zales239
22.07.08, 23:40
Ostatnio nachodzą mnie takie myśli czy wykształcenie ma wpływ dobry
czy zły na związek.
Analizując swoje małżeństwo i patrząc na innych znajomych dochodzę
do wniosku,że prostym ludziom żyje się łatwiej.
Biorą życie takie jakie jest żona to zona i ma swoje obowiązki a mąż
swoje i nie ma niesnasek między nimi-godzą się na to oboje.
A w moich myślach nieustanna gonitwa ,analiza co on powiedział,co ja
mogłabym odpowiedzieć,zrobić.Nie jest fajnie ja za bardzo rozbieram
nasz związek na czynnniki pierwsze,nie potrafię odpuścić.
Teraz mnie to zaczyna już strasznie męczyć.
Nie wiem czy mnie rozumiecie,oczywiscie nie chciałam nikogo
urazić,ale tak to widzę.
Mam koleżanki dziewczyny po zawodówkach i one nie maja problemów ani
ze sobą ani z mężami,przewaznie są zadowolone z życia i idą do
przodu,a ja mam ciągle zagwozdkę w głowie jak zrobić aby być
szczęśliwym człowiekiem?
Kurcze chyba czas na terapię.