portala1
18.03.08, 22:08
Mieszkam od niedawna zagranica, ucieszylam sie wiec na wiadomosc, ze
mam sasiadke Polke, i to z dwojka malych dzieci, bo sama mam
niemowle.
Przypadkiem w przejsciu rozmawialysmy. Niedawno przyszla do mnie
pozyczyc dwa jajka, jej dzieci wpadly do mieszkania, biegaly po
pokojach, mlodszy, ktoey niedawno nauczyl sie chodzic , zlapal za
telefon - a moja sasiadka nic nie mowi mu(telefon musial maz mu
zabrac sam), zaraz mlodszy biegnie do lazienki , ja slysze, ze cos
rzuca, wiec ide I odbieram mu plyn do kapieli – a jego matka siedzi
sobie nadal I tylko patrzy I mowi swoje mysli na temat jak sie jej
tu mieszka. Zamiast ich pilnowac, to ona nic nie mowi im, ze nie
wolno tego ruszac. Jedno wbieglo na nasze lozko, na posciel –
dopiero gdy zaczelo skakac, to je zdjela.
I jeszcze na koniec spytala: macie karaluchy? . ja ze nie, a ona na
to , ze na pewno bedziemy miec.
Spojrzala na nasza lampe stojaca na podlodze, na regaly niskie
polki z rzeczami I mowi: jak tylko wasze zacznie chodzic to nie
bedziecie mieli tak nisko polozonych rzeczy(to chyba z satysfakcja
mowila).
Podsumowujac: po ich wyjsciu zaczelam sprzatac caly ten balagan.
A juz sie cieszylam, ze bede miala kolezanke a dziecko kolegow.