Dodaj do ulubionych

wybór julii

28.07.08, 15:49
wyborcza.pl/1,76842,5483843,Wybor_Julii.html
Bardzo kontrowersyjna osoba i problem.
IMO, nazywanie tej matki "bohaterką" to grube przegięcie. Ja jej
nie muszę oceniać, mogę jej współczuć (śłabego charakteru, braku
uczuć, depresji), ale co jest bohaterskiego w oddaniu dziecka i
przyznaniu sie do egoistycznych pobudek? Od razu myśle o forumowych
mamach niepełnosprawnych dzieci i szlag mnie trafia, że tu się
taka "bohaterka" objawiła.

To, co jest natomiast prawdą, to fakt, że pomoc ze strony innych
ludzi, w tym instytucji opiekuńczych, jest baaaardzo w takich
sytuacjach potrzebna.
Obserwuj wątek
    • liwilla1 Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:00
      "To wtedy ustalił się rytm: jest Immie - jest bezradność, rozczarowanie, udręka.
      Nie ma Immie - jest ulga, radość, swoboda."

      Dlaniu, wlasnie tez mysle o moich forumowych kolezankach, o moich dwoch ciotkach
      - to sa prawdziwe bohaterki. mam nieodparte wrazenie, ze artykul bohaterstwem
      nazywa lamanie tabu, ktorego podejmuje sie Julia.

      napisze to znowu po raz kolejny - promowana jest postawa hedonistyczna. to co
      latwe i przyjemne jest dobre, to co sprawia trud lepiej zamiesc pod dywan i
      udawac, ze nigdy nie mialo miejsca.

      ale i ja, chociaz przyznam, ze miotaja mna sprzeczne uczucia, wspolczuje tej
      rodzinie. jak zreszta wszystkim, ktore spotkal podobny los. jednak daleko mi do
      podziwu.
      • oli.nek Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:18
        może myślę prosto, ale mnie rusza takie coś - zdrowe dziecko zostaje, chore
        dziecko oddaję. bo dla mnie istnieje tylko jedno: moje dziecko.

        historia straszna, przeczytałam jednym tchem. pewnie jest wiele takich historii,
        ale niewiele zostaje opisanych. no comment.
        • guderianka Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:30
          Mam nadzieję,że córka tej kobiety nigdy nie dowie jak wielką
          miłością darzyła ją jej matka tongue_out Tak wielką jaką darzy się popsuty
          przedmiot-nie nadaje się do niczego więc go wyrzucam.
          Oby takich matek było jak najmniej...bo ona nie oddała z biedy, z
          niemożliwości zapewnienia opieki..oddała ją bo jej nie kochała. I
          brawa za to,że miała odwagę się przyznać? Heh
          Hitler też się przyznawał do uśmiercania niepełnosprawnych..
          • przeciwcialo Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:38
            Nie wiedzialam jak ubrac w słowa ale zrobiłas to za mnie.
          • aandzia43 Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:38
            Tu nikt nikogo nie uśmiercił, tylko oddał w dobre serce, nie ręce,
            jak by się chciało napisać. W lepsze niż własne. Nie rozpędzaj się i
            nie używaj niestosownych porównań. I oczywiście, że brawo, że miała
            odwagę się przyznać. Przyznać się rówież do braku miłości
            wystarczającej do niesienia tego ciężąru. Jakiekolwiek odmiennosci i
            niedostatki w miłości macierzyńskiej to w naszej kulturze tabu. Co
            nie znaczy, że one nie istnieją i nie sieją zniszczenia, jeśli nie
            są należycie rozwiązywane.
            • aandzia43 Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:39
              Miało być: miłoście niewystarczającej do niesienia ciężaru
            • guderianka Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:46
              Nie rozpędzaj się i
              > nie używaj niestosownych porównań.

              Ależ Hitler nie zabijał! On tylko oczyszczał rasę! Dbał o czystość
              nordyckiej krwi!
              • aandzia43 Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:00
                Przestań pierdaczyć kobieto. Nikt nikogo z niczego nie wyczyścił.
                Dziecko ma się świetnie. Znacznie lepiej, niż gdyby zostało z matką
                biologiczną. Co cię gryzie? Że landszfik ci ktoś zepsuł? A to, że
                nastąpiło rozwiązanie najlepsze dla wszyysktich, to co? Nieważne,
                prawda.
                • guderianka Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:02
                  A to, że
                  > nastąpiło rozwiązanie najlepsze dla wszyysktich, to co

                  Dla wszystkich za wyjatkiem głównego sprawcy zamieszania, czyli
                  dziecka tongue_out
                  • mama_kotula Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:07
                    >Dla wszystkich za wyjatkiem głównego sprawcy zamieszania, czyli
                    >dziecka tongue_out

                    Sądzisz, że dziecko byłoby szczęśliwsze w rodzinie, w której się go nie kocha,
                    tylko wychowuje z poczucia obowiązku i odpowiedzialności?
                    • guderianka Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:13
                      > Sądzisz, że dziecko byłoby szczęśliwsze w rodzinie, w której się
                      go nie kocha,
                      > tylko wychowuje z poczucia obowiązku i odpowiedzialności?

                      Odpowiem pytaniem na pytanie-a sądzisz,że w nowej rodzinie jest
                      kochane czy jest tam z poczucia odpowiedzialności (litości, empatii
                      itp ?)

                      I jeszcze jedno- Nie wiemy co by było gdyby. Nie wiemy, czy za 20lat
                      nie okazałoby się że Julia pokochała swoje dziecko. Nie wiemy,czy
                      nie oddała córki bez walki, bez terapii-bo chore dziecko to szok dla
                      rodzica i może wywołać różne reakcje. Nie wiemy też- co poczuje
                      20letnia dziewczyna jeśli przeczytą tę książkę..
                      • mama_kotula Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:20
                        >I jeszcze jedno- Nie wiemy co by było gdyby. Nie wiemy, czy za 20lat
                        >nie okazałoby się że Julia pokochała swoje dziecko.

                        Nie wiemy też, czy za 20 lat Julia nie wykrzyczałaby dorosłej już dziewczynie, że zmarnowała jej i jej rodzinie życie i że wychowywała ją tylko i wyłącznie z poczucia obowiazku.

                        Guderianko, to jest bardzo, bardzo kontrowersyjna sprawa.
                        Oczywiście - to, że zrobiła na tym kasę, że napisała książkę - to nie jest ok. Z drugiej strony, to mogła być reakcja obronna. Nic nie wiemy.
                        To, że domaga się poklasku - to może być bardzo nie halo, ale może być też reakcja obronna. Nic nie wiemy. Nic.

                        Co wiemy? Wiemy, że na tę chwilę dziecko jest w nowej rodzinie, gdzie jest szczęśliwsze, niż byłoby w biologicznej.

                        > Odpowiem pytaniem na pytanie-a sądzisz,że w nowej rodzinie jest
                        > kochane czy jest tam z poczucia odpowiedzialności (litości, empatii
                        > itp ?)

                        Tego też nie wiemy. Mogę jednak się pokusić o stwierdzenie, że w nowej rodzinie nikt nie da dziecku tego odczuć aż tak bardzo, jak by miało dane do zrozumienia - choćby nieświadomie - w rodzinie biologicznej.

                        Jeszcze raz napiszę - nie uznaję tej kobiety za bohaterkę. Daleka jednak jestem od potępienia jej za sam fakt oddania dziecka (nie - za zrobienie z tego komercji, bo to, jak już napisałam, nie jest ok), tak jak uczyniło to 90% osób wypowiadających się w tym wątku.
                        • guderianka Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:22
                          No właśnie-nie wiemy

                          Dla mnie bohaterką nie jest
                          I ja również jej nie potępiam-stwierdzam tylko że zachowała się
                          obrzydliwie.
                  • aandzia43 Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:08
                    Zdaje się, ze straciłaś z oczu konkret. Właśnie dla chorego dizecka
                    to, ze jest wychowyane przez akceptującą i kochającą je osobę jest
                    najlepszym rozwiązaniem. Gdyby matka biologiczna dalej miotała się i
                    nie dopuszczała do seibie prawdy na temat swoich uczuć, to... strach
                    sobie wyobrazić. Hardkor i życiowa demolka.
                  • a.nancy Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:11
                    > Dla wszystkich za wyjatkiem głównego sprawcy zamieszania, czyli
                    > dziecka tongue_out

                    dlaczego niby?
                    akurat dziecku jest najlepiej
                    ma nowa mame i nowe zycie i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co sie wydarzylo
                • przeciwcialo Re: okropne i okrutne 28.07.08, 17:02
                  Pozbyła sie problemu.
                  Jedne dokonuja aborcji, inne wyrzucaja do smietnika, jeszcze inne
                  oddaja do domów dziecka czy prowadzonych przez zakonnice ochronek. A
                  wszystko to w imie najlepszych rozwiazań.
      • a.nancy Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:43
        "- Czy pójdzie do szkoły?
        - Zbyt wcześnie, żeby na to odpowiedzieć.- Czy będzie nas rozpoznawać? -
        Możliwe, że nie."

        do tego fragmentu myslalam tak jak ty. ale jednak nie.
        julia miala przed soba perspektywe posiadania ciezko uposledzonego dziecka, z
        ktorym byc moze nie nawiazalaby zadnego kontaktu. niektore kobiety maja dosc
        silny instynkt macierzynski, zeby kochac takie dziecko. inne nie.
        mala rozwija sie i jest szczesliwa w zastepczej rodzinie. przybrana matka dala
        jej to, czego nie mogla jej dac rodzona. jestem pewna, ze gdyby zostala w
        rodzinnym domu, jej mozg by sie nie rozwinal - do tego potrzeba milosci,
        czulosci, uwagi i pracy bliskich.
        czy bohaterstwem byloby, gdyby julia zachowala dzicko i wyrzadzila mu krzywde -
        bo do milosci nie mozna sie zmusic? czy bohaterstwem byloby, gdyby zniszczyla
        zycie sobie, mezowi i drugiej coreczce? w imie czego, przepraszam? w imie
        wyidealizowanej wizji macierzynstwa stracic szanse na szczesliwa rodzine?

        nie uwazam julii za bohaterke. nie ze wzgledu na to, co zrobila. jest odwazna,
        bo powiedziala o tym glosno.

        "- Obie jesteśmy kobietami, dla których najważniejsze jest dobro ich dzieci -
        tłumaczy Tania i dodaje: - Jeśli rodzice sobie nie radzą, to największym wyrazem
        ich miłości jest powierzenie dziecka komuś, kto daje sobie radę."
        • guderianka Re: okropne i okrutne 28.07.08, 16:51
          a.nancy napisała:


          kochana, nie można wyrokować o przyszłości. Lekarz jest specjalistą
          a nie wróżką. Lekarz zna medycynę z książek, ze statystyk, rzadko z
          indywidualnych przypadków.
          Wszyscy lekarze dziwili się i dziwią-że moje dziecko JEDNAK chodzi
          Zdziwienie budzi również fakt,iż była cewnikowana ale wyszła z
          tego,i załatwia się samodzielnie
          A gdyby już na usg dostrzeżono jej wadę rdzenia to być może
          usłyszałabym : " Czy będzie nas rozpoznawać? -
          > Możliwe, że nie" i wiele innych przykrych rzeczy..


          czy bohaterstwem byloby, gdyby zniszczyla
          > zycie sobie, mezowi i drugiej coreczce?

          Ona nawet nie spróbowała jej kochać. Nie dała szansy.
          • a.nancy 5 miesiecy 28.07.08, 17:08
            guderianka napisała:
            > Ona nawet nie spróbowała jej kochać. Nie dała szansy.

            skad wiesz, ze nie probowala?
            przez 5 miesiecy opiekowala sie dzieckiem
            mogla je oddac od razu? mogla
            wiec chyba jednak - przez 5 miesiecy probowala pokochac
            jak dlugo jeszcze miala probowac?

            nie widzicie, ze o malo nie rozpadla sie ich rodzina? ze starsza corka miala
            dosc wiecznie marudzacej i znerwicowanej mamy?
            nie widzicie, ze dziecku jest LEPIEJ w nowej rodzinie?
            odpowiedzcie mi na pytanie, ktore zadalam w poprzednim poscie: W IMIE CZEGO
            wszyscy maja cierpiec? W IMIE CZEGO dziecko ma miec matke, ktora nie potrafi
            zapewnic mu odpowiednich warunkow (w sensie emocjonalnym)? skoro moze byc
            szczesliwe w nowej, kochajacej rodzinie? wytlumaczcie mi, dlaczego matka ma
            obowiazek BEZ WZGLEDU NA WSZSYSTKO poswiecac sie dla dziecka, nawet jesli
            dziecko nie ma z tego poswiecenia zadnej korzysci (skorzystalo na tym, ze
            zostalo oddane)?
            • guderianka Re: 5 miesiecy 28.07.08, 17:14
              5mcy


              WOW
              • a.nancy Re: 5 miesiecy 28.07.08, 17:27
                guderianka napisała:

                > 5mcy
                >
                >
                > WOW

                tak, a po jakim czasie NORMALNIE zaczyna sie kochac swoje dziecko? po 15 latach?
              • gaja78 Re: 5 miesiecy 28.07.08, 17:30
                5 miesięcy płaczu i cierpienia to dużo dla starszego dziecka.
    • elza78 Re: wybór julii 28.07.08, 16:40
      nie wiem, dla mnie to postawa "konsumenta" godna z wszech miar pogardy...
      zadne bohaterstwo...
      sklepik z dziecmi - zdrowe - biore, chore - won...
      • elza78 jeszcze 28.07.08, 16:44

        niepomiernie mnie wnerwia lansowanie takiej postawy jako bohaterstwa, to jest
        poprostu kuriozum, swiat stanal na glowie...
        niedlugo bohaterstwem bedzie oddawanie rodzicow do domow spokojnej starosci i
        generalnie wszystko to czego czlowiek wstydzic sie powinien...
        baba powienna sie kurde okopac gleboko w piachu i nie pokazywac nikomu na oczy a
        nie oprocz tego ze dziecko oddala to jeszcze chytrze kase na tym robi... rzyg...
        • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 16:56
          Właśnie tak pełna hipokryzji postawa, jak twoja, przyczynia się do
          pudrowania gówna i wynikających z tego krzywd. Brak miłosci
          macierzyńskiej jest faktem, który dotyka wiele kobiet, a tak
          naprawdę dotyka ich dzieci. Miotanie się w przerastających nas
          układach niszczy nas i nasze rodziny. Ale to nikogo nie obchodzi, bo
          sentymentale obrazki są w cenie. Uspokajają sumienia i stabilizują
          emocje gawiedzi. Nikogo nie interesuje prawda, liczy się ładny
          senttymentalny obrazek, na którym wszyscy się kochają, jak bozia
          przykazała.
          A propos domów spokojnej starości: wolałabym spędzić starość tam,
          niż w zakłamanej, nie mającej kontaktu z własnymi emocjami rodzinie,
          która na siłę stara się dobić do wyżyłowanego, nierealnego ideału.
          Nie ma nic gorszego, jak dobre chęci nie poparte rzeczywistymi
          możliwościami. Możliwościami ducha.
          • przeciwcialo Re: jeszcze 28.07.08, 17:00
            No ale nikt nie nakazuje rodzenia dzieci. A jak sie urodzi to
            wypadałoby wziąść odpowiedzialność za swoje czyny.
          • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 17:01
            Brak miłosci
            > macierzyńskiej jest faktem, który dotyka wiele kobiet, a tak
            > naprawdę dotyka ich dzieci

            Ale w tym konkretnym przypadku nie chodzi o brak miłości
            macierzyńskiej jako takiej. Ale o brak tego uczucia do osobnika
            słabszego, wybrakowanego, gorszego. To już nie jest niemożność
            odczuwania macierzyńskich uczuć ale niedojrzałość emocjonalna
            • mama_kotula Re: jeszcze 28.07.08, 17:07
              >To już nie jest niemożność odczuwania macierzyńskich uczuć ale >niedojrzałość emocjonalna.

              Ale co to zmienia, jeśli to nazwiemy w ten sposób?
              Z niedojrzałości emocjonalnej wynika brak uczuć do dziecka. Zgadza się? No zgadza.
              Sprawa kontrowersyjna, ale przychylam się do poglądów Andzi. Nie uznaję tej kobiety za bohaterkę, nie, nie, to nie tak. Ale co ona zrobiła? Stwierdziła, że nie jest w stanie unieść ciężaru wychowania niepełnosprawnego dziecka. Stwierdziła, że nie kocha tego dziecka. Stwierdziła, że jest zbyt słaba emocjonalnie.

              Zabić się miała na tę okoliczność, tak? Tudzież wychowywać, pod pilną opieką psychiatry, pakując w siebie tony leków.
              Sorry, Guderianko - ale czasem do miłości nie da się zmusić. Zmuszanie się do miłości i odczuwanie, że nie daje się rady, własna bezsilność - to jest w stanie zabić, wykończyć.

              Oczywiście, że najbardziej idealnie byłoby, aby niosła swój krzyż i za lat 20 wydała książkę pt. "nie żałuję".
              Albo jakby popełniła samobójstwo i zostawiła liścik "jestem niedoskonałą matką, wybaczcie".
              A co ona zrobiła? No zbrodnię, proszę państwa, zbrodnię popełniła, znaczy się - dziecko do adopcji oddała.
              • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 17:11
                > Ale co to zmienia, jeśli to nazwiemy w ten sposób?


                Zmieni dużo
                Choćby fakt taki,że skoro osoba nie odczuwa wszystkich
                macierzyńskich ceregieli to zachowa się odpowiedzialnie i nie weźmie
                sobie kłopotu na głowę i nie zrobi dzieciaka
                Osoba emocjonalnie niedojrzała zrobi sobie dziecko, żeby powstał
                fajny obrazek
                Jaka różnica -ano taka że niedojrzała emocjonalnie osoba,
                nieodpowiedzialna nie powinna predystynować do tego by nazywać ją
                bohaterką

                Stwierdziła, że ni
                > e jest w stanie unieść ciężaru wychowania niepełnosprawnego
                dziecka. Stwierdził
                > a, że nie kocha tego dziecka. Stwierdziła, że jest zbyt słaba
                emocjonalnie.


                I podała infantylne powody dla których nie mogłaby go pokochać. Mało
                tego -zarobiła na tym jeszcze kupę kasy...


                > A co ona zrobiła? No zbrodnię, proszę państwa, zbrodnię popełniła,
                znaczy się -
                > dziecko do adopcji oddała.

                Zbrodnią nie jest oddanie do adopcji niepełnosprawnego dziecka. Ale
                zrobienie z tego komerycjnej akcji
                • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 17:19
                  Ktoś w końcu musi zacząć robić te akcje. Ileż można chować brudy pod
                  dywan i dusić się w mdłym smrodku rozkładających się ludzkich
                  żywotów. Nieszczęśliwych, zakłamanych żywotów. Rozumiem, że to
                  niektórym psuje pejzaż, ale za to jak oczyszcza atmosferę.
                  • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 17:20
                    Andziu-nie chodzi o chowanie brudów. Ale o obrzydliwie zarabianie na
                    tym
                    • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 17:31
                      Julia jest artystką, żyje słowem. Nie tylko żyje ZE słowa. Tacy
                      ludzie mają wyrobiony nawyk przelewania na papier, czy przekładania
                      na inne działania artystyczne swoich doznań i przemyśleń. Nie wydaje
                      mie się, by napisała książkę z zamiarem zbicia na niej kasy.
                      Napisała ją, bo to jest dostępna jej forma radzenia sobie z
                      przeżyciami.
                      • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 17:35
                        dyrektorka Narodowej Opery Angielskiej w Londynie, reżyserka
                        teatralna

                        Jakoś wczesniej żyła z tego, a nie z pisania książek..
                        Szkoda ,że nie napisała ksiązki o swojej zdrowej córce..


                        aczkolwiek pisanie jako radzenie sobie z własnymi uczuciami
                        przemawia do mnie, sama tak robię. I to od zawsze a nie od pewnego
                        momentu w życiu
                        • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 17:42
                          Julia zajmuje się w swojej pracy SŁOWEM. Wiec przy jego pomocy
                          najlepiej radzi sobie z przekazywaniem światu siebie. Czy nie
                          napisała niczego o swojej zdrowej córce? Nie wiemy. Może jakieś
                          przyjemne opowiastki do poczytania przy herbatce. Ale na pewno nic
                          tak wstrząsającego, bo zdrowa córka nie przyspożyła jej tak
                          dramatycznych przeżyc.
                          • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 17:44
                            A może o zdrowej starszej lub zdrowej namłodszej NIKT nie chciałby
                            czytac ?
                            • mama_kotula Re: jeszcze 28.07.08, 17:49
                              guderianka napisała:

                              > A może o zdrowej starszej lub zdrowej namłodszej NIKT nie chciałby
                              > czytac ?

                              To już nadinterpretacja, Guderianko, masz skrzywiony obraz tej kobiety i
                              zaczynasz wciskać jej najgorsze intencje, mimo, że - jak sama przyznałaś mi
                              wyżej - mało wiemy na ten temat. Nie fair, bardzo nie fair.
                              • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 17:51
                                Nie fair, bardzo nie fair.

                                Ależ dlaczego ?
                                Właśnie dlatego,że nie wiemy może uprawiać gdybologię. Zwłaszcza że
                                osoby tej to w żaden sposób nie krzywdzi bo sama niejako wystawiła
                                się pod pręgierz
                                • aandzia43 To ty ją stawiasz pod pręgierz 28.07.08, 18:04
                                  Ona się tylko wystawiła na widok publiczny;-<
                                  Tendencja do stawiania pod pręgierz ludzi, którzy ośmielili się
                                  zaprezentować postawę odbiegającą od naszych wyobrażeń o świecie
                                  (nikomu nie robiąc przy tym krzywdy) jest postawą niebezpieczną. To
                                  w zasadzei wstęp do fanatyzmu.
                                  • guderianka Re: To ty ją stawiasz pod pręgierz 28.07.08, 18:07
                                    tak zrozumiałam bowiem ten fragment :

                                    "Książka zajmuje piąte miejsce na liście najlepiej sprzedających się
                                    biografii w księgarni Amazon i podzieliła czytelników na tych,
                                    którzy podziwiają Hollander za odwagę, szczerość i przełamywanie
                                    tabu, oraz tych, którzy uważają ją za cynicznego potwora"

                                    Nie wiemy jak jest naprawdę, poruszamy się w obszarze takim, jaki
                                    wyznacza ten artykuł, własnych doświadczeń i przekonań
                            • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 17:59
                              Nie tyle nikt by nie chciał czytać, co nie byłoby to tak poruszjące
                              i kontrowersyjne.
                              • guderianka Re: jeszcze 28.07.08, 18:00
                                aandzia43 napisała:

                                > Nie tyle nikt by nie chciał czytać, co nie byłoby to tak
                                poruszjące
                                > i kontrowersyjne.

                                Andziu, dla mnie to jest jednoznaczne...
                                • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 18:10
                                  Co jest jednoznaczne? Że zdrowe dzieci są zdrową i czystą radością?
                                  No pewnie, że są. Czytanie o tym jest radosne, czyste i przyjemne.
                                  To też prawda. Dramaty, jakich dostarczają choroby i trudne sytuacje
                                  poruszają i wywołują dyskusje, kłótnie i zacietrzewienie. To też
                                  chyba jasne. O co chodzi? Że nie jest to ujednolicone? A co ja na to
                                  poradzę? Gładkie obrazki cieszą oko, trudne wywołują różne emocje i
                                  dyskusje.
          • elza78 Re: jeszcze 28.07.08, 17:13
            wiesz andzia, niektorzy powinni sie od razu po okresie pokwitania podwiazac by
            nie mieli problemow ze swoimi emocjami i z brakiem milosci do dzieci.. tyle ode
            mnie...
            rzeczywiscie bohaterka - dziecko oddala i kasiore na tym trzepie big_grinD
            zajebista mamusia big_grin
            • aandzia43 Re: jeszcze 28.07.08, 17:25
              Co was ta kasa tak uwiera, dziewczynywink
              Wiesz co, są całe stada zakłamanych bab, które w życiu nic sobie nie
              podwiążą, bo mają gęby pełne frazesów i pusto w głowie. Rodzą
              dzieci, jak automaty z bezmyślności, z narcystycznej potrzeby
              przedłużenia swojej osoby, ze ślepej potrzeby spełnienia się w
              ideale matki-polki. One się niegy nie przyznają do porażki, do tego,
              że nie dorastają do czegoś, że mają zaburzenia emocjonalne. Tych
              tępych kur nie cierpię i uważam, że to one stanowią zagrożenie dla
              własnych dizeci. Nie Julia.
              • elza78 Re: jeszcze 28.07.08, 17:52
                ablad - ona sie nei przyznaje do porazki, ona sie tym chelpi ze byla zdolna do
                tkaiego bohaterstwa big_grin
                • mama_kotula Re: jeszcze 28.07.08, 17:58
                  elza78 napisała:

                  > ablad - ona sie nei przyznaje do porazki, ona sie tym chelpi ze byla zdolna do
                  tkaiego bohaterstwa big_grin

                  Elza, ja nie odczułam tego tak. Może nie doczytałam. Ale to media uznały ją za
                  bohaterkę, nie wiem, czy ona sama...? Najlepiej byłoby imho przeczytać książkę,
                  bo na podstawie fragmentów przytoczonych przez prasę - najprawdopodobniej
                  specjalnie wybranych - nie jestem w stanie oceniać moralnie tej pani, nie jestem
                  w stanie ocenić intencji napisania książki, no nic nie jestem w stanie.
    • osa551 Re: wybór julii 28.07.08, 16:41
      Ciekawe co szanowna Julia pomyśli jak będzie stara i niepełnosprawna a córki ją
      oddadzą do domu starców i nie będą odwiedzać, bo im nie będzie pasowała do
      rodziny. Sama dała im właśnie przykład, że takie zachowanie jest jak najbardziej OK.
      • tiuia Re: wybór julii 29.07.08, 13:32
        Myślę że szanowna Julia jest na tyle inteligentna, że sobie z tego zdaje sprawę. I ku Twemu rozczarowaniu może uważać za dobre rozwiązanie pobyt w domu starców, jeśli stanie się na starość niezdolna do samodzielnego życia.
        • osa551 Re: wybór julii 29.07.08, 17:32
          Niezłe, że czytasz w myślach tej Pani. Napisałam "ciekawe", bo zwykle ludzie są
          egoistami całe swoje życie i tacy właśnie ludzie wymagają od rodziny, żeby się
          nimi opiekowała na starość. Znam takie przypadki z życia a nie z teorii.
    • sanna.i Re: wybór julii 28.07.08, 16:47
      Nie chcę jej potępiać, ale bohaterstwa to tu nie widzę. No, może w osobie Tanii.
      To, co mi się spodobało, to bardzo mądra wypowiedź nowej mamy dziecka, że Julia
      kochała swoje wyobrażenia o dziecku, ona zaś kocha to dziecko takim, jakim jest.
      I w tym sęk. Julia chyba nie dojrzała do prawdziwego rodzicielstwa.
      • przeciwcialo Re: wybór julii 28.07.08, 16:50
        Niedojrzała ale następne dziecko urodziła. Na szczęście zdrowe bo
        pewnie tez oddałaby innym na wychowanie.
        • guderianka Re: wybór julii 28.07.08, 16:53
          przeciwcialo napisała:

          > Niedojrzała ale następne dziecko urodziła. Na szczęście zdrowe bo
          > pewnie tez oddałaby innym na wychowanie.

          Ale do trzech razy sztuka tongue_out
          Może urodzi sobie trzecie, może będzie zdrowe i może spełni swe
          marzenie :będzie karmić malucha piersią i obserwowac jak bawi się
          starsza córka tongue_out
          Eh sad((
          • przeciwcialo Re: wybór julii 28.07.08, 16:57
            A mnie zastanawia jeszcze jedno. Jeli któras z jej zdrowych córek
            uległaby wypadkowi ( nie zycze oczywiście ale gdybam) czy tez dla
            dobra rodziny oddałaby na wychowanie innym.
            • guderianka Re: wybór julii 28.07.08, 17:03
              przeciwcialo napisała:

              > A mnie zastanawia jeszcze jedno. Jeli któras z jej zdrowych córek
              > uległaby wypadkowi ( nie zycze oczywiście ale gdybam) czy tez dla
              > dobra rodziny oddałaby na wychowanie innym.

              obawiam się,że tak. Problemy przerosłyby ją
              • aandzia43 Re: wybór julii 28.07.08, 17:13
                Tego, moja droga, nie wie się nigdy, zanim sytuacja nie dopadnie nas
                osobiście. Całe rzesze kobiet po aborcji (nie żałujących tego kroku)
                są dobrymi matkami dla swoich pozostałych dzieci. Czasem problemy
                nas przerastają, a czasem nie. A ty możesz się pobawić we wróżkę,
                czemu nie.
            • elza78 Re: wybór julii 28.07.08, 17:16
              przeciwcialo napisała:

              > A mnie zastanawia jeszcze jedno. Jeli któras z jej zdrowych córek
              > uległaby wypadkowi ( nie zycze oczywiście ale gdybam) czy tez dla
              > dobra rodziny oddałaby na wychowanie innym.

              napisala by nastepna ksiazke i bylaby obrzydliwie bogata dzieki swoim
              bohaterskim wyczynom big_grin
              • guderianka Re: wybór julii 28.07.08, 17:19
                elza78 napisała:

                > przeciwcialo napisała:
                >
                > > A mnie zastanawia jeszcze jedno. Jeli któras z jej zdrowych córek
                > > uległaby wypadkowi ( nie zycze oczywiście ale gdybam) czy tez dla
                > > dobra rodziny oddałaby na wychowanie innym.
                >
                > napisala by nastepna ksiazke i bylaby obrzydliwie bogata dzieki
                swoim
                > bohaterskim wyczynom big_grin
                >
                >

                a męża przykułaby do łóżka i rąbała siekierką i zarobiłaby więcej
                niż King na "Rosemary" big_grin
                • elza78 Re: wybór julii 28.07.08, 17:20
                  dobry sposob na zarobkowanie smile
                • ogrodowy_krasnal Re: wybór julii 30.07.08, 15:37
                  King zarobil na "Misery'. Na Rosemary('s Baby) to raczej Ira Levin ewentualnie
                  Woody Allen.
        • gaja78 Re: wybór julii 28.07.08, 17:35
          przeciwcialo napisała:

          > Niedojrzała ale następne dziecko urodziła. Na szczęście zdrowe bo
          > pewnie tez oddałaby innym na wychowanie.

          To mnie też uderzyło.
          Być może na miejscu Julii podjęłabym taką samą decyzję w sprawie chorego dziecka
          - może tak, może nie, nie wiem. Ale na pewno nie zaryzykowałabym 3 ciąży.
          • aandzia43 Re: wybór julii 28.07.08, 17:45
            I tu mnie też uderzyło. Bo ja też nie zaryzykowałabym trzeciej ciąży.
            • triss_merigold6 Re: wybór julii 28.07.08, 17:56
              Ja bym zaryzykowała i zrobiła solidne badania prenatalne, te
              inwazyjne.
              • gaja78 Re: wybór julii 28.07.08, 18:06
                triss_merigold6 napisała:

                > Ja bym zaryzykowała i zrobiła solidne badania prenatalne, te
                > inwazyjne.

                Tylko że do poważnego uszkodzenia mózgu może dojść na przykład w wyniku wylewu
                będącego urazem okołoporodowym sad
                • triss_merigold6 Re: wybór julii 28.07.08, 18:09
                  Jesooo nie żyję na pustyni. Ciąża monitorowana, poród umówiony,
                  wywoływany, żadnego czekania, zaufany i opłacony lekarz, juz to
                  przerabiałam i wyszło super. Nienawidzę niespodzianek i staram się
                  je eliminować.
                  • dlania Re: wybór julii 28.07.08, 18:29
                    Triss, nie wszystko mozna kupić.
                    • triss_merigold6 Re: wybór julii 28.07.08, 18:33
                      Oczywiście. Niemniej można się starać minimalizować ryzyko.
                      Wykluczyć się nie da, bo tzw. czynnik ludzki jest czasem
                      nieprzewidywalny ale można minimalizować.
    • graue_zone Re: wybór julii 28.07.08, 16:52
      Cóż, brak mi słów, aby opisać postawę Julii. Tak postępują ludzie z niechcianym
      psem - wyrzucają i po kłopocie. Gdzie tu bohaterstwo? Wygodnictwo jej i jej
      męża. Gdybym usłyszała coś takiego od męża w takiej sytuacji, nie chciałabym go
      nigdy więcej widzieć. Ważniejsze jest wspólne śpiewanie i życie bez problemów? A
      czego nauczyli w ten sposób starszą córkę - też odda ich do domu starców, gdy
      będą chorzy i niedołężni? Jak można gloryfikować taką postawę, nazywając ją
      bohaterstwem? Kobieta, która zrobiła coś takiego, powinna wstydzić się do końca
      życia. byłabym w stanie zrozumieć, gdyby była to samotna matka z dziećmi lub
      biedna rodzina, której ne stać na opiekunkę dla dziecka, gdzie wszyscy muszą
      pracować, bi inaczej inne dzieci nie będą miały co jeść. Ale tu? Aż szkoda słów...
      • mruwa9 Re: wybór julii 28.07.08, 17:07
        nie mieszajcie dwoch spraw. W Polsce starszych rodzicow "oddaje sie"
        do "domu starcow". Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Fajnie
        sie krytykuje wyrodne dzieci "oddajace" rodzicow do DPSu, ale jesli
        komus z Was sie trafi przyjemnosc opieki nad zniedoleznialymi
        rodzicami z demencja,. gdy nie bedziecie w stanie pracowac zawodowo,
        bo dziadka/babci nie bedzie mozna nawet na godzine zostawic samych w
        domu, w trosce o ich i domu bezpieczenstwo, gdy w efekcie
        zostaniecie bez srodkow do zycia, gdy zycie rodziny legnie w
        gruzach, bo nie bedziecie miec ani sil, ani czasu na rozmowe z
        dziecmi czy partnerem, o wakacjach czy innym tak zwanym normalnym
        zyciu nie mowiac..ja nie oczekuje od swoich dzieci,aby sie mna na
        starosc opiekowaly. Sama "sie oddam" do domu starcow, jesli zajdzie
        taka koniecznosc, wlasnie dlatego, ze je kocham i ze daje im prawo
        do normalnego, wlasnego zycia. Tak samo, jak nie oczekuje, zeby
        ktorekolwiek z moich zdrowych dzieci w przyszlosci opiekowalo sie
        swoja niepelnosprawna siostra, ktora kiedys pewnie wyladuje w jakims
        DPSie. Moja rola znalezc odpowiedni dom dla dziecka, gdy nas
        zabraknie. Obowiazkiem rodzicow jest zapewnienie dzieciom opieki i
        milosci. Ale wlasnie z milosci nie chcialabym byc w przyszlosci kula
        u nogi, obciazeniem dla wlasnych dzieci.
    • syriana Re: wybór julii 28.07.08, 16:56
      nie jest bohaterska
      ale jakby żyła w Polsce to powiedziałabym, że jest odważna skoro głośno o tym mówi

      mam dużo zrozumienia do takiej postawy, tj. oddania dziecka, przyznania się, że
      jest niespełnieniem i zagrożeniem własnego życia emocjonalnego

      wizja posiadania niepełnosprawnego dziecka w tak beznadziejnym i nierokującym
      stopniu przeraża mnie tak bardzo, że wiem, że pomysły podobne do tych z artykułu
      (użycie poduszki, podrzucenie gdzieś) przyszłyby mi do głowy

      przykro mi, ale nie czuję się w pełni zdrowa emocjonalnie i wiem, że rodząc
      takie dziecko przypłaciłabym to dziurą jakich mało
      • syriana Re: wybór julii 28.07.08, 17:03
        acha, no i jeszcze taka postawa jest dla mnie pewnym przedłużeniem prawa do aborcji

        skoro uznajemy (a nawet przeciwnicy legalizacji dopuszczają często taką
        możliwość), że kobieta może usunąć ciążę gdy dziecko ma poważną wadę, to co z
        tymi przypadkami, w których wadę po urodzeniu dopiero można wykryć?
        • przeciwcialo Re: wybór julii 28.07.08, 17:06
          A kto tam wie jak ona prowadzona ciąże miała. Na podstawowych usg
          ocenia sie rozwój mózgu.
          Jesli to powikłanie porodu to inna sprawa.
        • verdana Re: wybór julii 28.07.08, 17:10
          Bohaterstwo na pewno nie, ale czy do konca godne tak jednoznacznego
          potepienia?
          Niestety, znam pare rodzin, gdzie poswiecono wiele osob dla tego
          niepelnosprawnego dziecka - łącznie z pozostalymi dziecmi. Znam
          rodzine, gdzie starszy syn płakal na pogrzebie siostrzyczki - z
          radosci, ze jej juz nie ma, ize może rodzice poswięca mu trochę
          uwagi, przytula, odprowadza do szkoly. Bo przez siedem lat zycia
          siostry nie mial matki nawet na przeczytanie jednej książeczki, na
          jeden spacer, na pierwszy dzień w szkole.
          To bardzo trudna decyzja - szczegolnie gdy w domu jest juz dziecko,
          bo nie tylko siebie, ale i je trzeba poswiecic czasem w wypadku
          bardzo głębokiej niepelnosprawnosci. Są tacy, ktorzy potrafiz to
          wszystko ogarnąć, sa tez tacy, ktorzy nie potrafia. I chyba wtedy
          lepiej, aby dziecko bylo kochane w innym domu, niz pielęgnowane i
          znienawidzone w swoim.
          Nikt jednak tego dziecka nie zamordował, nie podrzucil na
          smietniku... I jako o morderstwie o tym pisac nie można.
          Ale cwalić się? Tez tego nie rozumiem - rozumiem wstyd, pokore wobec
          tych co potrafia, ale dumę?
          • a.nancy Re: wybór julii 28.07.08, 17:16
            > Ale cwalić się? Tez tego nie rozumiem

            nie mam wrazenia, ze ona sie chwali
          • guderianka Re: wybór julii 28.07.08, 17:18
            > To bardzo trudna decyzja - szczegolnie gdy w domu jest juz
            dziecko,
            > bo nie tylko siebie, ale i je trzeba poswiecic czasem w wypadku
            > bardzo głębokiej niepelnosprawnosci. Są tacy, ktorzy potrafiz to
            > wszystko ogarnąć, sa tez tacy, ktorzy nie potrafia


            Otóż to. Rodzicom nie ma czasem kto pomóc się ogarnąć. Lekarz
            strzeli diagnozą i potem drzwiami. A ty rodzicu radź sobie. Może
            gdyby Julia miała fachową psychologiczną opiekę nie oddałaby córki
            po 5mcach?
    • gaja78 A co ze starszym dzieckiem ? 28.07.08, 17:25
      Chore dziecko wymagało uwagi 24h/dobę jak rozumiem. A co ze starszą córką ?
      Zabrać jej matkę albo ojca ?

      Dla mnie rozwiązania są dwa: zatrudnić opiekunkę na 24h/dobę lub zrezygnować z
      pielęgnowania (bo chyba o wychowywaniu ciężko tu mówić) dziecka o znacznym
      stopniu uszkodzenia mózgu. Ten stopień niepełnosprawności i jego konsekwencje są
      tutaj bardzo istotne.
      • zzz12 Re: A co ze starszym dzieckiem ? 28.07.08, 17:36
        oddanie dziecka nie rozni sie niczym od zatrudnienia opiekunki
        24h/dobe. Po prostu zrzuca sie problem opieki na inne osoby.
        Mam inne pytanie: czy rodzice Imogene placa na nia alimenty? Moim
        zdaniem- powinni jak najbardziej.
        • a.nancy taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 18:21
          ciekawe sa wasze glosy oburzenia w kontekscie prolajferskiej propagandy (po co
          aborcja, przeciez mozna oddac dziecko)
          czy na osobach zostawiajacych ZDROWE noworodki w szpitalu tez byscie wieszaly
          psy? czy tylko chore dziecko jest takim skarbem?

          zzz12 napisała:

          > oddanie dziecka nie rozni sie niczym od zatrudnienia opiekunki
          > 24h/dobe. Po prostu zrzuca sie problem opieki na inne osoby.

          tak, po prostu straszne, zatrudnienie opiekunki i zajecie sie ZDROWYM starszym
          dzieckiem i ratowaniem swojego malzenstwa
          tez ciekawe w kontekscie zatrudniania nian moze nie na 24 h, ale na wiekszosc
          czasu kiedy dziecko NIE SPI (bo rodzice w ciagu dnia sa w pracy)

          > Mam inne pytanie: czy rodzice Imogene placa na nia alimenty? Moim
          > zdaniem- powinni jak najbardziej.

          w takim razie alimenty powinni placic WSZYSCY rodzice oddajacy dzieci do
          adopcji. te nastolatki, ktore rodza, bo nie maja prawa do legalnej aborcji, tez.
          i wielodzietne rodziny zyjace w nedzy, czemu nie.
          • a.nancy Re: taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 18:24
            i wciaz nikt mi nie powiedzial, dlaczego znerwicowana i nieakceptujaca matka
            biologiczna jest lepsza opcja dla dziecka niz kochajaca matka zastepcza
            • triss_merigold6 Re: taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 18:32
              Chciałam zauważyć, że w tej rodzinie na skutek pojawienia się
              upośledzonej siostry cierpiało starsze dziecko.
            • guderianka Re: taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 18:41
              a.nancy napisała:

              > i wciaz nikt mi nie powiedzial, dlaczego znerwicowana i
              nieakceptujaca matka
              > biologiczna jest lepsza opcja dla dziecka niz kochajaca matka
              zastepcza

              bo takiej tezy nikt nie postawił ?
              • a.nancy Re: taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 19:21
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=82707789&a=82710553
                guderianka napisała:

                > A to, że
                > > nastąpiło rozwiązanie najlepsze dla wszyysktich, to co
                >
                > Dla wszystkich za wyjatkiem głównego sprawcy zamieszania, czyli
                > dziecka tongue_out
          • guderianka Re: taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 18:41
            > czy na osobach zostawiajacych ZDROWE noworodki w szpitalu tez
            byscie wieszaly
            > psy? czy tylko chore dziecko jest takim skarbem?


            A czy krytyka zachowań odmiennych z własnym światopoglądem i obrona
            tegoż jest wieszaniem psów?
            Jeśli tak to moja odpowiedz brzmi-tAK
            • dlania Re: taka uwaga natury socjologicznej 28.07.08, 19:36
              > > czy na osobach zostawiajacych ZDROWE noworodki w szpitalu tez
              > byscie wieszaly
              > > psy? czy tylko chore dziecko jest takim skarbem?

              Te osoby rzadko piszą książki i swoich doświadczeniach i wystepują w telewizji
              jako bohaterki. No chyba że u Drzyzgi, choc nie przypominam sobie.
      • babowa Re: A co ze starszym dzieckiem ? 28.07.08, 17:43
        Szkoda że oddając dziecko zdecydowała się na to tak późno.
        przez 5 m-cy rehabilitacją można podgonić niektóre opóźnienia a tak
        dziecko nie tylko zaznało braku miłości ale i należytej opieki
        lekarskiej.
        Gratuluje tej kobiecie podjęcia takiej decyzji bo na pewno posłuży
        ona dobru dziecka.
        Myśli by dziecko udusić czy rzucić nim o ścianę napewno by nie
        sprawiły napływu uczuć macierzyńskich.
        Nie widzę tu żadnego bohaterstwa tej" matki", widzę brak zwykłych
        ludzkich uczuć,małość ich człowieczeństwa
        Wątpię też by ludzie ci potrafili pełnią miłości darzyć siebie i
        pozostałe dzieci
        • zzz12 Re: A co ze starszym dzieckiem ? 28.07.08, 17:55
          Kilka lat temu w Szwecji mowilo sie o pewnej polskiej rodzinie,
          ktora miala adoptowane dzieci (bodajze dwojke) i rowniez swoje
          biologiczne dziecko (co najmniej jedno, nie pamietam szczegolow).
          Rodzina nie radzila sobie z opieka nad adoptowanymi dziecmi i
          podczas jednej z wizyt w olsce oddali adoptowane dzieci z powrotem
          do domu dziecka, czy podrzucili, nie pamietam. Nie wiem, jak sie
          sprawy nadal potoczyly, ale znajac Szwedow, bardzo prawdopodobny byl
          scenariusz, ze odebrano owej rodzinie w Szwecji rowniez ich
          biologiczne dziecko, uznajac pare, ktora wywija takie numery, za
          nieodpowiedzialna do sprawowania opieki nad jakimkolwiek dzieckiem.
          • triss_merigold6 Re: A co ze starszym dzieckiem ? 28.07.08, 18:00
            Akurat w Szwecji rozwiązań adopcji na wniosek rodziców jest sporo. I
            bynajmniej z tego powodu nie są rodzicom odbierane ich biologiczne
            dzieci.
    • triss_merigold6 Tak a propos opieki 28.07.08, 17:54
      A propos opieki nad staruszkami: w Polsce "opieka" nad
      rodzicami/dziadkami jest powszechna z b. prozaicznego powodu - 3
      pokolenia zyją na kupie a lokal należy do babci/dziadka. I emerytura
      jest. Nie zapominajcie o dodatkowej kasie, ktora w przypadku oddania
      staruszka do domu opieki poszłaby się stukać.

      Kobiety, która uznała, że nie jest w stanie pokochać głęboko
      upośledzonego dziecka nie potępiam absolutnie. Faceta tez nie.
      Sama na etapie ciąży badałam się na wszystkie dostępne w Polsce
      sposoby, żeby wyeliminowac ryzyko urodzenia dziecka z poważną wadą
      genetyczną czy rozwojową. I nie uważam się za hedonistkę tylko za
      osobę racjonalnie myślącą. Mam zdrowe i normalne dziecko, przy
      kolejnej ewentualnej ciąży również będę robić amnio, bo nie nie
      chcę "uszczęśliwić" potomka upośledzonym rodzeństwem wymagającym
      opieki 24/7.
      • zzz12 Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:02
        zlosliwosc losu polega na tym, ze zadne badania prenatalne nie daja
        Ci gwarancji, ze urodzisz zdrowe, pelnosprawne dziecko, ze w trakcie
        porodu nie zdarzy sie nieprzewidziany dramat, ze w pozniejszym
        wieku dziecko nie ulegnie wypadkowi czy nie zachoruje na
        nieuleczalna przewlwkla chorobe. Nie masz zadnej gwarancji, ze Twoje
        macierzystwo bedzie latwe, bezproblemowe, a dziecko wylacznie
        zrodlem radosci i dumy. Glupie ADHD, nie do zdiagnozowania
        prenatalnie, potrafi zniszczyc cala radosc rodzicielstwa. To nie
        kwestia hedonizmu. To kwestia odpowiedzialnosci i dojrzalosci, aby
        przyjac dziecko z dobrodziejstwem inwentarza. Zwlaszcza, gdy sie
        jest dobrze sytuowanym materialnie i ma warunki, aby zorganizowac
        rodzinie w miare normalne funkcjonowanie (zatrudnienie opiekunki,
        czy zorganizowanie innej opieki, "odbarczajacej" rodzine od czasu do
        czasu, dla regeneracji sil).
      • verdana Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:02
        Triis, ale tu chyba nieszczęście zdarzylo sie w chwili porosu - a
        tego zbadać i przewidziec nie sposób. nawet przebadana na wszystkie
        możliwe sposoby, masz szanse urodzic bardzo ciężko uposledzone
        dziecko na skutek niedotlenienia w momencie porodu. I wtedy pytanie -
        czy zostawiasz je w szpitalu czy nie?
        • triss_merigold6 Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:05
          Nie wiem. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, serio. Pierwsza
          diagnoza "warzywo" może być błędna.
          Na poziomie porodu też starałam się wyeliminować ryzyko - poród
          zaplanowany, umówiony, wywoływany, żadnego czekania etc.
          Zasadniczo nie akceptuję postawy "przyjąć z dobrodziejstwem
          inwentarza".
          • bea116 Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 21:18
            Triss, to nie jest takie proste... Ja przez całą ciążę czułam się świetnie, wszystkie badania wychodziły modelowo i nagle bomba - KTG kilka dni po terminie porodu wychwyciło, że dziecko ma zaburzenia rytmu serca, szok, trafiłam na patologię ciąży do Kliniki o najwyższym stopniu referencyjności, miałam umówioną prywatną położną i anestezjologa, sama jestem lekarzem i co? Nagła bradykardia u dziecka, zamartwica, cc, podejrzenie zapalenia mięśnia sercowego i dziecko pierwsze półtora tygodnia, które miało być sielanką (mąż wziął 2 tygodnie urlopu, miał brać udział w porodzie rodzinnym itd)spędziło na kardiologii. Rokowanie niepewne. Badania za badaniami, kolejne Holtery, ECHO serca, mąż asystujący co noc dziecku na oddziale, chociaż nie miał do tej pory wielkiego pojęcia na medycynie, po kilku nocach wpatrywania w monitor nauczył się nawet jak wyglądają w EKG zaburzenia rytmu. Chciało mi się wyć jak zwierzęciu. Potem kolejne kontrolne hospitalizacje. Sugestie, że oprócz kardiologa przydałby się neurolog, bo napięcie mięśni nie takie, ortopeda (idiota zresztą tak na marginesie)na pierwszej wizycie zasugerował, że może to mózgowe porażenie dziecięce.
            Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale nawet teraz, po kilku latach, drzemie we mnie ten cień niepewności czy aby na pewno, bo w Holterach ciągle tachykardia.
            • triss_merigold6 Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 22:08
              Wiem, że to nie takie proste. Ale czemu czekałaś po terminie porodu?
              W dniu terminu pojechałam do szpitala, porozmawiałam z lekarką
              szczerze "pani doktor, mam schizę, dotąd było modelowo i NIE CHCĘ
              CZEKAĆ, bo boję sie niedotlenienia płodu". Kobieta zrozumiała i
              umówiła sie na dyżur. Ja właśnie miałam obsesję na punkcie
              niedotlenienia i mimo, że wszystko było super to jakiś tydzień przed
              terminem codziennie jeździłam na ktg.
              • bea116 Re: Tak a propos opieki 29.07.08, 00:03
                Bo ten tzw. termin porodu jest tak naprawdę terminem mocno orientacyjnym i dopuszcza się przesunięcie +/- dwa tygodnie a przy prawidłowej ciąży najlepiej jak akcja porodowa rozpocznie się fizjologicznie, organizm ma swój rytm. Wystarczy robić KTG, jeśli jest prawidłowe, położnicy czekają tak przeważnie do 10 dnia. Na patologii ciąży też od razu nie urodziłam tylko po ładnych kilku dniach - zaburzenia rytmu miały charakter niemiarowej tachykardii, bradykardia wystąpiła właśnie przy planowej indukcji porodu.
                • bea116 Re: Tak a propos opieki 29.07.08, 00:24
                  rozwiązanie ciąży stricte w terminie porodu tak naprawdę nie daje ci żadnej gwarancji, bo to nie przekroczenie terminu jest przyczyną niedotlenienia u dziecka
      • guderianka Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:03
        Mam zdrowe i normalne dziecko, przy
        > kolejnej ewentualnej ciąży również będę robić amnio, bo nie nie
        > chcę "uszczęśliwić" potomka upośledzonym rodzeństwem wymagającym
        > opieki 24/7.

        A co triss sądzisz o sobie w wersji upośledzonej? Tzn. gdybyś ty
        przeżyła jakiś koszmarny wypadek to jak byś się ustosunkowała wobec
        samej siebie? Chciałabyś syna "uszczęśliwać"swoją osobą czy też
        popełniłabyś samobójstwo (tudzież wybrała inną opcję ) ?
        • a.nancy Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:06
          wiem, ze to pytanie do triss, ale nie moge sie powstrzymac
          a wiec nie, nie chcialabym uszczesliwiac rodziny swoja uposledzona osoba
          zaskoczenie?
          • guderianka Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:08
            Nie, absolutnie nie jestem zaskoczona

            A jaką opcję byś dla siebie wybrała ?
            • a.nancy Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:28
              wiesz, jak juz bym byla w takim stanie jak to dziecko, to nie mialabym za bardzo
              wyboru, bo bym nie odrozniala wlasnej reki od krzesla

              co nie zmienia faktu, ze mysl o byciu warzywem wymagajacym opieki 24 h nie
              miesci sie w mojej wizji rodzinnej sielanki
              • guderianka Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:42
                a.nancy napisała:

                > wiesz, jak juz bym byla w takim stanie jak to dziecko, to nie
                mialabym za bardz
                > o
                > wyboru, bo bym nie odrozniala wlasnej reki od krzesla


                nie wiemy w jakim stanie jest teraz to dziecko
                • zetage Re: Tak a propos opieki 01.08.08, 12:38
                  wszystkim osobom, które potępiają decyzję tej matki, które uważają,
                  że matka to MUSI, bo jest matką, polecam adopcję niepełnosprawnego
                  dziecka. Pokochajcie je jak swoje, dajcie mu dom, nie musicie mu
                  mówić, że matka je oddała bo go nie kochała. To będzie najlepsza
                  decyzja dla tego dziecka (notabene właśnie taką podjęłą bohaterka)
                  No, która pierwsza jest w stanie coś takiego zrobić?
                  Bo jeśli nie jesteście w stanie, to to wasze gadanie to dla mnie
                  czyste pie...enie i w ogóle nie mogę wziąć tego poważnie.
        • triss_merigold6 Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:07
          Samobójstwo. Bliskie mi osoby są poinformowane czego sobie życzę
          (śmiertelnej dawki leków), zostawiłam też dyspozycje na piśmie.
          Jestem przywiązana do jakości życia a nie idei życia jako takiego.
          • guderianka Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:08
            ok, dzięki
        • verdana Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:08
          Nie przemawiaja do mnie absolutnie argumenty 'co byś zrobila ze
          zdrowym dzieckiem, ktore nagle uległoby wypadkowi". Bo problem w
          tym, ze tego chorego dziecka matka nie umiaa pokochać. Natomiast
          zdrowe, ukochane dziecko nie przestaje być kochane w momencie
          wypadku. Uczucia nie daja się w prosty sposob wytlumaczyc "drowe
          kocham, chore nie". Dziecko, ktore sie raz pokochao zwylke pozostaje
          kochane na zawsze.
          • guderianka Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:10
            verdana napisała:

            > Nie przemawiaja do mnie absolutnie argumenty 'co byś zrobila ze
            > zdrowym dzieckiem, ktore nagle uległoby wypadkowi". Bo problem w
            > tym, ze tego chorego dziecka matka nie umiaa pokochać. Natomiast
            > zdrowe, ukochane dziecko nie przestaje być kochane w momencie
            > wypadku. Uczucia nie daja się w prosty sposob wytlumaczyc "drowe
            > kocham, chore nie". Dziecko, ktore sie raz pokochao zwylke
            pozostaje
            > kochane na zawsze.


            Pozwolę sobie się nie zgodzić. Inaczej traktuje się dziecko chore od
            zawsze a inaczej "chore od...". Mogę mówić o sobie. Moja córka była
            zdrowa 2lata-a przynajmniej tak myślałam. Po 2 urodzinach świat się
            zawalił i nic już nie było tak jak kiedyś. I nie było łatwiej.
            • verdana Re: Tak a propos opieki 28.07.08, 18:15
              Ależ ja nie mowię, ze latwiej. Tylko, ze takiego dziecka raczej sie
              nie przestaje kochać.
            • seniorita_24 trzecie dziecko jako spełnianie ambicji 29.07.08, 10:58
              Współczułam tej kobiecie i miałam mocno mieszane uczucia do momentu gdy nie
              przeczytałam, że zafundowała sobie trzecie dziecko. W tym momencie jej przeżycia
              i wynurzania dla mnie tracą sens - kobieta po 40tce, kilka lat po oddaniu
              dziecka, z którym "nie mogła nawiązać więzi" rodzi następne. Ciekawe czy tym
              razem dostała szampana i kwiaty.
    • brak.polskich.liter Re: wybór julii 28.07.08, 18:20
      Sadzilam, ze etap fascynacji ostrymi dychotomiami (egoistka, porzucajaca
      uposledzone dziecko vs matka-bohaterka, ktora je kocha i poswieca mu full czasu,
      itp itp) mija gdzies w polowie liceum, a tu proszsz...

      Malenki szczegol, ktory, zdaje sie, umknal w dyskusji. Rodzice Immie nie zrzekli
      sie praw rodzicielskich. Mimo naciskow ze strony sluzb socjalnych na skierowanie
      dziewczynki do adopcji (skadinad zrozumialych), udalo sie znalezc inne
      rozwiazanie. Opiekunce zastepczej (tymczasowej) przyznano status permanentny. W
      prawie brytyjskim istnieje mozliwosc rozszerzenia praw rodzicielskich, tj.
      przyznania ich ododatkowej osobie - i na taka wlasnie opcje zdecydowali sie
      rodzice Immie i Tania Beale.
      Tania ma, oprocz Immie, jeszcze jedna adoptowana corke. Obie rodziny spotykaja
      sie, spedzaja wspolnie czas (rodzenstwo ma ze soba fajny kontakt) i z tego, co
      wiem, obydwie strony ukladu sa z niego bardzo zadowolone.

      IMHO to fajnie, ze udalo sie znalezc optymalne rozwiazanie niezbyt optymalnej
      sytuacji.
      • mamaemmy lepsze to niz aborcja nt 28.07.08, 18:43

      • wieczna-gosia Re: wybór julii 28.07.08, 18:48
        > Malenki szczegol, ktory, zdaje sie, umknal w dyskusji. Rodzice Immie nie zrzekl
        > i
        > sie praw rodzicielskich. Mimo naciskow ze strony sluzb socjalnych na skierowani
        > e
        > dziewczynki do adopcji (skadinad zrozumialych), udalo sie znalezc inne
        > rozwiazanie. Opiekunce zastepczej (tymczasowej) przyznano status permanentny. W
        > prawie brytyjskim istnieje mozliwosc rozszerzenia praw rodzicielskich, tj.
        > przyznania ich ododatkowej osobie - i na taka wlasnie opcje zdecydowali sie
        > rodzice Immie i Tania Beale.
        > Tania ma, oprocz Immie, jeszcze jedna adoptowana corke. Obie rodziny spotykaja
        > sie, spedzaja wspolnie czas (rodzenstwo ma ze soba fajny kontakt) i z tego, co
        > wiem, obydwie strony ukladu sa z niego bardzo zadowolone.
        >
        > IMHO to fajnie, ze udalo sie znalezc optymalne rozwiazanie niezbyt optymalnej
        > sytuacji.
        >

        podpisuje sie w pelni pod Brak.polskich .liter.

        nie sztuka dzwignac cos co potrafimy. Sztuka jest znalesc rozwiazanie dla
        sytuacji, ktorej absolutnie nie dzwigamy.
      • zzz12 Re: wybór julii 28.07.08, 19:35
        i wlasnie dlatego pytalam o alimenty. Dlaczego podatnik (co z tego,
        ze nie polski) ma utrzymywac dziecko zamoznych rodzicow, ktorzy nie
        zrzekli sie ani nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich?
        • brak.polskich.liter Re: wybór julii 28.07.08, 20:16
          zzz12 napisała:

          > Dlaczego podatnik (co z tego,
          > ze nie polski) ma utrzymywac dziecko zamoznych rodzicow, ktorzy nie
          > zrzekli sie ani nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich?

          A utrzymuje?

          Dwie sprawy:
          1. W Wielkiej Brytanii wszystkim rodzicom/opiekunom uposledzonych dzieci
          przysluguje dodatek pielegnacyjny. Jesli rodzicem/opiekunem jest singiel(ka), to
          kasy jest automatycznie wiecej. Zauwaz, ze dodatek pielegnacyjny otrzymuja
          zarowno rodzice biologiczni, opiekujacy sie swoimi uposledzonymi dziecmi, jak i
          rodzice adopcyjni czy rodziny zastepcze.
          2. Z tego, co wiem, rodzice biologiczni Immie wspolfinansuja jej utrzymanie i
          opieke (zrodlo - Guardian, artykul sprzed paru lat).
          • burza4 Re: wybór julii 29.07.08, 00:11
            brak.polskich.liter napisała:

            > zzz12 napisała:
            >
            > > Dlaczego podatnik (co z tego,
            > > ze nie polski) ma utrzymywac dziecko zamoznych rodzicow, ktorzy
            nie
            > > zrzekli sie ani nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich?
            >
            > A utrzymuje?
            >
            > Dwie sprawy:
            > 1. W Wielkiej Brytanii wszystkim rodzicom/opiekunom uposledzonych
            dzieci > przysluguje dodatek pielegnacyjny.

            Nie wiem o jakim konkretnie dodatku piszesz, ale rozmawiałam na ten
            temat z rodziną (z upośledzonym dzieckiem) - i wychodzi na to, że
            jednak NIE WSZYSCY, bo np. oni złamanego pensa nie otrzymują - za
            dużo zarabiają. Paradoksalnie bezrobotna ma prawo do rekompensaty
            jakiejś części kosztów opiekunki, a pracująca kuzynka już nie...
    • morgen_stern Re: wybór julii 28.07.08, 20:01
      Lubię sobie poczytać tego typu dyskusje na emamie. Jak fajnie wyłażą wtedy z forumowiczek różne świństwa, uogólnianie, tendencja do dzielenia świata na czarno - białe, jak szybko niektóre biorą do ręki kamienie.. Leje im się z gęb taka typowa, babska żółć, która każdą i każdego osądzi, zaszufladkuje, a czego nie wie, to sobie dośpiewa.
      A inne znowu jak miło zaskakują dojrzałością myślenia, zdrowym rozsądkiem, nieuleganiem stereotypom smile
      • verdana Re: wybór julii 28.07.08, 20:05
        A propos stereotypów.
        Matka tu jest zła , bo oddała dziecko, ktorym nie umiała się zająć.
        Oddała zreszta w dobre ręce.
        Natomiast ojciec, ktory posuwa się do szantazu oceniany nie jest.
        Czyli - gdyby matka kochała dziecko i chciała je zatrzymać, to na
        wasny rachunek, tatus się wypisuje. Z życia nie tylko chorej, ale i
        zdrowej corki. A o nim ani slowa.
        • triss_merigold6 Re: wybór julii 28.07.08, 20:10
          Bo to facet. A faceci dość często odchodzą od rodziny kiedy urodzi
          się upośledzone dziecko. Z biologicznego punktu widzenia dość
          zrozumiałe, nie chce inwestować w potomstwo, które nie jest sukcesem
          reprodukcyjnym.
          • wieczna-gosia Re: wybór julii 28.07.08, 20:20
            daj spokoj Triss z ta biologia. Biologicznie uzasadnione jest rowniez by owa
            matka zadusila dziecko, ktore jej sukcesu biologicznego nie zapewnia.
            Wszystkie wsiadly na matke a tatus swieta krowa.
            mamy za soba tyle wiekow cywilizacji ze juz czas sie cialem migdalowatym
            przestac zaslaniac.
            • bea116 Re: wybór julii 28.07.08, 21:24
              dlaczego święta krowa? ostatnia świnia i tyle, ale to chyba oczywiste
              • wieczna-gosia Re: wybór julii 28.07.08, 21:28
                nie no wkurza mnie tlumaczenie zachowan a'la meska swinia "sukcesem
                reprodukcyjnym" i biologia.
            • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 11:33
              O nie, od razu pisałam, co myślę o tatusiu. Co nie zmienia faktu, że mam również
              złe zdanie o matce.
        • brak.polskich.liter Re: wybór julii 28.07.08, 20:26
          Bo w Polsce (i nie tylko) rodzicielstwo to sprawa prawie wylacznie kobiet - co
          wylazi przy roznych okazjach. Panowie istnieja jako opcja "wisienka na torciku".
          Noszenie krzyzy i zmuszanie sie do znienawidzonej czynnosci (chocby ta
          czynnoscia byla opieka nad uposledzonym dzieckiem) to rowniez sport jakby
          zarezerwowany dla pan. Panowie krzyzykow nosic nie musza.
          Wot, zagwozdka.
        • malila Re: wybór julii 28.07.08, 20:32
          verdana napisała:
          > Natomiast ojciec, ktory posuwa się do szantazu oceniany nie jest.

          A zastanawiałam się, kiedy zostanie poruszony wątek ojca. I czy w
          ogóle zostanie poruszony...
          • dlania Re: wybór julii 28.07.08, 21:24
            Bo to nie ojciec pisze ksiązki i jest sławny. Ojciec nie wywiązał sie ze swojej
            roli, był za słaby, koniec, kropka.
            • mama_kotula Re: wybór julii 28.07.08, 21:36
              > Ojciec nie wywiązał sie ze swojej roli, był za słaby, koniec, kropka.

              I popatrz, Dlania - z jaką to naturalnością i oczywistością jest przyjmowane smile)
              Ojciec nie wywiązał się ze swojej roli, koniec kropka. I tyle. Zero komentarza,
              zero tłumaczenia. A kobieta, która nie wywiązuje sie z roli matki, musi się
              gęsto tłumaczyć, a i tak na niej będzie się psy wieszać.
              • dlania Re: wybór julii 28.07.08, 21:42
                Nie, Kotulo, ja akurat o matce napisałam dokładnie tyle samo co teraz o facecie
                - no, dodałam jej jeszcze depresjęwink Ludzie bywają słabi niezależnie od płci
                (choć - no sorki za biologizowanie - akurat faceci sa ponoć z natury słabsiwink)i
                nie mnie ich oceniać.
                Mnie dziwi, a może nawet oburza "bohaterstwo" tej kobiety, to jej całe
                "przełamywanie tabu". Ja nie chcę żyć w kulturze, w społeczeństwie, gdzie
                przyznawanie się do słabości i egoizmu jest powodem do chwały i dumy. Mnie jest
                dobrze z tym tabu, co wcale nie zmienia faktu, że sytuację tej kobiety,
                podobnych rodzin, uważam za trudną, i żadnej ich decyzji nie potępiam.
                • mama_kotula Re: wybór julii 28.07.08, 21:50
                  Dlaniu, a ja myślę, że z jednej strony przełamywanie takiego tabu jest potrzebne.

                  Bo ja z kolei nie chcę żyć w świecie, w kulturze, w której nie można się przyznać do słabości, do niepodołania czemuś, nie chcę żyć w świecie, w którym istnieje jedyny słuszny model kobiety, matki, a wszystko, co poza niego wykracza, jest godne potępienia i człowiek któremu się nie udało jest zmuszony chować się po kanałach, aby nie narazić się na ukamienowanie. Nie chcę zyć w świecie cichych męczennic, które wykańczają siebie i całe rodziny w imię... właśnie, w imię czego?

                  Nie mówię, że taka postawa ma być wynoszona na piedestał. Natomiast nie chcę, aby człowiekowi było odbierane prawo do takiej postawy, aby człowiek był zmuszany do niesienia swojego krzyża, niezależnie od tego, jakie konsekwencje ma to dla innych.
                  • dlania Re: wybór julii 28.07.08, 21:59
                    Masz racje - niech sie mówi o trudnych wyborach, mocjach, sytuacjach, ta
                    dyskusja niech też temu służy.
                    Ale tej kobiety nie nazwę bohaterką - i tyle. I mam nadzieje, że ona sama o
                    sobie tez tak nie myśli. No i jednak mam wrażenie, że oprócz tego, że potrafi
                    bardzo szczerze mówic o swoich uczuciach i przezyciach, to doza myślenia o
                    zadowoleniu samej siebie w tym wszystkim, i kreacji, jest dużo większa, niż u
                    przeciętnego człowieka - no cóz, moze ona nie jest przeciętna.
                    • mama_kotula Re: wybór julii 28.07.08, 22:12
                      Bohaterka? Niee. Ja w ogóle nie szafowałabym tym określeniem, w stosunku do kogokolwiek.

                      Ale - aby przełamać milczenie, trzeba mieć odwagę. Aby mówić głośno o tym, co dzieje się w setkach, tysiącach domów na całym świecie - o tym, że są kobiety, które nie są w stanie psychicznie podołać rodzicielstwu - bo nie są i już - i które o tym nie mówią, w obawie przed napiętnowaniem społecznym - aby o tym głośno powiedzieć, i to na własnym przykładzie, trzeba mieć odwagę. Jak cholera trzeba mieć odwagę.
                      Poza tym przychylam się do opinii Andziileśtam - Julia się wyraża przez słowa. Szczerze? Ja pewnie też napisałabym książkę po takich przeżyciach, tak byłoby mi najłatwiej, tak byłoby MI najłatwiej SAMEJ to zrozumieć, samej to przetrawić, w ten sposób poradzić sobie z uczuciami.

                      Ale bohaterstwo to nie jest, nie jest to heroizm.

                      Ja właściwie nie wiem, co tak naprawdę można stricte nazwać postawą heroiczną...
                      • wieczna-gosia Re: wybór julii 29.07.08, 05:08
                        mi sie ten problem wiaze scisle z tym jak oddawanie dzieci postrzega sie w
                        ogole, a dalej wiaze mi sie np. z problemem adopcji. Bo byc przeciwnikiem
                        aborcji i napisac "lepiej urodzic i oddac do adopcji"to jedno, a zyc z pietnem
                        osoby ktora oddala dziecko to drugie. I fakt czy to dziecko jest uposledzone czy
                        zdrowe jest sprawa zupelnie drugorzedna.
                        Co wiecej- z relacji niejakiego Salomiona wiemy ze czasami matka dziecko oddaje
                        wlasnie dlatego ze jest prawdziwa matka....
                      • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 11:37
                        A ja uważam, że matka, która podejmuje takie decyzje (ojciec też), powinna się
                        wstydzić do końca życia. Po co ma o tym mówić? Czy przyznawanie się do takiego
                        postępku jest powodem do dumy? A może tylko próbą zarobienia dodatkowych pieniędzy?
                        • mama_kotula Re: wybór julii 29.07.08, 11:44
                          graue_zone napisała:
                          > A ja uważam, że matka, która podejmuje takie decyzje (ojciec też), powinna się
                          wstydzić do końca życia. Po co ma o tym mówić? Czy przyznawanie się do takiego
                          postępku jest powodem do dumy?

                          Do jakiego postępku?
                          O tym właśnie piszę, o mentalności ludzkiej. Kobieta, która NIE JEST W STANIE
                          opiekować się silnie upośledzonym dzieckiem, bo po prostu ogranicza ją jej
                          psychika i nie jest w stanie tego przeskoczyć, po prostu jest to dla niej
                          niewykonalne, zdaje sobie sprawę, że walka jest beznadziejna i minusy o niebo
                          przekraczają plusy - ma się tego wstydzić i najlepiej schować w kanale. Ma się
                          wstydzić tego, że nie jest w stanie czegoś zrobić, bo tak została skonstruowana,
                          bo wyżej dupy nie podskoczy - ma się tego wstydzić.

                          To tak, jakbym ja się miała wstydzić, że bez okularów nie widzę nic, co jest
                          oddalone dalej niż 15 cm.
                          I tak, jakbym się miała wstydzić, że mam zaburzenia integracji sensorycznej i
                          nie lubię dotyku moich dzieci.

                          > Po co ma o tym mówić?
                          Po to, aby głupie baby miały kogo kamieniować za jego ograniczenia psychiczne...
                          • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 11:56
                            Kobieta, która NIE JEST W STANIE
                            > opiekować się silnie upośledzonym dzieckiem, bo po prostu ogranicza ją jej
                            > psychika i nie jest w stanie tego przeskoczyć,

                            Ja uważam, że to nie tak. Chore dziecko nie pasuje do jej wizji szczęśliwego
                            życia, psuje wyidealizowany obraz rodziny bez wad. I wg. mnie nie można mówić o
                            ograniczeniach psychiki, lecz o wygodnictwie i spychotechnice. Z artykułu
                            wynika, że nie są to biedni ludzie, których nie byłoby stać na stworzenie
                            warunków dziecku w domu. Chodziło raczej o usunięcie sprzed oczu "swojego
                            niepowodzenia", dowodu, że życia nie da się zaplanować we wszystkich
                            szczegółach. I to jest naganne - że Julia przyznaje się otwarcie, że relacja z
                            mężczyzną, który posuną się do propozycji uduszenia dziecka jest ważniejsza, niż
                            dziecko. Że jej wizja życia jest ważniejsza niż dziecko. I jeśli już tak
                            postąpiła, nie powinna gloryfikować swojego postępku, który w żaden sposób nie
                            zasługuje na uznanie.
                            • gaja78 Re: wybór julii 29.07.08, 12:46
                              graue_zone napisała:

                              > Ja uważam, że to nie tak. Chore dziecko nie pasuje do jej wizji szczęśliwego
                              > życia, psuje wyidealizowany obraz rodziny bez wad. I wg. mnie nie można mówić o
                              > ograniczeniach psychiki, lecz o wygodnictwie i spychotechnice.

                              Masz problem z akceptacją ludzkiej słabości. Ale nie przejmuj się, to często
                              spotykane schorzenie smile
                              • aandzia43 Re: wybór julii 29.07.08, 12:53
                                > Masz problem z akceptacją ludzkiej słabości. Ale nie przejmuj się,
                                to często
                                > spotykane schorzenie smile
                                >

                                Za to ono jest powszechnie akceptowanewink Bardzo poprawia humor i
                                samoocenę. Oczywiście doraźnie, bo niczego nie leczy. I nie rozwija.
                                • mama_kotula Re: wybór julii 29.07.08, 13:09
                                  >Za to ono jest powszechnie akceptowanewink Bardzo poprawia humor i
                                  >samoocenę. Oczywiście doraźnie, bo niczego nie leczy. I nie rozwija.

                                  wink))
                                  I może być bardzo niszczące. Kiedy dojdzie do sytuacji, że ową nieakceptowaną
                                  słabością jest słabość własna wink, bo wtedy jak obuchem w głowę, choćby się
                                  chciało, to wyżej dupy się nie podskoczy i dysonans w zwiazku z tym potrafi
                                  wykończyć.
                            • a.nancy Re: wybór julii 29.07.08, 15:52
                              > Ja uważam, że to nie tak. Chore dziecko nie pasuje do jej wizji szczęśliwego
                              > życia, psuje wyidealizowany obraz rodziny bez wad.

                              po pierwsze, skad wiesz? wiesz tyle, ile napisano w krotkim artykule. nie znasz
                              calej sytuacji, nie wiesz, w jakim byla stanie psychicznym.
                              poza tym to nie jest tak, ze dziecko urodzilo sie brzydkie albo mialo jedna
                              nozke bardziej. to ciezko uposledzone dziecko, ktore plakalo caly czas, z ktorym
                              nie bylo kontaktu i trzeba by miec ogromna sile, zeby moc miec nadzieje, ze cos
                              sie zmieni. wiesz, nagraj placz niemowlaka, kup lalke i wsadz do srodka
                              odtwarzacz z tym placzem. na 24 h 7 dni w tygodniu. ciekawe, ile wytrzymasz.
                              • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 15:59
                                Moja córka przez pierwsze cztery miesiące życia głównie płakała. Budziła mnie w
                                nocy co 40 minut i płakała. Obeszłam z nią wielu lekarzy i każdy mówił "proszę
                                wytrzymać, widać jest histeryczna" (nie była to prawda, ale to świadczy o
                                głupocie lekarzy). Długo nie mogła wyjść na spacer, bo cały czas płakała, spała
                                tylko na moim brzuchu, więc gdy udało mi się ją uśpić, nie mogłam się ruszyć
                                nawet do toalety. Wiem, co to jest płaczące dziecko. Moja córka jest zdrowa, nie
                                jest niepełnosprawna, ale jej płacz też wynikał z choroby w tamtym okresie.

                                Także wiem, co to jest trudne maleńkie dziecko. Nie muszę nic nagrywać. A Julię
                                oceniam właśnie przez pryzmat artykułu i zawartych w nim informacji. Tak samo,
                                jak oceniałabym po przeczytaniu jej książki.
                            • a.nancy Re: wybór julii 29.07.08, 15:55
                              > Julia przyznaje się otwarcie, że relacja z
                              > mężczyzną, który posuną się do propozycji uduszenia dziecka jest ważniejsza, niż
                              > dziecko.

                              znowu: nie wiesz, na ile serio byla ta propozycja. kto nigdy nie powiedzial, ze
                              ma ochote zabic swojego szefa/sasiadke/tesciowa, niech pierwszy rzuci kamieniem smile
            • malila Re: wybór julii 29.07.08, 10:29
              dlania napisała:

              > Bo to nie ojciec pisze ksiązki i jest sławny. Ojciec nie wywiązał
              sie ze swojej
              > roli, był za słaby, koniec, kropka.

              Bo może dla ojca z momentem oddania dziecka problem się rozwiązał i
              nic go już nie męczy - a matkę wręcz przeciwnie?
              Ta książka to z założenia miała przynieść sławę?
              • dlania Re: wybór julii 29.07.08, 11:14
                Nikt nie pisze ksiązek tylko dla siebie. Czas, który spędza jako popularna osoba
                na pisaniu, udzielaniu wywiadów, wystepach w telewizji, spotkaniach itd mogłaby
                choć w części spedzic z niepełnosprawna córką. Ale córka nie daje jej czegoś, co
                daje jej obecne życie - czego?
                Kobieta mam misję mówienia o słabościach, a nie ma misji walczenia z nimi?
                Rozumiem, że te słabości sa tak ważna częścia jej osoby, że nie chce z nimi
                walczyć.

                Bo może dla ojca z momentem oddania dziecka problem się rozwiązał i
                > nic go już nie męczy - a matkę wręcz przeciwnie?

                A dlaczego tak jest?
          • ania.silenter zapytałam mojego męża 28.07.08, 21:34
            co zrobiłby w takiej sytuacji (pytanie nie tak teoretyczne bo nasza starsza
            córka urodziła się wcześniakiem i przez dobre kilka tygodni lekarze uprzedzali
            nas, że może być warzywkiem). Stwierdził, że dla niego nie ma opcji oddać czy
            nie bo to jego dziecko. Ja sama wielokrotnie zastanawiałam się co zrobiłabym,
            jak bym się zachowała, gdyby Ola miała uszkodzenie mózgu - była bez kontaktu,
            nie poznawała nas, nie widziała, nie siedziała, nie chodziła...Nie wiem, po
            prostu nie wiem. Nie chcę oceniać tej kobiety i jej męża (tak, o ojcu nie
            zapominajmy), może nie potrafili wytrwać, nie każdy jest herosem i aniołem w
            jednym (mamy na forum "Wcześniaki" takie mamy - są niesamowitesmile)). Poza tym nie
            zapominajmy o Elinor, zdrowej siostrze. Byłam/jestem taką Elinor, wiem co czuje
            siostra chorego/niepełnosprawnego i zapewniam - nie chciałybyście być w mojej
            skórze. Z jednej strony mam żal do rodziców, że kazali mi żyć w tym piekle, z
            drugiej pogardzałabym nimi, gdyby oddali mojego brata do zakładu...Nie są to
            łatwe sprawy. O nie.
          • headonshoulders Re: wybór julii 28.07.08, 22:14
            tragedia jak szybko oceniacie na podstawie jednego nierzetelnego
            artykulu. TRAGEDIA jak ograniczone sa niektore umysly.
        • guderianka dobry/zły 29.07.08, 08:35
          verdano-"zła" jest matka, która oddała dziecko nie po to, by ktoś
          kochał je lepiej bardziej. Ale dlatego,że nie spełniło jej marzeń o
          przepięknym obrazku (karmienie piersią niemowlaka i patrzenie na
          starszą córkę i etc) oraz dlatego,że z adopcji, która jest gestem
          serca zrobiła komercyjną akcję. I zdecydowała się na kolejną ciązę i
          kolejne dziecko,żeby jednak tej swój wymarzony obrazek spełnić.
          "Po trupach do celu"..
          • graue_zone Re: dobry/zły 29.07.08, 11:39
            I to jest najtrafniejsze podsumowanie.
    • aandzia43 "Piąte dziecko" Doris Lessing 28.07.08, 22:54
      Polecam tę książkę, bardzo a propos tej dyskusji. Powieść okrutna,
      okrutnie i precyzyjnie ukazująca konsekwencje różnych ludzkich
      wyborów. O wyborach między jednym złem, a drugim złem. Bo rzadko ma
      się luksus wyboru między dobrem a złem. I o konsekwencjach tych
      wyborów. Ale dla mnie to przede wszystkim powieść o ukaranej
      ludzkiej pysze. O kobiecie, którą los (siły wyższe?) ukarał za
      zarozumiałość i poczucie wyższości wobec wszystkiego, co nie
      mieściło się w jej idei świata i rodziny. Do przemyślenia zarówno
      dla projuliowców, jak i dla kontrajuliowców.
      • brak.polskich.liter Re: "Piąte dziecko" Doris Lessing 28.07.08, 23:18
        A wiesz, ze tez mi sie skojarzylo z "Piatym dzieckiem" Lessing? Uderzajace
        zwlaszcza obarczanie 100% odpowiedzialnoscia za los chorego dziecka/pozostalych
        dzieci/zwiazku/samopoczucie malzonka/whatever matki - i w ksiazce, i w realu,
        prawie pol wieku pozniej. Niesamowite.

        Z tym, ze w "Piatym dziecku" kazde wyjscie z sytuacji bylo naprawde ujowe - jak
        by nie wybrac. Inna sprawa, ze ten osrodek dla uposledzonych dzieci byl tak
        koszmarny, ze wlasciwie nie bylo sie nad czym zastanawiac.
    • taylorhayes dobro dziecka 29.07.08, 09:56
      A co w tej sytuacji było lepsze DLA DZIECKA?
      • alexkieszek Re: dobro dziecka 29.07.08, 10:25
        zastanawiałam się chwilę czy brać udział w dyskusji... ale jednak tak... kopiuje
        swoje zdanie na ten temat z wątku na innym forum:
        Bo najłatwiej oceniać...
        nie byli w stanie się nią zająć osobiście, zrobili co mogli... skoro słabli od
        początku, skoro to rozbijało rodzinę, skoro powodowało ogromny stres u zdrowego
        dziecka, skoro wybrali taką drogę to zrobili to co było najlepsze...

        lepiej było rzucać dzieckiem o ścianę i mówić mu, że się go nienawidzi...

        nie wiem co ja bym zrobiła nie zastanawiam się... ale wkurza mnie podejście, że
        ten kto się zajmuje chorym dzieckiem to bohater, a ten kto oddaje je do ośrodka,
        rodziny zastępczej (która z wyboru zajmuje się chorym dzieckiem) to egoista...
        można pociągnąć to dalej tak jak chciałby Kaczogród... urodźmy wszystkie dzieci
        nawet te, które nie przeżyją 1 doby, bo jeśli usuniesz to jesteś egoistką...

        każdy z nas jest i nie ma nikt prawa oceniać tej kobiety... nie zabiła tego
        dziecka, nie udusiła i to jest najważniejsze. Odwiedza je. Dziecko jest
        szczęśliwe, matka zastępcza wiec jak postępować, jest szczęśliwa...

        A jeśli książka miała mieć działanie terapeutyczne dla Julii to dobrze. Nikt
        nikogo nie zmusza do czytania ani książki, ani artykułu... ale nikt nie ma prawa
        oceniać tej kobiety, kto tego nie przeżył, kto z nią nie był, kto nie poznał tej
        historii...

        wiele z nas w chwilach słabości "nie lubi swoich dzieci", krzyczy na nie,
        niektóre biją i co to jest w porządku bo dziecko zdrowe? A co jeśli dziecko
        faktycznie płacze 24/7, rodzina się rozpada, starsze dziecko cierpi, chory
        maluch cierpi... trzeba zrobić wszystko żeby dziecko było szczęśliwe... ta
        kobieta zrobiła to co w jej odczuciu sumieniu było słuszne i jeśli dziecku
        przyniosło to szczęście to dobrze i nic innego nie powinno się liczyć...


        i ostatnie zdanie zanim kogoś ocenicie postawcie się w jego skórze, wyobraźcie
        sobie siebie samych w takiej czy podobnej sytuacji... a i tak ta ocena będzie
        zaburzona bo nikt nie wie jak to jest dopóki nie stanie oko w oko z taką tragedią...
        • guderianka Re: dobro dziecka 29.07.08, 11:27
          Mamy prawo oceniać postępowanie JUlii-ona sama je dała wystawiając
          na widok publiczny życie rodzinne

          Matek takich jak ona, które nie podołały trudnemu rodzicielstwu jest
          więcej. I to jest w porządku. W porządku nie jest "obnoszenie" sie z
          tym, czego sie dokonało, pisanie książki, udzielanie
          wywiadów,tłumaczenie swego postępowania nie tylko niemocą ale
          również "niespełnionym marzeniem"(dwoje dzieci,sielanka itp) w końcu-
          zrobieniem sobie trzeciego "nowego" dziecka w miejsce "starego"
          • graue_zone Re: dobro dziecka 29.07.08, 11:43
            W porządku nie jest "obnoszenie" sie z
            > tym, czego sie dokonało, pisanie książki, udzielanie
            > wywiadów,tłumaczenie swego postępowania nie tylko niemocą ale
            > również "niespełnionym marzeniem"(dwoje dzieci,sielanka itp) w końcu-
            > zrobieniem sobie trzeciego "nowego" dziecka w miejsce "starego"

            I zarabianie pieniędzy na własnym niemoralnym postępku.
    • deela Re: wybór julii 29.07.08, 11:57
      nawet suka by nie porzucila szczeniaka
      nawet kotka jaj jej kocie zdechnie lezy przy nim i nie pozwala go sobie odebrac
      to jest matka????????????? ja bym jej nawet storczykow do opieki nie powierzyla
      dla mnie to najgorsza szm....ta
      • syriana Re: wybór julii 29.07.08, 12:02
        chyba Cię mocno poniosło Deela

        Chryste, zdecydujcie się wreszcie - w wątkach o aborcji co druga przeciwniczka z
        ewentualnością adopcji wyjeżdża
        tu, gdy ewidentnie matka sobie nie radzi, od razu analizowanie motywów czy
        wystarczające powody miała do oddania dziecka
        • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 12:04
          Bo jest różnica pomiędzy zabiciem dziecka a oddaniem własnego chorego i
          bezradnego. Zabić a oddać do adopcji - w tym przypadku dziecku ratuje się życie,
          a tu dziecko zostało porzucone w szpitalu tylko i wyłącznie ze względu na wygodę
          i niechciejstwo rodziców.
          • syriana Re: wybór julii 29.07.08, 12:09
            a gdzie przebiega granica między wygodą i niechciejstwem a psychiczną słabością
            takiego stopnia, który uniemożliwia opiekę nad chorym dzieckiem?

            znasz jakichś rodziców, którzy przed urodzeniem dziecka nie wyobrażali sobie jak
            to fajnie będzie mieć pachnącego, rozkosznego niemowlaka w domu?

            potrafisz określić normę akceptowalnych zachowań w sytuacji, gdy zamiast tego
            pachnącego niemowlaka pojawia się niekontaktujące wyjące non stop dziecko, z
            którym nie wiadomo co się dzieje?
            • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 12:15
              Dobrze, można być słabym psychicznie (choć ja nie rozumiem, jak można się
              posunąć do porzucenia dziecka), ale może nie należałoby się tym chwalić.

              > potrafisz określić normę akceptowalnych zachowań w sytuacji, gdy zamiast tego
              > pachnącego niemowlaka pojawia się niekontaktujące wyjące non stop dziecko, z
              > którym nie wiadomo co się dzieje?

              Normą na pewno nie jest pozbycie się kłopotu z domu.
              • syriana Re: wybór julii 29.07.08, 12:22
                > ale może nie należałoby się tym chwalić.

                błąd w założeniu
                głośnie mówienie nie zawsze równa się chwaleniu
                • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 13:13
                  > błąd w założeniu
                  > głośnie mówienie nie zawsze równa się chwaleniu

                  syriano- głośne mówienie, oczekiwanie na ludzką reakcję, zarabianie
                  pieniędzy na tym co się mówi, jest chwaleniem uncertain
              • mama_kotula Re: wybór julii 29.07.08, 12:22
                > Normą na pewno nie jest pozbycie się kłopotu z domu.

                Ok. Więc mogła wynająć 24-h opiekunkę/pielęgniarkę/rehabilitantkę. We własnym
                domu. Oddać jej osobny pokoik. I sprawa rozwiązana, tak? smile
      • kawka74 Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:08
        Bo to są zwierzęta i nie myślą.
        Na litość, czy ta nieszczęsna kobieta, która została postawiona pod murem przez
        męża, której starsze dziecko solidnie ucierpiało i ona sama ucierpiała, nie ma
        prawa do takich decyzji? Do cholery, przecież jej nie porzucili pod murem, tylko
        znaleźli matkę zastępczą i odwiedzają Immie dwa razy w miesiącu.
        Można pewnym sytuacjom NIE podołać.
        • graue_zone Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:12
          Dobra mama, odwiedza dwa razy w miesiącu. I kochany mąż, proponujący zabicie
          dziecka ważniejszy, niż dziecko. No, to zaiste trafny wybór. I jaki wspaniały
          przykład dla starszej córki, ho, ho, ile może się nauczyć. A jeśli trzecia też
          będzie upośledzona, to też do matki zastępczej i próbujemy do skutku?
          • syriana Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:19
            tak, tak
            poużywaj sobie Graue Zone, co Ci szkodzi siebie na drugim biegunie macierzyństwa
            postawić

            o tym, że osoba niepełnosprawna w domu może u zdrowego dziecka poważne
            zaburzenia z gatunku DDD powodować, też pewnie nie słyszałaś
            • graue_zone Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:25
              Nie, nie stawiam siebie na drugim biegunie, nie uważam, że jestem idealna. Ale
              pewne rzeczy nie mieszczą mi się w głowie. Rozumiem, że gdyby dziecko
              upośledzone stwarzało zagrożenie fizyczne dla zdrowego, trzeba byłoby zrobić
              wszystko, aby temu zapobiec.

              Tak, teraz najlepiej stwierdzić, że dla dobra zdrowego dziecka pozbyli się chorego.
              • mama_kotula Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:34
                > Rozumiem, że gdyby dziecko
                > upośledzone stwarzało zagrożenie fizyczne dla zdrowego, trzeba
                > byłoby zrobić wszystko, aby temu zapobiec.


                Śmiem twierdzić, że zagrożenia psychiczne mają większe i bardziej drastyczne
                skutki, niż zagrożenie fizyczne.
                • graue_zone Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:42
                  Tak, ale od tego, żeby uniknąć zagrożeń psychicznych i fizycznych są rodzice. I
                  o ile w przypadku fizycznego zagrożenia, gdy upośledzone dziecko jest duże i
                  często silniejsze od rodzica i nie ma innego sposobu niż odizolowanie go od
                  rodziny, to w przypadku zagrożenia psychicznego powinni zrobić to w inny sposób
                  niż zamiatając problem pod dywan i pozbywając się chorego dziecka.
                  • mama_kotula Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:53
                    >to w przypadku zagrożenia psychicznego powinni zrobić to w inny sposób
                    >niż zamiatając problem pod dywan i pozbywając się chorego dziecka

                    Pole do popisu dla ciebie: jaki widzisz "inny sposób" dla tej rodziny, która
                    była bliska upadku (przypominam: rozpad małżeństwa, problemy psychiczne u
                    starszej córki)?
              • syriana Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:39
                a mnie się mieszczą spokojniutko, z palcem w nosie

                a wiesz dlaczego?
                ano dlatego, że w swoim życiu takie nizinne stany osiągałam, że niestety wiem
                jakie stada myśli potrafią chodzić po głowie i to ze stokroć (obiektywnie
                patrząc) mniej poważnych powodów niż niepełnosprawne dziecko

                a co gorsze wiem, że nawet połowy możliwości depresyjnych człowieka nie zaliczyłam
                • dlania Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:41
                  Syriana, myśli a czyny to nie to samo.
                  • syriana Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:46
                    no nie to samo na szczęście jedynych, a przekleństwo innych
          • kawka74 Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:27
            Naprawdę ciężko Ci zakapować, krynico mądrości, że można sobie z pewnymi
            sytuacjami nie radzić?
          • dlania Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:29
            Przypomniał mi sie historia rodzinna koleżanki. Ma kuzynkę, której pierwsze
            dziecko zmarło tydzień po narodzinach. lekarze stwierdzili, że to genetyczne i
            że prawdopodobieńtwo, że nastepne tez umrze wynosi 70-80%. I oni zdecydowali sie
            mimo to na drugie dziecko - też zmarło. zdecydowali sie więc na 3 ciąze - córka
            urodziła sie zdrowa. Wyprowadzili sie z miejsca, gdzie dotąd mieszkali, skupili
            na swoim jedynym dziecku. Nigdy (!) od czasu wyjazdu nie byli na grobie swoich
            dzieci (mimo że byli w odwiedzinach u tej mojej koleżanki innych członków swojej
            rodziny nie raz), tak jakby ich nie było, takie nieudane próby. w ogole nie ma
            tego tematu, nawet nie wiadomo, czy ta dziewczynka (ma juz 15 lat) w ogole wie,
            że miała starsze rodzeństwo.
            • annamariamuff Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 14:58
              dlania napisała:

              > Przypomniał mi sie historia rodzinna koleżanki. Ma kuzynkę, której
              pierwsze
              > dziecko zmarło tydzień po narodzinach. lekarze stwierdzili, że to
              genetyczne i
              > że prawdopodobieńtwo, że nastepne tez umrze wynosi 70-80%. I oni
              zdecydowali si
              > e
              > mimo to na drugie dziecko - też zmarło. zdecydowali sie więc na 3
              ciąze - córka
              > urodziła sie zdrowa. Wyprowadzili sie z miejsca, gdzie dotąd
              mieszkali, skupili
              > na swoim jedynym dziecku. Nigdy (!) od czasu wyjazdu nie byli na
              grobie swoich
              > dzieci
              Rozumiem ,ze zamontowalas kamery i sledzilas kazdy ich ruch?
              Twoja wypowiedz jest obrzydliwa .Kazdy radzi sobie z zaloba na swoj
              sposob niektorzy nie wychodza z cmentarza inni nie chca wracac na to
              miejsce bo przywoluje wiele smutnych wspomnien.Nie Tobie to oceniac.




              (mimo że byli w odwiedzinach u tej mojej koleżanki innych członków
              swoje
              > j
              > rodziny nie raz), tak jakby ich nie było, takie nieudane próby. w
              ogole nie ma
              > tego tematu, nawet nie wiadomo, czy ta dziewczynka (ma juz 15 lat)
              w ogole wie,
              > że miała starsze rodzeństwo.
              A z kim mieliby na ten temat dyskutowac z wscibskimi osobami takimi
              jak Ty ?? Zaraz oceniliby nie takie spojrzenie , usmiech nie w tym
              miejscu , nie plakala to pewnie jej nie boli i takie tam dyrdymaly.
              Ludzie potrafia byc bezwzgledni i Ty swoja wypowiedzia to
              potwierdzilas.


              >
              • dlania Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 16:09
                Ale ja ich nie oceniam. Podobnie jak moja koleżanka, której to jest rodzina -
                powiedz, w którym miejscu swojej wypowiedzi oceniam??? W przeciwieństwie do
                ciebie, bo ty na podstawie jednego postu wiesz już, że jestem wścibska, wredna,
                obrzydliwa.
                Historia utkwiła mi w pamięci, bo sama przez 5 tygodni żyłam z myslą (nastawiana
                tak przez lekarzy), że moje dziecko umrze. Myslałam wtedy duzo o tym, co bedzie
                dalej, jak mam sie zachowywac, jak to sobie poukładac. Dwie moje bliskie
                przyjaciółki w ostatnich latach straciły małe dzieci - jedna mówi o tym cały
                czas, zorganizowała kurs dla ludzi po takich przejściach jak ona. Druga nie
                mówi, nie bywa na cmentarzu. Jezu!!!! Ja po prostu opisuje pewne sytuacje, a dla
                niektórych samo mówienie o czyms jest ocenianiem!
          • gaja78 Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:08
            graue_zone napisała:

            > Dobra mama, odwiedza dwa razy w miesiącu. I kochany mąż, proponujący zabicie
            > dziecka ważniejszy, niż dziecko. No, to zaiste trafny wybór. I jaki wspaniały
            > przykład dla starszej córki, ho, ho, ile może się nauczyć.

            Tia bo najważniejsze to dziecku odpowiedni system wartości przekazac.
        • mama_kotula Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:14
          > Bo to są zwierzęta i nie myślą.

          Poza tym wkradł się błąd - bardzo często w świecie zwierząt zdarza się, że
          matka/stado odrzuca niesprawne dziecko. Albo je np. zjada.

          Ja nie mogę wyjść z podziwu - jak łatwo ocenić i oczernić na podstawie jednych
          pieprzonych wypocin dziennikarskich, na podstawie specjalnie wybranych
          fragmentów książki - być może słów wyrwanych z głębszego kontekstu. Jak łatwo
          kamieniami rzucać, kiedy tak naprawdę nie wie się nic.
          • kawka74 Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:18
            > Poza tym wkradł się błąd - bardzo często w świecie zwierząt zdarza się, że
            > matka/stado odrzuca niesprawne dziecko. Albo je np. zjada.

            Właśnie, zapomniałam o tym napisać.
        • deela Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:22
          kawka lubie cie naprawde ale i tak sie bede stawiac
          te kobiete stac na opieke specjalistyczna w cale by jej owo dziecko nie
          zawadzalo, ale dziecka nie mozna miec na probe... pamietam takie opowiadanie
          (Helenka, albo Halszka - pamiec mnie zawodzi) suma sumarum jak Pani nudzil sie
          piesek kotek, dziewczynka zabrana jakims wiesniakom to sie ich pozbywala i juz
          jak sie czlowiek decyduje na dziecko to ze wszystkimi tego konsekwencjami, nie
          chciala miec? mogla sie wyskrobac jej sprawa
          moja mama mowi ze ta kobieta mogl kierowac wstyd - ona nawysokim stanowisku bla
          bla bla a tu dziecko-debil
          moze to i to
          ale dla mnie ta kobieta to istota godna najwyzszego potepienia, nie jestem matka
          polka wiele rzeczy toleruje ale czegos takiego scierpiec nie moge
          • mama_kotula Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:24
            > te kobiete stac na opieke specjalistyczna w cale by jej owo dziecko nie zawadzalo

            No więc się na to właśnie zdecydowała...?
          • wieczna-gosia Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:25
            deelaslowem bymiec dziecko niepelnosprawne wystarczy po prostu miec na to kase?
            • wieczna-gosia Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:27
              pomijam juz ze gdyby kobieta wynajela opieke calodobowa i dziecko "by jej nie
              zawadzalo" to cacy, a jak oddala to jest be? Dla mnie to hipokryzja tym bardziej
              ze Immie u zastepczej mamy znalazla milosc i akceptacje. Gdyby Julia poszla na
              ambit spokojnie stac by ja bylo by dziecko wychowywac bez milosci i akceptacji
              az do jej smierci. Suuuper....
              • aandzia43 Polowanie na czarownice 29.07.08, 12:49
                wieczna-gosia napisała:

                > pomijam juz ze gdyby kobieta wynajela opieke calodobowa i
                dziecko "by jej nie
                > zawadzalo" to cacy, a jak oddala to jest be? Dla mnie to
                hipokryzja tym bardzie
                > j
                > ze Immie u zastepczej mamy znalazla milosc i akceptacje. Gdyby
                Julia poszla na
                > ambit spokojnie stac by ja bylo by dziecko wychowywac bez milosci
                i akceptacji
                > az do jej smierci. Suuuper....


                No właśnie Gosia, dziecko byłoby pozbawione miłosci i akceptacji,
                rodzina by się i tak waliła, ale pozory zostałyby zachowane.
                Monument pt. MATKA stałby na miejscu, nietknięty. To by zadowoliło
                wszystkie betony. A betony niezadowolone równa się polowanie na
                czarownice.
                • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 12:57
                  Pewnie że dla dziecka to lepiej i chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości.
                  Problem mozna mieć z oceną kobiety. Mnie nie do końca przekonuje tłumaczenie
                  wszystkiego psychiką. A może jej sie nie chciało juz więcej starac? Może nie
                  pasowało to do jej wizji życia rodzinnego (z artykułu wyrażnie wynika, że nie
                  pasowalo, ale zakładam, że może być to tendencyjny obraz)? Może stwierdziła, że
                  jest stworzona do wyższych celów, np. oświecania ludzkości swoimi przemysleniami?

                  A zwróciłyście uwage na nawiązanie do "Wyboru Zofii" w tytule artykułu? Zofia i
                  setki innych kobiet w dramatycznych sytuacjach to może mieć problem z psychiką.
                  Ale Julii to sie może po prostu z życia w dobrobycie i konsumpcjonizmie w d...
                  poprzewracało???
                  • aandzia43 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:16
                    Kompletnie nie mogę zrozumieć, skąd to ciągłe nawiązywanie do kasy.
                    Po co to?
                    A właściwei o co chodzi? O dobro dziecka, czy o niechęć do ludzi
                    ujawniających rzeczywisty obraz świata i kondycji człowieka? Mnie
                    chodzi o dobro dziecka. A co do ujawniania - jestem za. Jestem tez
                    za próbami zgłębienia przyczyn różnych ludzkich zachowań. Nie
                    rajcuje mnie stawianie ludzi pod pręgierzem i urządzanie spektakli
                    opluwania osób nie gorszych, niż ja sama. To spektakle dla gawiedzi.
                    Jatki ku ułatwieniu zbiorowej projekcji. "Jesteśmy mali, więc
                    znajdźmy kozła ofiarnego, z którego zrobimy jeszcze mniejszego, niż
                    my sami" Nie muszę oczywiście zaznaczac, że kozioł wcale nie musi
                    być tak naprawdę mały. Wystarczy impuls, by tłuszcza rzuciła sie na
                    niego w szale poprawiania sobie samooceny.
                    • mama_kotula Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:20
                      >Kompletnie nie mogę zrozumieć, skąd to ciągłe nawiązywanie do kasy.
                      >Po co to?

                      Bo ludziom się wydaje - w świetle działalności różnych fundacji zbierających
                      rzeczoną kasę na potrzeby dzieci niepełnosprawnych - że kwestia finansowa jest
                      najważniejszą, i że to kasa jest na pierwszym miejscu potrzeb. A jak już kasa
                      będzie, to i wszystko inne przyjdzie - akceptacja, miłość, gotowość psychiczna
                      przez 24h na dobę i tak dalej.
                    • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:21
                      ?
                      Ale ja nic o kasie nie napisałam!
                      Dobrobyt to jest to, co my mamy w wiekszej częsci Europy za darmo: brak głodu,
                      brak wojen, woda ciepła i zmna w kranie, lekarz.
                      Konsupcjonizm to jest styl życia polejaćy na realizowaniu swoich planów
                      polegającyh głownie na chęci posiadania róznych... "rzeczy". Właśnie - ładnych
                      rzeczy, których inni będa nam zazdrościc.
                    • guderianka Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:28
                      > A właściwei o co chodzi? O dobro dziecka, czy o niechęć do ludzi
                      > ujawniających rzeczywisty obraz świata i kondycji człowieka? Mnie
                      > chodzi o dobro dziecka. A co do ujawniania - jestem za. Jestem tez
                      > za próbami zgłębienia przyczyn różnych ludzkich zachowań. Nie
                      > rajcuje mnie stawianie ludzi pod pręgierzem i urządzanie spektakli
                      > opluwania osób nie gorszych, niż ja sama. To spektakle dla
                      gawiedzi.
                      > Jatki ku ułatwieniu zbiorowej projekcji. "Jesteśmy mali, więc
                      > znajdźmy kozła ofiarnego, z którego zrobimy jeszcze mniejszego,
                      niż
                      > my sami" Nie muszę oczywiście zaznaczac, że kozioł wcale nie musi
                      > być tak naprawdę mały. Wystarczy impuls, by tłuszcza rzuciła sie
                      na
                      > niego w szale poprawiania sobie samooceny.

                      Są aandziu43 inne sposoby na mówienie o pewnych problemach,
                      organizowanie konferencji, wykładów dla rodziców z podobnym
                      problemem, uczenie poprzez własną postawę w postaci nie pobierania
                      opłaty za książki-poprzez uczynienie z niej bezpłatnej broszury.
                      Kobieta zarabia na tym,że urodziła i oddała chore dziecko, zarabia
                      na tym,że targały nią o chore emocje (bo to,że one występują u
                      większości rodziców niepełnosprawnych to fakt ) emocje, z którymi
                      nie próbowała sobie radzić , ba-nie chciała sobie radzić poprzez
                      fachową specjalistyczną pomoc. Ale wydała książkę z której ma
                      profity, urodziła kolejne dziecko po tym jak poprzednie oddała bo
                      nie mieściło się w ramach idealnego schematu
                      • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:32
                        guderianka napisała:

                        > uczenie poprzez własną postawę w postaci nie pobierania
                        > opłaty za książki-poprzez uczynienie z niej bezpłatnej broszury.

                        Racja.
                      • a.nancy Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:00
                        to znaczy, ze problemem nie jest to, ze oddala dziecko ani to, ze napisala
                        ksiazke, tylko to, ze na niej zarobila?
                        urocze
                        • graue_zone Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:04
                          Problemem było głównie dziecko. Dla matki.
                          Nie, ona nie oddała dziecka, ona je porzuciła. A to, że nie wstydzi się tego, że
                          chwali się swoim postępkiem jest obrzydliwe.
                          • joanna_poz Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:07
                            a gdzie wyczytałas, że ona się tym CHWALI?

                        • guderianka Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:05
                          > to znaczy, ze problemem nie jest to, ze oddala dziecko ani to, ze
                          napisala
                          > ksiazke, tylko to, ze na niej zarobila?


                          nie spłycaj problemu tylko do zarobku
                          przeczytaj artykuł
                          zauważ info i idealnej sielance do której dziecko nie pasuje
                          zauważ fakt zrobienia sobie nowego dzieciaka
                          zauważ,że nie ma tam nic o chęci pomocy innym.
                          Jest tylko sprzedawanie siebie

                          A Wiśniewskiego łatwo krytykować tongue_out
                  • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:27
                    dlania napisała:

                    > A zwróciłyście uwage na nawiązanie do "Wyboru Zofii" w tytule artykułu? Zofia i
                    > setki innych kobiet w dramatycznych sytuacjach to może mieć problem z psychiką.
                    > Ale Julii to sie może po prostu z życia w dobrobycie i konsumpcjonizmie w d...
                    > poprzewracało???

                    ??
                    Przecież to w istocie ten sam problem - albo jedno dziecko, albo drugie. Nie
                    istniała opcja "oboje".

                    Tyle że u Julii finał dla żadnego z dzieci nie jest tragiczny.
                    Nikt nie zginął a z matką zostało dziecko bardziej świadome potrzeby jej
                    obecności i posiadania normalnego domu.

                    Co tu mają okoliczności do rzeczy ? Co za różnica, czy w obozie, czy w wygodnym
                    domu ? Wybór jest krótki i zwięzły: jedno dziecko albo drugie. Tak samo
                    dramatyczny niezależnie od okoliczności.
                    • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:35
                      No własnie wg mnie to nie jest absolutnie taki sam wybór. Tu nikt nikogo nie
                      zmuszal do dokonia wyboru.
                      • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:39
                        dlania napisała:

                        > No własnie wg mnie to nie jest absolutnie taki sam wybór. Tu nikt nikogo nie
                        > zmuszal do dokonia wyboru.

                        Owszem, sytuacja zmuszała do dokonania wyboru. Pozostanie chorego dziecka w
                        rodzinie oznaczało wybór tego właśnie dziecka i odepchnięcie starszego. Matka
                        fizycznie i psychicznie nie była w stanie być matką dla obojga.
                        • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:41
                          A dlaczego wybrała ładniejsze, inteligentniejsze, bardziej milusie i mniej
                          kłopotliwe dziecko?
                          • malila Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:45
                            dlania napisała:

                            > A dlaczego wybrała ładniejsze, inteligentniejsze, bardziej milusie
                            i mniej
                            > kłopotliwe dziecko?

                            A jakby ybrała to drugie to wybór byłby dla Ciebie oczywisty? Czy
                            też pytałabyś, a dlaczego wybrała młodsze, takie, które nigdy nie
                            bedzie pyskować i już zawsze będzie zależne od matki?
                            • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:01
                              A jakby ybrała to drugie to wybór byłby dla Ciebie oczywisty? Czy
                              > też pytałabyś, a dlaczego wybrała młodsze, takie, które nigdy nie
                              > bedzie pyskować i już zawsze będzie zależne od matki?

                              Wg mnie ona nie musiała wybierać. Jesli juz to miedzy dziecmi a dupowatym mężem,
                              który nie potrafił jej pomóc.
                          • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:45
                            dlania napisała:

                            > A dlaczego wybrała ładniejsze, inteligentniejsze, bardziej milusie i mniej
                            > kłopotliwe dziecko?

                            A według ciebie które dziecko poniosło by większą stratę w związku z odebraniem
                            mu biologicznej matki w tamtym a nie innym momencie ?
                            • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:56
                              Nie mam zielonego pojęcia - a TY to wiesz????????????
                              • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:06
                                dlania napisała:

                                > Nie mam zielonego pojęcia - a TY to wiesz????????????

                                Nie masz pojęcia, więc na miejscu Julii trwałabyś w tej jej beznadziei, czyli
                                wybrałabyś chore dziecko kosztem zdrowego ? smile

                                Ja wybrałabym starsze. Decyzję w sprawie chorego dziecka uzależniłabym od
                                zapewnienia normalnego domu starszemu zdrowemu dziecku. Jaka byłaby to decyzja -
                                zależałoby od mojej siły psychicznej i fizycznej, której nie jestem w stanie
                                ocenić, ale wierzę Julii, że ona dotarła do swojej granicy.
                            • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:00
                              Wbrew pozorom, dzieci są bardzo silne - zdrowe dzieci. Moi rodzice wybrali wódke
                              zamiast mnie - i jakos żyje, "pozbierałam się".
                              To chore dziecko potrzebowalo matki, a nie zdrowe.
                              • mama_kotula Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:06
                                >Wbrew pozorom, dzieci są bardzo silne - zdrowe dzieci. Moi rodzice >wybrali
                                wódke zamiast mnie - i jakos żyje, "pozbierałam się".

                                O ja pieprzę, Dlania. Teraz to mi ręce opadły. Sorry
                                Nie chcę, aby moje dziecko musialo być silne i potem "jakoś żyć" i "się zbierać".
                                Syndrom wyparcia masz jak cholera.

                                > To chore dziecko potrzebowalo matki, a nie zdrowe.
                                Oba potrzebowały. Nie można wartościować.
                                • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:54
                                  A na czym polega syndrom wyparcia? Na pewno to mam, ale jeszcze o tym nie wiemwink
                                  • mama_kotula Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 17:02
                                    dlania napisała:

                                    > A na czym polega syndrom wyparcia? Na pewno to mam, ale jeszcze o tym nie wiem
                                    ;> -)

                                    Między innymi na tym, że się człowiek nie chce przyznać, że rodzice zgotowali
                                    piekło zamiast dzieciństwa, bo przecież "przetrwał", "jakoś żyje" i "daje radę",
                                    czyli w ogólnym rozrachunku w sumie nie było tak źle.
                                    Między innymi na tym, że wypiera ze świadomości żal do rodziców za to, że musiał
                                    być silny od najmłodszych lat, że musiał wcześniej dorosnąć - i traktuje ową
                                    "siłę" jako coś normalnego a nawet powód do dumy.
                                    I na paru innych jeszcze rzeczach smile)
                                    • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 17:10
                                      Hmmm...
                                      To nie wiem, czy to mamwink Przełomowym odkryciem i wyzwoleniem było dla mnie
                                      własnie to, że ja nie musze sie wstydzić za rodziców, nie musze ich kryć, że
                                      mogę miec do nich żal, że moge powiedzieć głosno, że nie lubię mojego ojca.
                                      Aczkolwiek, jak widać, mam zaburzona ocene tego, co jest normalne, a co niewink
                                      Moja ocena wynika z tego, że wśród moich znajomych na palcach jednej ręki moge
                                      policzyc tych, którzy pochodza z "normalnych psychicznie" rodzin. cała reszta
                                      miała jakiegos despote, alkoholiczke czy alkoholika, wariante, lekomankę,
                                      pedofila w rodzinnym domku - a nie sa to rodziny biedne, bezrobotne itd - na
                                      pozór własnie "normalne"!. najczęściej zaczelismy o tym rozmawiac dopiero jako
                                      dorosli ludzie. I często dochodzimy własnie do wniosku: no trudno, było jak
                                      było, ale żyjemy i mamy sie dobrzewink

                                      I nadal wydaje mi sie, że gdyby Julia CHCIAŁA, to jej starszej córce nie stałaby
                                      sie żadna krzywda psychiczna u boku chorej siostry.
                                  • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 17:15
                                    dlania napisała:

                                    > A na czym polega syndrom wyparcia? Na pewno to mam, ale jeszcze o tym nie wiem;
                                    > -)

                                    Dokładnie na tym:
                                    "Wbrew pozorom, dzieci są bardzo silne - zdrowe dzieci. Moi rodzice wybrali
                                    wódke zamiast mnie - i jakos żyje, "pozbierałam się"."

                                    To oczywiste, że się jakoś pozbierałaś. Każdy się jakoś zbiera. Ale to nie jest
                                    oznaka siły, tylko instynktu samozachowawczego.
                                    "jakoś żyję". Jakość życia po trudnym dzieciństwie niemal zawsze można poprawić,
                                    tylko trzeba się tematem zainteresować. Nie chcę ci prawić morałów, bo nie mam
                                    do tego prawa. Aczkolwiek brak tolerancji dla cudzej słabości może świadczyć
                                    właśnie o rzeczywistym nie radzeniu sobie z rodzicami-alkoholikami. Tak w skrócie.
                                    • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 17:53
                                      Gaju, czy na na prawde wykazałam się największym brakiem tolerancji że
                                      wszystkich osób w tym wątku? Juz na dzień dobry napisałam: nie oceniam. Dziwi
                                      mnie głównie robienie z Julii bohaterki, a nie jej uczucia, bo te znam - i
                                      dobre, i złe.
                                      A co do potrzeby terapii do trudnym dzieciństwie - oczywiście masz rację. A to
                                      że ja uporczywie chcę sobie z tym dac sama radę to pewnie jeszcze jeden z
                                      syndromów DDAwink
                                      • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 17:58
                                        dlania napisała:

                                        > Gaju, czy na na prawde wykazałam się największym brakiem tolerancji że
                                        > wszystkich osób w tym wątku?

                                        Nie.

                                        > A co do potrzeby terapii do trudnym dzieciństwie - oczywiście masz rację. A to
                                        > że ja uporczywie chcę sobie z tym dac sama radę to pewnie jeszcze jeden z
                                        > syndromów DDAwink

                                        Niekoniecznie. Mam nadzieję. Ja też uporczywie próbuję sobie sama dać radę z
                                        byciem DDA smile
                              • gaja78 [...] 29.07.08, 14:08
                                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                • dlania Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:22
                                  "pozbierałam się" - cudzysłów, ju si?wink
                                  Takie jest moje zdanie, jak sobie porównam zycie moje do zycia rodziców,
                                  dziadków czy chociażby rodziny na Ukrainie. Mamy dobrze juz choćby z tego
                                  względu, że żyjemy w cywilizowanym otoczeniu. Pewnie że rózne syndromy, zespoły,
                                  urazy , traumy istnieją - ale ja ZYJE z tym wszystkim, nawet mi to nieźle idzie.
                                  To juz tak abstrahując od julii.
                              • kawka74 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:14
                                > Wbrew pozorom, dzieci są bardzo silne - zdrowe dzieci. Moi rodzice wybrali wódk
                                > e
                                > zamiast mnie - i jakos żyje, "pozbierałam się".

                                Bohaterka, doprawdy.

                                > To chore dziecko potrzebowalo matki, a nie zdrowe.

                                Chyba masz zły dzień. Bardzo zły. Gorszych bredni nie czytałam nawet w wątku o
                                in vitro.
                        • guderianka Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:42

                          > Owszem, sytuacja zmuszała do dokonania wyboru. Pozostanie chorego
                          dziecka w
                          > rodzinie oznaczało wybór tego właśnie dziecka i odepchnięcie
                          starszego. Matka
                          > fizycznie i psychicznie nie była w stanie być matką dla obojga.

                          Gaju, to po co w takim razie decydowała się na drugie dziecko ?
                          Jest wykształcona, na stanowisku, mniemam że posiada wiedzę na temat
                          tego,że niepełnosprawne dzieci przychodzą na świat i tak jak los
                          może takim dzieckiem obdarzyć sąsiadkę, może również obdarzyć i ją.
                          Mogła poprzestać na jednym dziecku. Ale nie. Po urodzeniu chorego i
                          5mcach zajmowania się z nim oddała je. OK. Do tego momentu wszystko
                          gra. Przestaje jednak grać, gdy z czynu tego robi spektakl i to
                          płatny.Na którego zakończenie robi sobie jeszcze trzecie dziecko. Z
                          pełną świadomością (jak mniemam), że sytuacja moze się powtórzyć i z
                          wiedzą, że nie podoła trudniejszemu macierzyństwu
                          Nie widzę w tym matczynych uczuć..
                          • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 15:00
                            guderianka napisała:

                            >
                            > > Owszem, sytuacja zmuszała do dokonania wyboru. Pozostanie chorego
                            > dziecka w
                            > > rodzinie oznaczało wybór tego właśnie dziecka i odepchnięcie
                            > starszego. Matka
                            > > fizycznie i psychicznie nie była w stanie być matką dla obojga.
                            >
                            > Gaju, to po co w takim razie decydowała się na drugie dziecko ?
                            > Jest wykształcona, na stanowisku, mniemam że posiada wiedzę na temat
                            > tego,że niepełnosprawne dzieci przychodzą na świat i tak jak los
                            > może takim dzieckiem obdarzyć sąsiadkę, może również obdarzyć i ją.

                            Po pierwsze - ile z nas tak z ręką na sercu przygotowuje się na ewentualność
                            narodzin niepełnosprawnego dziecka ?
                            Po drugie - może myślała, że da radę ? Przecież nie oddała dziecka zaraz po
                            porodzie. Założę się, że taka możliwość nawet nie przeszła jej przez głowę.
                            Rzeczywistość to zweryfikowała po 5 trudnych miesiącach ...

                            > Mogła poprzestać na jednym dziecku. Ale nie. Po urodzeniu chorego i
                            > 5mcach zajmowania się z nim oddała je. OK. Do tego momentu wszystko
                            > gra. Przestaje jednak grać, gdy z czynu tego robi spektakl i to
                            > płatny.Na którego zakończenie robi sobie jeszcze trzecie dziecko. Z
                            > pełną świadomością (jak mniemam), że sytuacja moze się powtórzyć i z wiedzą,
                            że nie podoła trudniejszemu macierzyństwu

                            I tutaj się z tobą zgadzam. Nie zaryzykowałabym kolejnego dziecka wiedząc na
                            pewno, że nie jestem w stanie udźwignąć ciężaru poważnej niepełnosprawności dziecka.
                            • guderianka Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 15:06
                              >
                              > Po pierwsze - ile z nas tak z ręką na sercu przygotowuje się na
                              ewentualność
                              > narodzin niepełnosprawnego dziecka ?
                              > Po drugie - może myślała, że da radę ? Przecież nie oddała dziecka
                              zaraz po
                              > porodzie. Założę się, że taka możliwość nawet nie przeszła jej
                              przez głowę.
                              > Rzeczywistość to zweryfikowała po 5 trudnych miesiącach ...

                              Gaju, ależ nie chodzi o przygotowania w postaci podręczników,
                              spotkań z innymi rodzicami chorych dzieci itp. Chodzi o zwyczajną
                              świadomość przed aktem płciowym polegającą na pomyśleniu. Takie
                              rzeczy trzeba brać pod uwagę jeśli jest się osobą odpowiedzialną i
                              dojrzałą. JA za taką Julii nie uważam
                              • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 15:14
                                guderianka napisała:

                                > >
                                > > Po pierwsze - ile z nas tak z ręką na sercu przygotowuje się na
                                > ewentualność
                                > > narodzin niepełnosprawnego dziecka ?
                                > > Po drugie - może myślała, że da radę ? Przecież nie oddała dziecka
                                > zaraz po
                                > > porodzie. Założę się, że taka możliwość nawet nie przeszła jej
                                > przez głowę.
                                > > Rzeczywistość to zweryfikowała po 5 trudnych miesiącach ...
                                >
                                > Gaju, ależ nie chodzi o przygotowania w postaci podręczników,
                                > spotkań z innymi rodzicami chorych dzieci itp. Chodzi o zwyczajną
                                > świadomość przed aktem płciowym polegającą na pomyśleniu. Takie
                                > rzeczy trzeba brać pod uwagę jeśli jest się osobą odpowiedzialną i
                                > dojrzałą. JA za taką Julii nie uważam
                                >
                                >

                                Ja się niestety przed zajściem w drugą ciążę nie zainteresowałam, nie zdobyłam
                                wiedzy na temat: "jak wygląda życie dziecka ze znacznym stopniem uszkodzenia
                                mózgu". Nie zebrałam informacji dotyczących opieki nad takim dzieckiem. Bez
                                zdobycia wiedzy mój pomyślunek można o kant d... rozbić, bo zwyczajnie nie
                                potrafię sobie wyobrazić problemów związanych z tak upośledzonym dzieckiem. Ja
                                sobie mogę ambitnie obiecać, że dam radę, ale czy faktycznie dałabym ? Czy
                                wytrzymałabym 5 miesięcy ciągłego płaczu niemowlęcia i braku jakiejkolwiek
                                interakcji ? Ja do przeczytania tego artykułu nie wiedziałam że tak to może
                                wyglądać, myślałam że roślinka to roślinka, jakby dziecka nie było. A się
                                okazuje że nieprawda. Dowiedziałam się o tym po drugiej ciąży. Czy powinnam
                                wiedzieć wcześniej ? Czy jeśli nie wiedziałam - byłam niedojrzała ?
                                • guderianka Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 15:23
                                  Czy powinnam
                                  > wiedzieć wcześniej ? Czy jeśli nie wiedziałam - byłam niedojrzała ?


                                  Powtarzam, nie chodzi o wiedzę. Ale o świadomość,że tak może się
                                  zdarzyć
                                  Życie doświadcza. Zazwyczaj 25letnia matka bywa mniej doświadczona
                                  niż 40latka. A tyle lat miała autorka gdy zaszła w drugą ciąże (albo
                                  mniej wiecej tyle, nie pamiętam dokładnej liczby)Od tak dorosłej
                                  kobiety, matki,żony, dyrektorki można chyba się spodziewać myslenia

                                  p.s. wiadomo,że to rzecz indywidualna ale ja o niepełnosprawnym
                                  dziecku myslałam zanim zaszłam w pierwszą ciąże, i w czasie ciąży.
                                  No i mam wink Przed drugą ciążą myslałam tym bardziej-były badania
                                  DNA, nieinwazyjne testy genetyczne. Dziecko zdrowe póki co
                                  • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 15:26
                                    guderianka napisała:

                                    > Powtarzam, nie chodzi o wiedzę. Ale o świadomość,że tak może się
                                    > zdarzyć

                                    Ale co mi po tej świadomości, jeśli moje wyobrażenie niepełnosprawności nie
                                    pokrywa się ze stanem rzeczywistym ? Jeśli siły mierzy się na wyobrażenie, a
                                    potem okazuje się, że na stan rzeczywisty ich nie starcza ?
                                    • guderianka Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 15:35
                                      > Ale co mi po tej świadomości, jeśli moje wyobrażenie
                                      niepełnosprawności nie
                                      > pokrywa się ze stanem rzeczywistym ? Jeśli siły mierzy się na
                                      wyobrażenie, a
                                      > potem okazuje się, że na stan rzeczywisty ich nie starcza ?


                                      Pewnie jestem idealistką ale wydaje mi się,że jeśli kobieta na myśl
                                      o chorym dziecku (nawet przy braku wiedzy na ten temat)ma gęsią
                                      skórkę i czuje przerażenie to dwa razy się zastanowi nad tym,czy
                                      chce powołać na świat nowe życie. I być może jej obawy będą na tyle
                                      silne,że go nie powoła.
                                      • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 16:13
                                        guderianka napisała:

                                        > Pewnie jestem idealistką ale wydaje mi się,że jeśli kobieta na myśl
                                        > o chorym dziecku (nawet przy braku wiedzy na ten temat)ma gęsią
                                        > skórkę i czuje przerażenie to dwa razy się zastanowi nad tym,czy
                                        > chce powołać na świat nowe życie.

                                        No coś w tym jest smile
                    • graue_zone Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:49
                      Wybór jest krótki i zwięzły: jedno dziecko albo drugie. Tak samo
                      > dramatyczny niezależnie od okoliczności.

                      Bzdura. Ona ma dwoje dzieci i to nie jest wybór jedno albo drugie. Tysiące
                      rodzin ma niepełnosprawne dzieci i nie wyobraża sobie oddania ich.
                      • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:53
                        graue_zone napisała:

                        > Wybór jest krótki i zwięzły: jedno dziecko albo drugie. Tak samo
                        > > dramatyczny niezależnie od okoliczności.
                        >
                        > Bzdura. Ona ma dwoje dzieci i to nie jest wybór jedno albo drugie. Tysiące
                        > rodzin ma niepełnosprawne dzieci i nie wyobraża sobie oddania ich.

                        W tysiącach rodzin matki przez 24h/dobę pielęgnują swoje dzieci z uszkodzoną
                        większą częścią mózgu i jednocześnie wychowują pozostałe swoje dzieci w
                        atmosferze szczęśliwego dzieciństwa ??
                        Nie wierzę ...
                        • graue_zone Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:02
                          Nie pisałam, że jest im łatwo, ale że nie posuwają się do pozbycia się "kłopotu".
                      • mama_kotula Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 13:56
                        >Bzdura. Ona ma dwoje dzieci i to nie jest wybór jedno albo drugie. >Tysiące
                        rodzin ma niepełnosprawne dzieci i nie wyobraża sobie oddania ich.

                        Istnieją również tysiące rodzin, które mają zakodowane we łbach powinności matki
                        doskonałej, i owszem, wyobrażają sobie oddanie niepełnosprawnego dziecka, ale
                        nie mają na to odwagi, więc tysiące rodzin się rozpada i tysiące zdrowych dzieci
                        - rodzeństw - jest pokrzywdzonych.

                        Graue Zone, to że tysiące ludzi robi tak, a nie inaczej, nie znaczy, iż jest to
                        Jedyny Słuszny Sposób Postępowania.
                        • graue_zone Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:10
                          Akurat tu jestem przeciwna społecznej akceptacji dla drugiego wyjście, czyli
                          pozbywania się upośledzonych dzieci w sytuacjach, kiedy własna rodzina może
                          zapewnić im opiekę.
                          • gaja78 Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:15
                            graue_zone napisała:

                            > Akurat tu jestem przeciwna społecznej akceptacji dla drugiego wyjście, czyli
                            > pozbywania się upośledzonych dzieci w sytuacjach, kiedy własna rodzina może
                            > zapewnić im opiekę.

                            Ja też.
                            Szkopuł w tym, że ta konkretna rodzina nie mogła zapewnić choremu dziecku opieki.
                          • mama_kotula Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:20
                            graue_zone napisała:

                            > Akurat tu jestem przeciwna społecznej akceptacji dla drugiego >wyjście, czyli
                            pozbywania się upośledzonych dzieci w sytuacjach, >kiedy własna rodzina może
                            zapewnić im opiekę.

                            To teraz proszę o info zwrotne: czy zatrudnienie pielęgniarki, rehabilitantki i
                            całodobowej opiekunki _we_własnym_domu jest dla ciebie bardziej akceptowalne,
                            niż oddanie dziecka do rodziny zastępczej?
                            Ułatwienie: we własnym domu pielęgniarka, opiekunka i rehabilitantka będą
                            zajmować się dzieckiem z poczucia obowiązku, bez uczuć. Rodzice dziecka też
                            uczuciami nie darzą. W rodzinie zastępczej dziecko jest akceptowane i kochane
                            oraz również ma zapewnioną całodobową opiekę i rehabilitację.
                            • graue_zone Re: Polowanie na czarownice 29.07.08, 14:34
                              czy zatrudnienie pielęgniarki, rehabilitantki i
                              > całodobowej opiekunki _we_własnym_domu jest dla ciebie bardziej akceptowalne,
                              > niż oddanie dziecka do rodziny zastępczej?

                              A Ty sama nie widzisz różnicy? ODDANIE dziecka, bo jest chore, bo nie pasuje do
                              szczęśliwej rodzinki. Ona nie oddała go do rodziny zastępczej, ona porzuciła je
                              w szpitalu. To, że znalazło inną osobę, która je kocha, to wielkie szczęście. I
                              nie pisałam nigdzie od całodobowej opiece. Pisałam o opiekunkach mając na myśli
                              POMOC matce w zajmowaniu się dzieckiem, w wypracowaniu czasu dla starszej
                              córeczki, a nie o znalezieniu sonie zastępczyni w osobie wynajętej opiekunki.
                              Nie pisałam, że powinna zrzucić swój obowiązek w 100% na kogoś innego a jedynie
                              o zapewnieniu sobie pomocy i odpowiedniej rehabilitacji dla dziecka.
            • deela Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 14:16
              mysle ze majac dziecko niepelnosprawne I kase jest o wiele latwiej
              • mama_kotula Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 14:24
                deela napisała:

                > mysle ze majac dziecko niepelnosprawne I kase jest o wiele latwiej

                Co nie oznacza, że w przypadku spania na kasie ma się z tego tytułu OBOWIĄZEK
                podołania trudnościom tylko dlatego, że inni nie mają kasy i mają gorzej.
                Koniec, kropka.
          • kawka74 Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 12:32
            > kawka lubie cie naprawde ale i tak sie bede stawiac

            Ale luz. Mamy odmienne zdanie na ten temat i tyle.

            > (Helenka, albo Halszka - pamiec mnie zawodzi) suma sumarum jak Pani nudzil sie
            > piesek kotek, dziewczynka zabrana jakims wiesniakom to sie ich pozbywala

            'Dobra pani' Orzeszkowej

            > moja mama mowi ze ta kobieta mogl kierowac wstyd - ona nawysokim stanowisku bla
            > bla bla a tu dziecko-debil

            Nie sądzę. Gdyby się wstydziła, raczej nie napisałaby książki.

            > ale dla mnie ta kobieta to istota godna najwyzszego potepienia, nie jestem matk
            > a
            > polka wiele rzeczy toleruje ale czegos takiego scierpiec nie moge

            A ja mogę. Zwłaszcza po kursie w ośrodku adopcyjnym, kiedy to moja świadomość w
            tej kwestii zmieniła się diametralnie.
        • guderianka Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:31
          > Na litość, czy ta nieszczęsna kobieta, która została postawiona
          pod murem przez
          > męża, której starsze dziecko solidnie ucierpiało i ona sama
          ucierpiała, nie ma
          > prawa do takich decyzji? Do cholery, przecież jej nie porzucili
          pod murem, tylk
          > o
          > znaleźli matkę zastępczą i odwiedzają Immie dwa razy w miesiącu.
          > Można pewnym sytuacjom NIE podołać.


          Pewnie,że można pewnym sytuacjom nie podołać
          Ale czy trzeba się tym chwalić ?
          • mama_kotula Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:36
            >Pewnie,że można pewnym sytuacjom nie podołać
            >Ale czy trzeba się tym chwalić ?

            Kwestia, czy się chwali, czy nie - budzi wątpliwości. Dla ciebie jest to
            chwalenie się, dla mnie nie. Co z tym fantem zrobimy? smile
            • guderianka Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:47
              > Kwestia, czy się chwali, czy nie - budzi wątpliwości. Dla ciebie
              jest to
              > chwalenie się, dla mnie nie. Co z tym fantem zrobimy? smile

              Będziemy nadal dyskutować mając do dyspozycji wybiórcze fakty i
              subiketywne odczucia ? wink
          • kawka74 Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:37
            > Pewnie,że można pewnym sytuacjom nie podołać
            > Ale czy trzeba się tym chwalić ?

            Chwalić - nie. Opowiadać o tym - tak, bo niby dlaczego nie?
            Sęk w tym, że ocenie poddawany jest już nie tylko fakt opowiadania/chwalenia,
            ale także i to wszystko, co zrobiła/czego nie zrobiła Julia i poziom jej
            człowieczeństwa. Temu się sprzeciwiam.
            • guderianka Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 13:50
              > Chwalić - nie. Opowiadać o tym - tak, bo niby dlaczego nie?
              > Sęk w tym, że ocenie poddawany jest już nie tylko fakt
              opowiadania/chwalenia,
              > ale także i to wszystko, co zrobiła/czego nie zrobiła Julia i
              poziom jej
              > człowieczeństwa. Temu się sprzeciwiam.


              Kawko- sprzeciwiasz się temu,że podawane jest ocenie zachowanie
              osoby, która otwarcie mówi o swoich odczuciach, chorych emocjach,
              infantylnych marzeniach ? Która zamiast poddać się terapii udziela
              wywiadów i bogaci się na tym , co zrobiła ?
              Nie jest oceniany fakt oddania do adopcji -ale cała otoczka, która
              temu towarzyszy. Przynajmniej przeze mnie
              • kawka74 Re: Fatalnie, Deela, fatalnie... 29.07.08, 16:18
                > Nie jest oceniany fakt oddania do adopcji -ale cała otoczka, która
                > temu towarzyszy. Przynajmniej przeze mnie

                Ale przez innych nie. O to mi chodzi. Julia doczekała się tutaj paru pięknych
                epitetów nie ze względu na opisanie swojej historii, ale na sam fakt oddania
                dziecka matce zastępczej (nie myl tego z adopcją, to dwie różne sprawy).
      • aandzia43 Re: wybór julii 29.07.08, 12:14
        deela napisała:

        > nawet suka by nie porzucila szczeniaka
        > nawet kotka jaj jej kocie zdechnie lezy przy nim i nie pozwala go
        sobie odebrac
        > to jest matka????????????? ja bym jej nawet storczykow do opieki
        nie powierzyla
        > dla mnie to najgorsza szm....ta

        Ależ porzucają. W stresie, z powodu niedojrzałosci do macierzyństwa
        (kocierzyństwa?). A czasem nawet zagryzają i zjadają. Chcesz
        szczegółów?
        Cieszy nas bardzo twoje wirtualne dobre samopoczucie i mniemanie o
        sobie budowane na czyimś rzeczywistym nieszczęściu i trudnościom nie
        do pokonania. Brawo, brawo!
        • deela Re: wybór julii 29.07.08, 12:17
          och wiem ze zagryzaja i zjadaja ale mi wciaz w pamieci tkwi widok kotki
          rozpaczajacej nad kociakiem
          ja bym nie porzucila wlasnego dziecka nie moglabym, mimo ze igdy nie mialam
          wybujalego instynkru macierzynskiego
          • wieczna-gosia Re: wybór julii 29.07.08, 12:24
            deela, na drugim koncu szczescia matki adopcyjnej zawsze jest ta druga- ta ktora
            nie chciala dziecka.
            No przepraszam- kobita 5 miesiecy lepiej gorzej starala sie sprostac wychowaniu
            dziecka, jakim jest. Nie sprostala. Sa rzeczy ktore mi sie nie podobaja, np.
            wcale zastepczej matki nie znalazla i Immie tu miala duzo szczescia ale z
            drugiej strony mozna wyczytac, ze wsparcia by podejmowac bardziej rozsadne
            decyzje tez nie miala.
          • aandzia43 Re: wybór julii 29.07.08, 12:25
            Jesteś tego pewna? To nie jest kwestia jakiegoś instynktu, to
            kwestia przekroczenia granic wytrzyamłości. Kazdemu może sie zdarzyć
            i nikt nie wie, kiedy go dopadnie. Trochę pokory, kobieto. Pycha to
            jeden z grzechow głównych.
    • evee1 Re: wybór julii 29.07.08, 12:37
      Przeczytalam juz drugi raz ten artykul i zupelnie nie moge sie dopatrzec tego,
      jakoby Immie nie pasowala do idealnego obrazu rodziny i dlatego ja porzucono.
      Dla mnie z tego artykulu wylania sie raczej obraz zdesperowanej rodziny, ktora z
      czasem kruszyla sie na kawaleczki, bo nie mogla sobie dac rady z opieka nad mala
      Immie.
      Dlatego uwazam, ze te odsadzanie od czci i wiary jest zdecydowanie na wyrost i
      wiele z Was krytykuje wymyslony przez siebie obraz tej kobiety. To, ze
      wyobrazala sobie, ze bedzie miec milego bobaska? A ktora z Was tak nie robila
      przed urodzeniem swoich dzieci, jezeli ciaza przebiegala prawidlowo i nic nie
      wskazywalo na to, ze c dzieckiem moga byc jakies problemy?
      I ja twierdze, ze Immie jest lepiej z jej obecna mama (ktora zreszta nazywa ja
      Mog), niz byloby z jej matka biologiczna.
      • aandzia43 Re: wybór julii 29.07.08, 12:45
        Oczywiście, że jest tak, jak piszesz Evee. Tylko co to kogo
        obchodzi, ze podjęto najlepszą z możliwych decyzji? Przedstawienie
        musi trwać - spektakl "Tylko super-matka ma prawo do życia" nie może
        zejść z afisza.
      • asia.asz Re: wybór julii 29.07.08, 13:00
        widac widac, wystarczy sobie przypomniec fragment z wyjazdem rodziny
        (oprocz Immie) na odpoczynek do hotelu, i stwierdzenie ze bez malej
        jest super, z mala - porazka (uproszczenie)
        problem jest skomplikowany, bo rodzina widac ze cala jest slaba,
        poczynajac od ojca ktory daje wybor: dziecko albo on, po matke ktora
        ten wybor podejmuje, dla mnie sa warci siebie

        aha, to ze zrobili trzecie dziecko, majac swiadomosc ze drugie bylo
        chore i oddali je bo nie mieli sil na opieke, tez dobrze o nich nie
        swiadczy, bo wlasnie to pytanie jest wazne - a co by bylo gdyby ono
        tez bylo chore - a mialo duze szanse na to ze bedzie chore -
        (odpowiedz jasna- oddali by)
        czy potem probowali by kolejny raz? czy az tak bardzo pragneli
        kolejnego dziecka (ale tylko zdrowego zdrowego)
        to wszystko sklada sie razem na obraz ludzi pragnacych wygody i
        dazacych do celu (dwojka zdrowych dzieci)
        moze nadinterpretuje ale moge sobie rownie dobrze gdybyac jak osoby
        ktore pisza ze zrobili to tylko dlatego ze nie dawali rady (hmmm,
        sceptycznie podeszlabym do tego czytajac o ich sytuacji finansowej,
        oni po prostu nie dali rady z dzieciem ktore im nie pasowalo)


        sygnaturki nie ma...
        • mama_kotula Re: wybór julii 29.07.08, 13:13
          >zrobili to tylko dlatego ze nie dawali rady (hmmm, sceptycznie >podeszlabym do
          tego czytajac o ich sytuacji finansowej

          Asiu, na litość boską, ty też? Sugerujesz, że "dawanie rady" z opieką nad
          dzieckiem silnie upośledzonym sprowadza się WYŁĄCZNIE do posiadania odpowiedniej
          ilości gotówki, aby zatrudnić pięćset pięlęgniarek, opiekunek, załatwić
          specjalistyczny sprzęt...? Toż to niczym nie różni się od powierzenia dziecka
          innej osobie, więc nie rozumiem, po co w takim razie ta dyskusja..?
          • a.nancy Re: wybór julii 29.07.08, 16:17
            mama_kotula napisała:

            > >zrobili to tylko dlatego ze nie dawali rady (hmmm, sceptycznie >podesz
            > labym do
            > tego czytajac o ich sytuacji finansowej
            >
            > Asiu, na litość boską, ty też? Sugerujesz, że "dawanie rady" z opieką nad
            > dzieckiem silnie upośledzonym sprowadza się WYŁĄCZNIE do posiadania odpowiednie
            > j
            > ilości gotówki,

            po prostu ta sytuacja finansowa spedza sen z powiek niektorym forumkom, no co
            jest, mieli kase a na ksiazce zarobili jeszcze wiecej, normalnie szatany

            bo wiadomo ze biedny jest uczciwy a bogaty to wcielenie zla
            • asia.asz Re: wybór julii 29.07.08, 16:28
              kwestia finansowa jest wazna, jesli nie masz na rehabilitacje (i
              szans na znalezeinie pieniedzy na nia), wtedy lepiej dziecko oddac
              gdzies gdzie bedzie mialo to zapewnione, jesli ma sie pieniadze
              naprawde duzy problem odpada
              wiec jesli nie oddali jej dlatego ze nie mieli pieniedzy zostaje
              inny powod - nie akceptowali jej, nie kochali na tyle mocno zeby
              walczyc o nia (a widac ze sie dalo), czemu nie kochali?
              tu juz mozemy zgadywac, ja na podst artykulu stawiam na to ze
              wlasnie nie pasowala do ich obrazu rodziny szczesliwej i
              bezproblemowej


              ja staram sie zrozumiec, choc mi trudno ty oceniasz zle forumki
              ktorym nie pasuje to ze zrobili kase na tej ksiazce, ja sama uwazam
              ze to nie fair, ze jesli tak to przezyli i chcieli pomoc sobie i
              innym mogli pieniadze przeznaczyc na cos innego, zwiazanego z
              dobroczynnoscia, jesli chca tak bardzo pomoc sobie i innym niech
              beda konsekwentni

              aha, wlasnie jestem w ciazy, po testach pappy, po czytaniu mnostwa
              rzeczy na temat roznych chorob itp, po zastanowieniu sie co by bylo
              gdyby testy stwierdzily ze jest choroba (oby nie bylo tfu tfu) wiec
              uwierz, potrafie sie wczuc i zrozumiec duzo (nie wszystko ale duzo)
        • malila Re: wybór julii 29.07.08, 13:36
          asia.asz napisała:

          > widac widac, wystarczy sobie przypomniec fragment z wyjazdem
          rodziny
          > (oprocz Immie) na odpoczynek do hotelu, i stwierdzenie ze bez
          malej
          > jest super, z mala - porazka (uproszczenie)

          > moze nadinterpretuje ale moge sobie rownie dobrze gdybyac jak
          osoby
          > ktore pisza ze zrobili to tylko dlatego ze nie dawali rady (hmmm,

          Zdecydowanie nadinterpretujesz. Wydaje Ci się, że można zmienić
          tragedię w prawie zwyczajne życie rodzinne, wystarczy tyko mieć
          peniądze? Że można zacząć w miarę normalnie spać, uleczyć starsze
          dziecko z lęków, wyciszyć skowyt? Jak się ma pieniądze, to ta miłość
          i zdolnośc do poświęcania swojej rodziny przychodzi łatwiej czy jak?
          Owszem mogli zatrudnić całodobowo opiekunkę. Wtedy by temu dziecku
          lepiej było niż u serdecznej matki zastępczej?

          Na tym obrazku z hotelu też nie widać tego, czego wypatrujesz. To
          jest bardzo normalna reakcja.
          Całe mnóstwo matek oddycha z ulgą, kiedy może wyjechać z domu bez
          dzieci. A dla Ciebie sytuacja, kiedy rodzice wyrwani na chwilę z
          koszmaru, uświadamiają sobie, przez co przechodzą i jak mocno ich to
          niszczy, kiedy próbują pozszywać swoje nerwy - dla Ciebie to oznacza
          porzucenie dziecka z powodu tego, że się źle komponowało???
          • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 13:54

            malila napisała:

            Całe mnóstwo matek oddycha z ulgą, kiedy może wyjechać z domu bez
            dzieci. A dla Ciebie sytuacja, kiedy rodzice wyrwani na chwilę z
            koszmaru, uświadamiają sobie, przez co przechodzą i jak mocno ich to
            niszczy, kiedy próbują pozszywać swoje nerwy - dla Ciebie to oznacza
            porzucenie dziecka z powodu tego, że się źle komponowało???

            Rodzice, którzy mają myśli o zabójstwie swego dziecka powinni poddać
            się terapii, poszukać pomocy. To żaden wstyd,że sobie nie radzą. Nie
            powinni ogłaszać całemu światu swoich chorych myśli, toku
            rozumowania które doprowadziło do pozbycia się z domu i z życia
            swego dziecka. Przynajmniej nie w formie komerycyjnej akcji , ale
            np. poprzez organizowanie fundacji, wykładów dla rodziców którzy
            przechodzą te same lęki
            Obawiam się,że to,że sprawa została nagłośniona w taki sposób może
            wywołać falę naśladowczą...Bo skoro ONA to zrobiła i opisała, i jest
            to społecznie akceptowalne to dlaczego ma nie zrobić tego inna
            matka, i jeszcze inna, i kolejna..
            sad
            • malila Re: wybór julii 29.07.08, 14:05
              guderianka napisała:
              > Obawiam się,że to,że sprawa została nagłośniona w taki sposób może
              > wywołać falę naśladowczą...Bo skoro ONA to zrobiła i opisała, i
              jest
              > to społecznie akceptowalne to dlaczego ma nie zrobić tego inna
              > matka, i jeszcze inna, i kolejna..

              I właśnie tego się boisz? Że udręczone kobiety przestaną się oglądać
              na obowiązek sprostania mitowi
              matki_zawsze_gotowej_do_niesienia_krzyża i oddadzą swoje
              niepełnosprawne dzieci, nad którymi opieka sprawia, że umierają
              stojąc - do odpowiednich ośrodków?
              • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 14:10
                > I właśnie tego się boisz? Że udręczone kobiety przestaną się
                oglądać
                > na obowiązek sprostania mitowi
                > matki_zawsze_gotowej_do_niesienia_krzyża i oddadzą swoje
                > niepełnosprawne dzieci, nad którymi opieka sprawia, że umierają
                > stojąc - do odpowiednich ośrodków?


                Obawiam się,że uzyskają społeczne przyzwolenie na robienie z tego
                akcji medialnych, że uzyskają społeczne przyzwolenie na WYBÓR i
                tworzenie rodzin idealnych (ze zdrowymi ładnymi dziećmi ) a
                niepełnosprawni zamiast wychowywać się w rodzinach będą izolowani w
                gettach. Tego malila się obawiam sad
              • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 14:39
                Tak, tego się boję. Że upośledzone dzieci wylądują w ośrodkach, które tylko z
                nazwy będą odpowiednie, a rodzice pod przykrywką dbałości o dziecko będą
                pozbywać się problemu.
                • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 14:44
                  graue_zone napisała:

                  > Tak, tego się boję. Że upośledzone dzieci wylądują w ośrodkach,
                  które tylko z
                  > nazwy będą odpowiednie, a rodzice pod przykrywką dbałości o
                  dziecko będą
                  > pozbywać się problemu.

                  Mimo,że wiele osób obrusza się na takie porównania powtórzę raz
                  jeszcze. ALE TO JUŻ BYŁO. W latach 30-40tych w niemieckiej Rzeszy. W
                  górskich trudno dostępnych zamkach(ośrodkach ) wychowywały się
                  niepełnosprawne dzieci, młodzież a potem dorośli.
                  Z czasem znalazło się rozwiązanie na przepełnienie.. sad
                • malila Re: wybór julii 29.07.08, 14:47
                  To może należy zająć się też ośrodkami.
                  • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 14:52
                    A może należy zająć się organizowaniem pomocy dla rodziców niepełnosprawnych
                    dzieci, aby mogły wychowywać się w rodzinie i mimo wszystko nie akceptować (a
                    może nawet piętnować) zachowania świadczące o braku zaangażowania rodziców we
                    własne dzieci?
                  • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 14:55
                    malila napisała:

                    > To może należy zająć się też ośrodkami.

                    tzn?
                    Problem powinien być rozwiązywany od źródła a nie od doopy strony.
                    Nie należy zacząć od ośrodków. Należy zacząć od zajęcia się
                    człowiekiem. Nie wiem jak wychowywana była Julia więc nie będę
                    dywagować. Ale wiem,że została zostawiona sama sobie w trudnej
                    sytuacji. Nie chciała terapii?To fakt. Ale taka terapia powinna być
                    obligatoryjna a nie wynikająca z chciejstwa lub nie. Każdy rodzic,
                    któremu rodzi się chore dziecko powinien miec przydzielonego
                    psychologa, terapeutę, rehabilitanta. Powinien dostać wsparcie
                    mentalne i materialne. Powinien otrzymać taką pomoc by mógł podołać
                    wychowaniu tego dziecka a nie by oddać je do ośrodka
                    Wiem,że są rózni ludzie. Wiem,że są tacy, którym z różnych względów
                    nie pomoze terapia ani inne formy wsparcia. Wtedy zamiast ośrodków
                    dziecko takich rodziców powinno trafiać do adopcji (tak jak w
                    przypadku córki JUlii)ale rodzic , który zdecydowałby się na taki
                    krok byłby na tyle świadom że zrobił dla siebie i dla dziecka
                    wszystko, że nie zarabiałby na przeżyciach swoich. Miałby bowiem
                    problem "przerobiony", nie musiałby o nim opowiadać, wydawać
                    ksiazki, udzielać wywiadów, chwalić się tym co zrobił..
                    • malila Re: wybór julii 29.07.08, 15:10
                      guderianka napisała:
                      > Problem powinien być rozwiązywany od źródła a nie od doopy strony.
                      > Nie należy zacząć od ośrodków. Należy zacząć od zajęcia się
                      > człowiekiem.

                      Jedno nie wyklucza drugiego, a wręcz świetnie będzie się uzupełniać.
                      Twoja wizja świata ludzi, którym rodzi się niepełnosprawne dziecko,
                      nie uwzględnia tego, że terapia nie musi pomóc. Że może wymagać lat,
                      co raz jest wykonalne, a raz nie. Mam koleżankę, która oddała swoje
                      dziecko. Znam ją na tyle by mieć pewność, że zrobiła to tylko
                      dlatego, że przez te kilka lat opiekowania się dzieckiem nie zdążyła
                      zniszczyć w sobie instyktu samozachowawczego i instynktu każącego
                      chronić rodzinę. Miała i ma dostęp do naprawdę dobrych terapeutów.
                      Była długo w terapii. Korzystała z różnych metod mających jej pomóc -
                      także tych niekonwencjonalnych. Ale sorry batory. To nie pomagało
                      przetrwać. A jej sytuacja była bardziej optymistyczna niż bohaterki
                      tego wątku.
                      • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 15:16
                        > Twoja wizja świata ludzi, którym rodzi się niepełnosprawne
                        dziecko,
                        > nie uwzględnia tego, że terapia nie musi pomóc.

                        Nie
                        Ośrodki powinny być
                        Ale nie powinny by one jedynym wyjściem z sytuacji
                        Napisałam , że czasem terapeuci nie pomogą bo ludzie są różni. I ok
                        Czy twoja koleżanka również napisała książkę i zarobiła masę kasy na
                        swoim problemie ?Pewnie nie. I o to chodzi..

                        Masz rację pisząc : Jedno nie wyklucza drugiego, a wręcz świetnie
                        będzie się uzupełniać.

                        Ja również nie mam na myśli wykluczenia "drugiego"
                        • joanna_poz Re: wybór julii 29.07.08, 15:26
                          guderianka napisała:

                          > Czy twoja koleżanka również napisała książkę i zarobiła masę kasy
                          na
                          > swoim problemie ?Pewnie nie. I o to chodzi..

                          myslisz, że GŁÓWNYM motywem napisania ksiązki przez Julię było
                          zarobienie masy kasy?
                          bo ja myślę, że intencje były zupełnie inne.

                          kasa, kasa, kasa - tymczasem nie wiemy(przynajmniej z tego artykułu
                          to nie wynika), jaka to kasa i co ona za tę/z tą kasę teraz robi...
                          raczej nie wypoczywa beztrosko na Hawajach...
                          • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 15:34
                            > myslisz, że GŁÓWNYM motywem napisania ksiązki przez Julię było
                            > zarobienie masy kasy?
                            > bo ja myślę, że intencje były zupełnie inne.

                            Nie wiem. Może i nie. Może jest to forma terapii
                            ale mniemam na podstawie jej infantylnego wyobrażenia o
                            macierzyństwie, niedojrzałego podejścia do spłodzenia kolejnego
                            dziecka i braku informacji na temat innych niż komercyjne działań
                            Julii
                        • malila Re: wybór julii 29.07.08, 15:35
                          guderianka napisała:
                          > Czy twoja koleżanka również napisała książkę i zarobiła masę kasy
                          na
                          > swoim problemie ?Pewnie nie.

                          Nie napisała. Ale mogła napisać. Bez myślenia o tym, ile i czy w
                          ogóle zarobi na tej książce. I mimo to - zarobić.

                          Nie rozumiem, dlaczego zaszła w trzecią ciążę. Ja bym tego nie
                          zrobiła. Ale wiem też, że w skrajnych sytuacjach ludzie zachowują
                          się na pozór bardzo dziwacznie i jednoznacznie, a kiedy pozna się
                          ich motywację, można zrozumieć.
                          • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 15:39
                            > Nie napisała. Ale mogła napisać. Bez myślenia o tym, ile i czy w
                            > ogóle zarobi na tej książce. I mimo to - zarobić.

                            Ja też napiszę smile Ale nie o chęci tłucza głową dziecka o ścianę
                            tudzież uduszenia go lub o tym jak bardzo nie pasowało do wizerunku
                            idealnej rodziny. I pieniadze , które zarobię wydam na rehabilitację
                            i badania nad schorzeniem mojego dziecka, tudzież na chleb jeśli
                            bieda będzie piszczeć (czego nie zakładam). A najchętniej
                            otworzyłabym Ośrodek Darmowej Opieki i rehabilitacji, w którym
                            byliby najlepsi specjaliści pomagający każdemu kto wejdzie i
                            poprosi...oj rozmarzyłam się..


                            Ale wiem też, że w skrajnych sytuacjach ludzie zachowują
                            > się na pozór bardzo dziwacznie i jednoznacznie, a kiedy pozna się
                            > ich motywację, można zrozumieć

                            Nie jestem w stanie zrozumieć motywacji osoba która chce dziecko-nie
                            chce dziecka-chce dziecko..
                          • pochmurna Re: wybór julii 01.08.08, 12:15
                            > Nie rozumiem, dlaczego zaszła w trzecią ciążę. Ja bym tego nie
                            > zrobiła. Ale wiem też, że w skrajnych sytuacjach ludzie zachowują
                            > się na pozór bardzo dziwacznie i jednoznacznie, a kiedy pozna się
                            > ich motywację, można zrozumieć.

                            Też się nad tym zastanawiam, właściwie była to jedyna rzecz, jaka mnie zdziwiła w tej całej historii. Wydaje mi się, że jej motywację widać pośrednio, w opisie jej marzeń o idealnej rodzinie: z jednym dzieckiem na ręku patrzy sobie na bawiące się drugie, przyjmuje gości, wszyscy szczęśliwi, pełna sielanka. Bardzo możliwe, że rodzice Julii nie nauczyli jej, jak pokonywać realne problemy. Mało tego, nie dowiedziała się od nich, że w życiu bywa nawet więcej kłopotów, niż idealnego biegu wydarzeń zgodnego z życzeniami. Być może uczyli ją, że jeśli bardzo będzie czegoś pragnąć i będzie się starać, to osiągnie cel. Więc została kobietą sukcesu, a tu pewnego dnia życie puk-puk, jak ten Kruk. Ta osoba najwyraźniej stara się żyć na obrazku marzeń swoich-swoich_rodziów.
                      • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 15:35
                        instynktu każącego
                        > chronić rodzinę

                        A niepełnosprawne dziecko do niej nie należy?
                        • malila Re: wybór julii 29.07.08, 15:43
                          graue_zone napisała:

                          > instynktu każącego
                          > > chronić rodzinę
                          >
                          > A niepełnosprawne dziecko do niej nie należy?

                          A babcia wymagająca całodobowej opieki do niej nie należy?
                          Należy. I to dziecko też należy chronić przed kompletnym rozbiciem
                          rodziny.
                          • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 15:45
                            > A babcia wymagająca całodobowej opieki do niej nie należy?
                            > Należy.

                            Oczywiście, że należy. I jeśli tylko można, trzeba takiej babci zapewnić opiekę
                            w rodzinie. Chyba, że sama nie chce.
                      • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 15:40
                        Oczywiście moja wypowiedź nie odnosi się do Twojej koleżanki. Z tego, co
                        piszesz, ona PRÓBOWAŁA, starała się, zrobiła wszystko co możliwe. A bohaterka
                        artykułu nie. Myk i szybciutko pozbyła się kłopotu i może dalej żyć w swoim
                        wyidealizowanym świecie, gdzie nie ma miejsca na chorobę i nieszczęście.
                        • malila Re: wybór julii 29.07.08, 15:47
                          Napisałam, że w porównaniu z bohaterką artykułu życie mojej
                          koleżanki wyglądało w miarę optymistycznie. To zapewne ma spory
                          wpływ na ich różne postępowanie.
                          Mam też inną koleżnkę - psychoterapeutkę, która często pracuje z
                          rodzicami chorych dzieci. Opowiada mi czasem, jak ludzie niemal walą
                          głową w ściany, jak bardzo potrzebują i poszukują zajęć, które
                          pozwolą im NIE MYŚLEĆ. Na których nie ma miejsca na choroby i
                          nieszczęścia. Jak wpadają w panikę, kiedy gdzieś usłyszą o podobnej
                          chorobie.
                          • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 15:53
                            > Mam też inną koleżnkę - psychoterapeutkę, która często pracuje z
                            > rodzicami chorych dzieci. Opowiada mi czasem, jak ludzie niemal
                            walą
                            > głową w ściany, jak bardzo potrzebują i poszukują zajęć, które
                            > pozwolą im NIE MYŚLEĆ. Na których nie ma miejsca na choroby i
                            > nieszczęścia. Jak wpadają w panikę, kiedy gdzieś usłyszą o
                            podobnej
                            > chorobie.

                            Bo w takich sytuacjach rodzą się chore emocje. I nalezy człowiekowi
                            pomóc się z nimi uporać, stawić im czoła, wyjść z nich.Pisałyśmy już
                            o tym w temacie ośrodków, prawda?
                            • malila Re: wybór julii 29.07.08, 16:02
                              guderianka napisała:
                              > Bo w takich sytuacjach rodzą się chore emocje. I nalezy
                              człowiekowi
                              > pomóc się z nimi uporać, stawić im czoła, wyjść z nich.Pisałyśmy
                              już
                              > o tym w temacie ośrodków, prawda?

                              Guderianko, ja piszę o ludziach, którzy są w terapii jeśli nie od
                              lat, to od długich miesięcy.
                              • guderianka Re: wybór julii 29.07.08, 16:03
                                > Guderianko, ja piszę o ludziach, którzy są w terapii jeśli nie od
                                > lat, to od długich miesięcy.

                                Wtedy trzeba pomóc w inny sposób
                                JUż też doszłyśmy do tego w jaki
                    • malila Re: wybór julii 29.07.08, 15:12
                      guderianka napisała:
                      > Wtedy zamiast ośrodków
                      > dziecko takich rodziców powinno trafiać do adopcji

                      No powinno, powinno. Ale w Polsce raczej nie ma na to szans.
      • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 13:54
        "Pod koniec drugiej ciąży Julia wyobrażała sobie, że usiądzie na ławeczce na
        ganku, będzie karmić niemowlę, obserwować Elinor skaczącą pomiędzy rabatkami
        albo przyjmować gości. Wieczorem w czwórkę, przytuleni do siebie w wielkim
        łóżku, będą słuchać oper." "Na pierwszy weekend bez Immie pojechali we trójkę do
        luksusowego hotelu. Były kąpiele w basenie i wspólne śpiewanie. To wtedy ustalił
        się rytm: jest Immie - jest bezradność, rozczarowanie, udręka. Nie ma Immie -
        jest ulga, radość, swoboda."

        O tu. I ja nie neguję, że Immie jest lepiej u przybranej matki, bo to prawda. Ja
        nie mogę pojąć, jak matka w imię ratowania związku i wygodnego życia porzuciła
        chore dziecko.
    • bea.bea Re: wybór julii 29.07.08, 13:22
      dokonała wyboru jaki i juz...
      nie musiała poswiecac sie dla dziecka którego nie chciała i nie kochała, tylko
      dlatego, ze była jego matka....

      nie dokonała aborcji, dajac dziecku szanse, na zycie w szczesliwej
      rodzinie....niekoniecznie jej własnej...
      bo czy rozczarowana i nienawidzaca dziecka matka da mu szczęscie..?

      mysle, ze duzo trzeba odwagi by oddac dziecko....
      i przyznac sie przed soba i swiatem, ze sie go nie chce
      • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 14:00
        tylko dlatego, ze była jego matka....

        Była AŻ matką. Nie TYLKO. To wielka różnica.
        • bea.bea Re: wybór julii 29.07.08, 14:12
          w przyrodzie jest tak, ze nie zawsze rodzacemu sie dziecku, towarzyszy rodzaca
          sie milośc macierzyńska...

          a czasem tylko wydaje sie , ze ta milośc jest....

          zwierzeta czesto zabijaja swoje młode i nie a po temu jakis szczególnych
          powodów....

          kobieta ...MUSI kochac, bo to wyróznia ja spośród zwyczajnych
          ssaków...nierozumnych istot....

          ale jak widac nie kazda musi, nie kazda chce...

          ta matka zrobiła duzo dla swojego dziecka...dajac mu zycie i kochajaca ja rodzine...

          i nie demonizujmy pojecia MATKA...
          • bea.bea Re: wybór julii 29.07.08, 14:18
            ups...miało być..idealizujmy..
            • an_ni Re: wybór julii 29.07.08, 14:53
              ooj Bea na tym forum nie da sie nie idealizowac pojecia matka wink
              niestety to forum w wiekszosci reprezentuje postawe swietych matek
              polek, "jak sie nie poswiecisz to nie jestes prawdziwa matka"
              a co wiecej, ta postawa jest mocno wspierana badz wymuszana przez
              mezczyzn, ktorzy jednak sami nie maja obowiazku sie poswiecac
              podziwialabym taka kobiete w Polsce, w UK widac jest normalniej i
              normalne jest to ze rodzina, to nie tylko matka i dziecko

              wg mnie to bardzo dobre rozwiazanie, ze mozna dziecko oddac pod
              opieke odpowiedniej osobie a nie do zakladu i miec nad tym kontrole,
              majac na uwadze przyklady rodzin zastepczych bioracych dzieci
              (zdrowe!) dla pieniedzy nie mamy sie czym w Polsce chwalic ani za
              wiele podziwiac
              wiec taki wybor Julii jest lepszy niz udreka rozdziny i nieszczescie
              dziecka
              • verdana Re: wybór julii 29.07.08, 16:13
                Czym bardziej czytam, tym bardziej doceniam odwagę Julii. Bo jednak
                trzeba być odwaznym, zeby przyznac się glośno, ze się nie podolalo,
                ze nie wszyscy moga poswiecić absolutnie wszystko dla dziecka.
                Bo jednak w Polsce panuje niemal powszechna zgoda na to, ze
                najwyższa wartoscia jest poswiecenie kobiety - i nie tylko jej, ale
                takze wszystkich jej dzieci dla jednego chorego. Że bohaterska jest
                matka, ktora poswięci choremu dziecku caly czas, zaniedbując, często
                calkowicie swoje dzieci, męża, rodziców, ktora jest gotowa skazać na
                nedzę nie tylko siebie, ale i dzieci - aby być stale z
                niepelnosprawnym. I zwracam uwage na rzecz tu najistotniejsza, a nie
                podnoszona - nie po prostu z dzieckiem chorym, ale ze świadomoscią
                tego gdzie i z kim jest - bo w takim wypadku rzeczywiscie trudno je
                poświecić dla dobra rodziny. Ale dla dziecka, ktore nawet nie wie,
                czy jest w domu, czy nie, ktore tak naprawde nie ma świadomosci
                swojego losu, ani tego, kto jest jego matką.
                • gaja78 Re: wybór julii 29.07.08, 16:35
                  verdana napisała:

                  > Czym bardziej czytam, tym bardziej doceniam odwagę Julii. Bo jednak
                  > trzeba być odwaznym, zeby przyznac się glośno, ze się nie podolalo,
                  > ze nie wszyscy moga poswiecić absolutnie wszystko dla dziecka.
                  > Bo jednak w Polsce panuje niemal powszechna zgoda na to, ze
                  > najwyższa wartoscia jest poswiecenie kobiety - i nie tylko jej, ale
                  > takze wszystkich jej dzieci dla jednego chorego. Że bohaterska jest
                  > matka, ktora poswięci choremu dziecku caly czas, zaniedbując, często
                  > calkowicie swoje dzieci, męża, rodziców, ktora jest gotowa skazać na
                  > nedzę nie tylko siebie, ale i dzieci - aby być stale z
                  > niepelnosprawnym. I zwracam uwage na rzecz tu najistotniejsza, a nie
                  > podnoszona - nie po prostu z dzieckiem chorym, ale ze świadomoscią
                  > tego gdzie i z kim jest - bo w takim wypadku rzeczywiscie trudno je
                  > poświecić dla dobra rodziny. Ale dla dziecka, ktore nawet nie wie,
                  > czy jest w domu, czy nie, ktore tak naprawde nie ma świadomosci
                  > swojego losu, ani tego, kto jest jego matką.
                  >

                  Verdana - zgadzam się z każdym twoim słowem.
                  • asia.asz Re: wybór julii 29.07.08, 16:45
                    Ale dla dziecka, ktore nawet nie wie,
                    > > czy jest w domu, czy nie, ktore tak naprawde nie ma świadomosci
                    > > swojego losu, ani tego, kto jest jego matką.
                    podejrzewam ze mnostwo rodzicow uslyszalo cos podobnego do julii i
                    jej meza, ze nie wiadomo czy dziecko bedzie ich poznawac, rozwijac
                    sie itp. wielu rodzicow zdecydowalo sie jednak zaopiekowac taki
                    dzieckiem, czesto osiagajac wyniki ktore zaskakuja lekarzy
                    nie wszystkie dzieci jednak tak sie rozwinely, niektore pozostaly
                    przez cale zycie "roslinkami" (sory jesli kogos urazilam) ale zawsze
                    jest nadzieja, zawsze jest szansa ze to dane dziecko jednak bedzie
                    zylo w miare zwyczajnym zyciem, ze (nawet z opoznieniem) ale bedzie
                    sie rozwijac
                    tyle ze zeby miec nadzieje (i zeby walczyc i swoje dziecko) trzeba
                    tez kochac swoje dziecko i akceptowac je
                    u nich chyba tego zabraklo...
                    • gaja78 Re: wybór julii 29.07.08, 17:03
                      asia.asz napisała:

                      > zawsze jest szansa ze to dane dziecko jednak bedzie
                      > zylo w miare zwyczajnym zyciem, ze (nawet z opoznieniem) ale bedzie
                      > sie rozwijac

                      Mówimy o dziecku, które w wieku 5 miesięcy w miejscu kory mózgowej miało na RTG
                      czarną dziurę ... IMHO w takim przypadku nie ma nawet cienia nadziei, że dziecko
                      mogłoby kiedyś żyć "w miarę zwyczajnym życiem" sad

                      > tyle ze zeby miec nadzieje (i zeby walczyc i swoje dziecko) trzeba
                      > tez kochac swoje dziecko i akceptowac je

                      Zgadza się. Trzeba też być gotowym do poświęcenia życia swojego i swoich
                      pozostałych dzieci.
                      • asia.asz Re: wybór julii 29.07.08, 17:11
                        gaja, jak to nie ma nadziei skoro dziewczynka potrafi okazywac
                        emocje, skoro potrafi pokazac ze ja boli (a dokladniej opiekunka
                        potrafi to rozpoznac), skoro spedza czas z opiekunka aktywnie, na
                        zdjeciach tez nie wyglada na roslinke dla ktorej nie ma/nie bylo
                        nadziei

                        nadzieja zawsze jest i podobno umiera ostatnia
                        • gaja78 Re: wybór julii 29.07.08, 17:35
                          asia.asz napisała:

                          > gaja, jak to nie ma nadziei skoro dziewczynka potrafi okazywac
                          > emocje, skoro potrafi pokazac ze ja boli (a dokladniej opiekunka
                          > potrafi to rozpoznac), skoro spedza czas z opiekunka aktywnie, na
                          > zdjeciach tez nie wyglada na roslinke dla ktorej nie ma/nie bylo
                          > nadziei
                          >

                          Z tego co zrozumiałam, dziewczynka okazuje emocje: "śmieje się, krzyczy, śpiewa
                          po swojemu". Czyli tyle, co kilkumiesięczne zdrowe dziecko. Czy to jest w miarę
                          normalne życie ?

                          Ja to teraz na chłodno pisze, nie wiem jak bym myślała, gdyby to było moje
                          dziecko, bo wówczas racjonalizm mieszałby się z emocjami ... ale tak na chłodno
                          racjonalnie mówię szczerze - nie miałabym cienia nadziei przy tak uszkodzonym
                          mózgu. Nawet gdyby ten mózg miał się zacząć potem rozwijać - nie robiłabym sobie
                          nadziei na w miarę normalne życie ... I gdybym miała podejmować decyzję na
                          miejscu Julii, to właśnie z dużym szacunkiem wobec racjonalizmu, bo to decyzja
                          dotycząca życia AŻ 4 osób.
                          • asia.asz Re: wybór julii 29.07.08, 17:41
                            ja wlasnie tak emocjonalnie
                          • triss_merigold6 Re: wybór julii 29.07.08, 18:11
                            No więc dokładnie. Rozwój na poziomie kilkumiesięcznego dziecka u
                            nastolatka czy dorosłego człowieka to nie rozwój. To stan niemal
                            warzywny. Wątpię czy skazałabym siebie, mężczyznę i starsze dziecko
                            na życie 24/7 poświęcone opiece nad tak głeboko upośledzonym
                            dzieckiem.
    • osmanthus Drogie Matki-Polki 29.07.08, 16:40
      Poczytajcie sobie to

      www.telegraph.co.uk/health/main.jhtml?xml=/health/2004/05/19/hbaby19.xml

      i to

      www.telegraph.co.uk/health/main.jhtml?xml=/health/2008/03/10/hjulia110.xml

      oraz to

      www.guardian.co.uk/lifeandstyle/2008/mar/08/familyandrelationships.healthandwellbeing

      Posluchajcie tego

      www.bbc.co.uk/radio4/womanshour/03/2008_10_tue.shtml
      Polecam tez zapoznanie sie z ksiazka Jonathana Glovera pt Choosing
      Babies. The ethical dilemma of genetic inervention.
      (zwlaszcza strony 40-42, na ktorych pisze o przypadku Julii H.)

      tiny.pl/2519
    • graue_zone A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:07
      to co z badaniami w czasie ciąży? Czy USG nie wykazało uszkodzenia dziecka? Czy
      w Wlk. Brytanii nie robi się podstawowych badań diagnostycznych kobietom w
      ciąży? Czemu zdjęcia mózgu robiono małej dopiero w wieku 5-ciu miesięcy, jeżeli
      istniały przesłanki co do ewentualnego upośledzenia? Może gdyby Julia wiedziała
      w ciąży, że jej dziecko będzie niepełnosprawne, umiałaby się przygotować do
      trudności, jakie postawiło przed nią życie. Może cała sytuacja nie byłaby takim
      szokiem dla całej rodziny?
      • gaja78 Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:10
        graue_zone napisała:

        > to co z badaniami w czasie ciąży? Czy USG nie wykazało uszkodzenia dziecka?

        Niemal do końca ciąży wszystko było w porządku. W 38 tygodniu odkleiło się łożysko.
        • graue_zone Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:12
          Na początku listopada, kiedy Immie miała pięć miesięcy, neurolog pokazał im
          zdjęcie jej mózgu. Większej jego części nie było.

          No tak, ale to nie jest wynik odklejonego łożyska. Z tego powodu mózg nie zanika.
          • mama_kotula Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:19
            graue_zone napisała:
            > No tak, ale to nie jest wynik odklejonego łożyska. Z tego powodu mózg nie zanika.


            Proponuję przeczytać artykuły zalinkowane wyżej przez Osmanthus.
            • graue_zone Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:00
              No dobrze, nie będę się wymądrzać w sprawach medycznych. Rzeczywiście nie
              wiedziałam, że odklejenie się łożyska może mieć takie konsekwencje. Ale co z
              diagnostyką poporodową?
            • graue_zone Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:03
              Chętnie, ale moja znajomość angielskiego nie jest na tyle dobra, żebym mogła
              powiedzieć o 100% zrozumieniu tych tekstów.
          • gaja78 Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:21
            graue_zone napisała:

            > No tak, ale to nie jest wynik odklejonego łożyska. Z tego powodu mózg nie zanik
            > a.

            O mamuniu ...
            Wiesz jaka jest funkcja łożyska ?
            Wiesz co się dzieje z korą mózgową, kiedy następuje zbyt długa przerwa w
            dostawie tlenu ?
      • triss_merigold6 Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:22
        A może gdyby wcześniej przeprowadzono solidną diagnostykę to Julia
        miałaby możliwosć usunięcia ciąży? W UK to legalne i dość
        bezproblemowe. Oszczędziłoby to całej rodzinie traumy i konieczności
        podejmowania trudnych decyzji.
        • gaja78 Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 17:45
          triss_merigold6 napisała:

          > A może gdyby wcześniej przeprowadzono solidną diagnostykę to Julia
          > miałaby możliwosć usunięcia ciąży? W UK to legalne i dość
          > bezproblemowe. Oszczędziłoby to całej rodzinie traumy i konieczności
          > podejmowania trudnych decyzji.

          Diagnostyka - może tak, może nie. Przed 24 tygodniem problemu z łożyskiem może
          jeszcze nie być. Może się pojawić później. Przy czym jeśli by coś wykryto, to
          nie byłoby to wskazaniem do usunięcia zupełnie zdrowego zarodka/płodu, ale co
          najwyżej do położenia kobiety w szpitalu na patologii ciąży.

          Nie wiem, czy nie jest też tak, że części przypadków odklejenia łożyska po
          prostu nie da się przewidzieć.
          • triss_merigold6 Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:08
            Pamiętam reportaż w WO o nastolatce, która donosiła płód bez mózgu.
            Diagnostyka była ok. ale dziewczyna liczyła na cud + pod wpływem
            babci i księdza nie chciała usunąć, dziecko zmarło tuż po urodzeniu.
            Czyli w niektórych przypadkach jednak można diagnozować takie wady
            rozwojowe na usg.
            • gaja78 Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:17
              triss_merigold6 napisała:

              > Pamiętam reportaż w WO o nastolatce, która donosiła płód bez mózgu.
              > Diagnostyka była ok. ale dziewczyna liczyła na cud + pod wpływem
              > babci i księdza nie chciała usunąć, dziecko zmarło tuż po urodzeniu.
              > Czyli w niektórych przypadkach jednak można diagnozować takie wady
              > rozwojowe na usg.

              Tak, wady rozwojowe tak. U córeczki Julii mózg aż do dnia porodu był ok, tylko z
              powodu niedotlenienia (lub wylewu) jego struktura w ciągu kilku/kilkunastu minut
              uległa zniszczeniu. Chyba.
              • verdana Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:23
                Moja przyjaciółka urodzila dziecko - martwe na skutek odklejenia się
                łóżyska. Powiedziano jej, że nawet, gdyby udalo się reanimowac,
                niedotlenienie było tak dlugie, ze dziecko nie miało absolutnie
                żadnych szans na rozwoj - mozg uległ zniszczeniu. I to bylo dziecko
                100% zdrowe przez całą ciążę.
              • graue_zone Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:24
                Ale czy to jest możliwe, żeby z powodu odklejenia się łożyska zanikła część
                mózgu? To nie jest złośliwe pytanie, ja po prostu nie wiem i ciekawa jestem, czy
                któraś z Was zna może dane medyczne.
            • brak.polskich.liter Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:29
              Tez pamietam ten reportaz. Tyle, ze dotyczyl on dziewczyny, swiadomie donoszacej
              plod ze zdiagnozowana anencefalia. Tutaj mowa jest o porazeniu mozgowym,
              prawdopodobnie na skutek urazu okoloporodowego, a to zupelnie inna para kaloszy.
              • graue_zone Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:31
                Ale w artykule piszą, że dziecko nie ma części mózgu.
                • brak.polskich.liter Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:50
                  graue_zone napisała:

                  > Ale w artykule piszą, że dziecko nie ma części mózgu.

                  Ubytki roznych czesci mozgu zdarzaja np. przy rozleglych wylewach krwi, czy
                  ostrym niedotlenieniu spowodowanym innymi czynnikami.
                  • graue_zone Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 18:56
                    A to tego nie wiedziałam. Dobrze, więc abstrahując od diagnostyki prenatalnej,
                    ale ciekawe czemu tak długo trwało stwierdzenie tego uszkodzenia po porodzie.
                    • brak.polskich.liter Re: A tak swoją drogą... 29.07.08, 19:17
                      Alez ona zostala zdiagnozowana pod katem "niedotlenienie mozgu", tuz po
                      porodzie. Byla resuscytowana, pierwsze tygodnie spedzila na OIOMie. Wiadomo,
                      czym grozi takie powazne niedotlenienie mozgu. Nie przypuszczam, zeby lekarze
                      nie poinformowali rodzicow o dosc wysokim prawdopodobienstwie uszkodzenia mozgu
                      juz wtedy, w szpitalu.
    • wieczna-gosia Re: wybór julii 29.07.08, 21:28
      dlania napisała:

      > Pewnie że dla dziecka to lepiej i chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości.

      i to zdanie powinno konczyc dyskusje zasadniczo. Przez jaka niedojrzalosc i
      glupote Julia by nie przeszla i jakby nie miala poprzewracane w glowie od
      konsumpcjonizmu- ostateczne rozwiazanie jest moim zdaniem korzystne dla dziecka
      a to o jego dobro tu chodzi.
      • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 21:50
        To prawda, lepiej. Ale niech nikt nie każe mi się zachwycać postępkiem matki i
        jej rzekomą odwagą.
        • wieczna-gosia Re: wybór julii 29.07.08, 21:59
          a jak wykazywanie zrozumienia i niezamykanie oczu na problem jest zachwytem to
          ja przepraszam.
          • graue_zone Re: wybór julii 29.07.08, 22:33
            Nie, zrozumienia nie wykazuję, a oczy zamknęła bohaterka artykułu.
            • wieczna-gosia Re: wybór julii 29.07.08, 22:44
              > Nie, zrozumienia nie wykazuję, a oczy zamknęła bohaterka artykułu.
              przed chwila czepialas sie podziwu. Teraz czepiasz sie zrozumienia jednoczesnie
              przyznajac ze z punktu widzenia dziecka slusznie sie stalo- o rany...
    • joanna35 Re: wybór julii 29.07.08, 23:02
      Po lekturze większości postów nasuwa mi się jeden wniosek - jak
      łatwo od akceptacji aborcji na życzenie przejść do akceptacji
      porzucenia chorego dziecka. Zalegalizujmy etanazję - w majestacie
      prawa i sumienia pozbędziemy się i chorych dzieci i uciążliwych
      staruszków.
      • wieczna-gosia Re: wybór julii 29.07.08, 23:33
        mnie natomiast zdumiewa ze przeciwniczki twarde aborcji nie popieraja wyboru
        Julii- przeciez to w postach przeciw aborcjipojawiaja sie argumenty ze
        ostatecznie przeciez mozna oddac, ofiarowac dziecku szanse i zycie, a tam gdzies
        w swiecie czeka mamusia ktora je pokocha. Owszem czeka i aborcja jest be, a ty
        matko porzucajaca dziecko jestes potworem.
        • joanna35 Re: wybór julii 29.07.08, 23:44
          Może niezbyt dokładnie przeczytałam artykuł, ale z tego coz
          rozumiałam to Julia chciała tego dziecka, więc w tym konkretnym
          przypadku to nie jest tak, że posieciła się i podarowała dziecku
          życie . Powiedz mi Gosiu czy dla Ciebie pięć miesięcy to dużo czy
          mało?
          • wieczna-gosia Re: wybór julii 30.07.08, 00:17
            czyli jesli kobieta nie chce dziecka ale sie poswieci to jest cacy a jesli chce
            dziecka ale jednak decyduje sie oddac, bo sie nie wyobraza to jest potworem.
            Wiele kobiet majacych alternatywe aborcji lub donoszenia i oddania bedzie
            wdziecznych za te furtke.

            Powiedz mi Gosiu czy dla Ciebie pięć miesięcy to dużo czy
            > mało?
            np jak ktos bierze kredyt na 5 miesiecy to na krotko bierze. Zasadniczo jest to
            dla mnie krotko, ale z drugiej strony jak meza nie bylo 3 miesiace to
            postarzalam sie o rok....
        • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 08:44
          > mnie natomiast zdumiewa ze przeciwniczki twarde aborcji nie
          popieraja wyboru
          > Julii

          gosiu, statystyki przeprowadziłaś ?
          • michalina4 Re: wybór julii 30.07.08, 09:18
            Mnie natomiast zdumiewa gloryfikacja tradycyjnego modelu rodziny z
            dzieckiem niepełnosprawnym, a kto się wyłamie (tutaj Julia) - won.
            Zdumiewa fakt, jak Łatwo wrzeszczeć, że nie zawsze ta matką, co
            urodziła, ale ta co kocha i wychowuje, a kiedy stajemy przed
            przykładem rzeczywistym...cóż.Ale jak zwykle, teoria jedno, praktyka
            drugie.
            Nie rzucamy kamieniem w tą, która zostawiła tobołek pod kościołem -
            cieszymy się, jeśli dziecko przeżyło, nic to, że z poplątaną
            sytuacją prawną miesiącami czeka na nowych rodziców.Dziecko
            niepełnosprawne nie jest beatyfikowane z dniem orzeczenia
            niepełnosprawności - Julia to wie.Dziwne to...
            Oburzenie wzbudza też fakt zarobku na książce. Żadna z was nie
            przyjęłaby pieniędzy za choćby artykuł o swoim dziecku? A co do
            porażającej szczerości autorki książki, to nie dziwi mnie nagonka -
            przecież od pradziejów uczono nas prać brudy we własnym domu.
            • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 10:03
              michalino-zatem sądzisz,że to były "brudy" ?
              • triss_merigold6 Re: wybór julii 30.07.08, 10:11
                Owszem. Brudy czyli sprawy postrzegane i oceniane wstydliwe: rozpad
                związku, przemoc, zmęczenie opieką nad członkiem rodziny, niechęć,
                nienawiść, obrzydzenie, chęć ucieczki etc.
                W kontekście tej dyskusji cholernie mnie bawią teksty typu "nie
                przerywaj ciąży, najważniejsze żebyś urodziła a potem możesz oddać,
                tyle ludzi czeka na dzieciątko". Otóż nie najważniejsze. Ważniejsze
                jak widać jest to co dzieje się po porodzie.
                • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 10:21
                  No to w czym lepsze jest pranie brudów publicznie od prania w domu ?


                  > W kontekście tej dyskusji cholernie mnie bawią teksty typu "nie
                  > przerywaj ciąży, najważniejsze żebyś urodziła a potem możesz
                  oddać,
                  > tyle ludzi czeka na dzieciątko". Otóż nie najważniejsze.
                  Ważniejsze
                  > jak widać jest to co dzieje się po porodzie.

                  Kontekst tej dyskusji niekoniecznie powinien być przekładany na inne
                  teksty, zwłaszcza jeśli w obu biorą udział inne osoby.
                  • malila Re: wybór julii 30.07.08, 10:30
                    guderianka napisała:

                    > No to w czym lepsze jest pranie brudów publicznie od prania w
                    domu ?

                    Mniej więcej tym, czy różni się bezwstydne kupowanie podpasek,
                    prezerwatyw i poradników ars amandi oraz normalne korzystanie z
                    toalety - również wtedy, gdy ludzie wiedzą dokąd idziesz, od
                    udawania, że się nie miewa miesiączki, potrzeb seksualnych i potrzeb
                    fizjologicznych.
                    • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 10:42
                      > Mniej więcej tym, czy różni się bezwstydne kupowanie podpasek,
                      > prezerwatyw i poradników ars amandi oraz normalne korzystanie z
                      > toalety - również wtedy, gdy ludzie wiedzą dokąd idziesz, od
                      > udawania, że się nie miewa miesiączki, potrzeb seksualnych i
                      potrzeb
                      > fizjologicznych.

                      Myślę,że kompletnie nie trafiłaś
                      Przedstawiłaś dwa odmienne bieguny:
                      -normalności
                      -przesadnej pruderii

                      Jest jeszcze środek a więc nie epatowanie seksualnością i fizjologią
                      ale też nie udawanie że one nie istnieją
                      W kontekście Julli
                      -można prać brudy publicznie i epatować nimi
                      -można prać je poprzez udawanie,że nic się nie stało
                      -można też rozmawiać o nich z osobami bliskimi, znajomymi,
                      potrzebującymi
                      • malila Re: wybór julii 30.07.08, 10:55
                        guderianka napisała:
                        > Myślę,że kompletnie nie trafiłaś
                        > Przedstawiłaś dwa odmienne bieguny:
                        > -normalności
                        > -przesadnej pruderii

                        Od kiedy normalność jest drugim biegunem pruderii?

                        > W kontekście Julli
                        > -można prać brudy publicznie i epatować nimi
                        > -można prać je poprzez udawanie,że nic się nie stało
                        > -można też rozmawiać o nich z osobami bliskimi, znajomymi,
                        > potrzebującymi

                        W kontekście Julii nie można mówić o normalności, bo ona nie
                        istnieje. Oddanie dziecka niepełnosprawnego do adopcji, ośrodka
                        opiekuńczego, do rodziny zastępczej jest tematem tabu. Czyli takie
                        zjawisko nie ma prawa istnieć. I nie zaistnieje dopóki nie zacznie
                        się o nim mówić publicznie. Podpaski w telewizji kiedyś szokowały.
                        Ale obawiam się, że bez tego szoku, kobiety nie zaczęłyby oficjalnie
                        miesiączkować.
                        • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 11:09
                          > Od kiedy normalność jest drugim biegunem pruderii?

                          Pruderia jest zjawiskiem udawanym a nie naturalnym. Czyli normalnym
                          zachowaniem nie jest


                          Oddanie dziecka niepełnosprawnego do adopcji, ośrodka
                          > opiekuńczego, do rodziny zastępczej jest tematem tabu. Czyli takie
                          > zjawisko nie ma prawa istnieć

                          Temat tabu bo nie ma się czym chwalić. To sprawa osobista, intymna
                          tak samo jak pożycie seksualne (nie bez kozery zwane pożyciem
                          intymnym). Można o tym mówić, dyskutować ale bez robienia show.
                          Julia zapomniała chyba w którymś momencie,że nie jest na scenie
                          swego teatru
                          A co do normalności. Życie Julii w zasadzie nie uległo zmianie..

                          Podpaski w telewizji kiedyś szokowały.
                          > Ale obawiam się, że bez tego szoku, kobiety nie zaczęłyby
                          oficjalnie
                          > miesiączkować.

                          Szokowały nie dlatego,że łamały tabu. Tylko dlatego,że są niesmaczne
                          zwłaszcza gdy panienka z głupim usmiechem zauważa plamę na spodniach
                          i ocenia niemalże organoleptycznie chłonność podpaski
                          • malila Re: wybór julii 30.07.08, 13:10
                            guderianka napisała:
                            > Szokowały nie dlatego,że łamały tabu. Tylko dlatego,że są
                            niesmaczne
                            > zwłaszcza gdy panienka z głupim usmiechem zauważa plamę na
                            spodniach
                            > i ocenia niemalże organoleptycznie chłonność podpaski.

                            Uczucie niesmaku nie zmienia istoty rzeczy: miesiączka była tematem
                            tabu, o którym matki rzadko rozmawiały z córkami, ograniczając się
                            do niezbędnych informacji typu: co należy z tym zrobić. Miesiączka
                            często budziła poczucie wstydu, że o kupowaniu podpasek czy waty nie
                            wspomnę. Miesiączka była zakłamana.
                            Zakłamana była cipka. Wciąż bywa. Miejsce nienazwane czyli
                            nieistniejące. Wstydliwe.
                            Zakłamana jest niechęć do rozmnażania się.
                            Nienormalna była chęć odpoczęcia od dziecka.
                            Zakłamane były i bywają uczucia gniewu, smutku, rezygnacji - budzące
                            się przy niedawno urodzonym dziecku.
                            Owszem, można mieć miesiączkę, cipkę, można nie chcieć mieć dzieci,
                            można mieć chwile, kiedy najchętniej rzuciłoby się dzieckiem o
                            ścianę. I wszystko jest w porządku, dopóki nie zacznie się o tym
                            mówić. Cicho sza. Nie mów o tym nikomu, bo jak powiesz, trzeba
                            będzie przestać udawać, że wszystko jest pod kontrolą, że ludzi nie
                            można wymodelować i piękny obrazek ludzkiej "natury" się rozmaże.
                            • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 13:13
                              Fajnie o tych cipkach piszesz-co nie zmienia faktu ,że cipka jest
                              narządem intymnym i nie powinno się o nim tak samo gadać jak o
                              oczach a już zwłaszcza jeśli nie odbywa się to w celach naukowych,
                              poglądowych lecz ...reklamowych
                              A reklamą stało się wydanie ksiązki (z całą towarzyszącą otoczką ) i
                              pokazanie podpasek w tv. Jedno i drugie tak samo niesmaczne. Dla mnie
                              • mama_kotula Re: wybór julii 30.07.08, 13:19
                                Ale Guderianko, dlaczego pokazanie podpasek jest niesmaczne?

                                Podpaska to podpaska. Artykuł konsumpcyjny. Kupowany między sałatą a puszką
                                sardynek. Są podpaski lepsze i gorsze - dlaczego nie reklamować tych lepszych?
                                Dlaczego nie dyskutować na ich temat? Dlaczego nie pokazywać ich w TV?

                                Z takich poglądów, że nie powinno się gadać, wynika np. okrutne wyśmiewanie się
                                kolegów w szkole, że Maryśka ma plamę na spodniach, bo jej podpaska przeciekła
                                (przeżyłam raz coś takiego, pół szkoły ryczało ze śmiechu, kiedy omotywałam się
                                bluzą w pasie, aby ukryć plamy).
                                • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 13:22
                                  > Ale Guderianko, dlaczego pokazanie podpasek jest niesmaczne?

                                  MOjego niesmaku nie budziałby reklama podpasek. Komercja to
                                  komercja. Ale cała otoczka, głupawa panienka ściskająca podpaskę i
                                  wylewająca na nią płyny. A już zwłaszcza taka reklama w czasie
                                  spożywania posiłu przyprawia mnie o chęć puszczenia pawia.
                                • graue_zone Re: wybór julii 30.07.08, 13:24
                                  Jest niesmaczne tak samo jak pokazywanie reklam papieru toaletowego. Człowiek
                                  jest odzierany z całej intymności w imię jawnej fizjologii.
                            • mama_kotula Re: wybór julii 30.07.08, 13:15
                              Mogę jeszcze dodać - zakłamana była niepłodność, rozmawiano o niej po cichu, bo
                              społecznie postrzegana była jako "niedoskonałość" (zresztą, w niektórych kręgach
                              jest tak do tej pory - patrz wypowiedzi jednej z forumowiczek w wątku o in vitro).

                              I zgadzam się z Malilą. O niektórych rzeczach trzeba w końcu powiedzieć głośno.
                              Trzeba nauczyć się akceptacji do słabości ludzkiej - a nie wciąż stawiać ludziom
                              pomniki za życia za "bohaterstwo", które sprowadza się do powolnego wypalania i
                              męczeństwa.
                              • guderianka Re: wybór julii 30.07.08, 13:25
                                > I zgadzam się z Malilą. O niektórych rzeczach trzeba w końcu
                                powiedzieć głośno.
                                > Trzeba nauczyć się akceptacji do słabości ludzkiej - a nie wciąż
                                stawiać ludzio
                                > m
                                > pomniki za życia za "bohaterstwo", które sprowadza się do
                                powolnego wypalania i
                                > męczeństwa.
                                >

                                Zgadzam się
                                Nie zgadzam się nie tylko z treścią, co z formą
                                Podkreślam po raz kolejny-że sęk nie w tym,że doszlo do adopcji
                                niepełnosprawnego dziecka. Sęk w tym co się działo oprócz tego.
                                Do jasnej Anielki- Julia nie była pierwszą , która oddała dziecko do
                                adopcji. Ale pierwszą która dała odczuć (bynajmniej mi ale jak widzę
                                po postach również innym forumowiczkom), że oddała to dziecko bo nie
                                pasowało do jej wizji sielankowego rodzinnego życia, bo kłuło w oczy
                                swym wyglądem i w uszy swym płaczem, bo było wybrakowane. I wtedy
                                zrobiła sobie nowe
                    • marysienka44 Re: wybór julii 30.07.08, 10:53
                      Czytam, i czytam co też tu ciekawego dziewczyny piszą no i musze się
                      odezwać co ja o tym myślę.
                      Julia na pewno nie jest dla mnie bohaterką, bo aby być musiala by
                      dokonac czynu bohaterskiego.
                      Ale tez nie potępiam jej za decyzję. Uważam że postąpiła słusznie,
                      bo nie ważne jest to iz mieli kasę, iż była by dla większości "super
                      matką", gdyby córeczka z nia została, a sama straciła by swoje "ja",
                      męża, drugą corkę. Poświęcilaby się, oddawałaby chorej córce cały
                      swój czas, całe siły ale co z tego gdyby robiła to z niechęcią, bez
                      uczuć, bez milości? z przekonaniem że jest męczennicą, że coś jej
                      zabrano, że ona ma karę...
                      Jedne z nas nadają się na matki ot takie zwykłe co to rykna, krzykną
                      czy dadza klapsa,posiedzą na forum, zapalą papieroska przy dziecku
                      itd. drugie to "matki polki" co to usiąda z dzieckiem i czytją,
                      budują z klocków, głowy nie umyją ale z plasteliny ulepią balwanka,
                      no poświęca duuużo czasu dziecku, wszytsko wytłumacza, trzecie to te
                      co z pokora i zrozumieniem przyjmą i pogodzą się z tym iż mają chore
                      dziecko, zajmą się nim, swoje zycie podporządkuja dziecku choremu, a
                      są zapewne i takie jak Julia ktore się "tety czy niestety" nie
                      przyznają iż mają dość, lub że chętnie same pozbyły by się takiego
                      dziecka (ale nie w sensie uśmiercenia tylko opieki).
                      Więc takie jestesmy różne, ale nikt nie powinien oceniac która z nas
                      jest matka lepsza czy gorszą.
                      Julia nie zabiła dziecka, nie olała na calej lini (kontakt ma czyli
                      się interesuje), kocha córkę na swój sposób, a to wlaśnie może
                      dzięki temu iż ją oddała i wtedy odkryła że to jest jej dziecko a
                      nie kula u nogi.
                      To że napisala książkę ,la mnie nie jest na pewno po to aby
                      błyszczeć czy robi kasę. Może chciala pokazać kobietą iż istnieje
                      jeszcze takie wyjście, aby te wszystkie załamane, zrozpaczone i w
                      pewien sposób udręczone przez siebie same psychicznie kobiety
                      zrozumiały jak można zrobić (a nie myślec muszę, muszę sie
                      opiekować i koniec, musze bo tak wypada, bo tego oczekują inni itd.)
                      Ile było przypadkow że matka otruła siebie i swoje chore dziecko?
                      Albo matka ktora popchnela z mostu do rzeki najpierw swoje chore
                      dzieci (na wozkach) a potem sama skoczyla aby się zabic?
                      Czy to lepsza decyzja niż oddać dzieci komuś pod opiekę, samemu
                      odpocząć, odetchnąć, wyzdrowiec psychicznie i mieć radość np.z
                      kontaktow w czasie odwiedzin, spotkań, a nie wieczną zlość i żal gdy
                      się jest z dzieckiem 24na dobę?
                      Ja tam jej nie potępiam, ale też z zachwytu nie pieję.
                      Jdyna głupota nie wytłumaczalna to trzecie dziecko.
        • graue_zone Re: wybór julii 30.07.08, 12:37
          Pisałam już o tym, ale powtórzę. Czy naprawdę nie widzisz różnicy między
          kobietą, która ma zabić dziecko (aborcja), ale zamiast tego rodzi je i oddaje do
          adopcji a kobietą, która rodzi dziecko, którego chce i które na nieszczęście nie
          spełnia jej oczekiwań i je dlatego matka je porzuca? Powtórzę jeszcze raz: Julia
          NIE ODDAŁA dziecka innej kochającej osobie, ona je PORZUCIŁA w szpitalu. Mała
          trafiła do zastępczej matki - świetnie, ale równie dobrze mogła trafić do
          ośrodka dla upośledzonych dzieci.
    • karola1008 Re: wybór julii 30.07.08, 13:39
      jedną dobrą rzeczą, jaką zrobiła Jlia jest oddanie córki w dobre
      ręce. Julia nie jest bohaterką. Bohaterką jest kobieta, która
      wychowuje jej niepełnosprawne dziecko.
      • dlania jeszcze o podpaskach 30.07.08, 13:43
        A może to jest tak, że ludzie łatwiej przyjmuja do
        wiadomości "słabości" fizyczne (okres, podpaska, bezpłodność) niż
        psychiczne? Zakładają, że psychika jest jednak o wiele bardziej
        podległa naszej wolnej woli niz fizycznośc?
    • iwles A jak to się dzieje, 30.07.08, 14:04

      że obca kobieta jest zdolna do pokochania obcego dziecka
      niepełnosprawnego, do wpasowania go w swoją rodzinę, a rodzona matka
      nie ?



      • graue_zone Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 14:10
        Bo nie dało się siedzieć na ganku z niemowlęciem, patrząc jak starsza córka
        skacze po rabatkach. Nie dało się wspólnie słuchać w łóżku oper. Nic się nie
        dało. Więc jak tu kochać?
      • mama_kotula Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 14:59
        iwles napisała:
        > że obca kobieta jest zdolna do pokochania obcego dziecka
        > niepełnosprawnego, do wpasowania go w swoją rodzinę, a rodzona matka nie ?

        Bo ludzie są skonstruowani w różny sposób. Amen.
        • iwles Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 21:02

          > Bo ludzie są skonstruowani w różny sposób.

          No więc dlaczego tutaj, w tym wątku padło tyle razy: zrobiła to dla dobra dziecka ?
          Tylko... skąd ta pewność, że dziecko woli być porzucone przez matkę niż z nią być ?

          Mydlenie oczu.... oddała dziecko, nie dla jego dobra, oddała dla swojego dobra.





          • kawka74 Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 22:06
            > Tylko... skąd ta pewność, że dziecko woli być porzucone przez matkę niż z nią b
            > yć ?

            Po pierwsze obawiam się, że w przypadku Immie trudno mówić o woleniu czegokolwiek.
            Po drugie - co musiałoby być motywem oddania/porzucenia dziecka, żeby
            społeczeństwo było łaskawe przełknąć ten motyw? Dlaczego kwestia samopoczucia
            matki jest z góry wykluczane?
            Po trzecie - nigdy w życiu, po tym, czego się dowiedziałam w ośrodku adopcyjnym,
            nie pokuszę się o ocenę któregokolwiek z rodziców, którzy oddali/porzucili
            dziecko. Moja bezczelność tak daleko nie sięga. Cudza najwyraźniej i owszem.
            • mama_kotula Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 22:23
              >Po drugie - co musiałoby być motywem oddania/porzucenia dziecka, >żeby
              społeczeństwo było łaskawe przełknąć ten motyw?

              No jak to co? napisane było już kilka razy w tym wątku: brak kasy smile


              > Dlaczego kwestia samopoczucia matki jest z góry wykluczane?

              Bo to psuje świętość pojęcia "macierzyństwa". Na samopoczucie matki dopiero
              niedawno zaczęto nieśmiało zwracać uwagę, hasłem w stylu "szczęśliwa matka =
              szczęśliwe dziecko". Ale i tak króluje wciąż pogląd - chciałaś babo mieć
              dziecko, to zaciśnij zęby i nie marudź, musisz sobie poradzić, tysiące sobie
              radzą, to ty też musisz.
              • graue_zone Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 22:31
                Ty jednak strasznie płytko to widzisz. Nie brak kasy, ale brak możliwości opieki
                nad dzieckiem. A dbając o dobre samopoczucie matki może od razu warto zastanowić
                się, kiedy matka może porzucić dziecko, by nie psuło jej szczęśliwego życia? Jak
                będzie niegrzeczne? Jak będzie pluło przy obiedzie? Jak dostanie jedynkę w
                szkole? To wszystko są sytuacje, powodujące dyskomfort psychiczny.
              • kawka74 Re: A jak to się dzieje, 30.07.08, 22:31
                > No jak to co? napisane było już kilka razy w tym wątku: brak kasy smile

                Czyli wystarczy mieć pusty portfel, żeby oddać/porzucić dziecko? No, to małe ma
                to społeczeństwo wymagania.

                Ale i tak króluje wciąż pogląd - chciałaś babo mieć
                > dziecko, to zaciśnij zęby i nie marudź, musisz sobie poradzić, tysiące sobie
                > radzą, to ty też musisz.

                To znaczy, że adoptując dzieci tym bardziej nie będę mogła kwęknąć, bo jeszcze
                ciążę można usprawiedliwić wpadką, ale adopcję...? Ale kanał...
    • lubie.garfielda Re: wybór julii 30.07.08, 19:12
      Nie czytałam wszystkiego. Ale zauważyłam że większość osób czepiających się Julii (bo nie wszystkie równo potępiają jej postawę) zauważają jej męża tylko jako tego który nakazał Julii pozbycia się problemu a nie osobe współodpowiedzialną za tą decyzję.

      KOBIETY!!! (panny, mężatki, córki, matki lub bezdzietne...)

      czy za dzieci odpowiedzialna jest tylko matka?
      Chyba tak... bo mężczyźni są na to "za słabi". Wśród listów do Wysokich był nawet jeden na ten temat (pisała go nauczycielka szkoły integracyjnej) wyliczający ojców którzy się nie złamali... a było ich aż dwóch.

      Widuje czasem "na mieście" posunięte w latach (często już zbabciałe) matki prowadzące za ręke swoje ułomne umysłowo dorosłe(?) wieczne dzieci. Ubrani są zawsze schludnie, ale w 90% przypadków bardzo już niemodnie (właściwie głównie to niedzisiejszy krój i materiały zdradzają wiek ich ubrania). Podejrzewam, że to skutek życia z alimentów i zasiłków (czytaj jałmużny). ONE się nie zdecydowały na to co Julia, wiele z nich zajmowało się w życiu swoim dzieckiem... A jaki są tego konsekwencje finansowe to widać.

      Żeby nie było że nie zwracam uwagi: RAZ widziałam zamożną matkę z upośledzonym nastolatkiem i RAZ niezamożnego ale schludnego ojca. Pozatym przyjmuje do wiadomości, że istnieją rodzice nieubodzy którzy po prostu nie szarpią swoich po mieście.
      • joanna666 Re: wybór julii 30.07.08, 22:14
        Do "przedpiśczyni": ta "niemodność" nie musi wynikać z niezamożności. Może
        wynikać z wieku osoby wybierającej odzież (czyli starszej matki lub ojca), z
        tego, że syn lub córka nie wybierze sam ciuchów według aktualnych trendów
        (mogłaby być nawet odzież z bazarku, tania, ale "współczesna").

        A wracając do sedna sprawy:

        - rozumiem, że Julia zostawiła Immie w szpitalu (nie każdy ma siłę), ale nie
        rozumiem, dlaczego nie interesowała się, dokąd może trafić (no, chyba że nie
        doczytałam). Wiele znanych mi rodzin mających pod swoją opieką osoby
        (najczęściej dzieci) niepełnosprawne nie oddaje ich z tego powodu, że zwyczajnie
        trudno trafić na dobry ośrodek czy opiekunkę zastępczą matkę (w Polsce prawie
        nierealne, uważam, że w UK tez nie jest super w każdym przypadku). Bo w rodzinie
        jeszcze są jakieś szanse, w ośrodku - często prawie żadne.

        - nie rozumiem kompletnie, czemu dorabia do tego ideologię - że dla dobra córki
        zrezygnowała z opieki nad nią. Chyba nie szukała sama osoby godnej zaufania - to
        zrobiła za nią opieka społeczna.
        Miała prawo tak postąpic i nie nam ją oceniać. Ale prywatnie uważam, że
        postąpiła po pierwsze głupio, po drugie - nie jak dojrzała kobieta, tylko
        małolata (eh, to zaskoczenie, że dziecko nie jest takie, "jak powinno", że facet
        chce odejść, stawia warunki - albo dziecko, albo ja - totalnie nie pasuje mi to
        do ludzi dorosłych, wykształconych i chybasmile inteligentnych).
        • evee1 Re: wybór julii 31.07.08, 08:12
          > - nie rozumiem kompletnie, czemu dorabia do tego ideologię - że
          dla dobra córki
          > zrezygnowała z opieki nad nią. Chyba nie szukała sama osoby godnej
          zaufania - t
          > o
          > zrobiła za nią opieka społeczna.
          Dla dobra corki, bo sama nie byla wydolna matka w przypadku Immie i
          nie dawala sobie lsychicznie rady. Akurat opiekunka znalazla sie od
          razu. Poza tym to wlasnie opieka spoleczna powinna szukac opiekunow,
          a nie matka na wlasna reke, bo oni takich opiekunow szkola i o nich
          najwiecej wiedza.

          > Miała prawo tak postąpic i nie nam ją oceniać. Ale prywatnie
          uważam, że
          > postąpiła po pierwsze głupio, po drugie - nie jak dojrzała
          kobieta, tylko
          > małolata (eh, to zaskoczenie, że dziecko nie jest takie, "jak
          powinno", że face
          > t
          > chce odejść, stawia warunki - albo dziecko, albo ja - totalnie nie
          pasuje mi to
          > do ludzi dorosłych, wykształconych i chybasmile inteligentnych).
          Jakos nie widac, zeby ci dorosli, wyksztalceni i dojrzali ludzie
          ustawiali sie w kolejkach do adopcji dzieci niepelnosprawnych i
          umyslowo uposledzonych. Ciekawe dlaczego?
          Ludziom czekajacym na adopcje nikt nie zarzuca, ze nie adoptuja
          dzieci chorych i niepelnosprawnych (przeciez takie mogloby im sie
          trafic, gdyby sami mogli urodzic) i ze robia to dlatego, ze takie
          dziecko nie pasowaloby do ich idealnego obrazu swiata i rodziny.
          Dlaczego nie chce sie wiec przyjac do wiadomosci, ze dla niektorych
          opieka swojego dziecka w takim stanie moze byc psychicznie ponad
          sily, a nie tylko dlatego, ze "nie pasuje do obrazu".
    • buzka25 Re: wybór julii 30.07.08, 22:21
      nie wiem jak mozna oddac własne dziecko, ja mam synka niepełnosprawnego, zkazdym
      dnim oswajam sie z chorobą, ale ani razu nie pomyślalam o ew oddaniu mojego
      bąkasmilesmile, wprawdzie kazda choroba jest inna, ale serce matki jest jedno, nie
      wiem jak bym postapila przy takiej chorobie jaką ma Immie,
      • mama_kotula Re: wybór julii 30.07.08, 22:24
        > serce matki jest jedno

        Nie zgodzę się. IMHO - tyle serc, ile matek.
    • rita75 Re: wybór julii 31.07.08, 08:29
      "To Jay pierwszy postawił żonę przed wyborem: albo Immie, albo ja.
      To on pierwszy zasugerował, że Immie niszczy ich rodzinę. To on
      rzucił pomysł, żeby udusić ją poduszką - skrócić cierpienie dziecka"

      niewyobrazalne dla mnie, nie umiaalbym dzielic zycia z takim czyms
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka