Dodaj do ulubionych

Mąż hamuje mój rozwój

29.04.08, 19:14
Tak jak w temacie. Monsz hamuje mój rozwój. Postawił weto, chciałam się
zapisać na dodatkowy język 2 x w tyg po 2 h. Twierdzi, że póki co wystarczy
pracy 8 h, podyplomówka w wymiarze 4 dni w tygodniu 2 wieczory + weekend cały.
No i mi sie dostało, że on by to jeszcze jakoś zniósł, ale Narybek będzie
smutny i potrzebuje mamy a nie tylko babć i przedszkola.

Siedzę i się gryzę.

Mąż na razie 'tylko' pracuje...
Obserwuj wątek
    • lilka69 Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 20:22
      maz ma racje!!

      a jak uwazasz, ze hamuje twoj rozwoj to sie rozwiedz pani feministko!

      zajec masz az nadto.

      ja w liceum uczylam sie jezykow i wyjezdzalam na kursy za granice,potem robilam
      tylko studia, potem poszlam tylko do pracy, potem tylko na wychowawczy i pod
      koniec roku tylko do pracy. na wszystko jest odpwiedni czas i miejsce ale nie
      kosztem rodziny.

      powtarzam- maz ma racje
      • kali_pso Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 20:32
        ja w liceum uczylam sie jezykow i wyjezdzalam na kursy za
        granice,potem robilam
        > tylko studia, potem poszlam tylko do pracy, potem tylko na
        wychowawczy i pod
        > koniec roku tylko do pracy. na wszystko jest odpwiedni czas i
        miejsce ale nie
        > kosztem rodziny.
        >




        No w Twoim idealnym świecie- na pewnowink Przyjmij jednak do
        wiadomości, że są ludzie, którzy potrafią bez problemu i wielkich
        strat rodzinnych pracować i się uczyć, niektórzy nawet muszą..swoją
        drogą, jak Ty godzisz rolę matki i pracownicy?winkP
        • lilka69 Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 21:42
          widze, ze dzis jestes na roznych watkach to ci odpowiem bo pewnie tu jeszcze
          wrocisz- jak wroce do pracy to zamiast na pelen etat( 40 godz) to na 3/4(6 godz
          dziennie). zdaze i popracowac i dzieckiem sie zajac. no i jeszcze ugotowac- ale
          ty raczej gotowanie masz gdzies...

          nie da sie uczyc i pracowac bez zadnych strat rodzinnych. zapytaj znajomych
          jesli nie widziesz na wsasnym przykladzie!
          • wiktorka_24 Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:28
            hahaha "ugotowac" - a co kazda matka musi gotować? to obowiązek? można na obiad
            wyskoczyć gdzieś, a niekoniecznie gotować. żyjemy w 21 wieku, ale mentalność
            widzę.... jeszcze stereotyp matki, która koniecznie musi gotować obiady w domu,
            bo to jej największa pownność. Kobieto, obudź się big_grin ale się usmialam big_grin
            • net79 Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:53
              trudno wyskoczyć z rodziną na obiad w trakcie innych zajęć...
            • acorns Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 23:31
              No i w ten sposób jak dla mnie jesteś bezużyteczna jako kobieta. To znaczy
              użyteczna możesz być tylko do jednego i tylko pod warunkiem że jesteś ładna i w
              trakcie nie leżysz jak kłoda kwicząc jak zarzynany knur. Nie obraź się ale taka
              jest prawda. Co z Ciebie za pożytek w domu? Generujesz tylko koszty (jedzenie na
              mieście, ewentualnie gosposia, opiekunka dla dziecka) a sama przepuszczasz kasę
              na jakiś tam rozwój, studia, szkolenia, nauka języków. Niestety, rozwój będzie
              kosztem dzieci bo będą bardziej przywiązane do opiekunki/gosposi niż do własnej
              matki. Mój znajomy miał właśnie taką dziewczynę z którą mieszkał. Dla niej
              liczyły się tylko studia, potem kariera, w domu nic nie robiła, kolega zarabiał
              dobrze, zatrudnił gosposię zza wschodniej granicy bo sam nic nie potrafi i wiesz
              co było? Pogonił darmozjada i pasożyta i gosposia zajęła jej miejsce bo była
              młoda i ładna i robiła to co trzeba było w domu zrobić.
      • brak.polskich.liter Interesujace 29.04.08, 20:36
        lilka69 napisała:


        > a jak uwazasz, ze hamuje twoj rozwoj to sie rozwiedz pani feministko!

        Autorka watku deklarowala, ze jest feministka? Cos przeoczylam?
      • a.nancy Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 21:34
        > ja w liceum uczylam sie jezykow i wyjezdzalam na kursy za granice,potem robilam
        > tylko studia, potem poszlam tylko do pracy, potem tylko na wychowawczy

        hehe
        czyli czas na rozwoj jest w liceum
        jak dobrze, ze ja tak nie mam - gdybym sie zatrzymala intelektualnie na poziomie
        licealistki, to... strach sie bac wink
      • shamsa Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 23:33
        lilka69 napisała:

        pani feministko!
        >

        co za potwarz smile
        i w ogøle LOL
    • kawad Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 20:25
      Wiesz, ja mu się nie dziwię. Dzieciaki to Cię na zdjęciach oglądać
      będą. Odpuść sobie na razie ten język. Skończ jedno i wtedy weź się
      za drugie. Kształcenie jest ważne ale mając dzieci trzeba poświęcić
      im trochę czasu.
    • kali_pso Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 20:35
      Może ma jednak ciut racji?
      Jak Ty sama oceniasz swój tydzień pod względem częstotliwości i
      jakości kontaktów rodzinnych?
    • kotbehemot6 Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 20:46
      a kiedy bywasz w domu????? Oprócz nocy oczywiście?????
      A jak się twój mąz rozwija??? moze tez by co chciał sobie porozwijać-choćby
      mięśnie na siłowni??????
    • brak.polskich.liter Nie tyle "mąż hamuje Twój rozwój" 29.04.08, 20:56
      co Ty chcialabys - odnosze wrazenie - zjesc ciasto i jednoczesnie je miec. A tak
      sie nie da.
      Intensywny "rozwoj" (rozumiany jako kursy czegostam/dodatkowe studia/nauka
      jezykow i bywanie w domu jako gosc) jest raczej niekompatybilny z potrzebami
      malego dziecka. Nie mowiac juz o tym, ze maz moglby rowniez miec ochote na
      spedzanie czasu z Toba, nie tylko w przerwie miedzy kolacja a kapiela dziecka.

      Absolutnie nie dziwie sie reakcji Twojego meza. To bardzo fajnie, ze jestes
      ambitna, ale z czegos musisz zrezygnowac i byloby fatalnie, gdyby tym "czyms"
      byl czas przeznaczony dla dziecka.
    • syriana Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 21:00
      popieram męża i nie podoba mi się uderzanie w histeryczny ton
      nie masz czasu na dodatkowe zajęcia
    • brak.polskich.liter Jeszcze jedno 29.04.08, 21:02
      Napisalas, ze maz "tylko" pracuje. Moze i on by sie chetnie "porozwijal", tyle,
      ze nie za bardzo ma warunki? Bo, rozumiem, ze skoro Ty spedzasz w domu niewiele
      czasu, to ktos inny bawi sie w tym czasie z dzieckiem, ogarnia dom, robi zakupy,
      itd.
    • fajka7 Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 21:06
      Czy ta podyplomowka trwa rok? bo jesli tak, to niedlugo ja skonczysz
      i wtedy bylby dodatkowy czas na kurs jezyka bez dodatkowych strat
      czasu. Tak z boku wyglada jakby Twoj maz mial sporo racji, a Ty
      uciekasz troche z domu.
      • marty_chce_do_dzungli Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 21:24
        Mam rozwiązanie.
        Intensywny kurs w wakacje smile Jak podyplomówka odejdzie. 2 dni w tygodniu od
        godziny 19, czyli kiedy Narybek śpi. I wilk syta i owca cała. Kilka faktów:

        1. Monsz sie rozwijał kiedy ja leżałam na patologiach, później przemiwijałam,
        bawiłam, wychowywałam aż do przedszkola.
        2. teraz rozwija własną działalność i $ są raz a raz ich nie ma. Częściej nie ma
        -teraz kredyt mieszkaniowy, codziennośc jest na mojej pensji.
        3. Powoli wypadam z branży, nie można mnie dać na 3 zmianę, w delegację, na
        weekend na konferencję. Muszę czymś innym nadrabiać, albo się przebranżowić,
        albo no nie wiem...
        • fajka7 Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 22:49
          Aha, czyli maz rozwiniety, od razu inaczej to wyglada smile pewnie, ze
          trzeba dbac o poziom, kwestia za jaka cene, a w tym wypadku kilka
          mcy przesuniecia tego kursu nie spowoduje katastrofy raczej, bo
          jezyka i tak sie uczy dlugo zazwyczaj.
        • nadia_a Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 23:47
          A jaka to właściwie branża?
          Ja to cię w sumie rozumiem. Sama nie wyobrażam sobie, że bym miała stracić pracę
          i siedzieć w domu. Ale jakoś wrodzona odpowiedzialność mi nie pozwala, żeby za
          dużo być poza domem. Trzeba wypośrodkować.
        • kajak75 Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 02:53
          a dlaczego "nie mozna cie dac" na delegacje czy konferencje?
          Ja wrocilam do pracy jak moje dziecko mialo 7 miesiecy. Zdecydowalam sie na powrot bo zaroponowano mi duzy awans. W pierwszym miesiacu pracy wyjechalam w 2 dniowa delegacje ( z laktatorem w torebcesmile
          Piszesz, ze odchowalas dziecko(dzieci) do wieku przedszkolnego. co stai na przeszkodzie abys tez jezdzila i nie wypadla z branzy?
    • deela Re: Mąż hamuje mój rozwój 29.04.08, 23:22
      ma troche racji, przeginasz, dziecko potrzebuje matki a nie babc cioc
      przedszkoli itd
      skoncz podyplomowke ez sie za nastepne rzeczy
    • selavi2 Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 19:34

      W zasadzie dziecko rowniez hamuje Twoj rozwoj, bo:
      Jak sama piszesz przez 4 dni na 7 Cie nie ma, chcesz dodac sobie jeszcze 2
      zajete popoludnia czyli 6 dni na 7 Cie nie bedzie.
      To kiedy jestes z dzieckiem?
      Kiedy z nim spacerujesz, czytasz mu, bawisz sie, kiedy razem cos robicie, kiedy
      go szykujesz do snu?
      Kiedy robisz zakupy, gotujesz itp.?
      Kiedy i ile czasu, niezmeczona i niespieszaca sie nigdzie poswiecasz pelna uwage
      na rozmowy i bycie tak z mezem jak i z dzieckiem?
      Moze jak sobie sama odpowiesz na te pytania, to latwiej bedzie Ci poczuc, ze byc
      moze to nie Ty, tylko ktos inny jest w tej sytuacji pokrzywdzony np.emocjonalnie?
      Wiecej nie napisze, bo nie chcialabym Cie urazic.
      Zeby bylo jasne maz jak najbardziej ma racje.
      • marty_chce_do_dzungli Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 20:52
        więc
        pracuję od 6-14, tryb pracy mam zadaniowy więc zdarza się, że w dni 'studium'
        jestem o 12 w domu, a nadrabiam nocami .
        Spacerujemy po wyjściu z przedszkola.
        Zawsze (jak jest ładna pogoda plac zabaw).
        Obiadów nie gotuję- mąż ma lancze biznesowe tongue_out ja w pracy Narybek w przedszkolu.
        W domu jestem po spacerze o 16 i choć padam na pysk to do 19 bawię sie, czytam,
        układam, śpiewam, maluję, rysuję, wycinam albo po prostu przytulam.

        wiem, że to sytuacja niekomfortowa dla dziecka :ale jeść trzeba, kredyt spłacać
        itepe itede. Teraz jedziemy na zapasach, ale one się kiedyś skończą. Nie
        zrozumcie mnie źle, ale byłam kiedyś biedna bardzo biedna i nauka i pracą się
        od tego odbiłam, a teraz panikuje i się bardzo boję.
        • wieczna-gosia Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:03
          no to marty calkiem niezle
          pewnie jakbys na kurs wykroila czas po 18- 19 nie byloby zle.

          Tylko wez ty pomysl realnie- jesli JUZ padasz na twarz to juz widze ten twoj
          jezyk. Na kurs sie chodzi zeby sie nauczyc a nie zeby na kurs chodzic- zostaw
          seten kurs na wakacje kiedy bedziesz wiedziala ze podyplomowke masz z banki, ze
          masz kiedy sie wyspac itd.

          Idz w wakacje na kurs 14.30- 16.00, dziecko do 17 moze w przedszkolu posiedziec,
          bedziecie mieli czas pospacerowac a ty bedziesz sie uczyla z w miare swiezym
          umyslem. I trzy- cztery razy w tygodniu.
    • vibe-b Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:03

      Trzymam strone meza. My tez oboje pracujemy w pelnym wymiarze, a
      dziecko male, i bylabym przeciw gdyby maz sie chcial rozwijac
      kosztem rodziny. On tez musi brac udzial w czynnosciach domowych-
      sprzatac, robic zakupy, gotowac, zajmowac sie dzieckiem na rowni ze
      mna. Jak przychodze z pracy o 20, a maz konczy danego dnia wczesniej-
      to u licha! chce miec obiad na stole i wysprzatane mieszkanie a nie
      meza, ktory sie "rozwija" !
    • mma_ramotswe Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:04
      Facet ma rację. I to cię boli
      • marty_chce_do_dzungli Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:18
        Już postanowione.
        Kurs w wakacje. Jak odetchnę najpierw od podyplomówki i pracy na Mazurach. Bo ja
        sie chcę nauczyć. A słowa monsza zabolały,przyznaję, ale potem była
        konstruktywna dyskusja i konsensus.
        Źle się w ogóle czuję z myślą, że na moich barkach spoczywa budżet.
        no...
        a awans co by załatwił 2 w 1 (dotychczasowa moja pensje + tamta menzowska)
        przeszedł koło nosa z powodu nieznajomości owego języka..
        • wiktorka_24 Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:35
          Marty.....popieram Cię... w ogóle uśmiałam się z postów niektórych kobiet ,
          które menatlnością sa jeszcze za murzynami, zwłaszcza moja idolka lilka 69,
          która to "chociaż obiad ugotuje" big_grin big_grin
          ja też nie gotuje obiadów, tylko chodzimy na dobre obiadki. nie lubie i szkoda
          czasu :d no ale niektórzy wciaż jeszcze myślą, że matka powinna gotowac obiady w
          domu, to jej obowiązek itd. cóż...do zachodu nam jeszcze daleko big_grin w pełni
          popieram rozwój naukowy i zawodowy.
          • vibe-b Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 21:49
            wiktorka_24 napisała:


            > która to "chociaż obiad ugotuje" big_grin big_grin
            > ja też nie gotuje obiadów, tylko chodzimy na dobre obiadki.


            nie znasz sie. Z domowym pozywnym obiadem zaden szajs kupny nie moze
            sie rownac. Mnie juz dawno wyszlo uszami i nosem jadanie "gdzies".
            Nie mowiac juz o tym, ze dla kogos , kto chce se odzywiac zdrowo,
            jadanie na miescie jest nie do przyjecia.



            >domu, to jej obowiązek itd. cóż...do zachodu nam jeszcze daleko

            mowisz jak zakompleksiona polka. uwazasz ze "zachod" afirmuje
            niegotowanie w domu? Mieszkam "na zachodzie" (boszsz co za
            okreslenie), w pracy ludzie rozne rzeczy jedza, niektorzy kupne- z
            musu, wiekszosc domowe obiadki nosi ze soba. Jako ze jadamy
            wspolnie,wiec czawsze sobie zagladamy do talerza. Obiadkami kupnymi
            z reguly sie pogardza, obiadki domowe zawsze wzbudzaja zazdrosc.
            • wiktorka_24 Re: Mąż hamuje mój rozwój 30.04.08, 23:15
              a co to dla Ciebie szajs kupny ? my jemy na stołówce, gdzie są pyszne domowe
              obiadki. żadnych fast foodów itd. po co gotowac codziennie 9nie mówię, że nigdy)
              skoro mozna zjesc obiadek na dobrej stołówce ? w pracy lub szkole ? ja w ciagu
              tyg nie cierpie gotować i tego nie robię. co najwyżej w weekend. i mało mnie
              interesują krytyczne uwagi na temat obiadów innych wink
              • vibe-b Re: Mąż hamuje mój rozwój 01.05.08, 00:24
                wiktorka_24 napisała:

                my jemy na stołówce, gdzie są pyszne domowe
                > obiadki.



                jezu, trzymajcie mnie.
                domowe obiadki w stolowce. kobieto bredzisz, nic o swiecie nie wiesz.
                stolowkowy szajs jest tak samo bezuzyteczny jak frytki w
                mcdonaldzie.

                > tyg nie cierpie gotować i tego nie robię.


                no i cool. twoj zoladek twoj biznes. tylko sie nie blaznij wiecej
                wyskakujac z zakompleksionymi teoriami o tym jak to sie je "na
                zachodzie"
              • acorns Re: Mąż hamuje mój rozwój 01.05.08, 13:02
                > a co to dla Ciebie szajs kupny ? my jemy na stołówce, gdzie są pyszne
                > domowe obiadki. żadnych fast foodów itd. po co gotowac codziennie
                > 9nie mówię, że nigdy )
                > skoro mozna zjesc obiadek na dobrej stołówce ?

                Moja córka rano poszła z koleżanką na kebaba. Teraz z klopa wyjść nie może, sranie ma i węgiel nie pomaga. Podobno to jeden z najlepszych kebabów w mieście. Po domowym jedzeniu nigdy tak nie miała. Ja dziękuję za kupny szajs. W domu się gotuje dla siebie i nie robi się oszczędności typu przeterminowany tłuszcz albo "odświeżane" mięso.
          • lilka69 wiktorka- kolejna wielce wyemancypowana 01.05.08, 08:53
            SPAL STANIK panno wyemancypowana. i te garnki przy okazji- bo przeciez nie gotujesz!
            • gryzelda71 Re: wiktorka- kolejna wielce wyemancypowana 01.05.08, 08:56
              Oj tak wcześnie,a ty już w takim humorku hehe
            • kali_pso Re: wiktorka- kolejna wielce wyemancypowana 01.05.08, 10:38
              A ty kup sobie moherek i narzuć na główkę, bo słońce dzisiaj mocno
              świeci....

              Masz jakiś problem z emancypacją? Z feminizmem?
              Gdyby nie feministki, którymi tak wyraźnie gardzisz i posługujesz
              sie stereotypami, pewnie o prawie do głosu i samostanowienia
              mogłabyś sobie co najwyżej poczytać, gdyby ktokolwiek miał chęć i
              potrzebę nauczyć cię sztuki składania literekwink
              • kropkacom Re: wiktorka- kolejna wielce wyemancypowana 01.05.08, 11:04
                A kto tu jest feministką?
          • lineczkaa Re: Mąż hamuje mój rozwój 01.05.08, 11:18
            wiktorka_24 napisała:

            > Marty.....popieram Cię... w ogóle uśmiałam się z postów niektórych kobiet ,
            > które menatlnością sa jeszcze za murzynami

            chryste, dziewczyno, znowu mentalność, inaczej niż "mentalnością" argumentować
            nie umiesz? może jakiś synonim byś znalazła co?
            albo twoja mYntalność językowa jak to "ładnie" określiłaś daleko za murzynami.
            • tosina Re: Mąż hamuje mój rozwój 01.05.08, 12:09
              No jak ktos oswiecony i wyksztalcony (a za takie co po niektore
              tutaj chca uchodzic) to nie powinien miec problemu z zrozumieniem
              innego sposobu na zycie. Juz nawet moj nastoletni syn wie ze zyc
              inaczej nie znaczy zawsze zle.Jakby byl jeden wlasciwy sposob na
              zycie. A tu jedna wielka negacja i dla rozwijajacych sie i dla
              gotujacych. Pewnie ze zly jest stan gdy zycie kobiety kreci sie
              jedynie wokol zupek i kupek,ale zle jest tez spelnianie wlasnych
              aspiracji kosztem rodziny.

              No i skad taka pogarda dla domowych obiadow? My w niedziele
              jadamy "gdzies" po to bym nie musiala spedzac czasu w kuchni(chociaz
              lubie) ale czy to naprawde jest takie wysmienite jedzenie? No nie
              powiem ze zle, ale domowe tez dobre i to bardzo. Moze w tym wypadku
              zalezy jak kto gotuje .

              Skad tyle pogardy?A...i z moja mentalnoscia wszystko ok.

              Co najmniej ja tak sadze.
              • vibe-b Re: Mąż hamuje mój rozwój 01.05.08, 13:10
                > No i skad taka pogarda dla domowych obiadow?

                nie ktorym sie wydaje ze gardzac domowym jedzeniem staja sie
                bardziej "swiatowi" i zlizaja sie do "zachodu".
                buractwo, niedowartosciowane buractwo, nic wiecej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka