sie te decyzje zakomunikuje dziecku to juz zupelnie
            inna para kaloszy ale sam fakt jej podjecia jest przywilejem i
            obowiazkiem rodzicow. Jak dla mnie palenie prze 15-latke jest nie do
            zaakceptowania. Gdyby rzecz dotyczyla mojego dziecka, podjelabym
            wszelkie srodki lacznie z odprowadzaniem za reke do szkoly wink zeby
            palenie nie mialo miejsca. Nie przemawia do mnie argument, ze bedzie
            palic, gdy nie widze - moim obowiazkiem w takim ukladzie
            jest "widziec" podobnie jak trzeba "widziec" 2-latka wspinajacego
            sie na regal. Rozmowa jest wazna na kazdym etapie wychowania ale
            rodzic to nie spowodnik ani nie kolega czy telefon zaufania, rodzic
            ma obowiazek dbac o dziecko czesto nawet wbrew woli tego dziecka.
            Najkorzystniej jest jesli umie dbac w sposob dyskretny,
            niezauwazalny dla dziecka, stwarzajacy pozory, ze to dziecko samo
            decyduje (cos w rodzaju demokracji sterowanej wink)) ale nie zawsze
            sie tak da i sa sytuacje, w ktorych trzeba tupnac noga i
            powiedziec "tak ma byc i kropka". Im mniej takich sytuacji, tym tup
            w podlege brzmi powazniej i bedzie traktowany z wiekszym szacunkiem
            przez obie strony. Moje dzieci, na szczescie, juz prawie dorosle i
            wyglada na to, ze chyba udalo nam sie wychowac Ich na ludzi bez
            wiekszych strat moralnych, etycznych i wszelkich innych. Ale czy to
            dzieki naszym talentom wychowawczym, czy raczej dzieki
            nieuzasadnionemu szczesciu, ktoz to wie wink))
    • corkaswejmamy Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 30.08.07, 14:56
      Pewnych rzeczy na pewno(tak myslę teraz) nie będę robić. Moja córka ma zakazy i
      nakazy, ale ma również mnóstwo wolności. Na tyle ile oczywiście pozwalają jej na
      to jej 2 latka. Ania jest upartą dziewczynką a ja nie chcę tak zupełnie do końca
      tego jej uporu zabijać poprzez ciągłe zabranianie czegokolwiek. Dlatego czasami
      jej ustępuję(w sprawach, które nie zaważą na jej wychowaniu) by wiedziała, że
      nie zawsze tylko się przegrywa. Cenię tę zaletę. Ponadto moje dziecko jest dosyć
      rezolutne(w tej chwili oceniam ją jako pedagog) i bardzo ładnie rozmawia.
      Czasami potrafi mnie przekonać do swoich racji. Nie ma za to tekstów"nie, bo
      nie". Ja jej to tłumaczę, to, dlaczego musi tak czy inaczej postąpić, ona też
      czasami próbuje powiedzieć dlaczego tego czy owego zrobić z kolei nie chce.
      Celem mojego wychowawstwa jest przede wszystkim szacunek do swojego dziecka. Nie
      wiem czy mi się to uda. Marzę o takich relacjach z moimi dziećmi(jeśli będzie
      ich więcej) jakie miała ze mną moja mama.
    • agusia1977 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 31.08.07, 10:43
      Moje dzieci są na razie małe, starszy ma 3,5, a młodszy roczek.
      Także wielkie sprawy przede mną. ALe juz zdarzają się różnice zdań i
      póki co wystarcza rozmowa i odwrócenie uwagi. Czasem godzę sie tylko
      w połowie. Już prosił mnie o motorwink powiedziałąm, że nigdy się nie
      zgodzę. Ale wiem, że mnie też rozmową można przekonać... To działa w
      dwie strony. Jedyne czego chcę dla moich dzieci, żeby były
      szczęśliwe i odpowiedzialne i teraz nad tym pracujemy...
      • corkaswejmamy Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 02.09.07, 14:21
        Dokładnie. Jeśli będę widziała, że moje dziecko jest z jakiegoś powodu naprawdę
        bardzo szczęśliwe to na coś się zgodze. Rozmowa jednak musi byc. Obustronna
        oczywiście.
    • fajka7 Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 02.09.07, 21:19
      Wydaje mi się, ale tylko wydaje i to wylacznie na podstawie wlasnych
      doswiadczen jako dziecka, bardziej niż rodzica decydujacego o
      dziecku, ze skoro rodzic ma tak naprawde wladze absolutna i dla tego
      jest dla dziecka calym swiatem (do pewnego wieku, ale wtedy, to
      faktycznie już się zniwo zbiera), ze wykorzystanie tej wladzy i
      rzadzenie tym swiatem jest decydujace o tym „co z niego wyrosnie” wink
      I mysle sobie, ze wolno mi decydowac wg moich kryteriow o wszystkich
      sprawach, dopóki moje decyzje będą rozsadne, oparte na jakichś
      sensownych podstawach, a nie np. na osobistych lękach czy
      uprzedzeniach.
      To znaczy, ze powinnam się skupic na sobie i sprawdzic czy aby na
      pewno potrafie dokonywac prawidlowych wyborow we wszystkich
      dziedzinach zycia. Jeśli tak, to nie będzie wielkich problemow z
      tymi dotyczacymi dziecka, bo będą mialy racjonalne uzasadnienie.
      Ale mysle, ze dziecko musi uslyszec racjonalne uzasadnienie, a
      nie „nie, bo nie”, bo ja tu rzadze i zabraniam. I nawet jeśli
      dziecko się z moim uzasadnieniem nie zgadza, to po prostu musi się
      dostosowac- w takiej po prostu jest pozycji w tej hierarchii i nie
      ma w tym nic zlego.
      Jednoczesnie sadze, ze jako rodzic musze liczyc się z tym, ze tam,
      gdzie dziecko swoja pozycje umocni w miare dorastania az w koncu
      zacznie samo o sobie decydowac, moje wplywy będą malec az znikna
      calkowicie i temu procesowi należy się poddac bez walki. Bo to
      naturalna kolej rzeczy. Do tego z pewnoscia stanie się tak, ze
      dziecko będzie podejmowac decyzje, które mi się kompletnie nie będą
      podobaly, a ja musze się nauczyc je szanowac.

      Zastanawiam się czy bym pozwolila 6 latkowi na uprawianie sportu,
      którego ja się boje, czyli gocarty. Mam nadzieje, ze dalabym rade
      pozwolic. Tak jak mam nadzieje, ze pozwolilabym na konie, które mnie
      przerazaja. Ale to sa moje lęki. Wierze, ze je pokonam i nie
      zmarnuje dziecku zycia.
      Trudne to cale wychowywanie. Ale czy nie jest tak, ze lepiej
      rozumiemy wlasnych rodzicow, gdy sami zostajemy rodzicami?
      Na kolczyki bym pozwolila, gdyby sie okazalo, ze jest to wielkie
      pragnienie, a nie chwilowa zachcianka- a wiec zalezy od dziecka oraz
      innych okolicznosci towarzyszacych.
      smile
      • kameroon Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 04.09.07, 12:10
        To może ja odpowiem od strony dziecka.
        Nigdy nie zapomnę mojej matce, że nie pozwoliła mi na szkółkę
        żeglarską, choc ojciec był instruktorem i pół życia spędził na
        łódkach. Tłumaczyła to sobie potwornym strachem przed wodą. SWOIM
        STRACHEM!!! Wyboru mogłam dokonać po uzykaniu pełnoletności. Ale
        wtedy jakos łyso mi bylo patrzeć jak 10 letnie kajtki sobie radzą.I
        do dzis łezka mi się w oku kręci jak widzę żagle, morze. (paradoks -
        niedługo wpływam w rejs razem z męzem - jest marynarzem)
        Nie posłała mnie do szkoły muzycznej, jak zalecali moi nauczycie
        najpierw w przedszkolu, potem w podstawówce, ponieważ ...szkoła była
        za daleko i dojazdy by ją męczyły. JĄ! NIE MNIE! Próbowałam więc
        pójśc do liceum muzycznego ...niestety, trzeba było mieć chociaż
        podstawowe przygotowanie z jakiegoś instrumentu.
        ...
        Postawnowiłam więc, że swojej córki (obecnie 6,5) nie będę blokować.
        Chyba, że przeszkodą do czegoś tam będa potencjalne warunki
        fizyczne.
        Przykład? - Córka strasznie chce iśc do szkoły baletowej, ale
        niestety, nie moge się na to zgodzić z jednego podstawowego względu -
        Oboje z męzem jesteśmy bardzo wysocy, atletycznie zbudowani, myslę
        więc, ze jest nikłe prawdopodobieństwo, ze nasza Mała będzie
        filigranowym drobiazgiem. Chcę zaoszczędzić jej lat morderczych
        treningów i łez gdy ktoś jej powie - sory, ale nie nadajesz się bo
        jesteś za wysoka(było tak w przypadku mojej przyjaciółki)
        • kameroon Re: .jak gleboko rodzic "moze" ingerowac w wolnos 04.09.07, 12:57
          Ach! No i jeszcze zasadnicza kwestia, której w tym wątku chyba nikt
          nie poruszył:
          Chociaż bylibyśmy super rodzicami, chcącymi by dziecko mogło
          wszystko, to niestety nasze "chcenie" weryfikuje bardzo często kasa,
          a raczej jej brak. Każda godzina jakiejkolwiek rozrywki kosztuje.
          Czy to są gokarty, czy sobotnie balety, czy nauka arabskiego. Jesli
          nie kosztuje czas, to kosztuje sprzęt do amatorskiego uprawiania
          czegokolwiek, czy to bedą rolki, szy perkusja, czy zestaw smycz+pies.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka