Dodaj do ulubionych

Tak źle jeszcze nie było

14.04.08, 10:26
Muszę się wyżalić. Jestem w pracy, ale nie bardzo mogę się skupić,
bo cały czas myślę o sytuacji w domu. Tej nocy, po raz pierwszy od
ślubu, a za kilka miesięcy stuknie nam 5 lat, mąż spał osobno, na
sofie, a nie ze mną w sypialni. Po prostu wziął poduszkę i bez słowa
wyszedł do salonu. Dobija mnie to wszystko. Najgorsze jest to, że
przyczyną każdej sprzeczki między nami jest… nasz dwuletni synek. To
okropne, co piszę, ale jak go nie było to właściwie nie kłóciliśmy
się z mężem. Było bardzo spokojnie, po prostu super. A teraz szkoda
gadać. Synek jest kochany, ale jest teraz w takim wieku, że zaczyna
mieć własne zdanie, buntuje się jak od razu nie dostanie tego czego
chce, same wiecie jak to jest mieć dwulatka. Wymaga dużo łagodności,
opanowania, tłumaczenia co wolno, a czego nie, ale przede wszystkim
mnóstwo cierpliwości. Niestety widzę, że mąż ma jej coraz mniej.
Stał się dziwnie nerwowy – denerwuje się jak mały np. niechcący
strącił łokciem kubek z herbatą, jak nie chce jeść kaszki, którą
zrobił, coś ubrudził itp. Dla mnie to normalne, po prostu wytrę stół
po przewróconej herbacie, przebiorę czyste ubranka i tyle. Nie
denerwuję się tak strasznie. Męża wszystko wyprowadza z równowagi. A
już apogeum to zasypianie: oczywiście mały nie chce sam zasypiać
tylko chce żebym przy nim siedziała. Ja czasami trochę siedzę,
trochę wychodzę, potem znowu zaglądam. Różnie. Mąż natomiast
zabrania mi siedzenia przy łóżeczku, każe mi wyjść, ale jak on
zostaje z małym to ten płacze i krzyczy w niebogłosy „mama, mama”.
No po prostu nie mam sumienia tego wysłuchiwać. Jak byłam teraz dwa
dni w delegacji i byli sami z mężem, mały zasypiał sam, ale jak ja
wróciłam, to nie chce. I o to wczoraj się pokłóciliśmy – bo mąż
chciał mi pokazać jak to mały sam zasypia (tak jak wtedy gdy mnie
nie było), a on nie chciał, bo chciał mamę. Mąż kazał mi wyjść, sam
z nim został, ale synek cały czas płakał, chyba przez 20 minut. No
sorry, ale chyba żadna matka nie mogłaby tego słuchać. Więc poszłam
tam i poprosiłam męża żeby wyszedł, a ja uśpię małego, bo widzę, że
jego metoda nie jest skuteczna jak ja jestem w domu. Powiedział, że
nie wyjdzie. Prosiłam, a on, że „nie”. Nastąpiła krótka, ostra
wymiana zdań, mały płakał, ja też się już rozryczałam i już cała w
nerwach wyszłam i trzasnęłam drzwiami i powiedziałam, że się do
niego nie odzywam. Znowu tam siedział, coś mu tłumaczył, próbował
usypiać, ale bez skutku. Po jakimś czasie znowu weszłam, a mąż bez
słowa wyszedł. Jak synek mnie zobaczył, od razu się uspokoił i
szybko zasnął. Tyle tylko, że byłam przy jego łóżeczku. Potem jak
wyszłam, to kolejność już znacie – mąż wziął poduszkę i wyniósł się
na noc do salonu.
Wiecie co jest najgorsze? Że jak synka nie ma, jest na przykład u
babci, albo śpi ze dwie godziny to jest tak spokojnie. Pijemy sobie
kawkę, słuchamy muzyki itp. A jak mały wstanie to już zaczyna się
ten „kierat”, bo trzeba wysadzić na nocnik, przebrać, nakarmić, cały
czas coś robić koło niego. Dla mnie nie jest to jakimś ogromnym
wysiłkiem, ale widzę, że mężowi bardzo brakuje takich chwil relaksu,
odpoczynku, bez stresu. Zwłaszcza w weekend chciałby odpocząć po
całym tygodniu pracy, ale po prostu chwile weekendowego spania do 11
i leniuchowania się skończyły. Przy takim małym dziecku chwil
odpoczynku jest na prawdę niewiele. Myślę, że ta jego nerwowość
bierze się właśnie stąd, ale cóż, taki etap życia teraz mamy, przy
małym dziecku nie ma już tyle czasu dla siebie i tyle. Mam wrażenie
tylko, że mężowi bardzo trudno to zaakceptować…
Obserwuj wątek
    • guderianka Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 10:33
      To nie synek jest powodem tego , że jest między wami nienalepiej
      Winni jesteście wy, bo nie macie jednego frontu w kluczowych w
      wychowaniu dziecka sytuacjach.
      • beniusia79 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 13:19
        wybacz, ale syn niezle cie teroryzuje. sama mam prawie dwuletnia
        terorystke w domu i widze jak probuje nami manipulowac. maly drze
        sie w lozeczku bo dobrze wie, ze do niego przyjdziesz. przy tacie
        tago nie robi bo wie, ze tata go oleje. moze powinnas sluchac rad
        meza?
    • najeeli Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 10:35
      nie rozumiem sytuacji szczerze mówiąc
      a może to Ty przyzwyczailas synka do tylko swojej opieki i mąż czuje
      sie odrzucony, bo okazujesz ze uważasz że to Ty zrobisz wszystko
      najlepiej??
      przeciez to jego syn, nie maja dobrego kontaktu ju zteraz to co
      bedzie potem??
      przemysl to
      pozdrawiam i życze powodzenia
      • betty261 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:02
        Hmm, ja też szczerze mowiąc nie do końca rozumiem.
        Tzn wydaje mi sie ze dla swiętego spokoju pozwalasz dziecku na
        wszystko. Żeby było cicho i dlatego że tak łatwiej, po cichu
        wszystko po małym sprzątasz. Żeby nie płakał i nie robił awantur
        jesteś w stanie leżeć z nim pół wieczoru aż zaśnie.
        Dziecko ma 2 lata i czuje że rządzi w domu. Nic złego i nic
        dziwnego, to tylko dziecko. Ale czas już na to zeby powoli zacząć go
        uczyć pewnych zasad. Wymaga to niestety cierpliwości i konsekwencji.
        To nic zlego ze mały płacze w łóżeczku. Płacze bo to jedyny sposób w
        jaki potrafi wyrażać emocje. I wie że wtaedy ty lecisz z pomocą.
        Krzywda mu się nie dziej, nic go nie boli, on tylko wymusza na tobie
        płaczem to co on chce.
        Musisz z mężem dojść do porozumienie czego po kolei będziecie go
        uczyć, jakie zasady wprowadzicie i w jaki sposób. Ale to mąż ma
        więcej racji w tym że coś chce z całą sytuacją zrobić.
        Pojawienie sie dziecka wywraca życie do góry nagami, nigdy już nie
        będzie tak jak przed dzieckiem.
        Czas skończyć narzekania i tęsknoty za spokojnym piciem herbatki
        tylko we dwoje, tylko czas nauczyc się jak przyjemnie, z
        przyjemnością i ze spokojem pić herbatkę we troje, choć początki i
        nauka mogą być trudne.
        • phantomka Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:08
          hehe, macie problemy z komunikacja jako rodzice, a wine ponosi
          dziecko...swietne podejscie dojrzalych osob. Przykro czyta sie takie
          rzeczy, ze jak dziecko usnie, to wam jest tak blogo, a ono wredne
          wszystko psuje. Sami doprowadziliscie do sytuacji, w ktorej dziecko
          zachowuje sie tak a nie inaczej. Pomijam juz fakt, ze zadne dziecko
          nie jest lalka, ktora ladnie wyglada i nie wymaga poswiecenia z
          naszej strony.
          Pamietaj, ze dziecko jest takie, jakie je sami ulepicie.
        • bombastycznie Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:10
          mnie też wydaje się że najwięcej racji ma tutaj Twój mąż, bo przecież Wasz syn
          musi wiedzieć że ma obojga rodziców, że zarówno tata jak i mama potrafią położyć
          go spać, nakarmić czy ubrać. To szalenie ważne żeby dziecko przyzwyczajało się
          do takiego stylu życia, w końcu przez to będzie w przyszłości(i nawet nie takiej
          odległej)miał więcej pewności że może liczyć na Ciebie i na swojego ojca, a co
          za tym idzie będzie mógł bez wahania Wam zaufać. I racja tutaj będzie potrzebne
          dużo cierpliwości ale jeśli pozwolisz mężowi na to żeby on też wprowadził kilka
          zmian to myślę że będzie mu łatwiej, no i przede wszystkim spróbujcie razem
          porozmawiać jak widzicie oboje sprawę wychowania syna, dojdźcie do jakiegoś
          kompromisu zamiast jeden na drugiego się obrażać.
    • madame_edith Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:13
      Weźcie z mężem ustalcie jakiś wspólny front w spokojnej rozmowie, a
      dziecku oszczędźcie takich przepychanek. Dogadajcie się jakie zasady
      obowiązują w domu i się ich wspólnie trzymajcie. Ty nie torpeduj
      działań taty, bo wychodzi on w oczach dziecka na błazna tudzież
      tyrana, a przecież chce chyba dobrze. Konsekwencja jest o wiele
      lepszym rozwiązaniem niż ustępowanie zawsze kiedy dziecko płacze.
      W tej konkretnej sytuacji, kiedy ojciec stara się uśpić dziecko moim
      zdaniem powinnaś mu sprawę ułatwić, a nie uniemożliwić wchodzeniem
      do pokoju. Też bym się wściekła gdyby mi ktoś tak przeszkadzał.
      Uważam, że gdyby nie Twoja ingerencja syn by w końcu usnął przy
      tacie i nic by się złego nie stało. A tak to zaserwowaliście mu
      awanturę nad łóżeczkiem i trudno, żeby się w tej sytuacji czuł
      komfortowo. Co do reszty, jeśli uważasz, że mąż jest zbyt surowy, to
      pogadaj z nim, może nawet nie zdaje sobie sprawy ze swojego
      zachowania.
    • izabela1976 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:14
      "Mąż kazał mi wyjść, sam
      z nim został, ale synek cały czas płakał, chyba przez 20 minut."

      "Znowu tam siedział, coś mu tłumaczył, próbował usypiać, ale bez
      skutku."

      Czyli jeśli dobrze zrozumiałam - Twój mąż próbował sam usypiać
      synka, był przy nim, nie zostawił go płaczącego samemu sobie tylko
      starał mu się coś tam wytłumaczyć a Ty stwierdziłaś, że jego sposób
      jest zły i tyle. Mało tego pokłóciliście się przy dziecku tym samym
      podważając autorytet jego jako ojca. Bo matka i tak wie lepiej.

      Mąż poczuł się odtrącony i wcale nie dziwię się, że się poczuł
      urażony.

      Po pierwsze - nigdy nie kłóćcie się o dziecko w jego obecności.
      Róbcie to sam na sam.

      Po drugie - ustalcie sobie sposób usypiania małego. Niech robi to
      np. mąż, niech poczuje się doceniony i ważny, że też coś robi dla
      syna. A poza tym niech nawiązują więzy.

      Po trzecie - ustalcie zasady wychowywania synka i się nich
      trzymajcie. Oboje.
    • marzeka1 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:16
      Trochę nie dziwię się mężowi, zrobiłaś z siebie MATKĘ (pewnie jescze Polkę!), która z faktu posiadania potomka robi wielkie halo.Jesli dziecko potrafi, gdy cię nie ma zasypiac, nic złego się nie dzieje, a potem wpda w histrię (bo WIE, że może cię tak szantażować!)i ty MUSIASZ go usypiać, to męzowi się nie dziwę.Bo dziecku (w szczególnie 2-latkowi) trzeba wyznaczać granice, jasne, respektowane przez oboje rodziców. A tak bawisz się w grę z dobrym i złym policjantem (a ty to tez super glina): co to wytrzej, uspokoi, przebierze ...Maice problem z komunikacją.
    • bea.bea Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:31
      A ja jestem takasama matka jak ty..)
      wiec rozumiem ciebie.....
      i nie wierze , ze kazda z piszacych tu pań bedzie spokojnie zmywala naczynia gdy
      dziecko drze sie na cały blok...mamuniu...mamulku...mamusiu....

      i ze stoickim spokojem powie sobie jemu nic nie bedzie jak przez 20 minut
      mamusieńke bedzie wzywac...smile

      wiec ja tez wchodzilam, mówiac mamusia jest tu , spij juz tatus koło ciebie
      siedzi...calowalam i wchodzilam....

      potem wpadłam na pomysł ,ze mówiłam synowi, dzis tata ci czyta ( zreszta zawsze
      tata mu czyta ) bądx grzeczny, bo ja ide do suszarni,

      spróbujcie pogadac ,
      czytjac twój post jawi mi sie obraz mojego męża który ma zrywy pokazania kto tu
      rządzi...smile...i wtedy tak sie to kończy...smile
      • betty261 bea bea 14.04.08, 11:50
        Ale właśnie chodzi o to aby wypracowali wspólny front.
        Jeżeli im się to podoba to niech sobie leżą nawet cały wieczor z
        synkiem aż zaśnie. Nie ma sprawy, ale niech obydwoje tego chcę i się
        tego trzymają. A nie kłócą się nad łóżeczkiem.

        U nas było tak że córkę trzeba było usypiać bardzo długo, bo
        obydwoje z mężem ją tak nauczyliśmy. Czytanie, bajeczki, śpiewanie i
        tak nawet do 23-24 w nocy. Nie bardzo nam to pasowalo, próbowaliśmy
        to zmienić ale nie byliśmy konsekwentni. Mała urządzała awantury,
        ale my obydwoje trzymaliśmy wspólny front. Nigdy nie kłóciliśmy się
        o to. Wspólnie próbowaliśmy to zmienić. Jeżeli kapitulowaliśmy to na
        wspólną dopowiedzialnosć. Tak jak napisałam, nie bylo to łatwe. W
        pewnym momencie nam się udało i mieliśmy w końcy wieczory dla siebie.
        Ponieważ wiedzieliśmy przy drugim dziecku że już tak nie chcemy,
        nauczyliśmy go od maleńkiego że nie ma usypiania. Mały jest
        kładziony do łóżeczka i sam zasypia, nikt przy nim nie leży i nie
        czeka aż on zaśnie. I tak, mały ma 1,5 roku i doszło do tego ze nie
        zasnąłby gdyby ktoś byl w pokoju. Po bajce i kąpaniu dostaje
        mleczko, po czym ja wychodzę i on od razu kładzie sie na boczek i
        zasypia.

        Poza tym nikt tu nie pisze że ze spokojem to się wszystko odbywa. Ma
        się odbywać wspólnie. Dobrze robiłaś ze wchodziłaś, mówiłaś dziecku,
        ze dziś tato go usypia. Ale byliście przy tym obydwoje, a nie
        robiliście przepychanki kto lepszy a kto gorszy.
        • bea.bea Re: bea bea 14.04.08, 12:15
          masz racje w 100%

          ale wiem i ty pewnie wiesz, ze dzieci w tym wieku ..i jeszcze troche preferuja
          mamusie..smile...a faceci sa o ten mamusiny "cyc" smile...zazdrosni. i czasem bez
          sensu próbuja udowodnic sobie, ze ....smile...
          i babie tez...smile

          jedno jest pewne, jak ma ryczec, to ustalamy to na poczatku ..i tez informujemy
          o tym dzicko, ze usypia tata i chocby cuda na kiju ja nie przyjde....smile...i
          wtedy stopery...smile

          • bea.bea Re: bea bea 14.04.08, 12:18
            swoja droga...mój syn ma juz 5 lat ...( boże jaki on jest stary)...i nigdy nie
            zasypiał sam...
            wieczorny rytuał to....kompanie , czytanie az padnie...smile...a pada szybko...

            jasne jak mu powiem , przytul zajączka i śpij, bo ja musze to czy tamto to nie
            ma awantury...smile

            ja sama nie lubie zasypiac sama...smile...tylko z misiem tulisiem...wiec czemu mam
            pozbawiac tego mojego dziecka...;P
      • kotbehemot6 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 12:06
        To jestem wyrodna matka, bo jask mąż usypiał młodą to zdarzyło jej sie
        wykrzykiwac ...wiedziałam,ze mąz jej krzywdy nie robi ani nic złego jej sie nie
        dzieje..więc pokrzyczyła ,mąz poprzytułał i jakos przeżyła. Mało tego, nauczyła
        się ,ze z tatą tez jest fajnie. A z domu nie wychodziłam na czas usypiania bo
        byłam chora i dlatego mąż usypiał.i wyszło wszystkim na dobre.
        Moim skromnym zdaniem takie krzyki ,w wydaniu dziecka 2 i więcej letniego sa
        klasycznym wymiuszaniem.
      • izabela1976 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 13:33
        i nie wierze , ze kazda z piszacych tu pań bedzie spokojnie zmywala
        naczynia gdy
        dziecko drze sie na cały blok...mamuniu...mamulku...mamusiu....


        Jeśli dziecko byłoby samo w pokoju, to i owszem bym reagowała.

        Ale jeśli byłoby z ojcem - to tak, nie reagowałabym.
      • zonka77 spokojnie bym zniosła 14.04.08, 14:11
        wiedząc że dziecko jest z tatą. Nie jest samo i krzywda mu się nie dzieje.

        Do autorki wątku: poczytaj Co dziewczyny piszą bo moim zdaniem piszą dobrze.
        Nie podważaj autorytetu męża przy synku - tym bardziej że nie masz powodów. Nie
        robi krzywdy dziecku. Odpychasz go, usiłujesz mu pokazać że jesteś lepszym
        rodzicem. A czy jesteś? Myślisz że pozwalanie na wszystko jest takie wspaniałe?
        Myślisz z drugiej strony że trochę zasad i dyscypliny to takie złe?

        Zamiast zastanawiać się cały czas nad mężem - zastanów się nad SOBĄ.
    • karolcia86 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 11:59
      Sama mam 2-latka i uważam, że jego zachowanie jest w 100 % normalne.
      Mój też jest na etapie tylko mama i my nawet nie próbujemy "złamać"
      tego jego uporu. Więc ja go usypiam i leżę z nim póki nie zaśnie i
      nie wiedzę w tym jakiegoś problemu. Dzieci w tym wieku są trudne ale
      walka z nimi o rzeczy mało istotne nie ma większego sensu, trzeba
      ustalić granicę co wolno czego nie, ale walka dla zasady to
      niepotrzebna szarpanina, zwłaszcza że z wielu zachowań dziecko po
      prostu wyrasta.
      Za moment przyjdzie czas kiedy synek polubi tatę - ze starszym
      miałam podobną sytuację i po skończeniu 2 lat nastąpił stopniowy
      odwrót w kierunku taty i tak jest do tej pory.
      Jeżeli męzowi zależy na tym, żeby usypiać synka to ty wyjdź na ten
      czas z domu (my tak robiliśmy przy starszym), bo rzeczywiście jak
      byłam w domu to mały to czuł i mnie wołał.
      I jak macie takę możliwość zapewnijcie sobie czas w ciągu tyg, żeby
      się wyspać, wyjść gdzieś razem - dla waszej higieny psychicznej. Ja
      rozumiem takie rozdrażnienie dziećmi, mamy to samo i na chociaż
      jedną noc na 2 tyg oddajemy dzieci do babci. Bo człowiek ma też
      ochotę czasem odpocząć, a przy 2-latku jest to niezmiernie trudne.
    • kotbehemot6 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 12:00
      W tym co na[pisałas widze dwie sytuacje. Pierwsza kiedy męża irytują zachowania
      synka. jezeli jest tak jak piszesz czyli powiesz maluchowi co zrobił źłe i ,ze
      nie wolno,a nastęþnie posprzątasz(pospzatacie) to faktycznie reakcje męża sa
      mocno przesadzone-zapomniał wól jak cielęciem był.
      Natomiast w kwestii zasypiania. Widać,ze maluch potrafi sam zasypiać, i jest to
      świetna okazja aby go tego nauczyć. Musicie ustalic kto dziecko usypia mąz czy
      Ty. I w ŻADNYM razie nie wolno ingerowac w to co sie dzieje w pokoju. W tej
      sytuacji to Twoje zachowanie było histeryczne-dziecku nie działa sie żadna
      krzywda, tylko najnormalniej w świecie chciało krzykiem osiagnąc cel-czylimieć
      mamę na większośc wieczoru.
      tak sobie myśłę,żer wyukorzystałabym fakt,ze dziecko potrafi samo zasypiac i
      wprowadziłabym nowey porządek czyli usypia tata.
      A generalnie to priponuje i Tobie i mężowi mała rozmowę....
    • daga_j Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 12:02
      Rozumiem Waszą sytuację, choć ja tak nie mam. Moje stosunki z mężem są bardzo dobre i jako rodzice dogadujemy się. Ale pewne podobieństwa są, np. to, że właśnie minęła nam 5 rocznica ślubu, le mamy już dwójkę dzieciaczków smile Również zanim pojawiło się dziecko kłótni u nas nie było żadnych a potem pojawiły się jakieś sprzeczki, ale nie tak poważne bo jednak dobraliśmy się dobrze i jak mówię - dogadujemy się. Aczkolwiek mój mąż podobnie jak Twój szybciej traci cierpliwość do dziecka (do starszego, młodsze na razie nie bywa "złośliwe" wink Dziecko to prawdziwy sprawdzian dla związku!
      Myślę, że u Was problemem jest to, że być może nie dopuszczasz męża do współdecydowania o sposobie wychowywania Waszego dziecka, albo może tak - nie ustalacie wpierw zasad a potem każde z Was walczy by to jego zasady wygrały. A dziecko nie wie czego się trzymać. Takie rzeczy jak odzwyczajanie dziecka od dotychczasowych nauk (np. nauka zasypiania) to trudne momenty i rodzice powinni je najpierw dobrze przemyśleć, ustalić między sobą zasady i dopiero przystąpić do działania a nie udowadniać sobie wzajemnie kogo metoda jest lepsza. U mnie jest tak, że to ja oglądam różne supernianie, czytam fora o dzieciach i znam metody o których opowiadam mężowi, i w rozmowie ustaliliśmy "chcemy by nasze dziecko usypiało samodzielnie!" - zaproponowałam rozwiązanie, ustaliliśmy - Ty do niej chodzisz jak będzie wołała, ja siedzę cicho, ewentualnie mogę przyjść dać buziaka, mówimy dziecku to samo (kochamy Cię i jesteśmy tu obok, czuwamy nad Tobą), nastawiłam męża, że protesty mogą trwać nawet godzinę, że może to trwać kilka wieczorów, ale warto. Oboje dobrze nastawieni wytłumaczyliśmy dziecku jak to będzie i zaczęliśmy. Mając plan działania udało się. Dziecko widziało, że ojciec nie odpuszcza to też wołało żałośnie "mama mama!" ale ja wiedziałam, że krzywda jej się nie dzieje, że jest z nią tatuś, też kochana osoba i dziecko tylko sprawdza czy nas "złamie". Tata powtarzał "mama cię kocha, jest obok, buziaka już na dobranoc dostałaś" - coś w tym stylu.
      Twój mąż może boi się, że rozpieszczasz dziecko. Musicie przeprowadzić rozmowę - o tym, że warto odpuszczać pewne nerwy, bo rzeczywiście "nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem", ja mojemu mężowi nerwusowi też czasem mówię "daj spokój, nie ma się o co złościć" a on mi później przyznaje rację. Ale czasem trzeba zagryźć zęby i jeśli tata podejmie jakąś decyzję to ją uszanować choć sama się z nią nie zgadzam, ale żeby nie nadszarpnąć jego wizerunku przy dziecku.
      Ustalcie, że macie wspólny cel - wychowanie Waszego dziecka, prawdopodobnie tylko razem możecie dać mu najlepsze wychowanie i bezpieczny pełen miłości dom. Ustalcie, że jak pojawia się kwestia sporna to wychodzicie do drugiego pomieszczenia i decydujecie między sobą czy to co dziecko zbroiło nadaje się do ukarania czy nie, a nie tak, że on krzyczy na dziecka a Ty wycierasz plamę i mówisz do męża "nie krzycz, nic takiego się nie stało". Wasze dziecko szybko zacznie kojarzyć, że mama to "ta dobra" a tata "ten zły" i gdy on będzie karał dziecko - może słusznie, Ty zawsze będziesz słyszała błagalne od dziecka wołanie "mamo!" i będziesz się trzęsła "po czyjej stronie stanąć" - a to chyba nie jest dobry wybór.
      Ustalcie może, że to co dziecko zrobiło niechcący (bo jest jeszcze mało skoordynowane jako dwulatek) nie musi być ukarane, ewentualnie ma dziecko pomóc przy czyszczeniu, ale jeśli coś zbroi specjalnie to razem z mężem ustalacie mu karę.
      Albo ustalcie cokolwiek innego Wam pasuje, ale ważne byście jakieś ustalenia dokonali wspólnie, bo tak to tylko "walczycie o władzę" w domu. A nerwów jest za dużo.
      Powodzenia!
    • elza78 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 12:37
      sorry, tez bym sie wkurzyla na miejscu twojego meza, nie wiem moze tego nie
      widzisz, ale caly czas skutecznie mu udowadniasz jaki jest "do dupy" w
      wychowywaniu dziecka...
      mozna sie wnerwic... przeanalizuj to co robisz bo z boku wyglada to zupelnie
      inaczej niz tobie sie wydaje...
      • agnes0101 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 14:43
        W kwestii usypiania to mąż pewnie i ma rację, choć zastanawiałabym
        się czy faktycznie synek gdy mama była w delegacji podczas
        wieczornego zasypiania nie robił żadnej histerii. Owszem tatuś -
        chcąc pokazać jaki jest wspaniały - mógł powiedzieć że dziecko
        zasnęło samo, ale jak było do końca nie wiadomo. Pomijając jednak
        takie "gdybanie" warto jednak przyjąć wspólny front działania.
        Uważam też że wiele tego typu problemów bierze się stąd iż często
        matki na początku zachłyśnite macierzyństwem zapominają że jest też
        tatuś. I myślę, że gdyby od początku dziecko wiedziało że nie od
        wszystkigo jest tylko mamusia zdrowiej by było dla wszystkich. U
        mnie w domu z góry założyliśmy, że obyydwoje na równo opiekujemy się
        dzieckiem. I np.jeden dzień mąż kąpie i usypia dziecko, drugi dzień
        ja. Wiadomo czasami z różnych przyczyn to nie jest możliwe ale
        staramy się być konsekwentni. Owczem syn wiele razy próbował pokazać
        swoje i np. też miał fazę tylko mama, ale wiedziałam że gdy raz
        ulegnę to później będę miała przechlapane smile Zresztą mam nauczkę z
        kąpaniem. Mąż czasami za bardzo "przykładał się " do mycia głowy
        (jak myje swoje włosy to mam wrażenie że wszystkie sobie wyrwie) i
        mały kilka raz płakał. Widząc takie zachowanie któregoś razu uznałam
        że ja to zrobię. Od tamtego momentu dziecko nie chce tatusia przy
        kąpieli. I wiele tego typu moich ustępstw mogłabym mnożyć.
    • maxxt hehe - u mnie jest odwrotnie 14.04.08, 14:20
      to ja jestem ta niecierpliwa, krzyczaca, ta co przyłozyła kilka razy w małe
      dupsko (i o dziwo odniosło NATYCHMAISTOWY DłUGOFALOWY porzadany skutek). to ja
      oczekuje prawa do odpczynku w weekend i jakos słabo do mnie dociera ze jestem
      matka.tongue_outtongue_out. nie wiem w sumie dlaczego - ale niesamowicie zrobiło mi sie zal
      twojego-meza.doskonale go rozumiem.
    • lila1974 Re: Tak źle jeszcze nie było 14.04.08, 20:37
      Ja tylko podpowiem - mężowi nie kawę tylko meliskę skoro nerwowy.
    • megurka Re: Tak źle jeszcze nie było 15.04.08, 09:05
      Poczytałam wczoraj te wasze wszystkie komentarze i doszłam do
      wniosku, że macie trochę racji. Wczoraj wieczorem odbylismy z mężem
      rozmowę w temacie wychowania dziecka i ustaliliśmy wspólny front,
      zwłaszcza jeżeli chodzi o to nieszczęsne zasypianie. Postanowilismy,
      że to on będzie synka usypiał, a ja nie będę sie wtrącać. Po
      przyjściu z pracy maksymalnie dużo czasu mu poświęcę na zabawę, ale
      po kąpieli oddaję małego w ręce taty.
      Cóż, to na razie teoria, ale widzę już i tak duży postęp wink
      Zobaczymy dziś wieczorem wink Dziękuję wam za podpowiedzi!
    • melania.po2 Re: Tak źle jeszcze nie było 15.04.08, 09:44
      Najlepsza rada-drugie dziecko.Wszystkie fochy znikna malego.I nie
      usluguj mu na kazdym kroku, a i beczec przestanie jak zignorujesz
      jego kolejna zachcianke.Mam 2 dzieci i wiem co mowie.Maz tez wie co
      robic.
    • melania.po2 Re: Tak źle jeszcze nie było 15.04.08, 09:50
      Aprops zasypiania.Dziecko uwielbia te chwile gdy trzeba isc spac.Bo
      to se te chwile intymne tylko malenstwa i moje.Bierze mnie za reke
      idziemy do pokoju.Klade do lozka-NIE LOZECZKA.Siadam z boku, opieram
      sie o sciane.Biore nozke dziecka albo raczke -glaskam i mowie oczki
      chca spac, zamykamy.Nie odzywam sie.To wszystko ok.20.30.Dziecko
      musi byc wybawione, najedzone no i otej samej porze co dzien.A ja
      mam spokoj 20.45.
    • kawad Re: Tak źle jeszcze nie było 15.04.08, 19:43
      Czy naprawdę sądzicie, że 2 latek to potwór który tyranizuje zawsze
      i wszędzie? Nie widział mamy przez dwa dni czy tak trudno zrozumieć,
      że chciał się do niej przytulić, chciał żeby go uśpiła? Czy to
      wygórowane żądania dziecka????? może niektóre z was powiedzą że daje
      sobą manipulować, że jastem Matką Polką ale to ja najczęściej
      usypiuam moich synków bo wracam do domu późno i czasem tyle mnie
      mają co podczas kąpieli i usypiania właśnie. nie nadrobię zaległości
      w weekendy bo wówczas też najczęściej pracuję. Nie miałabym serca
      odmówić moim dzieciom gdy chcą żebym je uśpiła (chociaż czasem robi
      to mąż).
      • betty_julcia Re: Tak źle jeszcze nie było 16.04.08, 14:01
        Ale jezeli tobie i dzieciom to pasuje to sobie je usypiaj nawet do
        pelnoletnoścismile
        Tu nie chodzi o problem usypiania...
    • zawsze.moniam Re: Tak źle jeszcze nie było 21.04.08, 22:22
      A mi się wydaje że twój mąż jest rozpieszczonym dzieciakiem i że
      brakuje mu całej twojej uwagi, którą poświęcasz synkowi co jest
      zrozumiałe, nie potrafi sie pogodzić z tym ze wspólne zycie zmienia
      sie jak przychodzi na świat dziecko, trzeba wyzbyć sie starych
      przyzwyczajeń typu spanie do 11 godz. Ja mam podobny klimat w domu,
      mój mąż był rozpieszczony przez matkę nie miał w domu żadnych
      obowiązków i teraz jak sam jest ojcem i mężem nie moze sobie
      poradzić z tym ze czasem trzeba coś przy dziecku zrobić, mieć dla
      niego czas dużo cierpliwości i miłości. Trzymaj sie na pewno sie
      dogadacie
      • pesteczka5 Re: Tak źle jeszcze nie było 21.04.08, 23:23
        A ja myślę, że Wy oboje, rodzice, rywalizujecie o to, kto jest tu
        lepszy i potrzebniejszy. Może być i tak, że u podstaw tego faktu
        leży poczucie męza bycia odtrąconym albo Twoja nadmierna
        nadopiekuńczość, wynikająca na przykład z faktu, że to Wasze
        pierwsze dziecko. Możliwe, że macie poczucie winy - odebrało Wam
        tete a tete, a Wy tym bardziej, że czujecie się winni, chcecie być
        wspaniałymi rodzicami.

        Jako że nienawidzę słowa "dyscyplina" oraz "czy ono nie jest aby
        rozpieszczone" powiem - bądźcie wszyscy dla siebie lepsi.
        Przestańcie walczyć ze sobą o palmę pierwszeństwa w domowym
        konkursie pt. jesteśmy niezastąpionym rodzicem. Nie martwice się, że
        dziecko jest rozpieszczone, i nie dajcie sobie wmówić, że padliście
        ofiarą domowego terrorysty. W praktyce - powiedzcie sobie wieczorem
        przy winie w oczy, że żal Wam minionego spokoju i chwil we dwoje.
        Potem wyliczcie powody do dumy z Waszej trójki. Powiedz mężowi, że
        jesteś dumna, że możesz zostawić mu dziecko i zostanie nakarmione,
        zaopiekowane i ułożone do snu. On niech przyjmie do wiadomości fakt,
        że dziecko ma okres preferowania mamy do usypiania, no i dobrze.
        Niech dziecko widzi, że zgadzacie się ze sobą - także np. na
        zamianę, w sytuacji, kiedy np. mamy nie ma albo mamę boli głowa.
        Idę o zakład, że sytuacja potraktowana "z włosem" rozwiąże się
        twórczo i bez ofiar w ludziach. Co nie znaczy, że całkiem gładko,
        przecież to życie. Ale na pewno lepiej, niż przy ostrych cięciach.

        Nie daj sobie wmówić, że odsuniesz dziecko od ojca i nie złapią
        kontaktu. Złapią. Najpierw wy złapcie ze sobą, a dziecka nie
        traktujcie jak intruza. Utrzęsie się - naprawdęsmile

        pesteczka (niezastąpiona niegdyś w usypianiu i utulaniu, cierpiąca
        niegdyś z powodu utraty słodkiego małżeńskiego tete a tete,
        nadopiekuńcza niegdyś matka Polka dwóch synów, obecnie zakochanych w
        tatusiu. Właśnie śpią skłębieni po wieczornym czytaniu, a ja sobie
        forumuję. Nikt nas nie sterroryzował i póki co, dumniśmy z siebie i
        z przychówkusmile
    • redmiss Re: Tak źle jeszcze nie było 22.04.08, 06:57
      a pamiętasz jeszcze jak to jest być kobietą? a nie tylko i wyłącznie
      matką?
      i druga rzecz: zostaw męża.... on ma rację. w kwestii zasypiania
      absolutnie stoję po jego stronie. synek Cię wykprzystuje, on też
      rywalizuje o Twoje względy z ojcem i póki co, wygrywa sad nie zdziw
      się, gdy mąż zamiast poduszki będzie wynosił walizkę...
      • lora78 Re: Tak źle jeszcze nie było 22.04.08, 21:54
        Dwa lata ma dziecko i jeszcze nie przyzwyczailiście się że teraz
        wszystko jest inaczej???? A może Twój mąż ma za słaby kontakt z
        dzieckiem. Poza tym wiadomo że dziecko może zechciećdo mamy- moje
        też jak już prawie śpią nagle zechcą mamy choc blisko jest tata, ja
        podchodzę one widzą że jestem i to im wystarcza do spokojnego
        zaśnięcia. Na pewno w tym momencie nie wypada rodzicom sie kłócić a
        juz tymbardziej pozwalać na płacz dziecka. Twój mąz chciał Tobie coś
        udowodnić a dziecko stanowiło w ty wszystkim przedmiot...
      • pesteczka5 Re: Tak źle jeszcze nie było 22.04.08, 23:50
        >>w kwestii zasypiania
        absolutnie stoję po jego stronie. synek Cię wykprzystuje>>

        Bzdura.
        Piramidalna.
    • selavi2 Re: Tak źle jeszcze nie było 24.04.08, 13:51
      Jestem mama i niania-wychowalam w sumie 5 dzieci i powiem Ci jedno - moim
      zdaniem maz ma racje z usypianiem. Calkowita.
      Bo oprocz lagodnosci i cierpliwosci oraz tlumaczen potrzebna jest tez
      konsekwencja i stanowczosc.
      Chociaz sytuacja, w ktorej po 2 dniowej nieobecnosci Maly chcial byc z Toba jest
      zrozumiala-tu Twoj maz przesadzil, to w normalnym domowym trybie, moze warto by
      bylo zdac sie na jego metode?
      I jeszcze jedno- to, ze weszlas do pokoju i przy dziecku cos klarowalas mezowi,
      a pozniej sie poklociliscie dobrze by bylo, zeby sie nie powtorzylo. Nie dziwie
      sie mezowi, ze tak zareagowal.
      Wiesz- moja ostatnia podopieczna, po 1 dniu 3 godzinnej "walki" (za zgoda
      rodzicow) polegajacej na tym ze ona ryczala (9 miesiecy miala),smarkala,
      szlochala i darla sie na cale gardlo, a ja z uporem maniaka, nie nawiazujac
      kontaktu wzrokowego- 1500 razy kladlam ja i pzrykrywalam, jak katarynka
      powtarzajac spokojnie i monotonnie "Ola idzie lulu. Olusia spi", tulilam i
      poilam (dalej z ograniczonym kontaktem wzrokowym)az w koncu zasnela.
      Na drugi dzien podobna walka trwala 30 min. Ale caly czas, przez oba dni bylam w
      pokoju i udawalam, ze czytam ksiazke i musialam uszy zatykac.
      Na tzreci dzien juz tylko siedzialam i faktycznie czytalam, ze 3 przez 30 min
      kladac brzdaca juz nie placzacego(czaly czas nie nawiazujac kontaktu wzrokowego.
      I tak czas czytania przy lozeczku skaracal sie, i po kolejnych 3-4 dniach
      -kladlam dziecko do lozeczka, calowalam i wychodzilam z pokoju a ona po 5-10
      minutach zasypiala, przewalajac sie po lozeczku ale bez zadnych krzykow i zlosci.
      I pzry mnie nigdy przez kolejne 2 lata nie bylo problemu ze spaniem, tym na noc
      tez.
      Natomiast z Tatusiem... Nadmienie, ze jak tato jest w delegacji dziecie spi np.
      przez 5 nocy jak aniol i samo zasypia. Jak tatus jest, codziennie spi na
      materacu przy lozku corci, bo ... Sam ja nauczyl( jak jakies 2 latka miala), ze
      jak sie Mala budzi w nocy i placze, to napewno jej sie jakies potwory snily i
      dziecko podlapalo i szantazuje Ojca tymi potworami a on sie daje. A ze ta
      rezolutna 3-latka jest niezwykle wygadana i umie sie w ciagu sekundy, na
      zawolanie zalosnie rozszlochac(jesli chce, zeby wyszlo jak ona chce), to Ojcem
      dyryguje niczym najlepszy kapral.
      Metode z siedzeniem przy lozeczku stosowalam przy trojce cudzych dzieci i
      skutkowalo czesto juz po pierwszych 2 dniach.
      Przy swoich dzieciach stosowalam metode Twojego meza.
      Skoro ona dziala, to nie psuj mu roboty.
      Wyjdz z domu na czas usypiania, bo wiem, ze ciezko mamie sluchac takich placzow,
      ale Twojemu synkowi nic sie od tego nie stanie, a dlugotrwale usypianie moze
      utrudnic wieczorne zycie i pozycie miedzy Toba a mezem.
      Pozdrawiam i powodzenia
      • gabrysia5 Re: Tak źle jeszcze nie było 24.04.08, 23:00
        Amen selavi2!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka