Witam, muszę się wygadać bo mam serdecznie dośc wszystkiego.
Sytuacja wyglada tak, dwoje dzieci, jedno 5 miesiecy, drugie 6 lat,
ja od wczoraj chora (jakas mega grypa), partner wkurzony od rana bo
musiał przyszykowac dziecko do szkoły i odprowadzić, ja niestety nie
dałam rady wstać. Maluch w nocy dostał gigantycznego kataru i
kaszlu, wiec pól nocy nieprzespanej (ja oczywiście, bo druga połowa
spi). Starsza rano zwymiotowała jogurt, który tatus dał dziecku na
śniadanie

ale poszła do szkoły. Oczywiście posprzatać ja musiałam
i teraz żeby było wesoło tatuś poszedł do pracy, nie odzywał się do
mnie, nie zapytał jak sobie poradze, naprawde ledwo żyję, czy mam
leki, jak z zakupami i odbiorem córki ze szkoły (musze wyjśc z
chorym maluchem, bo przeciez nie zostawię go samego a nie mam nikogo
do pomocy). Zostawił po sobie bajzel w kuchni, bo nawet szklanki po
sobie nie umył i bez słowa wyszedł, chyba się obraził, tylko nie
wiem o co. I co byście zrobiły w takiej sytuacji? Czy Wasi mężowie
zostaja w domu jak jestescie chore ( i macie małe dzieci)?
Pozdrawiam.