naughty-angel
23.08.08, 23:50
Długo się zastanawiałam, czy zawracać Wam znowu głowy swoimi
problemami, ale dziś już nie wytrzymałam! Niedługo bierzemy z mężem
ślub (mówię mąż już od dłuższego czasu, bo tak się jakoś obydwoje
przyzwyczailiśmy) i już wcale mnie to nie cieszy. I nie chodzi wcale
o to, że to między nami jest coś nie tak. Otóż mój problem to
teściowa. Wszystko ustala i organizuje za nas. I to wcale nie jest
już ani pomoc, ani dobre chęci. Coraz bardziej mam wrażenie, że ten
ślub i wesele jest dla gości, których sobie zaprosiła. Najpierw
umówiła mnie do swojej fryzjerki i kosmetyczki ( o czym mnie
poinformowała oczywiście po fakcie) ok-pomyślałam- chce pomóc, nie
będę się przecież z nią o to kłócić. Ale to był dopiero początek.
Później sama postanowiła ustalić nam menu, wybrała i zarezerwowała
lokal i ogólnie wszystko, o czym chcieliśmy zadecydować sami,
zrobiła bez porozumienia z nami. Tort oczywiście jest nie dość, że
nasączany spirytusem (jak to tort) to jeszcze z jakąś alkoholową
polewą (karmię piersią), ale usłyszałam, że to nie ma znaczenia i
mogę nie jeść. Dobra, to da się przeboleć. Zarezerwowała lokal na 50
osób, a gdy dała nam listę SWOICH gości, okazało się, że nie ma
miejsca na naszych znajomych, ale też usłyszeliśmy, że to nie ma
znaczenia, bo rodzina najważniejsza (chyba szczególnie taka, której
się nie widzi pół życia), więcej nam nie trzeba (nota bene jej
sąsiedzi byli wpisani na listę i już zaproszeni!). Szarpiąc nerwy i
kłócąc się wywalczyliśmy samochód (po co, przecież jej mąż nas może
zawieść swoim), dj-ów ( obraziła się, bo bez diso polo ona nie
będzie się miała przy czym bawić), moją suknię (nie podoba jej się)
i chyba tyle. Mój mąż nie ma jeszcze garnituru, bo jak byliśmy w
sklepie ( który ona zatwierdziła oczywiście) mnie się nie podobał-
mój mąż wyglądał jak stary dziad. Wiecie jak to skomentowała? Że ja
nie musiałam przychodzić i nie byłoby problemu, bo przecież garnitur
nie ma znaczenia, może być byle jaki. Już wymyśla jakieś oczepiny,
głupie weselne przyśpiewki i zabawy, chociaż mówiliśmy, że nie
chcemy. Długo jeszcze byłoby pisać, co wymyśłiła, więc tak w skrócie-
są dwie kategorie- rzeczy, które mają znaczenie i te bez znaczenia.
W tej pierwszej znajduje się wszystko, co dotyczy jej i jej gości, w
tej drugiej ja i mój przyszły mąż. Jest mi przykro, bo ja w roli
panny młodej planuję wystąpić tylko raz, a goście przeżyją niejedno
jeszcze wesele. Jest mi strasznie przykro, bo to miał być wymarzony
ślub i wesele w kulturalnej atmosferze, a będzie tragedia. Nie mam
nawet ochoty tam iść. Moja mama, żeby się nie kłócić mówi, że ważne
późniejsze życie, a nie ślub. Ok, ale czy to, ze jestem już mamą
oznacza, że ja zasługuję na to, żeby chociaż ślub był taki, jak bym
chciała? Czy jest tak, jak mówi moja teściowa, że rodzice organizują
wesele dla siebie i dla gości, a my powiniśmy się godzić na
wszystko, bo to nie nasze zdanie jest tu najważniejsze? Płakać mi
się chce...