janka39
30.07.08, 13:13
Dziewczyny, proszę, doradźcie mi w sprawie niani. Od blisko 2 m-cy
przychodzi do mnie dziewczyna, (dotąd) raz w tygodniu. Studentka I
roku, bez doświadczenia. Wydawało mi się, że synek (prawie 2,5-
letni) bardzo ją lubi, cieszy się, jak ma przyjść. Miałam do niej
zaufanie. Zaufanie zaufaniem, ale kontrola musi być. Kilka dni temu
wychodząc z domu, zostawiłam włączony dyktafon. Pierwszy raz
(wczeniej ona zajmowała sie dzieckiem, ja byłam w drugim pokoju). I
co? Ano kiepsko. Co prawda bić nie biła, nie krzyczała, dziecka nie
wyzywała, ale... prawie wcale się do niego nie odzywała. I nic z nim
nie robiła (ani rysowania, ani wspólnego budowania z klocków ani
nic). Synek próbował nawiązać z nia jakiś kontakt, a ona nie
reagowała albo odpowiadała zdawkowo. Pytała go tylko, czasem, czy
chce pić, siku albo kupę. I prawie na full nastawiła radio.
Z ciekawszych cytatów, tak pod nosem, do siebie: "która godzina?
wpół do dwunastej. Jeszcze 2 godziny i będę miała luz"
I chyba zbyt często stosowała karę - 2 minuty w kącie za
niesłuchanie.
No i nie wiem, co zrobić. Chyba straciłam do niej zaufanie, choć
niby nic się nie stało. To tylko jeden dzień w tygodniu, ale... No
właśnie. Jak ją z dzieckiem zostawię, to i tak nie odpocznę, bo cały
czas będę się zastanawiała, co się dzieje w domu.
Koleżanki, którym to opowiedziałam namawiają mnie, żebym od razu ją
wywaliła. A ja nie wiem sama.
Najgorsze jest to, że synek jeszcze bardzo mało mówi, więc nie moge
go zapytać, np. o to, co razem robili...
Ale jak pytam, czy chce żeby niania przyszła, to mówi, że tak.
A może po prostu z nią jeszcze pogadac jakoś?
Poradź coś, pliss