mariola1315
08.01.08, 13:02
Pod nami mieszka taka starsza sąsiadka,której przeszkadza wkółko
to,że moje dzieci chodzą po mieszkaniu.
Już kiedyś była u nas poskarżyć się, gadała żebym wyciszyła sobie
podłogę (nie mamy dywanów). Ale ja jej powiedziałam,że dywanów nie
mamy dlatego,że dzieci moga mieć uczulenie.
Dzisiaj znowu przyszła na skargę;gadała,żeby moje dzieci chodziły w
papciach a nie w takim ciężkim obuwiu. Powiedziałam jej,że moje
dziecko ma od ortopedy zalecone takie ortopedyczne kapcie i ja mu
nie będę kazała chodzić w samych skarpetkach.
Znowu mówiła,żebym wyciszyła sobie podłogi. Ja jej powiedziałam,żeby
sobie wyciszyła sufit, jak według niej jest za głośno.
I że nie posadze trzyletniego dziecka na krzesełku i nie powiem żeby
tak siedział cały dzień.
Z kolei gadała,że wczoraj o 23-ej moje dziecko biegało po
mieszkaniu. Niestety tak nie było, bo akurat wczoraj jak Mateusz
biegał i bawił się przed 22-ą, to powiedziałam mu,żeby zajął się
czymś innym, bo jak tak dalej będzie biegał, to przyjdzie sąsiadka
na skargę.
Opinię ta sąsiadka ma kiepską. Jest sama, nie ma rodziny i czepia
sie o byle co.
Co prawda mój starszy synek ostatnio zamiast normalnie chodzić, to
biega po mieszkaniu;tłumaczymy mu,żeby chodził normalnie.
Ale kurczę, przecież cisza nocna jest od 22-ej dopiero.
Tak sobie pomyślałam,niech ta sąsiadka cieszy się,że my tutaj
mieszkamy, a nie jakieś towarzystwo,które robi ciągle imprezy itd.
Acha i powiedziała mi,że jak się nic nie zmieni, to ona złoży na nas
skargę i że nagra (nie wiem jak to zrobi) o której moje dzieci
hałasują.
Chciałam się wyżalić.
Poryczałam się po tej scysji...
Mateuszek ma
i
Łukaszek ma