Dodaj do ulubionych

trudniejszy związek - cd

06.06.08, 16:38
Witam

Ja już pisałam tu parę razy. Sytuacja u mnie zaczyna się przejaśniać. Po okresie naprawdę miłej atmosfery i spokoju było parę napięć. Nadmierny krytycyzm, wybuchy agresji, nieuzasadniona wściekłość, wymuszanie. Mój M nadal chodzi na grupę DDA. Oprócz tego wreszcie miałam wgląd do diagnozy - ma rozpoznanie zaburzeń osobowości.
Teraz jesteśmy na etapie poszukiwania dobrego psychiatry aby ustalił dalsze leczenie pod kątem właśnie zaburzeń osobowości.
Wczoraj byłam na długiej rozmowie ze specjalistą z tej dziedziny. No i cóż... leczenie zaburzeń osobowości jest długie i trudne, efekty są ograniczone. Otrzymałam sporo wskazówek jak pomoc sobie w tym związku, czego mogę się spodziewać. Jest powiedziane bardzo wyraźnie aby nie było dzieci z moim M - ciąża i poród mogą wywołać negatywne zmiany o ogromnym nasileniu, zburzyć równowagę, zniszczyć wszystko a przede wszystkim to by byla szkoda dla dziecka i dla mnie. Dziecka nie ma byc przynajmniej do momentu zaawansowania terapii zaburzen osobowości.
powiem, ze czuje sie o wiele spokojniejsza po wczorajszej wizycie. Wiem na czym stoje, wiem, ze niekoniecznie bedzie latwo. Ale wiem tez, ze jestem z moim M, ktoreg bardzo kocham. Wiedzac o tym, ze DDA to tylko najmniejsza czesc problemow, a o wiele wiekszym sa zaburzenia osobowosci jest mi o wiele latwiej - po prostu nie stoje przed nieznanym. Moze stoje przed trudniejsza prawda, ale juz jest jasniej...
Czuje sie wreszcie spokojnie. W mometach gdy zaburzenia nie nasilaja sie moj M jest naprawde kochanym czlowiekiem, na codzien zyje nam sie dobrze.
Chcialam sie z Wami podzielic tym moim zadowoleniem...
pozdrawiam
Vicky
Obserwuj wątek
    • joanna35 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 16:49
      Nie czytałam Twoich wcześniejszych postów, wiec nie wiem dokładnie w
      czym problem, ale trzymam za Was kciuki i ciesze się Twoim
      zadowoleniem. Jesteś mądrą i dzielną dziewczyną i tak trzymać!
      Powodzeniasmile))
    • nutka07 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 18:27
      Wiesz co. Na poczatku Ci wspolczulam, probowalam cos doradzic. Teraz sobie
      mysle, ze Ty nie potrafilabys zyc z 'normalnym' czlowiekiem. Potrzebujesz chyba
      takich bodzcow. Takie zycie to kolejka gorska w wesolym miasteczku, wjezdzaz na
      gore, zeby jeszcze szybciej znalezc sie na dole. Nie znasz trasy i nie wiesz
      czego mozesz sie spodziewac. Kolejka moze wypasc z toru i roztrzaskasz sobie
      glowe... ale to Twoja glowa.
      Czy Ty swoje problemy zagluszasz jego problemami?
      Jak Cie czytam to nie wierze.

      Masz swiadomosc na co sie decydujesz?
      Czego oczekujesz od swojego M.? Jak wyobrazas sobie wspolne zycie?

      Zachowujesz sie jak rodzic.
    • triss_merigold6 Dno i kilo mułu 06.06.08, 19:23
      Uzależnianie posiadania dziecka i macierzyństwa od mniejszego lub
      większego stopnia ześwirowania faceta.
      Nie stac Cię na znalezienie normalnego typa czy lubisz taki hard
      core?
      • kawka74 Re: Dno i kilo mułu 06.06.08, 19:41
        W ogóle po co w tym związku dziecko, skoro już jedno dziecko jest - ten facet z
        zaburzeniami?
        • triss_merigold6 Angielski pacjent. P n/t 06.06.08, 20:10
          • kawka74 Re: Angielski pacjent. P n/t 06.06.08, 20:28
            Raczej 'Misery' Kinga ;p
    • selavi2 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 20:09
      Drogie potepiajace i nierozumiejace panie!
      Moze to poprostu jest MIŁOŚĆ? Tak ostatnio malo popularne i odarte z
      wielu altruistycznych cech uczucie.
      Ze sie kocha czlowieka dla niego samego, mimo choroby.
      Ze sie swiadomie decyduje z nim byc.
      Ze ta milosc jest na tyle silna, ze moze zagluszac instynkt macierzynski.
      A poza tym, gdzie jest powiedziane, ze kazdy zwiazek ma byc latwy i
      owocujacy dziecmi?
      Ze kazda kobieta chce miec dziecko?
      NIgdzie!
      Tu nikt nikogo nie oszukuje.
      Wiadomo co i jak.
      Decyzje o byciu razem i nieposiadaniu dziecka podjela swiadomie i odpowiedzialnie.
      Nie epatuje nieszczesciem tylko wspiera chorego czlowieka w jego walce. Tak,
      zdarzaja sie takie przypadki.
      A vicky nie narzeka tylko kocha, dbajac rowniez o siebie.
      I tymi decyzjami nie krzywdza ci dwoje nikogo.
      Autorka czuje sie z tym wszystkim, mimo trudnosci, szczesliwa.
      Romantyczne i naiwne?
      I co z tego?
      Przynajmniej nie wypisuje, ze maz jej kaze sprzatac, bije dziecko,itp. a ona nie
      ma juz do tego wszystkiego sily.
      Powodzenia vicky1.
    • vicky1 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 21:27
      Witam

      Po to poszlam do specjalisty aby jak najdokladniej dowiedziec sie, co to jest, jakie moga byc konsekwencje. Ale jednoczesnie chcialam tez dowiedziec sie jak mozna zminimalizowac skutki zaburzen, co dalej robic. Chcialam to wszystko wiedziec po to, zebym potem nie miala poczucia, ze jestem oszukana, ze jestem zaskoczona. Teraz moge powiedziec, ze decyzje o trwaniu w zwiazku z M podejmuje calkiem swiadomie.
      Szanse wbrew pozorom sa duze. Moj M jest swiadomy tego, ze potrzebuje terapii, obecnie szuka dobrego terapeuty. Wiadomo, ze dzieki terapii jest ogromna szansa na to, ze negatywne objawy znikna albo zminimalizuja sie.
      Odnosnie dzieci to jest wskazanie, aby z decyzja o zajsciu w ciaze poczekac do momentu zaawansowania terapii.Nie jest to natomiast jakis zakaz posiadania dziecka kiedykolwiek.
      Przykre jest to, ze osoba, ktora ma zaburzenia nazywana jest swirem. To chyba jest powod dla ktorego wiekszosc osob korzystajacych z pomocy psychiatry nie mowi o tym. Gabinety prywatne przezywaja oblezenie wlasnie dlatego, ze kazdy chce pelnej anonimowosci...
      Wbrew temu co moze myslicie nasze zycie wyglada calkiem normalnie. Mieszkamy razem, dbamy o siebie, wspieramy sie, kochamy, razem cieszymy i martwimy. Mysle, ze wiele z Was uwaza, ze zaburzenie osobowosci to cale zycie mojego M. Ja bym raczej powiedziala, ze zachowania zwiazane z tym sa wycinkiem Jego osoby. Na codzien moj M jest calkowicie normalnym, pracujacym, lubianym i szanowanym profesjonalista w swojej dziedzinie. Zaburzenie, ktore posiada nie czyni z niego "swira" czy potwora. Jest pewnym problemem, ktory jednak mozna zmniejszyc i leczyc
      Daje mi wiele szczescia i bardzo go kocham. Chce przy nim byc nie dlatego, ze jest chory (co niektore z Was sugerowaly), ale dlatego, ze jest moim M, ktorego kocham.
      Ja nie jestem ani matka, ani pielegniarka ani siostra milosierdzia. Po prostu normalna kobieta, ktora pokochala M. A ze okazalo sie, ze jest problem - coz, trzeba sie z nim zmierzyc.
      Vicky
      • paris4 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 21:34
        Idąc tokiem rozumowania co niektórych to gdyby np. mąż zapadł na
        jakąś chorobę np.nowotwór lub uległ wypadkowi który uczyniłby go
        kaleką to też natychmiast powinnam przekalkulować czy warto z nim
        być. No pewnie nie bo po co chory, ulomny, kaleki ma mi życie
        komplikowac. Kopa w tyłek i po sprawie
        Dobrze, że nie wszyscy tak myślą
        Vikcy powodzenia!
        • nutka07 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 21:47
          Twoj przyklad jest calkowicie nietrafiony. Nie ma tu mowy o wypadku losowym,
          naglej chorobie, kalectwem powstalym podczas zwiazku.
          Przeczytaj sobie wszystkie posty autorki.
          • kawka74 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 21:48
            > Przeczytaj sobie wszystkie posty autorki.

            Słuszna uwaga.
            Wyłania się dość ciekawy obraz całości, mam wrażenie, że coraz mniej rzeczywistej.
            • paris4 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 21:58
              no fakt może nie znam całości tej sprawy
              ale teksty w stylu "nie stac Cię na znalezienie normalnego typa" sa
              jednak strasznie chamskie niezależnie od tego jak ta historia
              wygląda w calości
      • peonies Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 23:04
        "Daje mi wiele szczescia i bardzo go kocham. Chce przy nim byc nie
        dlatego, ze jest chory (co niektore z Was sugerowaly), ale dlatego,
        ze jest moim M, ktorego kocham.
        Ja nie jestem ani matka, ani pielegniarka ani siostra milosierdzia.
        Po prostu normalna kobieta, ktora pokochala M. A ze okazalo sie, ze
        jest problem - coz, trzeba sie z nim zmierzyc."
        jestem pod wrażeniem! naprawdę! bardzo mądre słowa. dziewczyno
        trzymaj się i mam nadzieję że wszystko się ułoży - i nie jakoś tylko
        dobrze. życie przynosi wiele niespodzianek i nie wszystkie zdarzenia
        są fajne - jedni chcą się z nimi mierzyć inni ze względu na
        dziwacznie pojętą "normalność" a przede wszystkim podejrzewam
        wygodnictwo wolą "pozbyć" się problemu. tymczasem dopóki jest
        nadzieja trzeba próbować i walczyć...
        pozdrawiam smile


    • vicky1 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 21:57
      Widze, ze nikt nie uwzglednia takiego obrotu sprawy, ze sie kogos kocha. I ze dopiero po pewnym czasie zaczyna sie okazywac, ze pewne zachowania sa wynikiem zaburzenia. I ze sam proces diagnostyki tez trwa...
      Jezeli moja historia jest malo prawdopodobna... nie wiem co mam zrobic aby ja uwiarygodnic. Mysle, ze mozecie mi jedynie uwierzyc. trudno przeciez zebym wstawiala do sieci kartoteke choroby, zaswiadczenia o terapii. No coz, forum w jakims sensie opiera sie na tym, ze wierzy sie w przedstawione wypowiedzi.
    • iwles Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 22:13

      Vicky
      sorry, że to powiem,
      ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Ty cieszysz się z tej diagnozy.
      I nie dla samego faktu, że wreszcie ją znasz, tylko, że jest ona potwierdzeniem Twojej decyzji o dziecku (aby nie zachodzić w ciążę). Jakoś tak odczuwam, że jest Ci ona na rękę. Teraz z czystym sumieniem możesz odłożyć plany macierzyńskie a zająć się karierą, prawda ?
    • vicky1 Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 22:32
      Nie mam powodu aby cieszyc sie z tej diagnozy. Wiem, co ona oznacza, jakie sa konsekwencje. Ciesze sie z tego, ze jest jasnosc sytuacji, ze moge podejmowac decyzje posiadajac jak najwiecej wiedzy
      CO do kariery - prace zmienilam na taka, jaka chcialam, jestem zadowolona. Nie zarabiam wiele (M zarabia ponad 3 razy wiecej ode mnie...)ale lubie swoja prace, dalej szkole sie (kontynuuje ten swoj kus=rs). O dziecku nie bylo mowy od jakiegos czasu - M stwierdzil, ze nie mamy na to warunkow - mieszkania odpowiedniego itd a poza tym jest teraz zainteresowany swoim rozwojem, praca, ktora lubi.
      Mysle, ze to myslenie jego o dziecku bylo jakas taka forma deski ratunku, ze myslal o tym aby bylo jak u wszystkich. A teraz on widzi sytuacje inaczej. Przede wszystkim zaczal zarabiac pieniadze dosc konkretne i widzi, ze majac te pieniadze moze wreszcie robic to, czego z powodu alkoholizmu nie robil cale zycie. Wiec widzi, ze teraz jest czas na niego, jego rozwoj, radosc, przezycia.
      Na dziecko bedzie czas pozniej.
      • guderianka Re: trudniejszy związek - cd 06.06.08, 23:07
        Jeśli jesteś szczęśliwa i wiesz czego chcesz-to mogę życzyć tylko
        powodzenia wink
    • ania357 Re: trudniejszy związek - cd 07.06.08, 22:12
      Facet potrafi sie w zyciu ustawic. Wszelkie jego odchyly, chamstwo,
      agresje, flirty z innymi (jesli dobrze kojarze Twoj poprzedni post)
      sa przez Ciebie z marszu usprawiedliwiane jego rzekoma choroba. W
      takiej sytuacji poopowiadanie smutkow empatycznemu terapeucie
      (ktorego najpierw bedzie dlugo szukal) przez godzinke w tygodniu
      wydaje sie byc niewygorowana cena za swiety spokoj w domu i zero
      wymagan ze strony partnerki, ktora kazde dranstwo z miejsca
      wytlumaczy sobie jego choroba.

      Swoja droga okreslenie "zaburzenia osobowosci" jest na tyle
      szerokie, ze kazdy popapraniec moze sie za nim chowac; rozumiem, ze
      czujesz sie bardziej komfortowo myslac o nim jak o kims chorym i z
      zaburzeniami osobowosci a nie jak o agresywnym i nieobliczalnym, ale
      mysle, ze w ten sposob zaklamujesz troche rzeczywistosc.

      Na Twoim miejscu nie skupialabym sie tak bardzo na jego diagnozie,
      tylko na sobie i na tym, jakie korzysci czerpiesz z tkwienia w takim
      osobliwym ukladzie. Przeczytaj sobie "Kobiety, ktore kochaja za
      bardzo" - jestes wrecz podrecznikowym przypadkiem.

      Cala nadzieja w tym kursie dla psychoterapeutow - moze w pewnym
      momencie zdolasz zastosowac zdobyta wiedze takze do siebie.
    • vicky1 Re: trudniejszy związek - cd 07.06.08, 23:40
      WItam

      Co do flirtow to nigdy ich nie bylo. Bylo przegladanie okreslonych stron, ale nie bylo zadnych kontaktow na zywo ani wymiany maili z okreslonymi osobami zadnymi.
      Odnosnie agresji slownej - punktem pozytywnym jest to, ze M zaczyna sie kontrolowac, uczy sie reakcji wlasciwych
      Ksiazke o kobietach, ktore kochaja za bardzo znam. Ale nie utozsamiam sie z ta opcja
      Terapia zaburzen osobowosci nie jest w zadnym razie rozmowa z empatycznym psychologiem! Ktos, kto tak pisze nie wie chyba na czym polega psychoterapia zwlaszcza takich problemow. Psychoterapia nie polega na opowiadaniu i poczuciu, ze ktos slucha, ale na omawianiu problemow, wdrozeniu do oceny wlasnego postepowania, zmianie pewnych schematow myslowych. Przy zaburzeniach zachowania najpierw poszukuje sie przyczyn, potem sytuacji, gdzie wystepuja objawy, potem jest wdrozenie do analizy wlasnego zachowania, zmiana postepowania. jest to proces wymagajacy naprawde duzego wysilku i pracy nad soba
      SPotkania z psychoterapeuta to nie empatyczne pogawedki, ale konkretna i trudna praca nad problememami, gdzie poczatkiem jest dostrzezenie trudnosci, chec zmiany, krytyczne podejscie do swojego zachowania.
      Mnie nie chodzi o to, ze znajac diagnoze moge tlumaczyc sobie nia wszystko. Ale znam pewna przyczyne i jednoczesnie wiem, jak mozna negatywne zachowania wygaszac. Zreszta widze jedno - moj M naprawde sie stara, chodzac na terapie zmienia swoje postepowanie, walczy z trudnosciami.
      • nutka07 Re: trudniejszy związek - cd 08.06.08, 12:47
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=77482687&wv.x=1&a=77482687
      • ania357 Re: trudniejszy związek - cd 08.06.08, 13:46
        > Terapia zaburzen osobowosci nie jest w zadnym razie rozmowa z empatycznym psych
        > ologiem! Ktos, kto tak pisze nie wie chyba na czym polega psychoterapia zwlaszc
        > za takich problemow. Psychoterapia nie polega na opowiadaniu i poczuciu, ze kto
        > s slucha, ale na omawianiu problemow, wdrozeniu do oceny wlasnego postepowania,
        > zmianie pewnych schematow myslowych. Przy zaburzeniach zachowania najpierw pos
        > zukuje sie przyczyn, potem sytuacji, gdzie wystepuja objawy, potem jest wdrozen
        > ie do analizy wlasnego zachowania, zmiana postepowania.

        To wlasnie mialam na mysli. Beda poszukiwac przyczyn, rozgrzebywac dziecinstwo,
        przerabiac rozne traumy, rozkladac jego zachowanie na czynniki pierwsze.
        Psychoterapia to proces czesto trwajacy latami i bez gwarancji pomyslnych
        rezultatow i trwalych zmian w zachowaniu. Twoja decyzja, zeby przy nim trwac,
        jest dla mnie niezrozumiala. Mozesz w ten sposob stracic kilka cennych lat (w
        czasie ktorych moglabys poznac kogos normalnego, kto nie musi sie dopiero uczyc
        wlasciwych reakcji) a na koncu i tak zostac z reka w nocniku, bo gosc odfrunie
        sobie do jednej z panienek poznanych na wspomnianym portalu matrymonialnym albo
        co gorsza zarazi Cie jakims paskudztwem. To oczywiscie najczarniejszy
        scenariusz, ale wg mnie znacznie bardziej prawdopodobny niz happy end.

        Poza tym jak na razie Twoj partner nie ma chyba motywacji, zeby sie zmienic, bo
        z tego co opisujesz, jak dotad nie ponosi zadnych konsekwencji swoich zachowan,
        a wrecz zyskuje dzieki nim Twoja uwage, wyrozumialosc i troskliwosc.



    • vicky1 a u nas... 18.06.08, 07:09
      No właśnie, a u nas do przodu idzie smile
      Moj M dzisiaj ma konsultacje specjalistyczna, jutro wspolnie idziemy do psychiatry, ustalimy tok diagnostyki dalszej i terapii
      Moj M ma duza motywacje do zmiany, naprawde sie stara. Sa chwile trudniejsze, ale generalnie jest lepiej. Po prostu widzimy, ze jak jest jakis problem to trzeba go przezwyciezyc
      Generalnie niezrozumiale byly dla mnie propozycje, ze mam go zostawic po to by szukac normalnego faceta, z ktorym bede miala dziecko. To jest na tej zasadzie, jakby dziecko bylo najwazniejsze samo w sobie, a nie wazne z kim i jak i co. A dla mnie to niedopuszczalne. Bo trudno przeciez mowic, ze mam zostawic mojego M, dorosla osobe, ktora kocham, o ktorej wiem jaka jest, ktora jest realna na rzecz nieistniejacego dziecka i nieistniejacego dla mnie potencjalnego ojca tego dziecka. Nie umiem tego zrozumiec. To by bylo dla mnie nieludzkie, aby zostawic czlowieka realnego i znanego dla mozliwie tylko majacego zaistniec dziecka
      Na dziecko mamy duuuuzo czasu. Ja zdaze zrobic swoj kurs, moj M zdazy pzrejsc terapie i zobaczymy. No ale dopuszczamy tez opcje, ze sie nie uda, ze nie bedzie dziecka. Mysle, ze i tak mozna zyc...
    • moni4444 Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 09:30
      ja mysle ze ty poprostu niechcesz zadnego dziecka,wiec nie zachodz w
      ciaze opiekuj sie M i po sprawie.Jesli mozesz to napisz co jemu
      dolega??niewie kim jest czy o co hello.
      • renkag Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 09:43
        Oczywiście. PAmiętam pierwszy post Vicky w którym chodziło głównie
        o to, że ona nie chce mieć dziecka. A potem fala różnych powodów i
        usprawiedliwień i cała historia o mężu, który rzekomo jest powodem
        dla któregodziecka NIE MOŻE BYĆ. Ale pamiętam, że wyszło od tego,
        że ONA NIE CHCE dziecka. Myślę, że nie może zaakceptować swojej
        decyzji, że nie chce i teraz cały czas udawadnia, że wcale nei nie
        chece, ale nie może. W
        • paulutek Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 09:49
          Tak czy inaczej vicky zrobi po swojemu,bez wzgledu na to co my tu
          napiszemy.Nie nam oceniac ja i jej M.
          Osobiscie zycze powodzenia!!!
          • ola_225 Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 10:07
            Ja też jestem przekonana że taka diagnoza jest vicky jak najbardziej
            na rękę. Na poczatku wydawało mi się inaczej, ale po przecztniu
            wczesniejszych wątków vicky zmieniam stanowisko i jestm w 100%
            pewna, że o to jej chodziło - żeby znaleść potwierdzenia aby nie
            mieć dzieci i realizowac się zawodowo.... Smutne....
    • vicky1 Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 11:38
      Witam
      widze, ze moja sytuacja nie do konca zostala zrozumiana
      Rzeczywiscie, napisalam kiedys, ze teraz nie chce dziecka. Ale
      napisalam, ze TERAZ. Nie ma przymusu aby w kazdym momencie zycia
      chciec urodzic dziecko. Ja chce najpierw zrobic swoj kurs, cos
      osiagnac zawodowo, potem dziecko.
      Sytuacja jednak zmienila sie o tyle, ze zmienil sie diametralnie
      stan zdrowia mojego M. Sugestie lekarzy sa takie, aby do momentu
      zakonczenia terapii nie podejmowac decyzji o dziecku. Moze wiec sie
      okazac, ze nawet po skonczeniu kursu nie bedzie wskazane dziecko.
      Mysle, ze nie ma nic dziwnego w tym, ze nie chce miec dziecka w
      momencie, w ktorym nie czuje takiej potrzeby. Nie czuje takiej
      potrzeby bo chce najpierw zrobic kurs, pracowac, cos w tym osiagnac.
      M.in po to, ze jakby pozniej bylo dziecko, to zeby nie narzekac, ze
      mi dziecko cos zabralo, zmarnowalo. Na dzieci mam czas. I ja i moj M
      mamy po 28 lat, tak wiec nic sie nie stanie jesli myslenie o dziecku
      bedzie za 3-4 lata, moze nawet chwilke pozniej
      Tymczasem widze, ze jest to wielki zarzut, ze ja teraz nie chce
      dziecka, ze chce pracowac i lubie to co robie. Jesczze wiekszym
      zarzutem jest to, ze nie rzucam mojego M tylko dlatego, ze ma
      okreslony problem zdrowotny.
      Sugerowano mi przeciez, ze powinnam odejsc od M (mimo, ze bardzo go
      kocham) i powinnam szukac innego, po to, zeby miec z nim od razu
      dziecko. Tak jakby nie liczyl sie M, nie liczyly sie uczucia,
      liczylo sie tylko jak najszybsze zajscie w ciaze
      A ja chcialam po prostu pisac o tym, ze jest mozliwe aby byc
      szczesliwym. Nie zawsze jest nam latwo, ale jakos bardzo w to
      wszystko wierze i chce.
    • bea.bea Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 13:38
      nie wiem czy zazdroscic siły uczuc....

      czy za 10 lat patrzac w tyl nie powiesz, ze zmarnowałas czas siedzac z tym panem....

      ale to juz twój wybór....
      • renkag Re: trudniejszy związek - cd 18.06.08, 15:10
        Ależ NIE MA OBOWIĄZKU MIEĆ DZICI. Ani teraz ani w ogóle. Nie wiem
        dlaczego więc te Twoje tłumaczenia - wiele kobiet, małżeństw nei ma
        dzieci i nie sądzę, żeby się tak musieli z tego tłumaczyć, tak jak
        Ty to robisz. Wyluzuj - NIE MUSISZ MIEĆ DZIECKA. Ale możesz, Wasza
        decyzja i naprawdę nie trzeba dorabiać do tego miliona powodów
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka