Dodaj do ulubionych

Dzieci sasiadki

18.03.08, 22:08
Mieszkam od niedawna zagranica, ucieszylam sie wiec na wiadomosc, ze
mam sasiadke Polke, i to z dwojka malych dzieci, bo sama mam
niemowle.
Przypadkiem w przejsciu rozmawialysmy. Niedawno przyszla do mnie
pozyczyc dwa jajka, jej dzieci wpadly do mieszkania, biegaly po
pokojach, mlodszy, ktoey niedawno nauczyl sie chodzic , zlapal za
telefon - a moja sasiadka nic nie mowi mu(telefon musial maz mu
zabrac sam), zaraz mlodszy biegnie do lazienki , ja slysze, ze cos
rzuca, wiec ide I odbieram mu plyn do kapieli – a jego matka siedzi
sobie nadal I tylko patrzy I mowi swoje mysli na temat jak sie jej
tu mieszka. Zamiast ich pilnowac, to ona nic nie mowi im, ze nie
wolno tego ruszac. Jedno wbieglo na nasze lozko, na posciel –
dopiero gdy zaczelo skakac, to je zdjela.

I jeszcze na koniec spytala: macie karaluchy? . ja ze nie, a ona na
to , ze na pewno bedziemy miec.
Spojrzala na nasza lampe stojaca na podlodze, na regaly niskie
polki z rzeczami I mowi: jak tylko wasze zacznie chodzic to nie
bedziecie mieli tak nisko polozonych rzeczy(to chyba z satysfakcja
mowila).
Podsumowujac: po ich wyjsciu zaczelam sprzatac caly ten balagan.
A juz sie cieszylam, ze bede miala kolezanke a dziecko kolegow.
Obserwuj wątek
    • redmiss Re: Dzieci sasiadki 18.03.08, 22:16
      > Podsumowujac: po ich wyjsciu zaczelam sprzatac caly ten balagan.


      jeszcze się nasprzątasz bałaganów i to nie takich... poczekaj z rok,
      dwa.... i nie myśl, że Twoje dziecko będzie inne, bo nie będzie tongue_out
      • zona_mi Re: Dzieci sasiadki 18.03.08, 22:33
        Ale to trochę co innego, kiedy masz na codzień dzieci na takim
        etapie, że musisz zabezpieczać i je, i mieszkanie, aby co złego się
        nie stało, a inna rzecz, kiedy znienacka wpada ktoś z dwójką
        rozkosznych krasnali, które szaleją, bo inaczej nie mogą - albo się
        uprzedza, że bedzie z dziećmi, albo trzyma je za ręce i szybko
        wychodzi.

        Odwiedziła mnie kiedyś koleżanka z dzieckiem, które zdemolowało mi
        pół chaty, poniszczyło zabawki córki i w ogóle miałam ochotę je
        ugryźć (no, bardziej mamusię, która oczywiście tyłka nie ruszyła,
        uznając, że nie ma potrzeby, zaś ja w wysokiej ciąży biegałam za jej
        skarbem), a kilka godzin wcześniej zawiadomiła mnie, że będzie sama -
        tak się po prostu nie robi. Mogłam przygotować mieszkanie, wówczas
        nie byłoby problemu.
        Dlatego rozumiem autorke wątku.
      • dorala Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 13:51
        A moje było inne. Nigdy przez cały okres swojego dzieciństwa syn nie
        zniszczył żadnej rzeczy. Zawsze był ostrożny co nie oznacza, że
        fajtłapowaty. Nigdy nie wybiegł mi na przykład na ulicę. Jak
        przejeżdżał samochód to sam się odsuwał głębiej na chodnik. Babcia
        nie mogła wyjść z podziwu jak po przyjeździe do niej (miał jakieś 2-
        2,5 roku), wszystkie wazony czy inne kruche przedmioty stojące na
        regale przesunął w głąb półek mówiąc, że trzeba uważać, bo mogą się
        stłuc. Można z nim było iść z wizytą do rodziny czy do obcych.
        Zawsze był bardzo grzeczny. Może taki ma charakter, ale uważam, że
        jest to też kwestia wychowania, bo od początku stawialiśmy mu bardzo
        wyraźne granice, mówiliśmy co można a czego nie.
        • rotera Re: a moj był inny... 19.03.08, 15:26
          niestety to kwestia charakteru a nie Waszego wychowania
          mówie tak z perspektywy 2 chłopaków,
          starszy tak jak Twój, nic nigdy nie zniszczył, odsuwał, nie wybiegał

          młodszy to diabeł wcielony, mimo, że zasady te same, też od
          początku, i tłumaczy mu dwoje dorosłych i 4 letni brat. i nic, jak
          grochem o ściane, wszędzie wlezie, wszystko wywali, mówi 'nunu' po
          czym własnie to co pokazywał wywali, a zaznaczam że starszy brat nie
          daje mu 'złego' przykładu, wręcz przeciwnie

          do autorki
          Twoje będzie takie samo podjerzewam, w mniejszym bądz większym
          stopniu, co do mebli to może to nie była złośliwość tylko jak w moim
          przypadku tensknota za normalnym rozsastwaieniem rzeczy
          sąsiadki nic nie usprawiedliwia, ale zakładam,że gdybym sama
          polatała za taką dwójeczką to też czasami chciałabyś na dupsku
          klapnąć przez chwile i byłoby Ci wtedy wszystko jedno
          dodatkowo obcy kraj, może to 'latani' plus wyobcowanie i tak się
          kobiecie złożyło...
          a może faktycznie nie przypadek i jest burakiem, nie osądzaj jednak
          po jednej wizycie
          • madami Re: a moj był inny... 19.03.08, 16:00
            > niestety to kwestia charakteru a nie Waszego wychowania
            > mówie tak z perspektywy 2 chłopaków,
            > starszy tak jak Twój, nic nigdy nie zniszczył, odsuwał, nie wybiegał
            >
            > młodszy to diabeł wcielony, mimo, że zasady te same, też od
            > początku, i tłumaczy mu dwoje dorosłych i 4 letni brat. i nic, jak
            > grochem o ściane, wszędzie wlezie, wszystko wywali, mówi 'nunu' po
            > czym własnie to co pokazywał wywali, a zaznaczam że starszy brat nie
            > daje mu 'złego' przykładu, wręcz przeciwnie

            Sposób wychowania powinno się dostosować do dziecka, jego charakteru i temperamentu. Piszesz, że dwóch synków wychowywałas tak samo, może ten drugi, gdyby inaczej do niego podejść zachowywałby się inaczej. Czasami samo tłumaczenie nie wystarczy, czasem trzebva spróbowac innych metod.
            • rotera Re: madami 20.03.08, 08:48
              > Sposób wychowania powinno się dostosować do dziecka, jego
              charakteru i temperamentu. Piszesz, że dwóch synków wychowywałas tak
              samo, może ten drugi, gdyby inaczej do niego podejść zachowywałby
              się inaczej. Czasami samo tłumaczenie nie wy starczy, czasem trzeba
              spróbowac innych metod.>

              Młodsze dziecko ma 1,6.
              MA tłumaczone, powtarzane w nieskończoność, pokazywane, że gorące
              (ręka przytrzymana na w miare ciepłym czajniku), że kuje, że bach,
              ze ziemi z kwiatków się nie je...(tulipany na blacie w kuchni)
              wychowanie jest o tyle inne, że pokazują i tłumaczą i przypominają i
              rodzice i starszy 4 letni brat.
              i o tyle inne, że wszelkie zabezpieczenia są, a nie są dodawane w
              miare pomysłowości dziecka
              młodszy jest jak każdy młodszy o tyle szybszy, że widzi np, że jak
              brat coś chce sięgnąć to przystawia sobie stołek, więc on też to
              robi, starszy nie miał 'przykładu' i na te wszystkie rzeczy wpadał
              później. Dla młodszego to nie problem przystawić sobie stołeczek z
              którego wejdzie na krzesło barowe a z niego na blat w kuchni.
              Widzi, sprawny jest, chodzi o 8mż.

              <Czasami samo tłumaczenie nie wystarczy, czasem trzebva spróbowac
              innych metod.>
              ??????
              jakich? bardzo ładne okrągłe zdanie....
              jakich, konkretne przykłady prosze.
              a i jeśli masz na myśli lanie, klapowanie to daruj sobie

              <Piszesz, że dwóch synków wychowywałas tak samo>
              Nie wychowałam, wychowuje, jeden ma 1,6, drugi 4 lata.
              nie mam w domu 18latkow, choc i tu nie koniec


              pozdrawiam


              • mama_kotula Rotera 20.03.08, 09:16
                Bo wszystko jest na zasadzie, zawsze powtarzam - jak Szymon był mały, to byłam przekonana, że wszystko jest kwestią wychowania. A potem urodziła się Ania.

                Każde dziecko jest inne, każde ma inny charakter i temperament.
                Jednemu wystarczy konsekwentnie tłumaczyć przez tydzień, aby nie skakało po łóżku w sypialni, drugiego będzie trzeba z tej sypialni wyprowadzać jeszcze przez dwa miesiące, przy akompaniamencie dzikiego ryku.
                Prosty przykład - mój starszy urządził w życiu może 2 pokazówki histerii z rzucaniem się na ziemię. Po czym zaprzestał, widząc, że na mnie to nie robi wrażenia. Młodsza "sprawdzała" mnie przez kilka miesięcy, czy któregoś razu przypadkiem nie złamię się i nie wyłączę opcji "uparte ignorowanie" - było widać, że obserwuje i czeka na reakcję.

                Oczywiście, metodę trzeba dopasować do dziecka. Natomiast gdzie leży sedno - otóż chodzi o to, że na efekty w jednym przypadku, niezależnie od stosowanej metody, trzeba czekać krócej, a w innym dłużej. A czasem w ogóle się nie doczeka efektów, więc się odpuszcza.
                • rotera Re: mama_kotula 20.03.08, 19:37
                  dzięki,
                  właściwie nie ma tego jak do końca wytłumaczyć, moi chłopcy to zimne
                  i gorące.
                  Obiektywnie patrząc starszy ma fantastyczny charakter do
                  wychowywania, młodszy brrr.
                  Z drugiej jednak strony tak sobie myśle, że kiedyś to ja będe drżała
                  i martwiła się o starszego, bo ma potwornie uległy, poczciwy
                  charakter, a młodszy rozpycha się w życiu od początku jak może.

                  z rzucaniem się dałaś fantastyczny przykład, starszy nigdy się nie
                  rzucił, raz usiadł na chodniku, młodszy rzuca się już 4 miesiąc i
                  końca nie widać...
    • krwawakornelia to nie satysfakcja tylko realizm 18.03.08, 22:48
      a sama odpowiadasz za twoje mieszkanie i ustalasz granice na co komu
      pozwalasz.
      • ju8 Re: to nie satysfakcja tylko realizm 18.03.08, 23:01
        No bez przesady, granice można ustalać ale i matka MUSI ustalić granice swoim
        dzieciom. Jeżeli ja idę do kogoś ze swoim dzieckiem to pilnuję co robi. I n ikt
        mi nie wmówi, że normalne jest, iż dziecko biega po cudzym mieszkaniu i wszędzie
        zagląda.
        • krwawakornelia jak ja do siebie kogos zapraszam 19.03.08, 12:41
          to dbam o to, zeby sie dobrze czul.
          jezeli ma dzieci, to zeby dzieci sie dobrze czuly.
          przedmioty ktorymi nie powinny sie bawic sa zabezpieczone.
          ewentualnie przosze rodzicow zeby ich dzieci nie robily tego, czy
          tamtego.

          Lub ostrzegam ze cos moze byc niebezpieczne (np. w kuchni jest
          wlaczony piekarnik)
          • maxxt Re: jak ja do siebie kogos zapraszam 19.03.08, 13:35
            a co ma dobre samopoczucie i bezpieczenstwo dzieci do demolki w cudzym mieszkaniu??
            sasiadka pozbawiona elementów podstawowej kultury osobistej. powinna co najmniej
            przeprosic za zachowanie dzieciaków. nie wyobrazam sobie zeby idac do kogos z
            wlasnym dzieckiem pozwalac temu na robienie co chce w cudzym domu. buractwo do
            potegi. za wszelka cenie nie podtrzymywalabym znajomosci i unikała pani jak ognia.
            p.s. bez ogrodek zwróciłabym uwage mamie zeby trzymala dzieci przy sobie. nawet
            bez specjalnego tłumaczenia sie dlaczego.
            • maxxt p.s. 19.03.08, 13:37
              to nie była proszona wizyta. pani wpadła niespodziewanie pozyczyc jajka. fakt-
              gdy wiem ze przyjda znajomi z malymi dziecmi staram sie usunac z ich pola
              razenia to co uwazam za konieczne. NIC jednak nie usprawiedliwia braku reakcji
              mamusi na np. skoki po cudzym łózku. i to zupełnie obcej kobiety.
              • krwawakornelia buractwo do potegi 19.03.08, 16:04
                • maxxt dokładnie nt. 19.03.08, 16:37
                  • krwawakornelia zwlaszcza zagranica 19.03.08, 16:58
                    powinnismy byc przygotowani na pewne roznice kulturowe.
                    I rozne sa granice tolerancji.
                    Sa rodziny u ktorych dzieci sa traktowane na zupelnie innych prawach
                    niz dorosli.
                    Sa domy (np. arabskie czy azjatyckie) w ktorych powszechne jest
                    zdejmowanie butow.
                    Sa domy w ktorych takie cos jest absolutnie niedopuszczalne
                    (zwlaszcza te gleboko tradycyjne).
                    Sa domy w ktorych dzieci moga robic wszystko w granicach i
                    bezpieczenstwa np. skakac po lozku, a dorosli nie.
                    Jest roznie.
                    Ja osoboscie nie wyobrazam sobie, zeby moja znajoma latala po moim
                    mieszkaniu i pacyfikowala dzieci.
                    Za to skakanie po lozku uwazam za normalne i Ok.

                    Sa domy w ktorych male dzieci sadzane sa przy osobnym stole, sa
                    takie w ktorych dzieci moga babrac rodzicom w talerzach.

                    I zwlaszcza jezeli krotko mieszkamy za granica to my jestesmy
                    odpowiedzialni za wyznaczanie pewnych granic.
                    W naszych domach, i nie bardzo mamy prawo egzekwowac jakies
                    "uniwersalne" zasady. Bo one po pierwsze nie istnieja, po drugie nie
                    ma uniwersalnych zasad dotyczacych dzieci.
                    • maxxt oczywiście! tam jest dno buraczane totalne!!! 19.03.08, 17:00
                    • maxxt zamknąc "zagranice"!!! nt. 19.03.08, 17:00
                    • maxxt a co do granic, zasad i znajomosci... 19.03.08, 17:05
                      "Ja osoboscie nie wyobrazam sobie, zeby moja znajoma latala po moim
                      > mieszkaniu i pacyfikowala dzieci.
                      > Za to skakanie po lozku uwazam za normalne i Ok."
                      ja osobiscie sobie wyobrazam (alez ta moja imaginacja bujna....!tongue_out)
                      a skakanie po cudzym łóżku uważam za.....- ujmijmy delikatnie- niestosowne.
                      z tych tez powodów miła krwawakornelio znajomymi nigdy nie zostaniemy. mysle ze
                      bez zalu z zadnej stronysmilesmilesmilesmile
                      • krwawakornelia widze ze zalapalas 19.03.08, 17:18
                        i dlatego wlasnie za zasady w twoim domu odpowiedzialna jestes tylko
                        ty i ty powinnas ich egzekwowac i o nich informowac bo nie jest to
                        oczywiste.

                        po drugie mozna zobaczyc jeszccze wszystko od strony sasiadki, dla
                        ktorej wystarczajaco wstydliwy jest fakt ze pozyczala jajka i
                        wprosila sie do obcego domu i pewnie z tego punktu widzenia
                        buszowanie jeszcze za ekspansywnymi dzieciakami byloby tym bardziej
                        nietaktem.
                        Nie mowiac juz o publicznym pacyfikowaniu dzieci , co miala prawo
                        uznac za bardzo antypedagogiczne i ponizajace.
                        • maxxt nie kotku- to ty nie załapałaś:P 19.03.08, 17:31
                          wedle ciebie zasady nie istnieja. wedle mnie -jak najbardziej.
                          kazdy normalny człowiek wie ze idac do kogos nawet z wizyta kilkuminutowa, po
                          przysłowiowe jajka, nie robi sie pewnych rzeczy,np.
                          - skakanie po cudzym łóżku
                          - myszkowanie po cudzych szafkach
                          - robienie kupy na środku czyjegos dywanu itp

                          jesli zas sasiadka wstydzi sie pozyczac jajka, nie potrafi wychowac i opanowac
                          (chocby na kilka chwil) swych pociech to ni e chodzi po prostu po ludziach z
                          wizytami.

                          • krwawakornelia no i napewno nie biega sie i nie buszuje 19.03.08, 23:01
                            po cudzym mieszkaniu.

                            ale w przeciwienstwie do doroslych, dzieci moga to robic.

                            Zasadyobwiazujace w Twoim domu ustalasz i komunikujesz Ty.
                            Skarbie.
                            Nie zwalaj odpowiedzialnoscu na innych.

                            • maxxt dalej nie łapiesz:)beznadziejny przypadek.... 20.03.08, 06:36
                              istnieja elementarne zasady dobrego wychowania których NIGDZIE człowiek choc
                              minimalnie kulturalny nie łamie.
                              p.s. człowiek kulturalny - m.in. odpowiedzialny za zachowanie SWEGO potomstwa.
                              PROSTEsmile
                              • krwawakornelia sloma u butow wystaje 20.03.08, 21:52
                                napewno do takich nalezy niebuszowanie po cudzych mieszkaniach.

                                I przejmowanie odpowiedzialnosc za zasady ustalane we wlasnym domu.
                                P.S.
                                Za granica, gdzie mieszkaja ludzie z wielu roznyc stron swiata. NIE MA
                                UNIWERSALNYCH ZASAD.

                                • maxxt tobie...???:Pargumentów brak ipojawia sie słoma... 21.03.08, 06:51
                                  sa UNIWERSALNE ZASADY. elementarne podstawy dobrego wychowania.
                                  OBOWIAZUJACE WSZEDZIE. zna je nawet ten co mu słoma wystajesmile co wystaje i skad
                                  temu kto ich nie zna.....smilesmilesmile????? ciekawostka.....smilesmile
    • ankiol Re: Dzieci sasiadki 18.03.08, 22:56
      Czuje sie odpowiedzialna za to co robią moje dzieci dlatego je pilnuje i nie
      pozwalam na samowolkę w cudzym mieszkaniu, ale nie wszyscy, jak widać, mają
      takie podejście do sprawy. Nie tyczy sie to tylko odwiedzin w czyimś mieszkaniu
      ale również miejsc publicznych typu np. sklep.
      Popieram więc autorkę tylko szkoda że nie zwróciłaś jej uwagi.

      W jednym sąsiadka miała racje:
      > Spojrzala na nasza lampe stojaca na podlodze, na regaly niskie
      > polki z rzeczami I mowi: jak tylko wasze zacznie chodzic to nie
      > bedziecie mieli tak nisko polozonych rzeczy
    • aniaewa81 Re: Dzieci sasiadki 18.03.08, 23:12
      Mialam taka sama sytuacje,radze sie nie przejmowac,to tylko
      dzieci.Mnie tez to na poczatku wkurzalo,ale z drugiej strony szkoda
      stracic nowa kolerzanke,tak ze radze troche cierpliwosci a bedzie ok.
      • draugdur Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 07:23
        Nie przejmowac?? a moge wapsc do ciebie z wizyta razem z 3letnim synem mojej
        kolezanki??moge?moge? i nie bede mu zwracac uwagi,bo po co tracic nowa
        kolezanke,to my sobie pogadamy a on sobie zrobi rekonesans-polowe roboty za
        ekipe remontowa zrobi-slowo daje. Kolezanka ma gole sciany i wyglada jakby na
        serio miala remont bo mlody jest wszedzie, a ona go nie pilnuje nawet jak jest u
        kogos.
        To jak?W imie nowej znajomosci-mozemy przyjechac?
    • hellious Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 09:23
      Mam taki przypadek w rodzinie smile Moja bratowa idac do kogos z 2,5 letnim rozrabiaką tez nie pilnuje go wcale. Kiedys przyszli w odwiedziny i kiedy zwrocilam jej uwage, zeby pilnowala szkraba bo nie mam ochoty za nim chodzic i wszystko mu z rak wyciagac, obrazila sie zwyczajnie, bo cyt. "jestem niegoscinna i nie pozwalam sie dziecku bawic"... Jak dla mnie, to niech sie bawi, zabawek u nas kupe. Ale moja bielizna, czy noze w kuchennej szufladzie to chyba nie jest odpowiednia zabawka dla dziecka...
    • dorotamakota1 Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 09:38
      U mnie też nie raz goszczą osoby które nie kontrolują swoich dzieci. Tylko ja
      nie biadolę na nich - w końcu to ja gości zapraszam. Po prostu staram się
      wszystkie dzieci zająć czymś fajnym. Nieraz jest to bajka czasem gra lub
      odjazdowa zabawka. Nie wymagam od dzieci aby siedziały grzecznie a rączkami na
      kolanach i słuchały o czym dorośli rozmawiają. Jest to w przypadku niektórych
      dzieci niemożliwe.
      • draugdur Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 10:57
        No psz wiadomo ze dzieciak ni usiedzi przy stole pol godziny gapiac sie w sufit
        i czekajac az mamusia skonczy plotkowac. Chodzi o to ze jak idziesz z dzieckiem
        do CZYJEGOS domu to:
        a)bierzesz jakas zabawke dla niego co by chaty nie rozniosl
        b)umawiasz sie ze gospodarz podzieli sie zabawkami na czas wizyty
        c)w przypadku krotkich wizyt-pilnujesz gnojka bo za szkody ktore on zrobi TY
        ponosisz odpowiedzialnosc i ww mozesz odpowiadac przed sadem
        ze o kwestii dobrego wychowania nie wspomnetongue_out
    • soemi Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 10:03
      Najwyraźniej mama nie umiała postawić dzieciom granicy. Tez nie jestem za tym by
      dzieci siedziały na krzesełku w gościach i patrzyły się w sufit, ale
      "spuszczonych ze smyczy u kogoś w domu-bo to nie mnie zniszczą" nie akceptuję.
      Delikatnie zwróciłabym tej mamie uwagę, w końcu kobieta nie jest u siebie a
      przyszła do czyjegoś mieszkania i guzik jej do tego jak kto ma je urządzone,
      ona ma obowiązek upilnować swoje dzieci, czego nie zrobiła.
    • olla-83 Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 11:06
      a ja doskonale rozumiem autorke watku
      moja siostra tak ma, w domu na wszystko pozwala dzieciom a potem
      placze ze ma balagan albo cos zniszczone
      i tak samo jest u kogos, pierwsza sie rozsiada i liczy ze to
      gospodarze beda sie zajmowac jej dziecmi-a nie kazdemu sie chce...
      tez mi mowi ze jak moj maly podrosnie to tez bede miala balagan...o
      na pewno nie, uwazam ze jak sie dziecko wychowuje to mozna nauczyc
      ze tego nie wolno itp.
      nie mowie ze jest to proste i na pewno wymaga czasu ale jak sie
      dziecka nie pilnuje i nie mowi co wolno a czego nie to na pewno sie
      nie nauczy
      i znam dzieci ktore potrafia sie swietnie zachowac "w gosciach"
      tylko ze ci rodzice od poczatku pilnowali swoich dzieci i nie
      pozwalali na taka samowolke
    • malgra Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 12:17
      ustal granice.To Twój dom i Ty decydujesz gdzie i czym dzieci mogą się bawić. A
      jeśli sąsiadka się obrazi-trudno, zaoszczędzisz sobie przynajmniej nerwów.
      U mnie jest tak:zabawy tylko w pokoju dziecięcym lub ogrodzie.Pozostałe
      pomieszczenia są dla dzieci niedostępne.I wcale nie muszę ich zamykać,po prostu
      zwracam dzieciakom uwagę i to wystarczy.
    • kotbehemot6 Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 12:19
      To prawda,ze małe dzieci sa ruchliwe i poznaja świat hmm organoleptycznie ale
      hola hola, po to sa rodzice żeby dopilnowac dziecko i to nie tylko u siebie w
      domu ale,u obcych, a może zwłaszcza u obcych. Można dziecko nauczyć,zeby
      popropsiło czy moze zobaczyc tą czy inną rzecz, i że ktos dorosły mu poda i
      odkłada się na miejsce. Nie wyobrażam sobie żeby moje dziecko wparowało komuś do
      sypialni i skakało po łózku-wogóle,ze samo weszło do zamkniętego pomieszczenia
    • lila1974 Re: Dzieci sasiadki 19.03.08, 14:50

      • zona_mi Lila 20.03.08, 09:34
        Nie zgadzam się z Twoją wypowiedzią.
        wink
        • mama_kotula Re: Lila 20.03.08, 09:43
          zona_mi napisała:

          > Nie zgadzam się z Twoją wypowiedzią.
          > wink

          Zona, ale Lila chyba tylko nabierała tchu przed wygłoszeniem mowy...
          W każdym razie - ja sie nie zgadzam z nabieraniem tchu.
          • zona_mi Re: Lila 20.03.08, 09:52
            > Zona, ale Lila chyba tylko nabierała tchu przed wygłoszeniem
            mowy...

            Albo ziewała i zasnęła zanim zdążyła się wypowiedzieć.
            Z ziewaniem też się nie zgadzam, bo to może być ukryta aluzja do
            tego, że rozmówca przynudza...
    • mma_ramotswe a tam... 20.03.08, 09:21
      zmienisz zdanie, jak Twoje dzieci będą w wieku jej dzieci
      • mama_kotula Re: a tam... 20.03.08, 09:26
        mma_ramotswe napisała:

        > zmienisz zdanie, jak Twoje dzieci będą w wieku jej dzieci

        Chwila, chwila.
        Że tak to ujmę - pieprzenie kotka za pomocą... i tak dalej.
        Mam dzieci w wieku przedszkolnym, a mimo to nie życzę sobie, aby dzieci sąsiadki, która wpadła pożyczyć jajka, demolowały mi mieszkanie i skakały po moim łóżku. I swoim dzieciom też na to w obcym mieszkaniu nie pozwolę, chyba, że gospodarz wyraźnie da im na to swoje przyzwolenie (jasno i konkretnie, werbalnie - czyli "możecie poskakać po moim łóżku"). Aha - brak zakazu (milczenie ze strony gospodarza) NIE jest dla mnie przyzwoleniem. Po prostu są pewne zasady, których się przestrzega. A tłumaczenie demolki w domu okrągłym hasełkiem pt. "przecież to tylko dzieci" przyprawia mnie o odruch wymiotny.
        • mma_ramotswe Re: a tam... 20.03.08, 09:38
          po prostu uważam, że autorka wątku przesadza i celowo podkoloryzowała
          • mama_kotula Re: a tam... 20.03.08, 09:46
            mma_ramotswe napisała:

            > po prostu uważam, że autorka wątku przesadza i celowo podkoloryzowała

            Czy ja wiem?
            Mam paru takich - pożal się boże - znajomych, którzy to, że ich dzieci zachowują się jak pijane orangutany tłumaczą z rozbrajającym uśmiechem "przecież to tylko małe dzieci..." (np. w przypadku, kiedy te dzieci szarpią za kable od komputera, skaczą w butach po pościeli czy z dzikim rechotem rozmarowują zawartość czekotubki po ścianie). Jeśli sąsiadka autorki wątku jest z tej kategorii, to ja wierzę w każde słowo autorki big_grinDDDD
            • sylwiawkk Re: a tam... 20.03.08, 11:35
              ja też mam taka sąsiadke[na szczęście już nie przychodzi]
              ale jak przychodzila to jej dwulatka robila co chce
              a najgorsze było to że wtedy mialam niemowlaka w foteliku a ona mi
              ją wyciągala na okragło a jak jej sie zabraniało to histeryzowala że
              to jej lala i potrafiła mi ja z rąk wyrywać
              kiedyś mała spala na górze w łózeczku a my byłysmy na dworze i co
              w jednej chwili jej córcia powędrowała i mi ją zaczęła wyciągać z
              łózeczka i przy okazji ją obudziła
              druga koleżanka za to przegieła na maksa
              kiedyś przyszla do mnie na kawe z dziecmi 6-letnia i dwulatek
              wchodzą [zima chlapa] i od razu pakują sie na mój dywan [jasny z
              długim włosem] a ona do swojej córki; za.. ci ,co ty ku.. robisz
              nie umiesz butów zdejmować kto cie wychował
              odechciało mi sie tej wizyty i żal mi jej dzieci bo ona w domu na
              okrągło rzuca takim mięsem do nich

              ja to mam fajne dzieci jak do kogoś wchodza to dostaja zabawki i nie
              biorą innych rzeczy
              nawet młodsza która ma niecały rok
      • tosina Re: a tam... 21.03.08, 07:20
        No nie wiem czy niestety czy na szcescie nie mam takich
        znajomych .Jednak podobnie jak Ty sadze ze autorka troche
        przekoloryzowala swoj post .Ok jesli dzieci byly niegrzeczne i
        skakaly to trzeba bylo stanowczo to ukrucic. Nie bo nie i
        juz .Jednak jak przeczytalam ze zlosliwie stwierdzila cos tam to
        utwierdzilam sie w tym ze autorka przesadza. No bo niby znaja sie
        krotko a ona , slabo a ona juz wie ze to co mowi jest zlosliwe?
        Uprzedzenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka