Przykro mi, że mimo iż zarabiamy oboje z mężem, to nasze pensje plus dwójka
dzieci z ledwością wystarczają na opłaty i jedzenie. Nie ma mowy o
przyjemnościach typu kino, płyty cd czy zakup książek. Oczywisty dla mnie jest
wybór między kupnem soków dla dzieci a np. płytą, więc kupuję soki i ślinię
się na widok nowości w księgarniach. Oszczędzam na czym mogę, kupuję najtańsze
pieluchy w Biedronce, nigdzie z mężem nie wychodzimy, więc nie wydajemy kasy
na koncerty czy imprezy, ubieram całą rodzinę w lumpeksie, a i tak nie
jesteśmy w stanie nic zaoszczędzić i nie zawsze starcza do pierwszego. Jedyny
luksus to kurs tańca , na który chodzi starszy syn, co też sporo kosztuje, ale
z tego nie zrezygnuję.
Nie chcę wyjeżdżać do Anglii za pracą, mam tu pracę, którą lubię, nie po to
kończyłam 2 kierunki studiów, żeby tam całe życie sprzątać czy zmywać w pubie,
ale jak żyć w kraju, w którym pensje w budżetówce są po prostu żałosne, to
upokarzające! Cóż, powinnam się chyba cieszyć, że mam dodatek za wysługę lat,
bom już nie taka młoda