fionna
14.09.03, 12:08
moj synek od 3 miesiecy niczego sam nie zjadl (ma teraz 6 miesiecy), karmie
go praktycznie "na sile", "wlewam" mu jedzenie do buzi stryzkawka,
ewentualnie lyzeczka
wiem, ze to niehumanitarne, ale jest to jedyny sposob by cos zjadl i przezyl
lekarze sa bezsilni wobec jego niejedzenia - przeswietlili go na wszystkie
strony i nic - kazali karmic na sile (krzyczy, bo jest histerykiem), moze w
koncu zaskoczy
ale nie o tym chcialam pisac (bo nie wierze juz, ze cos lub ktos mu pomoze)
kazdy posilek to jeden wielki ryk (czasami 1 raz dziennie nie krzyczy),
nalyka sie przy tym powietrza, potem odbija mu sie strasznie, albonie moze mu
sie odbic, zwymiotuje czesc jedzenia, albo wszystko (czasami nawet 2 godziny
pojedzeniu
ja po prostu juz nie mam cierpliwosci, jestem wsciekla na niego, ze ciagle
krzyczy, mam ochote mu cos zrobic, on zapene wuczuwa moja zlosc i placze
jeszcze bardziej i sie zapetlamy
wiem, ze nie robi tego specjalnie, ze cos go boli, przeszkadza mu, tylko nikt
nie wie co, ale ja czasami mam go dosc, mowie rozne glupie rzeczy, nie mam
sily po raz kolejny sprzatac jego wymiotow, po raz 3 w ciagu dnia zmieniac
przescieradlo, przebierac go itd.
poza jedzeniem jest wesoly, usmiecha sie do mnie, "rozmawiamy sobie",
przesypia cale noce (zeby nie jesc), budzi sie i bawi sie sam w lozeczku,
tylko przy jedzeniu wstepuje w niego diabel
moze powinnam brac cos na uspokojenie, kiedy tak wrzeszcy to mam go dosc, to
nie jest placz z bolu, on sobie krzyczy przy jedzeniu, bo gdy go biore z
fotelika, od razu jest wesolutki, kiedy go sadzam z powrotem - znowu wrzask
powiedzcie - czy to kiedys minie? i czy ja wytrzymam???