alicja0
10.08.08, 18:17
Co jakiś czas pojawia się wątek o tym, jak ubrać dziecko do chrztu i
takie tam. Ja chciałam z innej beczki: dlaczego mamy nie pytają się
jak ubrać się do kościoła na chrzest własnego dziecka? Bo sądzą, że
z tym nie będzie problemu. A jednak..
Dziś skoczyło mi ciśnienie (mam niskie, więc nie ze szkodą dla
zdrowia), gdy na niedzielnej Mszy jedna z mam chrzestnych ubrała
się.. jakby jej coś na łeb spadło. Kolor, długość, dodatki -
wszystko OK, do przyjęcia, ale z dekoltu sukienki biust mało nie
wypadł.
Nie było sensu zwracać jej uwagi, żeby po prostu się przykryła, bo i
tak nie miała czym (może pieluchą?), a zepsułabym jej humor na cały
dzień i pewno nijak nie wpłynęłoby to na jej zmianę wyglądu. Dlatego
postanowiłam napisać na forum, gdzie niektóre mamy planują chrzciny
dzieci, żeby przynajmniej uprzedzić tak niefortunne zachowanie.
Dziewczyny-kobiety: to w sumie oczywiste, że mamy biusty, niektóre
większe, inne mniejsze, nie trzeba tak tym epatować po oczach. To po
prostu NIEELEGANCKIE. Naprawdę.
To nie nie kwestia zaściankowości Polski, pruderii itp. co niektóre
zwykle zarzucają, gdy ktoś zwróci uwagę na zbyt ubogi w materiał
ubiór, ale w dzisiejszych czasach tak ubrana kobieta nie zostałaby
wpuszczona po prostu do jakiejkolwiek świątyni, katolickiej czy nie
w całym świecie. W uchodzących swego czasu za katolickie, a tak
naprawdę w bardzo zlaicyzowanych Włoszech czy Hiszpanii, gdzie
socjaliści obecnie wiodą prym i różne kosmiczne pomysły mają,
kobieta z biustem na wierzchu nadal nie zostałaby wpuszczona do
kościoła. Ba, nie wpuściliby ją gdzieś w jakieś kulturalne miejsce.
Najadłaby się wstydu i tyle. W Polsce od niedawna widzę nieśmiało
wprowadzane plakaty sugerujące jak należy się ubierać wchodząc do
kościoła, a kobiety tak dokładnie przyglądające się sobie w lustrze,
widocznie tracą wzrok na widok info, że do kościoła nie wchodzi się
w skąpym stroju.
Dobrych parę lat temu, Kaśniewska Jola została zjechana za
niestosowny strój podczas przyjęcia królowej angielskiej - gdzie
wyskoczyła w bardzo ładnym kostiumiku, tylko że spódnica była NIECO
ponad kolana. A u nas w Polsce było to traktowane jako super
elegancja. UPs.
Oczywiście, że nie wszędzie należy chodzić w kostiumiku, ale są
pewne standardy, które umożliwiają zachowanie taktu w samym stroju.
Nie chodzi się w ubraniach o kilka numerów za małych,
prześwitujących, za krótkich czy ukazujących biust w całej krasie.
To są standardy przyjęte w stroju u kobiet tzw. lekkiej profesji -
nie tylko tirówek (bo te to to dodatkowo tandeta i za mocny kolor).
Ja rozumiem, że aby zwrócić uwagę faceta na siebie, to trzeba
przebić taką tirówkę, ale aspirować do rangi, jaką ma w oczach
faceta tirówka..
Kobieta, którą widziałam w kościele miała stanik typu push up i
dekolt, który był równo z linią stanika, a więc widać było wyraźnie
ściśnięty biust i tą "klasyczną linię" między piersiami. To po
prostu jest nieeleganckie, a w kościele zupełnie niestosowne!
Siedziała na początku, świeciła tym biustem księdzu w oczy (proszę
nie pisać, że nie musiał patrzeć - musiał, bo gdzie miał patrzeć,
pod nogi?). Nie wspomnię, że latała co kilka minut z kościoła i z
powrotem, bo jako mama chrzestna miała sklerozę i ciągle musiała coś
donosic z samochodu, stukając po posadzce obcasami. Już pal sześć,
to jej łażenie, ale strojem to mnie powaliła.
Niektórzy może napiszą, że jak jest gorąco to nie da się inaczej jak
w krókich gaciach (panowie), obcisłej koszulce na ramiączkach z
widocznym biustonoszem lub nawet bez (panie) iść w niedzielę do
kościoła, bo potem to: idę na plażę, piwo, w gości, wycieczkę,
randkę.
NO, ludziska - w Polsce naprawdę nie ma takich temperatur, co by
zabiły w try miga, gdy się ubierze człek w koszulkę z krótkim, ale
jednak RĘKAWKIEM, czy w lniane, letnie spodnie, ale do kostki. Nie
słyszałam, żeby ktoś zszedł na taką dolegliwość.
Dobrze, że już w naszym tak goniącym na ślepo do cywilizacji kraju,
powstają w dobrych firmach standardy wizerunku, nie tylko dla
kierownictwa, ale dla pracowników niższych szczebli. Takie szkolenia
są super drogie (wiem, bo m.in. moje znajome prowadzą takie
szkolenia), a uczą naprawdę wydawałoby się banalnych rzeczy: że nie
chodzi się np. w dekoltach do pracy, bo nawet gdy stoisz i biustu ci
nie widać, to jak ktoś stanie nad tobą (ty siedzisz) lub lekko się
schylisz, to ten biust bardzo dobrze widać. Kiedyś mój znajomy
relacjonował, że nie wiedział gdzie ma skryć wzrok, bo sekretarka w
naprawdę poważnej kancelarii miała przesadny dekolt. I sądziła, że
po prostu jest ładnie ubrana. Uh..
Kiedyś moja znajoma, cudzoziemka, nie wytrzymała w autobusie i
spytała się dziewczyny, czy to jest piżama (ubrana była w jakąś
zwiewną, krótką koszulkę prześwitującą na tyle, że w sumie mogła
sobie darować jej zakładanie). Dziewczyna obraziła się i wyskoczyła
razem ze swoim chłopakiem z autobusu na pierwszym przystanku, a cały
autobus ryknął śmiechem, bo wszyscy doskonale wiedzieli, co autorka
pytania miała na myśli. A dziewczyna chciała tylko być sexy dla
swojego chłopaka..
A potem za kilka lat będzie pisała na forum, dlaczego mąż jej nie
szanuje.. .
Nie chodzi o to, żeby ubierać się jak zakonnica, po szyję zapinać
guziki i spódnicą zamiatać posadzki, bo można naprawdę wyglądać
super kobieco i przyjemnie dla oka również męskiego, nie epatując
swoim ciałem jakby było na sprzedaż - nic do ukrycia, bierzcie.
To nie ma nic wspólnego z elegancją, z super wyglądem, wzbudzeniem
szacunku do siebie (są takie, które nie chcą być traktowane z
szacunkiem?).
Dobra, wygadałam się. Ta mamuśka z kościoła wyszła w towarzystwie
innych gości, w tym również ubranych w lekkie przewiewne sukienki,
niektóre na ramiączkach, a jakże, ALE jakoś wszystkie inne babki
miały czy to lekkie wdzianka, czy szale - jakoś im nie umknęło, że
przynajmniej w kościele nie czas jest na espozycję swoich
seksualnych atrybutów.