czarny-sekator
03.06.08, 11:39
Taki mniej więcej tekst usłyszałem z ust mojej żony odnośnie pracy w domu.
Fakty są takie
Opłacam jej ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, emerytalne plus do tego prywatne ubezpieczenie na życie, prywatne rentowe, prywatna kasa chorych.
Robię praktycznie wszystkie opłaty związane z życiem. Mieszkanie, czynsz ogrzewanie, prąd, internet, telefon, przedszkole itp.
Co jakiś czas robię też większe zakupy gospodarskie (żywność itp).
Opłacam i w większości przypadków tankuję samochód.
Opłacam żonie lekcje języka obcego, wcześniej studia i szkołę pomaturalną.
Płacę oczywiście też za jej telefon komórkowy.
Finansuję też jej wyjazdy na dodatkowe kursy taneczne zwykle 2-3 razy w roku.
Żona dostaje oprócz tego tygodniowo ok 400-500zł na wydatki, z czego opłaca sobie lekcje tańca (średnio 2x w tygodniu po kilka godzin), kupuje żywność, czasem jakieś środki czystości, płaci też z tego za nianię którą wynajmujemy głównie wtedy gdy ja nie mogę się zajmować dziećmi bo muszę dłużej zostać w pracy, a ona idzie na swoje zajęcia.
No i nie wiem co teraz. Rozumiem, że aby nie miała poczucia, że pracuje w domu za darmo powinienem jej jeszcze ekstra miesięcznie dawać ze 2 tys zł? Sęk w tym że jakoś nie mam przekonania zważywszy, że generalnie żyjemy z miesiąca na miesiąc czasem udaje się coś odłożyć, a powinniśmy zbierać na pierwszą wpłatę by wziąć kredyt na dom.
Nie wiem jak to wygląda w innych rodzinach. Proszę wypowiedzcie się.