Jestem w pracy.
Siedzę calkiem sama w wielgachnym gmaszysku.
I nagle słyszę, że na górze ktoś się kotłuje.
Kopie w drzwi - do jednego pokoju przy odrobinie uporu daloby się
wejść z zewnątrz!!!!
Coż mialam robić.
Zdjęłam buty, aby nie trzaskać obcasami i pomalutku wspinam się po
schodach z każdym jednym stopniem coraz bardziej wstrzymując dech.
Kotlowaninę znow uslyszalam, tym razem jakby w glębi korytarza na
Ip., więc sunę na paluszkach, nie oddychając już praktycznie wcale.
I nagle z jednego z gabinetow wylania się .... sprzątaczka ...
kompletnie zapomnialam, że ona jeszcze jest

))