Tak sobie dzisiaj pomyślalam że piszemy tylko o dobrych stronach macierzyństa,
a o tych gorszych zapominamy. Wlaściwie tak jest wszędzie, w książkach,
gazetach widzimy uśmiechnięte, czyściutkie dzieci z piękną mamusią. Mamusia ma
nieskazitelny makijaż i nienaganną fryzurę. Wygląda jakby dopiero co wyszla z
jakiegoś spa. Uśmiechnięta z zrelaksowana. A jak jest naprawdę. Wszystkie
wiemy ze "troszeczkę" inaczej. Pamiętam jak jak wyglądalam po powrocie z Malym
do domu

Napewno nie tak jak te panie ze zdjeć

Bywalo że brakowalo czasu
na umycie zębów, nie wspominajac już o makijażu czy fryzurze.
To samo dotyczy dzieciaków. W gazetach są zawsze takie uśmiechnięte,
grzeczniutkie. Raczj nie pokazują tych rozdarciuchów które dzień i noc
uraczają nas swoim slodkim wrzaskiem. Mój Hubcik raczej z tych mniej drących,
ale tak potrafil nieźle dać mi w kość. Najgorzej bylo przy zakladaniu body.
Wtedy ryk byl niemilosierny. Dzisiaj tylko przy czapce się drze

Tak sobie myślę, że te pare pierwszych tygodni bylo ciężkie. Tak trochę jakby
jakaś obca istotka z nami zamieszkala, a nikt nie dal instrukcji obslugi. Niby
teoretycznie wszystko sie wie, ale z praktyką znacznie gorzej. Glupie
przebieranie czy przewijanie trwa w nieskończoność. Dziecko się drze, a mama
ma ochotę drzeć się razem z nim, a najlepiej pójść sobie gdzieś daleko, gdzie
Go nie slychać

A jak u was wyglądalo wspólne poznawanie się ?