Dodaj do ulubionych

Choroba i "pomoc" partnera....

31.01.08, 11:28

Witam, muszę się wygadać bo mam serdecznie dośc wszystkiego.
Sytuacja wyglada tak, dwoje dzieci, jedno 5 miesiecy, drugie 6 lat,
ja od wczoraj chora (jakas mega grypa), partner wkurzony od rana bo
musiał przyszykowac dziecko do szkoły i odprowadzić, ja niestety nie
dałam rady wstać. Maluch w nocy dostał gigantycznego kataru i
kaszlu, wiec pól nocy nieprzespanej (ja oczywiście, bo druga połowa
spi). Starsza rano zwymiotowała jogurt, który tatus dał dziecku na
śniadaniesad ale poszła do szkoły. Oczywiście posprzatać ja musiałam
i teraz żeby było wesoło tatuś poszedł do pracy, nie odzywał się do
mnie, nie zapytał jak sobie poradze, naprawde ledwo żyję, czy mam
leki, jak z zakupami i odbiorem córki ze szkoły (musze wyjśc z
chorym maluchem, bo przeciez nie zostawię go samego a nie mam nikogo
do pomocy). Zostawił po sobie bajzel w kuchni, bo nawet szklanki po
sobie nie umył i bez słowa wyszedł, chyba się obraził, tylko nie
wiem o co. I co byście zrobiły w takiej sytuacji? Czy Wasi mężowie
zostaja w domu jak jestescie chore ( i macie małe dzieci)?
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 11:32
      Mam wrażenie,ze nie rozmawiacie ze sobą.
      Ze on ma sie domyślić,ze czekasz na pomoc.
      • ru-da Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 11:40
        gryzelda71 - czasem nie chodzi o rozmowę. Zresztą - dorosłej osobie chyba nie
        trzeba mówić drukowanymi literami, że "jestem chora i potrzebuję pomocy". Bo
        albo się ma empatię, albo nie. I tego nie zmienisz. Taki typ.
        Wiem co mówię ,bo też to znam. On jak chory- umiera i wymaga obsługi, kobieta
        chora- to na przesadza. I to nie jest kwestia rozmowy. To jest kwestia tego, jak
        wychowany został facet. Jak mamusia chucha na niego całe młode życie, wyręcza we
        wszystkim, to potem dorosłego nie zmienisz. Taki model wink
        • gryzelda71 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 11:51
          No tak,jak wychodzi się z założenie,ze druga strona zawsze wie o co nam chodzi to takie są tego skutki.
          • miedzymorze Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 12:10
            Nie no, bez przesady. Jeśli mama jest chora i to nie w sensie katarku to tata BEZ GADANIA I PROSZENIA ma się orientować co robić. Rozumiem, że partner może się nie domyślać, że np marzę kolacji nad brzegiem morza, ale opieka nad chorymi członkami rodziny jest jego bezdyskusyjnym obowiązkiem. Mieszka na co dzień z żoną i dziećmi, spędza z nimi czas i po prostu ma wiedzieć, kiedy są chorzy i wymagają z jego strony zwiększonej troski.
            pozdr,
            mi

            • gryzelda71 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 13:47
              Nie wiem jak to wygladało.Ale,jak zawsze w takiej sytuacji,nie mogę sie nadziwić,że wątek jest jak napisać,a zadzwonic do męza nie ma jak.
        • asia06 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 14:00
          > Zresztą - dorosłej osobie chyba nie
          > trzeba mówić drukowanymi literami, że "jestem chora i potrzebuję
          pomocy".

          Trzeba. Ja z reguły nie potrzebuję pomocy, jak jestem chora. I mój
          mąż już o tym wie. I jeśli potrzeban by mi była ta pomoc, nie
          domyśliby się.
    • anika772 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 11:36
      Wygląda na to, że wszelkie obowiązki dzieciowo- domowe są na Twojej
      głowie na codzień... nic dziwnego, że Pan jest urażonywink
      Nie mam tego problemu, jak jestem chora, to mąż zajmuje się
      wszystkim co trzeba... Współczuję i nie wiem co poradzić. Chyba
      wprowadzanie zmian...?
    • beautywitch Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 11:41
      z drugiej strony,czy tak cięzko się domyślić,że ktoś chory
      potrzebuje odpocząć i się wykurować? Pewnie zawsze wszystko robiłaś
      Ty i przyzwyczaiłaś męża do tego,że wszystko jest na Twojej głowie.
      Miałam podobnie,ale kilka razy powiedziałam dosadnie o co
      chodzi,odbyliśmy kilka długich rozmów,kilka awantur i jakoś
      dotarłosmile Mam wrazenie,że z facetami to trzeba wszystko dosłownie,
      drukowanymi literami i po kilka razy łupać,łupać,łupać do łbasmile Jak
      wróci z pracy,to powiedz mu po prostu,że Ty też masz prawo
      zachorować i chyba nic mu się nie stanie,jeśli Cię 2-3 dni wyręczy.
      No i ja na twoim miejscu nie ruszyłabym tej szklanki. Leżałabym cały
      dzień i robiła tylko to,co muszę. Posprzątałabym swoje rzeczy i
      tyle. Nie znam Twojego męża,ale na mojego to podziałało
      (zaznaczam,że nie za pierwszym razem,tzrba było się namęczyćsmile).
    • jkk74 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 11:41
      Akurat nie choroba ale po drugim porodzie - zostawałam sama 5 dni w tygodniu od
      8 rano do ok 20 z dwutygodniowym synkiem i 15-miesięczną córką, po cc.
      Ale jest jedno ale - mąż jak już w domu był to pomagał ile mógł, sprzątał po
      sobie, w nocy wstawał do dzieci (jeśli było trzeba), uprzedził w pracy że
      sytuacja z porannym telefonem w stylu "nie dam dziś rady przyjść" może się
      zdarzyć. Tak wyglądało 6 mcy po drugim porodzie. Radziłam sobie, ale pomagała mi
      świadomość że w razie czego nie zostawi mnie z problemami samej.
      Ogólnie - wiem że mogę na niego liczyć.
    • sir.vimes Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 12:05
      Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu z chorym dzieckiem tylko po to by drugie
      odebrać ze szkoły.

      Zresztą, jak ja jestem chora, zajęta (czy mi się nie chce) - mąż odbiera
      dziecko. I nawzajem - chorego z domu nie wypedzam, tylko sama idę.

      Zdrowa osoba kupuje chorej leki, szykuje posiłki (jeśli trzeba) i zapewnia
      święty spokój w miarę możliwości. Wydaje mi się , ze jest to po prostu normalne,
      zwyczajne.

      Zostawać w domu nie zawsze się da - ale jeżeli trzeba zdarza się poświęcić urlop.
    • ladylu Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 12:55
      Mam w domu anioła. Cały zeszły tydzień, kiedy ja miałam zapalenie oskrzeli, mąż
      był z nami w domu, miał zwolnienie od pediatry do opieki nad dzieckiem. Gotował,
      sprzątał, zabierał córkę na spacer.
    • krwawakornelia nie zostaje bo nie moze. 31.01.08, 12:58
      Ale dba o wszystko, i odwozi synka do przedszkola etc,
      no ze sprzataniem po sobie bywa roznie smile
    • morgen_stern Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 13:10
      Zaraz zaraz, rozumiem, że on może niedomyślny (jak to faceci), ale
      obrażanie się? Nieodzywanie? Pan ma ewidentne problemy z pojmowaniem
      słowa "partnerstwo" i go, kochana, nieźle rozpuściłaś. Jeśle nie
      zajmujecie się domem i dziećmi na codzień to nie miej złudzeń, że
      podczas choroby nagle mu się odmieni.
      • kamyk-3 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 13:22

        No własnie, w tygodniu jest tak, że wychodzi rano, wraca wieczorem i
        wszystko jest na mojej głowie. Po powrocie obiado-kolacja, chwilę
        się pobawi z dziećmi i.....komputer. Sobota, niedziela jak nie
        pogonię to nie widzi potrzeby sprzątnięcia itp. Ale zawsze wydawało
        mi się, że jak naprawdę będe potrzebowała pomocy to nie bedzie
        problemu ale jak widac pomyliłam się. Widac uznał, że doczołgam sie
        do tej szkoły po córkę i dam sobie rade, (jak zwykle, bo nie mam
        innego wyjścia), smutne to tylko i tyle.
        Pozdrawiam.
        • morgen_stern Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 13:28
          Może powinniście porozmawiać? Nie kłócic się, ale usiąść i spokojnie
          pogadać? Powiedz, że cię to boli, że nie masz w nim wsparcia, bez
          histerii i rzeczowo. Innego wyjścia nie ma.
    • protozoa Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 13:53
      Zaraz, zaraz, to Ty dziecko, które rano zwymiotowało wysłałas do
      szkoły???? W życiu bym tego nie zrobiła ze względu na dziecko. Nie
      wiesz dlaczego zwymiotowało, jak się czuło po wymiotach i czy w
      szkole znów nie zwymiotuje.
      Pewnie, że chodzenie z grypą ( czy choćby infekcją) nie jest fajne,
      ale czasem trzeba zrobic zakupy, iść do apteki.
      Moje dzieci ( bliźniaki) na szczęście rzadko chorowały, ale jeśli
      juz to naraz i wtedy gdy mąż miał dyżur. Ja od nich błyskawicznie
      łapałam, przechodziłam ciężej niz oni i... zostawałam sama chora z
      dwójka chorych dzieci ( lub ozdrowieńców). I jakos nigdy nie
      przyszło mi do głowy, aby żądac od męża aby np. zamienił sie na
      dyżur.
      A bywało i odwrotnie, ja na dyżurze a on z 2 małych, chorych dzieci
      i sam chory.
      Czy przypadkiem nie za bardzo się pieścisz?
      • dlania Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:03
        Ja tylko nie rozumiem tego fragmentu o rzyganiu jogurtem: to ojca wina, że
        dziecko go zwróciło?
        • sir.vimes Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:04
          Jeżeli wmuszał na siłę wink to jego wina.
      • sir.vimes Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:03
        Z wątku wynika, że tata wysłał.

        "W życiu bym tego nie zrobiła ze względu na dziecko."

        Tu się zgadzam - dziecko powinno zostać w domu.

        > i sam chory.
        > Czy przypadkiem nie za bardzo się pieścisz?

        Ludzie różnie przechodza coroby - co pewnie świetnie wiesz.
        Niektórych krewnych przy ciężkiej grypie w sumie bałabym się wypuścić samych po
        chleb - zemdleje czy coś - a co dopiero zostawić z małym dzieckiem. Uważam, że
        opieka chorego dorosłego nad dzieckiem to złudzenie opieki (chodzi mi głównie o
        gorączkę itp). A juz szczytem bezczelności jest zostawić chora / chorego z
        bałaganem, małym dzieckiem, kwestią zakupów i odbierania drugiego dziecka. Jest
        to tez wyraz stosunku do dzieci, nie tylko do partnera/partnerki.

        Zostawić z dzieckiem - tak, pod warunkiem, że leki wykupione, zakupy zrobione itp.
      • qunegunda Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:04
        > Czy przypadkiem nie za bardzo się pieścisz?

        To samo sobie pomyślałam.
        U mnie normalne jest to, że chora czy zdrowa pracuję, o ile nie
        tracę przytomności smile W najgorszym razie z laptopem w łóżku. W moim
        zawodzie nie ma czegoś takiego jak zwolnienie w celu opieprzania
        się, a za takie coś uważam cackanie się ze sobą w czasie grypy.
        Pewnie, że czasem warto te 2 dni zostać w domu, najlepiej w weekend.
        Jak trzeba wyjść, to się wychodzi i wraca jak najszybciej. Twoja
        choroba to jest Twoja sprawa, a nie męża ani tym bardziej jego
        pracodawcy (!) Zwłaszcza, że z tego co zrozumiałam Twoja praca
        polega na zajmowaniu się domem, więc naprawdę strasznie się ze sobą
        cackasz, pomyśl lepiej o ludziach którzy w takim jak Ty stanie muszą
        pracować zawodowo.
        • dlania Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:10
          A wiecie, ja z mężem to jesteśmy widac z tych "nieemaptycznych". Udzielimy sobie
          nawzajem wszelkiej pomocy, ale jeśli to drugie o nia poprosi.
          Mąż kupi lekarstwa, odprowadzi zdrowe (zdrowe, a nie rzygające) dziecko do
          przedszkola, zaparzy herbate, otuli, zrobi zakupy, itd, itp. - ale jesli go o to
          poprosze.
          I vice versa.
          A autorka watku, wyglada na to, nic nie powiedziała, żeby miec powód do
          gniewania sie na męża. Jak siedziśz przy kompie to znaczy że aż taka obłoznie
          chora nie jesteś.
          • kamyk-3 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:23

            Siedzę bo nie moge leżeć, odebrałam córę, musze jakiś obiad zrobić,
            poza tym, karmienie, oklepywanie i opieka nad małym (tez
            zasmarkanym), poza tym sprzatanie, bo do kuchni nie mogłam wejść,
            sterta leków i jakoś chodzę. Co do wymiotów, partner po 6 latach
            powinien wiedzieć tam mi sie przynajmniej wydawało, że zjedzenie
            rano czegokolwiek mlecznego powoduje u niej ból brzucha i wymioty. I
            absotutnie nie rozczulam się nad sobą, bo odkąd mam dzieci nie
            przypominam sobie abym leżała w łóżku podczas choroby, ale tym razem
            czuje sie wyjątkowo paskudnie i wydaje mi się, że gdybym zobaczyła,
            rano, że ta druga połowa nie wstaje i mówi, że źle sie czuje nawet
            nie pomyślałabym, żeby iśc do pracy (to nie tak, że musi być, to co
            ma do zrobienia spokojnie może zrobić w domu).
            • dlania Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:29
              Kamyk, więc na drugi raz nie myśl, co powinien wiedzieć i pomyśleć Twój mąż, czy
              co Ty bys zrobiła na jego miejscu. Mów mu, czego oczekujesz. Nie znam twojego
              męża, ale niektóre typy naprawde tak mają.
              jeśli go poprosisz i uslyszysz nie, albo marudzenie, to wtedy jest rzeczywisty
              powód, żeby sie wkurzyc. A tak to obydwoje chodzicie naburmuszeni, byc może bez
              powodu.
              Podobnie z tym śniadaniowym niewypałem: moja córka ma 6 lat, a mąż wczoraj jej
              przyniósł lody bakaliowe. Chociaz ona od dziecka nie cierpi zarówno rodzynek,
              jak i wszelkich mas, w których sa twarde kawałki. I dopiero jak jej podał, to
              sobie o tym przypomniał, bidulek. I jeszcze liczyl na to, że może młoda
              zagapiona w bajke nie zauwazy, co jewink Zauważyławink
              • lubie.garfielda Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 15:23
                Do facetów trzeba łopatologicznie. Teraz już za późno ale na
                przyszłość łap z uszy i nadaj krótki komunikat:
                "jestem chora STOP małe też STOP odbierz starszą ze szkoły STOP kup
                mi aspiryne (czy co tam łykasz) STOP "

                A że ojciec nie kojarzy, że dziecko nie je mleka? hmmm... mój na
                moje siedemnaste urodziny dał mi drobiazg ze znakiem zodiaku...
                mojej siostry. A twój partner mógł
                a) po prostu nie wierzyć, że dziecku mleko nie służy
                (masz "fanaberie")
                b) miał nadzieję, że tym razem żołądek sie nie zbuntuje (wyjątek od
                reguły)
                c) chciał sprawdzić czy aby przypadkiem mała nie "wyrosła"
                wink

                Życzę zdrówka
            • protozoa Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:49
              A kto zajmuje sie NA CO DZIEŃ dziecmi Ty czy mąż? Jeżeli Ty to nie
              miej do męża pretensji, że nie wiedział/pamietał o mlecznych
              problemach.
              I 6 letnie dziecko jest juz na tyle duże, żeby wiedziec, że rano
              jogurt mu szkodzi. Tak więc rozgrzeszam męża.
              Jeżeli jestes rzeczywiście tak chora , że nie możesz zrobic dwóch
              kroków to trzeba było poprosic męża, żeby wziął urlop na żądanie
              i... zostawic go ze wszystkim. Natomiast domagac sie załatwienia
              wszystkiego ( dla niego nowego) przed praca. pójścia do pracy,
              zakupów, leków itd, to chyba przesada.
              Czy leków nie mogła kupic zaprzyjaźniona sąsiadka? Czy nie mogła
              zrobic elementarnych zakupów?
              • sir.vimes Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 15:20
                A kto zajmuje sie NA CO DZIEŃ dziecmi Ty czy mąż? Jeżeli Ty to nie
                miej do męża pretensji, że nie wiedział/pamietał o mlecznych
                problemach.
                I 6 letnie dziecko jest juz na tyle duże, żeby wiedziec, że rano
                jogurt mu szkodzi. Tak więc rozgrzeszam męża.

                Protozoa, mocno przesadzasz.
                Informacje o alergiach czy dziwnych reakcjach na jakies produkty to coś o czym
                powinna pamiętać nawet zajmująca się dzieckiem obca osoba tudzież odwiedzająca
                je raz w miesiącu babcia.

                Dziecko natomiast moze nie pamiętać - tudziez nie mieć wystarczajacej "siły
                przebicia" (np. tak moze wygladać dialog na ten temat "tato, nie moge tego
                zjeść..." - "właśnie , ze możesz, jesli nie chcesz klapa i to szybko!)
                Z własnego dzieciństwa pamiętam, ze nie raz NIE UWIERZONO mi w to, ze na
                niektóre produkty/lekarstwa reaguję dziwnie (do dziś pamietam wmuszanie
                pyralginy, po której wymiotuje, przez pieleganiarki szkolne i kolonijne - nie
                było opcji dyskusji. Pamiętam tez jak jedna z babć (zajmująca sie mną niemal na
                codzień wmuszała mi potrawy po których miałam wysypkę - tez nie było dyskusji).

                Natomiast domagac sie załatwienia
                > wszystkiego ( dla niego nowego) przed praca. pójścia do pracy,
                > zakupów, leków itd, to chyba przesada.
                > Czy leków nie mogła kupic zaprzyjaźniona sąsiadka? Czy nie mogła
                > zrobic elementarnych zakupów?

                Jeżeli mąz nie radzi sobie sam z opieka nad chorą rodziną - jak najbardziej
                mógłby postarać sie zorganizować pomoc. Ja parę razy musiałam - i korona mi z
                głowy nie spadła. A do apteki dyżurnej zdarzało mi się biegać o szóstej, po to
                by chory mąż nie musiał wystawiać nosa spod kołdry. Oczywiście - z wzajemnością.
                Bo to normalne w zwiazku.
          • setia Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 15:24
            dlania napisała:
            Jak siedziśz przy kompie to znaczy że aż taka obłoznie
            > chora nie jesteś.

            siedzenie przy kompie nie wymaga specjalnego wysiłku. poza tym kiedy się siedzi
            w domu z dzieckiem trudno się połozyć, bo zazwyczaj trzeba mieć oko na małego
            psotnika.
            podobną sytuację miałam kilka dni temu. chora i ledwie zipiąca siedziałam w domu
            z dziećmi, jak codzień gotowałam, karmiłam i bawiłam się z nimi (a raczej
            wymyslałam im zabawy, obserwując je i w międzyczasie z przyzwyczajenia zerkając
            w komputer) i kiedy wrócił mąż z ulga powiedziałam: to popatrz teraz trochę na
            dzieci ja się wreszcie położę na chwilę (cały dzień o tym marzyłam). na co on,
            że sprawdzi najpierw czy siedziałam dzisiaj w necie, jak na to miałam siłę to
            znaczy, że az tak obłożnie chora nie jestem i nie musi mi pomagać. no comment.
            • sir.vimes yyyyyyyyy 31.01.08, 15:28
              na co on,
              > że sprawdzi najpierw czy siedziałam dzisiaj w necie, jak na to miałam siłę to
              > znaczy, że az tak obłożnie chora nie jestem i nie musi mi pomagać. no comment.

              A ty musisz zasłużyć , by on zechciał WŁASNYMI dziecmi się zająć?
              Udowodnić, że powinien?

              • kali_pso Re: yyyyyyyyy 31.01.08, 17:19
                To ten pan od specyficznego pojmowania równouprawnienia, który
                wściekał się na żonę, że za mało bagażu bierze w ręcewinkP

                Setia- współczuję, szczerze....
        • mamagapka do qnegundy 31.01.08, 14:31
          co za bzdury, o matko!
          wyobraż sobie że w normalnym związku normą jest, że choroba jednego
          z partnerów jest sprawą drugiego... jak wychodzi się za mąż,
          małżonkowie przysięgają sobie że będą razem w zdrowiu i chorobie. a
          małżonek autorki wątku w zdrowiu, jak jest obsługiwany, to tak, ale
          jak sam, w chorobie , ma coś pomóc, to go nie ma... i to naprawdę
          jest smutne... jest to również sprawa pracodawcy męża, bo można
          dostać od lekarza zwolnienie na opiekę nad osobą chorą i nie musi to
          być dziecko.
          a to co u ciebie jest normalne nie musi być normalne dla reszty
          świata więc się nie wymądrzaj. 'ludzie pracujący zawodowo' dodam że
          z laptopem (sic!), nawet chorzy, niekoniecznie pracują lżej od
          chorej matki z chorymi dziećmi.
          nóz się w kieszeni otwiera jak się jakiś nawiedzony japiszon
          odezwie... (podkreślam, nawiedzony, bo nie mam nic przeciwko
          japiszonom!)
          • dlania Re: do qnegundy 31.01.08, 14:35
            Ja sie podepnę: Ciekawe Qunegunda, co Twoi współpracownicy na to, jak zagrypiona
            z kipą wisząca z nosa przychodzisz do pracy rozsiewać wirusy?
          • gryzelda71 Re: do qnegundy 31.01.08, 14:36
            Najcięzej jest matce z dzieckiem w domu.To wie kazda bedąca w takiej sytuacji.Bo w pracy to luzik,natomiast w domu...
          • sir.vimes Re: do qnegundy 31.01.08, 14:37
            A ja jestem dość nawiedzona i do tego z laptopemwink - i zdecydowanie wolę chora
            pracować zawodowo niż chora zajmować się dzieckiem, sprzątać i gotować.

            Chocby dlatego, że z laptomem na upartego można się nawet połozyć.
          • qunegunda Re: do qnegundy 31.01.08, 14:42
            Myślałaś o tym, aby uporządkować swoje emocje?
        • milka_milka Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 14:43
          Cóż grypa to poważna choroba, którą trzeba wyleczyć porządnie (chyba, że nie
          odróżniasz przeziębienia od grypy) A wiem, co mówię, bo przez taką postawę jak
          Twoje załatwiłam sobie serce. Zaraz po grypie i po 3 dniach antybiotyku,
          poczułam się lepiej i co? Jasne, jestem zdrowa!! Nie będę się "opieprzać", jak
          to ujęłaś. Skończyło się zapaleniem mięśnia sercowego.
          • elske Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 15:15
            Znajoma mojej mamy zostala wdowa,po tym jak jej maz dostal powiklan po
            niedoleczonej grypie.
            • milka_milka Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 15:26
              No, ale leżenie i leczenie grypy to przecież "opieprzanie" się...
        • wieczna-gosia Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 15:38
          brak cackania sie z soba w czasie grypy czasami owocuje zapaleniem miesnia
          sercowego np.
          Brak cackania sie z soba w czasie grubszego przeziebienia czasami owocuje
          zalapaniem czegos grubszego.

          ogolnie jak czlowiek czuje sie zle, to prawdopodobnie tak wlasnie jest- jest z
          nim zle.
        • zonka77 qunegunda 31.01.08, 15:42
          No cóż ja autorkę woątku rozumiem. Sama jak jestem porządnie chora to po prostu
          śpię cały dzień. I nie to że się cackam - zasypiam i koniec, co więcej jak nie
          prześpię ze 2 dni to potem choruję trzy tygodnie - jak prześpię to zdrowieję migiem.

          Uważam ze jest wielką wielką głupotą takie myślenie jak Twoje qunegunda. Zawsze
          mnie wkurzli ludzie przychodzący chorzy do biura, pracujący po domach do
          upadłego byleby nie odpocząć. To się mści moja droga na zdrowiu bardzo -
          niedoleczony grypy, osłabiony organizm.
          Praca pracą ale zdrowie jest najważniejsze i koniec. Nigdy nie miałam problemu
          powiedzieć - jestem chora i muszę mieć 2 dni odpoczynku.
          Nie mówię o jakimś przeziębieniu czy lekkiej niedyspozycji ale o porządnej
          infekcji - grypie - wtedy jedyne na co mnie stać to sen, siusiu, napić się i
          znowu sen.

          I wtedy mój mąż robi co może aby mi pomóc i w odwrotnej sutuacji ja również. On
          robi zakupy, dziecko zawozi i przywozi, robi obiad, przygotowuje co się da zanim
          pójdzie, jeśli dzieckoteż jest chore to różnie - jeśli dam rade to zostaje z
          dzieckiem sama ale wszystko mam przygotowane a jeśli nie daję to zdarza się że
          mąż weźmie dzień wolny (on pracuje wtedy i tak tyle ze domu a ja po prostu śpię
          jak nieżywa)

          Miałam kilka takich chorób w życiu że ledwo mogłam do łazienki dojść a co
          dopiero zajmować się np małym dzieckiem czy też odbierać starsze - skoro mowy
          nie było o wyjściu z domu bo nie miałam po prostu siły żeby się ubrać.
        • pade Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 16:28
          jak czytam coś takiego jak wypowiedź kunegundy (przepraszam za
          spolszczenie) to mi się nóż w kieszeni otwiera.
          to, ze chora pracujesz, że grypy nie przeleżysz nie świadczy o
          Tobie, ze jesteś superwoman, wrecz przeciwnie. Zdajesz sobie chyba
          sprawę z konsekwencji, więc świadomie narażasz się na utratę
          zdrowia. Znasz chyba z gazet przypadki śmierci po "przechodzonej"
          grypie? Ja znam nie tylko z gazet. To co robisz to glupota ale
          robisz to na wlasną odpowiedzialność, krytykując autorkę namawiasz
          ją do tej glupoty.
          Świat się nie zawali jak kogoś nie będzie w firmie dwa dni, nikt nie
          jest niezastąpiony...
      • berecik7 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 00:24
        Ojojoj, jaka bohaterka. A jakby dziewczyna dostała ostrych powikłań
        po grypie to byś napisała, że nieodpowiedzialna, bo zamiast poprosić
        męża, to sama polazła do szkoły.
        • blueluna Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 21:48
          > jakby dziewczyna dostała ostrych powikłań
          > po grypie to byś napisała, że nieodpowiedzialna, bo zamiast
          poprosić
          > męża, to sama polazła do szkoły.

          Dokladnie.
          Ja tez jestem z tych co zaniedbaly grype - niemal sie przez to do
          przeszczepu serca zakwalifikowalam.


          Strasznie mnie wkurzaja wypowiedzi roznych ludzi ze nie cackaja sie
          z soba i z grypa pracuja - bo nie dosyc ze narazaja siebie (co jest
          juz ich sprawa) - to jeszcze zagrazaja innym - zarazajac ich z pelna
          swiadomoscia i rozmyslem.
          Na dokladke ktos kto kaze komus innemu pracowac gdy ten ma grype
          (tudziez nie cackac sie ze soba) - jest albo sadysta albo tak
          naprawde grypy nigdy nie mial i nie wie o czy mmowi.

          Ja raz w zyciu grype zaniedbalam - placilam za to bardzo dlugo -
          kilka lat.
          Gdybym wtedy byla juz matka - na kilka lat przez ta jedna zaniedbana
          chorobe nie bylabym w stanie nawet za bardzo z dzieckiem pojsc na
          spacer bo nie dosyc ze ledwo lazilam to jeszcze w kazdej chwili
          moglam zemdlec.
          Brawo za "rozsadne" slowa osobie ktore nazywa cackaniem sie ze soba -
          odpoczynek w czasie choroby ktora zabija okolo 400 osob w Polsce
          rocznie, a paru tysiacom daje powazne powiklania.
      • asia_i_p Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 02.02.08, 21:58
        > Czy przypadkiem nie za bardzo się pieścisz?
        Kocham takie pytania. A ty sobie pewnie rany nożem rozgrzanym nad
        ogniem przypalasz jak Rambo.
        Ze dwa-trzy razy w życiu miałam prawdziwą grypę - i za każdym razem
        zebranie sił, zeby samej się rozebrac i wpakowac do łóżka to już był
        sukces, a w łóżku za pierwszym razem leżałam i jęczałam, sama o tym
        nie wiedząc (dopiero po chwili się kapnęłam, że jęczę). To nie ma
        porównania z przeziębieniem - te mam często, ale z nimi można robic
        wszystko. Raz to się zbiegło z chorobą męża i opieką nad
        niemowlakiem i ja miałam o te trochę siły więcej, żeby jeszcze
        przygotowac dziecko do spanie. Autentycznie z trudem się poruszałam.
        A przy prawdziwej grypie trzeba się pieścic, jak sobie człowiek nie
        chce wychodzic zapalenia płuc albo mięśnia sercowego.
    • kali_pso Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 31.01.08, 17:17
      kamyk-3 napisała:

      >
      chyba się obraził, tylko nie
      > wiem o co.


      No własniewink
      Pytanie byc może bez sensu- ale, czy mąz w ogóle zarejstrował fakt,
      że nie domagasz? Czy tez potraktował Twoją niedsypozycje w
      kategoriach utrudnienia mu błogiego życia, jak wtedy gdy w weekend
      nie może posiedzieć całego dnia przed komputerem tylko wymagasz od
      niego takich prac, jak sprzątanie? Jeżeli pomimo choroby czuwałas
      pół nocy przy dziecku to mógł spodziewać się, że az tak obłoznie
      chora nie jesteś i potraktował Twoje ranne zachowanie jako akt
      wymierzony w niego, jako osobnika pracującego poza domem, który
      przeceiż musi sie wyspać i wypoczętym, a nie zestresowanym porannym
      śniadaniem z dzieckiem, pójść do pracy.
      Powiedziałaś mu jasno i wyraźnie, że się źle czujesz?

      Porozmawiaj z nim o swoich odczuciach..niech on ma poczucie, ze Ty
      nie jesteś ze stali i złe samopoczucie może być również stanem
      dopadającym Ciebie.



      I co byście zrobiły w takiej sytuacji? Czy Wasi mężowie
      > zostaja w domu jak jestescie chore ( i macie małe dzieci)?


      Nie zostaje, ale podchodzi do mojej osoby z troską- robi sniadanie,
      podaje leki, mam wszystko koło łózka, zakupy zrobione, ja mam za
      zadanie wtedy zdrowieć, a nie wykonywać prace domowewink
      Ostatnio kiedy miałam anginę, temperaturę 39 stopni, skrócił wizytę
      u swojego ojca, aby być ze mną, bo nie byłam w stanie nawet
      podnieść się z łóżka. Doceniam to....tym bardziej,jak czytam takie
      historie..ech.
    • weronikarb Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 07:59
      Jezeli ja chora a maz zdrowy to ja leze i odpoczywam on zajmuje sie
      w dzien i w nocy dzieckiem, przeklada sluzby, gotuje, sprzata i
      zajmuje sie mna.
      Gdy on jest chory to wtedy ja sie tak zachowuje.

      I nawet do glowy by mi nie przyszlo ze ma byc inaczej.
      Jedno drugiemu pomaga aby jak najszybciej doszedl do siebie smile
      Czasami nawet jak za wczesnie chce wstac to ma opierdziel smile
      • dlania Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 08:04
        A ja sobie przy okazji tego wątku uswiadomiłam, że w sumie to ja nigdy nie byłam
        chora tak, żeby mąż sie musiał mna zajmować.... żadnej grypy, najwyżej
        przeziębienie. On też nie chorował.... Czyli próba generalna jeszcze przez namiwink
    • zapracowana6 Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 09:09
      Kamyk,to ,że mąż się nie interesuje, nie poczuwa do
      odpowiedzialności za zorganizowanie pomocy dla Ciebie i dzieci,
      kiedy jesteście chorzy jest przykre, ale zdarza się to nawet całkiem
      porządnym facetom. Jeżeli na codzień istnieje szczelny podział:mama
      bierze na siebie dzieci i dom, a tata zarabianie pieniędzy i
      jednocześnie Ty na codzień jesteś niezastąpiona, samodzielna, nie
      pokazujesz,że czasem niedomagasz, to być może facet zupełnie nie ma
      świadomości, że Ty możesz sobie z czymś nie radzić, że jest jakiś
      problem, którego rozwiązanie należy do niego.
      Nie każdy cechuje się empatią, są tacy, którzy muszą się tego
      nauczyć. Mów,co Cię boli, za każdym razem,kiedy się żle czujesz-
      proś męża o pomoc, pokreślając oczywście swoje zrozumienie dla jego
      cieżkiej pracy. Myślę,że po jakimś czasie mąż stanie się bardziej
      wrażliwy na rodzinne problemy.

      W każdym razie u mnie "idzie ku dobremu", choć początki były podobne.
      • pani_z_corka Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 20:43
        Kochana, jakbym o swoim domu czytala.

        od poniedzialku ja i corka (10 mcy) chorujemy. Goraczka, zapalenie
        gardla, zapchane nosy itp. Codzien rano, gdy nie mam sily zwlec sie
        z lozka prosze meza, zeby zostal w domu, albo chociaz wyszedl
        pozniej, bo nie dam rady pilnowac uczacego sie chodzic chorego
        dziecka. nic z tego.
        przez te wszystkie dni w lodowce byl tylko ser topiony i maslo.
        dzisiaj dolaczyla do nich zupa w worku, co to ja skrzynecka
        reklamowala. ja nie mam jak wyjsc z domu po zakupy.
        laskawca kupil mi tez chustki do nosa.
        W dodatku od prawie dwoch miesiacy jestem w obcym miescie, w ktorym
        nie znam nikogo. najblizsza rodzina zapracowana i 200 km stad.

        slowem nawet nie wspomne, jak sie zachowuje moj maz, gdy jest chory
        i jaka ma wtedy 24dobowa obsluge.

        wiec, podsumowujac - zycze zdrowia... wink
    • e_r_i_n Re: Choroba i "pomoc" partnera.... 01.02.08, 22:26
      Na szczescie nie zdarzylo mi sie byc chora podczas choroby dziecka.
      Sama tez rzadko choruje - ale jesli sie zdarzy, maz w miare
      mozliwosci zapewnia mi maksimum spokoju. Nie ma problemu z
      odebraniem mlodego z przedszkola i z zajeciem sie nim tak, zebym ja
      mogla sie wyspac/wygrzac w lozku.
      W Twoim przypadku jedna rada, napisana juz przez Morgen: rozmowa
      czyli. Generalnie uwazam, ze latwiej sie zyje, jak sie prosi o
      pomoc, a nie czeka, az sie ktos domysli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka