leniwe_slonie
25.11.07, 11:13
<i>Na dziewięć miesięcy sądowego nadzoru skazany został w Nowej Zelandii
mężczyzna, który wymierzył ośmioletniemu synowi trzy klapsy.
W ramach nadzoru ojciec będzie uczęszczał do szkoły dla rodziców oraz na kurs
panowania nad emocjami.
Od lipca br. w Nowej Zelandii obowiązuje przyjęte jeszcze w maju prawo,
zakazujące stosowania przemocy wobec dzieci, w tym także dawania klapsów.
Ojciec zirytował się niegrzecznym zachowaniem chłopca w szkole, schwycił go za
ramię, przełożył przez kolano i gołą ręką wymierzył mu karę w pośladki.
Mężczyzna w sądzie przyznał się do winy.
Sprawę sądową - jak pisze w czwartek na internetowej stronie nowozelandzki
"Dominion Post" - zainicjowała zresztą matka chłopca, która sfotografowała
ślad, jaki ręka ojca zostawiła na ramieniu dziecka i następnie pokazała
zdjęcie krewnemu, który zawiadomił policję.
33-letni ojciec trojga dzieci - i czwartego, które ma się urodzić w
najbliższym czasie - jest pierwszym Nowozelandczykiem, skazanym na mocy
wywołującego wiele kontrowersji prawa za wymierzanie dziecku kar cielesnych.</i>
<b>A:</b> jezeli zona zainicjowała upublicznienie sprawy, to niewykluczone, ze
mężczyzna miał duzo poważniejszy problem z agresywnymi zachowaniami, a kurs
dla rodziców mu tylko dobrze zrobi...
<b>M:</b> Prędzej się spodziewam, że czwarty potomek ma innego tatusia i stąd
pomysł sprytnej Nowozelandki, aby uwalić męża, bo: - jaka kobieta donosi na
swojego męża za trzy klapsy? To przejaw rozpadu związku. A ponieważ ta pani
jest w ciąży to trudno uwierzyć, aby z premedytacją chciała zaszkodzić ojcu
dziecka, które nosi. Przypominam historię Pawki Morozowa, który też
wykorzystał represyjne prawo do rodzinnych porachunków.
Prawo "antyklapsowe" nie służy przecież zmniejszeniu skali przemocy w
rodzinie, ale ubezwłasnowolnieniu rodziców. Małżonek może donieść na małżonka,
dziecko może donieść na rodziców. W Szwecji tzw. socjal odbiera prawa
rodzicielskie w błyskawicznym tempie i przenosi dzieci do innych domów. Nikt
nie może być pewny dnia ani godziny i o to właśnie chodzi.
<b>E:</b> jak sobie radzicie, gdy 3 - 4 latek wrzeszczy, placze, rzuca
wszystkim co dostanie do raczki, jednym slowem argumenty slowne wogole nie
trafiaja a dziecko jest tak rozwrzeszczane, ze kwalifikuje sie nie do klapsa a
do solidnego lania. Co wtedy zrobic aby lagodnie wyprowadzic dziecko z takiego
stanu.
<b>Z:</b> moze się i czepiam ale czego nauczył swojego ośmioletniego-czyli
rozumiejącego znaczenie wielu słów -syna ojciec, uzywając wobec dziecka
przemocy fizycznej?że ma rację silniejszy fizycznie?że jeśli ci się nie podoba
czyjeś zachowanie to możesz go uderzyć?:shocked:
Ewo!na moich chłopaków zawsze najlepiej działa odizolowanie furiata od
publiczności.u najstarszego uprzytomnienie sobie bezsensownośći swojego
zachowania trwa czasem dość długo,trzylatek po kilku minutach przychodzi pełen
dobrych chęci do kompromisu.ale i tu polecam konsekwencję jak i
wytłumaczenie,ze jak się wyzłościsz to możesz wrócić.nie wolno nam rodzicom
zapominać ,ze dziecko to mały człowiek
<b>M:</b> Może się i czepiam, ale czego nauczy się dziecko, kiedy rodzic je
"odizoluje od publiczności"? Że rację ma silniejszy fizycznie? Że jak Ci się
nie podoba czyjeś zachowanie to możesz go gdzieś zamknąć? Itd.
Myślę, że wiele dzieci by wolało dostać klapsa, zamiast na "dość długo"
trafiać do miejsca odosobnienia, gdzie zmusza się je do "uprzytomnienia sobie
bezsensowności swojego zachowania". Z punktu widzenia szacunku wyrafinowane
kary psychiczne wcale mi się nie wydają szczególnie chwalebne...
<b>Z:</b> metody które stosuję to NIE KARA.to nauka tego jak się zachować gdy
się traci panowanie nad własnymi emocjami. wyzłoszczę się,wykrzyczę,uspokoję i
na spokojnie spróbuję roziązać problem.nie tłumię złości w sobie,nie biję
nikogo ,bo mi się nie podoba jego NIE,nikt mnie nie karze za moje
emocje.oczywistym dla mnie jest ,ze po takiej >>akcji<<rozmawiamy o zastniałej
sytuacji.
<b>M:</b> Nie można nauczyć się postępowania w sytuacji, kiedy się traci
panowanie nad własnym postępowaniem. Na zwykłą logikę jest to niewykonalne.
Drugim błędem jest to, że dokonujesz projekcji swojego postępowania na
postępowanie dziecka. Dziecko przecież właśnie dlatego jest dzieckiem, że jest
niedojrzałe i nie potrafi rozumować jak dorosły. W efekcie wysublimowana
interwencja kryzysowa w oczach dziecka staje zwyczajną karą, prawdopodobnie
znacznie bardziej uciążliwą, niż klaps. Uciążliwą, ale niekoniecznie
wychowującą. To nie jest przypadek, że sukcesom w zwalczaniu tradycyjnej
pedagogiki towarzyszy totalny upadek wychowania młodych pokoleń. Nowe metody
są zwyczajnie nieskuteczne i nie uczą dziecka jak ma się zachowywać, natomiast
prowadzą do tego, że przestaje lubić rodziców.
Klapsy są techniką warunkowania awersyjnego. Prostą, szybką i skuteczną.
Pozwalają krótką drogą osiągnąć to, do czego przepsychologizowane koncepcje
dążą zakosami i co rzadko kiedy osiągają.
<b>Z:</b> M<i>Nie można nauczyć się postępowania w sytuacji, kiedy się traci
panowanie nad własnym postępowaniem Na zwykłą logikę jest to niewykonalne..</i>
pewnie,jesli ktoś traci panowanie nad swoim postepowaniem powinien udać się do
specjalisty..ja pisze o emocjach ,o tym że można nauczyć dziecko jak reagować
w sytuacji, kiedy jest ono bardzo pobudzone emocjonalnie ale cały czas
zachowuje świadomość tego co robi.
M<i>Dziecko przecież właśnie dlatego jest dzieckiem, że jest niedojrzałe i nie
potrafi rozumować jak dorosły.</i>
dlatego tez ma rodzica .który pomaga mu nauczyć się,jak postępować w różnych
sytacjach.
M<i>W efekcie wysublimowana interwencja kryzysowa w oczach dziecka staje
zwyczajną karą, prawdopodobnie znacznie bardziej uciążliwą, niż klaps.</i>
pewnie tak bywa jeśli z dzieckiem nie rozmawiam i nie tłumacze mu dlaczego
postapiłam z nim tak a nie inaczej.ja moim tłumacze.:bigsmile:
M<i>To nie jest przypadek, że sukcesom w zwalczaniu tradycyjnej pedagogiki
towarzyszy totalny upadek wychowania młodych pokoleń.</i>
ano pewnie nie przypadek,ale chodzenie na skróty.ktoś coś tam usłyszał, zrobił
tak żeby MU było wygodnie i wyszła bzdura pt:wychowanie bezstresowe.inaczej
mówiąc wychowanie bez ŻADNYCH reguł czy zasad.wychowanie bez klapsów nie jest
wychowaniem BEZ ZASAD.wprost przeciwnie.
M<i>Klapsy są techniką warunkowania awersyjnego. Prostą, szybką i skuteczną.
Pozwalają krótką drogą osiągnąć to, do czego przepsychologizowane koncepcje
dążą zakosami i co rzadko kiedy osiągają.</i>
a tak konkretnie to co pozwaleją osiągnąć czego nie osiągnę nie bijąc
dziecka?jak wytłumaczysz dziecku,>>klapiąc <<je ,ze bicie słabszych jest złe?
<b>M:</b> także Twoje postępowanie dziecko może uznać za przyzwolenie na
stosowanie przemocy wobec słabszych. Bo chociaż Twoja strategia jest ładnie
zapakowana i tak opisana, aby nie budziła złych skojarzeń, to i tak u jej
podstaw leży władza rodzica nad dzieckiem. Nieważne jest to, czy ktoś daje
klapsy, czy zamyka dziecko w pokoju, aby się uspokoiło, czy głosi "kazania".
Istotne jest to, że jedna strona narzuca drugiej swoją wolę, że nie ma między
nimi równości i partnerstwa. Jeżeli dziecko ma się tego nauczyć od rodzica, to
się nauczy niezależnie od tego, jakie środki techniczne są stosowane. Dlatego
właśnie protestuję, kiedy dzieli się rodziców na lepszych i gorszych według
kryterium, które jest bez znaczenia. Uważam, że krytyka klapsów jest w istocie
formą dyskryminacji ojców, bo kulturowo to oni częściej je stosują. Natomiast
zrzędzenie i zadręczanie dzieci moralizatorstwem jest zapewne powszechniejsze
wśród pań i dlatego w dzisiejszych "kobiecych" czasach zaleca się je jako
właściwą metodę.